Portal - Informator Obywatelski Osób Niewidomych

www.defacto.org.pl
Teraz jest Cz sty 28, 2021 11:43

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 867 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18
Autor Wiadomość
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:36 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: swiatlekarza.pl 01.10.2020
Alicja Nyziak

Może raczej trzeba zadać pytanie: „Czy niewidomi oglądają filmy?” Większość osób odpowie, że nie. Ja powiem, że tak. Wiem, bo sama oglądam. Uwielbiam kino.
Powie ktoś: „Po co niewidomemu film, przecież nie widzi”. Po utracie wzroku też tak myślałam. Przecież film to przede wszystkim obraz. Oczywiście, oglądając filmy bezwzrokowo zawsze pozostanie margines, którego nie da się zastąpić słowami. Jednak od kilkunastu lat osoby z dysfunkcją wzroku mogą pełniej odbierać filmy dzięki audiodeskrypcji, czyli dodatkowej ścieżce opisowej. W przypadku filmów dopowiada ona w przerwach między dialogami, co dzieje się na ekranie. Opisuje postawę bohaterów, ich mimikę twarzy, gesty, krajobraz, o ile jest on istotnym elementem fabuły.
Ścieżka z audiodeskrypcją jest dogrywana do filmu. Tak więc niewidomy odbiorca ma co robić, gdyż poza „śledzeniem” akcji, słuchaniem dialogów i muzyki, skupia jeszcze uwagę na opisach czytanych przez lektora. To fantastyczne narzędzie otworzyło przed niewidomymi magiczny świat kina. Sprawiło, że niewidomi na równi z widzącymi mogą świadomie i subiektywnie wyrażać swoje zdanie w odniesieniu do obejrzanego filmu. Pierwszy raz doświadczyłam tego cudownego uczucia, gdy rozpoczęła się medialna nagonka związana z produkcją Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”.

Wielkie piękno kina

Na ostrzu krytyki po filmie „Pokłosie” znalazł się Maciej Stuhr, który w moim odczuciu fenomenalnie zagrał postać Józka Kaliny. Od pierwszych minut filmu czułam podskórne napięcie, zapowiadające jakiś dramat. Ta cisza, mroczny i milczący las, a w nim obserwujące wędrowca oczy. Skąd o tym wszystkim wiedziałam? „Namalowały” ten obraz w mojej wyobraźni audiodeskrypcja, muzyka i rozwijająca się fabuła, której głównym wątkiem były żydowskie macewy. Oglądając „Pokłosie”, wszystkie te bodźce tak na mnie oddziaływały, że często wstrzymywałam oddech.
Niedawno odeszła znakomita aktorka Danuta Szaflarska. W dniu jej śmierci w TVP 1 przypomniano film, w którym zagrała główną rolę – Doroty Kędzierzawskiej „Pora umierać”. Z przyjemnością zasiadłam ponownie do obejrzenia filmu, ale szybko zniechęciłam się. Obraz obfitował w długie sceny wypełnione jedynie muzyką. Pogubiłam się i trochę zirytowałam. Wyłączyłam telewizor, włączyłam komputer. Po chwili syntezator mowy zgłosił gotowość do pracy, więc włożyłam płytę do stacji i zaczęłam oglądać ten sam film. Jedyna różnica polegała na tym, że teraz oglądałam go z audiodeskrypcją. Nagle wszystko stało się jasne i czytelne. Scenę, którą w telewizji wypełniała tylko muzyka, dzięki opisowi lektora zapełniła Danuta Szaflarska. Stała w oknie i obserwując sąsiadów, widziała siebie, gdy tańczyła młoda i radosna.
Ile radości i poczucia ludzkiej normalności daje świadomość, że oglądam te same nowości, co osoby widzące! Ile radości mam wtedy, gdy słucham wyników głosowania na film roku i okazuje się, że ja już ten obraz widziałam, mogę opowiedzieć o jego walorach i mankamentach. Tak było w 2014 r., gdy filmem roku wybrano „Wielkie piękno” w reżyserii Paolo Sorrentino. Produkcja wcale nie była łatwa w odbiorze: zawierała wiele przenośni, akcja szybko się zmieniała, a główny bohater – Jep Gambardella – wędrował zarówno po świętych, jak wyuzdanych miejscach wiecznego miasta. W tym momencie pora na małą humoreskę związaną z bezwzrokowym oglądaniem filmu. Audiodeskrypcja opisała pierwsze minuty filmu, gdy japoński turysta pada na ulicy. Nie mogłam pojąć, dlaczego nikt nie śpieszy mu z pomocą? Przecież człowiekowi stała się krzywda, może dostał zawału serca, a tu wszyscy tacy obojętni! Dopiero po przeczytaniu recenzji mądrych „filmowych głów” znalazłam wyjaśnienie. To była przenośnia – japońskiego turystę poraziło piękno Rzymu. Przyznaję, że sama na to bym nie wpadła!
Po tej produkcji przyszła pora na kolejny film Paolo Sorrentino. Tym razem sięgnęłam po „Młodość”. Polecam, dobry film.

Festiwal filmów dla niewidzących

Niestety, nie mogę iść do kina i liczyć na to, że film, który będę chciała obejrzeć, będzie miał audiodeskrypcję. To nadal sfera niszowa. Jednak dzięki np. projektowi Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych „Pociąg” mogę systematycznie oglądać filmy z dodatkową ścieżką opisową. Raz w miesiącu listonosz przynosi do mnie przesyłkę z filmem, natomiast drogą elektroniczną otrzymuję do niego wprowadzenie, które przybliża postaci reżysera, głównych aktorów i fabułę. Przez dwa tygodnie każdy klubowicz może drogą elektroniczną wypowiadać się na temat danego filmu. Czasami refleksje innych bywają bardzo zaskakujące – widać po tym, jak w bardzo różny sposób osoby niewidzące mogą interpretować film.
Projekt Internetowego Klubu Filmowego jest realizowany przez Mazowieckie Stowarzyszenie Pracy dla Niepełnosprawnych „De Facto” z Płocka. Od kilku lat jest ono również organizatorem Festiwalu Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych. Na to wydarzenie przyjeżdżają niewidomi i słabowidzący z całej Polski. W ciągu tygodnia prezentowane są filmy nagradzane w świecie i w Polsce. Dobór produkcji jest bardzo zróżnicowany tematycznie. W minionym roku zaprezentowano m.in. takie filmy jak: „Amy”, reż. Asif Kapadia – biografia tragicznie zmarłej młodej wokalistki Amy Winehouse, „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej – film nietypowy jak na rodzimą produkcję, bo trudna do akceptacji śmierć bliskiej osoby przeplata się z życiowymi humoreskami. Oglądałam też „Lobster” Yorgosa Lanthimosa, obraz futurystyczny, o dziwnej, zakręconej rzeczywistości. Z kolei w filmie „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego z pewnym zdumieniem odkryłam nowe wcielenie Anny Dymnej, która klęła, ćmochała fajki i żłopała napoje wyskokowe, a jej język daleki był od salonowego. Jednak to właśnie ona była najbarwniejszą postacią w filmie. Zaskoczył mnie i poruszył „Pokój” w reżyserii Lenny Abrahamson. Ogromnym jego walorem jest w nim postać narratora. Tych, którzy nie widzieli, zachęcam do obejrzenia. Oglądałam też „Syna Szawła” w reżyserii Laszlo Nemesa. Na samo wspomnienie tego tytułu jeszcze dzisiaj słyszę ogień, krzyki ludzi zamkniętych w komorze gazowej, dźwięk odsuwanego rygla, a potem ciszę.
Zanim postawię końcową kropkę, proponuję obejrzeć film z audiodeskrypcją. Może będzie to ciekawe doświadczenie. Warto spróbować.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:36 


Góra
  
 
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:37 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Koronawirus w Ośrodku dla Dzieci Niewidomych w Owińskach
Źródło: niepełnosprawni.pl 07.10.2020
PAP

U jednego z pracowników Specjalnego Ośrodka dla Dzieci Niewidomych w podpoznańskich Owińskach potwierdzono zakażenie koronawirusem. Ośrodek nadal pracuje przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa.
O potwierdzeniu zakażenia poinformował we wtorek, 7 października, dyrektor Specjalnego Ośrodka dla Dzieci Niewidomych w Owińskach Bartłomiej Maternicki.
Jak podkreślił, jeden z pracowników placówki ma pozytywny wynik testu na obecność SARS-CoV-2 i obecnie przebywa na kwarantannie.
- Po konsultacji ze Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną w Poznaniu natychmiast podjęto działania mające na celu zabezpieczenie uczniów i pracowników Ośrodka. Zgodnie z decyzją Sanepidu czworo uczniów przebywa w tak zwanej izolacji – podał Maternicki.
Dodał, że Ośrodek nadal pracuje przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa.
Od początku pandemii w Wielkopolsce odnotowano 8859 przypadków zakażeń koronawirusem, z czego obecnie 2159 to przypadki aktywne. Z powodu COVID-19 zmarło w regionie 329 osób. Wyzdrowiało 6371 chorych.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:37 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
70 proc. przejść dla pieszych nie zapewnia bezpieczeństwa osobom niewidomym
Źródło: niepełnosprawni.pl 05.10.2020
Mateusz Różański, tp
Źródło: gddkia.gov.pl

Zaledwie co czwarte przejście dla pieszych jest przystosowane do potrzeb osób niewidomych. Tak wynika z audytu przejść dla pieszych na drogach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Jak widać, dalej często jedynym rozwiązaniem pozostaje pomoc przypadkowego przechodnia.
- Dostępne przejście dla pieszych to takie, które jest wyposażone w sygnalizację, najlepiej udźwiękowioną – wyjaśnia Monika Dubiel, niewidoma mieszkanka Warszawy. – Idealnym rozwiązaniem jest sygnalizacja, która wydaje dźwięki – i to odpowiednio głośne nie tylko, gdy światło jest zielone, ale też, gdy jest czerwone. Oczywiście odpowiednio je rozróżniając.
Pani Monika wskazuje, że jest to szczególnie ważne na skrzyżowaniach, zwłaszcza mocno ruchliwych, gdzie osoba niewidoma nie jest w stanie usłyszeć, czy samochody hamują, czy jadą.
- Ważne jest też coś, co nazywa się punktami uwagi – specjalne oznaczenia w kontrastowym kolorze, które można wybadać za pomocą białej laski i w ten sposób uzyskać informację, że kończy się chodnik, a zaczyna jezdnia – podkreśla.

Płyty nie ostrzegają, azyl nie chroni

Tymczasem, jak wynika z audytu GDDKiA, aż 478 spośród 682 zbadanych przejść dla pieszych nie spełnia wymogów wobec osób niewidomych. Co dokładnie sprawdzano?
Autorzy raportu podkreślają, że: „Przejście na całej szerokości (...) powinno być wyposażone w płytki ostrzegawcze dla niewidomych i niedowidzących, informujące o przekraczaniu granicy strefy bezpiecznej i niebezpiecznej (wejście na jezdnię). Urządzenia powinny być także zastosowane na wyspach dzielących. Zalecana szerokość pasa ostrzegawczego powinna się mieścić w przedziale 0,7-0,8 m (są to dwa rzędy płytek 2x0,35/2x0,4). Odległość płytek ostrzegawczych od krawędzi jezdni powinna wynosić 0,5 m”.
Dodatkowo 33 przejścia nie były dostosowane do potrzeb osób na wózkach. Jak wyjaśniono w raporcie: „Krawężnik na całej szerokości przejścia powinien być wyniesiony na wysokości maksymalnie 2 cm”.
Natomiast w 12 przypadkach stwierdzono zbyt małą szerokość tzw. azylu, czyli wysepki między pasami, co uniemożliwia „schowanie się” na niej osoby na wózku, rodzica z wózkiem dziecięcym czy osoby starszej z wózkiem na zakupy.

Z zebry na trawnik

- W większości przypadków przejścia dla pieszych po prostu nie mają czegoś, co czyniłoby je dostępnymi – komentuje wyniki audytu Kamil Kowalski, projektant dostępności, dyrektor Integracja LAB. – Najczęściej jest to brak oznaczeń dotykowych dla osób z niepełnosprawnością wzroku, ale też obniżonych krawężników czy brak właściwie wyznaczonego dojścia do przejścia. Są też takie sytuacje, gdy „zebra” prowadzi wprost na... trawnik.
Ekspert Integracji zwraca uwagę na opisane w badaniu sytuacje, gdy do przejścia trzeba było dostać się żwirowym poboczem lub właśnie po trawniku.
- Mówimy tu więc o słabej użyteczności tych przejść, która jest też przy okazji kłopotliwa dla użytkowników pełnosprawnych – podsumowuje.

Podsumowanie audytu jest dostępne na stronie GDDKiA:
https://www.gddkia.gov.pl/frontend/web/ ... eszych.pdf

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:39 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Tylko 2 proc. brytyjskich sądów w pełni dostępnych. „Absurd!”
Źródło: niepełnosprawni.pl 29.09.2020
Paweł Nowosad
Źródło: disabilityrightsuk.org, boltburdonkemp.co.uk, hearcom.eu

Aż 98 proc. gmachów sądowych w Wielkiej Brytanii nie jest w pełni dostępnych dla obywateli z niepełnosprawnościami – to konkluzja raportu kancelarii prawnej Bolt Burdon Kemp.
Jak trudna może być rozprawa sądowa dla osoby z niepełnosprawnością, wiedzą nie tylko Polacy czy Brytyjczycy. Dzięki kancelarii Bolt Burdon Kemp, możemy w końcu poznać konkrety.
Firma oceniła 444 gmachy (m.in. sądów hrabstw, sądów pokoju i wydziałów Sądu Koronnego) w Anglii, Walii i Szkocji, biorąc pod uwagę 11 kryteriów dostępności (przypomnijmy, że kraje te posługują się odrębnymi systemami prawnymi). Wnioski z tej żmudnej pracy są dość niepokojące:
tylko 8 proc. gmachów oferuje odpowiednie wsparcie dla świadków i/lub ciche sale dla osób z problemami psychicznymi;
jedynie 10 proc. udostępnia sale dla niepełnosprawnych dzieci;
tylko 16 proc. jest w pełni dostępna dla osób poruszających się na wózku.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że aż 77 proc. budynków wymiaru sprawiedliwości miało pętle indukcyjne. Wyspom daleko jednak do ideału: według badania z 2009 roku, przeprowadzonego w 14 instytucjach w Londynie, tylko 10 posiadało takie środki wspomagania słuchu i przyjmowało psy asystujące.

Dostępność wartością uniwersalną

- To dla mnie absurd, że 10 lat po przyjęciu prawa przeciwdziałającego dyskryminacji [tzw. Equality Act – przyp. red.], mówiącego expressis verbis, że należy dostosowywać instytucje do potrzeb Brytyjczyków z niepełnosprawnościami, sądy stojące na straży sprawiedliwości wciąż tego prawa nie przestrzegają – mówi Kamran Mallick, dyrektor Disability Rights UK. – Nie może ono być stosowane wyrywkowo: ułatwiać dostęp osobom z niepełnosprawnością słuchu i wzroku, ale już nie tym z innymi rodzajami niepełnosprawności. Dostępność – tak jak prawo – musi być wartością uniwersalną.
W ciągu minionej dekady rząd w Londynie wprowadził reformy, których celem było usprawnienie procesów sądowych dla wszystkich. Ważną częścią reform miała być dostępność. Mimo to w czasie pandemii, gdy Brytyjczycy często nie mieli bezpośredniego wstępu do gmachów sądowych, najbardziej ucierpiały na tym właśnie osoby z niepełnosprawnościami. Aktywiści mówią także, że w czasie tych 10 lat nie ułatwiono znacząco dostępu tym osobom.

Co dokładnie badano?

Specjaliści Bolt Burdon Kemp oceniali m.in. dostępność parkingów, toalet, wind, aparatów słuchowych, internetu bezprzewodowego, pokojów, gdzie świadek z niepełnosprawnością otrzymuje wsparcie, sal rozpraw i konferencji prasowych, pokojów, gdzie matki mogą przewinąć dziecko, badali też możliwość wprowadzenia psów asystujących. Oceniano często zabytkowe budynki, zbudowane jeszcze w średniowieczu.
Jedynie 2 proc. gmachów w Zjednoczonym Królestwie spełniło wszystkie z 11 kryteriów. To tylko osiem obiektów na 444! Jeden jest w księstwie Walii, jeden w północno-wschodniej Anglii, dwa w północno-zachodniej Anglii, jeden na obszarze Midlands (to historyczna kraina w środkowej Anglii – kolebka rewolucji przemysłowej) i trzy w Anglii południowo-zachodniej (na Półwyspie Kornwalijskim). Najlepsze gmachy to m.in. Manchester Civil Justice Centre, Leeds Combined Court Centre i Aberystwyth Justice Centre.
21 proc. gmachów spełniło 9 lub 10 kryteriów badania; 48 proc. gmachów – od 6 do 8 kryteriów; 22 proc. gmachów – od 1 do 5 kryteriów; w końcu 7 proc. ocenianych instytucji osoby z niepełnosprawnościami muszą omijać szerokim łukiem, ponieważ nie spełniło żadnego kryterium dostępności.

Nieubłagana arytmetyka

Jeśli chodzi o Brytyjczyków poruszających się na wózku, autorzy raportu wzięli pod uwagę trzy kryteria: dostępność wewnątrz sądu, miejsca parkingowe w jego pobliżu oraz dostępność toalet (trzeba do tego dodać zdarzenia losowe, takie jak nieczynna winda czy brak miejsc na parkingu). Liczby nie zachwycają: w Walii 29 proc. gmachów zapewnia takim osobom pełen dostęp, w Anglii odsetek ten wynosi 15 proc. Najgorzej jest w Szkocji – 8 proc. budynków jest tam w pełni dostępnych.
Wszystkie trzy kryteria spełnił zaledwie jeden sąd w Szkocji, 10 w Walii i 59 w Anglii. Arytmetyka jest nieubłagana: ogółem tylko 16 proc. gmachów w Zjednoczonym Królestwie jest w pełni dostępnych dla obywateli korzystających z wózków. Widać jak na dłoni, że mają oni utrudniony dostęp do wymiaru sprawiedliwości.

Szkocja nieprzyjazna

Dużym wyzwaniem dla sądów jest też zapewnienie odpowiednich warunków osobom z zaburzeniami psychicznymi. Jak sobie z tym radzą? Niespełna jedna czwarta gmachów oferuje kompleksowe wsparcie dla tych osób: bezpieczny pokój dla świadka, komfortową poczekalnię oddzieloną od tej publicznej, salę modlitewną oraz cichą salę dla osób z lękiem i innymi problemami. Dla nich chwila relaksu w sądzie jest niezmiernie ważna, bo są bardziej podatni na stres niż osoby pełnosprawne.
Powyższe kryteria spełnia 59 proc. sądów w Walii, 19 proc. w Anglii i... 0 proc. w Szkocji.
To właśnie Szkocja nie najlepiej wypada w raporcie. Poza wymienionymi wyżej problemami, od lat głośno jest tam o zbyt małej liczbie mieszkań dla osób poruszających się na wózku.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:42 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Zaakceptować ciemność. Historia Tomasza Koźmińskiego
Źródło: sport.onet.pl 08.10.2020
Dariusz Dobek

Świta.
Tomek wstaje z łóżka, ostrożnie podchodzi do okna i wpuszcza do mieszkania trochę słońca.
Nadal ciemno. Nie licząc kroków, wychodzi do kuchni zrobić śniadanie. Dobrze pamięta, jak wygląda mieszkanie. Rozkład pomieszczeń. Meble. Kolory. W przedpokoju jasnobrązowa boazeria, jeden pokój biały, drugi zielono-pomarańczowy. Takich rzeczy się nie zapomina. Teraz trochę jest syf, bo zaraz remont.

Tomek pewnym ruchem rozsmarowuje masło na chlebie.
Gośka już wstała.
Nigdy się nie widzieli, ale Tomek doskonale wie, jak wygląda narzeczona. Długie ciemne włosy, jakieś 150 cm wzrostu, drobna, ciepły głos. Zawsze ładnie pachnie, ma całą szafkę perfum. Nie trzeba kogoś widzieć, żeby się zakochać. Za miesiąc mają ślub, ale hucznego weselicha nie będzie.
Po pierwsze koronawirus.
A poza tym… no sam wiesz. Gdybyś na własnym weselu nie wiedział nawet, jak dojść do kibla, też nie zapraszałbyś 150 osób.
Tomek nigdy nie zapomni ostatniej rzeczy, jaką zobaczył w życiu. Ogromne białe lampy rzucające światło prosto na niego. Na sali operacyjnej panowała niska temperatura. Lekarz jak w serialach powiedział, że wszystko będzie dobrze. Potem drobne ukłucie i nagle już na zawsze zgasło światło.
Zaczęło się w 1993 roku. Tomek najpierw słyszał, że ciągłe bóle głowy to efekt dorastania. Chodził od gabinetu do gabinetu, a lekarze rozkładali ręce. W końcu diagnoza: cysta na skrzyżowaniu nerwów wzrokowych.
Uciska mózg, więc nikt nie myśli o ratowaniu oczu, tylko o ratowaniu życia. Trepanacja czaszki. Trzeba usunąć cystę w całości. Chirurg jednym ruchem przecina nerw, zabierając Tomkowi oczy.
Kiedy pacjent odzyskuje świadomość, łeb naparza jak cholera. Zresztą boli każdy centymetr ciała. Świta. Ojciec ostrożnie podchodzi do okna i wpuszcza do szpitalnej sali trochę promieni słońca.
Nadal ciemność. Ale Tomek przynajmniej będzie żył.
Dzisiaj mówi, że tamtego dnia urodził się po raz drugi, w zupełnie innym świecie. Z tego, który zostawił za sobą, zostały mu tylko wspomnienia.
Lata 80. Nowa Huta. Szaro, buro i ponuro. Kiedy człowiek stoi godzinami w kolejkach, to nie ma wielkich marzeń. Jak w tej piosence Trojanowskiej.
"Trochę starań i świat jest nasz. Powiedzmy tak za osiem lat adres w bloku i mały fiat".
Koźmińscy żyją w starszej kamienicy, okolice ul. Fatimskiej. Wszystko po bożemu – w salonie meblościanka, w łazience pralka Frania, na kuchennym stole lepka biało-czerwona cerata. Nie ma luksusów, ale nie ma też biedy.
Życie rodziny kręci się wokół sportu, a konkretniej wokół Hutnika Kraków. Ojciec pracuje w klubie jako działacz, mama jest instruktorem pływania. Tomek gra w siatkówkę, a Marek w piłkę nożną. Od razu wiadomo, że jeśli ktoś zrobi karierę, to tylko ten drugi.
Latem 1992 roku Tomek ogląda na szklanym ekranie, jak brat sięga z reprezentacją Polski po srebro olimpijskie w Barcelonie. Przy "Mazurku Dąbrowskiego" stoi na baczność z ręką na sercu. "Jeszcze Polska nie zginęła!". Ojciec strasznie przeżywa te mecze, normalnie przez 90 minut chodzi po całym salonie i dyryguje zespołem nie gorzej od selekcjonera Janusza Wójcika.
"Podaj! Strzelaj! Przerzuć na drugą stronę!".
Na osiedlu szpan, wszyscy gratulują Tomkowi sukcesu brata. Prócz medalu Marek przywiezie z Katalonii telewizor i złotego poloneza. Szał. Zaraz po igrzyskach zostanie sprzedany przez Hutnik Kraków do Włoch. Spakuje torbę i ruszy w świat, zostawiając bratu pokój z proporczykami klubów piłkarskich i plakatem Bjorna Borga.
Fajnie było. Tłukli się codziennie, typowa braterska miłość. Czasem nawet Tomek wygrywał, jak Marek nie miał sił po treningu.
A teraz ciao, brat wyrusza na podbój Italii. No to trzymaj się tam, Marek, w tej Serie A! Eleven Sports jeszcze nie ma, ale będą śledzić z ojcem wyniki na telegazecie.
Rok później Tomka zaboli głowa. Jeden gabinet, drugi, trzeci. Marek załatwi prześwietlenie rezonansem magnetycznym w Weronie, bo w Krakowie nie ma jeszcze takich wynalazków.
Sala operacyjna. Lampy. Stół. Chłód. Cięcie. Ciemność.
Meczu brata już nigdy nie zobaczy. Ale przynajmniej będzie żył.
Jak jesteś ślepy, to najtrudniejsze są początki.
Tak, dobrze przeczytałeś. "Ślepy", nie "niewidomy". Tomek nie lubi tej językowej babraniny. Nie można mówić "kaleka", "inwalida", a teraz już ponoć nawet "niepełnosprawny" jest zakazany, bo lepsza jest "osoba z niepełnosprawnością". Dajcie spokój...
Tomek uczył się wszystkiego od podstaw – jak się umyć, jak zrobić obiad, jak pościelić sobie łóżko. Rodzice próbowali go niańczyć, ale w końcu dali sobie spokój. Jeśli ich potrzebuje, są przy nim, ale już nie wyręczają go we wszystkim jak kiedyś.
Na początku nie mógł zaakceptować, że przestał widzieć. Obraził się na wszystkich wokół, na Boga też. Gość z ambony jakoś go nie przekonał, kiedy mówił, że trzeba nieść swój krzyż. Tomek zaczął poszukiwać.
Bioenergoterapeuci, szamani, cudotwórcy, znachorzy, Harry z Tybetu…
Jeden cudotwórca przyjmował w szkole na sali gimnastycznej. Stało się w sznureczku z karteczką, na której miałeś napisane, który narząd nie działa. Jak przyszła kolej Tomka, podał asystentowi szamana papierek z napisem "eyes". Pan cudotwórca coś pomruczał, ale nic nie drgnęło. Cóż, przynajmniej nie wziął kasy.
Cudotwórca numer dwa skasował kilka stów. Położył Tomka na czymś w rodzaju fotela dentystycznego i zaczął go oblewać magiczną wodą. Handlował nią zresztą, butelka chodziła po dychę.
Tomkowi nie pomogła.
Na studiach zrozumiał, że żadne czary nic tu nie dadzą, trzeba zaakceptować siebie. Zaczął żyć.
Zapraszał kumpli na domówki. Raz jak się napili, wypieprzyli szybę w drzwiach do pokoju. W niedzielę rano była ściepa na szklarza. Przyjechał wmontował nową, jednak mama i tak się domyśliła.
Ale najbardziej "pomogły" Tomkowi miejscowe cwaniaczki z Nowej Huty. Przez długie miesiące wstydził się wychodzić z białą laską w dłoniach, więc gdy chciał wyskoczyć do osiedlowego, prosił sąsiada o asystę. Chwytał go za ramię i tak szli krok po kroku.
Jak ich kilka razy zwyzywali na osiedlu od pedałów, Tomek przywykł do białej laski.
No dobrze.
Akceptacja siebie to jedno, ale trzeba za coś żyć. Tomek rzuca studia i zaczyna robotę jako telemarketer. Wydzwania do ludzi, przekonując ich, że jeśli kupią garnki, ich życie stanie się lepsze. Próbuje sprzedać dosłownie wszystko. Skarpetki, akwaria, krzesła, spodnie, miksery…
"Proszę pana, taka okazja może się już nie trafić".
Wcześniej Tomek prowadzi z kumplami punkt ksero, ale od razu wiadomo, że fortuny na tym nie zbije.
Przełom przychodzi, gdy wpadają na pomysł, że będą produkować beacony. To małe nadajniki wykorzystujące technologię bluetooth i komunikujące się z telefonami czy tabletami. Najważniejsza jest tu funkcja lokalizacji i nawigacji. W dużym skrócie – beacony pomagają niewidomym odnaleźć się na dworcach, lotniskach czy w galeriach handlowych.
Pomysł już mają, a po krótkich poszukiwaniach kumpel Tomka znajduje wspólników, którzy wykładają kasę.
Taka okazja może się już nie trafić.
Odpaliło. Po roku z małej klitki przenieśli się do nowej siedziby o powierzchni 300 metrów kwadratowych. Później poszło z górki. Otworzyli siedziby w Chinach, Meksyku, Stanach Zjednoczonych, Niemczech czy na Wyspach Brytyjskich, zaczęli zatrudniać setkę ludzi. Zaopatrzyli w beacony chociażby londyńskie metro.

Filmowa historia.

16-latek traci wzrok, a później rozkręca wielki biznes i odnosi światowy sukces. Jest tylko jedno "ale" – Tomek sprzedał udziały w firmie. Dlaczego? Wracamy na salę operacyjną. Dwie lampy. Chłód. Zastrzyk. Ciemność.
- Łącznie miałem trzy operacje. Po drugiej zacząłem cierpieć na padaczkę pourazową. Ataki były bardzo mocne, nieraz dochodziło do nich nawet raz na tydzień. Najczęściej łapało mnie w nocy. Zasypiałem w swoim łóżku, a budziłem się pięć metrów dalej albo, co gorsza, w szpitalu. Padaczka pourazowa jest strasznie uwłaczająca. Całe ciało napieprza tak, że się w głowie nie mieści.
W firmie zostałem w tyle ze względu na chorobę, ale też po części z lenistwa. Nie potrafiłem znaleźć dla siebie miejsca. Doszliśmy ze wspólnikami do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli nasze drogi się rozejdą.

Nie żałuję.

Dziś Tomek o firmie już nie myśli. Prowadzi fundację "For Heroes", działa na rzecz koszykarzy na wózkach inwalidzkich. Przychodzi praktycznie na każdy ich trening.
Tak, życie jest piękne, nawet jeśli się nie widzi. Tomek ma całą listę marzeń do spełnienia. Jako młody chłopak został pierwszym niewidomym nurkiem, robi to już od dwudziestu lat. Spróbowałby jeszcze innych sportów ekstremalnych, ale nie wiadomo, czy Gośka pozwoli.
Ślub już za miesiąc. Będzie "Sto lat!" i pyszny tort. Niedługo zapiszą się na zajęcia, żeby się podszkolić przed pierwszym tańcem.
To będzie "nowa droga życia" bez gdybania i litanii narzekań na los. Tomek wiele razy słyszał od znajomych, że oddaliby wszystko, by znów widzieć.
On by nie oddał.
Parę lat temu miał okazję poddać się pionierskiej operacji w Helsinkach. Ponoć gdyby wsadzili mu jakieś kabelki za gałkę oczną i połączyli z mózgiem, mógłby widzieć. Ale nie ma już co kombinować. Jeszcze zacząłby w galeriach piszczeć na bramkach jak Robocop i tyle by z tego było. Jest dobrze jak jest. Z każdego dnia trzeba wycisnąć maksimum.

Świta.

Tomek wstaje z łóżka, ostrożnie podchodzi do okna i wpuszcza do mieszkania trochę słońca. Potem pewnym krokiem rusza do kuchni usmażyć jajecznicę.
Gośka już wstała.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
15 października Międzynarodowy Dzień Białej Laski
Źródło: niepełnosprawni.pl 14.10.2020
inf. prasowa

15 października na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Białej Laski. Ta kartka w kalendarzu przypomina, że wśród nas żyją osoby niewidome i słabowidzące. Statystyki w Polsce mówią o ponad 1,7 miliona osób z niepełnosprawnością wzroku. Ich stopień rehabilitacji psychologicznej, społecznej i zawodowej jest zróżnicowany, co oczywiście zależy od wielu czynników. Jednak mimo, iż w dzisiejszych czasach nie powinna dziwić obecność osób poruszających się z białą laską w przestrzeni miejskiej, na uczelniach, w biurach, wykonujących rozmaite zawody, podróżujących czy uprawiających sport, wciąż w głowach osób widzących pokutuje wiele stereotypów.
Od prawie 9 lat Niewidzialna Wystawa w Warszawie aktywnie działa na polu edukacji pokazując w niezwykły sposób perspektywę doświadczania świata przez osoby niewidome. Przewodnicy po tym niezwykłym miejscu to właśnie osoby z niepełnosprawnością wzroku. Podczas godzinnej wędrówki w całkowicie wyciemnionych pomieszczeniach wiernie odwzorowujących scenerie z życia codziennego, widzący goście mają szansę zrozumieć z jakimi wyzwaniami mierzą się na co dzień ludzie pozbawieni możliwości widzenia, z drugiej strony odczarować mity na ich temat.
Co roku to właśnie Niewidzialna Wystawa z Małgorzatą Szumowską, liderką i organizatorką tego przedsięwzięcia na czele, organizuje ciekawe aktywności związane z obchodami Międzynarodowego Dnia Białej Laski. W tym roku, w związku z pandemią świętowanie będzie przebiegało nieco inaczej.
- Niewidzialna Wystawa działa stacjonarnie zgodnie z reżimem sanitarnym, ale zrezygnowaliśmy z corocznego świętowania w przestrzeni miejskiej, do czego niejako przyzwyczailiśmy mieszkańców Warszawy. Zamiast tego w naszych mediach społecznościowych od początku października, przez cały miesiąc zapraszamy do wspólnej zabawy online, którą nazwaliśmy #wyzwaniewciemno. Jest to propozycja świetnego spędzenia czasu, także z całą rodziną. Chcemy zaangażować nie tylko wyobraźnię, ale i zmysły! Będzie różnorodnie i wierzymy, że w ciągu ponad 20 dni dostarczymy solidną porcję wiedzy i praktyki! – mówi Małgorzata Szumowska.

Licytacja na rzecz Niewidzialnej Wystawy

„Zrezygnowaliśmy także z corocznej akcji „Namaluj Niewidzialne”, podczas której zaprzyjaźnieni dziennikarze, artyści i sportowcy malowali w naszych ciemnościach niesamowite obrazy, które później, za naszym pośrednictwem przekazywali na wybrane przez siebie cele charytatywne. Jednak sztuki nie zabraknie i będzie to sztuka przez wielkie „S”! Namalowany wspólnie przez wybitnych artystów – Idę Święcicką, Oliwię Hildebrandt, Katrinę Sadrak, Alinę Picazio, Katarzynę Środowską, Grzegorza Śmigielskiego i Marka Starela obraz „Paranoja”, stanowiący część niezwykłego projektu „Sztuka w czasach zarazy” zainicjowanego przez prof. Małgorzatę Wrześniak, dyrektor Instytutu Nauk o Kulturze i Religii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, został przekazany na licytację charytatywną na rzecz Niewidzialnej Wystawy, która od początku pandemii boryka się z ogromnymi problemami finansowymi. Warto wspomnieć, że wystawa jako instytucja prywatna, nie otrzymuje żadnych dotacji miejskich i utrzymuje się ze sprzedaży biletów oraz – w trakcie kryzysu, z wpłat na zbiórkę publiczną, którą zasilają sympatycy. Wsparciem zbiórki jest grupa facebookowa „Na pomoc Niewidzialnej Wystawie! Licytacje charytatywne”. Tam właśnie, od 15 października, można będzie wylicytować to unikalne dzieło sztuki malarskiej” – informują organizatorzy.
- Prawdopodobnie, choć nie stawiamy kropki nad „i” ostatnim elementem celebrowania 15 października będzie podzielenie się z sympatykami bardzo wartościowym materiałem filmowym, który śmiało może stanowić ciekawą lekcję dla dzieci lub materiał szkoleniowy dla dorosłych. Nasza pomysłowość nie zna granic, ale chcemy wyłuskać to, co ważne i co może stanowić wartość dla młodszych i starszych sympatyków! Wierzymy, że za rok powrócimy do spotkań w plenerze, ale nowa formuła daje nam dużo radości tworzenia. Czekamy na naszych gości na Niewidzialnej Wystawie, przy Alejach Jerozolimskich 123a w budynku Atlas Tower, ale także na Facebooku i Instagramie. Wierzymy, że 15 października to ważna data i osoby niewidome nie pozostaną niewidzialne! – zapowiada Małgorzata Szumowska.

Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do wspólnego świętowania i korzystania z atrakcji przygotowanych przez niezwykle pozytywny zespół Niewidzialnej Wystawy, a także życzyć, aby aktywny udział zaprocentował świadomą i otwartą postawą społeczną.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: BIP nr 19 (234),październik 2020
Rafał Kanarek
Centrum Komunikacji w Instytucie Tyflologicznym PZN

Kiedy byłem małym chłopcem, spotkałem dorosłego niewidomego pana. Szedł sam alejką, a w dłoni trzymał białą laskę, taką z kulką przy gumce mocującej, składaną. Chciałem być jak on, choć nie do końca zdawałem sobie sprawę z ograniczeń, które powoduje brak wzroku, ale z naiwną, dziecięcą radością mówiłem, że też chcę taką laskę mieć. Mając prawie 10 lat, mogłem pochwalić się pierwszym własnym białym kijem. Mój wujek uczył mnie chodzenia z laską. Nie miał on „tyflopapierów”, za to głowę na karku – z jednej strony podnosił poprzeczkę, z drugiej wspierał.

Kurs orientacji miałem już w szkole podstawowej. Uczył mnie człowiek surowy, wspierający i konkretny. Na moje pytanie, kiedy będę miał egzamin, odpowiedział, że tak naprawdę jego zadaniem jest nauczyć mnie prawidłowego posługiwania się „blondynką”, a swój egzamin będę zdawał przez całe życie. I choć wielokrotnie słyszałem, że w dorosłości będę miał dosyć samodzielnego chodzenia, byłem innego zdania, za wszelką cenę chciałem chodzić z „blondynką” po znanych i nieznanych ścieżkach. Po ukończeniu kursu poczułem się wolny jak ptak, mogłem jak kot chodzić swoimi drogami bez uzależniania się od innych.

Od tej pory biała laska jest moją nieodłączną towarzyszką. Nieważne, czy idę do sklepu, czy wyjeżdżam za granicę, ten niewielkich rozmiarów składany kijek czyni mnie niezależnym. Nie jestem już niewolnikiem, ale panem swojego losu. Wiem, że niektórzy obawiają się białej laski. Myślę jednak, że z nią będziemy lepiej postrzegani przez społeczeństwo. Z nią jesteśmy niezależni i choć czasem musimy poprosić o pomoc, to świat stoi przed nami otworem. A więc lagi w dłonie i do przodu!

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:45 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Jaka dostępność powinna być zapewniona w urzędach – cz. 1
Źródło: BIP nr 19 (234),październik 2020

Ustawa o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami obowiązuje od roku. Poniżej przedstawiamy trzy obszary, w których powinna zostać zapewniona dostępność w urzędach. Warto o tym pamiętać, kiedy wybieramy się załatwić jakąś sprawę urzędową.
Ustawa została wprowadzona w celu poprawy dostępności jednostek administracji publicznej, w tym samorządowych. Powinny one wdrożyć odpowiednie rozwiązania ułatwiające dostęp dla osób niepełnosprawnych, starszych, a także dla tych, których mobilność jest czasowo ograniczona, np. poruszają się o kuli czy prowadzą wózek dziecięcy. Każdy podmiot publiczny (szkoła, urząd, biblioteka, instytucja kultury, szpital, spółki miejskie) powinien spełniać minimalne wymagania w zakresie trzech obszarów dostępności, o których mowa w ustawie. Kiedy jednostka z istotnych powodów nie może spełnić niektórych wymagań, wtedy zapewnia dostęp alternatywny, czyli np. wsparcie pracownika dla osoby ze szczególnymi potrzebami (np. pomoc przy wejściu na piętro, przetłumaczenie dokumentu, pomoc w komunikacji).
Dostępność architektoniczna
Urząd powinien zapewnić:
•wolne od barier poziome i pionowe przestrzenie komunikacyjne budynków, najlepiej poprzez windy, podnośniki, platformy, podjazdy i odpowiednio szerokie drzwi,
•dostęp do wszystkich pomieszczeń, z wyłączeniem pomieszczeń technicznych w budynku,
•informację na temat rozkładu pomieszczeń w budynku, co najmniej w sposób wizualny i dotykowy (tyflomapa, informacja w brajlu) lub głosowy (infokiosk) i pomoc przeszkolonych pracowników,
•dostęp do wnętrza budynku osobie korzystającej z psa asystującego,
•na wypadek sytuacji kryzysowej możliwość ewakuacji lub uratowania w inny sposób osób niepełnosprawnych (m.in. poprzez odpowiednie procedury i sprzęt, sygnalizację zagrożenia).
Dostępność cyfrowa
Urząd zobowiązany jest przestrzegać ustawy z dnia 4 kwietnia 2019 r. o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych. Strona internetowa podmiotu musi być zgodna ze Standardem WCAG 2.1 (ang. Web Content Accessibility Guidelines).
Na stronie powinny być umieszczone m.in : •dane teleadresowe podmiotu i linku do strony podmiotowej w Biuletynie Informacji Publicznej oraz deklaracja dostępności,
•narzędzia kontaktowe (np. formularze, wideotłumacz języka migowego itp.),
•informacje dotyczące postępowania w sytuacji kryzysowej,
•dostępne dokumenty urzędowe oraz wzory umów lub wzory innych dokumentów przeznaczonych do zaciągania zobowiązań cywilnoprawnych.
Ponadto podmioty publiczne muszą zapewnić: odpowiednią nawigację po stronie, dostępność umieszczanych na stronie multimediów (np. muszą zawierać napisy).
Dostępność informacyjno-komunikacyjna
Jednostka powinna zagwarantować: •obsługę klientów z wykorzystaniem poczty elektronicznej, SMS, MMS, strony internetowej, lub przez wykorzystanie zdalnego dostępu online do usługi tłumacza polskiego języka migowego,
•instalację urządzeń lub innych środków technicznych do obsługi osób słabosłyszących, w szczególności pętli indukcyjnych, systemów FM lub urządzeń opartych o inne technologie, których celem jest wspomaganie słyszenia,
•na stronie internetowej urzędu informacje o zakresie jego działalności w postaci elektronicznego pliku zawierającego tekst odczytywalny maszynowo, nagrania treści w polskim języku migowym oraz informacji w tekście łatwym do czytania (ETR),
•na wniosek osoby ze szczególnymi potrzebami komunikację z urzędem w formie określonej we wniosku.
Źródło: materiał informacyjny programu Dostępność Plus

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 23, 2020 10:40 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: niepełnosprawni.pl 19.10.2020
Hanna Pasterny
Źródło: Integracja 4/2020

W ostatnich latach podejmowane są działania na rzecz rozwoju usług asystenckich dla osób niepełnosprawnych. Niestety, taka pomoc zwykle jest świadczona w ramach projektów, więc ograniczona czasowo. Nie zawsze też odpowiada na realne potrzeby. Mam nadzieję, że szansą na uregulowanie sytuacji będzie „Strategia na rzecz osób z niepełnosprawnościami 2020–2030”. W czerwcu odbyły się konsultacje projektu tego dokumentu. W uwagach, które wysłałam, odniosłam się także do usług asystenckich.
Ważne jest, by wprowadzając systemową usługę asystencji osobistej, nie zlikwidować innych usług asystenckich. Obecnie likwidowane są usługi asystenckie, które można było zamówić, wybierając się do jakiegoś miasta. Osoba niepełnosprawna przyjeżdżająca do Warszawy nie może już skorzystać z pomocy asystenta. Odmowę argumentuje się tym, że każdy może mieć osobistego asystenta. Niestety, w większości gmin nadal nie ma takich usług. Jeśli nawet są, to nie zawsze jest możliwość wspólnego wyjazdu. Osoba niewidoma nie potrzebuje asystenta osobistego, by uczestniczyć w kilkudniowym szkoleniu wyjazdowym, lecz pomocy asystenta na miejscu, np. w dotarciu z dworca na szkolenie, znalezieniu sali, poznaniu topografii miejsca zakwaterowania.
Ponadto osoba niepełnosprawna powinna mieć możliwość korzystania z pomocy kilku asystentów. Jeśli niepełnosprawny pracuje i mieszka w różnych miastach, ważne jest, by mógł podzielić przysługujące mu godziny usług asystenckich co najmniej na dwóch asystentów. Ma to znaczenie również wówczas, gdy asystent zachoruje. Poza tym dla wielu asystentów jest to praca dodatkowa, więc nie są w pełni dyspozycyjni.

Obowiązki asystenta

Kolejna istotna kwestia to poszerzenie zakresu zadań asystenta. Jego pomoc powinna być dopasowana do potrzeb osoby, którą wspiera. Niepełnosprawny mieszkaniec dużego miasta, aktywny zawodowo, ma inne potrzeby niż niepełnosprawny senior mieszkający na wsi, któremu trudno palić w piecu, dotrzeć do lekarza lub sklepu. Niezbędna jest też pomoc w komunikacji i dostępie do informacji, np. towarzyszenie osobie głuchoniewidomej podczas wizyty u lekarza, wspieranie przez wyraźne mówienie, powtarzanie, zapisywanie informacji. Wsparcie nie powinno ograniczać się do polskiego języka migowego, lecz uwzględniać także inne środki komunikacji.
Należy też uregulować kwestię korzystania przez asystenta z samochodu. Obecnie może tylko prowadzić samochód niepełnosprawnego klienta, natomiast nie wolno mu zawieźć do sklepu swoim samochodem seniora lub osoby mającej problemy z poruszaniem się, mimo że w pobliżu ich miejsca zamieszkania nie ma transportu publicznego. W karcie czasu pracy asystent nie może też wykazać, że zrobił klientowi zakupy, bo według ośrodka pomocy społecznej nie przyczynia się to do aktywizacji. Efekt jest taki, że niektóre osoby niepełnosprawne rezygnują z usług asystenckich, ponieważ nie odpowiadają one ich potrzebom.

Brak precyzji

W zeszłorocznej dokumentacji konkursowej dla gmin na asystencję osobistą był następujący zapis: „Usługi asystenta mogą świadczyć: a) osoby posiadające dyplom potwierdzający uzyskanie kwalifikacji w zawodzie asystent osoby niepełnosprawnej; b) osoby z wykształceniem przynajmniej średnim posiadające, co najmniej roczne, udokumentowane doświadczenie w udzielaniu bezpośredniej pomocy osobom niepełnosprawnym”.
Pracownicy kilku ośrodków pomocy społecznej, z którymi rozmawiałam na ten temat, bezskutecznie próbowali się dowiedzieć, co oznacza zapis z punktu b), np. czy wystarczy zaświadczenie z centrum wolontariatu, potwierdzenie dyrektora szkoły, że dana osoba prowadziła lekcje w klasie integracyjnej itd. Nie otrzymali odpowiedzi ani od wojewody, ani z ministerstwa. Myślę, że niejasności i brak precyzji przyczyniły się do niewielkiego zainteresowania gmin aplikowaniem o środki. Oczywiście asystentami nie powinni być przypadkowi ludzie bez przygotowania, ale jeśli osoba niepełnosprawna ma mieć realny wpływ na wybór asystenta, moim zdaniem konieczne jest obniżenie wymogów i zniesienie pewnych obostrzeń.

Jakie jest Twoje zdanie w tym temacie? Zachęcamy do dyskusji.


Hanna Pasterny – konsultantka ds. osób niepełnosprawnych w Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS w Rybniku, osoba niewidoma, finalistka Konkursu „Człowiek bez barier 2011”, autorka książek: Jak z białą laską zdobywałam Belgię, Tandem w szkocką kratkę i Moje podróże w ciemno. W 2017 r. znalazła się w Liście Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością. Więcej: www.hannapasterny.pl.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lis 06, 2020 15:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
"Jak ujeżdża się największe fale na świecie... nie widząc ich?"
Źródło: "Świat Wiedzy" nr 11/2020.

Czuje, jak woda piętrzy się pod jego deską, słyszy, że ocean wokół niego ryczy coraz głośniej. Jeden mały błąd, jedna krótka chwila nieuwagi może kosztować go życie. A jednak nie da się powiedzieć, iż 28-latek powinien był to przewidzieć, gdyż Derek Rabelo jest... niewidomy! Banzai Pipeline to legenda. Nazwa ta nawet u doświadczonych sportowców powoduje przyspieszone bicie serca. Jest to jedna z najniebezpieczniejszych miejscówek do surfingu na świecie. Zaledwie kilkanaście metrów od plaży Ehukai u wybrzeży Hawajów wznoszą się niemal pionowe i wysokie na dziewięć metrów góry wody. Bezpośrednio pod nimi kryją się ostre jak brzytwa rafy koralowe, które nie wybaczają błędów. Każdy, kto chce surfować na wodach Banzai Pipeline, potrzebuje więc nie tylko niezwykłego wyczucia fali, ale także sporej odwagi. Derek Rabelo ma i jedno, i drugie. A jednak jest coś, co odróżnia go od innych surferów: 28-latek jest od urodzenia niewidomy. Nigdy w życiu nie widział fali, ale po tysiącu z nich surfował...
„Ludzie mówili, że to niemożliwe. To była dla mnie wystarczająca motywacja”.
Zanim jeszcze Brazylijczyk przyszedł na świat, jego ojciec wierzył, że syn może stać się słynnym surferem – i nadał mu imię Derek, na cześć legendy tego sportu, Dereka Ho. Kiedy stało się jasne, iż chłopiec nigdy nie będzie widzieć z powodu wrodzonej jaskry, wydawało się, że musi pogrzebać to marzenie. Lecz Derek od dzieciństwa fascynował się opowieściami o oceanie. Codziennie słuchał taty i jego przyjaciół opowiadających o morzu. Jak gąbka chłonął wiedzę o falach. W wieku 17 lat powiedział ojcu, iż chce zostać surferem. Ten nie wahał się ani przez sekundę i zabrał go do wody.
– Ludzie mówili mi, że to niemożliwe, zbyt niebezpieczne. Ale wszystkie te komentarze są niczym fale w oceanie. Próbują cię powalić, ty jednak musisz nauczyć się wstawać – tłumaczy Derek Rabelo.
Nastolatek, który nigdy w życiu nie widział nawet promienia światła, szybko nauczył się, jak w danych warunkach zachowują się fale, jakie odgłosy wydaje ocean przed ich załamaniem się oraz kiedy jest odpowiedni moment, by wskoczyć na deskę. – Każda część fali emituje inny dźwięk. Dzięki tym odgłosom mogę np. zdecydować, po której jej stronie surfować. Nie widzę oceanu, lecz słyszę go i czuję o wiele lepiej niż ktokolwiek.
„Derek jest dla mnie inspiracją. To niesamowite być razem z nim w wodzie”.
Z czasem Derek Rabelo odważył się pływać po coraz większych falach – aż w końcu surfował po Banzai Pipeline i innych legendarnych miejscach na Hawajach obok takich gwiazd jak Rob Machado, jego imiennik, zmarły w tym roku Derek Ho czy Kelly Slater. Prowadzi też lekcje surfingu dla dzieci autystycznych, a w trakcie seminariów motywacyjnych wyjaśnia, jak osiągnąć nawet pozornie niemożliwe cele.
– On jest dla mnie inspiracją. To niesamowite być razem z nim w wodzie – mówi mistrz świata, Kelly Slater.
Niewidomemu surferowi udało się pokonać nawet monstrualne fale u wybrzeży portugalskiego Nazaré oraz tahitańskiego Teahupo’o. W 2019 roku urodził mu się widzący syn, któremu zdążył już udzielić pierwszych lekcji surfingu.
– Nigdy nie jest za wcześnie, by poczuć ocean – mówi Derek Rabelo.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 23, 2020 12:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: niepełnosprawni.pl 10.11.2020
Sylwia Błach
Źródło: Integracja 5/2020

To nie człowiek staje się pisarzem. To pisarstwo wybiera człowieka. Opowiadam historie pod przymusem, jak w tej starej piosence – muszę, bo inaczej się uduszę. Słowa same układają się w zdania, a bohaterowie żyją w mojej głowie i krzyczą, dopóki nie wysłucham ich opowieści. „Być pisarzem to znaczy wykonywać jedną z najpiękniejszych profesji. To także prestiż” – mówi Agnieszka Pietrzyk, autorka licznych kryminałów. Ale pisarstwo to nie tylko piękno i prestiż. To także ciężka praca, która przynosi wiele satysfakcji.

Skąd brać pomysły na książki?

Napisałam w swoim życiu dwie powieści, jeden leksykon i dwa zbiory opowiadań – w sumie pięć książek. Zajmuję się horrorem i tworzę głównie literacką fikcję, dlatego pomysły muszą rodzić się w mojej głowie. Nie, nie biegam z siekierą, by później to opisać. Kreatywność zawsze była moją mocną stroną – czasem inspiruje mnie życie, czasem sytuacja, a czasami tylko jedno słowo. Pisałam od zawsze i uważałam to za coś naturalnego. Hanna Pasterny mówi, że nie planowała żadnej ze swoich książek. W „Tandemie w szkocką kratkę” czy w „Moich podróżach w ciemno” opisuje prawdziwe historie i wydarzenia. Jednak do przelania swoich myśli na papier musieli skłonić ją znajomi.
„Pewne tematy uznali za ciekawe, warte zgłębienia i pokazania ich szerszemu gronu” – wspomina.

Jak napisać książkę?

Pomysł jest podstawowym elementem każdej opowieści – czy to historii fabularnej, czy dokumentalnej. Jednak równie ważne jest jego prawidłowe przedstawienie – nie bez powodu pewne książki z przeciętną fabułą sprzedają się w zawrotnych nakładach, a inne, choćby najbardziej wybitne, kurzą się na półkach magazynów. Ludzie lubią literaturę, którą się dobrze czyta. I choć słowo „dobrze” trudno skwantyfikować, to istnieje szereg technik stosowanych przez pisarzy, by książka miała swój rytm i styl, by jej lektura sprawiała przyjemność.

Budowanie fabuły

Tomasz Wandzel, autor m.in. „Hycla” i „Córki zakonnika”, tłumaczy: „Najpierw wymyślam temat, choć czasami to temat znajduje mnie. Tak było w przypadku mojej ostatniej książki pt. „Chłopiec z Kresów” wydanej w marcu 2020 r. Następnie opracowuję kilka (najczęściej dwa lub trzy) punkty, które muszą się znaleźć w powieści. Samo pisanie to już taka literacka podróż od jednego punktu do drugiego”.
Podobną technikę stosuje Agnieszka Pietrzyk: „Gdy przystępuję do pisania książki, muszę mieć w głowie ogólny zarys fabularny, przede wszystkim muszę znać zakończenie, bo tylko wtedy jestem w stanie sprawnie poprowadzić fabułę. Nie czekam na natchnienie, po prostu siadam do komputera i piszę, przez kilka godzin dziennie i siedem dni w tygodniu. Trochę czasu poświęcam też na poszukiwanie informacji potrzebnych do książki, jest to głównie wiedza z zakresu kryminalistyki, robię to na bieżąco podczas pisania powieści”.
Dzięki tej systematyczności Agnieszka ma już na koncie m.in. cykl o komisarzu Kamilu Soroce. Dla odmiany Katarzyna Bonda, nazywana królową kryminału, w wielu wywiadach podkreślała, że nie siada do pracy bez bardzo szczegółowego planu fabuły. W jej podręczniku dla pisarzy zatytułowanym „Maszyna do pisania” przedstawia różne techniki tworzenia opowieści, ale też wyjaśnia związek współczesnego sposobu opowiadania historii z literaturą sprzed kilkuset, a nawet kilku tysięcy lat.

Budowanie postaci

Równie istotny co fabuła jest bohater. Agnieszka Pietrzyk zwraca uwagę na ogólną zasadę mówiącą, że postać nie może być zbyt wyidealizowana lub z gruntu zła, bo musi pozostać wiarygodna dla odbiorcy. Nie ma jednej uniwersalnej drogi. Pisarz, tak jak każdy artysta, powinien znać narzędzia, jakimi dysponuje, i świadomie dobierać je do swoich potrzeb. W trakcie warsztatów z Katarzyną Puzyńską, w których brałam udział kilka lat temu, poznałam zasadę tworzenia kwestionariuszy osobowych. Katarzyna to jedna z najbardziej cenionych pisarek młodego pokolenia, autorka m.in. „Utopców”, znana z bardzo szczegółowego przedstawiania relacji międzyludzkich.
Co ciekawe, przyznała się uczestnikom warsztatów, że sama techniki kwestionariuszy nie stosuje. Budowanie postaci zaczyna się od ankiety – kwestionariusza zawierającego pytania o imię, nazwisko, wiek, wygląd, zainteresowania, historię. Im kwestionariusz dokładniej wypełniony, tym większa szansa, że postać będzie wiarygodna. Katarzyna powtarza, że najważniejsza jest wiedza o tworzonej postaci, poznanie jej na wylot. Co ciekawe, wielu elementów uzupełnionych w kwestionariuszu pisarz nie uwzględnia w swojej historii. Chodzi o to, by on rozumiał postać, którą tworzy, znał jej opowieść i motywacje. To po prostu w efekcie czuć.
Choć mówię tu o wielu technikach i możliwościach, to sama w zależności od książki stosuję tylko wybrane z nich lub ograniczam się do ramowego planu akcji. Najważniejsza jest regularność. Mówi o niej wielu znanych pisarzy, ale najbardziej jej aspekt podkreśla Stephen King w podręczniku „Pamiętnik rzemieślnika”. Regularne pisanie w określonym środowisku i przez określony czas sprawia, że wciąż żyjemy tą historią, nie gubimy wątków i pragniemy ją dokończyć. Mistrz horroru King mówi też o tym, że nigdy nikomu nie pokazuje fragmentów tekstu, dopóki go nie zakończy.
W pełni to rozumiem – także tego nie robię, ponieważ niejednokrotnie na etapie poprawek fabuła rozrastała się o kilkanaście procent. Najlepiej budowanie fabuły i postaci podsumowuje Tomasz Wandzel: „Każda książka wymaga indywidualnego podejścia autora. Unikam stosowania szablonów (...) najlepszym poradnikiem dla osób zaczynających przygodę z pisaniem jest czytanie. Nie chodzi o to, aby kopiować styl innych autorów lub wykorzystywać ich pomysły, ale by zobaczyć, jak różnorodne formy może przybierać literatura. Poza tym czytanie wzbogaca język i uwrażliwia”.
Pamiętajmy też, że pisanie książki to zajęcie dla cierpliwych. „Syndrom Riddocha. Lepszego świata nie będzie” pisałam ponad rok, a Agnieszka Pietrzyk wspomina: „Pierwszą książkę napisałam w ciągu ośmiu miesięcy, ale było to pisanie bardzo spontaniczne, niemal bez poprawek. Dzisiaj na napisanie powieści potrzebuję całego roku. Na ten czas składa się też miesiąc przerwy, kiedy to powieść czytana jest przez moich zaprzyjaźnionych recenzentów, i potem kolejny miesiąc na moje poprawki".

Książka gotowa – czas ją wydać!

Myślę, że wielu pisarzy się ze mną zgodzi, że szukanie wydawcy to najbardziej męczący i stresujący etap literackiej podróży. Jesteśmy twórcami – opowiadamy historie i chcemy dotrzeć z nimi do ludzi. Nim nadejdzie dzień, w którym chwycimy pięknie wydaną książkę w dłonie, może minąć kilka lat.
„Na swoim koncie mam współpracę z czterema wydawcami. Najkrócej na pozytywną odpowiedź czekałam siedem dni, a najdłużej rok” – mówi Agnieszka Pietrzyk.
Hanna Pasterny dodaje: „Znalezienie wydawcy pierwszej książki zajęło mi kilka miesięcy. Zdecydowana większość wydawnictw nie odpowiedziała. Te, które odpisały, stwierdziły, że tematyka nie jest zgodna z ich profilem wydawniczym”.
Mnie znalezienie wydawcy powieści „Syndrom Riddocha” zajęło ponad rok.

Jak to zrobić?

Pierwszym etapem zawsze jest wybranie wydawnictw, z którymi chcemy współpracować. Warto przygotować tabelkę i wpisywać w nią nazwy wydawców, profil wydawniczy, dane kontaktowe i sposób przesyłania propozycji wydawniczej. Po dziesięciu latach w branży wiem, że nie ma sensu wysyłanie propozycji do wydawców, którzy nie zajmują się tworzonym przeze mnie gatunkiem.
Gdy już zbierzemy wiedzę i wybierzemy wydawców, z którymi chcielibyśmy podjąć współpracę, wysyłamy naszą powieść. Zwracamy uwagę na oczekiwania wydawcy: niektórzy chcą tylko fragmentu, inni konspektu, a jeszcze inni proszą o cały tekst. Po wysłaniu książki i zapisaniu w tabelce dat dzwonię do wydawnictwa. Na ogół po około tygodniu, czasem miesiącu, aby się upewnić, że tekst dotarł, i by spytać, kiedy orientacyjnie mogę oczekiwać odpowiedzi. Już raz przeżyłam sytuację, gdy przez rok słyszałam w telefonie, że książka jest w trakcie czytania, a po roku usłyszałam, że plik nigdy nie dotarł i mam wysłać jeszcze raz. Trzymanie ręki na pulsie jest bardzo ważne.

Vanity czy self?

Oprócz tradycyjnych wydawnictw istnieją też wydawnictwa „vanity i self”. Te dwa pojęcia często są mylone. Self-publishing występuje wtedy, gdy ktoś decyduje się samodzielnie wydać i dystrybuować swoją książkę. Potrzebne do tego są pieniądze i duże umiejętności marketingowe, ale zysk jest nieporównywalny z tym, który można uzyskać w wydawnictwie tradycyjnym. Dlatego na tę technikę często decydują się blogerzy, którzy mają już dużą liczbę fanów i wiedzą, że ich książka się sprzeda, a sami posiadają wystarczającą wiedzę z marketingu.
Istnieją też wydawnictwa „vanity”, czyli takie, które biorą pieniądze od autora za wydanie książki. W teorii jest to rozwiązanie między wydawnictwem tradycyjnym a self-publishingiem. Wydawnictwo vanity bierze na siebie skład, druk, wydanie, okładkę, dystrybucję i marketing, dzieląc się kosztami tych wszystkich prac z autorem. Tak jest w teorii. W praktyce niestety wiele wydawnictw vanity w Polsce skupia się na tym, aby wydać jak najwięcej i zarobić jak najwięcej, a dalszy los książki ich nie interesuje. Dlatego wiele książek wydawanych tym trybem jest źle złożona, ma kiepską okładkę i żałosną redakcję, a autor któregoś dnia odkrywa, że jego literackie dziecko nie ma żadnej promocji. A bez promocji książka się nie sprzeda.
Oczywiście wśród wydawnictw vanity mogą znaleźć się perełki. Sama, nie mając jeszcze wiedzy o rynku książki, zaczynałam w takim wydawnictwie. Zostałam oszukana na kilka tysięcy złotych, ale nie wiem, czy bez tego doświadczenia byłabym tu, gdzie jestem. Na różnorodne wady i zalety self-publishingu zwraca uwagę Tomasz Wandzel: „Moja najnowsza książka „Chłopiec z Kresów” ukazała się w tradycyjnym wydawnictwie. Natomiast wszystkie poprzednie – w systemie self-publishingu. Zaletą self-publishingu jest pełna kontrola nad wszystkim, co związane z książką. Wadą – konieczność poświęcania dużej ilości czasu na promocję i sprzedaż. W przypadku tradycyjnych wydawnictw autor musi iść na pewne ustępstwa, co jednak czasami wychodzi książce na dobre. Nie jest również obarczony kwestiami marketingu. (...) Self-publisher ma utrudniony dostęp do dużych sieci księgarskich, szczególnie z książką w wersji papierowej. Wydawnictwa tradycyjne mają już przetarte szlaki, więc im jest łatwiej”.

Korekta i redakcja

Znalezienie wydawcy to pierwszy etap. Następnie wracamy do książki i spędzamy wiele godzin na współpracy z redakcją i korektą (choć coraz częściej te dwa zawody łączą się w jeden). Taka współpraca ma na celu językowe dopracowanie książki, a także wyłapanie błędów, które autor przegapił.
Najgorzej wspominam współpracę z korektą/redakcją w wydawnictwie vanity. W książce przeszło kilka błędów, których jako autorka nie zauważyłam, a które recenzenci radośnie mi wypomnieli. Teraz kładę dużo większy nacisk na dobrą i intensywną współpracę z redakcją. W przypadku mojej książki dla dzieci „Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory” redakcja trwała wiele długich tygodni, a my z panią redaktor wymieniałyśmy się nie tylko uwagami dotyczącymi stylistyki i języka, ale też dyskutowałyśmy o tym, czy dane elementy można przedstawić dzieciom w ten, a nie inny sposób.
Taką wielopoziomową współpracę doceniam i życzę jej innym pisarzom. Hanna Pasterny także dobrze wspomina jedną ze swoich redaktorek: „Pisząc „Tandem w szkocką kratkę”, starałam się stosować do sugestii pani redaktor, która czasem prosiła, bym jakiś wątek rozwinęła lub skróciła. Dużym atutem było to, że nigdy wcześniej nie miała kontaktu z osobą niewidomą. Zwracała mi więc uwagę na to, co może być niejasne dla czytelnika i wymaga doprecyzowania”.

Książka wydana – i co dalej?

Książka ukazała się na rynku, stoi na półkach w księgarniach i cieszy oczy. To najpiękniejszy moment. Jeśli jednak pisarz chce żyć z pisania, to na tym etapie czeka go jeszcze więcej pracy. Profesjonalne wydawnictwa rozumieją wagę marketingu i skoro już zainwestowały w wydanie książki, to starają się zadbać też o jej promocję. Wszystko jednak zawsze rozbija się o pieniądze.
Wydawca zajmujący się moją książką dla dzieci bardzo dba o marketing na targach literackich i niejednokrotnie zabiera mnie ze sobą. W przypadku pozostałych książek główny ciężar marketingowy spoczywa na mnie. Przez kilka lat jeździłam po konwentach literackich, wydając własne pieniądze na hotel i paliwo, by stać wiele godzin na stoiskiu i sprzedawać swoją książkę. Kiedyś miałam nawet stoisko na lokalnych dożynkach!
Agnieszka Pietrzyk tak wspomina początki swojego literackiego marketingu: „Przy mojej drugiej powieści dość mocno zajmowałam się promocją. Informację o książce wysłałam do wielu serwisów, a moi znajomi nawet nakręcili trailer. Obecnie ograniczam się do marketingu w moim mieście, są to spotkania z dziennikarzami i czytelnikami. Ogólnopolską promocją zajmuje się wydawca i robi to dobrze, bo informacje o kolejnych tytułach pojawiają się zarówno w serwisach poświęconych literaturze kryminalnej, jak i wysokonakładowych pismach dla kobiet. Widzę, że pod tym względem wydawca się stara, ale gdyby marketing był intensywniejszy, to byłabym bardziej zadowolona”.
Podobne doświadczenia ma Hanna Pasterny: „Wydawca mojej pierwszej książki w ogóle nie zajmuje się promocją i marketingiem. Gdy próbowałam zachęcić go do współpracy z hurtowniami, stwierdził, że do tej pory książki sprzedawał tylko przez swoją stronę internetową i to wystarczy. Z drugim wydawcą jest znacznie lepiej, ale to małe wydawnictwo, nieposiadające osoby od marketingu, więc organizacją spotkań w dużej mierze zajmuję się sama”.

Czy z pisania można żyć?

Spośród zapytanych przeze mnie pisarzy tylko Tomasz Wandzel deklaruje, że jest zadowolony ze sprzedaży swojej książki. Ja i Hanna Pasterny mówimy wprost, że nie satysfakcjonują nas te liczby, a Agnieszka Pietrzyk twierdzi, że mogłoby być lepiej. W Polsce bowiem z pisania żyją tylko najwięksi. A za ich sukcesem stoi nie tylko ogromny talent, ale też dużo pieniędzy i czasu włożonych w promocję.
Bądźmy szczerzy: ilu z nas, idąc do księgarni, wydaje pieniądze na upchniętą w kąt półki książkę, o której nigdy nie słyszał? A ilu z nas, pisarzy, w ogóle nigdy nie widziało swojej książki na półce w księgarni, bo wydawca ogranicza się do sprzedaży internetowej lub hurtownie przetrzymują towar, zamiast wysyłać go do sklepów?
Mimo tych niedogodności bez pisania nie mogłabym żyć. Gdy historie chcą się uwolnić, muszę im to umożliwić, bo inaczej zjedzą mnie od środka. Pisanie to najpiękniejsza z przygód. Niezależnie od tego, czy przynosi zyski czy tylko satysfakcję.


Sylwia BłachSylwia Błach – programistka, pisarka, blogerka, działaczka społeczna, modelka. Wyróżniona przez markę Panache w konkursie Modelled by Role Models Nowy Wymiar Piękna jako „Wzór do Naśladowania”. Pojawiła się na ostatniej okładce magazynu „Harper’s Bazaar” jako finalistka konkursu „Evoque – I’m on the move” – dla kobiet wprawiających inne kobiety w ruch. Finalistka konkursu Mocne Strony Kobiety magazynu „Cosmopolitan”. Pracuje w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym. Po godzinach tworzy sklepy i strony internetowe. Choruje na rdzeniowy zanik mięśni, porusza się na wózku. W 2017 r. znalazła się w I edycji Listy Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością. Więcej: sylwiablach.pl.




Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 28, 2020 15:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Opis treści wizualnych. Czy dla każdego?
Źródło: niepełnosprawni.pl 21.12.2020
Hanna Pasterny
Źródło: Integracja 5/2020

Od kilku lat coraz więcej instytucji wdraża audiodeskrypcję. Jest to werbalny opis treści wizualnych, który ułatwia osobom niewidomym i słabowidzącym zrozumienie filmu czy odbiór dzieła sztuki. Mimo że w opisach zdarzają się luki, pojawiają się też sprzeczne opinie dotyczące ilości przekazywanych informacji, audiodeskrypcja znacznie ułatwia zorientowanie się w akcji.

„Niewdzięczni” niewidomi

Bardzo mnie cieszy projekt „Opera dostępna dla osób niewidomych”, realizowany przez stowarzyszenie „De Facto”. Beneficjenci otrzymują płyty DVD z dziełami operowymi, zaopatrzone w audiodeskrypcję. Lektor czyta też polski tekst śpiewanych arii. Byłam na filmie, musicalu i spektaklu z audiodeskrypcją. W mojej okolicy nie ma niestety takich pokazów, lecz otrzymuję informacje o wydarzeniach z audiodeskrypcją organizowanych w różnych częściach kraju.
Zaobserwowałam, że wiele z nich odbywa się w tygodniu, w godzinach, w których większość ludzi jest w pracy. Odbieram to tak, jakby organizatorzy zakładali, że niewidomi są bierni zawodowo, nie mają nic do roboty i z radością pójdą do kina na jakikolwiek film. Organizator jednego z takich wydarzeń poprosił, bym pomogła mu w zrekrutowaniu uczestników. Powiedziałam, że przekażę informację, i zapytałam, dlaczego film jest we wtorek o 13.00. Pan bardzo się zdziwił, że nie wezmę na ten dzień urlopu i nie pojadę kilkadziesiąt kilometrów na seans dostosowany specjalnie dla niewidomych. Spotkałam się także z opinią, że skoro jakiś film lub spektakl jest z audiodeskrypcją, niewidomi powinni to docenić, być wdzięczni i tłumnie na niego pójść. Skoro nie lubię science fiction, dlaczego miałabym pójść na film z tego gatunku? Tylko dlatego, że ma audiodeskrypcję? Czy od pełnosprawnego widza oczekuje się, by poszedł do kina po to, by sprawić przyjemność reżyserowi lub pani w kasie?

Dostępność telewizji

Audiodeskrypcję mają też niektóre programy telewizyjne. Cieszy fakt, że jest ich coraz więcej. Niestety, osoba niewidoma nie na każdym telewizorze i dekoderze jest w stanie włączyć tę dodatkową ścieżkę dźwiękową. Jest to skomplikowane, uzależnione od dostawcy telewizji, a większość telewizorów i dekoderów nie ma udźwiękowionego menu.
Na etapie tworzenia przepisów dotyczących dostępności programów telewizyjnych postulowaliśmy, by audiodeskrypcja uruchamiała się automatycznie. Wyjaśnialiśmy, że osoba widząca bez problemu mogłaby ją wyłączyć, natomiast wielu niewidomych nie jest w stanie jej włączyć. Niestety, nasz postulat nie został uwzględniony. Audiodeskrypcja ma więc służyć niewidomym czy robi się ją tylko po to, by wszystko było zgodne z przepisami i zgadzał się wskaźnik procentowy dostosowanych programów telewizyjnych?

Niepokojący trend

Audiodeskrypcja powinna być uzupełnieniem, a nie zamiennikiem. Niestety, w niektórych muzeach, w których zastosowano to rozwiązanie, osoby niewidome nie mogą już dotykać mebli, rzeźb czy innych eksponatów, ewentualnie dostają ich trójwymiarowe rysunki, które dla wielu są niezrozumiałe. Niepokoi mnie ten trend. Opis słowny nie jest w stanie zastąpić wrażeń dotykowych. Jeśli miałabym wybierać między audiodeskrypcją a możliwością dotknięcia eksponatu, zdecydowanie wolałabym kontakt z przedmiotem.
Powszechnie uważa się, że audiodeskrypcja jest dla osób niewidomych. Jednak grupa odbiorców, którym ułatwia ona zrozumienie akcji, jest znacznie większa. Pozytywne opinie na jej temat słyszałam też od seniorów, osób z autyzmem i z niepełnosprawnością intelektualną. Warto o tym pamiętać na etapie planowania budżetu na wydarzenia kulturalne.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 28, 2020 15:04 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: BIP nr 24 (239), grudzień 2020

Poznań otrzymał nagrodę specjalną w międzynarodowym konkursie Access City Award. Jurorzy docenili dostępność usług publicznych w czasie pandemii, zwłaszcza pomoc dla seniorów, osób samotnych i niepełnosprawnych.

Przyznając nagrodę Poznaniowi, kapituła konkursu doceniła przede wszystkim usługi przygotowane z myślą o osobach z niepełnosprawnościami i seniorach: Telefon Porad Cyfrowych, Maseczkę Seniorro, Zakupy dla Seniora czy Telefon Serdeczności. Uwagę sędziów zwróciło również tłumaczenie najważniejszych informacji o przebiegu pandemii na język migowy.

Telefon Porad Cyfrowych to usługa, jaką Poznań uruchomił, by pomóc seniorom w korzystaniu z nowych technologii i elektronicznych narzędzi komunikacji. Maseczka Seniorro to akcja szycia maseczek ochronnych przez starszych mieszkańców miasta dla swoich rówieśników. W akcję włączyli się poznańscy seniorzy i seniorki potrafiący szyć na maszynie.

Przez cały czas w Poznaniu działają również Zakupy dla Seniorów oraz Zakupy bez Barier, których celem jest pomoc w zakupie artykułów spożywczych, higienicznych i leków. Zamówienia realizują wolontariusze z pomocą Caritasu. Starsi mieszkańcy i mieszkanki Poznania, którym doskwiera izolacja, mogą zadzwonić pod numer Telefonu Serdeczności i porozmawiać o swoich troskach.

Access City Award to nagroda przyznawana przez Komisję Europejską. Trafia do miast, które są przyjazne i dostępne dla osób z niepełnosprawnościami. Mogą ją dostać miejscowości, które podnoszą jakość życia swoich mieszkańców i dbają o to, by każdy miał taki sam dostęp do usług publicznych.

Nagrodę specjalną w kategorii „Dostępność jako szansa dla całego miasta” otrzymało greckie Komotini. Włoska Florencja dostała nagrodę specjalną za budowanie środowiska sprzyjającego dostępności. Nagrodę Acces City Award 2021 otrzymało szwedzkie miasto Jönköping, drugie miejsce zajęło Bremerhaven (Niemcy), a trzecie Gdynia.

Źródło: PAP

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 28, 2020 15:05 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: niepełnosprawni.pl 15.12.2020
PAP

Coraz większe nakłady są przeznaczane przez państwo na wspieranie sportu osób z niepełnosprawnością – wynika z informacji przedstawionej przez przedstawicieli Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki.
- Od 2018 roku nastąpił znaczny wzrost środków przeznaczonych na realizację zadań zleconych. Wtedy było to około 20 mln rocznie, gdy w tym roku planowana kwota to ponad 39 mln złotych. Ostateczną jej wysokość poznamy dopiero na początku 2021, gdy otrzymamy wszystkie dane. Finansowanie sportu osób niepełnosprawnych jest i będzie jednym z naszych głównych zadań – wyjaśnił dyrektor Mirosław Izdebski z PFRON.

Ponad 5 tys. sportowców ze wsparciem

Dodał, że na same przygotowania sportowców niepełnosprawnych – treningi i zgrupowania – wydano w tym roku 28 mln, a organizacja 63 imprez sportowych pochłonęła 8,3 mln złotych.
- Ten rok z powodu pandemii był specyficzny i choć nie odbyły się wszystkie planowane imprezy, to opieką objęto ponad 5 tysięcy niepełnoprawnych sportowców, którym sfinansowano zajęcia treningowe – wyjaśnił przedstawiciel PFRON.
Na posiedzeniu komisji podkreślono, że niepełnosprawni sportowcy uprawiający sport wyczynowo, są cały czas objęci opieką instytucji państwa. Ci, którzy przygotowują się do startu w igrzyskach paraolimpijskich w Tokio nadal otrzymują stypendia, choć z powodu pandemii nie mogli startować w imprezach międzynarodowych i tam potwierdzić wywalczonych wcześniej kwalifikacji.
Sport jest jedną z form aktywności wspomagającej proces rehabilitacji społecznej osób niepełnosprawnych. Biorą one udział w turnusach rehabilitacyjnych, zorganizowanych formach aktywnej rehabilitacji połączonych z elementami wypoczynku, których celem jest ogólna poprawa psychofizycznej sprawności.

Dofinansowanie turnusów

Właśnie turnusy rehabilitacyjne są jedną z bardziej popularnych wśród osób niepełnosprawnych form rehabilitacji społecznej. Osoby niepełnosprawne, które spełnią kryteria dochodowe określone w ustawie, mogą ubiegać się w powiatowych centrach pomocy rodzinie o dofinansowanie kosztów uczestnictwa w turnusie rehabilitacyjnym. Wysokość jest uzależniona od stopnia niepełnosprawności, wieku oraz sytuacji dochodowej wnioskodawcy.
W 2018 roku dofinansowanie do pobytu na turnusie rehabilitacyjnym otrzymało 63 tysiące osób na kwotę prawie 66 mln złotych, gdy rok później dla też 63 tysięcy osób niepełnosprawnych przeznaczono prawie 70 mln złotych.
Dzięki pomocy finansowej, z roku na rok rośnie liczba sportowców niepełnosprawnych. W 2019 roku wsparciem stypendialnym objęto już 399 zawodników, którzy otrzymali w sumie 9,2 mln złotych.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn sty 04, 2021 10:38 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Osoby z niepełnosprawnością i ich opiekunowie będą grupą priorytetową w szczepieniach na COVID-19? MZ odpowiada
Źródło: niepełnosprawni.pl 31.12.2020
PAP, Beata Dązbłaż


Resort zdrowia rozważa możliwość zakwalifikowania do grupy priorytetowej osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów – poinformowało biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia. Pytanie dotyczące tej kwestii wystosował w piśmie do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego Rzecznik Praw Obywatelskich.
W informacji prasowej zamieszczonej na stronie RPO wskazano, że Rzecznik wyraża zadowolenie z szybkiego wdrażania programu szczepień, jednak ma wątpliwości co do określenia grup priorytetowych, które mają zostać zaszczepione w pierwszych etapach. Chodzi przede wszystkim o nieuwzględnienie osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów.

Grupa podwyższonego ryzyka

„Osoby z niepełnosprawnościami są w grupie podwyższonego ryzyka zakażeniem koronawirusem i jego skutkami. To w szczególności osoby, u których przyczyną niepełnosprawności są schorzenia układu krążeniowo-oddechowego, współwystępujące schorzenia różnych układów organizmu, czyli osoby z tzw. niepełnosprawnością sprzężoną oraz ze schorzeniami powodującymi znaczące osłabienie odporności, a także osoby, które z uwagi na trudności poznawcze mają obniżoną zdolność do dbania o higienę i profilaktykę – wskazano w piśmie wystosowanym przez zastępcę RPO Macieja Taborowskiego.
Jak podkreślono, osoby niepełnosprawne mają obawy, że jeszcze długo nie będą mogły uczestniczyć w życiu społecznym, a potęgują to prognozy, według których szczepienie dla późniejszej grupy, w której się znajdują, ma się odbywać pod koniec 2021 r. „Taka perspektywa dla tych osób oznacza kolejny rok życia w zamknięciu oraz pozbawia je prawa do normalnego życia i godnego traktowania – ocenił RPO.

Resort odpowiada

Pytane o tę kwestię biuro prasowe ministerstwa poinformowało, że resort zdrowia rozważa możliwość zakwalifikowania do grupy priorytetowej osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów.
„Jeśli zapadnie decyzja w tej sprawie, poinformujemy opinię publiczną – dodano.
Zgodnie z Narodowym Programem Szczepień przeciw SARS-CoV-2 na początku szczepienia są przeznaczone dla osób najbardziej narażonych na zakażenie: pracowników ochrony zdrowia, pracowników Domów Pomocy Społecznej i Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej oraz personelu pomocniczego i administracyjnego w placówkach medycznych, w tym stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

DPS-y i ZOL-e

W następnym etapie ze szczepień skorzystają: pensjonariusze Domów Pomocy Społecznej oraz Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, pielęgnacyjno-opiekuńczych i innych miejsc stacjonarnego pobytu, osoby powyżej 60. roku życia, służby mundurowe oraz nauczyciele.
W swoim piśmie RPO wskazywał też na inne problematyczne jego zdaniem kwestie, m.in. na to, czy użyte w programie sformułowanie „nauczyciele” oznacza również opiekunów i opiekunki w żłobkach.
„Nie da się także jednoznacznie stwierdzić, czy wśród grup priorytetowych są pracownicy i pensjonariusze izb wytrzeźwień, noclegowni i schronisk dla bezdomnych. A ich zagrożenie wydaje się porównywalne np. z placówkami ochrony zdrowia” – dodał.

Inne pytania

Rzecznik zwrócił też uwagę na brak szczegółów co do liczebności osób w poszczególnych grupach priorytetowych czy zasad szczepień tzw. ozdrowieńców.
Pierwsza dostawa szczepionki na COVID-19 dotarła do Polski w ubiegły piątek, 25 grudnia, transport trafił do magazynu Agencji Rezerw Materiałowych w Wąwale pod Tomaszowem Mazowieckim. Tu został rozdzielony i dotarł do 72 tzw. szpitali węzłowych. W nich od niedzieli zaczęły się pierwsze szczepienia przeciw COVID-19. Pierwszą zaszczepioną w Polsce osobą była naczelna pielęgniarka szpitala MSWiA w Warszawie.

Pierwszeństwo osób z niepełnosprawnością

Na naszym portalu wielokrotnie poruszaliśmy temat pierwszeństwa w szczepieniach na COVID-19 osób z niepełnosprawnością. Pytany przez nas o tę kwestię jeszcze w listopadzie br. prof. Andrzej Horban, doradca premiera ds. COVID-19 nie miał wątpliwości, że osoby z niepełnosprawnością powinny być uwzględnione jako grupa priorytetowa w szczepieniach.
Pytaliśmy także MZ o to, jak będzie wyglądać szczepienie osób niesamodzielnych.
Podawaliśmy na bieżąco informacje o Narodowym Programie Szczepień.
Informowaliśmy także o interpelacji poselskiej posłanki Wandy Nowickiej, która pytała premiera o to, czy rząd zagwarantuje osobom z niepełnosprawnością pierwszeństwo w szczepieniach na koronawirusa.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 15, 2021 14:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Apel o szczepionki dla osób z niepełnosprawnością, osób bezdomnych i pracowników jednostek dziennych
Źródło: niepełnosprawni.pl 07.01.2021
Źródło: petycjeonline.com

Szczepienia dla osób z niepełnosprawnością

„(...) zwracamy się z apelem, aby dobrowolnymi szczepieniami na Covid-19 objęci zostali w grupach „O” i „1” Narodowego Programu Szczepień, także pracownicy i uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej, Środowiskowych Domów Samopomocy, Świetlic Terapeutycznych, Dziennych Domów Seniora oraz Świetlic Opiekuńczo-Wychowawczych i innych dziennych placówek dla osób z niepełnosprawnościami” – czytamy na początku apelu-petycji, przygotowanego przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego z Fundacji im. Brata Alberta oraz braci Albertynów, udzielających wsparcia osobom bezdomnym.
Placówki dla osób z niepełnosprawnością musiały ograniczyć swoją działalność lub ją zawiesić. Długoterminowa izolacja przynosi negatywne skutki wpływa na uczestników tych ośrodków.
„Dlatego też szybkie objęcie tych jednostek szczepieniami pozwoli na wznowienie działalności terapeutycznej i rehabilitacyjnej placówek, a co za tym idzie, na powrót do normalności” – piszą organizatorzy petycji.

Szczepienia dla osób bezdomnych

„W podobny sposób szczepieniami powinni być objęci pracownicy i wolontariusze wszelkiego typu ośrodków dziennych i stacjonarnych dla ludzi bezdomnych, którzy zostali pominięci w rozporządzeniu o szczepieniach, a którzy wykonują bardzo ważną pracę społeczną” – zwracają uwagę apelujący.
Ks. Isakowicz-Zaleski i bracia Albertyni wskazują, że należy „opracować racjonalny system szczepienia ludzi bezdomnych”, którzy w wielu wypadkach nie mają kontaktu ze służbą zdrowia.
Równocześnie apelujący wyrazili dyspozycję współpracy z ministrem zdrowia w zakresie troski o osoby z niepełnosprawnością i osoby bezdomne.

Apel-petycję możesz przeczytać na stronie internetowej:
https://www.petycjeonline.com/apel_do_m ... ok33iE29Fw

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 15, 2021 14:45 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2198
Źródło: niepełnosprawni.pl 04.01.2021

4 stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Braille’a – rocznica urodzin Louisa Braille’a, twórcy alfabetu dla osób niewidomych. Z tej okazji zachęcamy do wzięcia udziału w drobnym, nieskomplikowanym „wyzwaniu”.
- Czy mają Państwo menu w brajlu?
- Yyy… brązowe menu?

To fragment rozmowy telefonicznej niewidomego youtubera Tommy’ego Edisona i kelnerki z pizzerii.
Internauci zadali brytyjskiemu vlogerowi pytanie o to, czy będąc w restauracji ktoś zawsze musi mu czytać całe menu? Tommy zdecydował się odpowiedzieć nagrywając filmik, w którym dzwoni do pobliskich 10. restauracji i pyta o dostępne menu w brajlu. Takie menu pozwala osobie niewidomej samodzielnie zapoznać się z ofertą gastronomiczną. Często strony internetowe lokali nie są dostępne dla osób niewidomych, podobnie jak menu w obrazkach dodawane bez podpisu alternatywnego na fanpaga lokalu na Facebooku.
Okazało się, że siedem na dziesięć knajp nie posiada listy dań w wersji dla osób niewidomych. Niektórzy kelnerzy potrzebowali wyjaśnienia nazwy „menu w braille'u”, zdarzyło się nawet, że jeden z przyjmujących zgłoszenie przerwał rozmowę.
Ostatecznie Tommy wybrał jedną z trzech restauracji, które dysponowały „tajemniczym menu” i pojechał do niej z przyjacielem. W filmiku możemy zobaczyć, jak wygląda brajlowski jadłospis oraz to, jak Tommy biegle czyta oferowane posiłki.



Pytanie przy składaniu zamówienia

W obecnej pandemicznej sytuacji nie możemy wychodzić do knajp i restauracji. Od kilku miesięcy trwają kampanie i akcje, zachęcające do wspierania lokalnej gastronomii. Najlepiej jest zamawiać dania bezpośrednio przez stronę internetową wybranego lokalu lub telefonicznie.
Jeśli telefonicznie zamawiacie jedzenie na obiad lub kolację, zadajcie przy okazji jedno pytanie – o to, czy wybrany przez Was lokal przed pandemią dysponował menu brajlowskim. Nie należy oceniać restauracji, wystarczy tylko zapytać i podzielić się informacją w komentarzu.


Filmiki Tommy’ego Edisona są znakomitym materiałem edukacyjnym, dostępne są na jego kanale w serwisie Youtube po angielsku. Osoby nieznające tego języka mogą włączyć napisy do klipów i zmienić język z angielskiego na polski. https://www.youtube.com/channel/UCld5Sl ... RE83WJOPCw

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sty 15, 2021 14:45 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 867 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL