Portal - Informator Obywatelski Osób Niewidomych

www.defacto.org.pl
Teraz jest Wt cze 15, 2021 07:32

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 885 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18
Autor Wiadomość
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:36 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: swiatlekarza.pl 01.10.2020
Alicja Nyziak

Może raczej trzeba zadać pytanie: „Czy niewidomi oglądają filmy?” Większość osób odpowie, że nie. Ja powiem, że tak. Wiem, bo sama oglądam. Uwielbiam kino.
Powie ktoś: „Po co niewidomemu film, przecież nie widzi”. Po utracie wzroku też tak myślałam. Przecież film to przede wszystkim obraz. Oczywiście, oglądając filmy bezwzrokowo zawsze pozostanie margines, którego nie da się zastąpić słowami. Jednak od kilkunastu lat osoby z dysfunkcją wzroku mogą pełniej odbierać filmy dzięki audiodeskrypcji, czyli dodatkowej ścieżce opisowej. W przypadku filmów dopowiada ona w przerwach między dialogami, co dzieje się na ekranie. Opisuje postawę bohaterów, ich mimikę twarzy, gesty, krajobraz, o ile jest on istotnym elementem fabuły.
Ścieżka z audiodeskrypcją jest dogrywana do filmu. Tak więc niewidomy odbiorca ma co robić, gdyż poza „śledzeniem” akcji, słuchaniem dialogów i muzyki, skupia jeszcze uwagę na opisach czytanych przez lektora. To fantastyczne narzędzie otworzyło przed niewidomymi magiczny świat kina. Sprawiło, że niewidomi na równi z widzącymi mogą świadomie i subiektywnie wyrażać swoje zdanie w odniesieniu do obejrzanego filmu. Pierwszy raz doświadczyłam tego cudownego uczucia, gdy rozpoczęła się medialna nagonka związana z produkcją Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”.

Wielkie piękno kina

Na ostrzu krytyki po filmie „Pokłosie” znalazł się Maciej Stuhr, który w moim odczuciu fenomenalnie zagrał postać Józka Kaliny. Od pierwszych minut filmu czułam podskórne napięcie, zapowiadające jakiś dramat. Ta cisza, mroczny i milczący las, a w nim obserwujące wędrowca oczy. Skąd o tym wszystkim wiedziałam? „Namalowały” ten obraz w mojej wyobraźni audiodeskrypcja, muzyka i rozwijająca się fabuła, której głównym wątkiem były żydowskie macewy. Oglądając „Pokłosie”, wszystkie te bodźce tak na mnie oddziaływały, że często wstrzymywałam oddech.
Niedawno odeszła znakomita aktorka Danuta Szaflarska. W dniu jej śmierci w TVP 1 przypomniano film, w którym zagrała główną rolę – Doroty Kędzierzawskiej „Pora umierać”. Z przyjemnością zasiadłam ponownie do obejrzenia filmu, ale szybko zniechęciłam się. Obraz obfitował w długie sceny wypełnione jedynie muzyką. Pogubiłam się i trochę zirytowałam. Wyłączyłam telewizor, włączyłam komputer. Po chwili syntezator mowy zgłosił gotowość do pracy, więc włożyłam płytę do stacji i zaczęłam oglądać ten sam film. Jedyna różnica polegała na tym, że teraz oglądałam go z audiodeskrypcją. Nagle wszystko stało się jasne i czytelne. Scenę, którą w telewizji wypełniała tylko muzyka, dzięki opisowi lektora zapełniła Danuta Szaflarska. Stała w oknie i obserwując sąsiadów, widziała siebie, gdy tańczyła młoda i radosna.
Ile radości i poczucia ludzkiej normalności daje świadomość, że oglądam te same nowości, co osoby widzące! Ile radości mam wtedy, gdy słucham wyników głosowania na film roku i okazuje się, że ja już ten obraz widziałam, mogę opowiedzieć o jego walorach i mankamentach. Tak było w 2014 r., gdy filmem roku wybrano „Wielkie piękno” w reżyserii Paolo Sorrentino. Produkcja wcale nie była łatwa w odbiorze: zawierała wiele przenośni, akcja szybko się zmieniała, a główny bohater – Jep Gambardella – wędrował zarówno po świętych, jak wyuzdanych miejscach wiecznego miasta. W tym momencie pora na małą humoreskę związaną z bezwzrokowym oglądaniem filmu. Audiodeskrypcja opisała pierwsze minuty filmu, gdy japoński turysta pada na ulicy. Nie mogłam pojąć, dlaczego nikt nie śpieszy mu z pomocą? Przecież człowiekowi stała się krzywda, może dostał zawału serca, a tu wszyscy tacy obojętni! Dopiero po przeczytaniu recenzji mądrych „filmowych głów” znalazłam wyjaśnienie. To była przenośnia – japońskiego turystę poraziło piękno Rzymu. Przyznaję, że sama na to bym nie wpadła!
Po tej produkcji przyszła pora na kolejny film Paolo Sorrentino. Tym razem sięgnęłam po „Młodość”. Polecam, dobry film.

Festiwal filmów dla niewidzących

Niestety, nie mogę iść do kina i liczyć na to, że film, który będę chciała obejrzeć, będzie miał audiodeskrypcję. To nadal sfera niszowa. Jednak dzięki np. projektowi Internetowy Klub Filmowy Osób Niewidomych „Pociąg” mogę systematycznie oglądać filmy z dodatkową ścieżką opisową. Raz w miesiącu listonosz przynosi do mnie przesyłkę z filmem, natomiast drogą elektroniczną otrzymuję do niego wprowadzenie, które przybliża postaci reżysera, głównych aktorów i fabułę. Przez dwa tygodnie każdy klubowicz może drogą elektroniczną wypowiadać się na temat danego filmu. Czasami refleksje innych bywają bardzo zaskakujące – widać po tym, jak w bardzo różny sposób osoby niewidzące mogą interpretować film.
Projekt Internetowego Klubu Filmowego jest realizowany przez Mazowieckie Stowarzyszenie Pracy dla Niepełnosprawnych „De Facto” z Płocka. Od kilku lat jest ono również organizatorem Festiwalu Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych. Na to wydarzenie przyjeżdżają niewidomi i słabowidzący z całej Polski. W ciągu tygodnia prezentowane są filmy nagradzane w świecie i w Polsce. Dobór produkcji jest bardzo zróżnicowany tematycznie. W minionym roku zaprezentowano m.in. takie filmy jak: „Amy”, reż. Asif Kapadia – biografia tragicznie zmarłej młodej wokalistki Amy Winehouse, „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej – film nietypowy jak na rodzimą produkcję, bo trudna do akceptacji śmierć bliskiej osoby przeplata się z życiowymi humoreskami. Oglądałam też „Lobster” Yorgosa Lanthimosa, obraz futurystyczny, o dziwnej, zakręconej rzeczywistości. Z kolei w filmie „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego z pewnym zdumieniem odkryłam nowe wcielenie Anny Dymnej, która klęła, ćmochała fajki i żłopała napoje wyskokowe, a jej język daleki był od salonowego. Jednak to właśnie ona była najbarwniejszą postacią w filmie. Zaskoczył mnie i poruszył „Pokój” w reżyserii Lenny Abrahamson. Ogromnym jego walorem jest w nim postać narratora. Tych, którzy nie widzieli, zachęcam do obejrzenia. Oglądałam też „Syna Szawła” w reżyserii Laszlo Nemesa. Na samo wspomnienie tego tytułu jeszcze dzisiaj słyszę ogień, krzyki ludzi zamkniętych w komorze gazowej, dźwięk odsuwanego rygla, a potem ciszę.
Zanim postawię końcową kropkę, proponuję obejrzeć film z audiodeskrypcją. Może będzie to ciekawe doświadczenie. Warto spróbować.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:36 


Góra
  
 
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:37 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Koronawirus w Ośrodku dla Dzieci Niewidomych w Owińskach
Źródło: niepełnosprawni.pl 07.10.2020
PAP

U jednego z pracowników Specjalnego Ośrodka dla Dzieci Niewidomych w podpoznańskich Owińskach potwierdzono zakażenie koronawirusem. Ośrodek nadal pracuje przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa.
O potwierdzeniu zakażenia poinformował we wtorek, 7 października, dyrektor Specjalnego Ośrodka dla Dzieci Niewidomych w Owińskach Bartłomiej Maternicki.
Jak podkreślił, jeden z pracowników placówki ma pozytywny wynik testu na obecność SARS-CoV-2 i obecnie przebywa na kwarantannie.
- Po konsultacji ze Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną w Poznaniu natychmiast podjęto działania mające na celu zabezpieczenie uczniów i pracowników Ośrodka. Zgodnie z decyzją Sanepidu czworo uczniów przebywa w tak zwanej izolacji – podał Maternicki.
Dodał, że Ośrodek nadal pracuje przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa.
Od początku pandemii w Wielkopolsce odnotowano 8859 przypadków zakażeń koronawirusem, z czego obecnie 2159 to przypadki aktywne. Z powodu COVID-19 zmarło w regionie 329 osób. Wyzdrowiało 6371 chorych.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:37 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
70 proc. przejść dla pieszych nie zapewnia bezpieczeństwa osobom niewidomym
Źródło: niepełnosprawni.pl 05.10.2020
Mateusz Różański, tp
Źródło: gddkia.gov.pl

Zaledwie co czwarte przejście dla pieszych jest przystosowane do potrzeb osób niewidomych. Tak wynika z audytu przejść dla pieszych na drogach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Jak widać, dalej często jedynym rozwiązaniem pozostaje pomoc przypadkowego przechodnia.
- Dostępne przejście dla pieszych to takie, które jest wyposażone w sygnalizację, najlepiej udźwiękowioną – wyjaśnia Monika Dubiel, niewidoma mieszkanka Warszawy. – Idealnym rozwiązaniem jest sygnalizacja, która wydaje dźwięki – i to odpowiednio głośne nie tylko, gdy światło jest zielone, ale też, gdy jest czerwone. Oczywiście odpowiednio je rozróżniając.
Pani Monika wskazuje, że jest to szczególnie ważne na skrzyżowaniach, zwłaszcza mocno ruchliwych, gdzie osoba niewidoma nie jest w stanie usłyszeć, czy samochody hamują, czy jadą.
- Ważne jest też coś, co nazywa się punktami uwagi – specjalne oznaczenia w kontrastowym kolorze, które można wybadać za pomocą białej laski i w ten sposób uzyskać informację, że kończy się chodnik, a zaczyna jezdnia – podkreśla.

Płyty nie ostrzegają, azyl nie chroni

Tymczasem, jak wynika z audytu GDDKiA, aż 478 spośród 682 zbadanych przejść dla pieszych nie spełnia wymogów wobec osób niewidomych. Co dokładnie sprawdzano?
Autorzy raportu podkreślają, że: „Przejście na całej szerokości (...) powinno być wyposażone w płytki ostrzegawcze dla niewidomych i niedowidzących, informujące o przekraczaniu granicy strefy bezpiecznej i niebezpiecznej (wejście na jezdnię). Urządzenia powinny być także zastosowane na wyspach dzielących. Zalecana szerokość pasa ostrzegawczego powinna się mieścić w przedziale 0,7-0,8 m (są to dwa rzędy płytek 2x0,35/2x0,4). Odległość płytek ostrzegawczych od krawędzi jezdni powinna wynosić 0,5 m”.
Dodatkowo 33 przejścia nie były dostosowane do potrzeb osób na wózkach. Jak wyjaśniono w raporcie: „Krawężnik na całej szerokości przejścia powinien być wyniesiony na wysokości maksymalnie 2 cm”.
Natomiast w 12 przypadkach stwierdzono zbyt małą szerokość tzw. azylu, czyli wysepki między pasami, co uniemożliwia „schowanie się” na niej osoby na wózku, rodzica z wózkiem dziecięcym czy osoby starszej z wózkiem na zakupy.

Z zebry na trawnik

- W większości przypadków przejścia dla pieszych po prostu nie mają czegoś, co czyniłoby je dostępnymi – komentuje wyniki audytu Kamil Kowalski, projektant dostępności, dyrektor Integracja LAB. – Najczęściej jest to brak oznaczeń dotykowych dla osób z niepełnosprawnością wzroku, ale też obniżonych krawężników czy brak właściwie wyznaczonego dojścia do przejścia. Są też takie sytuacje, gdy „zebra” prowadzi wprost na... trawnik.
Ekspert Integracji zwraca uwagę na opisane w badaniu sytuacje, gdy do przejścia trzeba było dostać się żwirowym poboczem lub właśnie po trawniku.
- Mówimy tu więc o słabej użyteczności tych przejść, która jest też przy okazji kłopotliwa dla użytkowników pełnosprawnych – podsumowuje.

Podsumowanie audytu jest dostępne na stronie GDDKiA:
https://www.gddkia.gov.pl/frontend/web/ ... eszych.pdf

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 07, 2020 08:39 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Tylko 2 proc. brytyjskich sądów w pełni dostępnych. „Absurd!”
Źródło: niepełnosprawni.pl 29.09.2020
Paweł Nowosad
Źródło: disabilityrightsuk.org, boltburdonkemp.co.uk, hearcom.eu

Aż 98 proc. gmachów sądowych w Wielkiej Brytanii nie jest w pełni dostępnych dla obywateli z niepełnosprawnościami – to konkluzja raportu kancelarii prawnej Bolt Burdon Kemp.
Jak trudna może być rozprawa sądowa dla osoby z niepełnosprawnością, wiedzą nie tylko Polacy czy Brytyjczycy. Dzięki kancelarii Bolt Burdon Kemp, możemy w końcu poznać konkrety.
Firma oceniła 444 gmachy (m.in. sądów hrabstw, sądów pokoju i wydziałów Sądu Koronnego) w Anglii, Walii i Szkocji, biorąc pod uwagę 11 kryteriów dostępności (przypomnijmy, że kraje te posługują się odrębnymi systemami prawnymi). Wnioski z tej żmudnej pracy są dość niepokojące:
tylko 8 proc. gmachów oferuje odpowiednie wsparcie dla świadków i/lub ciche sale dla osób z problemami psychicznymi;
jedynie 10 proc. udostępnia sale dla niepełnosprawnych dzieci;
tylko 16 proc. jest w pełni dostępna dla osób poruszających się na wózku.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że aż 77 proc. budynków wymiaru sprawiedliwości miało pętle indukcyjne. Wyspom daleko jednak do ideału: według badania z 2009 roku, przeprowadzonego w 14 instytucjach w Londynie, tylko 10 posiadało takie środki wspomagania słuchu i przyjmowało psy asystujące.

Dostępność wartością uniwersalną

- To dla mnie absurd, że 10 lat po przyjęciu prawa przeciwdziałającego dyskryminacji [tzw. Equality Act – przyp. red.], mówiącego expressis verbis, że należy dostosowywać instytucje do potrzeb Brytyjczyków z niepełnosprawnościami, sądy stojące na straży sprawiedliwości wciąż tego prawa nie przestrzegają – mówi Kamran Mallick, dyrektor Disability Rights UK. – Nie może ono być stosowane wyrywkowo: ułatwiać dostęp osobom z niepełnosprawnością słuchu i wzroku, ale już nie tym z innymi rodzajami niepełnosprawności. Dostępność – tak jak prawo – musi być wartością uniwersalną.
W ciągu minionej dekady rząd w Londynie wprowadził reformy, których celem było usprawnienie procesów sądowych dla wszystkich. Ważną częścią reform miała być dostępność. Mimo to w czasie pandemii, gdy Brytyjczycy często nie mieli bezpośredniego wstępu do gmachów sądowych, najbardziej ucierpiały na tym właśnie osoby z niepełnosprawnościami. Aktywiści mówią także, że w czasie tych 10 lat nie ułatwiono znacząco dostępu tym osobom.

Co dokładnie badano?

Specjaliści Bolt Burdon Kemp oceniali m.in. dostępność parkingów, toalet, wind, aparatów słuchowych, internetu bezprzewodowego, pokojów, gdzie świadek z niepełnosprawnością otrzymuje wsparcie, sal rozpraw i konferencji prasowych, pokojów, gdzie matki mogą przewinąć dziecko, badali też możliwość wprowadzenia psów asystujących. Oceniano często zabytkowe budynki, zbudowane jeszcze w średniowieczu.
Jedynie 2 proc. gmachów w Zjednoczonym Królestwie spełniło wszystkie z 11 kryteriów. To tylko osiem obiektów na 444! Jeden jest w księstwie Walii, jeden w północno-wschodniej Anglii, dwa w północno-zachodniej Anglii, jeden na obszarze Midlands (to historyczna kraina w środkowej Anglii – kolebka rewolucji przemysłowej) i trzy w Anglii południowo-zachodniej (na Półwyspie Kornwalijskim). Najlepsze gmachy to m.in. Manchester Civil Justice Centre, Leeds Combined Court Centre i Aberystwyth Justice Centre.
21 proc. gmachów spełniło 9 lub 10 kryteriów badania; 48 proc. gmachów – od 6 do 8 kryteriów; 22 proc. gmachów – od 1 do 5 kryteriów; w końcu 7 proc. ocenianych instytucji osoby z niepełnosprawnościami muszą omijać szerokim łukiem, ponieważ nie spełniło żadnego kryterium dostępności.

Nieubłagana arytmetyka

Jeśli chodzi o Brytyjczyków poruszających się na wózku, autorzy raportu wzięli pod uwagę trzy kryteria: dostępność wewnątrz sądu, miejsca parkingowe w jego pobliżu oraz dostępność toalet (trzeba do tego dodać zdarzenia losowe, takie jak nieczynna winda czy brak miejsc na parkingu). Liczby nie zachwycają: w Walii 29 proc. gmachów zapewnia takim osobom pełen dostęp, w Anglii odsetek ten wynosi 15 proc. Najgorzej jest w Szkocji – 8 proc. budynków jest tam w pełni dostępnych.
Wszystkie trzy kryteria spełnił zaledwie jeden sąd w Szkocji, 10 w Walii i 59 w Anglii. Arytmetyka jest nieubłagana: ogółem tylko 16 proc. gmachów w Zjednoczonym Królestwie jest w pełni dostępnych dla obywateli korzystających z wózków. Widać jak na dłoni, że mają oni utrudniony dostęp do wymiaru sprawiedliwości.

Szkocja nieprzyjazna

Dużym wyzwaniem dla sądów jest też zapewnienie odpowiednich warunków osobom z zaburzeniami psychicznymi. Jak sobie z tym radzą? Niespełna jedna czwarta gmachów oferuje kompleksowe wsparcie dla tych osób: bezpieczny pokój dla świadka, komfortową poczekalnię oddzieloną od tej publicznej, salę modlitewną oraz cichą salę dla osób z lękiem i innymi problemami. Dla nich chwila relaksu w sądzie jest niezmiernie ważna, bo są bardziej podatni na stres niż osoby pełnosprawne.
Powyższe kryteria spełnia 59 proc. sądów w Walii, 19 proc. w Anglii i... 0 proc. w Szkocji.
To właśnie Szkocja nie najlepiej wypada w raporcie. Poza wymienionymi wyżej problemami, od lat głośno jest tam o zbyt małej liczbie mieszkań dla osób poruszających się na wózku.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:42 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Zaakceptować ciemność. Historia Tomasza Koźmińskiego
Źródło: sport.onet.pl 08.10.2020
Dariusz Dobek

Świta.
Tomek wstaje z łóżka, ostrożnie podchodzi do okna i wpuszcza do mieszkania trochę słońca.
Nadal ciemno. Nie licząc kroków, wychodzi do kuchni zrobić śniadanie. Dobrze pamięta, jak wygląda mieszkanie. Rozkład pomieszczeń. Meble. Kolory. W przedpokoju jasnobrązowa boazeria, jeden pokój biały, drugi zielono-pomarańczowy. Takich rzeczy się nie zapomina. Teraz trochę jest syf, bo zaraz remont.

Tomek pewnym ruchem rozsmarowuje masło na chlebie.
Gośka już wstała.
Nigdy się nie widzieli, ale Tomek doskonale wie, jak wygląda narzeczona. Długie ciemne włosy, jakieś 150 cm wzrostu, drobna, ciepły głos. Zawsze ładnie pachnie, ma całą szafkę perfum. Nie trzeba kogoś widzieć, żeby się zakochać. Za miesiąc mają ślub, ale hucznego weselicha nie będzie.
Po pierwsze koronawirus.
A poza tym… no sam wiesz. Gdybyś na własnym weselu nie wiedział nawet, jak dojść do kibla, też nie zapraszałbyś 150 osób.
Tomek nigdy nie zapomni ostatniej rzeczy, jaką zobaczył w życiu. Ogromne białe lampy rzucające światło prosto na niego. Na sali operacyjnej panowała niska temperatura. Lekarz jak w serialach powiedział, że wszystko będzie dobrze. Potem drobne ukłucie i nagle już na zawsze zgasło światło.
Zaczęło się w 1993 roku. Tomek najpierw słyszał, że ciągłe bóle głowy to efekt dorastania. Chodził od gabinetu do gabinetu, a lekarze rozkładali ręce. W końcu diagnoza: cysta na skrzyżowaniu nerwów wzrokowych.
Uciska mózg, więc nikt nie myśli o ratowaniu oczu, tylko o ratowaniu życia. Trepanacja czaszki. Trzeba usunąć cystę w całości. Chirurg jednym ruchem przecina nerw, zabierając Tomkowi oczy.
Kiedy pacjent odzyskuje świadomość, łeb naparza jak cholera. Zresztą boli każdy centymetr ciała. Świta. Ojciec ostrożnie podchodzi do okna i wpuszcza do szpitalnej sali trochę promieni słońca.
Nadal ciemność. Ale Tomek przynajmniej będzie żył.
Dzisiaj mówi, że tamtego dnia urodził się po raz drugi, w zupełnie innym świecie. Z tego, który zostawił za sobą, zostały mu tylko wspomnienia.
Lata 80. Nowa Huta. Szaro, buro i ponuro. Kiedy człowiek stoi godzinami w kolejkach, to nie ma wielkich marzeń. Jak w tej piosence Trojanowskiej.
"Trochę starań i świat jest nasz. Powiedzmy tak za osiem lat adres w bloku i mały fiat".
Koźmińscy żyją w starszej kamienicy, okolice ul. Fatimskiej. Wszystko po bożemu – w salonie meblościanka, w łazience pralka Frania, na kuchennym stole lepka biało-czerwona cerata. Nie ma luksusów, ale nie ma też biedy.
Życie rodziny kręci się wokół sportu, a konkretniej wokół Hutnika Kraków. Ojciec pracuje w klubie jako działacz, mama jest instruktorem pływania. Tomek gra w siatkówkę, a Marek w piłkę nożną. Od razu wiadomo, że jeśli ktoś zrobi karierę, to tylko ten drugi.
Latem 1992 roku Tomek ogląda na szklanym ekranie, jak brat sięga z reprezentacją Polski po srebro olimpijskie w Barcelonie. Przy "Mazurku Dąbrowskiego" stoi na baczność z ręką na sercu. "Jeszcze Polska nie zginęła!". Ojciec strasznie przeżywa te mecze, normalnie przez 90 minut chodzi po całym salonie i dyryguje zespołem nie gorzej od selekcjonera Janusza Wójcika.
"Podaj! Strzelaj! Przerzuć na drugą stronę!".
Na osiedlu szpan, wszyscy gratulują Tomkowi sukcesu brata. Prócz medalu Marek przywiezie z Katalonii telewizor i złotego poloneza. Szał. Zaraz po igrzyskach zostanie sprzedany przez Hutnik Kraków do Włoch. Spakuje torbę i ruszy w świat, zostawiając bratu pokój z proporczykami klubów piłkarskich i plakatem Bjorna Borga.
Fajnie było. Tłukli się codziennie, typowa braterska miłość. Czasem nawet Tomek wygrywał, jak Marek nie miał sił po treningu.
A teraz ciao, brat wyrusza na podbój Italii. No to trzymaj się tam, Marek, w tej Serie A! Eleven Sports jeszcze nie ma, ale będą śledzić z ojcem wyniki na telegazecie.
Rok później Tomka zaboli głowa. Jeden gabinet, drugi, trzeci. Marek załatwi prześwietlenie rezonansem magnetycznym w Weronie, bo w Krakowie nie ma jeszcze takich wynalazków.
Sala operacyjna. Lampy. Stół. Chłód. Cięcie. Ciemność.
Meczu brata już nigdy nie zobaczy. Ale przynajmniej będzie żył.
Jak jesteś ślepy, to najtrudniejsze są początki.
Tak, dobrze przeczytałeś. "Ślepy", nie "niewidomy". Tomek nie lubi tej językowej babraniny. Nie można mówić "kaleka", "inwalida", a teraz już ponoć nawet "niepełnosprawny" jest zakazany, bo lepsza jest "osoba z niepełnosprawnością". Dajcie spokój...
Tomek uczył się wszystkiego od podstaw – jak się umyć, jak zrobić obiad, jak pościelić sobie łóżko. Rodzice próbowali go niańczyć, ale w końcu dali sobie spokój. Jeśli ich potrzebuje, są przy nim, ale już nie wyręczają go we wszystkim jak kiedyś.
Na początku nie mógł zaakceptować, że przestał widzieć. Obraził się na wszystkich wokół, na Boga też. Gość z ambony jakoś go nie przekonał, kiedy mówił, że trzeba nieść swój krzyż. Tomek zaczął poszukiwać.
Bioenergoterapeuci, szamani, cudotwórcy, znachorzy, Harry z Tybetu…
Jeden cudotwórca przyjmował w szkole na sali gimnastycznej. Stało się w sznureczku z karteczką, na której miałeś napisane, który narząd nie działa. Jak przyszła kolej Tomka, podał asystentowi szamana papierek z napisem "eyes". Pan cudotwórca coś pomruczał, ale nic nie drgnęło. Cóż, przynajmniej nie wziął kasy.
Cudotwórca numer dwa skasował kilka stów. Położył Tomka na czymś w rodzaju fotela dentystycznego i zaczął go oblewać magiczną wodą. Handlował nią zresztą, butelka chodziła po dychę.
Tomkowi nie pomogła.
Na studiach zrozumiał, że żadne czary nic tu nie dadzą, trzeba zaakceptować siebie. Zaczął żyć.
Zapraszał kumpli na domówki. Raz jak się napili, wypieprzyli szybę w drzwiach do pokoju. W niedzielę rano była ściepa na szklarza. Przyjechał wmontował nową, jednak mama i tak się domyśliła.
Ale najbardziej "pomogły" Tomkowi miejscowe cwaniaczki z Nowej Huty. Przez długie miesiące wstydził się wychodzić z białą laską w dłoniach, więc gdy chciał wyskoczyć do osiedlowego, prosił sąsiada o asystę. Chwytał go za ramię i tak szli krok po kroku.
Jak ich kilka razy zwyzywali na osiedlu od pedałów, Tomek przywykł do białej laski.
No dobrze.
Akceptacja siebie to jedno, ale trzeba za coś żyć. Tomek rzuca studia i zaczyna robotę jako telemarketer. Wydzwania do ludzi, przekonując ich, że jeśli kupią garnki, ich życie stanie się lepsze. Próbuje sprzedać dosłownie wszystko. Skarpetki, akwaria, krzesła, spodnie, miksery…
"Proszę pana, taka okazja może się już nie trafić".
Wcześniej Tomek prowadzi z kumplami punkt ksero, ale od razu wiadomo, że fortuny na tym nie zbije.
Przełom przychodzi, gdy wpadają na pomysł, że będą produkować beacony. To małe nadajniki wykorzystujące technologię bluetooth i komunikujące się z telefonami czy tabletami. Najważniejsza jest tu funkcja lokalizacji i nawigacji. W dużym skrócie – beacony pomagają niewidomym odnaleźć się na dworcach, lotniskach czy w galeriach handlowych.
Pomysł już mają, a po krótkich poszukiwaniach kumpel Tomka znajduje wspólników, którzy wykładają kasę.
Taka okazja może się już nie trafić.
Odpaliło. Po roku z małej klitki przenieśli się do nowej siedziby o powierzchni 300 metrów kwadratowych. Później poszło z górki. Otworzyli siedziby w Chinach, Meksyku, Stanach Zjednoczonych, Niemczech czy na Wyspach Brytyjskich, zaczęli zatrudniać setkę ludzi. Zaopatrzyli w beacony chociażby londyńskie metro.

Filmowa historia.

16-latek traci wzrok, a później rozkręca wielki biznes i odnosi światowy sukces. Jest tylko jedno "ale" – Tomek sprzedał udziały w firmie. Dlaczego? Wracamy na salę operacyjną. Dwie lampy. Chłód. Zastrzyk. Ciemność.
- Łącznie miałem trzy operacje. Po drugiej zacząłem cierpieć na padaczkę pourazową. Ataki były bardzo mocne, nieraz dochodziło do nich nawet raz na tydzień. Najczęściej łapało mnie w nocy. Zasypiałem w swoim łóżku, a budziłem się pięć metrów dalej albo, co gorsza, w szpitalu. Padaczka pourazowa jest strasznie uwłaczająca. Całe ciało napieprza tak, że się w głowie nie mieści.
W firmie zostałem w tyle ze względu na chorobę, ale też po części z lenistwa. Nie potrafiłem znaleźć dla siebie miejsca. Doszliśmy ze wspólnikami do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli nasze drogi się rozejdą.

Nie żałuję.

Dziś Tomek o firmie już nie myśli. Prowadzi fundację "For Heroes", działa na rzecz koszykarzy na wózkach inwalidzkich. Przychodzi praktycznie na każdy ich trening.
Tak, życie jest piękne, nawet jeśli się nie widzi. Tomek ma całą listę marzeń do spełnienia. Jako młody chłopak został pierwszym niewidomym nurkiem, robi to już od dwudziestu lat. Spróbowałby jeszcze innych sportów ekstremalnych, ale nie wiadomo, czy Gośka pozwoli.
Ślub już za miesiąc. Będzie "Sto lat!" i pyszny tort. Niedługo zapiszą się na zajęcia, żeby się podszkolić przed pierwszym tańcem.
To będzie "nowa droga życia" bez gdybania i litanii narzekań na los. Tomek wiele razy słyszał od znajomych, że oddaliby wszystko, by znów widzieć.
On by nie oddał.
Parę lat temu miał okazję poddać się pionierskiej operacji w Helsinkach. Ponoć gdyby wsadzili mu jakieś kabelki za gałkę oczną i połączyli z mózgiem, mógłby widzieć. Ale nie ma już co kombinować. Jeszcze zacząłby w galeriach piszczeć na bramkach jak Robocop i tyle by z tego było. Jest dobrze jak jest. Z każdego dnia trzeba wycisnąć maksimum.

Świta.

Tomek wstaje z łóżka, ostrożnie podchodzi do okna i wpuszcza do mieszkania trochę słońca. Potem pewnym krokiem rusza do kuchni usmażyć jajecznicę.
Gośka już wstała.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
15 października Międzynarodowy Dzień Białej Laski
Źródło: niepełnosprawni.pl 14.10.2020
inf. prasowa

15 października na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Białej Laski. Ta kartka w kalendarzu przypomina, że wśród nas żyją osoby niewidome i słabowidzące. Statystyki w Polsce mówią o ponad 1,7 miliona osób z niepełnosprawnością wzroku. Ich stopień rehabilitacji psychologicznej, społecznej i zawodowej jest zróżnicowany, co oczywiście zależy od wielu czynników. Jednak mimo, iż w dzisiejszych czasach nie powinna dziwić obecność osób poruszających się z białą laską w przestrzeni miejskiej, na uczelniach, w biurach, wykonujących rozmaite zawody, podróżujących czy uprawiających sport, wciąż w głowach osób widzących pokutuje wiele stereotypów.
Od prawie 9 lat Niewidzialna Wystawa w Warszawie aktywnie działa na polu edukacji pokazując w niezwykły sposób perspektywę doświadczania świata przez osoby niewidome. Przewodnicy po tym niezwykłym miejscu to właśnie osoby z niepełnosprawnością wzroku. Podczas godzinnej wędrówki w całkowicie wyciemnionych pomieszczeniach wiernie odwzorowujących scenerie z życia codziennego, widzący goście mają szansę zrozumieć z jakimi wyzwaniami mierzą się na co dzień ludzie pozbawieni możliwości widzenia, z drugiej strony odczarować mity na ich temat.
Co roku to właśnie Niewidzialna Wystawa z Małgorzatą Szumowską, liderką i organizatorką tego przedsięwzięcia na czele, organizuje ciekawe aktywności związane z obchodami Międzynarodowego Dnia Białej Laski. W tym roku, w związku z pandemią świętowanie będzie przebiegało nieco inaczej.
- Niewidzialna Wystawa działa stacjonarnie zgodnie z reżimem sanitarnym, ale zrezygnowaliśmy z corocznego świętowania w przestrzeni miejskiej, do czego niejako przyzwyczailiśmy mieszkańców Warszawy. Zamiast tego w naszych mediach społecznościowych od początku października, przez cały miesiąc zapraszamy do wspólnej zabawy online, którą nazwaliśmy #wyzwaniewciemno. Jest to propozycja świetnego spędzenia czasu, także z całą rodziną. Chcemy zaangażować nie tylko wyobraźnię, ale i zmysły! Będzie różnorodnie i wierzymy, że w ciągu ponad 20 dni dostarczymy solidną porcję wiedzy i praktyki! – mówi Małgorzata Szumowska.

Licytacja na rzecz Niewidzialnej Wystawy

„Zrezygnowaliśmy także z corocznej akcji „Namaluj Niewidzialne”, podczas której zaprzyjaźnieni dziennikarze, artyści i sportowcy malowali w naszych ciemnościach niesamowite obrazy, które później, za naszym pośrednictwem przekazywali na wybrane przez siebie cele charytatywne. Jednak sztuki nie zabraknie i będzie to sztuka przez wielkie „S”! Namalowany wspólnie przez wybitnych artystów – Idę Święcicką, Oliwię Hildebrandt, Katrinę Sadrak, Alinę Picazio, Katarzynę Środowską, Grzegorza Śmigielskiego i Marka Starela obraz „Paranoja”, stanowiący część niezwykłego projektu „Sztuka w czasach zarazy” zainicjowanego przez prof. Małgorzatę Wrześniak, dyrektor Instytutu Nauk o Kulturze i Religii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, został przekazany na licytację charytatywną na rzecz Niewidzialnej Wystawy, która od początku pandemii boryka się z ogromnymi problemami finansowymi. Warto wspomnieć, że wystawa jako instytucja prywatna, nie otrzymuje żadnych dotacji miejskich i utrzymuje się ze sprzedaży biletów oraz – w trakcie kryzysu, z wpłat na zbiórkę publiczną, którą zasilają sympatycy. Wsparciem zbiórki jest grupa facebookowa „Na pomoc Niewidzialnej Wystawie! Licytacje charytatywne”. Tam właśnie, od 15 października, można będzie wylicytować to unikalne dzieło sztuki malarskiej” – informują organizatorzy.
- Prawdopodobnie, choć nie stawiamy kropki nad „i” ostatnim elementem celebrowania 15 października będzie podzielenie się z sympatykami bardzo wartościowym materiałem filmowym, który śmiało może stanowić ciekawą lekcję dla dzieci lub materiał szkoleniowy dla dorosłych. Nasza pomysłowość nie zna granic, ale chcemy wyłuskać to, co ważne i co może stanowić wartość dla młodszych i starszych sympatyków! Wierzymy, że za rok powrócimy do spotkań w plenerze, ale nowa formuła daje nam dużo radości tworzenia. Czekamy na naszych gości na Niewidzialnej Wystawie, przy Alejach Jerozolimskich 123a w budynku Atlas Tower, ale także na Facebooku i Instagramie. Wierzymy, że 15 października to ważna data i osoby niewidome nie pozostaną niewidzialne! – zapowiada Małgorzata Szumowska.

Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do wspólnego świętowania i korzystania z atrakcji przygotowanych przez niezwykle pozytywny zespół Niewidzialnej Wystawy, a także życzyć, aby aktywny udział zaprocentował świadomą i otwartą postawą społeczną.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: BIP nr 19 (234),październik 2020
Rafał Kanarek
Centrum Komunikacji w Instytucie Tyflologicznym PZN

Kiedy byłem małym chłopcem, spotkałem dorosłego niewidomego pana. Szedł sam alejką, a w dłoni trzymał białą laskę, taką z kulką przy gumce mocującej, składaną. Chciałem być jak on, choć nie do końca zdawałem sobie sprawę z ograniczeń, które powoduje brak wzroku, ale z naiwną, dziecięcą radością mówiłem, że też chcę taką laskę mieć. Mając prawie 10 lat, mogłem pochwalić się pierwszym własnym białym kijem. Mój wujek uczył mnie chodzenia z laską. Nie miał on „tyflopapierów”, za to głowę na karku – z jednej strony podnosił poprzeczkę, z drugiej wspierał.

Kurs orientacji miałem już w szkole podstawowej. Uczył mnie człowiek surowy, wspierający i konkretny. Na moje pytanie, kiedy będę miał egzamin, odpowiedział, że tak naprawdę jego zadaniem jest nauczyć mnie prawidłowego posługiwania się „blondynką”, a swój egzamin będę zdawał przez całe życie. I choć wielokrotnie słyszałem, że w dorosłości będę miał dosyć samodzielnego chodzenia, byłem innego zdania, za wszelką cenę chciałem chodzić z „blondynką” po znanych i nieznanych ścieżkach. Po ukończeniu kursu poczułem się wolny jak ptak, mogłem jak kot chodzić swoimi drogami bez uzależniania się od innych.

Od tej pory biała laska jest moją nieodłączną towarzyszką. Nieważne, czy idę do sklepu, czy wyjeżdżam za granicę, ten niewielkich rozmiarów składany kijek czyni mnie niezależnym. Nie jestem już niewolnikiem, ale panem swojego losu. Wiem, że niektórzy obawiają się białej laski. Myślę jednak, że z nią będziemy lepiej postrzegani przez społeczeństwo. Z nią jesteśmy niezależni i choć czasem musimy poprosić o pomoc, to świat stoi przed nami otworem. A więc lagi w dłonie i do przodu!

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 16, 2020 10:45 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Jaka dostępność powinna być zapewniona w urzędach – cz. 1
Źródło: BIP nr 19 (234),październik 2020

Ustawa o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami obowiązuje od roku. Poniżej przedstawiamy trzy obszary, w których powinna zostać zapewniona dostępność w urzędach. Warto o tym pamiętać, kiedy wybieramy się załatwić jakąś sprawę urzędową.
Ustawa została wprowadzona w celu poprawy dostępności jednostek administracji publicznej, w tym samorządowych. Powinny one wdrożyć odpowiednie rozwiązania ułatwiające dostęp dla osób niepełnosprawnych, starszych, a także dla tych, których mobilność jest czasowo ograniczona, np. poruszają się o kuli czy prowadzą wózek dziecięcy. Każdy podmiot publiczny (szkoła, urząd, biblioteka, instytucja kultury, szpital, spółki miejskie) powinien spełniać minimalne wymagania w zakresie trzech obszarów dostępności, o których mowa w ustawie. Kiedy jednostka z istotnych powodów nie może spełnić niektórych wymagań, wtedy zapewnia dostęp alternatywny, czyli np. wsparcie pracownika dla osoby ze szczególnymi potrzebami (np. pomoc przy wejściu na piętro, przetłumaczenie dokumentu, pomoc w komunikacji).
Dostępność architektoniczna
Urząd powinien zapewnić:
•wolne od barier poziome i pionowe przestrzenie komunikacyjne budynków, najlepiej poprzez windy, podnośniki, platformy, podjazdy i odpowiednio szerokie drzwi,
•dostęp do wszystkich pomieszczeń, z wyłączeniem pomieszczeń technicznych w budynku,
•informację na temat rozkładu pomieszczeń w budynku, co najmniej w sposób wizualny i dotykowy (tyflomapa, informacja w brajlu) lub głosowy (infokiosk) i pomoc przeszkolonych pracowników,
•dostęp do wnętrza budynku osobie korzystającej z psa asystującego,
•na wypadek sytuacji kryzysowej możliwość ewakuacji lub uratowania w inny sposób osób niepełnosprawnych (m.in. poprzez odpowiednie procedury i sprzęt, sygnalizację zagrożenia).
Dostępność cyfrowa
Urząd zobowiązany jest przestrzegać ustawy z dnia 4 kwietnia 2019 r. o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych. Strona internetowa podmiotu musi być zgodna ze Standardem WCAG 2.1 (ang. Web Content Accessibility Guidelines).
Na stronie powinny być umieszczone m.in : •dane teleadresowe podmiotu i linku do strony podmiotowej w Biuletynie Informacji Publicznej oraz deklaracja dostępności,
•narzędzia kontaktowe (np. formularze, wideotłumacz języka migowego itp.),
•informacje dotyczące postępowania w sytuacji kryzysowej,
•dostępne dokumenty urzędowe oraz wzory umów lub wzory innych dokumentów przeznaczonych do zaciągania zobowiązań cywilnoprawnych.
Ponadto podmioty publiczne muszą zapewnić: odpowiednią nawigację po stronie, dostępność umieszczanych na stronie multimediów (np. muszą zawierać napisy).
Dostępność informacyjno-komunikacyjna
Jednostka powinna zagwarantować: •obsługę klientów z wykorzystaniem poczty elektronicznej, SMS, MMS, strony internetowej, lub przez wykorzystanie zdalnego dostępu online do usługi tłumacza polskiego języka migowego,
•instalację urządzeń lub innych środków technicznych do obsługi osób słabosłyszących, w szczególności pętli indukcyjnych, systemów FM lub urządzeń opartych o inne technologie, których celem jest wspomaganie słyszenia,
•na stronie internetowej urzędu informacje o zakresie jego działalności w postaci elektronicznego pliku zawierającego tekst odczytywalny maszynowo, nagrania treści w polskim języku migowym oraz informacji w tekście łatwym do czytania (ETR),
•na wniosek osoby ze szczególnymi potrzebami komunikację z urzędem w formie określonej we wniosku.
Źródło: materiał informacyjny programu Dostępność Plus

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 23, 2020 10:40 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 19.10.2020
Hanna Pasterny
Źródło: Integracja 4/2020

W ostatnich latach podejmowane są działania na rzecz rozwoju usług asystenckich dla osób niepełnosprawnych. Niestety, taka pomoc zwykle jest świadczona w ramach projektów, więc ograniczona czasowo. Nie zawsze też odpowiada na realne potrzeby. Mam nadzieję, że szansą na uregulowanie sytuacji będzie „Strategia na rzecz osób z niepełnosprawnościami 2020–2030”. W czerwcu odbyły się konsultacje projektu tego dokumentu. W uwagach, które wysłałam, odniosłam się także do usług asystenckich.
Ważne jest, by wprowadzając systemową usługę asystencji osobistej, nie zlikwidować innych usług asystenckich. Obecnie likwidowane są usługi asystenckie, które można było zamówić, wybierając się do jakiegoś miasta. Osoba niepełnosprawna przyjeżdżająca do Warszawy nie może już skorzystać z pomocy asystenta. Odmowę argumentuje się tym, że każdy może mieć osobistego asystenta. Niestety, w większości gmin nadal nie ma takich usług. Jeśli nawet są, to nie zawsze jest możliwość wspólnego wyjazdu. Osoba niewidoma nie potrzebuje asystenta osobistego, by uczestniczyć w kilkudniowym szkoleniu wyjazdowym, lecz pomocy asystenta na miejscu, np. w dotarciu z dworca na szkolenie, znalezieniu sali, poznaniu topografii miejsca zakwaterowania.
Ponadto osoba niepełnosprawna powinna mieć możliwość korzystania z pomocy kilku asystentów. Jeśli niepełnosprawny pracuje i mieszka w różnych miastach, ważne jest, by mógł podzielić przysługujące mu godziny usług asystenckich co najmniej na dwóch asystentów. Ma to znaczenie również wówczas, gdy asystent zachoruje. Poza tym dla wielu asystentów jest to praca dodatkowa, więc nie są w pełni dyspozycyjni.

Obowiązki asystenta

Kolejna istotna kwestia to poszerzenie zakresu zadań asystenta. Jego pomoc powinna być dopasowana do potrzeb osoby, którą wspiera. Niepełnosprawny mieszkaniec dużego miasta, aktywny zawodowo, ma inne potrzeby niż niepełnosprawny senior mieszkający na wsi, któremu trudno palić w piecu, dotrzeć do lekarza lub sklepu. Niezbędna jest też pomoc w komunikacji i dostępie do informacji, np. towarzyszenie osobie głuchoniewidomej podczas wizyty u lekarza, wspieranie przez wyraźne mówienie, powtarzanie, zapisywanie informacji. Wsparcie nie powinno ograniczać się do polskiego języka migowego, lecz uwzględniać także inne środki komunikacji.
Należy też uregulować kwestię korzystania przez asystenta z samochodu. Obecnie może tylko prowadzić samochód niepełnosprawnego klienta, natomiast nie wolno mu zawieźć do sklepu swoim samochodem seniora lub osoby mającej problemy z poruszaniem się, mimo że w pobliżu ich miejsca zamieszkania nie ma transportu publicznego. W karcie czasu pracy asystent nie może też wykazać, że zrobił klientowi zakupy, bo według ośrodka pomocy społecznej nie przyczynia się to do aktywizacji. Efekt jest taki, że niektóre osoby niepełnosprawne rezygnują z usług asystenckich, ponieważ nie odpowiadają one ich potrzebom.

Brak precyzji

W zeszłorocznej dokumentacji konkursowej dla gmin na asystencję osobistą był następujący zapis: „Usługi asystenta mogą świadczyć: a) osoby posiadające dyplom potwierdzający uzyskanie kwalifikacji w zawodzie asystent osoby niepełnosprawnej; b) osoby z wykształceniem przynajmniej średnim posiadające, co najmniej roczne, udokumentowane doświadczenie w udzielaniu bezpośredniej pomocy osobom niepełnosprawnym”.
Pracownicy kilku ośrodków pomocy społecznej, z którymi rozmawiałam na ten temat, bezskutecznie próbowali się dowiedzieć, co oznacza zapis z punktu b), np. czy wystarczy zaświadczenie z centrum wolontariatu, potwierdzenie dyrektora szkoły, że dana osoba prowadziła lekcje w klasie integracyjnej itd. Nie otrzymali odpowiedzi ani od wojewody, ani z ministerstwa. Myślę, że niejasności i brak precyzji przyczyniły się do niewielkiego zainteresowania gmin aplikowaniem o środki. Oczywiście asystentami nie powinni być przypadkowi ludzie bez przygotowania, ale jeśli osoba niepełnosprawna ma mieć realny wpływ na wybór asystenta, moim zdaniem konieczne jest obniżenie wymogów i zniesienie pewnych obostrzeń.

Jakie jest Twoje zdanie w tym temacie? Zachęcamy do dyskusji.


Hanna Pasterny – konsultantka ds. osób niepełnosprawnych w Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS w Rybniku, osoba niewidoma, finalistka Konkursu „Człowiek bez barier 2011”, autorka książek: Jak z białą laską zdobywałam Belgię, Tandem w szkocką kratkę i Moje podróże w ciemno. W 2017 r. znalazła się w Liście Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością. Więcej: www.hannapasterny.pl.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lis 06, 2020 15:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
"Jak ujeżdża się największe fale na świecie... nie widząc ich?"
Źródło: "Świat Wiedzy" nr 11/2020.

Czuje, jak woda piętrzy się pod jego deską, słyszy, że ocean wokół niego ryczy coraz głośniej. Jeden mały błąd, jedna krótka chwila nieuwagi może kosztować go życie. A jednak nie da się powiedzieć, iż 28-latek powinien był to przewidzieć, gdyż Derek Rabelo jest... niewidomy! Banzai Pipeline to legenda. Nazwa ta nawet u doświadczonych sportowców powoduje przyspieszone bicie serca. Jest to jedna z najniebezpieczniejszych miejscówek do surfingu na świecie. Zaledwie kilkanaście metrów od plaży Ehukai u wybrzeży Hawajów wznoszą się niemal pionowe i wysokie na dziewięć metrów góry wody. Bezpośrednio pod nimi kryją się ostre jak brzytwa rafy koralowe, które nie wybaczają błędów. Każdy, kto chce surfować na wodach Banzai Pipeline, potrzebuje więc nie tylko niezwykłego wyczucia fali, ale także sporej odwagi. Derek Rabelo ma i jedno, i drugie. A jednak jest coś, co odróżnia go od innych surferów: 28-latek jest od urodzenia niewidomy. Nigdy w życiu nie widział fali, ale po tysiącu z nich surfował...
„Ludzie mówili, że to niemożliwe. To była dla mnie wystarczająca motywacja”.
Zanim jeszcze Brazylijczyk przyszedł na świat, jego ojciec wierzył, że syn może stać się słynnym surferem – i nadał mu imię Derek, na cześć legendy tego sportu, Dereka Ho. Kiedy stało się jasne, iż chłopiec nigdy nie będzie widzieć z powodu wrodzonej jaskry, wydawało się, że musi pogrzebać to marzenie. Lecz Derek od dzieciństwa fascynował się opowieściami o oceanie. Codziennie słuchał taty i jego przyjaciół opowiadających o morzu. Jak gąbka chłonął wiedzę o falach. W wieku 17 lat powiedział ojcu, iż chce zostać surferem. Ten nie wahał się ani przez sekundę i zabrał go do wody.
– Ludzie mówili mi, że to niemożliwe, zbyt niebezpieczne. Ale wszystkie te komentarze są niczym fale w oceanie. Próbują cię powalić, ty jednak musisz nauczyć się wstawać – tłumaczy Derek Rabelo.
Nastolatek, który nigdy w życiu nie widział nawet promienia światła, szybko nauczył się, jak w danych warunkach zachowują się fale, jakie odgłosy wydaje ocean przed ich załamaniem się oraz kiedy jest odpowiedni moment, by wskoczyć na deskę. – Każda część fali emituje inny dźwięk. Dzięki tym odgłosom mogę np. zdecydować, po której jej stronie surfować. Nie widzę oceanu, lecz słyszę go i czuję o wiele lepiej niż ktokolwiek.
„Derek jest dla mnie inspiracją. To niesamowite być razem z nim w wodzie”.
Z czasem Derek Rabelo odważył się pływać po coraz większych falach – aż w końcu surfował po Banzai Pipeline i innych legendarnych miejscach na Hawajach obok takich gwiazd jak Rob Machado, jego imiennik, zmarły w tym roku Derek Ho czy Kelly Slater. Prowadzi też lekcje surfingu dla dzieci autystycznych, a w trakcie seminariów motywacyjnych wyjaśnia, jak osiągnąć nawet pozornie niemożliwe cele.
– On jest dla mnie inspiracją. To niesamowite być razem z nim w wodzie – mówi mistrz świata, Kelly Slater.
Niewidomemu surferowi udało się pokonać nawet monstrualne fale u wybrzeży portugalskiego Nazaré oraz tahitańskiego Teahupo’o. W 2019 roku urodził mu się widzący syn, któremu zdążył już udzielić pierwszych lekcji surfingu.
– Nigdy nie jest za wcześnie, by poczuć ocean – mówi Derek Rabelo.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 23, 2020 12:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 10.11.2020
Sylwia Błach
Źródło: Integracja 5/2020

To nie człowiek staje się pisarzem. To pisarstwo wybiera człowieka. Opowiadam historie pod przymusem, jak w tej starej piosence – muszę, bo inaczej się uduszę. Słowa same układają się w zdania, a bohaterowie żyją w mojej głowie i krzyczą, dopóki nie wysłucham ich opowieści. „Być pisarzem to znaczy wykonywać jedną z najpiękniejszych profesji. To także prestiż” – mówi Agnieszka Pietrzyk, autorka licznych kryminałów. Ale pisarstwo to nie tylko piękno i prestiż. To także ciężka praca, która przynosi wiele satysfakcji.

Skąd brać pomysły na książki?

Napisałam w swoim życiu dwie powieści, jeden leksykon i dwa zbiory opowiadań – w sumie pięć książek. Zajmuję się horrorem i tworzę głównie literacką fikcję, dlatego pomysły muszą rodzić się w mojej głowie. Nie, nie biegam z siekierą, by później to opisać. Kreatywność zawsze była moją mocną stroną – czasem inspiruje mnie życie, czasem sytuacja, a czasami tylko jedno słowo. Pisałam od zawsze i uważałam to za coś naturalnego. Hanna Pasterny mówi, że nie planowała żadnej ze swoich książek. W „Tandemie w szkocką kratkę” czy w „Moich podróżach w ciemno” opisuje prawdziwe historie i wydarzenia. Jednak do przelania swoich myśli na papier musieli skłonić ją znajomi.
„Pewne tematy uznali za ciekawe, warte zgłębienia i pokazania ich szerszemu gronu” – wspomina.

Jak napisać książkę?

Pomysł jest podstawowym elementem każdej opowieści – czy to historii fabularnej, czy dokumentalnej. Jednak równie ważne jest jego prawidłowe przedstawienie – nie bez powodu pewne książki z przeciętną fabułą sprzedają się w zawrotnych nakładach, a inne, choćby najbardziej wybitne, kurzą się na półkach magazynów. Ludzie lubią literaturę, którą się dobrze czyta. I choć słowo „dobrze” trudno skwantyfikować, to istnieje szereg technik stosowanych przez pisarzy, by książka miała swój rytm i styl, by jej lektura sprawiała przyjemność.

Budowanie fabuły

Tomasz Wandzel, autor m.in. „Hycla” i „Córki zakonnika”, tłumaczy: „Najpierw wymyślam temat, choć czasami to temat znajduje mnie. Tak było w przypadku mojej ostatniej książki pt. „Chłopiec z Kresów” wydanej w marcu 2020 r. Następnie opracowuję kilka (najczęściej dwa lub trzy) punkty, które muszą się znaleźć w powieści. Samo pisanie to już taka literacka podróż od jednego punktu do drugiego”.
Podobną technikę stosuje Agnieszka Pietrzyk: „Gdy przystępuję do pisania książki, muszę mieć w głowie ogólny zarys fabularny, przede wszystkim muszę znać zakończenie, bo tylko wtedy jestem w stanie sprawnie poprowadzić fabułę. Nie czekam na natchnienie, po prostu siadam do komputera i piszę, przez kilka godzin dziennie i siedem dni w tygodniu. Trochę czasu poświęcam też na poszukiwanie informacji potrzebnych do książki, jest to głównie wiedza z zakresu kryminalistyki, robię to na bieżąco podczas pisania powieści”.
Dzięki tej systematyczności Agnieszka ma już na koncie m.in. cykl o komisarzu Kamilu Soroce. Dla odmiany Katarzyna Bonda, nazywana królową kryminału, w wielu wywiadach podkreślała, że nie siada do pracy bez bardzo szczegółowego planu fabuły. W jej podręczniku dla pisarzy zatytułowanym „Maszyna do pisania” przedstawia różne techniki tworzenia opowieści, ale też wyjaśnia związek współczesnego sposobu opowiadania historii z literaturą sprzed kilkuset, a nawet kilku tysięcy lat.

Budowanie postaci

Równie istotny co fabuła jest bohater. Agnieszka Pietrzyk zwraca uwagę na ogólną zasadę mówiącą, że postać nie może być zbyt wyidealizowana lub z gruntu zła, bo musi pozostać wiarygodna dla odbiorcy. Nie ma jednej uniwersalnej drogi. Pisarz, tak jak każdy artysta, powinien znać narzędzia, jakimi dysponuje, i świadomie dobierać je do swoich potrzeb. W trakcie warsztatów z Katarzyną Puzyńską, w których brałam udział kilka lat temu, poznałam zasadę tworzenia kwestionariuszy osobowych. Katarzyna to jedna z najbardziej cenionych pisarek młodego pokolenia, autorka m.in. „Utopców”, znana z bardzo szczegółowego przedstawiania relacji międzyludzkich.
Co ciekawe, przyznała się uczestnikom warsztatów, że sama techniki kwestionariuszy nie stosuje. Budowanie postaci zaczyna się od ankiety – kwestionariusza zawierającego pytania o imię, nazwisko, wiek, wygląd, zainteresowania, historię. Im kwestionariusz dokładniej wypełniony, tym większa szansa, że postać będzie wiarygodna. Katarzyna powtarza, że najważniejsza jest wiedza o tworzonej postaci, poznanie jej na wylot. Co ciekawe, wielu elementów uzupełnionych w kwestionariuszu pisarz nie uwzględnia w swojej historii. Chodzi o to, by on rozumiał postać, którą tworzy, znał jej opowieść i motywacje. To po prostu w efekcie czuć.
Choć mówię tu o wielu technikach i możliwościach, to sama w zależności od książki stosuję tylko wybrane z nich lub ograniczam się do ramowego planu akcji. Najważniejsza jest regularność. Mówi o niej wielu znanych pisarzy, ale najbardziej jej aspekt podkreśla Stephen King w podręczniku „Pamiętnik rzemieślnika”. Regularne pisanie w określonym środowisku i przez określony czas sprawia, że wciąż żyjemy tą historią, nie gubimy wątków i pragniemy ją dokończyć. Mistrz horroru King mówi też o tym, że nigdy nikomu nie pokazuje fragmentów tekstu, dopóki go nie zakończy.
W pełni to rozumiem – także tego nie robię, ponieważ niejednokrotnie na etapie poprawek fabuła rozrastała się o kilkanaście procent. Najlepiej budowanie fabuły i postaci podsumowuje Tomasz Wandzel: „Każda książka wymaga indywidualnego podejścia autora. Unikam stosowania szablonów (...) najlepszym poradnikiem dla osób zaczynających przygodę z pisaniem jest czytanie. Nie chodzi o to, aby kopiować styl innych autorów lub wykorzystywać ich pomysły, ale by zobaczyć, jak różnorodne formy może przybierać literatura. Poza tym czytanie wzbogaca język i uwrażliwia”.
Pamiętajmy też, że pisanie książki to zajęcie dla cierpliwych. „Syndrom Riddocha. Lepszego świata nie będzie” pisałam ponad rok, a Agnieszka Pietrzyk wspomina: „Pierwszą książkę napisałam w ciągu ośmiu miesięcy, ale było to pisanie bardzo spontaniczne, niemal bez poprawek. Dzisiaj na napisanie powieści potrzebuję całego roku. Na ten czas składa się też miesiąc przerwy, kiedy to powieść czytana jest przez moich zaprzyjaźnionych recenzentów, i potem kolejny miesiąc na moje poprawki".

Książka gotowa – czas ją wydać!

Myślę, że wielu pisarzy się ze mną zgodzi, że szukanie wydawcy to najbardziej męczący i stresujący etap literackiej podróży. Jesteśmy twórcami – opowiadamy historie i chcemy dotrzeć z nimi do ludzi. Nim nadejdzie dzień, w którym chwycimy pięknie wydaną książkę w dłonie, może minąć kilka lat.
„Na swoim koncie mam współpracę z czterema wydawcami. Najkrócej na pozytywną odpowiedź czekałam siedem dni, a najdłużej rok” – mówi Agnieszka Pietrzyk.
Hanna Pasterny dodaje: „Znalezienie wydawcy pierwszej książki zajęło mi kilka miesięcy. Zdecydowana większość wydawnictw nie odpowiedziała. Te, które odpisały, stwierdziły, że tematyka nie jest zgodna z ich profilem wydawniczym”.
Mnie znalezienie wydawcy powieści „Syndrom Riddocha” zajęło ponad rok.

Jak to zrobić?

Pierwszym etapem zawsze jest wybranie wydawnictw, z którymi chcemy współpracować. Warto przygotować tabelkę i wpisywać w nią nazwy wydawców, profil wydawniczy, dane kontaktowe i sposób przesyłania propozycji wydawniczej. Po dziesięciu latach w branży wiem, że nie ma sensu wysyłanie propozycji do wydawców, którzy nie zajmują się tworzonym przeze mnie gatunkiem.
Gdy już zbierzemy wiedzę i wybierzemy wydawców, z którymi chcielibyśmy podjąć współpracę, wysyłamy naszą powieść. Zwracamy uwagę na oczekiwania wydawcy: niektórzy chcą tylko fragmentu, inni konspektu, a jeszcze inni proszą o cały tekst. Po wysłaniu książki i zapisaniu w tabelce dat dzwonię do wydawnictwa. Na ogół po około tygodniu, czasem miesiącu, aby się upewnić, że tekst dotarł, i by spytać, kiedy orientacyjnie mogę oczekiwać odpowiedzi. Już raz przeżyłam sytuację, gdy przez rok słyszałam w telefonie, że książka jest w trakcie czytania, a po roku usłyszałam, że plik nigdy nie dotarł i mam wysłać jeszcze raz. Trzymanie ręki na pulsie jest bardzo ważne.

Vanity czy self?

Oprócz tradycyjnych wydawnictw istnieją też wydawnictwa „vanity i self”. Te dwa pojęcia często są mylone. Self-publishing występuje wtedy, gdy ktoś decyduje się samodzielnie wydać i dystrybuować swoją książkę. Potrzebne do tego są pieniądze i duże umiejętności marketingowe, ale zysk jest nieporównywalny z tym, który można uzyskać w wydawnictwie tradycyjnym. Dlatego na tę technikę często decydują się blogerzy, którzy mają już dużą liczbę fanów i wiedzą, że ich książka się sprzeda, a sami posiadają wystarczającą wiedzę z marketingu.
Istnieją też wydawnictwa „vanity”, czyli takie, które biorą pieniądze od autora za wydanie książki. W teorii jest to rozwiązanie między wydawnictwem tradycyjnym a self-publishingiem. Wydawnictwo vanity bierze na siebie skład, druk, wydanie, okładkę, dystrybucję i marketing, dzieląc się kosztami tych wszystkich prac z autorem. Tak jest w teorii. W praktyce niestety wiele wydawnictw vanity w Polsce skupia się na tym, aby wydać jak najwięcej i zarobić jak najwięcej, a dalszy los książki ich nie interesuje. Dlatego wiele książek wydawanych tym trybem jest źle złożona, ma kiepską okładkę i żałosną redakcję, a autor któregoś dnia odkrywa, że jego literackie dziecko nie ma żadnej promocji. A bez promocji książka się nie sprzeda.
Oczywiście wśród wydawnictw vanity mogą znaleźć się perełki. Sama, nie mając jeszcze wiedzy o rynku książki, zaczynałam w takim wydawnictwie. Zostałam oszukana na kilka tysięcy złotych, ale nie wiem, czy bez tego doświadczenia byłabym tu, gdzie jestem. Na różnorodne wady i zalety self-publishingu zwraca uwagę Tomasz Wandzel: „Moja najnowsza książka „Chłopiec z Kresów” ukazała się w tradycyjnym wydawnictwie. Natomiast wszystkie poprzednie – w systemie self-publishingu. Zaletą self-publishingu jest pełna kontrola nad wszystkim, co związane z książką. Wadą – konieczność poświęcania dużej ilości czasu na promocję i sprzedaż. W przypadku tradycyjnych wydawnictw autor musi iść na pewne ustępstwa, co jednak czasami wychodzi książce na dobre. Nie jest również obarczony kwestiami marketingu. (...) Self-publisher ma utrudniony dostęp do dużych sieci księgarskich, szczególnie z książką w wersji papierowej. Wydawnictwa tradycyjne mają już przetarte szlaki, więc im jest łatwiej”.

Korekta i redakcja

Znalezienie wydawcy to pierwszy etap. Następnie wracamy do książki i spędzamy wiele godzin na współpracy z redakcją i korektą (choć coraz częściej te dwa zawody łączą się w jeden). Taka współpraca ma na celu językowe dopracowanie książki, a także wyłapanie błędów, które autor przegapił.
Najgorzej wspominam współpracę z korektą/redakcją w wydawnictwie vanity. W książce przeszło kilka błędów, których jako autorka nie zauważyłam, a które recenzenci radośnie mi wypomnieli. Teraz kładę dużo większy nacisk na dobrą i intensywną współpracę z redakcją. W przypadku mojej książki dla dzieci „Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory” redakcja trwała wiele długich tygodni, a my z panią redaktor wymieniałyśmy się nie tylko uwagami dotyczącymi stylistyki i języka, ale też dyskutowałyśmy o tym, czy dane elementy można przedstawić dzieciom w ten, a nie inny sposób.
Taką wielopoziomową współpracę doceniam i życzę jej innym pisarzom. Hanna Pasterny także dobrze wspomina jedną ze swoich redaktorek: „Pisząc „Tandem w szkocką kratkę”, starałam się stosować do sugestii pani redaktor, która czasem prosiła, bym jakiś wątek rozwinęła lub skróciła. Dużym atutem było to, że nigdy wcześniej nie miała kontaktu z osobą niewidomą. Zwracała mi więc uwagę na to, co może być niejasne dla czytelnika i wymaga doprecyzowania”.

Książka wydana – i co dalej?

Książka ukazała się na rynku, stoi na półkach w księgarniach i cieszy oczy. To najpiękniejszy moment. Jeśli jednak pisarz chce żyć z pisania, to na tym etapie czeka go jeszcze więcej pracy. Profesjonalne wydawnictwa rozumieją wagę marketingu i skoro już zainwestowały w wydanie książki, to starają się zadbać też o jej promocję. Wszystko jednak zawsze rozbija się o pieniądze.
Wydawca zajmujący się moją książką dla dzieci bardzo dba o marketing na targach literackich i niejednokrotnie zabiera mnie ze sobą. W przypadku pozostałych książek główny ciężar marketingowy spoczywa na mnie. Przez kilka lat jeździłam po konwentach literackich, wydając własne pieniądze na hotel i paliwo, by stać wiele godzin na stoiskiu i sprzedawać swoją książkę. Kiedyś miałam nawet stoisko na lokalnych dożynkach!
Agnieszka Pietrzyk tak wspomina początki swojego literackiego marketingu: „Przy mojej drugiej powieści dość mocno zajmowałam się promocją. Informację o książce wysłałam do wielu serwisów, a moi znajomi nawet nakręcili trailer. Obecnie ograniczam się do marketingu w moim mieście, są to spotkania z dziennikarzami i czytelnikami. Ogólnopolską promocją zajmuje się wydawca i robi to dobrze, bo informacje o kolejnych tytułach pojawiają się zarówno w serwisach poświęconych literaturze kryminalnej, jak i wysokonakładowych pismach dla kobiet. Widzę, że pod tym względem wydawca się stara, ale gdyby marketing był intensywniejszy, to byłabym bardziej zadowolona”.
Podobne doświadczenia ma Hanna Pasterny: „Wydawca mojej pierwszej książki w ogóle nie zajmuje się promocją i marketingiem. Gdy próbowałam zachęcić go do współpracy z hurtowniami, stwierdził, że do tej pory książki sprzedawał tylko przez swoją stronę internetową i to wystarczy. Z drugim wydawcą jest znacznie lepiej, ale to małe wydawnictwo, nieposiadające osoby od marketingu, więc organizacją spotkań w dużej mierze zajmuję się sama”.

Czy z pisania można żyć?

Spośród zapytanych przeze mnie pisarzy tylko Tomasz Wandzel deklaruje, że jest zadowolony ze sprzedaży swojej książki. Ja i Hanna Pasterny mówimy wprost, że nie satysfakcjonują nas te liczby, a Agnieszka Pietrzyk twierdzi, że mogłoby być lepiej. W Polsce bowiem z pisania żyją tylko najwięksi. A za ich sukcesem stoi nie tylko ogromny talent, ale też dużo pieniędzy i czasu włożonych w promocję.
Bądźmy szczerzy: ilu z nas, idąc do księgarni, wydaje pieniądze na upchniętą w kąt półki książkę, o której nigdy nie słyszał? A ilu z nas, pisarzy, w ogóle nigdy nie widziało swojej książki na półce w księgarni, bo wydawca ogranicza się do sprzedaży internetowej lub hurtownie przetrzymują towar, zamiast wysyłać go do sklepów?
Mimo tych niedogodności bez pisania nie mogłabym żyć. Gdy historie chcą się uwolnić, muszę im to umożliwić, bo inaczej zjedzą mnie od środka. Pisanie to najpiękniejsza z przygód. Niezależnie od tego, czy przynosi zyski czy tylko satysfakcję.


Sylwia BłachSylwia Błach – programistka, pisarka, blogerka, działaczka społeczna, modelka. Wyróżniona przez markę Panache w konkursie Modelled by Role Models Nowy Wymiar Piękna jako „Wzór do Naśladowania”. Pojawiła się na ostatniej okładce magazynu „Harper’s Bazaar” jako finalistka konkursu „Evoque – I’m on the move” – dla kobiet wprawiających inne kobiety w ruch. Finalistka konkursu Mocne Strony Kobiety magazynu „Cosmopolitan”. Pracuje w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym. Po godzinach tworzy sklepy i strony internetowe. Choruje na rdzeniowy zanik mięśni, porusza się na wózku. W 2017 r. znalazła się w I edycji Listy Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością. Więcej: sylwiablach.pl.




Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 28, 2020 15:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Opis treści wizualnych. Czy dla każdego?
Źródło: niepełnosprawni.pl 21.12.2020
Hanna Pasterny
Źródło: Integracja 5/2020

Od kilku lat coraz więcej instytucji wdraża audiodeskrypcję. Jest to werbalny opis treści wizualnych, który ułatwia osobom niewidomym i słabowidzącym zrozumienie filmu czy odbiór dzieła sztuki. Mimo że w opisach zdarzają się luki, pojawiają się też sprzeczne opinie dotyczące ilości przekazywanych informacji, audiodeskrypcja znacznie ułatwia zorientowanie się w akcji.

„Niewdzięczni” niewidomi

Bardzo mnie cieszy projekt „Opera dostępna dla osób niewidomych”, realizowany przez stowarzyszenie „De Facto”. Beneficjenci otrzymują płyty DVD z dziełami operowymi, zaopatrzone w audiodeskrypcję. Lektor czyta też polski tekst śpiewanych arii. Byłam na filmie, musicalu i spektaklu z audiodeskrypcją. W mojej okolicy nie ma niestety takich pokazów, lecz otrzymuję informacje o wydarzeniach z audiodeskrypcją organizowanych w różnych częściach kraju.
Zaobserwowałam, że wiele z nich odbywa się w tygodniu, w godzinach, w których większość ludzi jest w pracy. Odbieram to tak, jakby organizatorzy zakładali, że niewidomi są bierni zawodowo, nie mają nic do roboty i z radością pójdą do kina na jakikolwiek film. Organizator jednego z takich wydarzeń poprosił, bym pomogła mu w zrekrutowaniu uczestników. Powiedziałam, że przekażę informację, i zapytałam, dlaczego film jest we wtorek o 13.00. Pan bardzo się zdziwił, że nie wezmę na ten dzień urlopu i nie pojadę kilkadziesiąt kilometrów na seans dostosowany specjalnie dla niewidomych. Spotkałam się także z opinią, że skoro jakiś film lub spektakl jest z audiodeskrypcją, niewidomi powinni to docenić, być wdzięczni i tłumnie na niego pójść. Skoro nie lubię science fiction, dlaczego miałabym pójść na film z tego gatunku? Tylko dlatego, że ma audiodeskrypcję? Czy od pełnosprawnego widza oczekuje się, by poszedł do kina po to, by sprawić przyjemność reżyserowi lub pani w kasie?

Dostępność telewizji

Audiodeskrypcję mają też niektóre programy telewizyjne. Cieszy fakt, że jest ich coraz więcej. Niestety, osoba niewidoma nie na każdym telewizorze i dekoderze jest w stanie włączyć tę dodatkową ścieżkę dźwiękową. Jest to skomplikowane, uzależnione od dostawcy telewizji, a większość telewizorów i dekoderów nie ma udźwiękowionego menu.
Na etapie tworzenia przepisów dotyczących dostępności programów telewizyjnych postulowaliśmy, by audiodeskrypcja uruchamiała się automatycznie. Wyjaśnialiśmy, że osoba widząca bez problemu mogłaby ją wyłączyć, natomiast wielu niewidomych nie jest w stanie jej włączyć. Niestety, nasz postulat nie został uwzględniony. Audiodeskrypcja ma więc służyć niewidomym czy robi się ją tylko po to, by wszystko było zgodne z przepisami i zgadzał się wskaźnik procentowy dostosowanych programów telewizyjnych?

Niepokojący trend

Audiodeskrypcja powinna być uzupełnieniem, a nie zamiennikiem. Niestety, w niektórych muzeach, w których zastosowano to rozwiązanie, osoby niewidome nie mogą już dotykać mebli, rzeźb czy innych eksponatów, ewentualnie dostają ich trójwymiarowe rysunki, które dla wielu są niezrozumiałe. Niepokoi mnie ten trend. Opis słowny nie jest w stanie zastąpić wrażeń dotykowych. Jeśli miałabym wybierać między audiodeskrypcją a możliwością dotknięcia eksponatu, zdecydowanie wolałabym kontakt z przedmiotem.
Powszechnie uważa się, że audiodeskrypcja jest dla osób niewidomych. Jednak grupa odbiorców, którym ułatwia ona zrozumienie akcji, jest znacznie większa. Pozytywne opinie na jej temat słyszałam też od seniorów, osób z autyzmem i z niepełnosprawnością intelektualną. Warto o tym pamiętać na etapie planowania budżetu na wydarzenia kulturalne.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 28, 2020 15:04 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: BIP nr 24 (239), grudzień 2020

Poznań otrzymał nagrodę specjalną w międzynarodowym konkursie Access City Award. Jurorzy docenili dostępność usług publicznych w czasie pandemii, zwłaszcza pomoc dla seniorów, osób samotnych i niepełnosprawnych.

Przyznając nagrodę Poznaniowi, kapituła konkursu doceniła przede wszystkim usługi przygotowane z myślą o osobach z niepełnosprawnościami i seniorach: Telefon Porad Cyfrowych, Maseczkę Seniorro, Zakupy dla Seniora czy Telefon Serdeczności. Uwagę sędziów zwróciło również tłumaczenie najważniejszych informacji o przebiegu pandemii na język migowy.

Telefon Porad Cyfrowych to usługa, jaką Poznań uruchomił, by pomóc seniorom w korzystaniu z nowych technologii i elektronicznych narzędzi komunikacji. Maseczka Seniorro to akcja szycia maseczek ochronnych przez starszych mieszkańców miasta dla swoich rówieśników. W akcję włączyli się poznańscy seniorzy i seniorki potrafiący szyć na maszynie.

Przez cały czas w Poznaniu działają również Zakupy dla Seniorów oraz Zakupy bez Barier, których celem jest pomoc w zakupie artykułów spożywczych, higienicznych i leków. Zamówienia realizują wolontariusze z pomocą Caritasu. Starsi mieszkańcy i mieszkanki Poznania, którym doskwiera izolacja, mogą zadzwonić pod numer Telefonu Serdeczności i porozmawiać o swoich troskach.

Access City Award to nagroda przyznawana przez Komisję Europejską. Trafia do miast, które są przyjazne i dostępne dla osób z niepełnosprawnościami. Mogą ją dostać miejscowości, które podnoszą jakość życia swoich mieszkańców i dbają o to, by każdy miał taki sam dostęp do usług publicznych.

Nagrodę specjalną w kategorii „Dostępność jako szansa dla całego miasta” otrzymało greckie Komotini. Włoska Florencja dostała nagrodę specjalną za budowanie środowiska sprzyjającego dostępności. Nagrodę Acces City Award 2021 otrzymało szwedzkie miasto Jönköping, drugie miejsce zajęło Bremerhaven (Niemcy), a trzecie Gdynia.

Źródło: PAP

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 28, 2020 15:05 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 15.12.2020
PAP

Coraz większe nakłady są przeznaczane przez państwo na wspieranie sportu osób z niepełnosprawnością – wynika z informacji przedstawionej przez przedstawicieli Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki.
- Od 2018 roku nastąpił znaczny wzrost środków przeznaczonych na realizację zadań zleconych. Wtedy było to około 20 mln rocznie, gdy w tym roku planowana kwota to ponad 39 mln złotych. Ostateczną jej wysokość poznamy dopiero na początku 2021, gdy otrzymamy wszystkie dane. Finansowanie sportu osób niepełnosprawnych jest i będzie jednym z naszych głównych zadań – wyjaśnił dyrektor Mirosław Izdebski z PFRON.

Ponad 5 tys. sportowców ze wsparciem

Dodał, że na same przygotowania sportowców niepełnosprawnych – treningi i zgrupowania – wydano w tym roku 28 mln, a organizacja 63 imprez sportowych pochłonęła 8,3 mln złotych.
- Ten rok z powodu pandemii był specyficzny i choć nie odbyły się wszystkie planowane imprezy, to opieką objęto ponad 5 tysięcy niepełnoprawnych sportowców, którym sfinansowano zajęcia treningowe – wyjaśnił przedstawiciel PFRON.
Na posiedzeniu komisji podkreślono, że niepełnosprawni sportowcy uprawiający sport wyczynowo, są cały czas objęci opieką instytucji państwa. Ci, którzy przygotowują się do startu w igrzyskach paraolimpijskich w Tokio nadal otrzymują stypendia, choć z powodu pandemii nie mogli startować w imprezach międzynarodowych i tam potwierdzić wywalczonych wcześniej kwalifikacji.
Sport jest jedną z form aktywności wspomagającej proces rehabilitacji społecznej osób niepełnosprawnych. Biorą one udział w turnusach rehabilitacyjnych, zorganizowanych formach aktywnej rehabilitacji połączonych z elementami wypoczynku, których celem jest ogólna poprawa psychofizycznej sprawności.

Dofinansowanie turnusów

Właśnie turnusy rehabilitacyjne są jedną z bardziej popularnych wśród osób niepełnosprawnych form rehabilitacji społecznej. Osoby niepełnosprawne, które spełnią kryteria dochodowe określone w ustawie, mogą ubiegać się w powiatowych centrach pomocy rodzinie o dofinansowanie kosztów uczestnictwa w turnusie rehabilitacyjnym. Wysokość jest uzależniona od stopnia niepełnosprawności, wieku oraz sytuacji dochodowej wnioskodawcy.
W 2018 roku dofinansowanie do pobytu na turnusie rehabilitacyjnym otrzymało 63 tysiące osób na kwotę prawie 66 mln złotych, gdy rok później dla też 63 tysięcy osób niepełnosprawnych przeznaczono prawie 70 mln złotych.
Dzięki pomocy finansowej, z roku na rok rośnie liczba sportowców niepełnosprawnych. W 2019 roku wsparciem stypendialnym objęto już 399 zawodników, którzy otrzymali w sumie 9,2 mln złotych.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn sty 04, 2021 10:38 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Osoby z niepełnosprawnością i ich opiekunowie będą grupą priorytetową w szczepieniach na COVID-19? MZ odpowiada
Źródło: niepełnosprawni.pl 31.12.2020
PAP, Beata Dązbłaż


Resort zdrowia rozważa możliwość zakwalifikowania do grupy priorytetowej osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów – poinformowało biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia. Pytanie dotyczące tej kwestii wystosował w piśmie do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego Rzecznik Praw Obywatelskich.
W informacji prasowej zamieszczonej na stronie RPO wskazano, że Rzecznik wyraża zadowolenie z szybkiego wdrażania programu szczepień, jednak ma wątpliwości co do określenia grup priorytetowych, które mają zostać zaszczepione w pierwszych etapach. Chodzi przede wszystkim o nieuwzględnienie osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów.

Grupa podwyższonego ryzyka

„Osoby z niepełnosprawnościami są w grupie podwyższonego ryzyka zakażeniem koronawirusem i jego skutkami. To w szczególności osoby, u których przyczyną niepełnosprawności są schorzenia układu krążeniowo-oddechowego, współwystępujące schorzenia różnych układów organizmu, czyli osoby z tzw. niepełnosprawnością sprzężoną oraz ze schorzeniami powodującymi znaczące osłabienie odporności, a także osoby, które z uwagi na trudności poznawcze mają obniżoną zdolność do dbania o higienę i profilaktykę – wskazano w piśmie wystosowanym przez zastępcę RPO Macieja Taborowskiego.
Jak podkreślono, osoby niepełnosprawne mają obawy, że jeszcze długo nie będą mogły uczestniczyć w życiu społecznym, a potęgują to prognozy, według których szczepienie dla późniejszej grupy, w której się znajdują, ma się odbywać pod koniec 2021 r. „Taka perspektywa dla tych osób oznacza kolejny rok życia w zamknięciu oraz pozbawia je prawa do normalnego życia i godnego traktowania – ocenił RPO.

Resort odpowiada

Pytane o tę kwestię biuro prasowe ministerstwa poinformowało, że resort zdrowia rozważa możliwość zakwalifikowania do grupy priorytetowej osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów.
„Jeśli zapadnie decyzja w tej sprawie, poinformujemy opinię publiczną – dodano.
Zgodnie z Narodowym Programem Szczepień przeciw SARS-CoV-2 na początku szczepienia są przeznaczone dla osób najbardziej narażonych na zakażenie: pracowników ochrony zdrowia, pracowników Domów Pomocy Społecznej i Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej oraz personelu pomocniczego i administracyjnego w placówkach medycznych, w tym stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

DPS-y i ZOL-e

W następnym etapie ze szczepień skorzystają: pensjonariusze Domów Pomocy Społecznej oraz Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, pielęgnacyjno-opiekuńczych i innych miejsc stacjonarnego pobytu, osoby powyżej 60. roku życia, służby mundurowe oraz nauczyciele.
W swoim piśmie RPO wskazywał też na inne problematyczne jego zdaniem kwestie, m.in. na to, czy użyte w programie sformułowanie „nauczyciele” oznacza również opiekunów i opiekunki w żłobkach.
„Nie da się także jednoznacznie stwierdzić, czy wśród grup priorytetowych są pracownicy i pensjonariusze izb wytrzeźwień, noclegowni i schronisk dla bezdomnych. A ich zagrożenie wydaje się porównywalne np. z placówkami ochrony zdrowia” – dodał.

Inne pytania

Rzecznik zwrócił też uwagę na brak szczegółów co do liczebności osób w poszczególnych grupach priorytetowych czy zasad szczepień tzw. ozdrowieńców.
Pierwsza dostawa szczepionki na COVID-19 dotarła do Polski w ubiegły piątek, 25 grudnia, transport trafił do magazynu Agencji Rezerw Materiałowych w Wąwale pod Tomaszowem Mazowieckim. Tu został rozdzielony i dotarł do 72 tzw. szpitali węzłowych. W nich od niedzieli zaczęły się pierwsze szczepienia przeciw COVID-19. Pierwszą zaszczepioną w Polsce osobą była naczelna pielęgniarka szpitala MSWiA w Warszawie.

Pierwszeństwo osób z niepełnosprawnością

Na naszym portalu wielokrotnie poruszaliśmy temat pierwszeństwa w szczepieniach na COVID-19 osób z niepełnosprawnością. Pytany przez nas o tę kwestię jeszcze w listopadzie br. prof. Andrzej Horban, doradca premiera ds. COVID-19 nie miał wątpliwości, że osoby z niepełnosprawnością powinny być uwzględnione jako grupa priorytetowa w szczepieniach.
Pytaliśmy także MZ o to, jak będzie wyglądać szczepienie osób niesamodzielnych.
Podawaliśmy na bieżąco informacje o Narodowym Programie Szczepień.
Informowaliśmy także o interpelacji poselskiej posłanki Wandy Nowickiej, która pytała premiera o to, czy rząd zagwarantuje osobom z niepełnosprawnością pierwszeństwo w szczepieniach na koronawirusa.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 15, 2021 14:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Apel o szczepionki dla osób z niepełnosprawnością, osób bezdomnych i pracowników jednostek dziennych
Źródło: niepełnosprawni.pl 07.01.2021
Źródło: petycjeonline.com

Szczepienia dla osób z niepełnosprawnością

„(...) zwracamy się z apelem, aby dobrowolnymi szczepieniami na Covid-19 objęci zostali w grupach „O” i „1” Narodowego Programu Szczepień, także pracownicy i uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej, Środowiskowych Domów Samopomocy, Świetlic Terapeutycznych, Dziennych Domów Seniora oraz Świetlic Opiekuńczo-Wychowawczych i innych dziennych placówek dla osób z niepełnosprawnościami” – czytamy na początku apelu-petycji, przygotowanego przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego z Fundacji im. Brata Alberta oraz braci Albertynów, udzielających wsparcia osobom bezdomnym.
Placówki dla osób z niepełnosprawnością musiały ograniczyć swoją działalność lub ją zawiesić. Długoterminowa izolacja przynosi negatywne skutki wpływa na uczestników tych ośrodków.
„Dlatego też szybkie objęcie tych jednostek szczepieniami pozwoli na wznowienie działalności terapeutycznej i rehabilitacyjnej placówek, a co za tym idzie, na powrót do normalności” – piszą organizatorzy petycji.

Szczepienia dla osób bezdomnych

„W podobny sposób szczepieniami powinni być objęci pracownicy i wolontariusze wszelkiego typu ośrodków dziennych i stacjonarnych dla ludzi bezdomnych, którzy zostali pominięci w rozporządzeniu o szczepieniach, a którzy wykonują bardzo ważną pracę społeczną” – zwracają uwagę apelujący.
Ks. Isakowicz-Zaleski i bracia Albertyni wskazują, że należy „opracować racjonalny system szczepienia ludzi bezdomnych”, którzy w wielu wypadkach nie mają kontaktu ze służbą zdrowia.
Równocześnie apelujący wyrazili dyspozycję współpracy z ministrem zdrowia w zakresie troski o osoby z niepełnosprawnością i osoby bezdomne.

Apel-petycję możesz przeczytać na stronie internetowej:
https://www.petycjeonline.com/apel_do_m ... ok33iE29Fw

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 15, 2021 14:45 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 04.01.2021

4 stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Braille’a – rocznica urodzin Louisa Braille’a, twórcy alfabetu dla osób niewidomych. Z tej okazji zachęcamy do wzięcia udziału w drobnym, nieskomplikowanym „wyzwaniu”.
- Czy mają Państwo menu w brajlu?
- Yyy… brązowe menu?

To fragment rozmowy telefonicznej niewidomego youtubera Tommy’ego Edisona i kelnerki z pizzerii.
Internauci zadali brytyjskiemu vlogerowi pytanie o to, czy będąc w restauracji ktoś zawsze musi mu czytać całe menu? Tommy zdecydował się odpowiedzieć nagrywając filmik, w którym dzwoni do pobliskich 10. restauracji i pyta o dostępne menu w brajlu. Takie menu pozwala osobie niewidomej samodzielnie zapoznać się z ofertą gastronomiczną. Często strony internetowe lokali nie są dostępne dla osób niewidomych, podobnie jak menu w obrazkach dodawane bez podpisu alternatywnego na fanpaga lokalu na Facebooku.
Okazało się, że siedem na dziesięć knajp nie posiada listy dań w wersji dla osób niewidomych. Niektórzy kelnerzy potrzebowali wyjaśnienia nazwy „menu w braille'u”, zdarzyło się nawet, że jeden z przyjmujących zgłoszenie przerwał rozmowę.
Ostatecznie Tommy wybrał jedną z trzech restauracji, które dysponowały „tajemniczym menu” i pojechał do niej z przyjacielem. W filmiku możemy zobaczyć, jak wygląda brajlowski jadłospis oraz to, jak Tommy biegle czyta oferowane posiłki.



Pytanie przy składaniu zamówienia

W obecnej pandemicznej sytuacji nie możemy wychodzić do knajp i restauracji. Od kilku miesięcy trwają kampanie i akcje, zachęcające do wspierania lokalnej gastronomii. Najlepiej jest zamawiać dania bezpośrednio przez stronę internetową wybranego lokalu lub telefonicznie.
Jeśli telefonicznie zamawiacie jedzenie na obiad lub kolację, zadajcie przy okazji jedno pytanie – o to, czy wybrany przez Was lokal przed pandemią dysponował menu brajlowskim. Nie należy oceniać restauracji, wystarczy tylko zapytać i podzielić się informacją w komentarzu.


Filmiki Tommy’ego Edisona są znakomitym materiałem edukacyjnym, dostępne są na jego kanale w serwisie Youtube po angielsku. Osoby nieznające tego języka mogą włączyć napisy do klipów i zmienić język z angielskiego na polski. https://www.youtube.com/channel/UCld5Sl ... RE83WJOPCw

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn mar 29, 2021 10:01 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Jaka jest sytuacja zakładów pracy chronionej i ich pracowników? Zobacz nowy raport PFRON
Źródło: niepełnosprawni.pl 18.03.2021
Mateusz Różański
Źródło: pfron.org.pl

Badanie „Zakłady Pracy Chronionej w Polsce” było prowadzone na zlecenie PFRON od listopada 2019 do grudnia 2020 roku. Celem ogólnym badania było pozyskanie całościowej wiedzy o aktualnej sytuacji ZPCh i zatrudnionych w nich osobach z niepełnosprawnością, diagnoza sytuacji zawodowej pracowników niepełnosprawnych ZPCh i jej uwarunkowań, a także diagnoza sytuacji ekonomicznej zakładów pracy chronionej i jej uwarunkowań.

Kurczący się rynek chroniony

Jak czytamy w opublikowanym na stronie PFRON raporcie z badań, w czerwcu 2020 roku ogółem w Polsce zgłoszonych do systemu Obsługi Dofinansowań i Refundacji (SODiR) PFRON było 213,3 tys. osób z niepełnosprawnościami.
Większość pracowała w ramach otwartego rynku pracy (60 proc.), zaś 40 proc. stanowili pracownicy z niepełnosprawnościami zatrudnieni w zakładach pracy chronionej. Na początku wieku takich podmiotów działało w kraju ponad 3 tysiące. Pod koniec pierwszej dekady wieku liczba ZPCh spadła poniżej 2 tys. podmiotów, natomiast w 2018 roku – poniżej 1 tys. W czerwcu 2020 roku status zakładu pracy chronionej posiadało jedynie 805 przedsiębiorstw.

Czym jest zakład pracy chronionej?

Według przepisów głównym celem przedsiębiorstwa posiadającego status ZPCh jest, oprócz wypracowania zysku, także aktywizacja zawodowa osób z niepełnosprawnościami.
Specjalny status prawny ZPCh oznacza, że przedsiębiorstwo jest przystosowane do zatrudniania osób z wyższymi stopniami niepełnosprawności, które mogłyby mieć problem z wykonywaniem zadań w zwykłym zakładzie pracy.

Co najmniej 50 proc., a w tym co najmniej 20 proc. ogółu zatrudnionych stanowią osoby zaliczone do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności albo co najmniej 30 proc. osób niewidomych lub psychicznie chorych, albo z niepełnosprawnością intelektualną zaliczonych do znacznego albo umiarkowanego stopnia niepełnosprawności.

Najwięcej z umiarkowanym stopniem
Odsetek osób z niepełnosprawnościami wśród pracowników ZPCh w czerwcu 2020 wynosił przeciętnie 77,8 proc., a zatem był znacznie wyższy niż wymagany Ustawą wskaźnik. W tym czasie ZPCh zatrudniały 70,5 tys. pracowników z niepełnosprawnością w stopniu umiarkowanym, co stanowiło 71 proc. ogółu niepełnosprawnych pracowników tych podmiotów. Co piąty spośród pracowników z niepełnosprawnościami posiadał lekki stopień niepełnosprawności (20,9 tys. osób), zaś nieco mniej niż co dziesiąty – stopień znaczny (9 proc., 8,6 tys. osób). U jednej trzeciej zatrudnionych w ZPCh osób z niepełnosprawnościami (34 proc.) występują schorzenia specjalne – czyli np. choroby psychiczne czy epilepsja.

Raczej produkcja niż ochrona

Istnieje popularny stereotyp, iż zakłady pracy chronionej to przede wszystkim firmy ochroniarskie i sprzątające. Nie znajduje on jednak potwierdzenia w faktach. Według danych z 2018 roku:

45 procent podmiotów prowadziło działalność w zakresie przetwórstwa przemysłowego.
28 procent ZPCh prowadziła działalność w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej czyli na przykład sprzątanie i ochrona.
12 procent tego typu przedsiębiorstw stanowiły firmy działające w sektorze handlu.
Znacznie mniej reprezentowane w tym sektorze były obsługa nieruchomości (3 procent) i gastronomia (2 procent).
W pozostałych branżach działa 7 procent zakładów pracy chronionej.

Płace... w okolicach minimalnej krajowej

Płace w zakładach pracy chronionej są bardzo niskie. Zarobki 65 proc. pracowników ZPCh mieszczą się w przedziale od 90 do 110 proc. płacy minimalnej.
29 proc. populacji otrzymywało wynagrodzenie powyżej 110 proc. płacy minimalnej (czyli powyżej 2475 zł brutto).

Taka struktura dochodów wynika przede wszystkim z charakteru pracy wykonywanej przez osoby z niepełnosprawnościami i zajmowanych w związku z tym stanowisk – dominacji pracowników usług, pracowników przy pracach prostych oraz pracowników biurowych – zatem zawodów niezbyt wysoko opłacanych.

Pracownicy są zadowoleni i nigdzie się nie wybierają

Mimo to pracownicy zakładów pracy chronionej są w większości zadowoleni ze swojej sytuacji zawodowej. Aż 69 proc. z nich ocenia, iż ich praca jest w dużym lub bardzo dużym stopniu zgodna z ich potrzebami, zaś kolejne 27 proc. jest zdania, iż praca ta jest zgodna z ich potrzebami w stopniu średnim. Ponadto
osoby z niepełnosprawnościami zatrudnione w ZPCh w ogromnej większości nie mają ani chęci, ani planów szukania zatrudnienia na otwartym rynku pracy. Jedynie 14 proc. spośród niepełnosprawnych pracowników ZPCh stwierdza, iż chcieliby pracować w firmie z rynku otwartego, a tylko 4 proc. zamierza w ogóle szukać pracy poza rynkiem chronionym.

Całe badanie i bardziej szczegółowe informacje można znaleźć na stronie PFRON.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr mar 31, 2021 10:54 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 29.03.2021
PAP

Iwona Hartwich na poniedziałkowej konferencji prasowej zaapelowała do premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM, pełnomocnika ds. szczepień Michała Dworczyka, do marszałek Sejmu Elżbiety Witek, do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, „aby pochylili się nad osobami, które są już przeszło rok zamknięte w swoich czterech ścianach w domach, wraz z opiekunami”.
Zwróciła uwagę, że we wtorek Sejm ma się zająć projektem ustawy dotyczącej przyspieszenia szczepień kolejnych grup osób, m.in. fizjoterapeutów czy ratowników medycznych.
- Rząd PiS w dalszym ciągu nie rozumie jaką ogromną krzywdę robi osobom, które czekają już od wielu, wielu miesięcy, aby wyjść z domu” – mówiła Iwona Hartwich, która sama jest matką osoby z niepełnosprawnością.

Bardziej narażeni

Jak wskazała, takie osoby są wyjątkowo narażone na zakażenie i ciężki przebieg COVID-19.
- To osoby o obniżonej odporności, ze schorzeniami układu krążeniowo-oddechowego. Od marca 2020 r. osoby te mają utrudniony dostęp do konsultacji lekarskich, badań i fizjoterapii – powiedziała posłanka Koalicji Obywatelskiej.
Według niej problem mają także opiekunowie osób z niepełnosprawnościami, którzy często nie mogą wejść na oddziały covidowe, gdzie przebywają ich dzieci.
- Naprawdę dzieją się dramaty, dlatego raz jeszcze apeluję – zaznaczyła.
Iwona Kozłowska oceniła, że jeśli chodzi o liczbę zakażeń Polska jest w „sytuacji podbramkowej”, a rząd nie radzi sobie z testowaniem i szczepieniami.
Ona również zwróciła się z apelem do prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Morawieckiego i ministra Niedzielskiego, by wzięli pod uwagę zdrowie osób z niepełnosprawnościami.
- Kto ma się ująć za tymi Polkami i Polakami, których zdrowie i życie jest najcenniejsze w tej chwili? To wy powinniście zadbać o nich, to wy powinniście zrobić wszystko, aby teraz, kiedy będzie zmiana w Narodowym Programie Szczepień (...), aby te grupy najsłabsze znalazły się w pierwszej kolejności do zaszczepienia – apelowała posłanka Kozłowska.

Wzbudzanie litości?

Posłanki przygotowały też specjalny album ze zdjęciami osób z niepełnosprawnościami, który zamierzają przekazać m.in. prezydentowi Andrzejowi Dudzie, marszałek Sejmu Elżbiecie Witek, premierowi Mateuszowi Morawieckiemu oraz ministrowi zdrowia Adamowi Niedzielskiemu.
- Być może te zdjęcia wzbudzą litość, być może one będą miały wpływ na podejmowane za chwilę decyzje – zaznaczyła posłanka Kozłowska.

Do czasu nadania depeszy PAP nie udało się uzyskać odpowiedzi resortu zdrowia na apel posłanek Koalicji Obywatelskiej.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz kwi 08, 2021 13:01 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Uber zapłaci odszkodowanie niewidomej kobiecie. Dlaczego?
Źródło: niepełnosprawni.pl 06.04.2021
Źródło: polsatnews.pl

1,1 mln dolarów odszkodowania ma zapłacić firma Uber niewidomej mieszkance San Francisco, która korzysta z psa przewodnika. Kara jest efektem wielokrotnych odmów przejazdu – jak podaje polsatnews.pl.
Lisa Irving w latach 2016-2017 wielokrotnie spotkała się z odmową realizacji kursów przez Ubera i nieprzyjemnościami ze strony kierowców. W tym czasie dokładnie odmówiono jej przejazdu 14 razy, przez co dwukrotnie spóźniła się do pracy, a ostatecznie ją straciła.
W 2018 r. kobieta oskarżyła Ubera o naruszenie amerykańskiej ustawy o osobach niepełnosprawnych (ADA). Uber nie zgadza się z tymi zarzutami.

Przewoźnik się nie zgadza

„Jesteśmy dumni, że technologia Ubera pomogła osobom niewidomym w lokalizowaniu przewoźników i umawianiu przejazdów. Od kierowców korzystających z aplikacji Uber oczekuje się, że będą obsługiwać pasażerów ze zwierzętami-opiekunami i przestrzegać wszelkich ułatwień dla tych osób, które określone są w przepisach. Regularnie zapewniamy kierowcom edukację na temat tej odpowiedzialności. Nasz dedykowany zespół analizuje każdą skargę i podejmuje odpowiednie działania” – napisał w oświadczeniu Andrew Hasbun, rzecznik Ubera.
Jednak sąd uznał, że Uber naruszył ADA ze względu na „umowny nadzór nad kierowcami i za to, że nie udało się zapobiec dyskryminacji poprzez właściwe szkolenie swoich pracowników”.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 20, 2021 14:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Hokus pokus! Dam Ci wzrokus, czyli opowieść o widzeniu alternatywnym
Źródło: tyfloswiat.pl 25.03.2021
Damian Przybyła

Zbierając materiał do poniższego tekstu, natrafiłem na jednym z forów internetowych na taką oto wypowiedź: „To nie jest jakieś hokus pokus, dam ci wzrokus…”
No dobrze. Spróbujmy więc dowiedzieć się cóż to takiego – pomyślałem i przystąpiłem z zapałem do zgłębiania tajników widzenia alternatywnego metodą Wiaczesława Bronnikowa.
Któż nie słyszał o niezwykłych znachorach, bioterapeutach, uzdrowicielach, czy wreszcie specjalnych systemach ćwiczeń, które miały być pomocne w różnych chorobach albo niepełnosprawnościach.
Sam poświęciłem trochę czasu i energii na zdobywanie podobnej wiedzy i nie ukrywam, że nadal interesują mnie wszelkiego rodzaju zjawiska paranormalne czy badania z pogranicza nauki. Natura beta testera skłania mnie do przyglądania się z otwartością wszelkim poszukiwaniom tego rodzaju. Ukończyłem np. kilka kursów bioenergoterapii. Dlaczego? To proste. Nie wolno nikomu w poważny sposób krytykować poglądów, czy zaprzeczać istnieniu zjawisk bez uprzedniego zbadania sprawy.
Jednym z takich, godnych zbadania zjawisk jest tzw. widzenie bezpośrednie – osobiście, zgodnie z terminologią używaną w źródłach rosyjskojęzycznych, wolę używać określenia „widzenie alternatywne”, którego, jak twierdzi twórca metody Wiaczesław Michajłowicz Bronnikow, można nauczyć się, przechodząc stosowny trening.

Zacznijmy może od początku

Już w starożytności ślepcom przypisywano specjalne, mediumiczne właściwości. Ślady tego mamy w dziełach, które pozostawili nam np. starożytni Grecy. Wróż Terezjasz przepowiadający tragiczny los Antygony jest ślepcem. Tradycja każe wierzyć, że autor Iliady i Odysei także był niewidomy. Miał on podobno kazać się oślepić po to, by w ten sposób uzyskać lepszy wgląd w to, co normalnie dane jest widzieć jedynie Bogom. Jednocześnie to właśnie brak wzroku jest niepełnosprawnością wywołującą wśród ludzi największy lęk. Uważam, że właśnie ten lęk jest źródłem mitów o specjalnych właściwościach umysłu czy zmysłów, które jakoby mają osobom niewidomym ów brak kompensować.
Żyjemy w czasach narastającego irracjonalizmu. Ilość zgromadzonej przez ludzi wiedzy przyrasta tak szybko, a przy tym poziom jej skomplikowania zwiększa się tak gwałtownie, że rozumienie świata, w którym żyjemy, przychodzi nam niemalże z dnia na dzień coraz trudniej. Dlatego coraz silniejsza jest pokusa sięgania po rozwiązania paranaukowe. Bardziej intensywna niż kiedykolwiek wcześniej globalna wymiana kulturalna sprzyja synkretyzmowi religijnemu i filozoficznemu.
Wszystko to sprawia, że szkoły, kościoły, metody uzdrawiania czy naprawiania świata, które oferują proste, bezpieczne i nie obarczone błędami rozwiązania, rozmnażają się jak grzyby po deszczu. Jakkolwiek większość z tych rewolucyjnych pomysłów to oszustwa lub w najlepszym razie objawy niepokoju duchowego czy intelektualnego, lekceważenie ich uważam za błąd. Kilkadziesiąt lat temu jeden z dyrektorów firmy IBM napisał notatkę służbową zakazującą wydawania pieniędzy na projekty związane z tzw. komputerem osobistym, ponieważ, jak twierdził, wynalazek ten nie ma przyszłości i z pewnością nigdy się nie przyjmie.
Napoleon po zapoznaniu się z projektem okrętu o napędzie parowym uznał, że rozwiązanie takie jest bezwartościowe dla wojska. Podobne przykłady można mnożyć.
Ubiegły wiek to czas gwałtownego rozkwitu psychologii, któremu towarzyszyło silne zainteresowanie tzw. Zdolnościami parapsychicznymi. Wiele instytutów naukowych, bardziej lub mniej tajnych programów wojskowych czy policyjnych, skupiało się na próbach zbadania i ewentualnego wykorzystania potencjału zjawisk takich jak telepatia, telekineza, jasnowidzenie itd., jednakże w większości wypadków naukowcy uznali, że powyższe zjawiska albo nie zachodzą, albo nie da się w rozstrzygający i obiektywny sposób przeprowadzić eksperymentów potwierdzających lub obalających teorie opisujące naturę omawianych zjawisk, albo fenomeny, z którymi mamy do czynienia są tak rzadkie, że nie mają praktycznego znaczenia lub też wyniki uzyskiwane z użyciem wszystkich tych niekonwencjonalnych metod są tak mało stabilne, że opieranie na nich przewidywalnych działań wydaje się zwyczajnie nierozsądne.
Jednym z kierunków badań w tej dziedzinie było poszukiwanie zdolności paranormalnych u osób niewidomych. Badania takie w latach siedemdziesiątych prowadzono m.in. w szkołach dla niewidomych w Polsce.
Będąc w owych czasach uczniem szkoły dla niewidomych w Laskach znalazłem się w grupie uczestników takiego badania. Dobrym przykładem publikacji omawiającej interesującą nas tematykę jest zamieszczona w roku 2007 w European Journal of Parapsychology praca zatytułowana: „Psi as Compensation for Modality Impairment — A Replication Study Using Sighted and Blind Participants”.
Celem badania było sprawdzenie, czy osoby niewidome kompensują swoją niepełnosprawność rozwijając zdolności parapsychiczne bardziej niż osoby widzące.
W badaniu porównywano grupę osób ze zdolnościami parapsychicznymi z grupą osób, które nie wykazywały tych zdolności. W kolejnym kroku porównano wyniki wewnątrz grupy osób ze zdolnościami parapsychicznymi dzieląc ją na trzy podgrupy: osoby całkowicie niewidome, niedowidzące i widzące. Przeprowadzane podczas badania testy polegały na rozpoznawaniu kolorów i kształtów narysowanych obiektów. Obiekty, które miały być rozpoznawane umieszczano w różnego rodzaju kopertach czy w inny sposób zakrywano tak, aby nie były dostępne dla wzroku. Zadaniem uczestników było rozpoznanie prezentowanych obiektów bez patrzenia.
Nie wdając się w szczegóły przeprowadzanych badań oraz analizy statystyczne, powiedzmy, że jakkolwiek osoby całkowicie niewidome w porównaniu z całą populacją badaną uzyskiwały w testach nieco lepsze wyniki, to po pierwsze, różnica na korzyść niewidomych, choć widoczna, nie była istotna statystycznie, a po drugie, gdy różnicę tę poddano analizie ograniczonej do grupy osób z uzdolnieniami parapsychicznymi, okazało się, że jest ona w istotny sposób mniejsza od tej, którą zmierzono dla całej populacji badanej.
Podsumowując można więc powiedzieć, że naukowcy zgodni są co do faktu występowania wśród ludzi anomalii określanych jako zdolności parapsychiczne, ale przypisywanie tym anomaliom potencjału interesującego z punktu widzenia np. rehabilitacji osób niewidomych wydaje się być nieuprawnione.

A co jeśli wszyscy możemy więcej?

Nikt chyba nie będzie kwestionował twierdzenia, że w naturze człowieka jest dążenie do szeroko rozumianej doskonałości. Cenimy wybitnych sportowców, naukowców, artystów czy specjalistów z dowolnej dziedziny. Od zawsze szukamy odpowiedzi na pytanie dlaczego ktoś posiada wybitne predyspozycje, np. lepszą niż przeciętna sprawność fizyczną czy intelektualną. Szukamy sposobu na to, by możliwie jak największej grupie ludzi dać możliwość osiągania lepszych wyników w… Tu podstaw sobie drogi czytelniku wszystko, co tylko przyjdzie ci do głowy. Są więc kursy języków obcych dla niemowląt, szkoły, obiecujące wszystkim uczniom rozwinięcie słuchu absolutnego, czy wreszcie metody dające ich użytkownikom umiejętność szybkiego czytania lub zapamiętywania materiału.
W ten nurt doskonale wpisuje się budząca spore zainteresowanie w środowisku osób z dysfunkcją wzroku tzw. Metoda Bronnikowa.

Super człowiek super możliwości

W połowie lat osiemdziesiątych pochodzący z Kijowa Wiaczesław Michajłowicz Bronnikow stworzył, jak ją nazywa, metodę samodoskonalenia człowieka. Na system składa się zestaw stu czterdziestu czterech ćwiczeń, które mają mieć wpływ na pracę całego naszego jestestwa – używam tego archaicznego terminu, gdyż idzie nie o ciało umysł czy ducha, lecz o wszystkie te sfery pojmowane jako całość, a gdyby tego było mało, to należy dodać, że twórca metody traktuje człowieka jako część wszechświata. System Bronnikowa można porównywać do wschodnich systemów pracy z człowiekiem takich jak np. joga, niektóre systemy rozwijane przez szkoły wschodnich sztuk walki lub szkoły medytacji. Twórca metody obiecuje nam, że wraz z otwarciem się na zmianę stylu życia, na uruchomienie w sobie nowych możliwości przetwarzania i wymiany informacji – w systemie Bronnikowa używa się terminu biokomputer – uzyskamy wielkie możliwości samodoskonalenia we wszystkich dziedzinach życia ludzkiego. Ćwiczenia mają poprawiać pamięć i koncentrację, zwiększać zdolności uczenia się, dawać zdolności leczenia chorób czy regeneracji sił. Jedną z funkcji umysłu, którą jakoby metoda ma uruchamiać jest tzw. widzenie alternatywne. Nazywam je w ten sposób, ponieważ do realizacji funkcji widzenia adept metody nie potrzebuje oczu.

Jak to działa

Rozmawiając ze Swietłaną Dorzak – autoryzowaną nauczycielką metody Bronnikowa w Polsce – dowiedziałem się, że prowadzone przez nią trzystopniowe kursy mają charakter kursów doskonalących. Oznacza to, że podczas każdego z kolejnych kursów uczniowie nabywają umiejętności, które pozwalają im na pracę z tym, co ogólnie nazwałbym własnymi zasobami. Kursy są zatem pomyślane nie tyle jako okazja do opanowania pewnego gotowego zestawu umiejętności czy osiągnięcia doskonałości w jakiejś dziedzinie, ile jako miejsce, gdzie zapoznajemy się z metodą pracy nad sobą, a jeśli metoda ta zostanie wdrożona w naszym dalszym życiu, to być może uzyskamy umiejętności czy uruchomimy zdolności, które są w nas od zawsze, są naszym uśpionym potencjałem.
Metoda Bronnikowa spełnia kryteria naukowości o tyle, o ile kryterium powtarzalności uzyskiwanych wyników można za probierz naukowości uznać.
Mając doświadczenie z różnymi metodami rehabilitacji oraz bioenergoterapii zadałem pani Dorzak pytanie o zagrożenia czy działania niepożądane odnotowywane podczas stosowania metody Bronnikowa. W odpowiedzi dowiedziałem się, że zjawiska takie mogą mieć miejsce jeśli ćwiczenia są wykonywane w sposób nieprawidłowy. Dzieje się tak dlatego, że mechanizmy działające podczas stosowania metody są analogiczne do tych, które uruchamiają się np. wtedy, gdy stosujemy akupunkturę lub ćwiczenia jogi. Ćwiczenia polegają na pracy z naszą energią, dlatego nieprawidłowe ich wykonywanie może np. wywołać zaburzenia podobne do obniżenia nastroju lub wyglądające jak depresja, ale, jak podkreśla Swietłana Dorzak, zaburzenia te, o ile wystąpią, są słabo wyrażone i mają charakter przemijający.
W związku z podnoszonymi przez środowiska religijne – tak katolickie jak i prawosławne – zarzutami, że osoby korzystające z metody Bronnikowa narażone są na niebezpieczeństwo manipulacji – w odnośnych tekstach mówi się o zagrożeniu opętaniem – zapytałem czy podczas kursów stosowane są techniki hipnozy lub autohipnozy. Zdaniem prowadzącej kursy zarzut jest niesłuszny.
Twierdzi ona, że w rzeczywistości podczas kursów ma miejsce coś wręcz przeciwnego, że w związku z dość powszechnym zjawiskiem uzależniania się od wszelkiego rodzaju znachorów, wróżek, bioterapeutów, podczas kursów poświęca się szczególną uwagę pracy nad krytycznym podejściem do siebie samego, że warunkiem odniesienia sukcesu w stosowaniu omawianej tutaj metody jest praca nad samokontrolą.
Czym zatem jest tzw. Biokomputer? To właśnie on wzbudza największe zastrzeżenia środowisk religijnych. Pytany o metodę Bronnikowa przedstawiciel Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej powiedział wprost, że osoba, która stosuje tę metodę powinna zdawać sobie sprawę, iż w najlepszym razie naraża się na kontakt ze złymi mocami, a właściwie należałoby powiedzieć, że grzeszy. Wzmiankowane przeze mnie powyżej źródła katolickie piszą wprost, że z dużym prawdopodobieństwem używany w metodzie Bronnikowa biokomputer jest osobowym bytem duchowym o charakterze demonicznym.
Skonfrontowana z powyższymi materiałami Swietłana Dorzak stwierdziła, że metoda Bronnikowa nie ma nic wspólnego z jakkolwiek rozumianą duchowością, a co za tym idzie nie powinna być przedmiotem tego rodzaju rozważań, zaś wzbudzający tyle niepokoju biokomputer to określenie mające osobom uczącym się pracy z metodą ułatwić zrozumienie poglądu, że część naszego umysłu w normalnym życiu jest niewykorzystywana, a ćwiczenia otwierają dostęp do tych niewykorzystywanych zasobów, czyli mówiąc metaforycznie, uruchamiają nasz osobisty, znajdujący się w naszym ciele, komputer. Przytaczana przez przeciwników metody relacja zgodnie z którą biokomputer ma swoją indywidualność, ma imię i postępuje wbrew woli „właściciela”, co miało wskazywać na demoniczny charakter i osobową odrębność, może być równie dobrze interpretowana przez psychologów jako swoisty, wywoływany wykonywaniem ćwiczeń, rodzaj aktywności umysłowej czy emocjonalnej.

A co z tym widzeniem alternatywnym?

Jak już powiedziałem metoda Bronnikowa jest pomyślana jako system pracy nad sobą. W przebiegu procesu samodoskonalenia mogą, ale nie muszą, pojawić się u osób stosujących ćwiczenia Bronnikowa różnego rodzaju zdolności paranormalne. Wśród nich wymienia się: alternatywne widzenie, alternatywne słyszenie, zdolność diagnozowania i uzdrawiania chorób, zwiększenie zdolności samo naprawczych organizmu takich jak np. przyspieszone gojenie ran itp. Ponad to mówi się o istotnym wzroście umiejętności uczenia się, zapamiętywania, poprawie koncentracji i podzielności uwagi, oraz wzroście zdolności analitycznych.
W Instytucie Fizjologii Mózgu Rosyjskiej Akademii Nauk w Petersburgu przeprowadzono badania na grupie siedmioro uczniów szkół ponad podstawowych, którzy przeszli trening metodą Bronnikowa. Wszyscy uczestnicy badania byli osobami z dysfunkcją wzroku, jednakże w grupie nie było ani jednej osoby całkowicie niewidomej. Podczas badania zadaniem uczestników było rozpoznawanie obrazów wyświetlanych na piętnastocalowym monitorze komputera. Aby wykluczyć normalne patrzenie na ekran uczestnicy podczas testów ubierali specjalną nieprzezroczystą maskę.
W badaniu korzystano z dwóch takich masek. Jedną uczestnicy otrzymali przed badaniem, by mieć możliwość odbycia ćwiczeń przygotowujących do testów. Druga znajdowała się w laboratorium. Chodziło o to, by wykluczyć możliwość zmodyfikowania maski tak, by możliwe było podglądanie.
W wyniku badań stwierdzono co następuje:
1. Zjawisko alternatywnego widzenia rzeczywiście zachodzi.
2. W badaniu EEG można podczas aktywności związanej z widzeniem alternatywnym zaobserwować różnicę między osobami, które przeszły trening, a osobami, które widzenia alternatywnego się nie uczyły.
3. Prawdopodobnym, choć wymagającym dalszych badań, wyjaśnieniem zjawiska jest nabywanie przez osoby ćwiczące umiejętności widzenia w szerszym niż normalny, a mówiąc ściśle poszerzonym o podczerwień, zakresie widma. Wyjaśnienie takie tłumaczyłoby możliwość widzenia przez maskę blokującą dostęp normalnych bodźców wzrokowych. Stwierdzono jednocześnie, że zasłonięcie monitora nieprzejrzystym ekranem powoduje ustanie zjawiska. Postulowany obszar badań miałby objąć m.in. poszukiwanie negatywnych skutków rozszerzenia widma widzialnego o podczerwień, powtarzalność samego treningu, skuteczność i efektywność uzyskiwania tą drogą informacji. Jednakże z braku funduszy do tej pory stosowne badania nie zostały podjęte.

Uczmy się wszyscy skoro to takie dobre

Jak już czytelnicy wiedzą zapytałem nauczycielkę metody Bronnikowa o działania niepożądane, które mogą się pojawić na skutek jej stosowania. Uznawszy metodę za bardzo bezpieczną rozpocząłem poszukiwania odpowiedzi na pytanie dlaczego nie jest ona powszechnie stosowana. Czy przypadkiem nie jest to kolejne oszustwo parapsychologiczne. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że właśnie tak jest. Znalazłem w sieci obszerny, dobrze udokumentowany tekst autorstwa Wiaczesława Dmitriewicza Uzjerowa – petersburskiego działacza społecznego pracującego z osobami z dysfunkcją wzroku i ich rodzinami. Tekst nosi tytuł: czy można sprawić by ślepi przejrzeli, a tych, którzy przejrzeli uczynić widzącymi.
Autor tej obszernej, liczącej sobie kilkanaście stron publikacji, zadał sobie wiele trudu by ustalić kim jest Wiaczesław Bronnikow i jaką pozycję zajmuje w świecie nauki. Wynik tych poszukiwań każe nam do osoby Bronnikowa podchodzić z dużą rezerwą. Tytuły naukowe oraz funkcje biznesowe czy społeczne, za pomocą których Bronnikow się przedstawia, są albo stworzonymi przez niego samego tytułami i funkcjami mającymi wartość jedynie marketingową, albo, to wariant optymistyczny, Uzierowowi nie udało się znaleźć żadnego potwierdzenia tych stopni naukowych i funkcji biznesowych w uznanych społecznie instytucjach. Można z pewnością powiedzieć, że Wiaczesław Bronnikow ma wykształcenie średnie techniczne. Tytuł doktora filozofii, którym się posługuje nie jest w Rosji uznawany. Zastrzeżenia formalne co do stopnia naukowego jak i nadany sobie samemu tytuł prezesa wszystko jedno czego, co w rzeczywistości okazało się trzyosobową organizacją składającą się z Bronnikowa, jego żony i syna, jakkolwiek rzuca cień na wiarygodność samego Bronnikowa, nie może być argumentem rozstrzygającym w sporze o to czy Wiaczesław Michajłowicz jest genialnym wynalazcą, twórcą wspaniałej, dającej ludzkości nowe, nieznane możliwości rozwoju, metody, czy też jest on zwykłym oszustem.
W kolejnym kroku Uzierow obnaża oszustwo Bronnikowa. Przytacza opis prezentacji widzenia bezwzrokowego, w której uczestniczył. Opowiada, jak przyłapał prowadzącego pokaz na zwykłym oszustwie polegającym na podglądaniu. Dalej Uzierow pokazuje w jaki sposób manipulowano dziećmi podczas eksperymentów z widzeniem alternatywnym. Zwraca uwagę, że w żadnym ze znanych eksperymentów z widzeniem alternatywnym nie brała udziału osoba całkowicie niewidoma o osobie z protezami gałek ocznych nie wspominając. Tezę Uzierowa zdają się potwierdzać znajdujące się w sieci filmy, na których pokazuje się mechanizm podglądania przez maskę wykorzystywaną do eksperymentów.

A więc kolejny oszust?

Życie uczy, że nie ma niczego gorszego, niż łatwe wydawanie sądów. O ile bowiem trwające kilka godzin prowadzone przez Marka Komisarowa z Nowego Jorku treningi specjalnego widzenia są klasycznym przykładem oszustwa, dlatego zresztą nie poświęcimy im tutaj więcej uwagi, o tyle wobec wstępnych badań przeprowadzonych w Petersburskim Instytucie Fizjologii Mózgu, w których wykazano, że stosowanie ćwiczeń Bronnikowa modyfikuje działanie ludzkiego organizmu, powinniśmy metodę tę potraktować z dużą ostrożnością. Pytanie o naturę zjawisk, z którymi mamy do czynienia należy moim zdaniem pozostawić do rozstrzygnięcia w przyszłości. Jednocześnie jednak wszystkich, którzy chcieliby skorzystać z metody Bronnikowa by „podkręcić” swój komputer, należy lojalnie ostrzec, że skutki takich działań są trudne do przewidzenia i jako takie niosą ze sobą ryzyko o nieokreślonym charakterze. Jeśli więc będziemy stosować ćwiczenia metodą bronnikowa czynimy to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 20, 2021 14:13 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 08.04.2021
inf. prasowa

W dniach 23-26 marca br. odbyła się po raz pierwszy konferencja MCCT. Wydarzenie zrealizowano w formule on line z udziałem 68 prelegentów, którzy prowadzili prezentacje i debaty z szeroko rozumianej tematyki pracy zdalnej. Omówiono m.in. zagadnienia z zakresu: wideokonferencji, najnowszych technologii audio-video, realizacji eventów on line, czy re-aranżacji biur. Pod lupę wzięto także istotną kwestię zmian jakie wymusza COVID-owy rynek pracy. Pierwsza edycja MCCT cieszyła się ogromnym zainteresowaniem – zarejestrowało się na nią ponad 900 osób, a wspierało ją 50 Sponsorów i Partnerów oraz 17 Patronów Medialnych.
Meeting Communication Collaboration Trends to inicjatywa, która powstała z myślą o szerokim gremium pracodawców i pracowników zainteresowanych zdobyciem wiedzy z zakresu pracy zdalnej. Partnerem merytorycznym konferencji była firma VisionCube zrzeszająca specjalistów systemów AV i wideokonferencji.
- Po wybuchu pandemii COVID-19 ogromna liczba firm została zmuszona do przejścia w tryb pracy zdalnej. Niektórzy używali już wcześniej rozwiązań wideokonferencyjnych – inni byli zmuszeni do wyboru platformy w bardzo krótkim czasie. Naszym celem podczas konferencji było przybliżenie uczestnikom możliwie największej liczby systemów oraz porównanie ich tak, aby każdy mógł wybrać rozwiązanie najlepiej pasujące do własnych oczekiwań – skomentował Andrzej M. Rzepecki, prezes zarządu VisionCube S.A. oraz członek Rady Programowej MCCT.

Eksperci z różnych dziedzin

Do udziału w wydarzeniu zaproszono ekspertów z różnych dziedzin, którzy omówili m.in. tematykę związaną z rozwojem biznesowych spotkań on line, w tym: wideokonferencji, webinariów i eventów. Prezentacje dotyczyły zarówno aspektów technologicznych takich jak platformy i aplikacje do pracy zespołowej, czy najnowsze rozwiązania i produkty audio-video, jak i zagadnień związanych z videotellingiem, sztuką wystąpień publicznych online oraz biznesową e-promocją. W trakcie MCCT uczestnicy mieli m.in. możliwość porównania 7 najbardziej popularnych platform wideokonferencyjnych i webinarowych takich jak: ZOOM, Microsoft Teams, Google Meet, Cisco Webex, Pexip, ClickMeeting oraz LiveWebinar.
Idea „smart office” stanowiła również jeden z istotnych tematów konferencji. Uczestnicy mieli okazję dowiedzieć się w jaki sposób optymalnie aranżować przestrzeń pracy – biorąc pod uwagę tak ważne czynniki jak: technologia, bezpieczeństwo, ergonomia, akustyka, czy komunikacja między pracownikami.
Dużym zainteresowaniem w trakcie konferencji cieszyły się również debaty, w trakcie których dyskutowano i podsumowywano konferencyjne tematy dnia. Mowa była m.in. o: wyzwaniach i możliwościach pracy zdalnej w branży reklamowej, o tym jak będą radzić sobie firmy w erze post-COVID, czy jak przygotować się do organizacji eventów on line.

Coś dla osób z niepełnosprawnościami

Istotnym problemem omówionym podczas MCCT była także kwestia działań w sektorze HR, w dobie komunikacji zdalnej. Przy tej okazji wskazano rodzaje nowoczesnych systemów do rekrutacji on line, oparte na sztucznej inteligencji, a także przeanalizowano sytuację pracowników w erze newnormal. To właśnie w trakcie debaty: Od Alfa do Silver – zastanawiano się czy praca online jest dedykowana tylko dla młodszego pokolenia, czy też stanowi szansę na zdobycie nowych umiejętności i kwalifikacji zawodowych również dla Silver Generation i osób z niepełnosprawnościami.
Oprócz części merytorycznej, konferencja MCCT obfitowała również w specjalne konkursy dla uczestników, w których można było wygrać atrakcyjne nagrody.
Organizatorzy przeprowadzili także wiele ankiet, których wyniki można będzie śledzić na mediach społecznościowych konferencji.
Po zakończeniu MCCT On line Week można stwierdzić, że tematyka konferencji to strzał w dziesiątkę. Świadczy o tym bardzo wysoka frekwencja – ponad 900 zarejestrowanych osób, szerokie grono ekspertów z różnych dziedzin oraz wyniki przeprowadzonej ankiety, w której 75% osób merytorykę spotkania oceniło bardzo wysoko. Przez 4 dni odbyliśmy wirtualną podróż po świecie technologii, kompetencji i trendów skupionych wokół idei pracy zdalnej, spotkań on line i komunikacji cyfrowej.
Ponieważ aż 99% uczestników stwierdziło, iż konferencja powinna stać się imprezą cykliczną, dziękując wszystkim za udział i wsparcie, mogę tylko powiedzieć „do zobaczenia na kolejnej edycji MCCT…” – podsumował Mariusz Orzechowski, General Manager Sharp NEC Display Solutions Europe/CSEE oraz przewodniczący Rady Programowej MCCT.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 20, 2021 14:14 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Luka w systemie – nierówny dostęp do profilu zaufanego
Źródło: niepełnosprawni.pl 16.04.2021
Beata Dązbłaż
Źródło: rpo.gov.pl

„Profil zaufany nadal pozostaje niedostępny dla osób z niepełnosprawnościami, które nie są w stanie opuścić miejsca zamieszkania i nie mają rachunku bankowego.
W takich przypadkach reprezentujący osoby z niepełnosprawnością napotykają trudności w związku z koniecznością potwierdzenia tożsamości wnioskodawcy i to mimo posiadania pełnomocnictwa w formie aktu notarialnego” – pisze w swoim wystąpieniu do premiera Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO).

RPO zwraca uwagę, że w takich przypadkach aktualne regulacje prawne okazują się niewystarczające.

Rzecznik otrzymał skargi w sprawie założenia profilu zaufanego na portalu ePUAP oraz braku możliwości potwierdzenia tożsamości osoby z niepełnosprawnością, która nie może uczynić tego samodzielnie.

Szczególne okoliczności

Prawnie jest możliwość założenia tymczasowego profilu zaufanego na trzy miesiące. Po tym czasie należy założyć profil zaufany na stałe i potwierdzić go. Można to zrobić za pomocą wideoidentyfikacji, nie jest konieczne osobiste stawiennictwo w punkcie potwierdzającym. Minister ds. informatyzacji może wydłużyć okres ważności tymczasowych profili zaufanych z uwzględnieniem szczególnych okoliczności. Zdaniem RPO uprawnia do tego czas pandemii COVID-19 oraz rekomendacja pracy zdalnej w urzędach.

„Z możliwości wideoidentyfikacji nie można jednak skorzystać w przypadku potwierdzania profilu zaufanego z 3-letnim okresem ważności. Taka konieczność powstaje wraz z upływem terminu ważności tymczasowego profilu zaufanego” – wskazuje RPO.

Dlatego Rzecznik pyta premiera, czy planowane są działania, które to umożliwią.

Więcej informacji na stronie RPO:
https://www.rpo.gov.pl/pl/content/osoby ... wencja-rpo

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 20, 2021 14:15 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Odnaleziono mapy należące niegdyś do ośrodka dla osób niewidomych
Źródło: niepełnosprawni.pl 16.04.2021
PAP

- Odnaleziono XIX-wieczne mapy tyflograficzne, które kilkadziesiąt lat temu zniknęły z krakowskiego Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej.
Przypadkiem natrafił na nie twórca Muzeum Tyflologicznego pod Poznaniem Marek Jakubowski – podał Urząd Miasta Krakowa.
Dyrekcja krakowskiej placówki we współpracy z Biblioteką Jagiellońską planuje poddać mapy konserwacji i prezentować je jako eksponat.
- Nie wszystkie mapy są poprawne merytorycznie, ale trudno zaprzeczyć, że to unikatowe obiekty. Taki skarb znajduje się tylko w Krakowie i w muzeum pod Poznaniem, w Owińskach – mówi tyflografik i tyflokartograf Marek Jakubowski.
Są to jedne z pierwszych XIX-wiecznych map wykonywanych nakładowo w Alzacji dla osób niewidomych. Ciekawostką jest to, że były one produkowane nie tylko dla Francji i Niemiec, ale dla wszystkich krajów w Europie.

Cenne znalezisko

Mapy są tłoczone w grubym kartonie. Widać na nich zabrudzenia – to ślady rąk dzieci, które je czytały. Mapy różnymi drogami docierały do Krakowa i do innych miejsc, w których, jak wtedy mówiono, funkcjonowały „zakłady dla ciemnych”.
Znalezisko obejmuje także mapy wydane w 1886 i 1890 r. przez M. Kunza w Berlinie oraz wyprodukowane w Gdańsku, w latach 1910–1915, gdzie ówczesny dyrektor zakładu dla niewidomych opracował własną technologię ich wytwarzania. Obecnie dzieci i młodzież z niepełnosprawnością wzrokową korzystają z map wykonanych w innych technologiach, głównie 3D.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 20, 2021 14:16 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Problemy z dostępnością Narodowego Spisu Powszechnego dobrze znane
Źródło: niepełnosprawni.pl 02.04.2021
Beata Dązbłaż

O problemach z dostępnością Narodowego Spisu Powszechnego 2021 dla osób niesłyszących, a ostatnio także niewidomych, pisaliśmy już kilkakrotnie na naszym portalu. Okazuje się, że problemy nie są nowe, a GUS już przy poprzednim spisie w 2011 r. otrzymał o nich informacje.
Na pewno po raz pierwszy w historii podczas spisu w tym roku pytania spisowe mają być dostępne w polskim języku migowym. Okazało się jednak, że spore problemy z dostępem do spisu mają także osoby niewidome, o czym pisaliśmy niedawno.
Tak o spisie sprzed 10 lat pisze nasza stała felietonistka Hanna Pasterny, społeczniczka, dziennikarka i pisarka, sama nie widzi od urodzenia. Przytaczamy
jej komentarz w całości.

135 błędów

„10 lat temu GUS również lekceważył niepełnosprawnych obywateli. Pisałam wtedy do GUS z ramienia stowarzyszenia, w którym pracuję. Apel o dostosowanie samospisu wystosowało też biuro europosła Jerzego Buzka, przypuszczam że także inne organizacje, instytucje oraz osoby fizyczne. Osoba niewidoma, która była wówczas na pięciomiesięcznym wolontariacie w Belgii, nie mogła spisać się ani u rachmistrza, ani przez telefon. Dla uczestnika jednego z naszych projektów, który ma poważną wadę wymowy spowodowaną porażeniem mózgowym, spisanie się przez telefon czy u rachmistrza też nie wchodziło w grę, a formularza nie był w stanie wypełnić z poziomu klawiatury. Ponadto kilka osób sygnalizowało nam, że spisowa infolinia jest bezpłatna tylko dla dzwoniących z telefonów stacjonarnych.
W samospisie sprzed dziesięciu lat pierwszy problem pojawiał się już przy identyfikacji, bo trzeba było wpisać kod z obrazka. Był to problem nie tylko dla osób niewidomych i słabowidzących, lecz także dla wielu seniorów. W formularzu nie było alternatywnych opisów grafiki. Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego wykazała aż 135 błędów. Zapytaliśmy też GUS, kto był projektodawcą i technicznym wykonawcą elektronicznego formularza samospisu, jakie środki przeznaczono na stworzenie i wdrożenie oprogramowania, osoby z jakimi niepełnosprawnościami testowały formularz i kiedy zostanie poprawiony”.

Za mała populacja...?

Hanna Pasterny pisze dalej: „GUS nie odpowiedział na większość pytań. Wklejam fragment odpowiedzi: „Uprzejmie informuję, że NSP 2011 realizowany jest w oparciu o rozległy skomplikowany, dedykowany system informatyczny, który jednakże z uwagi na fakt wykorzystywania go jedynie w przeciągu 3 miesięcy z natury rzeczy nie może uwzględniać wszystkich funkcjonalności. Dlatego też odstąpiono od wprowadzenia kosztownych funkcji dotyczących stosunkowo niewielkich populacji np. samospis dostosowany dla osób niewidomych). […] Główny Urząd Statystyczny nie przewiduje wnoszenia korekt do funkcjonalności aplikacji formularza elektronicznego z uwagi na fakt, że jesteśmy już w połowie realizacji spisu, a każda zmiana pociąga za sobą również konsekwencje finansowe. Funkcjonalność aplikacji formularza elektronicznego testowana była przed rozpoczęciem spisu przez zespół metodologów i informatyków oraz konsultowane z osobami biur spisowych z terenu każdego województwa. Nie było założeń dotyczących wprowadzania do aplikacji sentyzatora mowy lub innych usprawnień dla osób niepełnosprawnych, gdyż łączyło się to ze zwiększonymi kosztami oraz wydłużeniem czasu przygotowania aplikacji”.
Niektórzy łudzili się, że skoro Polska ratyfikowała konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, mamy też ustawy o dostępności cyfrowej i zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, tegoroczny samospis będzie dostępny dla wszystkich. Niestety po raz kolejny okazało się, że przepisy te są martwe, a osoby niepełnosprawne są obywatelami drugiej kategorii i nie trzeba się z nimi liczyć. GUS może bezkarnie łamać prawo” – podsumowuje Hanna Pasterny.

Narodowy Spis Powszechny ruszył 1 kwietnia.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 20, 2021 14:17 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Monika Dubiel. Wyzwolona sztuka życia
Źródło: niepełnosprawni.pl 19.04.2021
Mateusz Różański

Znają ją studenci Uniwersytetu Warszawskiego, użytkownicy TikToka i…. czytelnicy „Die Tageszeitung”. Monika Dubiel jest psycholożką i iberystką, do tego doktorantką, specjalistką od dostępności kultury, podróżniczką, kolekcjonerką kieliszków i jakby „przy okazji” osobą niewidomą. Jak widzi niezależne życie i czego do niego potrzebuje?
- Nie muszę nic nikomu udowadniać. Jest wiele rzeczy, które spokojnie robię sama np. gotowanie, sprzątanie, pranie itd. Są też takie, z którymi sobie po prostu nie radzę albo wiem, że osoba widząca zrobi to lepiej i ładniej. Nie wstydzę się prosić o pomoc, kiedy jej potrzebuję, ale staram się nie nadużywać niczyjej cierpliwości. No może z wyjątkiem mojej mamy (śmiech), ale z tego trudno wyrosnąć, będąc jedynaczką – tak na pytanie o niezależne życie odpowiada bohaterka tego tekstu.

Jak wygląda jej życie? Monika mieszka sama w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Jej samodzielne życie zaczęło się kilkanaście lat temu. Wtedy wyprowadziła się ze swojego rodzinnego Lublina na studia do Warszawy. Przez ten czas mieszkała w kilku miejscach w Polsce i zagranicą, aż wreszcie osiadła na stałe w stolicy.

„Skip” na śmietniku, drama na TikToku

- Właśnie wracam ze skipa – tak wita mnie Monika, prezentując dorodne warzywa odzyskane ze śmietnika przy jednym z warszawskich targowisk. Skip to element freeganizmu, czyli antykonsumpcyjnego stylu życia i polega w dużym skrócie na odzyskiwaniu zdatnej do spożycia żywności, która wyrzucana jest masowo do śmietników.

„Ale chcesz, żebym zaczął ten tekst od tego, że niewidomi w Polsce grzebią po śmieciach?” – pytam ją, podskórnie przeczuwając, jakie komentarze znajdę potem pod tekstem.

- Czemu nie? – odpowiada. – Nagraliśmy o tym niedawno TikToka i już zrobiła się niezła „drama” w środowisku.

Monika, wraz ze swoim kolegą Mikołajem, prowadzi na YouTube i (w bardzo popularnym wśród młodych odbiorców portalu) TikToku swój profil VIP Team (ang. visual impairment person – osoba z niepełnosprawnością wzroku), gdzie objaśniają ludziom choćby to, że osoby niewidome i niedowidzące chodzą na randki, podróżują i miewają kaca po imprezie.

- Zdobyliśmy już całkiem sporą popularność. Raz, gdy byłam na proteście, jeden policjant przy spisywaniu pochwalił się, że zna mnie z TikToka – opowiada.

TikTok to zaledwie jedna z jej licznych aktywności. Sama zdobyła już pewną sławę w środowisku aktywistycznym i poza nim. Jej zdjęcie, wykonane podczas strajku kobiet, znalazło się w niemieckim „Die Tageszeitung”. Znana jest też, i to coraz bardziej, jako badaczka disability studies, czyli nauk o niepełnosprawności, ale też jako aktywistka zaangażowana w działania na rzecz dostępności kultury. Bez wątpienia jest też osobą, która na co dzień realizuje ideę niezależnego życia. Kluczowa okazała się przeprowadzka do Warszawy.

Droga do samodzielności

- Zanim przyjechałam do Warszawy nie poruszałam się samodzielnie i nie za bardzo z białą laską. Wcześniej po prostu zawsze mogłam liczyć na pomoc mamy lub koleżanek. Dopiero na uniwersytecie odbyłam kurs orientacji przestrzennej. Choćby po to, by móc po prostu dostać się na zajęcia – wspomina.

Monika studiowała na Międzywydziałowych Studiach Humanistycznych (MISH), więc na zajęcia chodziła na różne wydziały, znajdujące się w różnych punktach Warszawy.

- W międzyczasie mieszkałam po kolei w trzech akademikach i tam musiałam nauczyć się samodzielnie przemieszczać i stopniowo poznawałam kolejne miejsca na mapie stolicy. Jednak poruszania się po takich punktach jak stacje metra czy ważne węzły przesiadkowe nauczyłam się na kursie orientacji przestrzennej w 2016, gdy już tak ostatecznie i definitywnie zamieszkałam na stałe w Warszawie – opowiada.

Sztuki wyzwolone

Monika jest z wykształcenia psycholożką i iberystką, a obecnie doktorantką na Wydziale „Artes Liberales” na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze doktorat na temat kulturowego funkcjonowania niepełnosprawności wzroku w Meksyku i Chile oraz uczy studentów.

- W tym semestrze prowadzę wspólnie z moim promotorem zajęcia pod tytułem „Literatura niepełnosprawności”. Analizujemy ze studentami reprezentację osób z niepełnosprawnościami w literaturze światowej. Wcześniej uczyłam studentów udostępniania tekstów kultury osobom z niepełnosprawnością wzroku, na przykład tworzenia audiodeskrypcji – mówi młoda doktorantka. – Marzę, że gdy pandemia się skończy, znów wrócę do prowadzenia zajęć ze studentami w muzeach i galeriach – dodaje.

Wcześniej pracowała w Fundacji Kultury bez Barier i Niewidzialnej Wystawie. Oprócz pracy na uczelni prowadzi też szkolenia i webinaria, a także dalej wykonuje zlecenia związane z dostępnością kultury.

- Pod pewnymi względami praca na uczelni wydaje się być kapitalnym rozwiązaniem dla osoby niewidomej - mogę pisać artykuły, przygotowywać i wygłaszać referaty, a także prowadzić zajęcia dokładnie tak, jak osoba widząca. Z drugiej jednak strony pełno jest takich drobnych, ale dokuczliwych problemów. Jak choćby konieczność obsługi całej uczelnianej „papierologii”, która ma się dobrze pomimo powszechnej cyfryzacji. Ale nawet tam, gdzie udało się zastąpić mozolne stanie w kolejce z teczką dokumentów, osoba z niepełnosprawnością ma pod górkę. - Dalej potrzebna jest więc pomoc osoby drugiej nawet po to, by sprawdzić napisany przeze mnie artykuł – opowiada Monika.

Pożytki z pandemii

Pandemia sprawiła, że Monika, jak i całe środowisko akademickie przeniosło niemal całkowicie aktywność do sieci.
W rozmowie przyznaje, że jej codzienna rutyna wygląda tak, że przesiada się z kanapy do stołu i z powrotem.

- Rzadko w ogóle muszę opuszczać mieszkanie. Wychodzę tylko na treningi i zakupy – mówi. – Nie przeczę też, że pandemia ma swoje plusy. Nagle okazało się, że wiele spraw formalnych można załatwić przez internet. Wystarczy przesłać skan, a nie jak kiedyś, wyczekiwać pod drzwiami dziekanatu. Koronawirus otworzył mi też pewne możliwości jako badaczce. Biorę, na przykład, w tym roku udział w największej konferencji naukowej poświęconej naukom o niepełnosprawności w Columbus w stanie Ohio. Gdyby nie pandemia i przejście wszystkiego do internetu, raczej miałabym na to marne szanse, bo musiałabym wziąć skądś choćby środki na bilety dla siebie i osoby towarzyszącej – tłumaczy doktorantka.

Stopem po Syberii

Choć możliwość uczestnictwa w konferencji bez wstawania z kanapy jest dla niej niewątpliwie dużym ułatwieniem, to nie znaczy, że Monika jest typem domatorki. Wręcz przeciwnie. Uwielbia podróżować i nie tylko w celach naukowych czy służbowych.
Świadectwem jej podróży jest bogata kolekcja kieliszków z różnych części świata. Na przykład z syberyjskiego Tomska. Oprócz Syberii odwiedziła m.in. Sycylię, Hiszpanię, Rumunię i Jordanię. Od powszechnie uczęszczanych szlaków i głównych atrakcji woli wraz z przyjaciółmi odwiedzać mniej oczywiste atrakcje. Bałkany i Syberię zjeździła z koleżankami autostopem. Oczywiście podczas tych podróży musi jej towarzyszyć ktoś znajomy, ale tych nigdy wokół Moniki nie brakowało.

Codzienne problemy

Pod względem codziennego życia Monika jest raczej „samoobsługowa”. Sama gotuje i gdy z nią rozmawiam jednocześnie pilnuje smażących się na kuchni warzyw. Jako wegetarianka do perfekcji opanowała zdobywanie warzyw i owoców nie tylko ze śmietników, ale też ze straganów, a ostatnio coraz częściej ze sklepów internetowych – nawet pomimo tego, że ich strony i aplikacje są nie do końca dostępne.

Jednak niezależność nie oznacza braku problemów.

- Każde wyjście z domu jest dla osoby niewidomej stresujące. Bo wystarczy na przykład, że spadnie śnieg i nagle można się zgubić na własnym osiedlu, co i się nie raz już zdarzyło. Jeszcze gorzej jest w nowych, zupełnie nieznanych mi miejscach – opowiada Monika. – Czasami chciałabym mieć asystenta, który pomagałby mi w takich sytuacjach. Z drugiej strony byłoby to dla mnie zdawanie się na obcego w końcu człowieka – dodaje.
Monika podkreśla też, że czasem pomoc osoby widzącej jest nieodzowna.

- Niedawno byłam się szczepić i przyszłam pod wskazany adres, gdzie przywitały mnie zamknięte drzwi. Zapewne stałabym pod nimi cały dzień, gdyby nie ludzie, którzy poinformowali mnie, że punkt szczepień znajduje się w sąsiednim budynku. Szkoda tylko, że informacja o tym była jedynie w postaci ponaklejanych na ścianie strzałek – mówi z zażenowaniem w głosie.

Takich, jak to określa, drobnych uciążliwości jest naprawdę wiele i to one są dla niej główną barierą w niezależnym życiu.
Na koniec naszej rozmowy przeistaczam się na chwilę w dżina spełniającego życzenia i pytam Monikę o to, jakich życzyłaby sobie zmian.

Dlaczego spółdzielnia nie wyśle maila?

- Chciałabym, żeby choćby władze naszej spółdzielni mieszkaniowej informowały mnie o ważnych sprawach w inny sposób, niż poprzez wywieszanie ogłoszeń na klatce. Aby w końcu wysłano do mnie maila z informacją, że tego i tego dnia odbędzie się, na przykład, kontrola instalacji gazowej – życzy sobie badaczka. – Kolejny problem to kontenery ze śmieciami. Bardzo chciałabym być wzorową obywatelką i wzorowo wyrzucać posegregowane śmieci. Szkoda tylko, że kontenery nie są w żaden sposób oznaczone. Dlatego obecnie muszę prosić kogoś o pomoc w wyrzucaniu śmieci.

Jej trzecie życzenie dotyczy komunikacji miejskiej.

- Fajnie byłoby też gdyby autobusy i tramwaje zawsze „gadały”. Te nowe są wyposażone w system głosowy informujący o numerze pojazdu i nazwach przystanków, ale stare nie, i trzeba sobie liczyć przystanki. Na długich trasach to uciążliwe, zwłaszcza jak niektóre są na żądanie. Często też się zdarza, że jednocześnie na przystanku zatrzymują się dwa, a nawet trzy autobusy. Wtedy ten ostatni łatwo przegapić. A jakby mówił swój numer, byłoby go słychać nawet z daleka. Fajnie byłoby nie spóźniać się na umówione spotkania tylko dlatego, że nie wiem jaki podjechał tramwaj i gdzie się zatrzymał – składa ostatnie życzenie.

Główny problem: bezmyślność!

Naszą rozmowę o niezależnym życiu Monika kwituje dość zaskakującym stwierdzeniem, że dla młodej, niewidomej kobiety nasz świat nie jest aż tak zły, jak mogłoby się wydawać.

- Głównym problemem są ludzie, a raczej ludzka bezmyślność i opór. Na przykład to, że zostawiają hulajnogi na chodnikach czy nie są wprowadzane dostępne już przecież powszechnie rozwiązania. Naprawdę świat w ciągu mojego życia zmienił się diametralnie na lepsze. Pojawiło się wiele rozwiązań, które umożliwiają mi samodzielność i aktywność. Ważne, by były one jak najbardziej powszechne. A do tego ludzie muszą zrozumieć, że my, osoby niewidome chcemy żyć jak wszyscy, pracować, podróżować, mieć życie towarzyskie i czasem wpaść do kina lub do teatru – mówi.

Samodzielność? Najpierw wyprowadzka

Na zakończenie rozmowy proszę Monikę o kilka jej „tipów” na samodzielność i niezależność, a także kilka porad dla innych osób z niepełnosprawnością.

- Jeśli człowiek chce się usamodzielnić to przede wszystkim dobrze się wyprowadzić z domu rodzinnego, najlepiej do innego miasta. Z początku to jest trudne, ale ciężko się usamodzielnić mieszkając z rodziną lub mając ją w zasięgu ręki – doradza. – Wiadomo, że skorzystać z czyjejś pomocy jest często szybciej i łatwiej. Dlatego mając taką możliwość ma się małą, albo wręcz żadną motywację do samodzielności - dodaje.

Jako kolejny milowy kamień na drodze do samodzielności wskazuje ona znalezienie źródła dochodu i uniezależnienie finansowe od rodziny.

- Słyszałam o wielu przypadkach szantażowania osób z niepełnosprawnościami przez ich rodziny, że nie dadzą im pieniędzy na to czy na tamto. Nie ma mowy o niezależnym życiu bez własnych środków na życie. Wiadomo, że znaleźć pracę nie jest łatwo, ale nauka też się opłaca. Renta plus stypendium dla osób niepełnosprawnych, które jest wypłacane na wszystkich państwowych i większości prywatnych uczelniach, dofinansowanie z PFRON i może nawet stypendium naukowe lub socjalne, to już konkretne pieniądze na start w dorosłe samodzielne życie – wskazuje Monika Dubiel.

Jak chodzić z laską?

Jako rzecz kluczową dla osób z niepełnosprawnością wzroku młoda kobieta wymienia porządny i profesjonalny kurs orientacji przestrzennej.

- Często potrzebujemy poznać nowe trasy, nowe miejsca, bo się przeprowadzamy czy zmieniamy pracę. Dobrze więc mieć zaufanego instruktora czy instruktorkę, z którymi można się w razie potrzeby spotkać – wskazuje. – Kolejną sprawą jest to, że trzeba znać przepisy prawa. Warto znać swoje prawa, przywileje, ale i obowiązki. Często osoby z niepełnosprawnościami uważają, że coś im się należy, po prostu dlatego, że mają niepełnosprawność. Oczywiście nie zawsze jest to prawda. Z drugiej strony ja przez wiele lat nie wiedziałam, że mogę się starać w PFRON-ie o dofinansowanie do nauki, albo że przysługuje mi więcej urlopu, niż osobie bez niepełnosprawności – dodaje Monika Dubiel.

Technologia kluczem

Wśród jej rad szczególnie dla młodych osób, szczególnie z niepełnosprawnością wzroku, jest też ta, by korzystać z nowinek technologicznych. Ostatnie lata przyniosły prawdziwy wysyp aplikacji, które dosłownie zrewolucjonizowały życie osób niewidomych i niedowidzących.

- Ja miałam na początku duże problemy z obsługiwaniem swojego konta w banku i często mama za mnie robiła przelewy, bo strona banku była niedostępna. W końcu założyłam sobie aplikację banku na telefonie i okazało się, że wszystko mogę robić sama, bo aplikacja jest już dostępna. Oczywiście nie każdy bank ma dostępną stronę czy aplikację, ale szukając usług warto pod tym kątem je analizować – wskazuje Monika Dubiel. – Zakładając konto w banku np. warto zrobić wywiad wśród osób niewidomych, w jakich bankach mają konta, i czy strony i aplikacje są dla nich dostępne – dodaje.

Na (prawie) wszystko jest „apka”

Jednak nie samym bankiem i kontem człowiek żyje.
- Jest też mnóstwo aplikacji czy usług internetowych, które bardzo ułatwiają życie osobom z niepełnosprawnością wzroku, np. aplikacje do rozpoznawania kolorów czy banknotów, aplikacja Seeing Assistant, która nie tylko nawiguje, ale także informuje o tym, co znajduje się w twojej okolicy; serwis Be my Eyes, gdzie można połączyć się na wideo konferencji z wolontariuszem, a on powie nam, co widzi - może to pomóc przy robieniu porządków w spiżarce, aby dowiedzieć się, która puszka to groszek, a która fasola albo przy porządkowaniu dokumentów drukowanych, albo przy przeczytaniu instrukcji obsługi do jakiegoś urządzenia – wymienia Monika.

Doradza, by śledzić nowinki technologiczne na rynku, ale też oferty szkoleń i wydarzeń kulturalnych w swojej okolicy.
- Warto zasubskrybować parę newsletterów organizacji pozarządowych zajmujących się tematyką osób z niepełnosprawnościami. Dobrze na bieżąco przeglądać ich profile w mediach społecznościowych. Często można tam wyłapać coś dla siebie wartościowego. Ja też bardzo dużo ciekawych wskazówek znalazłam na facebookowych grupach zrzeszających osoby z niepełnosprawnością wzroku. Często mamy zagwozdkę, jak wykonać jakąś czynność dnia codziennego i okazuje się, że tam już ktoś to wymyślił – radzi Monika Dubiel.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt kwi 27, 2021 13:33 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Niewidoma zakonnica i założycielka ośrodka w Laskach będzie beatyfikowana. Papież podjął decyzję
Źródło: niepełnosprawni.pl 23.04.2021
Mateusz Różański
Źródło: Lista Mocy 1918-2018

- Róża Czacka zostanie włączona do grona błogosławionych Kościoła Katolickiego – tak zadecydował papież Franciszek. Twórczyni Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi zostanie beatyfikowana już 12 września w Warszawie, razem z kard. Stefanem Wyszyńskim.

Róża Czacka była jedną z bohaterek publikacji Integracji „Lista Mocy 1918-2018”, w której opisane zostały osoby z niepełnosprawnością zasłużone dla naszego kraju. Poniżej zamieszczamy biogram zakonnicy, napisany przez Ilonę Berezowską.

Upadek z konia

Córka hrabiego Feliksa Czackiego i Zofii Ledóchowskiej miała doskonały start życiowy, wykształcenie, znajomość języków, towarzyskie obycie i majątek. Losy Róży Czackiej, urodzonej w Białej Cerkwi (obecnie Ukraina), nie potoczyły się tak, jakby na to wskazywało jej arystokratyczne pochodzenie. Na drodze stanęła utrata wzroku.
Według biografów, bezpośrednią przyczyną problemów z widzeniem był upadek z konia. Nastoletnia Róża przeczuwała, że wzroku odzyskać się nie da, poddawała się jednak woli rodziny i przez 12 lat odwiedzała lekarzy, przechodziła operacje, próbowała przeróżnych kuracji – bezskutecznie. Jako 22-latka była już niewidoma.

Franciszkańska dusza

Nauczyła się czytać brajlem, prenumerowała pisma w różnych językach, interesowała się rozwojem ruchu tyflologicznego. Podróżowała, rejestrując pracę ośrodków dla osób ociemniałych na świecie. Nowoczesne rozwiązania Maurice’a de La Sizeranne’a przenosiła na grunt polski. W 1910 r. otworzyła pierwszy zakład opieki dla niewidomych dziewcząt. Rok później z jej inicjatywy zatwierdzono statut Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Planowała stworzyć nowoczesne miejsce, które w kompleksowy sposób zaspokajałoby potrzeby intelektualne, duchowe i praktyczne podopiecznych. W sferze duchowości miał to być ośrodek oparty na
wierze w Boga.

W latach 1915–1918 przygotowywała się do życia w habicie franciszkańskim. W 1917 r. złożyła śluby wieczyste, a w kolejnym roku nie była już Różą Czacką, tylko siostrą (później matką) Elżbietą, przyjmującą kandydatki do zgromadzenia służącego ludziom niewidomym – Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Ich opiekunem duchowym został ks. Władysław Korniłowicz. Od 1922 r. w Laskach pod Warszawą matka Elżbieta budowała ośrodek, w którym znalazły się dom Zgromadzenia i ośrodek Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Na stronie Towarzystwa (www.laski.edu.pl) można przeczytać, że „Laski stały się ośrodkiem duchowości franciszkańskiej, przyciągającym ludzi poszukujących; miejscem, gdzie cierpienie spowodowane brakiem wzroku przyjmowane jest z męstwem i pogodą; gdzie na równych prawach współpracują ze sobą osoby niewidome, pracownicy świeccy i siostry zakonne”.

Wojenne losy

Odtąd swój czas poświęcała rozwojowi tyflologii w Polsce. Pracowała m.in. nad dostosowaniem alfabetu Braille’a do polskiego systemu fonetycznego, sprowadzała, tłumaczyła i wydawała książki i czasopisma z całego świata. W 1938 r. lasecki dział tyflologiczny składał się z ponad 700 woluminów. Niestety, we wrześniu 1939 r. w Warszawie matka Elżbieta została ranna w głowę i straciła oko, budynek z Działem Tyflologii w Laskach spłonął, a muzeum i drukarnia zostały zniszczone.
Siostry z Lasek aktywnie wsparły Powstanie Warszawskie, zapewniając m.in. opiekę rannym.
Po wojnie matka Elżbieta zajęła się odbudową ośrodka. W latach 50. z powodu choroby wycofywała się z aktywnego kierowania placówką i Zgromadzeniem.
Zmarła w opinii świętości 15 maja 1961 r. Została pochowana na cmentarzu na terenie ośrodka.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 05, 2021 09:54 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
źródło: BIP nr 8 (247), kwiecień 2021
Rafał

Szczepienia masowe przeciwko COVID-19 na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jako osoba niewidoma obawiałem się, czy dam radę samodzielnie poruszać się w gąszczu korytarzy i tłumu ludzi. Okazało się, że spotkało mnie miłe zaskoczenie, od wejścia moim przewodnikiem był żołnierz, a cała procedura przebiegła bez problemu, w dodatku z ominięciem kolejek. Organizatorzy szczepień na Narodowym zdali egzamin z dostępności.
Gdy w mediach rozpętała się burza w sprawie przyspieszonej możliwości zapisu 40-latków, zastanawiałem się, czy sprawdzać, czy nie, a może to fake news? Gdy w sieci pojawiło się rozporządzenie, że mogę się rejestrować, zalogowałem się na portalu pacjenta i skorzystałem z możliwości zapisu na szczepienie.
System wskazał dość odległy termin, jednak brałem w ciemno. Miałem nadzieję, że może później uda się to zmienić.
Stadion Narodowy, bo tam miałem się zaszczepić, to dość rozległy teren. Pytałem w miejskich urzędach, czy jako osoba z niepełnosprawnością mogę liczyć na pomoc w dotarciu na miejsce i poruszaniu się po terenie. Odsyłany od jednego urzędu do drugiego słyszałem: „pomagamy osobom, które nie poruszają się samodzielnie, proszę pytać w OPS. Nie wiemy, czy osobie niewidomej przysługuje pomoc. Możemy zapewnić transport w ramach usługi przewozu osób, więcej nie możemy zrobić”. Zawiedziony, że w europejskiej stolicy brak możliwości pomocy, zdaję się na własny los i możliwość przekonania się samemu już na miejscu, czy uda mi się odnaleźć w tej sytuacji.
Pod wskazane miejsce docieram taksówką ̶ wychodzi taniej, niż gdybym korzystał z usług miasta. Ochrona kieruje mnie do wejścia, a tam wszystko już idzie gładko. Mierzą mi, tak jak innym, temperaturę. Jest w porządku, mogę wejść na teren. Po chwili obok mnie stawia się żołnierz gotowy pomagać mi w poruszaniu się po obiekcie. Nikt nie pyta o orzeczenia, nikt nie stawia warunków, po prostu otrzymuję fachową pomoc i jestem prowadzony „jak po sznurku”. Mijam punkt za punktem, liczne rejestracje, wszędzie bez czekania w długich kolejkach, procedura podobna do tej na lotnisku ̶ ten kto leciał, wie, jak to działa. Tu jest podobnie.
Niewypełnione oświadczenie RODO? Żaden problem, żołnierz pomaga mi je wypełnić. Na koniec po szczepieniu czekam, jak inni, 15 minut na wypadek jakiegoś incydentu zdrowotnego. Ale nic się nie dzieje. Na recepcji pracownik wyczytuje osoby, które już mogą odebrać kartę szczepień i udać się do domu. Moją odbiera żołnierz. Żegnam się dopiero na zewnątrz, dziękuję i dowiaduję się, że pan, który mi pomagał przez cały ten czas, nigdy wcześniej nie miał okazji prowadzenia osoby niewidomej. Myślę, że tego dnia zdobył cenne doświadczenie, którym będzie miał okazję podzielić się, kiedy następnym razem spotka osobę z niepełnosprawnością narządu wzroku. Dlatego zachęcam tych, którzy się boją. Wystarczy poprosić, a nie żądać, bo mi się należy, a uśmiech przykryty maseczką z pewnością zaprocentuje. Mogę powiedzieć jednym zdaniem: organizatorzy szczepień na Stadionie Narodowym zdali egzamin z dostępności.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 05, 2021 09:56 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Jak skutecznie rozpoznać i leczyć zaćmę w dobie pandemii COVID-19?
Źródło: pzn.org.pl 29.04.2021

Pandemia koronawirusa i strach przed zakażeniem przyczyniły się do znacznego spadku liczby operacji zaćmy. Lekarze, eksperci i przedstawiciele organizacji pacjentów apelują do chorych, aby nie rezygnowali z zaplanowanych zabiegów, bo może się to wiązać z poważnymi komplikacjami zdrowotnymi. Podkreślają, że szpitale w czasie pandemii przestrzegają ścisłych reguł sanitarnych, aby zapewnić bezpieczeństwo pacjentom.
W tym roku przeprowadzono ok. 30% mniej operacji zaćmy, niż miało to miejsce w 2020 r. Główną przyczyną spadku procedur jest strach pacjentów przed bezpieczeństwem placówek medycznych w dobie pandemii. To sprawia, że wiele osób, mimo objawów zaćmy, nie przychodzi do lekarzy okulistów, a inni odwołują zaplanowane już zabiegi. Temat ten był poruszany na konferencji online pt. „Diagnostyka i leczenie zaćmy w dobie pandemii COVID-19” zorganizowanej z inicjatywy Polskiego Związku Niewidomych w Centrum Prasowym PAP 29 kwietnia br.
W konferencji wzięli udział eksperci: Małgorzata Pacholec – dyrektor Instytutu Tyflologicznego PZN, prof. Marek Rękas – konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki, prof. Robert Flisiak – prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, Maciej Miłkowski – podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia oraz Grzegorz Błażewicz – zastępca Rzecznika Praw Pacjenta. Dyskusję moderowała red. Ewa Dux–Prabucka, prezes Stowarzyszenia Dziennikarze dla Zdrowia.
Prof. Robert Flisiak, epidemiolog, zapewniał, że obecnie szpitale są bardzo bezpieczne. Wszystko to za sprawą szczepień kadry medycznej oraz zachowywania zasad szczególnej ostrożności, co pozwoliło niemal całkowicie wyeliminować ogniska zakażeń w placówkach. Pandemia wymusiła też pewne zmiany w procedurach, jak np. możliwie najwięcej aktywności wykonywanych online, tak aby osobiście pacjent pojawił się dopiero na zabieg. Wszystkie te czynniki znacząco obniżają ryzyko zakażenia się koronawirusem w placówkach medycznych.
Z kolei Grzegorz Błażewicz, zastępca Rzecznika Praw Pacjenta podkreślał, jak ważna jest edukacja pacjentów w zakresie ich praw. Apelował, aby instytucje i organy państwowe, a także organizacje pozarządowe podjęły działania zachęcające pacjentów do kontrolowania swojego zdrowia. To tym bardziej istotne dlatego, że zgodnie z zaleceniem NFZ od 4 maja w szpitalach mają być wznowione planowe zabiegi.
Tego samego zdania była Małgorzata Pacholec, dyrektor Instytutu Tyflologicznego PZN. Zaburzenia widzenia to powszechny i bardzo poważny problem, który może dotknąć każdego – mówiła. – Nieleczona zaćma może nieść za sobą poważne konsekwencje dla zdrowia, dlatego tak ważne jest, aby szybko reagować i wdrożyć odpowiednie leczenie, bo choroba nie poczeka. Małgorzata Pacholec zachęcała, aby mimo obecnej sytuacji nie rezygnować z zaplanowanych zabiegów.
Słowa ekspertów znalazły też potwierdzenie w krótkim filmie, w którym pacjent opowiedział o tym, że w czasie pandemii miał zabieg usunięcia zaćmy. Procedura była bezpieczna, a teraz o wiele lepiej widzi. Dlatego zachęca wszystkich chorych, aby nie rezygnowali z zaplanowanych operacji, bo jeśli teraz wiele osób poczeka na lepsze czasy, to za jakiś czas znowu mogą powrócić kolejki pacjentów na zabieg.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 05, 2021 10:29 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: magazyn.wp.pl 30.04.2021
Marcin Makowski

Chcą szansy na równy start w dorosłe życie. Tę szansę zabija właśnie pandemia.

- Dużo się pozmieniało?

- Dla was małe rzeczy, dla nas wszystko. W miejscu, które znałam, wyrasta ściana z pleksi. Ekspedientki na poczcie brzmią inaczej. Nie mogę naciskać guzików, gdy chcę przejść przez pasy. Toaleta na dworcu, z której zawsze korzystałam, od teraz zamknięta. Mało? Gdy zakładam maseczkę, tracę poczucie przestrzeni.

- A przyłbica?
- Jak można było nosić, próbowałam. Dramat. Jakbym za chwilę miała na coś wpaść. Najgorsze są te gumki za uszami.

- Gumki?

- Tak, od masek. Przewodzą dodatkowe dźwięki, inaczej słyszę swój oddech. Echolokacja wysiada.

Spróbuj zamknąć oczy i przejść przez pandemię. Jak poznasz ludzi, gdy nie będziesz w stanie przejechać opuszkami palców po kącikach ich ust? Jak wyjdziesz z domu, gdy dotykanie klamek, ścian i poręczy to igranie z losem? A przecież tak odkrywasz miasto, które nagle założyło gorset dodatkowych barier.

Jak przygotujesz się do matury, gdy nie masz w domu maszyny do zapisu Braille’a, lupy, modeli figur geometrycznych. Jak nauczysz się zaplatać koszyki, gdy nie ma nauczyciela, który pokieruje twoją ręką? Kto odda ci ten stracony rok?

A teraz otwórz oczy i wyobraź sobie, że to, co dla ciebie jest trudne - nauczanie zdalne, praca, relacje z bliskimi, lęk przed samotnością i śmiercią - niewidomi przechodzą ze zdwojoną siłą.

- Wie pan, że przy pierwszym lockdownie ludzie się nas bali? Nie chcieli podchodzić, podprowadzać. Przecież trzeba zachować dystans, a może my jesteśmy pokryci wirusami? Przecież wszystko cały czas dotykamy. Wiele projektów prowadzonych z niewidomymi się wtedy pokończyło. I już nie wróciły.
Odeszło też poczucie oswojenia przestrzeni, naturalne reakcje drugiego człowieka. Miasta zrobiły się ciche i niedostępne. Nawet tak banalne rzeczy, jak zakupy, trzeba było przepracować na nowo. Nieustannie zmieniające się reguły, kolejki, tysiące dupereli. A to rękawiczki jednorazowe, a to stanie gęsiego.
Co jest akurat czynne, jakie są obostrzenia, kiedy kończą się godziny seniorów? O tam jest napisane - na karteczce. Tylko kto ci przeczyta kartkę za szybą, gdy nikogo wokół nie ma?

- Żeby wiedzieć, gdzie jest w Żabce śmietana, ktoś musi mi ją wskazać. To wymaga kontaktu, a jak osoba zza szyby ustawionej przed kasą ma mi nagle wyjść i pomóc, gdy obsługuje rządek ludzi, którym powiedziano, że nie mogą się do siebie zbliżać? Ja tam jestem jak intruz.
- Wszyscy macie te problemy, bez względu na wiek?

- A co to za różnica, ile masz lat, jak dostaniesz po ubraniu spirytusem, bo przypadkiem oprzesz się o stojak z płynem do dezynfekcji? Zaczęło się to wszystko i nagle w miastach postawili nowe barykady. Skąd miałam wiedzieć, który park był zamknięty? W jakie miejsca nie wolno mi wejść?

To głosy nauczycieli, rodziców i uczniów z Zespołu Szkół i Placówek pn. "Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących" przy ul. Tynieckiej w Krakowie.

Jak my wszyscy, oni również z dnia na dzień musieli się dostosować do nowej "normalności". Ogarnąć Zooma, pracować zdalnie, uczyć się na odległość, utrzymywać relacje z bliskimi, dbać o siebie i w tym wszystkim nie zwariować.

Jedni z pandemii wychodzą silniejsi, inni nie są w stanie dłużej dźwigać ciężaru izolacji. Nie odcięto ich po prostu od szkoły. To jest ich drugi dom.

Puste korytarze

Do budynku, z którego rzut kamieniem na Wawel, wchodzi się jak do przychodni. Długie korytarze, podobna skala i obostrzenia sanitarne. Podobna cisza. Gwarne na co dzień sale - poza nielicznymi dziećmi, które nie mogą zostać w domach - puste.
A przecież, zanim świat zwolnił, to był tętniący życiem mikrokosmos. 358 uczniów, 263-osobowy personel, basen, ogród, ścieżki sensoryczne, sala gimnastyczna, pracownie, szkoła muzyczna, internat. Miasto w mieście.

- Wie pan, że urządziliśmy konkurs na imię dla termometru, którym mierzymy temperaturę uczniów? - pyta na dzień dobry Marcin Dębski.

Dyrektor "Tynieckiej" to jedna z tych osób, które nie kręcą się w biurze pod krawatem, uczniów i nauczycieli znają po imieniu, a w święta przyjeżdżają z ekipą motocyklowych kumpli z prezentami.

- I co wygrało?

- Bolek. Gdy działają klasy 1-3, rodzice żegnają się z dziećmi w lobby, dalej nie ma już wstępu. Próbowaliśmy oswoić, zhumanizować pandemię - słyszę. Tyle że trudno oswoić rzeczywistość, w której ponad 40 proc. nauczycieli było chorych. Teraz koronawirus rozkłada administrację i obsługę techniczną, a jakoś trzeba działać, bo życie niewidomych nie może się zatrzymać.

- Najgorzej było jesienią, ale starałem się otwierać szkołę na tyle, na ile się dało. Nie mieliśmy wyboru, nasi uczniowie często mają choroby współistniejące, to dla nich jedyne miejsce rehabilitacji. Tutaj są ich przyjaźnie, tu poznają nowych ludzi. To ich cały świat. Bardzo doskwiera im brak kontaktu fizycznego.

- O co najczęściej pytają?

- "Kiedy wrócimy?". Ale to nie takie łatwe. Niektórzy rodzice chcą powrotu dzieci, inni chcą je zatrzymać w domu. Jestem między młotem a kowadłem. Jeżeli pandemia potrwa kolejny rok, to nie damy rady odrobić strat. Są zresztą już teraz.

Im dłużej rozmawiamy, tym częściej łapię się na grzechu pierworodnym w dyskusjach o niewidomych.: "Jak oni rozumieją to, co się teraz na świecie dzieje?".
A jak mają rozumieć?

- Oczywiście niektórzy nie wierzą w pandemię, ale funkcjonują w sieci tak samo, jak my. Czytają te same portale i ostatecznie stosują się do obostrzeń.
Zdarzyło się, że jedna matka mówiła, że nie ma wirusa i zrobiła awanturę, bo za często wietrzymy sale i każemy dzieciom myć ręce. To na szczęście mniejszość.

Rozumieć koronawirusa to jedno, ale odnaleźć się w świecie postawionym na głowie - to drugie. Bo jak stosować dystans społeczny wobec 8-latka?

- Gdy dziecko jest daleko od mamy, przecież musi się do kogoś przytulić. Nasi pedagodzy podchodzą do tego ze zrozumieniem. Tam, gdzie to możliwe, stosujemy dystans, ale przy bezpośrednim kontakcie w szkołach zawodowych, np. nauce masażu, co zrobić? Nie dalibyśmy rady bez pań sprzątających, które po kilkanaście razy dziennie dezynfekują wszystkie barierki i szlaki komunikacyjne w szkole. Bez nich dzieciaki nie mogłyby się poruszać.
Oddzielnym wyzwaniem, gdy szkoła działała w reżimie sanitarnym, była kuchnia. Żeby osoba niewidoma wiedziała, co ma na talerzu, musi najpierw wszystkich rzeczy dotknąć. Ustawić ziemniaki, mięso, sałatkę, dopiero później chwyta nóż i widelec. Jak zrobić to w reżimie sanitarnym?

Siłą rzeczy trzeba było zrezygnować ze szwedzkiego stołu, przy którym - ucząc dzieci funkcjonowania w hotelach i codziennych sytuacjach - asystowali nauczyciele.
Już nie asystują.

- Niestety mam kilka sygnałów o uczniach podupadających na zdrowiu. Rodzic mimo najlepszych chęci nie będzie w stanie zastąpić dziecku zajęć z rewalidacji, orientacji przestrzennej, basenu, wychodzenia na miasto. Jesteśmy w centrum Krakowa, a większość z nich pochodzi ze wsi i małych miejscowości. Tam nie ma dokąd pójść.

Często nawet nie o samo "miasto" chodzi. Problemy są bardziej przyziemne. Zaczynamy obchód "Tynieckiej", zaglądam do jednej z sal, w której prowadzona jest zdalna lekcja nauki gry na pianinie.

Klaudia z pierwszej klasy technikum musi opanować materiał, nie mają w domu komputera ani internetu. Również w telefonie.
- Ma zwolnienie od psychiatry od zajęć z komputerem. Organizujemy zajęcia online, ale ona nie może brać w nich udziału. Omijają ją koncerty. I co my możemy zrobić? Dzwonimy do siebie i uczymy tyle, ile się da - mówi Maria Zbroja, wicedyrektor Zespołu, kierująca szkołą muzyczną.

Przerwana lekcja informatyki

O ile zdalne nauczanie muzyki jeszcze można sobie wyobrazić, to z informatyką jest trudniej. To, co dzieje się w sali komputerowej, przypomina lekcję z duchami.

Miejsca przed monitorami siłą rzeczy są puste. Na ekranach wyświetlane są zdalnie pulpity uczniów siedzących w domach. Widać zadania wykonywane na komendy nauczyciela.

Podłączony do zestawu słuchawkowego Sławomir Sarota rozmawia ze mną i trzema uczniami równocześnie.

- Zuzia, otwórz dysk zdalny. Przekopiuj pliki i wypal je na płycie. Michał, dobrze. Sprawdź, czy u ciebie też się nagrywa. Szymon, wszedłeś w zły folder.

Jestem zdumiony tym, co widzę.

- Przecież tutaj są ruszające się kursory, błyskawiczna praca z plikami, jak to możliwe?

- Niewidomi słyszą kursor, wiedzą, gdzie jest. Większość rzeczy wykonują skrótami klawiszowymi. Proszę usiąść.
Siadam przy komputerze. Odpalamy program Voiceover i lektor, mechanicznym głosem, czyta to, co dzieje się na ekranie: - Start, programy, Microsoft Teams.

- Takiego głosu lepiej się słucha. Moi uczniowie potrafią pracować na przyspieszeniu, które dla widzących jest praktycznie niezrozumiałe – tłumaczy Sławomir Sarota. – Kiedyś robiliśmy zawody, kto szybciej wykona kilka zadań. Niedowidzący przy użyciu myszki czy niewidomy klawiaturą. Nie muszę chyba tłumaczyć, jaki był wynik. Oni znają programy i ich komendy lepiej od nas.

Uświadamiam sobie, że pracując z tekstem przez całe dorosłe życie, nie znałem połowy skrótów klawiszowych w Wordzie, które pokazał mi nauczyciel, a które stosują na co dzień jego uczniowie. Proszę o przełączenie uczniów na zestaw głośnomówiący.

- Jak się wam pracuje w zdalnie?

- Zdalne lekcje to porażka - Zuzanna jest rozbrajająco szczera. - Niewiele z nich pamiętam, najgorzej jest z matematyką. Bardzo trudno zapisać ją na komputerze, bez kartki i maszyny Braille’a. Jak w takim układzie mamy się przygotować do matury?

- Ja się przystosowałem - odpowiada Michał. - Nie trzeba szukać sal lekcyjnych, wszystko mam pod ręką.

- A ja nie potrafię zrobić z domu szkoły - dopowiada Zuzanna.

- Wiadomo, że najbardziej człowiekowi żal utraty kontaktów ze znajomymi. Staram się rozmawiać z nimi przez telefon i komunikatory, ale to nie to samo - mówi Szymon.

- No i basen, jakiś ruch, rehabilitacja - dodaje Michał.

- Uważam, że wielu uczniów po tym roku nie będzie się umiało odnaleźć wśród rówieśników. Nie wszyscy mają idealne warunki w domu, również rodzinne. Dochodzą sprawy prywatne, ale nie chcę wchodzić w szczegóły – mówi Zuzanna.

Czego im najbardziej brakuje, jak spędzają wolny czas?

Michał: - Bardzo chciałbym pójść na mecz piłki nożnej, usłyszeć kibiców.

Zuzanna: - Mieszkam na wsi i nigdzie nie wychodzę. Z książkami jest problem, więc się wzięłam za filmy. Oglądam na Netfliksie seriale psychologiczne i horrory.

Szymon: - Uczę się nowych języków, wkręciłem się w słowiańskie.

Chwilę rozmawiamy o dziennikarstwie. Widać, że temat ich interesuje i że mają sporą wiedzę o świecie.

- Wie pan, że oni już pana wygooglowali? Wszystko w międzyczasie przeczytali – uśmiecha się Sławomir Sarota.

Pada propozycja lekcji o mediach, gdy życie wróci do normalności. Umawiamy się na przyszły semestr. Wymieniamy tytułami dobrych seriali. Na pożegnanie słyszę: "do zobaczenia".

- To, że nie widzą, nie jest tematem tabu – wyjaśnia dyrektor Dębski. - Kiedyś dwóch uczniów wpadło na siebie na korytarzu. Jeden z nich wykrzyczał: "Co ty, ślepy jesteś?".

Koszykarze-plecionkarze

Schodzimy na niski parter. W normalnych warunkach do zawodu przygotowują się tu zaplatacze wikliny. Koszykarze-plecionkarze. W sali, otoczonej częściowo skończonymi, a częściowo wykańczania przedmiotami, witają nas Barbara Bogacka-Galon - wicedyrektor zespołu i Rafał Kozik - nauczyciel.

- Z całego rzemiosła to jedyny zawód, w którym w całym spektrum mogą się kształcić osoby całkowicie niewidome - mówi Kozik. - Mamy takiego ucznia, Wojtka Rafacza, który zdał egzamin na czeladnika. Taki sam jak widzący. Mamy tutaj cztery klasy, na zajęcia chodzi 11 osób. To dla nich idealna droga do usamodzielnienia się w życiu. Niektórzy sprzedają koszyki na Wielkanoc, mają zamówienia na cały rok do przodu.

- Można się tego samego nauczyć w domu?
- Nie można, na pewno nie tak, jak trzeba. Wiklina ma po 120 cm, jest łamliwa. Największy problem jest z praktyczną nauką zawodu. W domach nie ma warunków do zamoczenia kosza wiklinowego, bez tego nie pójdzie się dalej. Materiał musi nabrać plastyczności, my musimy nauczyć ich ruchów, jak używać sekatora, niebezpiecznych narzędzi.
- Nie każdy potrafi działać manualnie palcami. Są u nas osoby, które mają 20 lat, a nie potrafią zawiązać butów. Jak wytłumaczyć im na wczesnym etapie, czy pleść kosz "przed", czy "za", jeśli ktoś nie odróżnia do końca tych rzeczy? Jak mamy to zrobić przez kamerę? - pyta Barbara Bogacka-Galon.
To prosta droga do złych nawyków, a w konsekwencji to miesiące zmarnowanej nauki.
- Manualnie pandemia to czas nie do odrobienia. U nas mówi się, że żeby dobrze zapleść kosz, trzeba przerzucić tonę wikliny. Tracimy bezcenny czas. To samo dotyczy nauki masażu w naszej szkole zawodowej. Przecież nie ma możliwości dobrego nauczenia siły i miejsca dotyku zdalnie - słyszę.
Zmieniło się jednak nastawienie uczniów. Teraz, gdy w krótkich okresach szkoła była otwierana, przyjeżdżając na dwa dni zajęć, uczniowie siedzą do wieczora w klasach. Motywacja jest też podwójna. Tym starają się nadrabiać stracony czas. Nie wszystko da się jednak nadrobić.

Stracony rok i nowe szanse

Bo jak nadrobić lekcje z orientacji przestrzennej, gdy przestrzenią są cztery ściany?

A właśnie tego na "Tynieckiej" uczy Lucyna Zaleska. Jeśli w Krakowie i okolicach ktoś samodzielnie korzysta z białej laski, najprawdopodobniej miał zajęcia właśnie z nią. Niewidomy na taki stopień samodzielności pracuje latami.

- Zabrzmi to górnolotnie, ale my ich uczymy wolności. Idę z kimś 30 razy na dworzec w Krakowie i dopiero za 31. zaskakuje. Może pan sobie wyobrazić, że robimy to wirtualnie? – pyta Zaleska. - Przesyłam uczniom głosy miasta, autobusu, motoru, piły, spuszczania wody w toalecie, ale nie o to w tym chodzi, bo orientacja musi być naturalna. Niewidomy musi to przeżyć sam na sobie i wtedy mamy pełnię doświadczenia.

- Jak w teorii nauczyć miasta?

- Opisujemy najważniejsze punkty komunikacyjne, budowę przystanków, tras. Przypominamy sobie, jak znaleźć numerowane miejsce w pociągu, poszczególne wagony, jakie są ulgi i przywileje. Tłumaczę też, gdzie można kupić laski i jak je dobieramy.

- Bez poczucia ich w dłoni? Bez praktyki?

- Tak to w tej chwili wygląda. Jestem załamana. To jak powiedzieć kobiecie, żeby wirtualnie dobrała sobie perfumy, albo jakby kazać Harry'emu Potterowi dobrać różdżkę przez internet. Jak wybrać psa przewodnika, nie idąc z nim na spacer? - zastanawia się Zaleska.

Szkoły specjalne mierzą się również ze specjalnymi wymaganiami fizycznymi uczniów, którzy potrzebują stałej opieki. Z tym problemem zmaga się Katarzyna Kasprzyk, zajmująca się rewalidacją, mówiąc formalnie: usprawnianiem wzroku u osób niedowidzących, a w praktyce walką o wykorzystanie tego, co jeszcze ze wzroku zostało.

Dla niektórych uczniów przejście z niedowidzenia do całkowitej ślepoty kończy się długotrwałą depresją, dlatego tak ważne jest, aby wykorzystać każdą szansę, którą mają.

- Na czym polegają te zajęcia? Jak się teraz zmieniły?

- Uczę moje dzieciaki korzystania z pomocy optycznych, lupy, monookularów. Nic nowego tutaj nie powiem, mam takie same problemy, jak inni - jak ustawić ostrość w aparaturze, pokazać, jak ogniskować ją na przedmiocie? Jak sprawdzić, czy dziecko na pewno poradziło sobie z zadaniem poza szkołą? Czy dobrze posługuje się lupą, czy jest w stanie skoordynować ruch gałki ocznej z ręką, gdy jesteśmy oddzieleni często setkami kilometrów?

- Mam to samo. Jak wytłumaczyć niewidomemu uczniowi podstawówki, jak wygląda kwadrat, bez fizycznego modelu, który mam w klasie? Jak wykonywać notację Braille’owską działań, gdy nie każdy ma możliwość w domu, aby ją tak zapisać? – zastanawia się Iwona ingram-Tomana, nauczycielka matematyki w klasach 3-4.

Ale pandemia i nauczanie zdalne to nie tylko bezradność.

- Pandemia to wyzwanie, tak to potraktowałam - mówi Beata Ingram, niewidoma nauczycielka niemieckiego, technik Braille’owskich i obsługi komputera, gdy spotykamy się na Teamsach.

- Na początku to był szok i stres tak jak dla uczniów. Nagle stanęłam przed dylematem nauczenia się wszystkiego na raz. Każdy pisał do mnie na innym komunikatorze: Zoom, WhatsApp, Messenger. To jest trudne z perspektywy osoby widzącej, a co dopiero niewidomej. My wszystkiego musieliśmy się uczyć przez klawiaturę, a potem przez skróty klawiszowe.

- Jak dała sobie pani z tym radę?

- Jak każdy. Po prostu musiałam. Nigdy w życiu nie posługiwałam się tymi platformami, a z drugiej strony musiałam prowadzić zajęcia, dzieci na mnie czekały, nikt mnie nie zwolnił z tej odpowiedzialności. I wie pan co?

- Z czasem było lepiej?

- Oczywiście. Pandemia nauczyła mnie ogromu nowych rzeczy. Może to przykre, bo dzieje się dużo złego wokół nas, ale gdyby to nas nie spotkało, nigdy bym się tak nie rozwinęła, jak przez ten rok. Przez jakiś czas pracowaliśmy hybrydowo, cały czas wykorzystujemy tablice multimedialne. Pod względem cyfrowym poszliśmy nie krok, ale setki kroków do przodu.

Zastanawiam się, jak to jest ze zgapieniem przy nauczaniu zdalnym. Czy u niewidomych to też działa?

- Czy mnie uczniowie oszukują? Pewnie tak, ale widzących też oszukują. Lubię swoją pracę, przekazuję wiedzę uczniom, sądzę, że to działa w dwie strony, ale to śmiech przez łzy. Najtrudniej pracuje mi się z małymi dziećmi. Kto nam zwróci ten czas?

Na to pytanie muszą sobie dzisiaj odpowiedzieć nie tylko uczniowie i nauczyciele. To również rola państwa.

Nauczanie w szkołach specjalnych takich jak ośrodek dla niewidomych i niedowidzących w Krakowie, choć rozpoczyna się od najmłodszych lat, siłą rzeczy kończy się najpóźniej w 24 roku życia.
Później dla wielu z tych osób nie ma dalszej drogi rozwoju, jeśli w tym kluczowym czasie nie uda im się nauczyć czegoś, co pozwoli im się usamodzielnić. Zapleść kosz, zatrudnić się w zakładzie masażu.
- Jednemu z uczniów na wyjątkowych zasadach przedłożyliśmy pobyt o rok, ale zaraz mam spotkanie z matką, której muszę powiedzieć, że dalej nie da rady. Boli mnie, gdy widzę, ile czasu z powodu epidemii przeleciało nam przez palce. Może ministerstwo dałoby radę zaoferować dla chętnych dodatkowe 12 miesięcy w szkole, które pomogłoby nadrobić straty z pandemii? - pyta dyrektor placówki, Marcin Dębski.
Dla polityków to jedno rozporządzenie, ale muszą mieć świadomość, że dla setek osób to coś znacznie więcej.
- My jesteśmy błędem statystycznym na tle innych szkół, ale dla tych dzieci to całe życie - mówi jedna z nauczycielek. – One nie proszą przecież o żadną litość. One chcą mieć równe szanse w świecie i życiu, które już na starcie postawiło przed nimi bariery, które dla widzących się nie do wyobrażenia.

Wychodzę z "Tynieckiej". Od jednej z niewidomych dziewczyn słyszę:

- Tylko niech pan nie pisze, że jesteśmy biedni. Nauczyliśmy się tego samego, co wy. A nawet więcej. "Do zobaczenia".

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz maja 13, 2021 13:46 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Źródło: niepełnosprawni.pl 11.05.2021
PAP

Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi zostało założone przez Matkę Elżbietę Różę Czacką 11 maja 1911 roku.

Na marginesie

- Na początku XX wieku osoby niewidome żyły na marginesie społeczeństwa. Nie miały wsparcia medycznego, wykształcenia czy pracy. Pochodząca z rodziny hrabiowskiej Róża Czacka, sama stając się osobą ociemniałą, postanowiła przyjść z pomocą tym, którzy znaleźli się w podobnej do niej sytuacji, ale nie mieli zaplecza materialnego. Chciała, żeby niewidomi byli pełnoprawnymi członkami społeczności, by zdobywając wykształcenie i umiejętności mogli na równi z innymi osobami funkcjonować, rozwijać swoje umiejętności, talenty – powiedział prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi.

- Poza edukacją szkolną Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi zapewnia obecnie dzieciom szeroką gamę zajęć rewalidacyjnych na wszystkich poziomach, w tym m.in.: naukę orientacji przestrzennej, rehabilitację wzroku, integrację sensoryczną, czynności życia codziennego. Dwie trzecie wychowanków mieszka w internatach. Pozostali to osoby dojeżdżające – wyjaśnił.

Na terenie ośrodka istnieje szkoła muzyczna pierwszego stopnia, z której korzysta wielu niewidomych.
- Fakt, że mimo upływu lat i zmian politycznych oraz społecznych Towarzystwo wciąż działa, służąc nie tylko osobom ociemniałym w całym kraju, ale nawet poza jego granicami, jest dla nas konkretnym znakiem Bożego błogosławieństwa – powiedziała Przełożona Generalna Zgromadzenia Sióstr Służebnic Krzyża Matka Judyta Olechowska.
Jak zaznaczyła – wskazując na dyrektorium zostawione przez Sługę Bożą s. Różę Czacką – „celem Towarzystwa jest oddawanie chwały Bogu poprzez nauczanie niewidomych, doskonałego znoszenia swojego kalectwa z miłości ku Bogu”.
- Osoby niewidome, które przyjmują swój krzyż, cierpienie, kalectwo w duchu wiary, mogą być dla wątpiących, poszukujących, zagubionych duchowo i moralnie apostołami – powiedziała matka Judyta.

Początki wsparcia

W roku 1911 opieką objęto pięćdziesiąt pięć rodzin osób niewidomych. Rok późnej otrzymało ją już stu dziesięciu niewidomych i ich rodziny. W 1913 roku przeniesiono zakład dla dziewcząt z ulicy Dzielnej 37 w Warszawie na ulicę Złotą 76. Tam też powstała ochronka dla ośmiorga dzieci. Jednocześnie otwarto przytułek dla ośmiu starszych niewidomych kobiet i warsztaty koszykarskie.
- Róża Czacka chciała wyposażyć te osoby w konkretne umiejętności pracy oraz nauczyć je alfabetu Braille'a, czyli pisania i czytania – powiedział Paweł Kasprzyk.

Przy ulicy Pięknej Towarzystwo założyło w 1913 roku szkołę dla niewidomych chłopców z językiem wykładowym polskim, gdzie uczono metodami specjalnymi dla osób niewidomych i po raz pierwszy w Polsce wprowadzono naukę czytania i pisania pismem Braille'a po polsku.
Alfabet Braille'a został 24 maja 1934 r. oficjalnie przyjęty przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.
W roku 1921 rozpoczyna się budowa zakładu w Laskach, gdzie osoby niewidome mogłyby uzyskać przygotowanie do pracy, warsztat pracy i schronienie. Wybudowano także szkołę dla dzieci, internat, wytwórnie, szpital i schronienie dla starców i osób niewidomych niezdolnych do pracy.

Siostry franciszkanki

Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi ściśle współpracuje z założonym przez Matkę Różę Czacką Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, otaczając niewidomych i ociemniałych wszechstronną opieką. Prowadzi przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja, zawodowe szkoły ponadgimnazjalne, liceum ogólnokształcące, szkołę policealną, szkołę muzyczną oraz internaty.
W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Laskach przygotowuje się do samodzielnego życia ponad 230 niewidomych i słabowidzących dzieci z terenu całej Polski.
Wielu wychowanków ma dodatkowe, ciężkie schorzenia. Praca z niewidomymi dziećmi i ich rodzicami zaczyna się w Laskach w Dziale Wczesnego Wspomagania Rozwoju Niewidomego Dziecka (dla dzieci z północnej Polski taki dział jest w Sobieszewie). Wychowankowie objęci są rehabilitacją wzroku (słabowidzący), nauką orientacji przestrzennej, rehabilitacją ruchową, hipoterapią, muzykoterapią. Ponadto w Laskach prowadzony jest dom dla dzieci głuchych i niewidomych.
Wychowankowie z niepełnosprawnością umysłową w stopniu lekkim uczą się w Szkole Podstawowej Specjalnej i Gimnazjum w Rabce (będącej filią Ośrodka). Natomiast dalsza nauka odbywa się w Laskach, w Gimnazjum Specjalnym i w Szkole Zawodowej Specjalnej.
Placówka w Sobieszewie oprócz Działu Wczesnego Wspomagania Niewidomego i Słabowidzącego Dziecka oraz Przedszkola dla Dzieci Niewidomych prowadzi także Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy dla Niewidomych.

Beatyfikacja

Towarzystwo prowadzi także Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy w Sobieszewie koło Gdańska i dwa ośrodki dla osób dorosłych: Dom Pomocy Społecznej dla Kobiet Niewidomych w Żułowie w woj. lubelskim, gdzie są 74 panie, oraz Dom dla Niewidomych Mężczyzn im. Matki Elżbiety Czackiej w Niepołomicach w woj. małopolskim, gdzie mieszka 18 panów.
Każda osoba niewidoma, która się zgłosi, uzyska wsparcie. Czasami będzie ono bezpośrednie w postaci kursów, np. komputerowych, innym razem w znalezieniu specjalistycznej pomocy.
Zgodnie z decyzją papieża Franciszka beatyfikacja Matki Elżbiety Róży Czackiej i kard. Stefana Wyszyńskiego odbędzie się 12 września br.
„Delegatem Ojca Świętego na tę uroczystość będzie Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Marcello Semeraro” – poinformował 5 maja kard. Kazimierz Nycz w liście do wiernych.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Polski Ład
PostNapisane: Wt maja 18, 2021 08:29 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Polski Ład: od kiedy zrównanie świadczenia pielęgnacyjnego dla wszystkich opiekunów?
Źródło: niepełnosprawni.pl 17.05.2021
PAP

Minister Maląg oceniła, że „Polski Ład to potężna reforma społeczno-gospodarcza, w której centrum jest rodzina”. Zwróciła uwagę, że zaproponowane reformy są bardzo prorodzinne również w zakresie polityki mieszkaniowej, podatkowej i rynku pracy.
- Przygotowany będzie rewolucyjny program mieszkaniowy, który przewiduje, że państwo będzie gwarantować do 100 tys. zł wkładu własnego dla biorących kredyt.
Po raz pierwszy w programie mieszkaniowym znajdzie się również pronatalistyczny czynnik, jakim jest pomniejszanie przez państwo kredytu po narodzinach drugiego i kolejnego dziecka aż do 150 tys. zł łącznie. To bardzo silne wsparcie dla rodzin – powiedziała minister.
Przypomniała również o planach podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 30 tys. i podniesienia progu podatkowego z 85 tys. do 120 tys. zł.
- To wszystko sprawi, że zarobki rodzin będą większe – podkreśliła.

Praca i wychowywanie dzieci

Minister zwróciła uwagę, że Polski Ład przewiduje również rozwiązania ułatwiające łączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci – zarówno poprzez rozwój opieki instytucjonalnej nad małymi dziećmi, jak i wsparcie dla tych rodziców, którzy nie korzystają z takiego rozwiązania.
- Z tego powodu zdecydowaliśmy o potężnym zwiększeniu finansowania programu „Maluch plus” – dotychczas przeznaczaliśmy na niego 450 mln zł, a od 2022 r. będzie to 1,5 mld zł rocznie. Planujemy, aby w tej kwocie było również wyższe dofinansowanie do miejsca w żłobku, aby rodzic ponosił jak najmniejsze koszty.
Nowym rozwiązaniem będzie natomiast świadczenie wypłacane rodzicom na pokrycie kosztów opieki nad drugim dzieckiem pomiędzy 12. a 36. miesiącem życia – powiedziała szefowa MRiPS.
W Polskim Ładzie przewidziano, że w sumie będzie to 12 tys. zł – rodzice sami wybiorą, czy chcą otrzymywać po 1 tys. zł miesięcznie przez rok czy po 500 zł miesięcznie przez dwa lata.
- Planujemy wypłacać to świadczenie od 2022 r. – poinformowała minister.
- Oczywiście utrzymujemy nasze dotychczasowe programy społeczne i ten nowy instrument finansowy będzie realizowany obok programu „Rodzina 500 plus” – powiedziała.
Minister poinformowała, że 26 maja rząd ogłosi nową Strategię Demograficzną.

Renta bez podatku

Minister Maląg zwróciła uwagę, że Polski Ład przewiduje również nowe rozwiązania w zakresie polityki senioralnej. Podano, że w ramach reformy systemu podatkowego emerytury i renty zostaną podwyższone o wysokość podatku dla świadczeń do poziomu 2500 zł.
- Przepisy w tym zakresie pojawią się razem z przepisami podatkowymi, a więc we wrześniu tego roku będziemy je procedować i nowa emerytura będzie mogła funkcjonować od nowego roku. To znacznie polepszy sytuację finansową seniorów – powiedziała.
Szefowa MRiPS zapewniła jednocześnie, że ta zmiana nie wpłynie na wypłatę trzynastych emerytur.
- Trzynasta emerytura jest zagwarantowana na mocy ustawy i nadal będzie wypłacana. Wszystkie realizowane przez nas duże programy społeczne będą kontynuowane.
Z kolei 14. emerytura – tak jak zapowiadaliśmy – to jednorazowe świadczenie, które będzie wypłacone w IV kwartale tego roku – powiedziała minister Maląg.
- Chcemy również, by seniorzy mogli kontynuować pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego, jeśli mają siły i chcą się dzielić swoim doświadczeniem z nowym pokoleniem. Dlatego przygotowaliśmy rozwiązanie, że seniorzy, którzy nie będą pobierali emerytury, tylko zdecydują się kontynuować pracę, będą zwolnieni od podatku dochodowego. Dzięki temu ich kapitał w momencie przejścia na emeryturę będzie wyższy, bo cały czas będą odprowadzali składki – dodała minister Maląg.

Świadczenie pielęgnacyjne nie uzależnione od czasu powstania niepełnosprawności

Szefowa MRiPS zapewniła, że rząd pamięta również o potrzebach osób niepełnosprawnych i przypomniała o przyjętej już Strategii na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami na lata 2021-2030.
W Polskim Ładzie znalazła się zapowiedź, że świadczenie pielęgnacyjne dla sprawujących opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami będzie zrównane niezależnie od momentu powstania niepełnosprawności. Obecnie świadczenie pielęgnacyjne przysługuje jedynie opiekunom osób, których niepełnosprawność powstała przed ukończeniem 18. roku życia (lub 25. roku życia, jeśli osoba się uczy). Opiekunowie dorosłych osób niepełnosprawnych otrzymują natomiast znacznie niższy zasiłek opiekuńczy, który przysługuje im po spełnieniu kryterium dochodowego.
O nieróżnicowanie tych form pomocy od lat apelują środowiska osób z niepełnosprawnościami. Również Trybunał Konstytucyjny W 2014 r. orzekł, że uzależnienie świadczenia pielęgnacyjnego dla opiekuna dorosłej osoby niepełnosprawnej od wieku, w którym powstała ta niepełnosprawność, jest niezgodne z konstytucją.
Dotychczas resort rodziny informował, że realizacja tego wyroku będzie możliwa dopiero po przygotowaniu i wprowadzeniu w życie nowego systemu orzekania o niepełnosprawności. Minister Maląg zadeklarowała jednak, że to się może stać wcześniej.

Od kiedy?

- W zmianach, które będziemy przygotowywali w ustawie „Za życiem” w pierwszym kroku chcemy właśnie doprowadzić do zrównania świadczenia pielęgnacyjnego. Myślę, że prace legislacyjne nad tą ustawą będą mogły rozpocząć się w czerwcu, a wdrożenie przepisu planujemy od początku przyszłego roku – powiedziała.
- Warto również przypomnieć o progu dochodowym dla opiekunów osób, których niepełnosprawność nastąpiła po 18. roku życia i tę kwestię będziemy rozwiązywać razem z reformą orzecznictwa o niepełnosprawności, wtedy będziemy mogli zrealizować ten wyrok – powiedziała minister.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt maja 18, 2021 08:32 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
„Promień nadziei” – powieść fantasy wyjątkowego gdynianina
Źródło: gdynia.pl 16.05.2021

To kolejna książka autorstwa niewidomej osoby ze środowiska osób niewidomych w ostatnim czasie. (przyp. red.)

Jakub Nowicki ma zaledwie 24 lata, a już napisał książkę. „Promień nadziei” to powieść fantastyczna, osadzona w realiach średniowiecznych, w której występują ludzie, krasnoludy oraz elfy. Liczy sobie około 900 stron, a praca nad nią – z przerwami – trwała blisko 12 lat.
Jakub Nowicki na co dzień jest studentem filozofii Uniwersytetu Gdańskiego na Wydziale Nauk Społecznych. Jego ogromną pasją jest paleontologia, którą zajmuje się od czasów podstawówki. Dlatego też – w miarę możliwości – jeździ po muzeach geologicznych i historii naturalnej, w których opowiada o swojej pasji.
Od lat w tych działaniach wspiera go mama. Poza tym gdynianin czasami pisze: zarówno prozą, jak i wierszem.
Kuba jest również aktywistą społecznym i to bardzo ważna część jego życia. Współpracuje z Centrum Współpracy Młodzieży, z którym współorganizuje kampanie podnoszące szeroko rozumianą świadomość społeczną i warsztaty, ale także wydarzenia międzynarodowe.
– Biorąc udział w tych wszystkich działaniach, poznaję ciągle wiele wspaniałych osób, ale też po prostu zmieniam aktywnie rzeczywistość społeczną na bardziej dostępną. Dostępność to dla mnie niezwykle szeroka kategoria. To taka cecha otoczenia, również w wymiarze społecznym, że każdy i każda czuje się w nim komfortowo i godnie. Tak pojmowana dostępność to brak wykluczeń ze względu na niepełnosprawność, płeć, wiek, kolor skóry, orientację psychoseksualną i wiele innych rzeczy. Takie społeczeństwo staram się współtworzyć, na ile mogę – mówi Kuba.

Skąd pomysł na napisanie powieści fantastycznej osadzonej w realiach średniowiecza?

– Dobre pytanie. Fantastyka od zawsze pociągała mnie jako gatunek literacki. Umożliwia oderwanie od codzienności, a tym właśnie dla mnie jest literatura. Ma porwać opowieścią inną niż to wszystko, co nas otacza. Codzienność mamy na co dzień. A skąd realia średniowieczne? Chyba po prostu lubię ten klimat. Generalnie im coś jest od nas bardziej oddalone w przeszłość, tym bardziej mnie interesuje. Takie zboczenie po paleontologii. Realia średniowieczne mają dla mnie urok, przynajmniej te kreowane przez eposy rycerskie, bo oczywiście wiadomo, że ta epoka wyglądała nieco inaczej, ale to realne też lubię i zdarza mi się czytać powieści historyczne osadzone właśnie w nim – opowiada młody pisarz.
Praca nad powieścią trwała łącznie około dwunastu lat. W międzyczasie Jakub miał dłuższą przerwę w pisaniu. Potem, gdy zaczął tworzyć bardziej dojrzale, musiał nieco pozmieniać pojedyńcze rozdziały.
Po napisaniu „Promienia nadziei” nie szukał wydawcy samodzielnie, jak to robi wielu pisarzy. Otrzymał bowiem wsparcie od dyrektorki z II Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni i to ona skontaktowała go z wydawnictwem.
– Teraz dopiero zaczyna się cały proces wydawniczy. Najpierw otrzymałem skróconą opinię wydawniczą wraz ze wstępnym kosztorysem. Jeśli to ostatecznie zaakceptuję, rozpocznie się redakcja tekstu, projektowanie grafiki i inne tego typu zabiegi. Jest szansa na wydanie książki już wiosną przyszłego roku, ale to oczywiście zależy też od ostatecznej ilości korekt, być może od pozyskania sponsorów – dodaje gdynianin.
A co z planami na przyszłość młodego pisarza? Czy powstanie kolejna książka jego autorstwa?

– Nie wykluczam tego, choć na razie chcę zobaczyć, jak przyjmie się ta pierwsza powieść. Pewnie coś następnego powstanie, bo lubię pisać, chociaż kontakty z ludźmi, paleontologię i filozofię – właśnie w takiej kolejności – jeszcze bardziej. Może kolejna powieść będzie kontynuacją pierwszej, bo mam pewne pomysły, a może będzie to coś całkowicie innego. Trudno przewidzieć – podsumowuje Jakub.
Jakub Nowicki jest osobą niewidomą. Swoją pierwszą powieść zaczął pisać Braillem, a dopiero później korzystał z udźwiękowionego komputera.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn maja 31, 2021 14:28 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Kampania społeczna EBU o prawach osób niewidomych i słabowidzących
Źródło: BIP nr 10 (249), maj 2021

Europejska Unia Niewidomych przygotowała kampanię społeczną, w ramach której zostanie przygotowany cykl filmów na temat praw osób niewidomych i słabowidzących.
Pierwsze nagranie dotyczy prawa do korzystania z dostępnej opieki zdrowotnej. Materiał można obejrzeć na kanale YouTube.
Kampania jest prowadzona w ramach projektu PARVIS realizowanego przez Europejską Unię Niewidomych i dziewięć krajów: Słowację, Niemcy, Czarnogórę, Francję, Litwę, Portugalię, Hiszpanię, Holandię i Szwecję. Przedsięwzięcie wspiera również Komisja Europejska.
Działania PARVIS koncentrują się na uprawnieniach wynikających z Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Są to: prawo do dostępnej opieki zdrowotnej, informacji, transportu kolejowego, a także równy dostęp do: rynku pracy, kultury, innowacji i technologii oraz integracja cyfrowa, głosowanie bez barier, niezależne życie i edukacja włączająca.
Oprócz cyklu filmów przygotowana będzie również kampania na Twitterze oraz podcasty. Materiały będą udostępnianie w 10 językach (angielskim, słowackim, niemieckim, serbsko-chorwackim, francuskim, litewskim, portugalskim, hiszpańskim, holenderskim i szwedzkim). Odbędą się również warsztaty online oraz konferencja.
Projekt PARVIS potrwa do końca 2022 r.
Film w języku angielskim jest dostępny na stronie:
https://www.youtube.com/watch?v=kEqaBC2QmcE
Więcej informacji o projekcie można przeczytać na stronie:
http://www.euroblind.org/awareness-rais ... ons-rights
Źródło: EBU

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So cze 12, 2021 16:14 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2265
Usługi asystenckie w praktyce. Jak działa program?
Źródło: niepełnosprawni.pl 09.06.2021
Beata Dązbłaż

W tym roku można skorzystać z rządowych programów „Asystent osobisty osoby niepełnosprawnej”, który mogą realizować samorządy gminne i powiatowe lub „Asystent osobisty osoby z niepełnosprawnościami”, realizowanego przez organizacje pozarządowe.
Ich lista dostępna jest na naszej stronie:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/1765590
Lista rekomendowanych samorządów gminnych i powiatowych, które zgłosiły chęć realizacji programu w tym roku dostępna jest na stronie pełnomocnika rządu
ds. osób niepełnosprawnych:
http://niepelnosprawni.gov.pl/a,1215,li ... -roku-2021

Jednak dopiero pod koniec czerwca poznamy samorządy, które sfinalizują umowy na realizację tego programu, będzie ona dostępna również na stronie pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych.

Lista rezerwowa

Centrum Usług Społecznych w Starachowicach informuje nas, że w tym roku program działa na tym terenie od 25 marca. W zeszłym roku ówczesny MOPS w tym mieście nie korzystał z tej możliwości.

- W ramach Centrum Usług Społecznych obejmujemy wsparciem 58 środowisk w wymiarze od 15 do 60 godzin miesięcznie, z uwzględnieniem maksymalnego limitu pomocy 60 godzin finansowanego z różnych źródeł. Na chwilę obecną wszystkie miejsca są zajęte, przyjmujemy jednak wnioski na tzw. listę rezerwową wg kolejności zgłoszeń – mówi Piotr Ambroszczyk, dyrektor starachowickiego CUS.

MOPS w Lipnie w kujawsko-pomorskim nie uczestniczy w programie „Asystent osoby niepełnosprawnej”, jak poinformowała nas Jolanta Rybczyńska, dyrektor tej placówki. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytanie, z jakiego powodu program nie jest realizowany.

Po raz pierwszy w programie

Ośrodek Pomocy Społecznej w Sandomierzu informuje, że Gmina Sandomierz przystąpiła w tym roku do programu.

- Program jest realizowany od 1 maja. Na terenie Gminy Sandomierz ze wsparcia w ramach programu korzysta 3 osoby niepełnosprawne w tym: 2 dzieci do 16. roku życia oraz 1 osoba z orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności. Liczba godzin usług asystenta dla osób niepełnosprawnych w okresie od 01.05-31.12.2021 r. wynosi 960 w tym: dla dzieci w wieku do 16. roku życia – 640 godzin tj. 80 godzin miesięcznie oraz dla osoby z orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności – 320 godzin tj. 40 godzin miesięcznie – mówi Dorota Tarnawska z sandomierskiego OPS-u.

- W 2020 roku na terenie Gminy Sandomierz nie realizowano programu ministerialnego „Asystent osobisty osoby niepełnosprawnej”. Jednak w Ośrodku Pomocy Społecznej w Sandomierzu jest zatrudnionych dwóch starszych asystentów osoby niepełnosprawnej, którzy realizują specjalistyczne usługi opiekuńcze dla osób z zaburzeniami psychicznymi – dodaje.

Temat rozwojowy

Jak z kolei poinformowała nas dr Agnieszka Kruba-Nieckarz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jarosławiu, Gmina Jarosław nie realizuje programu asystenta, gdyż działania te podejmuje w szerokim zakresie Polskie Stowarzyszenie na Rzesz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, Koło w Jarosławiu.

Do programu nie przystąpiła też gmina i miasto Nowy Targ.

- W ubiegłym roku dokonaliśmy wstępnego rozeznania w zakresie zapotrzebowania na usługi asystenckie. Na zaproszenie o zgłaszanie takiej potrzeby nie zareagował wówczas nikt. Obecnie pojawiają się pojedyncze zgłoszenia, dlatego temat jest dla nas jak najbardziej rozwojowy. Myślę, że zdecydujemy się w następnym naborze do wzięcia udziału w tym programie – mówi Agnieszka Zmarzlińska, dyrektor OPS-u w Nowym Targu.

W oczekiwaniu na umowę

Gmina Szczecinek w tym roku po raz pierwszy przystąpiła do programu „Asystent osobisty osoby niepełnosprawnej”.
- W chwili obecnej czekamy na umowę z Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie. Po jej podpisaniu będziemy przyjmować wnioski o przyznanie asystenta. Informacje będą udostępnione na stronie internetowej UG i GOPS – mówi Elżbieta Sawicka, pracownik socjalny GOPS Szczecinek.

Dla kogo asystent?

Z usług asystenta w ramach programu mogą skorzystać:

dzieci do 16. roku życia z orzeczeniem o niepełnosprawności łącznie ze wskazaniami: konieczności stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji oraz konieczności stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji,
osoby niepełnosprawne, posiadające orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności albo orzeczenie równoważne do wyżej wymienionych.

Warto pamiętać, że zawsze można pytać w lokalnych organizacjach i urzędzie gminy lub miasta, czy usługa asystenta realizowana jest z innych środków niż rządowy program, gdyż niekiedy na poszczególnym terenie są takie możliwości.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So cze 12, 2021 16:14 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 885 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL