Portal - Informator Obywatelski Osób Niewidomych

www.defacto.org.pl
Teraz jest Śr paź 16, 2019 04:56

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 775 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pn paź 06, 2014 19:57 
Offline

Dołączył(a): Cz kwi 11, 2013 17:55
Posty: 2261
Ponad pół miliarda złotych z 1 proc.
Autor: Mateusz Różański, Źródło: Finansebezbarier.pl

506,6 mln – tyle wyniosła łączna kwota przekazana organizacjom pożytku publicznego przez podatników w ramach 1 proc. z rozliczenia podatkowego za 2013 r. Wolę przekazania części swojego podatku na rzecz fundacji i stowarzyszeń wyraziło 12 034 000 osób, czyli 45 proc. wszystkich podatników.
Dla porównania, w w zeznaniu podatkowym za 2012 rok zrobiło tak 11 165 578 osób, a organizacjom udało się zebrać 463,4 mln zł. Coraz więcej ludzi dostrzega więc korzyści płynące z działań sektora pozarządowego.
Najwięcej pieniędzy z 1 proc. podatku za 2013 r., bo aż 127 036 846,65 zł, otrzymała Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą" (w zeszłym roku: 117 182 981,43 zł.). Na drugim miejscu znalazła się Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko", której przekazano o prawie 110 milionów złotych mniej - 17 565 706,34 zł, a na trzecim Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym, która otrzymała 11 580 035,09 zł.
W pierwszej dziesiątce są również: Fundacja "Rosa" (8 725 398,97 zł), Fundacja Nasza Szkoła (6 197 199,99 zł), Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia (6 063 410,24 zł), Fundacja Studencka "Młodzi - Młodym" (6 057 750,01 zł), Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko (5 222 930,29 zł), Fundacja "Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową" (4 854 643,32 zł) i Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego (4 398 916,63 zł).
W sumie podatnicy przekazali 1 proc. na rzecz 7423 organizacji pożytku publicznego.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-02, 12.55
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/191674

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn paź 06, 2014 19:57 


Góra
  
 
PostNapisane: Pn paź 06, 2014 19:59 
Offline

Dołączył(a): Cz kwi 11, 2013 17:55
Posty: 2261
Komórki macierzyste w leczeniu chorób oczu
Komórki macierzyste sprawiły nam kolejną niespodziankę. Okazało się, że są także
w oku. A to oznacza, że możliwe będzie leczenie wielu beznadziejnych obecnie przypadków
ślepoty - pisało "Science"
Czym dla oka jest siatkówka? Mniej więcej tym, czym klisza dla aparatu fotograficznego.
Obie odbierają obraz skupiony przez soczewkę i odwrócony. O ile jednak soczewka jest
stosunkowo prostym tworem mechanicznym, o tyle klisza i siatkówka pełnią rolę złożonego
materiału światłoczułego. Pod tym względem oko przypomina aparat typu Polaroid, gdzie
materiał światłoczuły wywoływany jest na miejscu. Biorąc pod uwagę nieporównanie
większą szybkość, z jaką oko radzi sobie z "procesem wywoływania", można powiedzieć,
że na tym wszelkie analogie do aparatu się kończą.
Wymiana zmętniałej (np. wskutek zaćmy) soczewki stała się rutynowym zabiegiem
leczniczym. Gorzej z siatkówką. Jej uszkodzeń, zwanych retinopatiami, nie daje się
leczyć. Możemy co najwyżej ograniczać ich skutki. A są one, niestety, dość częstą
przyczyną utraty wzroku u chorych na tzw. genetyczne zwyrodnienie siatkówki (retinitis
pigmentosa) oraz osób starszych, zwłaszcza cierpiących na cukrzycę czy nadciśnienie
tętnicze.
- Mamy nadzieję, że w ciągu paru lat retinopatie będą uleczalne - stwierdził
Vincent Tropepe z uniwersytetu w Toronto. Jego zespół dokonał odkrycia tyleż przełomowego,
ile zaskakującego. Wykazał, że oko ma potencjalną zdolność do regeneracji uszkodzonej
siatkówki. Zdolność tę zawdzięcza komórkom macierzystym, a więc takim, które mogą
przekształcić się w dowolną tkankę organizmu. Przypomnijmy, że niedawno tygodnik
"Science" obwołał komórki macierzyste "naukowym przebojem minionego roku", argumentując
to tym, że "potwierdzają pokładane w nich nadzieje". Jak się okazało, także w okulistyce.
- Zachwyt nad nimi jest o tyle uzasadniony, że jako jedyne dzielą się przez
całe życie i umożliwiają naprawę naszych zużywających się z dnia na dzień organizmów.
Sęk w tym, że choć komórek takich pełno w naszych zarodkach, potem ostają się tylko
w nielicznych miejscach, a głównie w szpiku. I wydawało się niemal pewne, że nie
ma ich w naszej siatkówce. Okazuje się jednak, że są - zapewnia Tropepe. Jego zdaniem
ludzie mają prawo cieszyć się z tego - dokonanego u myszy - odkrycia. - Wiadomo było,
że mają je dorosłe płazy i ryby. Teraz wiemy, że mają je też dorosłe ssaki. Więc
na 99 proc. także i ludzie - zaznacza.
Niestety, u dorosłych ssaków komórki macierzyste siatkówki z niejasnych powodów
są nieaktywne.
- Najprawdopodobniej stoją za tym jakieś substancje, które blokują ich działanie
- przypuszcza uczony. - Ale gdyby udało się przełamać ich opór...
Tropepe jest optymistą. Uważa, że poznanie enzymów hamujących aktywność komórek
macierzystych siatkówki umożliwi niechirurgiczne leczenie retinopatii. - Wystarczyłoby
podać substancję, która odblokuje komórki macierzyste, i czekać, aż uszkodzona siatkówka
zacznie się regenerować. A jeśli nie zacznie?
- To pozostaje wariant awaryjny - nie daje za wygraną. - Rok temu moi koledzy
z uniwersytetu w Wisconsin udowodnili, że komórki macierzyste dają się hodować w
laboratorium. Skoro tak, to teoretycznie możliwe jest ich pobranie, namnożenie in
vitro i powtórne wszczepienie pacjentowi.
Zdaniem komentatorów w tym przypadku niewiele musi dzielić teorię od praktyki.
- Na moje oko kilka lat - mówi prof. Derek van der Kooy z tego samego uniwersytetu.
- Oczywiście pierwszy wariant byłby lepszy. Pomóc oku wyleczyć się samemu? Rewelacja!
Ale nawet jeśli nie wypali, to drugi jest na tyle obiecujący, że już teraz można
mówić o wielkim, naprawdę wielkim sukcesie.
Źródło:
www.pbkm.pl,
"Gazeta Wyborcza", "Science"

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 06, 2014 20:01 
Offline

Dołączył(a): Cz kwi 11, 2013 17:55
Posty: 2261
Leczymy cukrzycę jak w latach 50.
Źródło: PAP

Chorych na cukrzycę typu 2 leczymy w Polsce wciąż za pomocą leków, które zaczęto stosować w latach 50. ubiegłego wieku - powiedzieli PAP diabetolodzy. Jesteśmy jedynym krajem UE, który w żadnym zakresie nie refunduje tzw. inteligentnych leków inkretynowych.
- W rezultacie wcześniej musimy stosować u pacjentów terapie, które zwiększają ryzyko tycia i niedocukrzeń, a to przekłada się na częstsze występowanie takich powikłań, jak choroby układu sercowo-naczyniowego czy uszkodzenie tkanki mózgu i szybsza demencja - powiedział PAP prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego. Z badań wynika, że epizody niedocukrzeń zwiększają też ryzyko zgonu pacjenta.
Prof. Władysław Grzeszczak, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nefrologii i Diabetologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu wyjaśnił, że chorego na cukrzycę trzeba leczyć od początku tak, by poziom glukozy w jego krwi był jak najbardziej zbliżony do normy.
- Tylko dobre wyrównanie cukrzycy od samego początku daje szanse, że pacjent jak najdłuższej zachowa funkcję wszystkich narządów, w tym nerek, układu sercowo-naczyniowego, siatkówki oka - zaznaczył diabetolog.

Droższe leczenie powikłań
Z kolei prof. Jacek Sieradzki z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie zwrócił uwagę, że skuteczne leczenie cukrzycy przynosi korzyści ekonomiczne.
- Trzeba pamiętać, że leczenie powikłań cukrzycy, np. dializoterapia, gdy dojdzie do niewydolności nerek czy wszczepianie stentów pacjentom po zawale serca, jest wielokrotnie droższe niż leczenie samej choroby - podkreślił.
Jak przypomniał prof. Grzeszczak, cukrzyca typu 2 jest schorzeniem, które postępuje, dlatego stopniowo trzeba intensyfikować jej leczenie.
- Niestety, w Polsce od kilkudziesięciu już lat mamy do wyboru w zasadzie tylko dwie grupy leków doustnych na cukrzycę typu 2 – metforminę oraz pochodne sulfonylomocznika, które są dostępne w lecznictwie od drugiej połowy lat 50. XX wieku - powiedział diabetolog.
Pochodne sulfonylomocznika mają jednak tę wadę, że mogą powodować niedocukrzenia, które są szczególnie niebezpieczne dla mózgu, a nawet mogą stanowić zagrożenie dla życia pacjenta, zwrócili uwagę diabetolodzy.

Inteligentne leki na cukrzycę
Prof. Sieradzki przypomniał, że 9 lat temu pojawiły się na rynku leki inkretynowe, określane mianem inteligentnych. Zalicza się do nich doustne leki z grupy inhibitorów DPP-4 (inaczej gliptyny) oraz podawane w iniekcjach analogi GLP-1.
- Leki te powodują zwiększenie wydzielania insuliny przez trzustkę tylko wtedy, gdy poziom glukozy we krwi rośnie, przez co nie dają hipoglikemii - wyjaśnił diabetolog. Do innych zalet tych leków zalicza się również to, że nie powodują przybierania na wadze, a niektóre przyczyniają się wręcz do chudnięcia. Tymczasem wielu pacjentów z cukrzycą typu 2 ma nadwagę lub otyłość, a to wiąże się z gorszą kontrolą choroby i szybszym rozwojem powikłań.
- Gdyby leki inkretynowe były refundowane to włączalibyśmy je po metforminie zamiast sulfonylomocznika, zwłaszcza u chorych z otyłością czy dużym ryzykiem hipoglikemii. Dzięki temu moglibyśmy dłużej stosować leczenie doustne i opóźnić rozpoczęcie insulinoterapii - ocenił prof. Czupryniak.
Diabetolodzy podkreślali, że choć insulina jest lekiem bardzo skutecznym, to zarazem zwiększa ryzyko tycia i niedocukrzeń. Obecnie z braku innych opcji terapeutycznych włącza się ją praktycznie zaraz po terapii dwoma lekami doustnymi. A gdy pacjent nie toleruje metforminy to insulina zaczyna być podawana jeszcze szybciej.
Prof. Czupryniak przypomniał, że leki inkretynowe są w różnym stopniu refundowane już we wszystkich krajach UE. W krajach bogatszych, takich jak Dania czy Finlandia, stosuje je nawet do 40 proc. chorych na cukrzycę typu 2.
W Polsce leki te nie są jednak w żadnym stopniu finansowane ze środków publicznych, a ich koszt (kilkaset złotych miesięcznie) stanowi dla większości chorych na cukrzycę typu 2 dużą barierę w ich stosowaniu, dodał prof. Grzeszczak.

Refundacja zawieszona
Na pytanie PAP dotyczące planów Ministerstwa Zdrowia odnośnie refundacji tej grupy leków na cukrzycę typu 2 rzecznik resortu Krzysztof Bąk wyjaśnił, że prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych (AOTM) uznał za zasadne objęcie refundacją dwóch analogów GLP-1 dla najbardziej otyłych pacjentów z niewyrównaną cukrzycą typu 2. Jednak obecnie postępowania refundacyjne odnośnie każdego z tych leków są zawieszone na wniosek producentów. Ponadto kilka leków zawierających trzy różne inhibitory DPP-4 uzyskało pozytywną rekomendację prezesa AOTM pod warunkiem znacznego obniżenia ich ceny.
1 września 2014 r. Rada Przejrzystości AOTM pozytywnie zarekomendowała refundację trzech doustnych leków zawierających jeden z inhibitorów DPP-4 dla ściśle ograniczonych grup pacjentów.
Rzecznik MZ nie odniósł się do stwierdzenia, że w Polsce leczymy cukrzycę typu 2 lekami z lat 50 ubiegłego wieku.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-02, 15.28
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/191693

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 06, 2014 20:02 
Offline

Dołączył(a): Cz kwi 11, 2013 17:55
Posty: 2261
Poskarżył się na złe warunki pracy w spółdzielni niewidomych, chcą go wyrzucić
Kurier Lubelski z dnia 18.09.2014
autor: Małgorzata Szlachetka

Niewidomy Andrzej Gieroba poskarżył się na hałas w swoim miejscu pracy. Teraz zarząd spółdzielni niewidomych w Lublinie chce się go pozbyć. Andrzej Gieroba miał dziewiętnaście lat, kiedy zaczął pracę w spółdzielni niewidomych przy ulicy Głowackiego w Lublinie. Na rozmowę z prezesem poszedł z tatą. Teraz, po czterdziestu czterech latach pracy, może zostać wyrzucony ze Spółdzielni Niewidomych imienia Modesta Sękowskiego. Ale po kolei. 1 września pan Andrzej wysłał pismo do zarządu spółdzielni, w którym prosi o poprawę warunków pracy dla siebie i kolegów. Chodziło o odizolowanie stanowiska z wiertarkami od tej części hali, w której pracują ludzie. O problemie pracowników spółdzielni napisaliśmy w Kurierze Lubelskim. Paweł Skrzypek, prezes spółdzielni niewidomych, tłumaczył nam wówczas, że zamówione w zewnętrznej firmie badanie poziomu hałasu wypadło pozytywnie, a przeniesienie wiertarek w inne miejsce nie jest możliwe ze względu na cykl produkcyjny. Tymczasem sprawa ma dalszy ciąg. Andrzej Gieroba, jedna z trzech osób, które podpisały się pod pismem do zarządu z prośbą o wyodrębnienie pomieszczenia dla wiertarek, dostaje informację, że może zostać wyrzucony ze spółdzielni. Zarząd spółdzielni niewidomych składa wniosek o wykluczenie Andrzeja Gieroby. Z pisma przewodniczącego rady nadzorczej dowiadujemy się, że przyczyną zamiaru wykluczenia jest świadome działanie na szkodę spółdzielni wbrew jej interesom. A dalej o tym, że Andrzej Gieroba miał poinformować prasę o rzekomym naruszeniu przez spółdzielnię przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, polegającym na braku reakcji na nadmierny hałas panujący na hali produkcyjnej.
- Poczułem się jak zbity pies. Znaleźli sobie kozła ofiarnego, bo nie bałem się powiedzieć, co myślę - mówi nam pan Andrzej.
- Piszą tam, że dostałem naganę. Nagana była, ale wtedy, gdy w sobotę zrobiłem sobie przerwę na papierosa. To była kolejna kara bez powodu.
O sytuacji Andrzeja Gieroby chcieliśmy porozmawiać w środę z Pawłem Skrzypkiem, prezesem Spółdzielni Niewidomych imienia Modesta Sękowskiego.
- Nie mam w tym temacie nic do powiedzenia - uciął.
Sprawę za to chętnie skomentował Zbigniew Nastaj, dyrektor Lubelskiego Okręgu Polskiego Związku Niewidomych. Nasz rozmówca też nie widzi. Świetnie zna środowisko spółdzielni przy ulicy Głowackiego, bo pracował w niej przez dwadzieścia trzy lata.
- Docierają do mnie niepokojące sygnały z tego miejsca pracy. Ludzie skarżą się, że atmosfera jest taka, że ledwo da się oddychać - powiedział Kurierowi Zbigniew Nastaj.
- Spółdzielnia powinna zadbać o komfort niewidomych. A hałas wiertarek przeszkadza. Niewidomi są bardziej wrażliwi na dźwięki, a o słuch muszą dbać. Andrzeja Gierobę znam. To jest człowiek, który zawsze powie to, co myśli - dodaje.
- Tego że odezwałem się w słusznej sprawie, nie żałuję. Dzisiaj zrobiłbym to samo. Jest jeszcze nadzieja, bo ujęły się za mną związki zawodowe zakładu - kończy Andrzej Gieroba. Przyznaje, że boi się jednego, że jeśli zostanie wykluczony ze spółdzielni niewidomych, straci pracę, a ma na utrzymaniu żonę i niepełnosprawną córkę.
- Bywa, że wykluczenie ze spółdzielni pociąga za sobą taki krok. Niekiedy też pracodawcy nadużywają argumentu utraty zaufania wobec pracowników, a to zawsze jest subiektywne - przyznaje Marcin Kalbarczyk z Fundacji Praca dla niewidomych w Warszawie.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 06, 2014 20:04 
Offline

Dołączył(a): Cz kwi 11, 2013 17:55
Posty: 2261
Wiem, jak to jest być „alienem”
Autor: tekst i zdjęcia Mateusz Różański, Źródło: inf. własna

- Świat jest pełen ograniczeń, a im więcej ich mamy, tym więcej siły musimy włożyć, by je przezwyciężać, ale tym większą mamy z tego satysfakcję – tak Tomasz Jacyków przywitał gości spotkania, które odbyło się 29 września 2014 r. w Teatrze Syrena w ramach II Warszawskiego Tygodnia Kultury Bez Barier. Podczas spotkania znany stylista opowiedział o brutalnym świecie mody i o tym, jak mądrze i gustownie się ubierać.
Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi stylista już na wstępie odniósł się do swojego wizerunku ekscentryka.
- Wiem, jak to przeszkadza i jak potwornie trudno być „alienem” - mówił Tomasz Jacyków. - Z drugiej strony to właśnie dzięki temu wizerunkowi jestem w tym miejscu, w którym jestem - podkreślił.
Stylista bardzo szczerze opowiedział o swojej fascynacji modą, czym zdobył serca zebranej w holu Teatru Syrena publiczności.
- Ja po prostu kocham te łachy – mówił.

Brutalny biznes
Zebrani w Teatrze Syrena goście mogli posłuchać, jak na przestrzeni lat zmieniał się świat mody, styl życia i jaka jest rola ubioru w dzisiejszych czasach.
- Współczesny świat mody jest zupełnie zachwiany w posadach, gdyż doszło do tego, że moda, która jest elementem kultury, stała się subkulturą - mówił Tomasz Jacyków.
Sporą część wystąpienia stylista poświęcił przybliżeniu słuchaczom kulisów swojej pracy, która polega na pomaganiu ludziom w odnajdywaniu najbardziej pasującego do nich stylu ubierania się. Stylista opowiedział też o całej branży modowej, która jego zdaniem stała się brutalnym biznesem. Odniósł się też do stylu ubierania Polek i Polaków także tych z pierwszych stron gazet.
- Gdy widzę zdjęcia polskich aktorów i aktorek, to widzę świetnie ubrane dziewczyny, które mają u boku akwizytorów – skomentował Tomasz Jacyków.

Ludzie, nie ufoludki
W trakcie spotkania uczestnicy pytali stylistę o najnowsze trendy w modzie, co będzie modne w najbliższym sezonie. Stylista bardzo chętnie udzielał uczestnikom rad, jak modnie się ubierać.
Po spotkaniu mieliśmy okazję zapytać Tomasza Jacykowa, co sądzi o udziale osób z niepełnosprawnościami w pokazach mody i kampaniach reklamowych znanych marek.
- Bardzo bym chciał, żeby takie rzeczy działy się naturalnie i wynikały z czyjejś urody i talentu, a nie były pokazami czyjejś odmienności, na zasadzie: weźmiemy dziewczynę bez nogi i pokażemy ją na wielkim pokazie – odpowiedział.
Zdaniem stylisty osoby z niepełnosprawnością powinny na równych prawach uczestniczyć w świecie mody.
- Przecież osoby z niepełnosprawnością to tacy ludzie jak wszyscy, a nie jakieś ufoludki – podsumował Tomasz Jacyków.

Data opublikowania dokumentu: 2014-09-30, 10.40
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/1 ... 02.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt paź 07, 2014 09:52 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Wrocław: Okupacja urzędu. Niepełnosprawni chcieli pieniędzy
Gazeta Wrocławska z dnia 6.10.2014
autor: Marcin Hołubowicz

Niepełnosprawni walczą o dotację na utworzenie w Wałbrzychu Zakładu Aktywizacji Zawodowej. Czyli miejsca, w którym grupa kilkudziesięciu osób niepełnosprawnych może znaleźć pracę i rehabilitację. Zakład chce utworzyć wałbrzyska Fundacja imienia De Gaulle'a. W piątek od przedpołudnia okupowali oni Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Wieczorem okupacja zakończyła się ugodą. Od wielu miesięcy trwają negocjacje na temat dotacji z publicznych pieniędzy. W piątek niepełnosprawni z Wałbrzycha (ponad dwadzieścia osób) oznajmili, że bez wiążącej deklaracji, że pieniądze będą, oni z urzędu się nie ruszą. Powiedzieli nam, że w sobotę do okupujących mogliby dołączyć kolejni uczestnicy.
- Mamy dość wodzenia za nos! - mówili nam. W urzędzie podano im ciepłe napoje i wodę.
Przed godziną siedemnastą zaczęło się posiedzenie zarządu województwa, które ostatecznie doprowadziło do ugody i zakończenia sporu. W posiedzeniu uczestniczyli przedstawiciele protestujących, zarządu Fundacji i wspierający ich radny sejmiku Patryk Wild. W czym problem? Przecież zarząd województwa ma pieniądze na tworzenie takich instytucji jak Zakład Aktywizacji Zawodowej. Są to pieniądze z Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Na wałbrzyski projekt mogłoby pójść dwa miliony złotych. Problem dotyczy tak zwanego wkładu własnego. Fundacja - by dostać pieniądze - musi sama znaleźć trzydzieści pięć procent wartości. A w tym przypadku - zdaniem urzędników - zaproponowany przez fundację wkład to fikcja. Zdaniem urzędowych prawników prawo nie zezwala, by taki wkład przyjąć. Owym wkładem było użyczenie powierzchni biurowej, w której ma być urządzone call center. Właściciel budynku część tej powierzchni bezpłatnie użyczył Fundacji, a część wynajął na komercyjnych zasadach. Ta użyczona część to właśnie wkład. Urząd uważa, że cena wynajmu części powierzchni jest mocno zawyżona. Fundacja miałaby płacić za część jak za całość - gdyby wynajęła ją po rynkowych cenach. W Fundacji przekonują, że urząd nie ma racji, że wyceny ekspertów - przedstawione przez Fundację - pokazują, że wszystkie ceny policzone są prawidłowo. W piątek urzędnicy zaproponowali kompromis. Namówili prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja, by ten przekazał Fundacji za darmo nieruchomość, która byłaby wkładem własnym. Problem w tym, że Zakład Fundacji De Gaulle'a miał ruszyć do końca roku. Władze województwa zapewniają, że mógłby ruszyć. Ale nie wiadomo, jaka nieruchomość byłaby przekazana Fundacji i czy uda się ją do grudnia przystosować na call center. No i kto miałby zapłacić za przygotowanie projektów prac modernizacyjnych. Fundacja nie ma na to pieniędzy. Wicemarszałek Jerzy Michalak obiecał, że poprosi prezydenta Szełemeja, by ten wspomógł Fundację odpowiednią kwotą. Porozumienie na warunkach zaproponowanych przez marszałka osiągnięto w piątek po godzinie dziewiętnastej. Teraz prezydent Wałbrzycha ma przekazać fundacji nieodpłatnie lokal, który będzie jej wkładem własnym. Na najbliższy poniedziałek zaplanowano szczegółowe rozmowy na ten temat, już z prezydentem Wałbrzycha Romanem Szełemejem.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 10, 2014 07:50 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Ryszard Sterczyński

Stowarzyszenie De Facto jest organizacją pozarządową działającą w Polsce na polu usuwania barier w dostępie osób niewidomych do informacji i kultury.

Jak opisać niewidomym góry, wytłumaczyć ich wysokość, kształty, monumentalne piękno? Myślałem, że to niemożliwe. Udało się po raz pierwszy w Beskidach – dzięki wolontariuszom.

Uczniowie kilkunastu gimnazjów z całej Polski przygotowywali się od kilku miesięcy do tego trudnego zadania. W ramach Szkolnych

Grup Wolontariatu spotykali się z niewidomymi, opisywali architekturę, krajobrazy, postaci, widoki na zdjęciach i ilustracje historyczne. Te opisy były później weryfikowane przez specjalistów od audiodeskrypcji (słownego opisu różnego rodzaju sztuk). Renata Nych, przewodnicząca płockiego Stowarzyszenia De Facto i organizator projektu, mówi:

– Podstawą pomysłu był fakt, że osoby niewidome korzystają z naszego Kiosku z prasą, który umożliwia osobom niewidomym swobodny dostęp do informacji, ale nie znajdują w nim opisu ilustracji, które są ważnym uzupełnieniem tekstu. Uznaliśmy, że jedynie ruch społeczny, wolontarystyczny może pomóc w tej sprawie. Stworzyliśmy w tym celu trzy projekty, skierowane do osób 50 plus, studentów i młodzieży gimnazjalnej, która okazała się najwdzięczniejszą grupą, bo nie traktuje tego zadania jak pracy społecznej.

Najlepszych wolontariuszy – z gimnazjów w Złotnikach Kujawskich i Blachowni na Śląsku – organizatorzy projektu zaprosili do Szczyrku. Także ich niewidomych rówieśników oraz dorosłe osoby niewidome pracujące w projekcie. Przed wolontariuszami spore wyzwanie: towarzyszyć niewidomym przyjaciołom w górskiej wędrówce. Nie tylko asekurować, także opisywać krajobraz tak, aby osoby niewidzące mogły naprawdę poczuć, że są w górach.

Góry na północy?

Wyruszamy z przełęczy Salmopolskiej w górach Beskidu. Michał prowadzi Maćka, Kamilę asekuruje Ewelina, Justyna Anetę, Wiktorii pomaga Agnieszka, ale par jest więcej. Ten podział będzie się zmieniał w ciągu kilku godzin marszu na Skrzyczne. Poranek nam sprzyja – zapowiada słoneczny dzień. Czuje się ciepło odchodzącego lata, jego zapachy.

– Te zmysły mamy wspólne, ale ze ślepym o kolorach nie porozmawiasz, po prostu się nie da – mówi z dużym dystansem do swojej choroby Andrzej z Krakowa.

– Pamiętam sprzed dwudziestu lat grę świateł, półcieni, ułożenie chmur na niebie. Ta pamięć wzrokowa nieraz przeszkadza, bo człowiek wie, co stracił.

Większość dnia to dla nich noc lub zmierzch, każdy krok to niepewność, a czyjś głos – radość „zobaczenia” drugiej osoby. Maciek (14 lat) nie widzi od urodzenia, nie wie, co to na przykład linia horyzontu. Choć idziemy długo, jest zadowolony ze skali trudności.

– W mieście wszyscy się martwią, że się potknę, przewrócę. Tutaj wszędzie są kamienie, a ja się nie boję. Mam swojego opiekuna, a niekiedy nawet dwóch, którzy stale mi podpowiadają, jak iść.

Przewodnik proponuje chwilę wytchnienia:

– Ci, którzy widzą, niech opowiedzą o krajobrazie tym, którzy mniej widzą.

Wiktoria (lat 17, niewidoma od urodzenia) słucha i nachodzą ją refleksje:

– Dla mnie góry są dużym odkryciem. Nigdy po nich nie chodziłam. Kiedy pytano mnie na geografii, gdzie leżą, wyobraziłam sobie, że jak się wchodzi na górę, to się idzie na północ. Ale geograficznie to bzdura. Jednak bez opiekuna bym tu nie weszła.

Ręka na łokciu.

Im bardziej w górę, tym więcej kamieni, strumyczków, rowów. Co chwilę słychać: „uwaga, konar, duży kamień, kałuża”. Dla Beaty (degeneracja siatkówki od siódmego roku życia) o sekundę za późno… Po chwili ze śmiechem wyskakuje z kałuży. Wcale się nie przejęła tym małym „wypadkiem”. Beata dużo wie o współpracy osób widzących z niewidomymi i stara się przekazać swoje doświadczenie innym:

– Opiekun niewidomego powinien wiedzieć, że dla nas najlepiej jest uchwycić go powyżej łokcia, lewego lub prawego. Gdy łokieć lekko się podnosi lub opada w czasie marszu, wiem, że będzie przeszkoda.

Te zasady dobrze zna Michał (16 lat), wolontariusz, który dla wielu jest tutaj przykładem. Opiekuje się na zmianę Andrzejem i Maćkiem. Słyszę, jak mówi o wklęsłościach i wypukłościach terenu, skałach. Zaciekawieni niewidomi przytulają się do skały, by poznać strukturę piaskowca.

– Inaczej prowadzi się niewidomego, a inaczej niedowidzącego.

Trudno wytłumaczyć Maćkowi, jak ktoś jest ubrany, bo on tego nie zrozumie, nigdy go nie widział i nie ma punktu odniesienia, tak jak Andrzej, który pamięta świat widzących.

Michał ma doświadczenie:

– Moi rodzice częściowo nie widzą. Wiem, jak im ciężko, dlatego chcę pomagać takim ludziom jak oni. Nie narzekam na kłopoty, ale nieraz boli, że załatwienie najprostszej sprawy wymaga samochodu, a na prawo jazdy jestem jeszcze za młody.

Wolontariuszka Paulina (15 lat) z gimnazjum w Blachowni czuje już zmęczenie drogą i… niesmak.

– Popełniłam gafę wobec niewidomego Maćka. Powiedziałam mu, że końca wycieczki nie widać. Ale uświadomiłam sobie, że on i tak tego nie zobaczy. I zrobiło mi się głupio. Przeprosiłam, ale Maciek mówi: spoko, nawet mnie pochwalił, że dobrze pomagam. Jestem zdziwiona, że niewidomi są tak otwarci na świat. Mają większe ambicje niż ludzie widzący, na przykład uczą się języków. Naprawdę mnie inspirują.

Pomidor na dwunastej i budowanie góry z koca.

Zjeżdżamy do Szczyrku, czas na kolację. Wolontariusze ruszają do pomocy. Agnieszka opisuje Kamili, co ma na talerzu:

– Na dwunastej masz pomidora, na piętnastej ser, a wędlinę… – wszystko zgodnie ze wskazówkami zegara.

Taki opis to standard przy każdym posiłku. Po kolacji spotkanie z Bogdanem Widawką, dziennikarzem radiowym, który pokazuje, jak ci, którzy nie widzą, mogą zrozumieć wielkość gór. Pomysł jest prosty. Wystarczy, że osoba widząca będzie miała przed sobą zdjęcie góry. Następnie zaprosi do siebie niewidomego i narzuci na jego wyciągnięte ręce koc. W ten sposób z pomocą rąk i koca i ściągawki na zdjęciu można „zbudować” makietę gór. Tak wspólnymi siłami rodzi się nam Mnich, potem Giewont, Babia Góra. Niewidomi są zachwyceni, szczególnie Maciek. Wszyscy badają ukształtowanie „góry” rękami.

Zdobywanie szczytów… na co dzień.

Jak zachęcić ludzi młodych do większego zaangażowania wobec niewidomych? Wiktoria twierdzi, że od przedszkola należy uczyć kontaktu z niewidomymi. Wtedy więcej będzie takich osób jak Agnieszka, która chce pracować już zawsze jako wolontariuszka. Po pierwszym dniu wyprawy widać, że ma to we krwi – cieszy ją okazywanie pomocy innym.

– Nie wystarczy biała laska, zawsze potrzebny jest ktoś bliski. Tutaj sytuacja jest idealna, wszyscy ze sobą rozmawiają, ale na co dzień ludzie nie wiedzą, jak się do nas odezwać, są skrępowani. A przecież wystarczy podejść i zapytać. My jesteśmy w środku tacy sami jak oni. Myślę, że po takiej wyprawie łatwiej będzie czekać na nowe oczy – marzy Wiktoria.

– Nieraz staję przed lustrem, wytężam wzrok i mam nadzieję, że kiedyś będę widzieć.

Jest tego pewna Ula, też niewidoma, która dzięki prasie w „Kiosku” wie, że medycyna wymyśliła już sztuczne oko.

– Jest wprawdzie trochę niedoskonałe, ale naukowcy ciągle nad nim pracują. Jestem pewna, że niebawem naprawdę zobaczymy góry. Wtedy przeżyję szok – śmieje się.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 10, 2014 07:51 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Ryszard Sterczyński

Stowarzyszenie De Facto jest organizacją pozarządową działającą w Polsce na polu usuwania barier w dostępie osób niewidomych do informacji i kultury.

Jak opisać niewidomym góry, wytłumaczyć ich wysokość, kształty, monumentalne piękno? Myślałem, że to niemożliwe. Udało się po raz pierwszy w Beskidach – dzięki wolontariuszom.

Uczniowie kilkunastu gimnazjów z całej Polski przygotowywali się od kilku miesięcy do tego trudnego zadania. W ramach Szkolnych

Grup Wolontariatu spotykali się z niewidomymi, opisywali architekturę, krajobrazy, postaci, widoki na zdjęciach i ilustracje historyczne. Te opisy były później weryfikowane przez specjalistów od audiodeskrypcji (słownego opisu różnego rodzaju sztuk). Renata Nych, przewodnicząca płockiego Stowarzyszenia De Facto i organizator projektu, mówi:

– Podstawą pomysłu był fakt, że osoby niewidome korzystają z naszego Kiosku z prasą, który umożliwia osobom niewidomym swobodny dostęp do informacji, ale nie znajdują w nim opisu ilustracji, które są ważnym uzupełnieniem tekstu. Uznaliśmy, że jedynie ruch społeczny, wolontarystyczny może pomóc w tej sprawie. Stworzyliśmy w tym celu trzy projekty, skierowane do osób 50 plus, studentów i młodzieży gimnazjalnej, która okazała się najwdzięczniejszą grupą, bo nie traktuje tego zadania jak pracy społecznej.

Najlepszych wolontariuszy – z gimnazjów w Złotnikach Kujawskich i Blachowni na Śląsku – organizatorzy projektu zaprosili do Szczyrku. Także ich niewidomych rówieśników oraz dorosłe osoby niewidome pracujące w projekcie. Przed wolontariuszami spore wyzwanie: towarzyszyć niewidomym przyjaciołom w górskiej wędrówce. Nie tylko asekurować, także opisywać krajobraz tak, aby osoby niewidzące mogły naprawdę poczuć, że są w górach.

Góry na północy?

Wyruszamy z przełęczy Salmopolskiej w górach Beskidu. Michał prowadzi Maćka, Kamilę asekuruje Ewelina, Justyna Anetę, Wiktorii pomaga Agnieszka, ale par jest więcej. Ten podział będzie się zmieniał w ciągu kilku godzin marszu na Skrzyczne. Poranek nam sprzyja – zapowiada słoneczny dzień. Czuje się ciepło odchodzącego lata, jego zapachy.

– Te zmysły mamy wspólne, ale ze ślepym o kolorach nie porozmawiasz, po prostu się nie da – mówi z dużym dystansem do swojej choroby Andrzej z Krakowa.

– Pamiętam sprzed dwudziestu lat grę świateł, półcieni, ułożenie chmur na niebie. Ta pamięć wzrokowa nieraz przeszkadza, bo człowiek wie, co stracił.

Większość dnia to dla nich noc lub zmierzch, każdy krok to niepewność, a czyjś głos – radość „zobaczenia” drugiej osoby. Maciek (14 lat) nie widzi od urodzenia, nie wie, co to na przykład linia horyzontu. Choć idziemy długo, jest zadowolony ze skali trudności.

– W mieście wszyscy się martwią, że się potknę, przewrócę. Tutaj wszędzie są kamienie, a ja się nie boję. Mam swojego opiekuna, a niekiedy nawet dwóch, którzy stale mi podpowiadają, jak iść.

Przewodnik proponuje chwilę wytchnienia:

– Ci, którzy widzą, niech opowiedzą o krajobrazie tym, którzy mniej widzą.

Wiktoria (lat 17, niewidoma od urodzenia) słucha i nachodzą ją refleksje:

– Dla mnie góry są dużym odkryciem. Nigdy po nich nie chodziłam. Kiedy pytano mnie na geografii, gdzie leżą, wyobraziłam sobie, że jak się wchodzi na górę, to się idzie na północ. Ale geograficznie to bzdura. Jednak bez opiekuna bym tu nie weszła.

Ręka na łokciu.

Im bardziej w górę, tym więcej kamieni, strumyczków, rowów. Co chwilę słychać: „uwaga, konar, duży kamień, kałuża”. Dla Beaty (degeneracja siatkówki od siódmego roku życia) o sekundę za późno… Po chwili ze śmiechem wyskakuje z kałuży. Wcale się nie przejęła tym małym „wypadkiem”. Beata dużo wie o współpracy osób widzących z niewidomymi i stara się przekazać swoje doświadczenie innym:

– Opiekun niewidomego powinien wiedzieć, że dla nas najlepiej jest uchwycić go powyżej łokcia, lewego lub prawego. Gdy łokieć lekko się podnosi lub opada w czasie marszu, wiem, że będzie przeszkoda.

Te zasady dobrze zna Michał (16 lat), wolontariusz, który dla wielu jest tutaj przykładem. Opiekuje się na zmianę Andrzejem i Maćkiem. Słyszę, jak mówi o wklęsłościach i wypukłościach terenu, skałach. Zaciekawieni niewidomi przytulają się do skały, by poznać strukturę piaskowca.

– Inaczej prowadzi się niewidomego, a inaczej niedowidzącego.

Trudno wytłumaczyć Maćkowi, jak ktoś jest ubrany, bo on tego nie zrozumie, nigdy go nie widział i nie ma punktu odniesienia, tak jak Andrzej, który pamięta świat widzących.

Michał ma doświadczenie:

– Moi rodzice częściowo nie widzą. Wiem, jak im ciężko, dlatego chcę pomagać takim ludziom jak oni. Nie narzekam na kłopoty, ale nieraz boli, że załatwienie najprostszej sprawy wymaga samochodu, a na prawo jazdy jestem jeszcze za młody.

Wolontariuszka Paulina (15 lat) z gimnazjum w Blachowni czuje już zmęczenie drogą i… niesmak.

– Popełniłam gafę wobec niewidomego Maćka. Powiedziałam mu, że końca wycieczki nie widać. Ale uświadomiłam sobie, że on i tak tego nie zobaczy. I zrobiło mi się głupio. Przeprosiłam, ale Maciek mówi: spoko, nawet mnie pochwalił, że dobrze pomagam. Jestem zdziwiona, że niewidomi są tak otwarci na świat. Mają większe ambicje niż ludzie widzący, na przykład uczą się języków. Naprawdę mnie inspirują.

Pomidor na dwunastej i budowanie góry z koca.

Zjeżdżamy do Szczyrku, czas na kolację. Wolontariusze ruszają do pomocy. Agnieszka opisuje Kamili, co ma na talerzu:

– Na dwunastej masz pomidora, na piętnastej ser, a wędlinę… – wszystko zgodnie ze wskazówkami zegara.

Taki opis to standard przy każdym posiłku. Po kolacji spotkanie z Bogdanem Widawką, dziennikarzem radiowym, który pokazuje, jak ci, którzy nie widzą, mogą zrozumieć wielkość gór. Pomysł jest prosty. Wystarczy, że osoba widząca będzie miała przed sobą zdjęcie góry. Następnie zaprosi do siebie niewidomego i narzuci na jego wyciągnięte ręce koc. W ten sposób z pomocą rąk i koca i ściągawki na zdjęciu można „zbudować” makietę gór. Tak wspólnymi siłami rodzi się nam Mnich, potem Giewont, Babia Góra. Niewidomi są zachwyceni, szczególnie Maciek. Wszyscy badają ukształtowanie „góry” rękami.

Zdobywanie szczytów… na co dzień.

Jak zachęcić ludzi młodych do większego zaangażowania wobec niewidomych? Wiktoria twierdzi, że od przedszkola należy uczyć kontaktu z niewidomymi. Wtedy więcej będzie takich osób jak Agnieszka, która chce pracować już zawsze jako wolontariuszka. Po pierwszym dniu wyprawy widać, że ma to we krwi – cieszy ją okazywanie pomocy innym.

– Nie wystarczy biała laska, zawsze potrzebny jest ktoś bliski. Tutaj sytuacja jest idealna, wszyscy ze sobą rozmawiają, ale na co dzień ludzie nie wiedzą, jak się do nas odezwać, są skrępowani. A przecież wystarczy podejść i zapytać. My jesteśmy w środku tacy sami jak oni. Myślę, że po takiej wyprawie łatwiej będzie czekać na nowe oczy – marzy Wiktoria.

– Nieraz staję przed lustrem, wytężam wzrok i mam nadzieję, że kiedyś będę widzieć.

Jest tego pewna Ula, też niewidoma, która dzięki prasie w „Kiosku” wie, że medycyna wymyśliła już sztuczne oko.

– Jest wprawdzie trochę niedoskonałe, ale naukowcy ciągle nad nim pracują. Jestem pewna, że niebawem naprawdę zobaczymy góry. Wtedy przeżyję szok – śmieje się.Karta parkingowa dla dziecka? Konieczne nowe orzeczenie
Autor: Beata Rędziak, Źródło: inf. własna

Dzieci i młodzież z niepełnosprawnością, by otrzymać nową kartę parkingową muszą ponownie stanąć na komisji orzekakącej - tak wynika z nowych przepisów. Okazuje się, że dotyczy to wszystkich osób do 16. roku życia.
- Michał ma 13 lat, niepełnosprawność ruchową a jego orzeczenie jest ważne do 2016 r. Jeśli teraz chciałby się starać o nową kartę parkingową, musi ponownie stanąć na komisji orzekającej, a przecież wiadomo, że dziecko, które ma symbol niepełnosprawności ruchowej 05-R, wymaga stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji (pkt 7 orzeczenia) oraz konieczności stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji (pkt 8) ma niepełnosprawność znaczną. Dodatkowo dotychczas miał zaznaczony pkt 9, czyli wskazanie do karty parkingowej – mówi Piotr Piotrowski, ojciec Michała i szef łódzkiej Fundacji 1 Czerwca. – Jestem za tym, żeby zweryfikować posiadaczy kart, bo sam mam sąsiada, który zajmuje miejsce parkingowe na kartę zmarłej babci, ale nieporozumieniem jest to, że wszystkie dzieci jeszcze raz muszą się orzekać, ustawodawca mógł to przewidzieć – dodaje.
Według niego to jeszcze jedno utrudnienie, przy minimalnym wsparciu, którego państwo udziela rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi.
Tak zaś komentuje konieczność ponownego orzekania dzieci nasza Czytelniczka o nicku Mama Niepełnosprawnego Dziecka: „Jestem oburzona tym, że WSZYSTKIE dzieci muszą ponownie mieć orzeczenie wydane, aby otrzymać kartę parkingową. Mój syn jest niepełnosprawny ruchowo, a mimo to, że ma ograniczone możliwości poruszania się, to karta nie może być wydana na podstawie orzeczenia z 2012 r. z symbolami: 05-R 10-N 03-L i z pkt. 9. SKANDAL !!!”

Orzeczenie dziecka nie określa stopnia
Zgodnie z przepisami obowiązującymi od 1 lipca br., o kartę parkingową może starać się m.in. osoba do 16. roku życia, która ma znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się.
– Artykuł 6 ustawy o zmianie ustawy prawo o ruchu drogowym daje możliwość wymiany karty parkingowej jedynie osobom zaliczonym do określonego stopnia niepełnosprawności, a orzeczenie dzieci i młodzieży do 16 r.ż. nie określa tego stopnia – wyjaśnia Mariola Kokocińska, przewodnicząca Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności w Poznaniu.
Konieczność ponownego orzeczenia dzieci potwierdza Agnieszka Krzyżak z Biura Promocji i Mediów Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Czy dziecko chodzi?
Kluczowe w przypadku osób do 16 r.ż. w staraniu się o kartę parkingową są znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się. Ustala się to m.in. biorąc pod uwagę wiek dziecka, ale jeśli to wiek dziecka w chwili orzekania powoduje, że ma ono trudności w poruszaniu się, nie uzyska ono wskazania do karty parkingowej.
- Problematyczne pod tym względem jest przede wszystkim orzekanie małych dzieci. Rodzice oczekują uprawnienia do karty parkingowej, ale ustawodawca nie udzielił jasnej odpowiedzi na pytanie, od którego roku życia dziecko może mieć wskazania do karty parkingowej. Trudno ocenić jednoznacznie, jak to powinno wyglądać – mówi Bożena Zimoch, przewodnicząca Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności we Wrocławiu. – Jeśli dwuletnie niepełnosprawne dziecko nie chodzi, to często przecież sprawne dzieci w tym wieku także nie chodzą. Dlatego tak trudno to ocenić, nie mając dokładnych wytycznych w przepisach – dodaje.
Obecnie trwają prace parlamentarne nad przedłużeniem terminu ważności starych kart parkingowych do końca czerwca 2015 r., które mają znieść obecnie obowiązującą datę - 30 listopada br.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-06, 12.20
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/1 ... 09.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 10, 2014 07:53 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: Beata Rędziak, Źródło: inf. własna

Nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym, która jest obecnie procedowana w Sejmie, dotyczy przedłużenia terminu ważności starych kart parkingowych do końca czerwca 2015 r. Nie rozwiąże jednak innych wątpliwych zapisów ustawy.
Jednym z nich jest konieczność ponownego orzekania się osób z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, które mają w orzeczeniach symbole 04-O (choroby narządu wzroku), 05-R (upośledzenie narządu ruchu) lub/i 10-N (choroba neurologiczna) oraz znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się. Wszystkie te osoby, które po 1 lipca br. chcą otrzymać kartę parkingową muszą ponownie stanąć na komisji orzekającej.
- Wyjątek konieczności ponownego orzeczenia się dotyczy osób o znacznym stopniu niepełnosprawności, posiadających ważne orzeczenie wydane przez Powiatowy Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności (PZON) przed 1 lipca 2014 r. i mających przyczynę niepełnosprawności oznaczoną symbolem 04-O, 05-R lub 10-N, zawierające wskazanie o spełnieniu przesłanek uprawniających do uzyskania karty parkingowej na podstawie przepisów dotychczasowych. Tylko tym osobom kartę parkingową wydaje się na podstawie posiadanego już orzeczenia — stosownie do art. 6 ust. 2 ustawy zmieniającej – wyjaśnia Agnieszka Krzyżak z Biura Promocji i Mediów Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

To nie takie proste
Problem pojawia się po stronie orzeczniczej.
- Jak mam wydać nowe orzeczenie osobie posiadającej orzeczenie i zgodnie z zaleceniami Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych w ocenie specjalistów traktować ją jakby pierwszy raz była orzekana? Czy nie można tego nazwać weryfikacją? Dlaczego osoby posiadające wskazania do karty mają być orzekane jak pierwszorazowe, a osoba, która nie złoży oświadczenia, że chodzi jej o kartę parkingową, może być traktowana inaczej? – zastanawia się Mariola Kokocińska, przewodnicząca poznańskiego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności.
Tak w komentarzu pod naszym artykułem pisze natomiast internautka Grażyna:
„Osoba z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, mimo ważnego orzeczenia (R, N, O), MUSI od początku złożyć wniosek o orzeczenie, stanąć przed komisją, poczekać na orzeczenie, po ewentualnym pozytywnym rozpatrzeniu złożyć wniosek o kartę parkingową, a potem odebrać tą kartę. Pracująca osoba niepełnosprawna MUSI zatem wziąć 5 (pięć) dni urlopu (nie licząc wcześniejszych wizyt u lekarza, który wypełnia wniosek). Większość powiatowych zespołów orzekających pracuje w godzinach 8-15. Czy nie można było wypracować innej metody orzekania o znacznych trudnościach w samodzielnym poruszaniu się??? (...)”.

Ujednolicić zasady
Obecnie Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych przeprowadza szkolenia dla przedstawicieli Wojewódzkich Zespołów ds. Orzekania o Niepełnosprawności. Celem szkoleń jest ujednolicenie zasad i sposobu rozstrzygania wątpliwości dotyczących przepisów o wydawaniu nowych kart parkingowych. Potem takie same szkolenia przeprowadzane są przez pracowników wojewódzkich zespołów dla przedstawicieli Powiatowych Zespołów ds. Orzekania o Niepełnosprawności.
- Jedną z problematycznych spraw jest kwestia zameldowania, bowiem osoba, która nie ma stałego meldunku, nie może starać się o kartę parkingową, zgodnie z par. 2 pkt 2 rozporządzenia do ustawy Prawo o ruchu drogowym. Osoba, która ma czasowe zameldowanie, może w miejscu zamieszkania otrzymać orzeczenie, ale już po odbiór karty musi udać się do miejsca stałego zameldowania – mówi Mariola Kokocińska. – Dotychczas 10 takich osób pojawiło się w moim Zespole – dodaje.
Przytacza przykład osoby, która 30 lat mieszka na terenie województwa poznańskiego, ma nawet samochód na kredyt, ale karty dostać w poznańskim Zespole nie może.
Tak swoją historię starania się o kartę opisuje natomiast kolejna nasza Czytelniczka:
„Dla osoby niepełnosprawnej załatwianie od nowa karty to jest horror! Kartę parkingową na stałe dostałam w ubiegłym roku, a teraz znowu musiałam się nachodzić, bo najpierw po wniosek do powiatu. Następnie do lekarza po zaświadczenie o stanie zdrowia, z tym znowu do powiatu, dostałam wezwanie i ponowna komisja mimo orzeczenia wydanego w zeszłym roku na stałe! Komisja w innym mieście - więc dojazd, odbiór orzeczenia - następny wyjazd, po odbiorze nie można od razu złożyć wniosku o kartę, bo musi upłynąć 2 tygodnie na uprawomocnienie się orzeczenia, a więc znowu dojazd. Składam wniosek ze zdjęciem i informacja od urzędniczki, że dostanę zawiadomienie, żeby odebrać kartę za miesiąc i czwarty raz muszę pokonać 60 km po odbiór. Oczywiście nikt mi nie zwróci kosztów, bo to mój prywatny kaprys, że nie mogę chodzić. Tak w naszym kraju szanuje się tych pokrzywdzonych przez los” – konkluduje.

Nowe karty już wydawane
Blankiety nowych kart parkingowych pojawiły się w Zespołach 10 września br. Dotychczas w całej Polsce wydanych jest niewiele ponad 20 tys. kart. W poznańskim Zespole wydano 666 kart, dodatkowo 69 już wyrobionych czeka jeszcze na odbiór.
- Największy ruch u nas generują obecnie osoby, które otrzymały orzeczenie po 1 lipca br. Szacuję wzrost wniosków o wydanie orzeczenia na ok. 15 proc. – mówi Mariola Kokocińska.
Na inny problem zwraca uwagę Bożena Zimoch, przewodnicząca Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności (PZON) we Wrocławiu.
- Jest grupa osób, które mają w orzeczeniach schorzenia konieczne, by otrzymać kartę, ale są inaczej oznakowane – przed 2003 r. były tylko literowe oznaczenia niepełnosprawności. Pomimo, że mają oni znaczny stopień niepełnosprawności, muszą również ponownie się orzekać, gdyż ustawodawca ściśle wpisał jako symbole dające uprawnienia te właśnie 04-O, 05-R, 10-N – mówi.
Często pracownicy PZON spotykają się także z zarzutami osób, które mają orzeczenia wydane przez inne organy, że kwestionuje się tamte decyzje, poprzez konieczność orzeczenia się w PZON.
- Często także spotykamy się z problemem dotyczącym osób w wieku podeszłym – gdyż nie mogą oni osobiście stawić się po odbiór karty - dodaje Bożena Zimoch.
We Wrocławiu wydano dotąd ok. 400 kart, głównie osobom, które miały uprawnienia i zostały one zweryfikowane, lub osobom, które otrzymały orzeczenie po 1 lipca br.

Więcej środków na orzekanie
Jest jednak szansa, że proces orzekania i wydawania nowych kart przyspieszy. Powiatowe zespoły dostały długo wyczekiwane dodatkowe środki na cele orzecznicze.
- Nasz Zespół dostał 82 tys. zł we wrześniu, a w październiku mamy otrzymać 180 tys. zł. Te pieniądze zostały wykorzystane na obsługę punktu informacyjnego, który wydaje karty – mówi Mariola Kokocińska.
Jak informuje nas biuro prasowe Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w ustawie budżetowej na 2014 rok zaplanowano, niezależnie od kwoty rezerwy celowej, 80 mln 465 tys. zł wydatków ogółem na działalność zespołów ds. orzekania o niepełnosprawności, w tym 71 mln 165 tys. zł na działalność powiatowych zespołów i 9 mln 330 tys. zł na działalność zespołów wojewódzkich. W stosunku do roku 2013 stanowi to wzrost o 102,98 proc., tj. 2 mln 128 tys. zł.
- Ponadto w ustawie budżetowej na rok 2014 na dofinansowanie zadań realizowanych przez zespoły do spraw orzekania o niepełnosprawności w ramach rezerwy celowej zaplanowane zostały środki w wysokości 6 890 tys. zł. Środki rezerwy zostały uruchomione i przekazane wojewodom – mówi przedstawiciel resortu pracy.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-07, 12.02
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 09.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 10, 2014 07:55 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: Agnieszka Fiedorowicz, Mateusz Różański, Źródło: inf. własna

Bardziej opłaca się odpowiednio rehabilitować ludzi i umożliwiać im aktywność zawodową, niż w imię pozornych oszczędności skazywać ich na państwowe świadczenia – tak mógłby brzmieć wniosek z konferencji, która 7 października 2014 r. odbyła się w Warszawie.
Każdy zainwestowany w rehabilitację dolar sprawia, że do społeczeństwa wraca 2,35 dol. – wynika z badań przedstawionych przez naukowców z koreańskiego Uniwersytetu Daegu, prezentowanych podczas konferencji „Rehabilitation – value for societies in Europe”, organizowanej przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych we współpracy z organizacją Rehabilitation International Europe (RI-Europe). Jednym z członków RI jest Integracja, której prezes, Piotr Pawłowski, prowadził jedną z sesji.
- Promocja i rozwój rehabilitacji to sytuacja, w której wygrywają wszyscy – przekonywał Joachim Breuer, prezydent europejskiego oddziału Rehabilitation International. – Na rehabilitacji zyskują osoby z niepełnosprawnością, ich rodziny, ale i pracodawcy. Społeczeństwo też odnosi korzyść pośrednią. Osoby te kontynuują pracę i nie stają się zależni od zasiłków. Społeczność, która inwestuje w rehabilitację, jest bardziej otwarta – wyliczał.
Dlaczego więc tak trudno przekonać do tych inwestycji rządzących? Joachim Breuer podczas wieloletnich dyskusji z politykami zauważył, że na temat rehabilitacji funkcjonuje wiele mitów, m.in. „rehabilitacja nie dotyczy społeczeństw młodych” lub „rehabilitacja jest formą zasiłku”.

Jak mówić, by decydenci nas słuchali?
Mitowi o „nie potrzebującym rehabilitacji społeczeństwie” może ulegać nasz kraj, ponieważ mamy wciąż dość korzystną strukturę demograficzną. Ale dane demograficzne wyraźnie wskazują, że społeczeństwa europejskie, w tym polskie, starzeją się i procentowa liczba osób wymagających rehabilitacji będzie już tylko rosła. Podobnie jest ze stereotypem dotyczącym chorób przewlekłych, które wielu wciąż jeszcze łączy z późną starością, podczas gdy wiele schorzeń cywilizacyjnych dotyka coraz młodsze osoby.
- Osoby właściwie zrehabilitowane pracują i płacą podatki – tłumaczył Joachim Breuer.
Z wyliczeń, które zaprezentował, wynika, że wystarcza pięć miesięcy, by przychody z podatków pokryły wydatki na rehabilitację. Nawet niewielkie zwiększenie wydatków (z poziomu 1100 do 1800 euro) prowadzi do zwiększenia zwrotu o kilkaset procent (z 5754 do 23161 euro) – wyliczał prelegent. Co więcej, ograniczanie wydatków przynosi pozorne oszczędności.
- Nierehabilitowany pacjent będzie nas słono kosztował w przyszłości – przestrzegał Joachim Breuer.
Jego zdaniem, instytucjonalna pomoc społeczna musi przeistoczyć się z płatnika w aktywnego gracza, uczestniczyć w procesie rehabilitacji i fachowo nim zarządzać. Nie tylko płacić rachunki, ale planować i kontrolować proces rehabilitacji – od łóżka szpitalnego do powrotu na rynek pracy.
Niestety, jak przyznaje Breuer, samo mówienie o rehabilitacji nie sprawi, że rządzący się nią zainteresują. Jego zdaniem jedyną skuteczną formą dyskusji jest prezentowanie twardych ekonomicznych danych.
- Trzeba używać takiego języka, by nasza „przynęta” była atrakcyjna dla „ryby”, którą chcemy złapać – podsumował Joachim Breuer.

Konwencja drogowskazem
Drogowskazem, zarówno dla polityków, jak i dla instytucji pomagających osobom z niepełnosprawnością, ma być podpisana także przez Polskę Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawach osób niepełnosprawnych.
- Konwencja zawiera wymóg eliminowania barier poprzez tworzenie dostępnego otoczenia, wyspecjalizowanych technologii i prawa antydyskryminacyjnego, obliguje państwa ratyfikujące ją do budowy systemu, który uczyni rehabilitację dostępną dla wszystkich obywateli – przekonywał Jan Monsbakken, prezydent Rehabilitation International.
- Wykonywanie Konwencji można przedstawić w trzech obszarach. Po pierwsze: promocja samej Konwencji, po drugie: koordynacja działań dążących do jej wprowadzenia i po trzecie: stałe monitorowanie postępów w jej wdrażaniu – mówiła Alina Wojtowicz-Pomierna, zastępca dyrektora Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych.
Dba o to istniejący w ramach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej zespół ds. wykonywania postanowień Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, pod przewodnictwem Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych. Alina Wojtowicz-Pomierna podkreśliła, że w Polsce promuje się odejście od modelu medycznego na rzecz modelu społecznego niepełnosprawności. Mówiąc o konkretnych działaniach, podała między innymi wprowadzenie przepisów nakładających na instytucje publiczne nakaz tworzenia dostępnych stron internetowych, a także prace nad zastąpieniem instytucji całkowitego ubezwłasnowolnienia instytucją opieki.

Nie 10, a 15 proc. populacji
Jan Monsbakken podkreślił też, jak ważne jest prowadzenie badań nad niepełnosprawnością.
- Choć niepełnosprawność dotyka tak wielu osób, wciąż brak jest dostatecznej wiedzy, ile jest osób z niepełnosprawnością, czym ona jest i jak ją mierzyć – potwierdzała jego słowa dr Paulina Miśkiewicz, dyrektor Biura WHO w Polsce.
Dlatego też WHO (Światowa Organizacja Zdrowia), we współpracy z ponad 380 ekspertami, w ciągu ostatnich kilku lat pracowało nad kompleksowym raportem, którego wyniki zaprezentowano podczas konferencji. Wynika z niego, że niepełnosprawność dotyczy aż 15 procent światowej populacji, czyli miliarda ludzi, a nie, jak wynikało z szacunków z końca minionego wieku, tylko 10 procent.
W grupie najbardziej zagrożonych niepełnosprawnością są osoby ubogie, starsze, częściej kobiety niż mężczyźni. Wśród barier dotyczących niepełnosprawności raport wymienia m.in. nieadekwatne polityki i standardy, negatywne postawy społeczne, brak świadczeń medycznych i problemy z dostępem do nich, a także ich niedostateczne finansowanie.
Efektem jest nie tylko gorszy stan zdrowia osób z niepełnosprawnością, ale też niższy poziom wykształcenia, a co za tym idzie – gorsze radzenie sobie na rynku pracy i ubóstwo. Brak odpowiednich świadczeń i ich niedofinansowanie sprawiają, że duża część kosztów związanych z radzeniem sobie z niepełnosprawnością (od 10 do nawet 70 procent!) spada na osoby z niepełnosprawnością i ich bliskich.

Holistyczne podejście
Jednym z zadań, jakie stawia sobie Rehabilitation International, jest promocja tzw. kompleksowej (holistycznej) rehabilitacji.
- Istnieją dowody, że wprowadzenie usystematyzowanych, kompleksowych programów rehabilitacji jest opłacalne, że całość jest czymś więcej niż suma poszczególnych działań – przekonywała prof. dr hab. med. Jolanta Kujawa, prezes Polskiego Towarzystwa Rehabiltacji.
Jej zdaniem problemem w koordynacji działań związanych z rehabilitacją jest m.in. skomplikowany system, w którym istnieje aż 17 ośrodków wydających pieniądze (m.in. PFRON, ZUS, KRUS, NFZ czy poszczególne ministerstwa). Potrzebne jest gromadzenie całościowych danych o tych działaniach.
- W tzw. rehabilitacji kompleksowej nad pacjentem pracuje zespół złożony z rehabilitantów, terapeutów zajęciowych, psychologów, pielęgniarek, fizjoterapeutów oraz lekarzy specjalistów rehabilitacji, którzy powinni koordynować prace takich zespołów – mówiła prof. Kujawa.
Dlatego rekomendowała m.in. wpisanie tej specjalności lekarskiej na tzw. listę priorytetową, by zwiększyć liczbę tych specjalistów na rynku. Pomocne jest też wprowadzenie w Polsce tzw. klasyfikacji ICF, która pozwoli ujednolicić system oceny stopnia niepełnosprawności i dopasować do niej adekwatną rehabilitację. O ICF zapytaliśmy m.in. prezes PFRON, Teresę Hernik.
- Najpierw musimy przeszkolić lekarzy orzeczników, tak, by mieli oni pełnię wiedzy w tym zakresie, a dopiero potem wykorzystać ją do stworzenia odpowiednich narzędzi diagnostycznych – odpowiedziała prezes PFRON.
Jej zdaniem praca włożona we wdrożenie ICF na pewno się opłaci, gdyż umożliwi tworzenie jednolitego systemu orzecznictwa.
- W tej chwili mamy w Polsce pięć systemów orzeczniczych, a każdy posługuje się innymi definicjami – mówiła Teresa Hernik.

Własny model czy hybryda?
Prof. Kujawa podkreśliła, że ważne jest, by rehabilitacja medyczna była połączona z rehabilitacją społeczną i zawodową. W sferze tej ostatniej jest jeszcze w Polsce wiele do zrobienia, pytanie jednak, skąd czerpać wzorce.
- Nie podjąłbym się oceny, który model i w którym kraju jest tym wzorcowym – przyznał dr Marcin Garbat z Uniwersytetu Zielonogórskiego, który zaprezentował podczas konferencji przegląd modeli rehabilitacji zawodowej w Europie.
Model kontynentalny, praktykowany m.in. w Niemczech, jak również tzw. model skandynawski zakładają jak najszybszy powrót pracownika na rynek pracy. Model śródziemnomorski opiera się na rehabilitacji w tzw. przedsiębiorstwach rodzinnych. Polska realizuje tzw. model wschodnioeuropejski krajów Unii Europejskiej, w którym wspiera się np. zatrudnienie w zakładach pracy chronionej.
- W obliczu niedawnego kryzysu ekonomicznego większość krajów stanęła przed wyzwaniem modyfikacji swoich systemów rehabilitacji. Czy wyłoni się z tego jakiś model wiodący w Europie, czy też pójdziemy w stronę tzw. hybrydyzacji, zapożyczania konkretnych rozwiązań z różnych systemów? – zastanawiał się dr Garbat.

2/3 wraca do aktywności
- Jasne jest, że wiele zrobiliśmy, ale wciąż jeszcze wiele zostaje do zrobienia i z wielką uwagą słuchamy, jak w innych państwach radzą sobie z naszymi wspólnymi problemami. Być może z niektórych przedstawionych rozwiązań uda się skorzystać także w Polsce – zapewniała w rozmowie z portalem niepelnosprawni.pl Teresa Hernik, prezes PFRON.
Jej zdaniem stosowanie niektórych z zagranicznych rozwiązań byłoby dobrym uzupełnieniem polskiego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnością, ponieważ nie ma sensu wyważać otwartych drzwi.
- Brakuje nam np. centrów oceniających możliwości osób, które są przygotowywane do wejścia na rynek pracy, a centra te jednocześnie zajmowałyby się pilotowaniem tych osób, gdy znajdą już one zatrudnienie – mówiła prezes Hernik.
Tego typu centra z powodzeniem działają w m.in. Czechach, Niemczech czy USA. O systemie czeskim mówiła w swojej prezentacji prof. Olga Svestkova z Uniwersytetu Karola w Pradze. Sieć takich centrów, mających akredytacje czeskiego resortu zdrowia, funkcjonuje w 14 miastach, a osoby z niepełnosprawnością są tam kierowane przez urzędy pracy.
- Aż 1/3 z nich wraca do poprzedniej jakości życia, a 1/3 podejmuje pracę w ramach tzw. wspieranego zatrudnienia – wyliczała badaczka z Czech.

Menadżerowie niepełnosprawności
Kluczowe dla sukcesu jest profesjonalne zarządzanie procesem rehabilitacji.
- W USA osobom z niepełnosprawnością w centrach pracy pomagają m.in. instruktorzy mobilności czy menadżerowie niepełnosprawności, którzy przygotowują pracownika do podjęcia pracy, rekomendują go pracodawcy, a także pomagają w razie wystąpienia problemów – wyliczał prof. Madan Kundu z Wydziału Rehabilitacji i Studiów nad Niepełnosprawnością Uniwersytetu w Luizjanie.
Z kolei niemiecki system stawia na tzw. wczesną prewencję. Instytucje odpowiedzialne m.in. za wypłatę zasiłków chorobowych są zobligowane wdrożyć program tzw. zarządzania potencjalną niepełnosprawnością, gdy zwolnienie lekarskie chorego trwa dłużej niż 6 tygodni. Rehabilitacja powinna odbywać się jak najbliżej miejsca pracy i zamieszkania pracownika, a prowadzący osobę lekarz powinien być w kontakcie z lekarzem z jego zakładu pracy.
- Kluczem do realizacji prawa do pracy jest, oprócz zaangażowania państwa, partycypacja jednostki, jej motywacja i zaangażowanie. Jeśli w waszym kraju nie ma czegoś, co można nazwać „kulturą powrotu do pracy po zwolnieniu lekarskim”, to często brak jest takiej motywacji – podsumował dr Friedrich Merhoff, działacz Rehabilitation International. – Prawo do pracy jest prawem człowieka.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-09, 14.16
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 09.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 15, 2014 08:33 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: Mateusz Różański, Źródło: inf. własna

- Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest walka z wykluczeniem społecznym i ekonomicznym osób z niepełnosprawnościami i jak wielki jest potencjał tych osób. Polska nie może sobie pozwolić na zmarnowanie tego potencjału – to słowa premier Ewy Kopacz, skierowane do uczestników tegorocznej edycji konkursu „Lodołamacze”, którego finał odbył się 8 października 2014 r. w Zamku Królewskim w Warszawie.
Lodołamacze to konkurs organizowany przez Polską Organizację Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON) oraz Fundację Aktywizacji Zawodowej Osób Niepełnosprawnych „FAZON”, przeprowadzany od 2006 r. Nagradzane są w nim firmy, ludzie i instytucje działające na rzecz zatrudniania osób z niepełnosprawnością. Nagrody przyznawane są w trzech kategoriach: Zakłady Pracy Chronionej, Otwarty Rynek i Instytucje. Dodatkowo przyznawane są statuetki Superlodołamacza dla najbardziej zasłużonych firm i instytucji i Lodołamacza Specjalnego dla szczególnie zasłużonych osób.

Profesor Skarżyński nagrodzony
Tę ostatnią zdobył w tym roku profesor Henryk Skarżyński, twórca Międzynarodowego Centrum Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach, który jako pierwszy w Polsce przeprowadził operację wszczepienia implantu ślimakowego, przywracając pacjentowi słuch.
- W swoim życiu już pięć razy byłem lodołamaczem – mówił profesor odbierając nagrodę. - Pierwszy raz 22 lata temu podejmując się tego, by przywrócić osobę niesłyszącą do świata dźwięku - dodał.
Prof. Skarżyński opisał każdy kolejny element swojego „przełamywania lodów” na drodze do przywracania słuchu osobom żyjącym w świecie ciszy - od przekonania samego siebie, że taki proces jest możliwy, do samego przeprowadzenia pionierskiej operacji. Oprócz niego wyróżniono jeszcze Małgorzatę Rybicką, przewodniczącą Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym, oraz Władysława Skwarka – dyrektora łódzkiego Oddziału PFRON.

Sto lat dla osób niewidomych
Statuetkę Super Lodołamacza otrzymało Towarzystwo Opieki Nad Ociemniałymi w Laskach. Jury konkursu chciało wten sposób uhonorować stuletnią już działalność Towarzystwa na rzecz osób niewidomych.
– Naszym celem, który wpoiła nam nasza założycielka, hrabina Róża Czacka, jest niesienie wszechstronnej pomocy osobom niewidomym i wspieranie ich aktywności społecznej i zawodowej, tak, by były równoprawnymi obywatelami naszej ojczyzny – mówił odbierając statuetkę prezes Towarzystwa Władysław Gołąb.
W tej kategorii specjalne wyróżnienie przyznano jeszcze Fundacji POLSAT.

Przełamując lody
Główną nagrodę dla firm z otwartego rynku pracy przyznano Zakładowi Blacharstwa Lakiernictwa i Mechaniki Pojazdowej Eugeniusz Kalinowski z Torunia, gdzie spośród 15 zatrudnionych w firmie 5 pracowników to osoby z niepełnosprawnością. Drugie miejsce zajęła firma Drukarnia Profit Media. Sławomir Trzósło, a trzecie Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy.
Statuetkę dla zakładu pracy chronionej otrzymała firma Łuksja z Łukowa. Drugie miejsce w tej kategorii zajęła Spółdzielnia Niewidomych "Nadodrze" z Bytomia Odrzańskiego, a trzecie - AMS S.A.
Jako instytucja nagrodzone zostało z kolei Stowarzyszenie na rzecz równego dostępu do kształcenia „Twoje Nowe Możliwości”. Stowarzyszenie wspiera szkoły wyższe oraz studentów z niepełnosprawnością i gromadzi największą w Polsce bazę studentów o różnych kwalifikacjach i kompetencjach z wielu renomowanych uczelni. Wyróżniono także Stowarzyszenie Świętego Celestyna i Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych KRASNAL.
Podczas gali finałowej z woli prezydenta Bronisława Komorowskiego, którego małżonka honorowym patronatem objęła konkurs, przyznano Krzyże Zasługi (w tym jeden złoty) członkom POPON.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-09, 11.22
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/202622

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 20, 2014 12:08 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: Agnieszka Fiedorowicz, Źródło: inf. własna

Jak zachęcić seniorów, w tym osoby przewlekle chore, do pozostania na rynku pracy? Jak ich właściwie rehabilitować i zachęcać pracodawców do ich zatrudniania? Dlaczego to się opłaca? O tym debatowali 15 października 2014 r. na specjalnym seminarium senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej naukowcy i senatorzy.
Nie tylko Europa Zachodnia, ale i Polska starzeją się. Jak wynika z prognoz demograficznych, w 2035 roku liczba ludności Polski w wieku poprodukcyjnym zbliży się do liczby ludności w wieku produkcyjnym, a ok. 2060 zrówna się – na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypadnie 100 w poprodukcyjnym. Należy też pamiętać, że już dziś nie wszystkie osoby w wieku produkcyjnym są aktywne zawodowo. W I kwartale 2014 r. biernych zawodowo było 43 proc. osób w wieku 15 lat i więcej. Dlatego należy zrobić wszystko, by zachęcić do jak najdłuższego pozostania na rynku pracy także osoby starsze.
- Kryzys światowy udowodnił, że powrót na długotrwałą ścieżkę wzrostu gospodarczego nie jest możliwy bez różnorodności na rynku pracy. Nie da się stworzyć dobrej firmy stawiając tylko na osoby młode, ale też tylko na osoby z doświadczeniem, dlatego też wprowadzanie różnych grup wiekowych do przedsiębiorstw to wyzwanie dla biznesu – mówił minister pracy i polityki społecznej, Władysław Kosiniak-Kamysz.
Minister zwrócił uwagę, że wyzwaniem jest dostosowanie warunków pracy do zróżnicowanych potrzeb pracowników: młodzi potrzebują położonych blisko pracy żłobków, przedszkoli, natomiast starsi pracownicy, z grupy 50+, potrzebują elastycznych godzin pracy, ponieważ często godzą ją z opieką nad jeszcze starszym rodzicem. Osobną kwestią jest też rozwijanie usług, związanych ze starzeniem się społeczeństwa: dostosowanych telefonów, tabletów, ale i usług opiekuńczych.
- Tzw. srebrna gospodarka to gałąź rynku, w której Europa może stać się dominująca. Europa i Polska nie mają wyboru: muszą odpowiedzieć na największy sukces cywilizacyjny, o którym marzyły minione pokolenia, czyli wydłużenie życia. Niezwykle ważne jest utrzymanie wysokiej jakości tego życia – podkreślał minister.

Na bierności zawodowej tracimy wszyscy
Podstawowym warunkiem do spełnienia jest utrzymanie osób starszych w dobrym stanie zdrowia, a bycie aktywnym zawodowo tylko temu sprzyja.
– Wbrew pozorom, nie wszyscy marzą o przejściu na emeryturę, dla wielu osób starszych wiąże się to z zagrożeniem depresją, nawet wystąpieniem myśli samobójczych. Praca daje poczucie spełnienia – przekonywał prof. Bolesław Samoliński, przewodniczący Koalicji na rzecz Zdrowego Starzenia się.
Niestety z badań wynika, że aż 15 proc. osób nie poszukuje pracy ze względu na zły stan zdrowia, a 2 proc. - ze względu na opiekę nad osobami z niepełnosprawnością. Choroba i niepełnosprawność to jedne z dominujących przyczyn bierności zawodowej Polaków. Traci na tym całe społeczeństwo. Z wyników badań, zaprezentowanych przez prof. Samolińskiego wynika, że 17 proc. kosztów tzw. utraconej produktywności w gospodarce generują choroby układu krążenia, kolejne 10 proc. choroby układu kostno-mięśniowego i tkanki łącznej, a 9 proc. - zaburzenia psychiczne.

Dłonie dwóch starszych osób trzymających sie za ręce
Z badań wynika, że aż 15 proc. osób starszych nie poszukuje pracy ze względu na zły stan zdrowia, fot. sxc.hu.

11 dolarów za jednego

Wypadnięciu z rynku pracy osób chorych, zwłaszcza przewlekle, ma przeciwdziałać m.in. projekt „Zdrowi. Aktywni. Konstruktywni.” (www.konstruktywni.org.pl), który zajął się osobami chorującymi na tzw. schorzenia autoimmunologiczne. Trzy najczęstsze to: choroba Leśniowskiego-Crohna, łuszczyca i reumatoidalne zapalenie stawów (RZS). Sam koszt ich leczenia w ramach NFZ to 400 mln zł rocznie, w dodatku osoby te dość często wypadają z rynku pracy lub przebywają na zwolnieniach (generując rocznie 4 mln dni nieobecności, co kosztuje państwo ok. 85 mln zł). Do tego dochodzą koszty pośrednie związane z tym, że nawet będąc w pracy osoby te mają znacznie zmniejszoną wydajność. Szacowane koszty mogą wynosić nawet 8 mld zł. W ramach projektu organizowane są akcje edukacyjne, promocja zdrowia i profilaktyki.

– Konieczna jest integracja procesu leczenia z procesem rehabilitacji, która będzie nastawiona na powrót chorego na rynek pracy – zauważył prof. Samoliński.

Czy to się opłaca? Czy inwestowanie w programy profilaktyczne ma sens?

– Badania przeprowadzone w Hiszpanii na grupie 13 tys. pracujących, cierpiących na choroby narządów ruchu wykazały, że każdy zainwestowany tak dolar zwraca się 11-krotnie – przekonywał dr Filip Raciborski, kierownik Zakładu Epidemiologii i Promocji Zdrowia Instytutu Reumatologii w Warszawie.

Grupa kontrolna badanych nie otrzymywała wsparcia, u drugiej zastosowano tzw. interwencję: chorzy spotkali się ze specjalistą reumatologiem, który doradził im, jak o siebie dbać, jaką stosować rehabilitację, zaplanował też jej proces.

– Nie były to kosztowne terapie, ale proste intuicyjne działania, które przyniosły zaskakująco pozytywne efekty: średni czas absencji chorobowej w drugiej grupie spadł z 41 do 26 dni, a odsetek długoterminowych zasiłków chorobowych spadł o połowę, z 1,4 do 0,7 proc. – wyliczał dr Raciborski.

Ekspert przedstawił też rekomendacje dla pracodawców, opracowane w ramach projektu: „Konstruktywny pracodawca”. Wśród nich znalazło się: postrzeganie pracownika wykwalifikowanego jako wartości, którą należy utrzymać na rynku pracy, poprawa dialogu między pracodawcą i pracownikiem, a także włączenie w ten dialog lekarzy.

Starszy meżczyzna siedzący na ławce i rozwiązujący krzyżówkę
Bierność zawodowa osób przewlekle chorych kosztuje państwo nawet 8 mld złotych rocznie, fot sxc.hu.


Lepsze orzecznictwo to lepsza rehabilitacja

Przeszkodą na drodze wprowadzenia zintegrowanej i właściwej rehabilitacji może być brak wykwalifikowanych lekarzy orzekających o stopniu niepełnosprawności czy przyznaniu renty.

– Orzekanie wymaga od lekarzy dodatkowej wiedzy, znajomości systemu świadczeń i wsparcia społecznego. Ustalenie trafnego rozpoznania choroby i wdrożenie rehabilitacji może przesądzić o zdrowiu i życiu pacjenta – argumentowała prof. Anna Wilmowska-Pietruszyńska z Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Niestety, zasad formułowania orzeczeń nie naucza się na uniwersytetach medycznych.

Przeszkodą jest też brak jednolitego systemu orzekania: osobne kryteria ma ZUS, KRUS, służby mundurowe. W zakresie postulowanych zmian ekspertka sugerowała m.in. wprowadzenie jednolitego systemu szkolenia lekarzy orzeczników i biegłych sądowych, dążenie do ujednolicenia orzecznictwa także w skali Unii Europejskiej. Pomocą może być wdrożenie tzw. ICF (The International Classification of Functioning, Disability and Health), Międzynarodowej Klasyfikacji Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia.

Senior coraz aktywniejszy

Z największego w Polsce programu badania osób starszych PolSenior wynika, że w związku ze zmianą struktury rodziny wzrasta liczba tzw. gospodarstw jednopokoleniowych, prowadzonych przez starsze osoby. Są one szczególnie zagrożone niesamodzielnością, a w 90 proc. wsparcie spoczywa dziś na barkach rodzin osób starszych. Pocieszające jest, że rośnie deklarowana sprawność fizyczna seniorów, jest obecnie o 20 proc. lepsza niż 20 lat temu.

– Problemem jest brak rozpoznania i odpowiednio wczesnego leczenia wielu chorób, m.in. cukrzycy, nadciśnienia tętniczego – argumentowała dr Małgorzata Mossakowska z warszawskiej Szkoły głównej Handlowej.

Należy też zachęcać pracodawców do zatrudniania seniorów. Państwo wspomaga rynek pracy, m.in. poprzez specjalne świadczenia, dopłacając pracodawcom do zatrudnienia osoby po 50. roku życia – przez rok, po 60. - nawet do 2 lat.

- Pracownik straszy musi też stale nabywać nowe umiejętności, konieczne na zmieniającym się rynku – mówił minister Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ważna jest także zmiana klimatu wokół starości.

– Musimy zacząć postrzegać ją jako wartość, jako jedną z cech pracownika, niekoniecznie dominującą. Podobnie jest z przypadku niepełnosprawności. Nie mówmy pracodawcom: „zatrudnij niewidomego”, ale „zatrudnij informatyka, prawnika, lekarza” – podsumowała Joanna Staręga-Piasek, doradca społeczny Prezydenta RP.




Data opublikowania dokumentu: 2014-10-17, 10.33
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 17.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 20, 2014 12:09 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Spada liczba zakładów pracy chronionej
Źródło: PAP

Tylko w pierwszym półroczu 2014 r. liczba zakładów pracy chronionej spadła o 10 proc. Oznacza to zmniejszenie szans na prace dla osób z większym stopniem niepełnosprawności – czytamy w „Naszym Dzienniku”.
W efekcie wprowadzonych w tym roku zmian przepisów związanych z zatrudnianiem niepełnosprawnych, które przytacza gazeta, stali się oni dla pracodawców „mniej opłacalni”.
Dlatego na koniec czerwca tego roku status zakładu pracy chronionej posiadało 1334 pracodawców, wobec 1416 na koniec minionego roku. Jeszcze na koniec 2007 r. funkcjonowało 2230 zakładów pracy chronionej, zatrudniających na etatach 184 tys. niepełnosprawnych. Obecnie w 1334 takich zakładach pracuje niespełna 149 tys. takich pracowników.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-20, 11.19
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/203565

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 20, 2014 12:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Debata u Prezydenta. Wybory: informacja to podstawa
Autor: Mateusz Różański, Źródło: inf. własna

- Na pewno ogromny wpływ na poziom zaangażowania obywatelskiego, wyrażającego się w uczestnictwie w akcie wyborczym, ma technika wyborcza i realna możliwość uczestniczenia w tym akcie – mówił Prezydent RP Bronisław Komorowski podczas debaty „Aktywność obywatelska – wybory i nie tylko”, która odbyła się w Pałacu Prezydenckim 15 października 2014 r. Odniósł się w ten m.in. sposób do danych dotyczących korzystania przez osoby z niepełnosprawnością z udogodnień wyborczych.
Dane na ten temat przedstawiła podczas debaty Joanna Załuska, dyrektorka programu Fundacji im. Stefana Batorego „Masz głos, masz wybór”.
- Podczas wyborów parlamentarnych w 2011 r. na 4 miliony osób z niepełnosprawnością zaledwie 12 427 wyborców zagłosowało przez pełnomocnika, a z nakładek brajlowskich, od tegorocznych wyborów samorządowych obowiązkowo dostępnych we wszystkich lokalach wyborczych, skorzystało zaledwie 214 osób – mówiła. – Świadczy to o tym, że mamy ułatwienia, ale informacja o możliwości skorzystania z nich nie dotarła do zainteresowanych – dodała Joanna Załuska.
Jej zdaniem brak informacji jest jedną z przyczyn niezawinionej absencji, która przekłada się na niską frekwencję w wyborach, a walka z tym zjawiskiem jest obowiązkiem instytucji państwowych, władz lokalnych, a także organizacji pozarządowych.
- Jest tutaj z nami Piotr Pawłowski, prezes Integracji, która szykuje kampanię informacyjną na ten temat – dodała.
Rzeczywiście, 15 października 2014 r. Integracja rozpoczęła kampanię informacyjną „Idziemy na wybory”, w ramach której informować będzie o ułatwieniach przewidzianych dla osób z niepełnosprawnością i obowiązkach, jakie mają wobec nich instytucje odpowiedzialne za organizację wyborów. Tematem kampanii będzie również konieczność dostosowania serwisów internetowych partii politycznych i komitetów wyborczych do potrzeb użytkowników z niepełnosprawnością. Warto już dziś zajrzeć na poświęconą kampanii stronę www.niepelnosprawni.pl/wybory

Szerszy problem
Oczywiście problem braku właściwej informacji, co podkreślali również inni uczestnicy debaty, dotyczy nie tylko osób z niepełnosprawnością, ale ogółu społeczeństwa. Szerzej na ten temat mówiła Róża Rzeplińska z serwisu www.MamPrawoWiedzieć.pl
- W 2011 roku po raz pierwszy osoby niegłosujące podały, jako przyczynę nieuczestniczenia w wyborach, to, że nie wiedziały, na kogo głosować – mówiła.
Jej zdaniem nie wynika to z nadmiaru kandydatów, ale przede wszystkim z braku informacji na temat ich kompetencji dotyczących stanowisk, o które się ubiegają. Podała przykład ulotek wyborczych kandydatów z poprzednich wyborów. Z ulotek trudno było wyczytać coś poza wytartymi hasłami, które często nie mają pokrycia w rzeczywistości, np. składanych przez kandydata na radnego obietnic zlikwidowania bezrobocia. Róża Rzeplińska zauważyła także, że wyborcy mają utrudniony dostęp do wiedzy na temat tego, kto dokładnie kandyduje z ich rejonu.
- Dowiedzenie się, na kogo mogę głosować w Warszawie na ulicy Opoczyńskiej i kto jest moim kandydatem, jest praktycznie niemożliwe – ubolewała.
Jej zdaniem powinien istnieć elektroniczny zintegrowany system wyszukiwania kandydatów, z podziałem na poszczególne szczeble samorządu.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-15, 15.32
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 17.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 22, 2014 08:29 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: PAP

Pogarsza się dostęp do rehabilitacji leczniczej; na zabiegi czeka coraz więcej osób, kurczy zaś się lista miejsc oferujących rehabilitację bez kolejki - informuje Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie. Zarzuca ministrowi zdrowia brak określenia standardów postępowania w rehabilitacji.
Według Izby model finansowania terapii jest skomplikowany i nie uwzględnia końcowego efektu leczenia, czyli tego, czy u pacjenta nastąpiła poprawa zdrowia. NIK przypomina jednocześnie, że w badanym okresie (2011 rok - maj 2013 r.) NFZ systematycznie zwiększał nakłady na rehabilitację leczniczą.

Większe kolejki, dłuższy czas oczekiwania
„Warunkiem skutecznej rehabilitacji leczniczej, przyjętym jako kanon polskiego modelu rehabilitacji, jest jej wczesne zapoczątkowanie. Ustalenia kontroli wskazują, że założenie to nie jest w Polsce realizowane” - czytamy w raporcie. W 11 województwach zwiększyła się liczba osób oczekujących na zabiegi oraz wydłużył rzeczywisty czas oczekiwania na nie.
Występowało duże zróżnicowanie regionalne w dostępie do świadczeń, np. dostęp do lekarskiej ambulatoryjnej opieki rehabilitacyjnej w województwach wielkopolskim i lubuskim był o 87 proc. niższy niż w woj. mazowieckim (dane z 2011 r.)
Rosła natomiast liczba oczekujących: na zabiegi w pracowniach fizjoterapii na koniec 2011 r. zapisanych było ponad 400 tys. osób, a pod koniec 2013 r. już niemal 613 tys., na oddziałach rehabilitacyjnych z kolei odpowiednio: ok. 114 tys. i ponad 150 tys. osób. W pracowniach fizjoterapii pod koniec 2011 r. pacjenci czekali na usługę przeciętnie 41 dni, w 2013 już 61 dni, na oddziałach rehabilitacyjnych odpowiednio: 174 i 251 dni.

Najbliższy termin za 3 lata
Jak podaje NIK, w szpitalu powiatowym w Białogardzie na oddziale rehabilitacji neurologicznej średni czas oczekiwania w raportach za wrzesień 2011 r. wyniósł 760 dni, w czerwcu 2012 r. – 720 dni, w marcu 2013 r. – 671 dni. Placówka podawała jednak oficjalnie niższe dane.
W przypadku 72,2 proc. skontrolowanych podmiotów, listy oczekujących na świadczenia były prowadzone prawidłowo lub z drobnymi uchybieniami. W pięciu przypadkach stwierdzono nieprawidłowości, które mogły świadczyć o braku sprawiedliwego, równego, niedyskryminującego i przejrzystego dostępu do zabiegów - było tak w Szpitalu Wojewódzkim im. Jana Pawła II w Bełchatowie, Wojewódzkim Szpitalu w Poznaniu i Szpitalu Rehabilitacyjno-Kardiologicznym w Kowanówku, SP ZOZ w Kościanie, i Szpitalu Powiatowym w Białogardzie.
Wbrew zapisom ustawy większość skontrolowanych świadczeniodawców (14 z 18) nie zapewniła pacjentom możliwości umawiania się na wizyty drogą elektroniczną od 1 stycznia 2013 r., co bez wątpienia dodatkowo utrudniało dostęp do świadczeń.
Z raportu wynika, że coraz mniej było gabinetów, w których świadczenia rehabilitacyjne realizowano bez kolejki, np. w przypadku fizjoterapii na koniec 2011 r. przyjmowano tak w co piątym gabinecie, na koniec 2013 r. już tylko w co dziesiątym.
Żaden z kontrolowanych świadczeniodawców nie wywiązywał się też z realizacji świadczeń fizjoterapii domowej (co najmniej 3 proc. kwoty miesięcznego kontraktu z NFZ).

Uchybienia po stronie resortu zdrowia
Według NIK minister zdrowia wciąż nie określił standardów postępowania w obszarze rehabilitacji leczniczej, co „hamuje rozwój nowoczesnej, efektywnej rehabilitacji, ocenianej przy użyciu mierzalnych czynników, skal i testów”. Bez jasnych kryteriów trudniej jest poza tym m.in. precyzyjnie rozstrzygnąć, który pacjent i jakich zabiegów rzeczywiście potrzebuje - twierdzi NIK. Kontrolerzy zarzucają też resortowi zdrowia, że nie dokonywał regularnej oceny dostępności świadczeń rehabilitacyjnych, zwłaszcza w odniesieniu do regionów.
NIK zwraca uwagę, że Polska znalazła się w nielicznej grupie państw Unii Europejskiej, które nie wypracowały jeszcze własnych norm regulujących zawód fizjoterapeuty. Prace nad odpowiednimi przepisami rozpoczęto cztery lata temu – w lutym 2010 r. – jednak ustawy wciąż nie ma. W konsekwencji fizjoterapeutą może być obecnie niemal każdy, także osoba bez odpowiedniego przygotowania (np. medycznego).

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-21, 12.35
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/203693

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 24, 2014 07:40 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: Mateusz Różański, Źródło: inf. własna

Rodzice dzieci z niepełnosprawnością odwiesili swój protest. Po ponad pół roku od okupacji sejmowych korytarzy zebrali się pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, choć w wyraźnie mniejszym gronie, by domagać się realizacji swoich postulatów. Chodzi m.in. o uzawodowienie ich codziennej opieki, podniesienie kwoty dodatku pielęgnacyjnego i pomoc w likwidacji barier architektonicznych.
- Wszystko, co obiecano nam w Sejmie, jest powoli wycofywane – mówiła Iwona Hartwich, organizatorka protestu.
Zdaniem protestujących rząd ograniczył się tylko do podniesienia wypłacanego im świadczenia, podczas gdy pozostałe postulaty pozostały niezrealizowane. Iwona Hartwich wylicza wśród nich pieniądze na likwidację barier architektonicznych, uzawodowienie opieki czy zabezpieczenie rodzica na wypadek śmierci dziecka.
- Matka, której dziecko niepełnosprawne umrze po dwudziestu latach opieki może, owszem, zarejestrować się w urzędzie pracy, ale nie otrzyma tam żadnej pomocy – mówiła.
Dlatego jednym z postulatów protestujących jest przywrócenie wcześniejszych emerytur dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością, jak również pomoc w aktywizacji zawodowej na wypadek śmierci dziecka.

Pomoc zamiast słów
Zdaniem Iwony Hartwich, dzieci z niepełnosprawnością potrzebują też zindywidualizowanej pomocy.
- Chcemy, by do naszych domów przychodził urzędnik nie po to, by oceniać, co mamy w lodówce, ale by nasze dzieci otrzymywały realną pomoc – mówiła organizatorka protestu.
Podobnego zdania na temat rezultatów wiosennych protestów i rozmów przy okrągłym stole jest Joanna Palica z Fundacji Koocham, która zajmuje się wsparciem opiekunów dzieci z niepełnosprawnością sprzężoną.
- Nie zmieniło się nic, rodzice znów musieli wyjść i protestować – mówiła. – Dalej nasz rząd nic nie zrobił, by pomóc niepełnosprawnym dzieciom. Podejrzewam, że znów będziemy musieli spotkać się pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów czy pod Sejmem i znów mówić o swoich problemach.

Wciąż brak systemu
- Zmieniło się tylko to, że dostałam dodatkowe 200 złotych do świadczenia pielęgnacyjnego – mówiła Monika Cycling z Fundacji Toto Animo, mama 24-letniego Błażeja z autyzmem. – Ale to nie zmienia mojej sytuacji. Potrzebne są zmiany systemowe – podkreśliła.
Przez to hasło rozumie przede wszystkim stworzenie placówek, w których dzieciom takim, jak jej Błażej, zapewniłoby się właściwe wsparcie i za jednym zamachem odciążyło ich opiekunów oraz pozwoliło na aktywizacje zawodową i społeczną dzieci.
- Walczyłam o uchwalenie przepisów, które pozwoliłyby na stworzenie takich właśnie placówek – mówiła Monika Cycling.
Jak sama przyznała, w tej chwili osoba niskofunkcjonująca z autyzmem w wieku jej syna skazywana jest na wegetację w czterech ścianach domu, a po śmierci rodzica - na pobyt w przepełnionym domu pomocy społecznej lub w zakładzie psychiatrycznym, co oznacza ogromny regres i zmarnowanie wieloletniej pracy rodziców i terapeutów. Drugą sprawą, o której mówiła Monika Cycling, jest opieka wytchnieniowa.
- Na przykład w Danii dziecko z niepełnosprawnością ma zapewnioną opiekę w dostosowanej do jego potrzeb placówce nie tylko ciągu tygodnia, ale też raz w miesiącu w jeden weekend i raz do roku przez dwa tygodnie w wakacje, co bardzo odciąża rodziców – mówiła.

To nie koniec
Organizatorzy protestu podkreślają, że to dopiero początek i będą protestować aż do skutku. Na pytanie, czy wezmą udział we wznowionych niedawno obradach tzw. okrągłego stołu, odpowiadają zgodnie, że jeszcze muszą to przemyśleć, zwłaszcza, że czują się zlekceważeni przez rząd.
- Ja osobiście nie widzę w tym sensu, politycy i tak nas nie słuchają – mówiła Maja Szulc, jedna z organizatorek manifestacji.
Protestujący zanieśli swoje postulaty do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie w imieniu nieobecnej premier Ewy Kopacz przyjęła je wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn. Następnie przenieśli się pod Sejm, gdzie chcieli wręczyć je marszałkowi, Radosławowi Sikorskiemu, który jednak odmówił im spotkania. Rodzice nie chcieli z kolei rozmawiać z Janem Węgrzynem z Kancelarii Sejmu.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-23, 20.23
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 23.10.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt paź 28, 2014 12:34 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Dziennik Gazeta Prawna (2014-10-28), autor: Michalina Topolewska, oprac.: GR

Samorządy sprzeciwiają się zwiększaniu dofinansowań do zakupu sprzętu rehabilitacyjnego i likwidacji barier architektonicznych. W przyszłym roku nie dostaną więcej pieniędzy na pomoc dla niepełnosprawnych – donosi Dziennik Gazeta Prawna
Propozycja podniesienia wysokości wsparcia znalazła się w nowelizacji rozporządzenia ministra pracy i polityki Społecznej z 25 czerwca 2002 r. w sprawie określenia zadań powiatu, które mogą być finansowane ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (tj. Dz.U. z 2013 r. poz. 1190 ze zm.). Przewiduje ono podwyższenie dofinansowania zakupu sprzętu rehabilitacyjnego - z 60 proc. do 80 proc. kosztu. Z kolei na likwidację barier architektonicznych można byłoby uzyskać dopłatę w wysokości do 95 proc. (obecnie maksymalnie 80 proc.) wydatków.
Zespół ds. ochrony zdrowia i polityki społecznej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego już po raz drugi negatywnie zaopiniował ten projekt. Powiaty, które zajmują się przyznawaniem pomocy niepełnosprawnym, zwróciły uwagę, że taka zmiana przepisów może spowodować, iż mniej osób skorzysta ze wsparcia.
Jest to związane z tym, że w 2015 r., od kiedy mają zacząć obowiązywać wyższe limity pomocy, samorządy otrzymają z budżetu PFRON tyle samo pieniędzy, co w 2014 r. na wszystkie zadania związane z rehabilitacją społeczną i zawodową. To oznacza, że albo przy dzieleniu pieniędzy powiaty ograniczą ich pulę przewidzianą na pozostałe formy wsparcia, albo mniej osób otrzyma dopłaty do sprzętu rehabilitacyjnego bądź likwidacji barier.

Więcej w Dzienniku Gazecie Prawnej z 28 października 2014 r.
dodano: 2014-10-28 11:17
Źródło:
http://www.baza-wiedzy.pl/index.php?ema ... slug=.html

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt paź 28, 2014 12:35 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Gazeta Prawna 43 tydzień 2014r.
Michalina Topolewska
Niepełnosprawni
Zakończył się właśnie etap testowania nowego instrumentu wsparcia osób niepełnosprawnych, które nie są aktywne zawodowo. W szukaniu, a potem utrzymaniu zatrudnienia pomagali im specjalnie przeszkoleni trenerzy.
Projekt, którego celem jest wypracowanie standardów pracy takich osób, jest finansowany ze środków UE i realizowany przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). Współpracuje przy nim z Polską Organizacją Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON) oraz Polskim Forum Osób Niepełnosprawnych (PFON).
– Trener pracy jest skierowany do osób z dysfunkcjami zdrowotnymi, które szczególnie utrudniają im podjęcie zatrudnienia i wymagają indywidualnego podejścia. Trener ma im pomóc w określeniu własnych możliwości i umiejętności oraz dopasowaniu do nich odpowiedniego stanowiska pracy – tłumaczy Krystyna Mrugalska, honorowy prezes PFON.
Na początku projekt zakładał prowadzenie w pięciu województwach rekrutacji osób, które chciały zostać trenerami pracy. Spośród ponad dwustu kandydatów wybranych zostało siedemdziesięciu dwóch. Wśród nich byli między innymi instruktorzy terapii zajęciowej, ale też osoby bez doświadczenia w pracy z niepełnosprawnymi. Ukończyli oni specjalne szkolenie, a niepełnosprawnych, którzy mieli korzystać z ich wsparcia, poszukiwali między innymi w urzędach pracy i powiatowych centrach pomocy rodzinie.
– Zgłosiło się do nich 490 osób, a wśród nich przeważały osoby z upośledzeniem umysłowym i chorobami psychicznymi – podkreśla Monika Zakrzewska z PFON.
W efekcie działań trenerów pięćdziesięciu trzem osobom udało się znaleźć i utrzymać pracę, kolejnych jedenastu rozpoczęło staże zawodowe finansowane ze środków urzędów pracy.
Adam Hadław, dyrektor do spraw problematyki pracodawców POPON, zwraca uwagę, że choć praca trenerów przynosi wymierne efekty, to nie zastąpi ona innych form wspierania zatrudnienia, takich jak na przykład dofinansowania do pensji niepełnosprawnych pracowników.
– Trenerzy od wielu lat z sukcesami działają w Irlandii, jednak ze względu na różnice między naszymi rynkami pracy oraz systemami prawnymi nie jest możliwe przeniesienie do nas zasad ich funkcjonowania w całości – wskazuje Adam Hadław.
Teraz projekt przewiduje oszacowanie skutków finansowych związanych z działalnością trenerów pracy. Dopiero potem okaże się, czy to narzędzie zostanie stałym elementem wspierania niepełnosprawnych.
Dwadzieścia dwa i cztery dziesiąte procenta wynosił w 2013 roku wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 29, 2014 08:42 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: Mateusz Różański, Źródło: inf. własna

„Po pierwsze, trzeba chcieć. Po drugie, trzeba umieć. Po trzecie, nie trzeba się bać. Po czwarte, trzeba się porozumieć” - to słowa Jacka Kuronia, będące mottem organizowanego już po raz czwarty przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku. Nagradzane są w nim firmy i organizacje łączące biznes z działaniami prospołecznymi. W tym roku jury konkursu doceniło organizacje zatrudniające osoby z niepełnosprawnościami.
Stowarzyszenia, spółdzielnie, zakłady aktywności zawodowej – rozwój różnych form ekonomii społecznej w ostatnich latach jest faktem. Zdaniem licznych ekspertów, jest to świetny sposób na aktywizację zawodową osób z grup zagrożonych wykluczeniem. 21 października 2014 r. najbardziej wyróżniające się inicjatywy zostały nagrodzone podczas uroczystej gali w Pałacu Prezydenckim.
- To jest niezwykle cenne pokazywać, jak może funkcjonować społeczeństwo obywatelskie, jak oddolne inicjatywy mogą się pięknie rozwijać – mówiła do laureatów Małżonka Prezydenta RP, Anna Komorowska, która objęła konkurs honorowym patronatem.

Nagrody za aktywizację
Nagrody przyznawano w dwóch głównych kategoriach: „Pomysł na rozwój” i „Przedsiębiorstwo społeczne roku”. W tej pierwszej zwycięzcą została Spółdzielnia Socjalna „Wyspa Przygód” z Mielca, zajmująca się świadczeniem różnorodnych usług dla rodziców i dzieci (są to m.in. całoroczna sala zabaw dla dzieci, awaryjne pogotowie „Niania potrzebna natychmiast!”), a także organizująca bezpłatne szkolenia dla bezrobotnych.
O tym, jak ważną rolę w polskiej przedsiębiorczości społecznej odgrywają osoby z niepełnosprawnością, świadczy przyznanie nagrody głównej w kategorii „Przedsiębiorstwo Społeczne Roku” Spółdzielni Socjalnej OPOKA, która prowadzi m.in. punkt gastronomiczny w Kluczach. Spółdzielnia zatrudnia około 50 osób (głównie z niepełnosprawnością). Spółdzielnia otrzymała nagrodę w wysokości 25 tys. zł, ufundowaną przez Fundację Credit Cooperatif.
Nagrodę Specjalną Rady Konkursu otrzymało inne przedsiębiorstwo zatrudniające osoby z niepełnosprawnością - Fundacja „Praca dla Niewidomych” ze Stanisławowa, prowadząca Rolniczy Zakład Aktywności Zawodowej. Fundacja od 10 lat oferuje usługi cateringowe oraz sprzedaje produkty z własnych upraw ekologicznych.

Wytrwałość w dążeniach
Międzynarodowa grupa konsultingowa PwC, będąca jednym z partnerów konkursu, ufundowała również nagrodę finansową w wysokości 5 tys. zł. Za wyjątkową wytrwałość w dążeniu do realizacji celów społecznych otrzymało ją Stowarzyszenie Rodzin Zdrowie Psychiczne „U Pana Cogito”, które prowadzi zakład aktywności zawodowej „U Pana Cogito” Pensjonat i Restauracja, zatrudniając osoby chorujące psychicznie.
W tegorocznej edycji nagrodę publiczności zdobyła Arte Wielobranżowa Spółdzielnia Socjalna z Bielawy, a nagrodę przyznawaną przez laureatów poprzednich konkursów - wielobranżowa spółdzielnia socjalna Panato z Wrocławia.

Data opublikowania dokumentu: 2014-10-23, 13.56
Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/203958

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lis 04, 2014 12:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Autor: bż/ec / Źródło: TVN24 Łódź

Bili niewidomego, bo - jak mówili śledczym - za dużo wypili alkoholu. Przed sądem stanie 19-letni Piotr J. i jego o rok młodsza dziewczyna, Patrycja P. Oboje są oskarżeni o występek chuligański jakim było pobicie niewidomego w łódzkim autobusie. Akt oskarżenia w tej sprawie został już wysłany do sądu.
- Para przyznała się do winy. Podczas śledztwa oboje wyrażali ubolewanie, że dopuścili się przestępstwa. Teraz grozi im do 3 lat więzienia - mówi tvn24.pl Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.
Oboje staną przed sądem z wolnej stopy. W ramach środka zapobiegawczego śledczy wyznaczyli im dozór policyjny - para musi się meldować na policji 5 razy w tygodniu. Jak jednak informują śledczy, młodzi chuligani najpewniej trafią za kratki.

Bulwersująca napaść. Grupa nastolatków pobiła niewidomego, bo zwrócił im uwagę
- Prokurator zakwalifikował ich czyn jako występek chuligański. Taka kwalifikacja sprawia, że kara może być przez sąd warunkowo zawieszona tylko w szczególnie uzasadnionym przypadku - tłumaczy prokurator Krzysztof Kopania.

Bo zwrócił uwagę
Do zdarzenia doszło 6 maja, około godz. 16:00. Do autobusu linii 57 wsiadła grupa młodych ludzi. Dwóch chłopaków (w wieki 19 i 14 lat) i dwie dziewczyny (19 i 16 lat) zaczęło zachowywać się wulgarnie. Jak informują prokuratorzy, nastolatkowie zaczęli niszczyć elementy autobusu i zachowywać się wulgarnie. Dlaczego? Jak później ustalili śledczy, pijana, 19-letnia Patrycja P. chciała skorzystać z toalety. Ponieważ autobus nie zatrzymał się "na żądanie", dziewczyna wpadła w furię, którą podchwycili jej znajomi.
Skandalicznie zachowującym się nastolatkom zwrócił uwagę 36-letni Marcin Kaczorowski, niewidomy. To rozsierdziło młodych ludzi, którzy najpierw zaczęli wyzywać mężczyznę, a potem zaczęli uderzać. Całe bulwersujące zajście zarejestrowały kamery zainstalowane w miejskim autobusie.

"To trudny chłopak"
Dwoma młodszymi sprawcami, 14-letnim Kacprem M. i 16-letnią Pauliną J. zajmie się sąd rodzinny. Nieletni również atakowali niewidomego, też byli nietrzeźwi. Młodszy ze sprawców był podopiecznym jednego z łódzkich klubów sztuk walki.
- To trudny chłopak. Miał swój potencjał, ale wolał towarzystwo szemranych kolegów. Był u nas od dwóch lat, kilka miesięcy temu przestaliśmy nad nim pracować - mówi tvn24.pl Jarosław Olczyk, jeden z trenerów 14-letniego napastnika.
Z agresywną grupą, feralnego dnia podróżował 19-letni znajomy chuliganów. Początkowo chłopak usłyszał identyczne zarzuty jak Piotr J. i Patrycja P. Dopiero później śledztwo wykazało, że jako jedyny był trzeźwy.
- Dodatkowo ustaliliśmy, że starał się powstrzymywać znajomych. Śledztwo w jego sprawie zostało umorzone - informuje prokurator Kopania.

Źródło:
http://www.tvn24.pl/pod-sad-za-pobicie- ... 422,s.html

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr lis 05, 2014 06:46 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
data publikacji - 21 października 2014 r.

W ubiegłym roku, 16 marca 2013, opublikowany został na stronie RETINA FORUM artykuł pt. "Japończycy w niezwykłej walce z AMD i rakiem, orężem - iPS" (indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste, ang.: iPSC - induced pluripotent stem cells).
Jest to rewolucja w badaniach genetycznych, wielka nadzieja w medycynie. W 2006 roku Shinya Yamanaka zaprezentował w świecie nauki swoje niezwykłe odkrycie, które wykazało, że dojrzałe komórki organizmu można cofnąć w rozwoju do etapu komórek macierzystych, które w kolejnym etapie mogą być przekształcane w dowolne, wybrane komórki organizmu.
W 2012 roku Yamanaka otrzymał za to wspaniałe osiągnięcie naukowe Nagrodę Nobla.
We wrześniu 2014 r. ukazały się w wielu mediach na świecie informacje pochodzące z raportu Instytutu RIKEN w Kobe, w Japonii, że w kraju kwitnącej wiśni rozpoczęto pierwsze badanie kliniczne z wykorzystaniem iPS na pacjencie z AMD, zaawansowanym zwyrodnieniem plamki żółtej związanej z wiekiem, tzw. odmianą "mokrą". Dokonano przeszczepu tkanki nabłonka barwnikowego siatkówki oka, która powstała z komórek iPS (wcześniej przeprowadzano je na zwierzętach doświadczalnych).
Zespół kierowany przez okulistę, Masayo Takahashi, przedstawił program badawczy w zeszłym roku i rozpoczął przygotowania do zabiegu. W skrócie - najpierw pobrane od pacjenta próbki skóry są izolowane z fibroblastów, a następnie przeznaczone do wygenerowania komórek iPS, które z kolei są "przetwarzane" w komórki nabłonka barwnikowego siatkówki oka.
Jak informuje Instytut RIKEN, pierwsza tego typu operacja w świecie nauki przebiegła pomyślnie. Klaster komórek o wymiarach 1,3 × 3 mm został przeszczepiony do oka siedemdziesięcioletniego pacjenta z AMD. Nie było żadnego większego krwawienia lub powikłań. W ramach kontynuacji badań mają być przeprowadzane kolejne przeszczepy.
Pacjenci poddawani będą badaniom kontrolnym co miesiąc zaraz po zabiegu w pierwszym półroczu, a następnie co dwa miesiące; w drugiej połowie roku: na ostrość widzenia, ciśnienie wewnątrzgałkowe, i za pomocą technik obrazowania, na wygląd punktu wszczepienia komórek. Pacjenci będą poddawani badaniom przez następnie trzy lata.
Badania nie są pozbawione ryzyka wystąpienia nowotworów, ponieważ istnieje obawa, że komórki iPS mogą indukować powstawanie guzów. W badaniach przeprowadzonych na myszach nie wykazano guzów nowotworowych powstałych z komórek wytworzonych z iPS.
Ryzyko jest niewielkie, ale nie można tego wykluczyć, badania naukowe muszą w stu procentach wykazać efekt końcowy, miejmy nadzieję, że jak najbardziej pozytywny.
Od dwóch lat z uwagą śledzimy postępy w tej niezwykłej gałęzi badań genetycznych, która "...otwiera drogę do tworzenia części zamiennych człowieka, tych części, które nam się psują. Opracowaną [...] procedurę można wykorzystać absolutnie do wszystkiego.
Można naprawiać zniszczone mięśnie serca, można tworzyć nowe organy, można tworzyć nową nerkę. To zresztą już robiono na modelach zwierzęcych" - powiedział prof. Piotr Stępień z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN oraz Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Źródło:
http://www.retina-forum.pl/nauka1.html

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lis 25, 2014 07:31 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
24.11.2014
Autor: Mateusz Różański
Źródło: inf. własna

Wykorzystanie robotów w terapii, obsługa komputera za pomocą klawiatury numerycznej, seksualność osób z MPD i sytuacja osób z chorobą psychiczną – to tylko niektóre z tematów prac magisterskich i doktorskich nagrodzonych w konkursie „Otwarte Drzwi”,, którego finał odbył się w 20 listopada Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Konkurs został zorganizowany przez PFRON.
Nagrody przyznawane były w czterech kategoriach: prace magisterskie z zakresu rehabilitacji medycznej, prace magisterskie z zakresu rehabilitacji zawodowej oraz rozwiązań technologicznych służących osobom niepełnosprawnym, prace magisterskie z zakresu rehabilitacji społecznej oraz prace doktorskie.

Seksualność i schizofrenia
W pierwszej kategorii główną nagrodę w wysokości 5000 zł zdobyła Klaudia Czapla, absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, za pracę pod tytułem „Potrzeby seksualne i samoocena seksualna a przejawy zachowań seksualnych u młodych osób z mózgowym porażeniem dziecięcym”. Równie interesujące są prace, które zajęły miejsca drugie i trzecie w tej kategorii : „Świadomość środowiska lokalnego dotycząca funkcjonowania osób z chorobą psychiczną i współczesnych środowiskowych form wsparcia” Agnieszki Wołowiec-Olesińskiej i „Akceptacja choroby i umiejscowienie kontroli zdrowia a style radzenia sobie ze stresem u osób chorujących na schizofrenię”. Autorki obu prac w bardzo nowatorski sposób podeszły do kwestii problemów osób z niepełnosprawnością psychiczną.

Nowe technologie
Tytuły zwycięskich prac w kategorii dotyczącej tematyki rehabilitacji zawodowej oraz rozwiązań technologicznych świadczą o tym, jak wielką rolę w rehabilitacji osób z niepełnosprawnością mają nowe technologie.
Pierwsze dwa miejsca i nagrody w wysokości odpowiednio 5000 zł i 3000 zł otrzymały anglojęzyczne prace dotyczące problematyki życia osób z dysfunkcją wzroku. Tytuł pierwszej z nich, napisanej przez Katarzynę Siudę z Uniwersytetu Jagiellońskiego, to „Reading with eyes closed. The effects of tactile Braille reading course in the sighted examined with fMRI”, co można przetłumaczyć jako “Czytać z zamkniętymi oczami. Efekty nauki kursu alfabetu Braille’a zbadane za pomocą funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego”.
Drugie miejsce zajęła praca absolwenta Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej Piotra Dzwiniela „Development and validation of new software for visual field diagnosis”. Praca Dzwiniela dotyczyła badania pola widzenia przy diagnozie chorób oczu, np. jaskry. Z praktycznymi efektami przeprowadzonych przez niego badań można się zapoznać na stronie:
http://neurovision.nencki.gov.pl/specvis/home.html

Własne doświadczenia
Niezwykle ciekawa, bo wynikająca z własnych doświadczeń, była praca zdobywcy trzeciego miejsca, Leszka Lorensa: „Wprowadzanie danych w oparciu o niestandardową obsługę podstawowych urządzeń wejścia przez osoby pozbawione sprawności manualnej”. Jej autor, absolwent Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, będący osobą z mózgowym porażeniem dziecięcym, opisał stworzony przez siebie system obsługi komputera za pomocą klawiatury numerycznej i naciskania klawiszy brodą.
W kategorii dotyczącej rehabilitacji społecznej zwyciężyła praca Natalii Ratajczak-Szponik – „Dostępność przestrzeni publicznych dla osób niepełnosprawnych na przykładzie Wrocławia”, a drugie i trzecie miejsca zdobyły: Joanna Grzesiak – za pracę pt. „Skuteczność procesu rehabilitacyjnego dziecka z niepełnosprawnością w subiektywnej ocenie rodziców uczestniczących w procesie usprawniania” i Ewelina Koziara, której praca nosiła tytuł „Wymiary pracy biograficznej osób z niepełnosprawnością ruchową nabytą i wrodzoną”.

Robot rehabilitant
Nagrodę za doktorat ( 7 tys. zł) otrzymał Artur Gmerek z Politechniki Łódzkiej, który w ramach swojej pracy pt. „Optymalizacja konstrukcji i sterowanie robota do rehabilitacji kończyny górnej wykorzystującego biologiczne sprzężenie zwrotne” stworzył projekt robota przemysłowego. Urządzenie to, sterowane za pomocą podłączonych do ręki elektrod, można wykorzystywać do żmudnych działań rehabilitacyjnych.
Doktor Gmerek pracuje w tej chwili nad podobnym projektem w Katarze; do dyspozycji ma grant wynoszący milion dolarów.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/219417

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Ślepy traf
PostNapisane: Wt lis 25, 2014 14:04 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Newsweek numer 47/2014 rok
Małgorzata Święchowicz, Bartosz Frydrych

Prowadził lekcje, sprawdzał klasówki, matury. Nikt nie zauważył, że nie widzi. Udawał, dopóki nie zderzył się z murem – dosłownie. Historię nauczyciela, który stracił wzrok, będzie można zobaczyć w kinie.
Przez trzy lata nic innego nie było w stanie mnie zainteresować – opowiada reżyser Jacek Lusiński. Tylko to: jak człowiek traci wzrok, upada, podnosi się po stracie. Wtedy, trzy lata temu, usiadł przy śniadaniu z „Wyborczą”, przeczytał tekst o nauczycielu historii z Lublina, który przestał widzieć, a ponieważ bał się, że go wyrzucą z pracy, zaczął udawać, że widzi.
– Już mi się nie chciało jeść – wspomina. Myślał tylko, żeby jak najszybciej pojechać do Lublina, poznać tego człowieka. Z czasem zaczął wręcz u niego pomieszkiwać, chodził z nim do szkoły, patrzył, jak prowadzi lekcje i bezkolizyjnie sunie między ławkami. Od razu zobaczył w tym materiał na film i książkę. Pisał kolejne wersje scenariuszy, które producenci odrzucali. Mówili, że nie widzą potencjału. Kto na to pójdzie do kina? Właśnie skończył pracę nad książką, film też udało się zrobić. „Carte Blanche” według jego scenariusza i w jego reżyserii jest po pokazie kolaudacyjnym. W głównej roli Andrzej Chyra.

Zygzakiem.
Maciej Białek, pierwowzór filmowego bohatera, pracuje w szkole od 20 lat. Po studiach trafił do VIII LO przy Słowiczej w Lublinie. Wtedy widział nawet drobną czcionkę. Z czasem w polu widzenia pojawiła się plama. Jeszcze tylko po bokach coś się dawało zauważyć. Później i te obrzeża zaczęły tracić ostrość. Jakby ktoś mu okręcił głowę tiulem. Retinitis pigmentosa – zwyrodnienie barwnikowe siatkówki: traci się wzrok nieodwołalnie.
– Z coraz większym trudem wyławiałem kontury, zamazywały się rysy twarzy. W końcu zacząłem znajomych poznawać po tym, jak się ruszają, jak stawiają kroki – wspomina Białek. Jak to jest: widzieć i nagle koniec? U niektórych jest tak, jakby w oczach rozlał się czarny atrament. U niego akurat jakby mleko się rozlało. Teraz ma już tylko poczucie światła. Najbardziej było żal czytania. Czytał od czwartego roku życia, i z czasem wszystko: książki historyczne, kulinarne, powieści, biografie, kryminały. Ostatni, po który sięgnął to „Rainmaker” Johna Grishama. Większość pensji wydawał na książki. I nawet kiedy już nie widział, to kupował, znosił do domu. Ludzie go stale widzieli z książką. Czyta, a więc widzi – sądzili. Do szkoły szedł z domu piechotą 10 minut. Pierwsza myśl po tym, jak przestał widzieć: skontaktować się z dyrektorką szkoły i powiedzieć, że powinna poszukać nowego nauczyciela historii. Ale druga myśl: przecież jeszcze wczoraj uczyłem. A teraz co? Renta? Oddać się pod opiekę rodzicom? A później wylądować w ośrodku pomocy społecznej?
– Byłem na studiach doktoranckich, musiałem przerwać – opowiada.
– Przerażała mnie myśl, że będę też musiał odejść z pracy. Czułem jednocześnie żal i gniew. Teraz mówię to z zażenowaniem, ale wtedy o niewidomych myślałem jak o niepełnosprawnych intelektualnie. Nie wyobrażałem sobie siebie z białą laską, sądziłem, że jak ją wezmę do ręki, to się zdegraduję. Ludzie pomyślą: kretyn. Będą mu się przyglądać, gdy zacznie stukać tą laską, iść niezbornie, zygzakiem, wchodzić w kałuże, śmieci, psie kupy. I tak – udając, że widzi – chodził koślawo, sąsiedzi podejrzewali, że wypił. Ale wolał, żeby brali go za pijącego niż niewidzącego.

Ścieżki w pamięci.
W sumie najłatwiej byłoby się wtedy poddać. Iść na głodową rentę, przestać wychodzić z domu, nie narażać się na plotki o piciu, błądzenie, potykanie.
– Ale we mnie wciąż była myśl, że przecież jeszcze wczoraj uczyłem. Może dziś też dam radę? – wspomina. Drogę do szkoły znał na pamięć.
– Jeśli się chodzi wciąż tymi samymi ścieżkami, ich obraz ma się w mózgu. Idzie się „widząc” – mówi. Pod warunkiem że ktoś nie przewróci kosza na środek chodnika, bo wtedy już po tobie. Wiedział, gdzie w pokoju nauczycielskim jest regał z dziennikami, musiał tylko policzyć przegródki. W klasie znał układ ławek.
– Gdy się o coś potknąłem, na coś wpadłem, obracałem to w żart. Uczniom powiedziałem, że nie lubię papierkowej roboty i przysposobię asystenta do prowadzenia dziennika. W każdej klasie miałem kogoś, kto sprawdził listę obecności, wpisał do dziennika podyktowany przeze mnie temat lekcji. Pomyślałem: skoro dziś tak dobrze poszło, to może jeszcze jutro spróbuję? Początkowo zamierzałem uczyć najwyżej do końca tygodnia. Później, tylko do końca semestru. Ale przyszedł nowy semestr i zacząłem myśleć, że dam radę do końca roku. A gdy minął pierwszy rok, przyszła myśl, że skoro się udało, to może jeszcze w przyszłym pouczę?

Białek – dusza towarzystwa. Zawsze wszystkich rozbawia.
– Ale miewał trudne chwile, załamania. Czuł się koszmarnie, dzwonił w nocy, że już nie da rady – wspomina jego przyjaciel Wojciech Bogdan. Znają się ze studiów. Białek kończył historię, Bogdan prawo, ale trzymali się razem. Jemu się przyznał, gdy przestał widzieć. Jemu się żalił. Choć to typ silny: inteligencja, dowcip, autoironia. Jednak i takim zdarza się nie chcieć żyć, płaczą. Zaczął tracić wzrok w 1997 roku. Nie słyszało się wtedy o komputerach z oprogramowaniem dla niewidzących, audiobookach czy skanerach, dzięki którym można zamienić druk na mowę.
– W Lublinie był chyba jeden taki skaner, na uniwersytecie – mówi Białek.
– Kosztował 50 tysięcy złotych. Ja wówczas zarabiałem 580, musiałbym odkładać przez 10 lat. Gdy potrzebował nowych materiałów do lekcji, trzeba było sprawdzić klasówki – musiał prosić o pomoc przyjaciela.
– Każdy weekend spędzałem u Maćka – opowiada Wojciech Bogdan.
– Czytałem klasówki na głos, on mówił: za to jeden punkt, za to zero. Namawiałem go czasami: daj temu więcej, coś jednak napisał. Mowy nie było, nie podciągał ocen. Prowadziłem mu szkolną dokumentację, pomagałem wypisywać świadectwa. Byłem jego oczami.

Głową w mur.
Udawał przez cztery lata.
– Jak wpadłem? Prozaicznie – wspomina Białek. Nie ma roku, żeby grono lubelskiej „ósemki” nie wybrało się gdzieś wspólnie, a to w polskie góry, a to za granicę. W ostatnie wakacje byli w Hiszpanii i Portugalii. Wcześniej w Rosji, na Litwie, Półwyspie Krymskim. Wtedy byli na Węgrzech. Zatrzymali się w hotelu, w którym korytarze były poprzedzielane szerokimi występami. Nie wyczuł przeszkody, wyrżnął, pękł łuk brwiowy. Wszyscy w szoku: – Jak mogłeś nie zauważyć tego muru? Nie widzisz czy co?
– No, nie widzę – przyznał się. Wcześniej, w ciągu tych czterech lat udawania, zdradził się tylko przed dwiema najbardziej zaufanymi koleżankami z pracy: katechetką i nauczycielką biologii. W czasie zwiedzania, gdy był w nowym, obcym miejscu, brał jedną lub drugą pod rękę.
– Zacząłem mieć opinię męskiej, szowinistycznej świni, która nie jest w stanie przywiązać się do jednej kobiety – żartuje. Najbardziej stresujące były chyba jednak wspólne posiłki. Nowe miejsce to nowe smaki. Czasami dostaje się na talerzu coś, co nie wiadomo, jak wygląda, jaką ma konsystencję.
– Trzeba było tak brać potrawy, by jedząc, nie zwracać na siebie uwagi. Kombinować, być kilka kroków do przodu, by się nie zdradzić. Gdy ktoś nalewał kawę, zapamiętać, gdzie odstawił dzbanek, gdzie jest filiżanka, talerzyk, żeby – gdy się będzie po coś sięgać – nic nie potrącić, nie wylać. Do tego zadbać, by nie było niezręcznej ciszy przy stole. Lepiej jest, gdy toczy się ożywiona rozmowa. Trzeba uważnie patrzeć w kierunku tego, kto mówi. Wtedy, nawet gdy coś się trąci, da się to wytłumaczyć tym, że jest się zaabsorbowanym rozmową. Tak, to już był teatr – wspomina. Gdy się wydało, był pewien, że to koniec, dyrektorka szkoły wyrzuci go z pracy. Dowiedział się później, że nie mogła spać, rozważała: zwolnić go, nie zwolnić. Nie zwolniła. Nadal mógł uczyć. Nic się nie zmieniło.
– Poza tym, że poczułem ulgę – mówi Białek.
– Oto nie muszę już oszukiwać, udawać, kryć się. Mogę sobie pozwolić na komfort bycia sobą.

Pięknie słucha.
– Nie chciał, żebym robił o nim film. Jego historia jest tylko punktem wyjścia – tłumaczy Lusiński. Dużo czytał o tej chorobie, którą ma Białek.
– Straszne tortury – mówi. Człowiek wie, że oślepnie, pytanie: kiedy? Wieczorem kładzie się spać bez pewności, co zobaczy, gdy się obudzi. Może już nic?
– Byłam przerażona – wspomina Małgorzata Pacholec, dyrektor Polskiego Związku Niewidomych. Jej też, jak Białkowi, widzenie odebrała Retinitis pigmentosa. Była nauczycielką WOS, zrezygnowała z pracy. Nie wyobrażała sobie, jak ma wyjść do uczniów, nie widząc. Bała się. Prowadzi stowarzyszenie zrzeszające ludzi z genetycznymi schorzeniami siatkówki (szacuje się, że z samym tylko zwyrodnieniem barwnikowym jest w Polsce 10 tysięcy osób, a kilkanaście razy więcej ma choroby o podobnym przebiegu). Kiedyś na spotkaniu stowarzyszenia zapytała: czy komuś zdarzyło się udawać, że widzi? Okazało się, że każdemu. Zalicza się wpadki, potknięcia, poturbowania. Jak się człowiek przewróci, mówi: ale ze mnie niezdara, cha, cha, cha.
– Jak długo się da, prowadzi się tę grę pozorów – tłumaczy dyrektor Pacholec.
– Nikt nie chce pokazać, że jest słaby. Próbuje zachować to, co miał do tej pory, trzyma się tego pazurami.
Lucyna Mądra, dyrektorka VIII LO w Lublinie: – Maciek często jeździ do Warszawy na naukowe konferencje, raz wsadził nogę między peron a stopnie w drzwiach pociągu, zdarł sobie skórę do żywego. Ale on się nad sobą nie rozczula. Prze do przodu. Jest obeznany w technicznych nowinkach, świetnie zorganizowany. Od lat było wiadomo, że nie widzi najlepiej, ale że wcale... – Trudno się było zorientować, bo gdy z kimś rozmawia, patrzy tak żywo. Jego oczy nie są martwe – mówią w szkole. Kiedyś nawet jego najlepszy przyjaciel zgłupiał. Może teraz Maciek udaje, że nie widzi?
– Urządzał mieszkanie, trzeba było wybrać kafelki. Mówię: Maciek, te kafle będą idealne na podłogę, te na ścianę. Dotyka, myśli, w końcu mówi, że są za ciemne. Poszedł sobie szukać innych. I, kurczę, wybrał jaśniejsze. Nie wiem, jak to zrobił – wspomina Wojciech Bogdan. W ubiegłym miesiącu był świadkiem na ślubie Białka.
– To w ogóle ciekawa historia – mówi reżyser Jacek Lusiński. Nie chciał, żeby film był wierną kopią życia, i wymyślił, że jego niewidomy bohater pozna nauczycielkę języka polskiego. Gdy skończył zdjęcia, co słyszy? Że Maciej Białek zakochał się w nauczycielce polskiego z Jasła, poznali się na wykładach w Krakowie, w Centrum Badań nad Zagładą Żydów Polskich. W przerwie podeszła, zapytała, czy napiłby się kawy.
– Ma kilka rodzajów wrażliwości – to Magdalena zauważyła dość szybko.
– Tego wcześniej u nikogo nie spotkałam. Uważniej odbiera świat niż ja. Potrafi pięknie słuchać. To rzadkość. Raczej każdy mówi, a jeśli jeden z rozmówców zawiesza głos, to drugi wykorzystuje to, by się wstrzelić, powiedzieć swoje. W Krakowie rozmawiali, a równocześnie on uważnie się jej „przyjrzał”.
– Niewidomy ma ten bonus, że może osobę dopiero co poznaną bezkarnie dotknąć, objąć na chwilę, skraca się dystans. „Widzi” się już, jaka jest figura – śmieje się Białek. Z przyjemnością „zauważył”, że drobna, 161 centymetrów wzrostu, zgrabna. Ciemna blondynka.
– Tak ją sobie wyobrażałem. I taka jest – mówi o żonie.
– Piękna. Jak to się mówi: ślepy traf.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 03, 2014 09:58 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
01.12.2014
Autor: Beata Rędziak
Źródło: inf. własna

Większa liczba studentów, wzrost aktywności zawodowej, więcej pracodawców na otwartym rynku pracy i lepszy dostęp do budynków dla osób z niepełnosprawnością – to według ministra Jarosława Dudy, pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych, jedne z najważniejszych zmian dotyczących osób niepełnosprawnych, które zaszły w ubiegłym roku.
26 listopada br. przedstawił on na posiedzeniu sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny sprawozdanie z realizacji Karty praw osób niepełnosprawnych w 2013 r. – Obserwujemy stały wzrost osób niepełnosprawnych na studiach, co jest też wynikiem realizowanych przez PFRON programów. Obecnie mamy 27 tys. 400 studentów i ponad 700 doktorantów – mówił minister.

Znaczny wzrost zatrudnienia
Według niego jednym z najbardziej pozytywnych zjawisk jest wzrost liczby osób z niepełnosprawnością na rynku pracy – wskaźnik zatrudnienia wzrósł o 2 proc.; w szczególności dotyczy to zatrudnienia osób z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności. – Wzrosła także liczba pracodawców zatrudniających osoby z niepełnosprawnością. Było ich ponad 9 tys. w 2008 r., a w 2013 r. już 19 tys. – nastąpił wzrost o 107 proc. Liczba pracodawców na otwartym rynku pracy wzrosła z 7 tys. w 2008 r. do 17 tys. w 2013 r. – to wzrost o ponad 150 proc. – wyliczał Jarosław Duda.
Dodał, że liczba pracodawców na chronionym rynku pracy zmalała o 35 proc. Pełnomocnik podkreślił, że ostatnie badania BAEL wskazują na 1,5-procentowy wzrost aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnością.
– Jestem spokojny o kolejne wyniki tych badań, mam przekonanie, że będzie coraz lepiej i wskaźnik będzie coraz większy – powiedział Duda.

W administracji bez zmian
Zaznaczył także, że największą bolączką wciąż jest stan zatrudnienia osób z niepełnosprawnością w administracji publicznej, w której nie ma znaczącej poprawy. Z doświadczeń Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych wynika, że często przeszkodą w zatrudnieniu w ministerstwach są niskie płace, na które nie godzą się aplikujące osoby z niepełnosprawnością.
- Czasami łatwiej jest zatrudnić gabinet polityczny niż osobę z niepełnosprawnością – powiedział poseł Tadeusz Tomaszewski (SLD). – Pozytywną sprawą jest na pewno aktywność sportowa osób niepełnosprawnych. Wprowadziliśmy opiekę medyczną dla uczestników olimpiad dla osób głuchych. Co prawda nie udaje mi się przekonać ministra sportu, żeby postąpić tak samo z uczestnikami olimpiad specjalnych oraz żeby zwolnić od podatku ich stroje – mówił poseł.Pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych zaznaczył także, że prace w Komisji Kodyfikacyjnej nad zmianą systemu ubezwłasnowolnienia w Polsce są zaawansowane i niebawem będzie mógł je przedstawić.
Z kolei poseł Stanisław Szwed (PiS) zwrócił uwagę, że obraz osób niepełnosprawnych, na który wskazuje Karta Praw Osób Niepełnosprawnych, pozostawia jeszcze wiele do życzenia. – Poziom ubóstwa rodzin z osobami niepełnosprawnymi jest wciąż bardzo wysoki – podkreślił.
Komisja Polityki Społecznej i Rodziny przyjęła sprawozdanie z realizacji Karty Praw Osób Niepełnosprawnych w 2013 r. Teraz będzie ono przedstawione w Sejmie.

Sprawozdanie dostępne jest tutaj:
http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/ ... e/2611.pdf

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/228742

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 03, 2014 10:01 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
02.12.2014
Autor: PAP

Trener pracy i asystent osoby niepełnosprawnej - te dwie formy pomocy będą w przyszłym roku priorytetem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej - mówi w rozmowie z PAP, w przeddzień Światowego Dnia Osób Niepełnosprawnych, ich rządowy pełnomocnik Jarosław Duda. W Polsce osób z niepełnosprawnościami jest ok. 5 mln; ponad 3,2 mln ma prawne orzeczenie o stopniu niepełnosprawności.
- 3 grudnia - Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych - to dobry moment, by powiedzieć o sukcesach i problemach osób z niepełnosprawnością, które w naszym kraju stanowią ok. 10-12 proc. społeczeństwa. Choć udało się wiele zrobić, wciąż jesteśmy w drodze, w procesie zmian, szczególnie po ratyfikowaniu przez Polskę Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych. Dla rządu, samorządu, środowiska osób niepełnosprawnych jest to istotny drogowskaz - powiedział pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych, Jarosław Duda.
Według niego zmienia się świadomość Polaków, przestają postrzegać niepełnosprawność jako coś wstydliwego, co stygmatyzuje.
- Niepełnosprawność jest jedną z cech określających człowieka i widać to nawet w sensie werbalnym - kiedyś osobę z niepełnosprawnością określano - kaleka, inwalida, teraz już to nie funkcjonuje. W świadomości społecznej zaczyna istnieć przekonanie, że można być pełnoprawnym obywatelem, mając dysfunkcję. Każdy z nas ma albo może mieć jakąś specyficzną cechę - podkreślił minister Duda.

Trener pracy i asystent
Jego zdaniem konieczne jest wprowadzenie wczesnej interwencji i rozwijanie szerokiej oferty edukacyjnej dla niepełnosprawnych dzieci - od edukacji włączającej po szkoły specjalne, a także wprowadzenie w Polsce trenera pracy i asystenta osoby niepełnosprawnej.
- W przyszłym roku naszymi priorytetami będą trener pracy i asystent osoby niepełnosprawnej, to są dwie kluczowe kwestie dotyczące osób z niepełnosprawnościami. I na takiej zindywidualizowanej pomocy będziemy się koncentrować - powiedział Jarosław Duda.
Trener pracy pomagałby osobie z niepełnosprawnością w poszukiwaniu pracy i jej utrzymaniu; otaczałby go kompleksową opieką - począwszy od decyzji o podjęciu zatrudnienia, przez przygotowanie profilu zawodowego, szkolenia w pracy i monitorowania, po pomoc w jej trakcie. W polskim prawie nie ma takiej instytucji.
Asystent oferuje wsparcie w tych momentach, w których osoba z niepełnosprawnością nie może sama sobie poradzić z powodu barier architektonicznych, komunikacyjnych bądź mentalnych, towarzyszy jej w różnego rodzaju aktywnościach, np. w drodze na rehabilitację czy do kina. Program asystentów rozwijają niektóre samorządy, np. Białystok.

Więcej placówek dziennego pobytu
Zdaniem Jarosława Dudy konieczna jest też rozbudowa oferty bezpiecznego dziennego pobytu. Podkreślił, że warsztaty terapii zajęciowej spełniły pokładaną w nich nadzieję jako przygotowanie do aktywności zawodowej, zarówno na chronionym, jak i otwartym rynku pracy, i właśnie one są najlepszym miejscem dla dziennego pobytu osób z niepełnosprawnościami.
Pełnomocnik przyznał, że oferta tego typu jest bogata w dużych miastach, jednak poza nimi brakuje takich miejsc.
- Zarówno ja, jak i moi następcy będziemy musieli wykonać dużo pracy w tym zakresie - dodał.
Minister Duda uważa, że bariery są także w osobach niepełnosprawnych.
- Duża grupa w dalszym ciągu chciałaby być traktowana inaczej, ze specjalnymi przywilejami, co w pewnych graniach jest oczywiste. Ale trzeba dążyć do takiego skonstruowania systemu, gdzie osoba z niepełnosprawnością, przy odpowiednim wsparciu, będzie się uważała za pełnoprawnego obywatela, członka społeczności lokalnej, ogólnokrajowej - wyjaśnił.

Żadna dysfunkcja nie wyklucza z rynku pracy
W jego opinii, wiele osób z niepełnosprawnością nie chce zaryzykować wejścia na rynek pracy, bo boi się, że utraci rentę.
- Nazywamy to pułapką rentową i z tym trzeba coś zrobić. Kiedyś był taki projekt, może należy do tego wrócić, że jeżeli ktoś z przyznanym świadczeniem chce pracować, to mu się to umożliwia. Dla państwa byłoby to też korzystne, bo jako pracownik odprowadzałby składki - powiedział minister Duda.
Jego zdaniem za 5-10 lat osoby z niepełnosprawnościami będą ważnym podmiotem na rynku pracy, bo takie są tendencje demograficzne, będzie brakować osób w wieku produkcyjnym, a przybywać seniorów.
- Dlaczego osoba z mniejszą lub większą dysfunkcją, przy dzisiejszych udogodnieniach i wspomaganiu, nie miałaby pracować? Nie ma już takiej dysfunkcji, która by wykluczała z rynku pracy - zapewnił minister Duda.
Podkreślił, że organizacje pozarządowe mają duże sukcesy w aktywowaniu osób z niepełnosprawnością intelektualną.
- Bardzo wiele z nich sprawdza się w pewnego rodzaju pracy - usługach hotelarskich, porządkowych, gastronomicznych. Te osoby nie są skazane na to, by tkwić w bezradności - uważa pełnomocnik.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/228946

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 03, 2014 10:02 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
02.12.2014
Autor: rozm. Agnieszka Fiedorowicz

Janusz Świtaj jest najbardziej znaną osobą z niepełnosprawnością w Polsce, oddychającą za pomocą respiratora. Jego historia poruszyła Polaków, kiedy w 2007 roku domagał się zgody na zaprzestanie uporczywej terapii, utrzymującej go przy życiu. Stał się bohaterem mediów, zyskał przyjaciół, wiele osób postanowiło mu pomóc. Kupiono mu za ok. 200 tys. zł wózek z przenośnym respiratorem. Po 15 latach opuścił dom, pracuje w fundacji Anny Dymnej "Mimo wszystko" jako analityk internetowego rynku osób niepełnosprawnych - obsługuje komputer ustami. Zapytaliśmy go, co było największą barierą, jaką pokonał w swoim życiu?
Agnieszka Fiedorowicz: Tytuł „Człowieka bez barier” to radość, ale i pewnie odpowiedzialność...
Janusz Świtaj: To dla mnie ogromne przeżycie. Statuetka będzie miała w moim pokoju i pamięci szczególne miejsce. Jak wspomniałem w swojej przemowie, zostanie „Człowiekiem bez barier 2014” doda mi „powera”, wzmocni moje już ponadnaturalne siły i zaowocuje jeszcze lepszym działaniem na rzecz osób niepełnosprawnych.
Wielokrotnie zwracał Pan uwagę na problem braku usług asystenckich dla osób ze znaczną niepełnosprawnością. To chyba wyzwanie na miarę „Człowieka bez barier”?
Sam jako jednostka ciągle o to apeluję, wysyłałem już dwukrotnie listy do byłego premiera Donalda Tuska. Niestety, sprawa wciąż spychana jest na margines. Chciałbym zachęcić do wspólnej debaty na ten temat kilku głównych fundacji w naszym kraju. Gdyby dziś zabrakło mi pieniędzy na asystenta, z powrotem utknąłbym w łóżku i nie mógłbym wykonać żadnego ruchu, musiałbym przerwać wszystkie podjęte działania. Wiem, jakie to ważne i chciałbym, aby inne osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności, które chcą się uczyć, pracować, aktywnie żyć, miały takiego asystenta przypisanego z urzędu. Takie osoby powinny być wyselekcjonowane i przygotowane do pełnienia swej roli. Obecnie sam wyszukuję takich ludzi, mija wiele tygodni zanim asystent oswoi się z moją niepełnosprawnością, nauczy skomplikowanej aparatury, wózka, respiratora. Niemniej warto, aby władze pochyliły się nad tym problemem i znalazły środki na finansowanie takich usług.
Jaką największą barierę musiał pokonać w swoim życiu „Człowiek bez barier 2014”?
Na szczęście nie mentalną. Nigdy nie miałem barier w świadomości, byłem nastawiony na życie. Największą barierą był brak możliwości opuszczenia OIOM, bo nie mieliśmy domowego respiratora. Gdy wreszcie w 1999 roku znalazłem się w domu, barierą było przykucie do łóżka. Nie marzyłem, że w polskich realiach mógłbym mieć wózek z respiratorem, który tak mnie usprawni. Pokonałem barierę wyjścia z domu! To opuszczenie 8. piętra było symboliczne.
Jakie ma pan plany na najbliższą przyszłość?
Jak tylko wrócę z Warszawy, 4 grudnia angażuję się w akcję „Kulawy Mikołaj” na naszej uczelni Uniwersytecie Śląskim. 7 grudnia jadę do Bielska-Białej na akcję „Moto Mikołaje”. Z przyjaciółmi motocyklistami cały listopad zbieraliśmy fundusze dla dzieci z jedynego w Bielsku państwowego domu dziecka. Za te pieniądze kupimy pieluchy, łóżka, materace, których brakuje, ale oczywiście też prezenty, żeby dzieci miały bogatego i radosnego mikołaja. Część funduszy, które zostaną zebrane, będą wykorzystane latem na wyjazd nad morze lub w pobliskie góry.
Czego – nie tylko „świątecznie” - chciałby pan życzyć przyszłym laureatom konkursu „Człowiek bez barier”?
I tym obecnym, i tym przyszłym laureatom chciałbym życzyć, aby dawali z siebie jak najwięcej, żeby byli inspiracją dla osób niepełnosprawnych, zwłaszcza tych, którzy mają depresję, zmagają się ze swoimi słabościami. Chciałbym, abyśmy byli godnym wzorem do naśladowania, także dla zdrowych, którzy obserwują nasze działania i uświadamiają sobie, że ich problemy w porównaniu do naszych są naprawdę niewielkie. Nie ma co się zamartwiać, trzeba iść do przodu i starać się czerpać z życia pełnymi garściami!

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/228966

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 03, 2014 10:06 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Poznań: Pan Niewidomy skazany, ale nie ukarany
Dziennik Bałtycki z dnia 28.11.2014
autor: Barbara Sadłowska

Poznański Sąd Rejonowy Grunwald - Jeżyce uznał w piątek pięćdziesięcioletniego Piotra J. winnym natarczywego żebractwa w poznańskich tramwajach. Nie ukarał go jednak ani aresztem ani ograniczeniem wolności. Jak wyjaśniła sędzia Magdalena Adamiec, z uwagi na trudną sytuację zdrowotną i materialną obwinionego. Żebrzącego z białą laską mieszkańca Dolska znają od lat chyba wszyscy pasażerowie poznańskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Podobno zaczynał na Placu Wielkopolskim od zbierania na operację matki. Potem jego terenem łowieckim stały się tramwaje. W marcu 2013 roku zatrzymała go policja. Piotr J. usłyszał zarzut natarczywego i oszukańczego żebractwa. Wielu poznaniaków widywało go w sytuacjach, które nijak nie przystawały do osoby niewidomej, ale biegły okulista stwierdził, że Piotr J. teraz faktycznie nie widzi.
Sędzia Magdalena Adamiec przypomniała, że w Polsce żebractwo nie jest zakazane. Wykroczeniem staje się wtedy, gdy obwiniony ma z czego żyć lub jest zdolny do pracy. Albo oszukuje czy czyni to w sposób natarczywy.
- Pomoc ma być aktem dobrej woli darczyńcy - nie wymuszenia - powiedziała sędzia Adamiec.
Tymczasem Piotr J. wielokrotnie zaczepiał każdego pasażera, a ich odmowy niewybrednie komentował. Orzeczenie można zaskarżyć.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 03, 2014 10:13 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
27.11.2014
Autor: Dorota Próchniewicz

3 grudnia obchodzimy Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych. W całym roku kalendarzowym jest prawie pięćdziesiąt ważniejszych dat poświęconych osobom niepełnosprawnym i przewlekle chorym. Wciąż ich przybywa. Co nam zostaje z tych dni czy tygodni? Jaki mają sens?
Ostatnie miesiące roku obfitują w tego typu obchody. W grudniu święto mają chorzy na AIDS, gruźlicę, dotknięci autyzmem. W październiku i listopadzie świętowali między innymi: cukrzycy, reumatycy, kobiety z rakiem piersi, osoby jąkające się, niewidomi. Ci ostatni fetują nawet ze trzy razy w roku. Bo każdy ze świątecznych dni ustanowiony został przez inną organizację, czasem lokalną, związaną np. z danym krajem.
Najbardziej znane, bo obchodzone na całym świecie, są dni ustanowione przez WHO, czyli Światową Organizacje Zdrowia oraz – przede wszystkim – przez ONZ, jak właśnie wspomniany grudniowy Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych. Obchodzimy go od 1992. Wcześniej, bo od 1956 roku -- prawdopodobnie jako najstarsze święto tego rodzaju – w trzecią niedzielę marca obchodzono Międzynarodowy Dzień Inwalidów. Został on ustanowiony po katastrofie górniczej w belgijskim Marcinelle, w której zginęło 262 górników, a wielu straciło zdrowie. W Polsce od 1959 był to dzień ważny przede wszystkim dla emerytów i rencistów. Ta data do dziś jest w kalendarzu, ale trzeba przyznać, że słowo „inwalida” jest coraz rzadziej używane i marcowa niedziela powoli odchodzi w zapomnienie.

Zmiany i uzupełnienia
Pojawiają się nowe święta – bo zmienia się postrzeganie pewnych rodzajów niepełnosprawności, które kiedyś były nie do końca rozpoznane, mało znane, traktowane inaczej niż dziś. Dobrym przykładem jest autyzm. W pierwszym tygodniu grudnia osoby z autyzmem mają swój Europejski Tydzień Autyzmu, koordynowany przez organizację Autism Europe, związaną z WHO. Ale bardziej znany i huczniej obchodzony (od 2007 roku) jest Międzynarodowy Dzień Świadomości Autyzmu (2 kwietnia) pod auspicjami ONZ.
Od 2005 roku 21 marca to Światowy Dzień Zespołu Downa (od 2012 pod patronatem ONZ) – zaburzenia dawniej skrywanego, wręcz wyśmiewanego. W październiku pojawił się Dzień Mózgowego Porażenia Dziecięcego, jednak raczej mało znany, mimo że sama przypadłość jest przecież częsta. Jak poszukamy, znajdziemy dni dedykowane osobom chorym psychicznie, z depresją, chorym na astmę, osteoporozę, na serce, parkinsona, alzheimera… Ważnym świętem staje się Dzień Godności Osoby z Niepełnosprawnością Intelektualną (5 maja).
Organizacje działające na rzecz leczenia, poprawy warunków życia, wzrostu świadomości społecznej dotyczącej danej choroby czy niepełnosprawności działają coraz prężniej. Ale też wiele chorób i zaburzeń wciąż nie doczekało się swojego dnia. Nie mają aktywnego, skutecznego lobby? Gdyby miały, nie byłoby chyba dnia wolnego od przypominania opinii publicznej o jakichś problemach zdrowotnych…
Pytanie tylko, czy to rzeczywiście jest skuteczne. Można nawet spytać: po co to wszystko?

Dobra strategia
Kiedyś to były inne czasy… Organizowano zjazdy, akademie, rozdawano prezenty, łatwiej było załatwić coś w gminie, jakiś lokal czy dofinansowanie. Ale też tych świąt było mniej. Dziś integracja środowiska w jakimś jednym wybranym dniu straciła na znaczeniu – ludzie każdego dnia integrują się w rozmaitych społecznościach internetowych, łatwiej dostępne są grupy wsparcia w różnego rodzaju organizacjach. Dziś toczy się walka o uwagę społeczeństwa (dni walki też bez trudu znajdziemy w kalendarzu – z depresją, z otyłością…). Zorganizować akcje, konferencję, dni otwarte to nic. Trzeba przede wszystkim sprawę skutecznie nagłośnić. Tak kombinować, by naszą akcją zainteresowały się władze, zwykli ludzie, a nade wszystko – media, które docierają do jednych i drugich.
Dziś organizacje, żeby skutecznie pomagać, popularyzować wiedzę muszą – jak każda firma – mieć dobre strategie marketingowe i PR, i to długoterminowo. Trzeba się wysilić i podrzucić coś interesującego wybrednym mediom, ludziom, którzy mają swoje sprawy na głowie. Nie wszyscy to potrafią, nie wszyscy rozumieją. Na pewno nie można mówić tylko o problemach i potrzebach, ale pokazać, że na swój sposób jesteśmy „fajni”, interesujący – coś osiągamy, coś nam się udaje, coś możemy zaoferować innym. Właśnie ci „inni” – zdrowi, „normalni” – mają tu największe znaczenie.

Oto my
Społeczna wiedza o niepełnosprawności jest wciąż niewielka, dziurawa i stereotypowa: albo współczucie albo niechęć. Rządzący też wolą pewnych rzeczy nie widzieć, nie przyjmować do wiadomości (np. ekonomicznych skutków stereotypowego traktowania osób z niepełnosprawnością i ich rodzin jako niezdolnych do pracy, rozwoju, niemających wyższych potrzeb ponad te związane z dysfunkcjami). Zbyt rzadko zauważa się w osobach niepełnosprawnych zwyczajność, normalność. A my im chcemy powiedzieć: „Oto jesteśmy. Z naszą chorobą. Z naszymi niepełnosprawnościami. Zobaczcie nas. Poznajcie. Przyjmijcie takich, jakimi jesteśmy”. O tym, że chcemy mieć miejsce w społeczeństwie, my pamiętamy każdego dnia. Nieraz boleśnie odczuwamy – jako niepełnosprawni i ich opiekunowie, że wyrzucani jesteśmy na margines, traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Nierozumiani. Bo chyba taka jest oczekiwana kolejność: żeby najpierw zrozumieć, okazać szacunek i zainteresowanie, a potem wspomagać. Bo pomoc niewątpliwie jest potrzebna.
Taki właśnie wydaje się sens tych dni, tygodni, świąt, by małymi krokami zmieniać świadomość, przekonywać do siebie. I to się naprawdę dzieje, choć na pewno wolniej, niż byśmy chcieli. Kropla drąży skałę. Światowy Dzień Walki z Rakiem (4 lutego) czy Międzynarodowy Dzień Białej Laski (15 października) nie są może tak zabawne, jak Dzień Kota czy Dzień bez Stanika, ale istnieją, pokazują społeczne problemy, w te dni można dowiedzieć się czegoś ważnego. Tekst oddaję do redakcji w Dniu Pluszowego Misia, Dniu bez Futra, Dniu Tramwajarza oraz Kolejarza. Ani słowa o żadnych chorobach. Więc bez obaw, że zdominujemy kalendarz.
Ale my przecież każdego dnia zaświadczamy o naszej sytuacji - w miejscach, gdzie musimy coś załatwić, wśród ludzi, z którymi się stykamy. Może w święta moglibyśmy też odpocząć, zabawić się, zapomnieć o problemach, poczuć się normalnie i zwyczajnie. To też ma sens.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 27.11.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 03, 2014 10:14 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
27.11.2014
Autor: Mateusz Różański
Źródło: inf. własna

Nowe zasady wydawania kart parkingowych wywołują ogromne kontrowersje. Wśród nieprzychylnych komentarzy często gubi się prawdziwy cel nowych przepisów – uwolnienie tzw. kopert dla najbardziej potrzebujących. O tym mówi kampania Integracji.
30 czerwca 2015 r. to ostateczny termin, w którym ważność utracą stare karty parkingowe. Po tej dacie parkować na tzw. kopertach będą mogły tylko osoby z dokumentami wydanymi wedle nowych przepisów, które weszły w życie w lipcu 2014 roku. Ta potężna, bo dotycząca 650 tys. ludzi, zmiana przepisów wywołuje ogromne kontrowersje. By wyjaśnić, na czym polegają zmiany przepisów, Integracja we współpracy z PFRON i Orlenem zorganizowała kampanię informacyjną „Uwalniamy koperty dla najbardziej potrzebujących!”. O jej założeniach i działaniach rozmawiano podczas konferencji prasowej, która odbyła się na dachu parkingu Galerii Mokotów w Warszawie 27 listopada 2014 r.

Doda już nie zaparkuje
- Cała ta zmiana jest po to, by tzw. koperty służyły tym osobom, które najbardziej tego potrzebują. Stąd bardzo precyzyjne określenie kręgu osób, które będą mogły korzystać z kart parkingowych na nowych zasadach – mówił poseł Sławomir Piechota, główny inicjator zmiany przepisów.
Z jego wyliczeń wynika, że w tej chwili na jedną tzw. kopertę przypada aż pięćdziesiąt osób uprawnionych do korzystania z niej.
- Trzeba mocno podkreślić, że ta zmiana wynika z narastającej liczby sygnałów, iż stary system kart parkingowych przestał skutecznie pomagać osobom z niepełnosprawnością – mówił poseł Piechota.
Dodał, że coraz częstsze były przypadki zajmowania miejsc oznaczonych kopertą przez osoby ewidentnie niemające problemów z poruszaniem się. Jego zdaniem wynika to z faktu, że karty parkingowe przyznawano do tej pory dość swobodnie, praktycznie każdemu, kto wykazał jakiekolwiek problemy zdrowotne – słynna jest sprawa piosenkarki Doroty Rabczewskiej (Dody), która, jak się okazało, też dysponowała kartą parkingową. Poseł Piechota przypomniał, że nowe przepisy zakładają również grzywnę w wysokości 2 tys. zł dla osoby, która w sposób nieuprawniony posługuje się kartą parkingową, np. wystawioną na osobę nieżyjącą lub tę, której nie ma w samochodzie.
- Pod tym względem opieramy się na wzorcach brytyjskich, gdzie w marcu zeszłego roku wprowadzono karę w wysokości tysiąca funtów dla osób bezprawnie zajmujących tzw. koperty – tłumaczył parlamentarzysta.
Poseł Piechota mówił też o tym, że stare karty parkingowe, ze względu na często słabą jakość druku, były zbyt łatwe do podrobienia i wiele osób wykorzystywało nawet domowe drukarki do produkcji własnych kart.
- Nowe karty będą drukowane centralnie, dzięki czemu trudniej je będzie podrobić – mówił poseł i poinformował, że od 2016 roku mają one być także rejestrowane w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK).

Nie dla wnuczka
- Ktoś z państwa zapytał mnie dzisiaj, dlaczego tak trudno dotrzeć z informacją do osób bezprawnie korzystających z kart, że są one zarezerwowane do osób najbardziej tego potrzebujących – mówił prezes Integracji Piotr Pawłowski. – Rzeczywistość jest taka, że miejsca z tzw. kopertami są często zwolnione z opłat. Dodatkowym "bonusem" dla takich osób jest też możliwość wjeżdżania na niektóre ulice, np. Krakowskie Przedmieście w Warszawie, normalnie zamknięte dla prywatnych samochodów – dodał.
Zdaniem prezesa Integracji ważne jest więc, by przy każdej możliwości informować ludzi o tym, że miejsca oznaczone tzw. kopertą są przeznaczone tylko i wyłącznie dla ludzi, którzy rzeczywiście takiego udogodnienia potrzebują, tj. dla osób ze znacznymi problemami w poruszaniu się.
- Żeby to wszystko działało, potrzebna jest współpraca z policją i strażą miejską – powiedział prezes Integracji, zapraszając do wypowiedzi mł. insp. Marka Konkolewskiego z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.
- Pracę z zakresu kontroli osób, które parkują na miejscach przeznaczonych dla osób z niepełnosprawnościami, ułatwi nam CEPiK – zaczął swą wypowiedź mł. insp. Konkolewski.
Przyznał, że karta parkingowa jest niezwykle pożądanym dokumentem i tym bardziej powinna być dostępna tylko dla tych, którzy jej potrzebują. Zauważył jednak, że egzekwowanie przepisów jest często skomplikowane.
- Bardzo trudno jest ustalić, czy osoba parkująca, mająca za przednią szybą kartę parkingową, jest rzeczywiście do tego uprawniona. Ktoś zawsze może się wyłgać, że czeka na dziadka, babcię – wyjaśniał młodszy inspektor i dodał, że cieszy się, iż wprowadzone zostaną nowe wzory kart parkingowych, które sprawią, że trudniej będzie ten dokument podrobić. Marek Konkolewski zaproponował też, by w najbliższej przyszłości stworzyć także karty czasowe, które służyły by ludziom z czasowymi problemami w poruszaniu się – z poważnymi złamaniami, po wypadkach itp.

Wyzwanie dla wszystkich
Miejsca parkingowe przeznaczone dla osób z niepełnosprawnością zajmowane są bezprawnie przy urzędach, szpitalach, szkołach. Problem dotyczy jednak także obiektów komercyjnych, w tym parkingów przed centrami handlowymi. Przykładem dobrych praktyk w przeciwdziałaniu tego typu procederowi jest warszawska Galeria Mokotów.
- Osoby z niepełnosprawnością to nasi klienci i w naszej gestii jest to, by czuły się one dobrze i miały zapewnione dobre warunki – mówił dyrektor zarządzający Galerii Mokotów Anthony Vesin.
- Biorąc pod uwagę fakt, że nowe karty będą wydawane na maksymalnie pięć lat, to w naszym, środowiska osób z niepełnosprawnością, interesie jest to, by system wydawania kart była szczelny i karty należały tylko do osób, które ich potrzebują – mówił, kończąc konferencję, Piotr Pawłowski.
Przypomnijmy, że wedle nowych przepisów karty przysługują tylko tym osobom, które posiadają ważne orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności oraz osobom z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, której przyczyną jest choroba wzroku (symbol 04-O), niepełnosprawność narządu ruchu (05-R) lub choroba neurologiczna (10- N) lub osobom z niepełnosprawnością do 16. roku życia. Dodatkowo warunkiem koniecznym są znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się.
Nowe karty będą ważne przez maksymalnie pięć lat od daty ich wydania. Ma to zapobiec sytuacji korzystania z nich po śmierci ich posiadaczy. Jest to o tyle ważne, że szacuje się, iż w tej chwili w samej tylko Warszawie wykorzystywane jest aż 9 tys. kart należących do zmarłych.
Szczegółowy poradnik na temat kart parkingowych można znaleźć na naszym portalu oraz na stronie kampanii www.kartaparkingowa.pl.

Wyższa konieczność
Jak nietrudno się domyślić, wprowadzanie w życie nowych przepisów o kartach parkingowych wiąże się z poważnymi trudnościami i budzi niekiedy bardzo skrajne emocje. Szczególne kontrowersje budzi utrata uprawnień do karty parkingowej osób z lekkim stopniem niepełnosprawności. W ocenie samych zainteresowanych przepisy te naruszają konstytucyjną zasadę praw nabytych. Wiele osób kieruje skargi do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO). Pełniąca tę funkcje prof. Irena Lipowicz rzeczywiście ma wątpliwości, czy w sytuacji, gdy przepisy wprowadzają instrumenty mające wpłynąć na wyeliminowanie nieuprawnionego posługiwania się kartami oraz zapewniają obowiązek zwiększenia przez zarządców dróg liczby tzw. kopert, konieczne było eliminowanie z grupy uprawnionych do karty osób z lekkim stopniem niepełnosprawności.
Według rzecznika praw obywatelskich ustawodawca powinien stosować środki, które mniej ingerują w prawa obywateli. Prof. Lipowicz zastanawia się także, co było podstawą przyjęcia zasady, że u osób z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się, będące warunkiem koniecznym starania się o kartę, mogą wynikać wyłącznie z powodu choroby narządu wzroku, choroby neurologicznej lub narządu ruchu, podczas gdy w przypadku osób ze znacznym stopniem takiego ograniczenia nie ma. O te wątpliwości zapytaliśmy posła Sławomira Piechotę.
- Konstytucja zakłada, że pewne przepisy można zmieniać w sytuacji wyższej konieczności społecznej. A z taką niewątpliwie mamy do czynienia w kwestii kart parkingowych – mówił poseł Piechota. – W tej chwili mamy około 13 tys. miejsc parkingowych i 650 tys. kart. Dlatego aby mogli z nich korzystać ci, którzy najbardziej ich potrzebują, czyli osoby z wyraźnymi problemami w poruszaniu, trzeba było zaostrzyć przepisy – podsumował.

Kampania finansowana ze środków PFRON, partner akcji: Orlen, organizator kampanii: Integracja

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 27.11.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt gru 05, 2014 12:51 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
02.12.2014
Autor: Agnieszka Fiedorowicz, współpraca: Mateusz Różański; Źródło: inf. własna

2 grudnia, podczas uroczystej gali na Zamku Królewskim w Warszawie, wręczono nagrody w XII edycji konkursu „Człowiek Bez Barier”. Zdobywcą tytułu został Janusz Świtaj. Przyznano także cztery wyróżnienia, które odebrali Małgorzata Hałas-Koralewska, Adam Feliks Czeladzki, Krzysztof Jankowski i Bartłomiej Skrzyński. Nagrodę Publiczności – ponad 2750 głosami – internauci naszego portalu przyznali Adamowi Feliksowi Czeladzkiemu.
– Witamy Państwa bardzo serdecznie na uroczystej Gali Finałowej XII Konkursu „Człowiek bez barier” – przywitał gości prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji Piotr Pawłowski. Następnie przekazał głos prowadzącemu galę Radkowi Brzózce, dziennikarzowi telewizyjnemu i reporterowi, który prowadzi w TVP1 autorski program popularnonaukowy „Jak to działa?”.
Piotr Pawłowski podziękował małżonce prezydenta RP Annie Komorowskiej, która po raz kolejny objęła konkurs honorowym patronatem. Prowadzący odczytał list, który Anna Komorowska skierowała do gości Gali: „Serdecznie gratuluję laureatom tegorocznego konkursu „Człowiek bez barier”, którego dwunasta już odsłona przypada w roku, w którym Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji świętuje 20-lecie powstania. Ostatnie dwie dekady w działalności organizacji to okres zbierania doświadczeń, prowadzenia fachowego doradztwa, (…) zmieniania świadomości społecznej: to również i przede wszystkim czas nieustannego zabiegania o świat bez barier. Taki kształt kreują obecni i wszyscy wcześniejsi laureaci konkursu – zauważyła pierwsza dama. „To dzięki Państwa postawie, odwadze, silnej woli i chęci działania powoli zmienia się na lepsze środowisko, w którym Państwo żyją, a my bardziej świadomie dostrzegamy Państwa potrzeby i podziwiamy zaangażowanie w bardzo rożnych sferach życia. Są dla nas Państwo przykładem, jak wytrwale i mimo przeciwności losu robić to, co uważa się za słuszne i potrzebne”.

Wojownik pokonuje siebie
Następnie prezes Piotr Pawłowski przybliżył zebranym ideę konkursu „Człowiek bez barier”, który po raz pierwszy odbył się w 2003 r. – Europejskim Roku Osób Niepełnosprawnych. Celem konkursu jest prezentowanie sylwetek wyjątkowych osób z niepełnosprawnością, które niezależnie od miejsca zamieszkania, statusu społecznego, zawodu czy wykształcenia łączy postawa życiowa i zaangażowanie na rzecz innych. Wszyscy, którzy znaleźli się w półfinałowej piętnastce, codziennie udowadniają, że bariery istnieją dla tych, którzy nie chcą ich pokonać.
– To już XII gala finałowa. Kapitule konkursu od lat przewodniczy prof. Antonina Ostrowska. Już niejednokrotnie chciała zdezerterować, ale jej wiedza i doświadczenie są nam niezbędne – żartował Piotr Pawłowski. Przypomniał słowa Konfucjusza: „Najsilniejszym wojownikiem jest ten, kto pokona siebie”. – Niepełnosprawność jest wyzwaniem, pokonywaniem siebie. Laureaci to osoby, które podróżują, latają, nurkują; łączy ich to, że wychodzą z domu, przełamują bariery”.
Prowadzący zaprosili na scenę posła Sławomira Piechotę, przewodniczącego sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, który był laureatem pierwszej edycji konkursu.
– Dziękuję za zaszczyt udziału w tej uroczystości w tak ważnym czasie. Wynika to z wielu rocznic, (…) 25 lat wolnej Polski, 20 lat Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, 10 lat Polski w UE. Pytanie, na ile te 25 lat budowy polskiej demokracji przełożyło się na poprawę sytuacji osób niepełnosprawnych? Wiele się przez ten czas udało, można stąd czerpać siłę, nadzieję, wiarę, że wszystko jeszcze przed nami. Ale w przyszłości jest tyle niewiadomych; żyjemy w czasach nieznośnej niepewności: o pracę, zdrowie, naszych bliskich – to wręcz paraliżuje. Jeśli potrafimy obejrzeć się za siebie i zobaczyć, ile się udało, to czerpiemy z tego siłę, by iść naprzód – mówił Sławomir Piechota. – 25 lat temu osoby niepełnosprawne były izolowane, jedynie pojedynczy ludzie byli w stanie przebić się do głównego nurtu. Dziś ta niepełnosprawność znormalniała, stała się czymś zwykłym w kulturze, edukacji. Drogowskazem jest obecnie konwencja ONZ ds. praw osób niepełnosprawnych, która wskazuje nowe cele – ale to od nas zależy, czy znajdziemy sposoby, by do tych celów zmierzać – zaznaczył.
Po tych powitaniach na scenie pojawił się Roman Roczeń, wyróżniony w konkursie „Człowiek bez barier” w 2006 roku niewidomy pieśniarz i gitarzysta, jeden z najbardziej znanych autorów szantowych, mający na koncie m.in. płyty „Mogę kopać tu dalej”, „Kraina Mayo” czy „Chłodnia” (utwór o tym tytule dotarł do 20. miejsca listy przebojów Programu III Polskiego Radia). Wykonał utwór „Mały miś”. – Nieczęsto się zdarza, że własne środowisko potrafi spośród siebie wybrać najlepszych, ale ten konkurs jest tego przykładem – mówił artysta.

Mój prywatny Mount Everest
- Drodzy Państwo! Oto przed nami ogromne emocje, przechodzimy do wręczania nagród – zapowiedział prowadzący Radek Brzózka. Najpierw publiczność obejrzała krótkie materiały filmowe, prezentujące sylwetki czterech wyróżnionych przez Kapitułę Konkursu osób: Małgorzatę Hałas-Koralewską, Adama Feliksa Czeladzkiego, Krzysztofa Jankowskiego, Bartłomieja „Skrzynię” Skrzyńskiego (informacje o nich przedstawiamy poniżej).
- Każdy ma swój Mont Everest do pokonania, dla mnie był nim powrót do latania” mówił w filmie Adam Feliks Czeladzki. Nie dotarł na Galę. „Pozdrawiam serdecznie wszystkich zgromadzonych na gali, przepraszam wszystkich, ale 2 grudnia jestem już w Afryce, gdzie testuję nowy model szybowca! Życzcie mi szczęścia! Serwus!” – pozdrowił gości w krótkim filmie. Statuetkę – z rąk Jadwigi Czartoryskiej, prezes zarządu Fundacji Orange, odebrała jego żona.
– Jestem bardzo wzruszona, że mogę spotkać się z państwem. Gratuluję pozostałym laureatom; dziękuje wszystkim, zwłaszcza kolegom męża, którzy go wspierają w dążeniu do celów. Ta nagroda mobilizuje nas, aby propagować sport szybowcowy nie tylko wśród niepełnosprawnych.
Kolejna wyróżniona osoba, Małgorzata Hałas-Koralewska, zapewniała: - Staram się pokonywać wszelkie bariery, pokazywać, że niepełnosprawność można pokonać, warto spełniać własne marzenia. Statuetkę wręczyła jej Izabela Rakuć-Kochaniak, dyrektor Fundacji PZU.
Statuetkę Bartłomiejowi Skrzyńskiemu wręczył Marian Zalewski, członek zarządu TVP SA. – Szanowni Państwo, tak sobie myślałem, lecąc na tę Galę z Brukseli do Warszawy, czy państwo są zakochani albo czy byli zakochani? Ja chciałem powiedzieć, że ja jestem: w życiu, w każdej chwili, którą chcę hołubić – powiedział wzruszony Skrzyński. Dziękował bliskim, przyjaciołom. – Oni dają mi moc do podróży realizacji pasji, jeżdżenia za Tomkiem Gollobem, aby oglądać jego szarżę na torze żużlowym, skakania na bungee.
Ostatnie wyróżnienie powędrowało do Krzysztofa Jankowskiego. - Bardzo dziękuje za to szczególne wyróżnienie, szczególnie tym, którzy wspierają, moim przyjaciołom, mam nadzieje, że będziemy rozwijać to, co robimy do tej pory – mówił laureat, przyjmując wyróżnienie z rąk prezes zarządu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Teresy Hernik. Gorące emocje starał się ochłodzić Roman Roczeń brawurowym wykonaniem piosenki „Chłodnia”.

Żyć i otwierać się na ludzi
Zanim ogłoszono zwycięzcę konkursu, poznaliśmy laureata Nagrody Publiczności. Po raz czwarty w historii konkursu czytelnicy portalu Niepelnosprawni.pl za pośrednictwem internetu mogli głosować na swojego kandydata z grona 15 półfinalistów. A najwięcej (2753, czyli ponad 30 procent) głosów otrzymał… Adam Feliks Czeladzki. Dyplom żonie laureata wręczył prezes Fundacji LOTTO Milion Marzeń Bartosz Mielecki. – Jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim, którzy oddali głos na mojego męża – mówiła.
Emocje sięgnęły zenitu, gdy Radek Brzózka zapowiedział: - Drodzy Państwo nadszedł czas, by poznać zwycięzcę naszego konkursu. „Człowiekiem bez barier 2014” został … Janusz Świtaj.
Nagrodę wręczyli mu Agnieszka Kłoda-Dębska, dyrektor Biura Promocji i Marketingu Korporacyjnego Poczty Polskiej oraz minister Jarosław Duda, pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych.
- Kiedy zadzwoniłem do Janusza, by zaprosić go na Galę, odpowiedział: „Ale ja o tej porze roku w takie podróże się nie wybieram”. Jest tu z nami, a więc pewna bariera została pokonana – żartował Piotr Pawłowski.
- Witam wszystkich szanownych gości, a szczególnie Annę Dymną oraz Sławka Piechotę, sponsora akcji paczek świątecznych, którą prowadzę od wielu lat. W tej szczególnej dla mnie chwili, otrzymania statuetki i tytułu „Człowieka bez barier”, chciałem podziękować moim rodzicom, dzięki którym mogłem pokonać odległość prawie 400 km, przyjechać do stolicy i uczestniczyć w wielkim wydarzeniu. Pierwszą barierą, jaką pokonałem, było po wypadku wydostanie się z OIOM-u, potem dzięki wsparciu fundacji pani Anny Dymnej otrzymałem wózek i mogłem wyjść z domu, rozszerzyć moje działania. Odebranie tak znaczącej statuetki będzie dla mnie dodatkowym motorem do działania, przykładem dla innych niepełnosprawnych, że warto żyć i otwierać się na ludzi – mówił laureat.

Dyskusja o sensie życia
Na koniec Piotr Pawłowski zaprosił na scenę Annę Dymną, prezeskę Fundacji „Mimo Wszystko”. - Dawno mnie mężczyzna do płaczu nie zmusił – żartowała, ocierając łzy, aktorka. – Poznałam Janusza już jakiś czas temu i od początku prowadzenia fundacji ten człowiek dawał mi najwięcej siły. Bałam się niepełnosprawności; gdy się dotyka cierpienia to człowiek głupieje, wydaje mu się: „nie dam rady”. Ale wtedy myślałam; „ja nie dam rady, a tu jest chłopak, który walczy o każdy oddech i mówi, że życie jest piękne”. Gdy ten sam człowiek poprosił o zaprzestanie uporczywej terapii i wybuchła medialna afera, zdenerwowałam się, zadzwoniłam i nakrzyczałam na niego, że ktoś, kto daje mi tyle siły, chce odejść – mówiła.
– Dziś Janusz pracuje w mojej fundacji – naprawdę ciężko, to nie żaden pic na wodę. Myślę, że jest skarbem dla wszystkich ludzi, bo wywołał w Polsce dyskusję o sensie życia. (…) Daje nadzieję, że warto walczyć o każdy dzień życia, póki człowiek oddycha i myśli, można go kochać i on może kochać. Komu Janusz najbardziej pomógł? Takim ludziom jak ja! Ile mamy w sobie barier, agresji niechęci do życia, żalu, jak my narzekamy, czas marnujemy. (…) Zrozumiałam, że szczęśliwy człowiek to jest taki, któremu chce się żyć, ma tysiące powodów do szczęścia. Dzięki laureatom tego konkursu nasze życie staje się lepsze, dlatego w imieniu tzw. zdrowych wszystkim dziękuję Wam! Jestem dumna, Janusz! – podkreśliła.
Drodzy Państwo! Nasza Gala dobiegła końca. Dziękuję! Gratulujemy laureatom, zapraszam za rok! – żegnał gości prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji Piotr Pawłowski.

Ważne, by dodawać odwagi
Po zakończeniu uroczystości zapytaliśmy pierwszego laureata plebiscytu „Człowiek Bez barier” – posła Sławomira Piechotę, co sądzi o tych, którzy otrzymali dziś statuetki.
- To, że tak dużo się zmieniło, to zasługa bardzo wielu ludzi, którzy w bardzo wielu środowiskach prowadzą codzienną działalność; takich, jak Janusz Świtaj, Bartek Skrzyński, Adam Czeladzki, Małgorzata Hałas-Koralewska czy Krzysztof Jankowski. To fantastyczni ludzie, którzy zupełnie zmieniają myślenie i wyobrażenie o osobach z niepełnosprawnością. To oni są najważniejszym czynnikiem zmiany; ci ludzie, którzy swoim przykładem, swoim życiem i zaraźliwą radością pokazują innym, że niepełnosprawność nie musi oznaczać nieszczęśliwego życia – mówił poseł.
Dodał, że plebiscyt „Człowiek Bez Barier” daje ludziom odwagę, żeby pójść śladem tych, których w nim odkryto i pokazano jako dobry przykład. – To ważne, aby dodawać ludziom odwagi, by wiedzieli, że jest nas dużo więcej i wielu przed nami szło już tą drogą i że ta droga jest do pokonania – skomentował Piechota.
O znaczenie plebiscytu zapytaliśmy też Annę Dymną. – Tacy ludzie jak Janusz i ich postawa mogą uratować nas wszystkich. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się wokół nas. Coraz więcej ludzi popada w depresję, żyje w samotności. Podobno co czwarty człowiek w Polsce ma problemy natury psychicznej. Jesteśmy coraz bardziej samotni, coraz mniej się ze sobą kontaktujemy. A tacy ludzie bez barier potrafią coś w człowieku obudzić – jakby mówili do nas: „Człowieku, masz dwie ręce, dwie nogi, możesz oddychać, myśleć, nie marnuj swojego życia, wykorzystuj każdą chwilę i żyj pełnią życia – podsumowała aktorka.
Gala była w całości tłumaczona na język migowy, dostępna w audiodeskrypcji i transmitowana na portalu Niepelnosprawni.pl. W XI dotychczasowych edycjach Konkursu "Człowiek bez barier" nagrodzono 59 osób, jedenaścioro z nich otrzymało tytuł "Człowiek bez barier". Od trzech lat przyznawana jest też Nagroda Publiczności.

Przedstawiamy laureatów konkursu "Człowiek bez barier 2014"
Człowiek bez barier 2014
Inspiruje i wspiera

Janusz Świtaj jest najbardziej znaną osobą z niepełnosprawnością w Polsce, oddychającą za pomocą respiratora. Jego historia poruszyła Polaków, kiedy w 2007 roku domagał się zgody na zaprzestanie uporczywej terapii utrzymującej go przy życiu. Dwa tygodnie przed 18. urodzinami uległ wypadkowi komunikacyjnemu, w wyniku którego doszło do zmiażdżenia rdzenia kręgowego i złamania kręgów szyjnych na wysokości C2 i C3. Został podłączony do respiratora, dzięki któremu mógł oddychać. Załamał się. Już dwa tygodnie po wypadku poprosił lekarza o podanie środka nasennego i odłączenie od respiratora. Wyraził także wolę oddania swoich narządów dla osób potrzebujących. Cierpienie i załamanie psychiczne pogłębiło się jeszcze w domu, wraz utratą nadziei na to, że będzie mógł samodzielnie oddychać, ruszać rękami i jeździć na wózku, oraz na widok poświęcenia rodziców, którzy zrezygnowali z prywatnego życia, aby być przy nim i nim opiekować. Kielich goryczy dopełniły kilkuletnie bezowocne starania o dodatkową opiekę pielęgniarską i rehabilitację oraz zmniejszenie przez NFZ opieki pielęgniarki do dwóch spotkań w tygodniu na 1,5 godziny. Zaczął domagać się prawa do godnej śmierci.
Akt rozpaczy to punkt zwrotny w życiu Janusza. Stał się on bohaterem mediów, zyskał przyjaciół, wiele osób postanowiło mu pomóc. Za ok. 200 tys. zł zakupiono mu wózek z przenośnym respiratorem. Po 15 latach Janusz Świtaj opuścił dom i poszedł z rodzicami na spacer. Chciał się odwdzięczyć i pomagać innym. Anna Dymna z Fundacji "Mimo wszystko" zaproponowała mu w swojej organizacji pracę analityka internetowego rynku osób niepełnosprawnych - obsługuje komputer ustami. Zaczął dla Fundacji wyszukiwać ludzi znajdujących się w podobnie trudnym stanie, jak on. Chce jak najwięcej dla nich zrobić, wyjaśnia, jak się najlepiej opiekować, jak zapewnić rehabilitację, od czego zacząć, jak stworzyć najlepsze warunki w domu.
Każdego roku – dzięki sponsorom – przygotowuje paczki świąteczne, które wysyła najbardziej potrzebującym. Pracując, rozpoczął naukę w liceum dla dorosłych, a po zdaniu matury rozpoczął studia z psychologii na Uniwersytecie Śląskim. W 2008 r. wydał autobiograficzną książkę „Dwanaście oddechów na minutę”, a w 2011 r. został ambasadorem kampanii „Idziemy na wybory”; apelował do osób z niepełnosprawnością, aby realizowały swoje prawa wyborcze. W 2012 r. poprowadził wyprawę K2 dla osób z niepełnosprawnością na szczyt krakowskiego Kopca Kościuszki. W tym samym roku Muzeum Powstania Warszawskiego uhonorowało trud i poświęcenie rodziców oraz wolę życia Janusza w I edycji konkursu im. Jana Rodowicza „Anody”.
Swoim przykładem, uporem, pragnieniem rozwoju i nauki oraz pomocą innym „zaraża” ludzi będących podobnie jak on w trudniej sytuacji. Dla wielu jest inspiracją. Jego doświadczenie i osobista sytuacja wywołały dyskusję na temat domowej opieki medycznej, uświadomiły trudne położenie osób przykutych do łóżek oraz to, że ważnym elementem wsparcia jest zapewnienie im asystenta osobistego.
- Jeśli choć jedna osoba niepełnosprawna uwierzy, że może tak jak ja wrócić do życia, to warto dla tego celu pracować. Jestem żywym przykładem tego, że zawsze trzeba sobie stawiać cele i konsekwentnie dążyć do ich realizacji – mówi Janusz Świtaj. – Każdy dzień jest dla mnie osobistym K2. Czuję się szczęściarzem i tym szczęściem chciałbym zarazić innych. Mam dwa motta w życiu: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”, a drugie, które towarzyszy mi od 20 lat, to słowa piosenki Marka Grechuty: „Najważniejsze są chwile, których jeszcze nie znamy, najpiękniejsze są dni, na które czekamy”. To, co przed nami, i to, co jeszcze możemy zrobić.

WYRÓŻNIENI
Wyróżniony w Konkursie "Człowiek bez barier 2014" oraz laureat Nagrody Publiczności

Marzenia się nie zmieniają
W 2009 r. szybowiec Adama Czeladzkiego spadł na ziemię podczas podchodzenia do lądowania, a on złamał kręgosłup. Mimo to od razu wiedział, że wróci do latania. Po pięciu operacjach zaczął to realizować. Zaliczył testy. Problemem i wyzwaniem pozostał zakup i dostosowanie szybowca. W Polsce – jak dotąd – szybowcem samodzielnie nie latała osoba poruszająca się na wózku. W Europie to garstka, lecz nikt nie uprawia szybownictwa sportowo. Adam Czeladzki nauczył się sterowania szybowcem dostosowanym do jego potrzeb i po roku wystartował w Szybowcowych Mistrzostwach Polski – na tym samym lotnisku, na którym się rozbił. Zajął 4. miejsce na szybowcu dwie klasy gorszym niż innych zawodników. Powtórzył tę lokatę na kolejnych Mistrzostwach Polski. W 2011 r. dokonał wyczynu na skalę światową. W Gariep Dam w RPA przeleciał po pasie trójkąta samodzielnie 1028 km. Został za to wyróżniony dyplomem Międzynarodowej Federacji Lotniczej FAI. W 2013 r. wszedł w skład reprezentacji Polski i wystartował w Szybowcowych Mistrzostwach Europy w Ostrowie Wielkopolskim, zajmując jako debiutant 8. miejsce w gronie 90 pilotów. Przed wypadkiem miał przelatane 1800 godzin, obecnie – 3200.
- Nie miałem wątpliwości, czy po wypadku jest sens prowadzić także życie, jak przed nim - podkreśla. - Nie widziałem powodu, abym miał je zmieniać, bo usiadłem na wózku. Oczywiście niepełnosprawność trochę podcina skrzydła, ale w powietrzu, gdy ścigam się ze sprawnymi osobami i rywalizujemy jak równy z równym, nie liczy się niepełnosprawność. Nie chcę dodatkowych punktów. Nie jest też moim celem udowodnienie, że niepełnosprawny może polecieć na Księżyc, jeśli wygrywa ze sprawnymi.

Mam jeszcze sporo do udowodnienia
Małgorzata Hałas-Koralewska od trzech lat odnosi sportowe sukcesy. Ma chondrodystrofię, genetyczną chorobę powodującą zaburzenie wzrostu i struktury (budowy) chrząstek nasadowych w organizmie oraz niskorosłość. Jej wzrost zatrzymał się na 130 cm. Jedenaście lat temu zauważył ją trener klubu Start Wrocław. Uczyła się w szkole z internatem we Wrocławiu, do którego przyjechała ze Strzelina. Trener zaproponował jej, aby spróbowała swoich sił w ciężarach osób z niepełnosprawnością (wyciskanie sztangi na ławce). Po zakończeniu szkoły nie była jednak w stanie łączyć treningów z pracą. Do powrotu namówił ją przyszły mąż, a jednocześnie trener ciężarowców z niepełnosprawnością.
Zaczęło się pasmo sukcesów, które osiąga, rywalizując także z zawodnikami pełnosprawnymi. Na swoim koncie Małgorzata ma wiele medali Mistrzostw Polski sztangistów z niepełnosprawnością – jest aktualną mistrzynią i rekordzistką Polski IPC (International Paralimpic Committee), międzynarodową mistrzynią Węgier i Słowacji 2011, aktualną mistrzynią Europy i rekordzistką Europy, aktualną mistrzynią świata GPC i rekordzistką świata wśród zawodniczek pełnosprawnych (Global Powerlifting Committee), wicemistrzynią świata Federacji WUAP (World United Amateur Powerlifting). Na ostatnich Mistrzostwach Świata w Wiedniu w zawodach osób pełnosprawnych w swojej grupie wagowej (do 61 kg) zdobyła złoto, ustanawiając rekord świata ciężarem 110 kg. Jej najważniejszym celem jest teraz udział w Igrzyskach Paraolimpijskich w Brazylii i pokonanie dominujących w tej dyscyplinie Rosjanek.
- Sport jest najlepszą rehabilitacją i daje mi ogromną satysfakcję - mówi. - Kiedyś największą barierą było przebywanie wśród ludzi, bo czułam na sobie ich spojrzenia, ale przełamałam to i już się nie przejmuję. Od tego zaczęła się moja droga realizowania marzeń. Wierzę, że to początek kariery, a mam jeszcze bardzo dużo do udowodnienia sobie i przeciwniczkom.
Małgorzata zajmuje się wyszukiwaniem dla firmy, w której pracuje, ofert przetargów w internecie. Postanowiła też założyć stowarzyszenie, aby zachęcać dziewczyny z niepełnosprawnością do trenowania podnoszenia ciężarów.

Tylko czas mnie ogranicza
W wyniku błędu lekarza Krzysztof Jankowski urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Niepełnosprawność nie ograniczyła jednak jego potrzeby realizowania marzeń. Uprawiał lekkoatletykę w klubie Start Wrocław i w 2010 r. został mistrzem Polski w pchnięciu kulą i wicemistrzem w rzucie dyskiem. Obecnie studiuje zarządzanie w Wyższej Szkole Bankowej oraz finanse i rachunkowość na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Kiedy dzięki kolegom usiadł na rowerze typu handbike, postanowił to doświadczenie wykorzystać w aktywizacji osób z niepełnosprawnością.
Stworzył z kolegami Projekt Aktywizacji Osób Niepełnosprawnych Za Pomocą Rowerów Integracyjnych, założył Fundację Dobry Cel i zorganizował akcję Wielka Zbiórka na Dobry Cel. Fundacja kupiła kilka rowerów i uruchomiła we Wrocławiu pierwszą w Polsce darmową wypożyczalnię handbike’ów. Zaczęła też organizować Dni Rowerów Integracyjnych i prowadzi stronę roweryintegracyjne.pl.
- Po trzech latach mamy dziewięć handbike’ów, z których korzysta coraz więcej osób - zaznacza. - Organizujemy także wycieczki po całym województwie. Chciałbym, aby podobne wypożyczalnie powstawały w innych miastach.
Krzysztof zaczął też organizować spotkania z młodzieżą z niepełnosprawnością, które zatytułował „Aktywnością w bariery”. Ma za sobą wyprawę trampingową do Indii, autostopem. Wziął udział w największym w Polsce wyścigu autostopowym „Auto Stop Race”, do Walencji, w którym uczestnicy podróżują w dwuosobowych drużynach. Był pierwszą osobą z niepełnosprawnością biorącą udział w tym wydarzeniu.
- Nie przejmuję się ograniczeniami i staram się żyć pełnią życia, zachęcać innych i pomagać im w aktywności - podsumowuje.

Aktywny i niestrudzony
To on wymyślił określenie „w-skersi”, które stało się znane dzięki Telewizji Polskiej, która zaczęła nadawać program pod takim tytułem. Za program Bartłomiej Skrzyński otrzymał w 2003 r. od PFRON statuetkę za „szczególny wkład w promowanie idei równości szans osób niepełnosprawnych i propagowanie integracji w Europejskim Roku Osób Niepełnosprawnych”, a w 2008 r. – Grand Prix w ogólnopolskim konkursie „Oczy Otwarte”, organizowanym przez Integrację pod patronatem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Wkrótce z przyjacielem produkował i prowadził program „Bez Barier”, emitowany na antenie TVP Wrocław i portalu bezbarier.tv. Otrzymali za to w 2010 r. brązowy medal w konkursie „Lodołamacze”, w kategorii „Przedsiębiorca – Osoba Niepełnosprawna”. Stworzył też – w ramach programu „Nie ma barier. Dolny Śląsk” – portal niemabarier.dolnyslask.pl, a także uczestniczył w projekcie Ministerstwa Edukacji Narodowej „Szkoła równa dla wszystkich”.
Dzięki zaangażowaniu w wiele miejskich kampanii społecznych Bartłomiej Skrzyński jest we Wrocławiu rozpoznawalną osobą poruszającą się na wózku (choruje na postępujący zanik mięśni). Publikuje artykuły we wrocławskich i ogólnopolskich pismach i na portalach internetowych. Władze Wrocławia powierzyły mu w 2010 r. funkcję Rzecznika Miasta Wrocławia ds. Osób Niepełnosprawnych.
- Chciałbym, aby miasto, transport, infrastruktura i instytucje były powszechnie dostępne dla wszystkich mieszkańców – mówi. – Zdaję sobie sprawę, że na wiele rzeczy trzeba jeszcze poczekać, ale Wrocław staje się miastem dla wszystkich, w każdym roku mamy nowe cele do realizacji; jednym z nich jest to, aby w przyszłym roku już 100 proc. autobusów było niskopodłogowych i dostępny był główny rynek. Do pracy mobilizuje mnie motto: „Jeśli nie ja, to kto?”. Chcę zrobić jak najwięcej dla Wrocławia.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 05.12.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt gru 05, 2014 12:58 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
03.12.2014
Autor: Tomasz Przybyszewski
Źródło: inf. własna

Premier Ewa Kopacz i Piotr Pawłowski w klasie mówią do uczniów

- Wszyscy dorośli, a szczególnie ci, którzy pracują w rządzie i w agendach rządowych, mają w stosunku do osób niepełnosprawnych szczególne zobowiązania – mówiła 3 grudnia 2014 r. premier Ewa Kopacz uczniom klasy 3a Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie podczas lekcji poświęconej Światowemu Dniu Osób Niepełnosprawnych. Prowadziła ją wspólnie z Piotrem Pawłowskim, prezesem Integracji.
- 3 grudnia każdego roku nasze myśli kierujemy w stronę osób niepełnosprawnych – mówiła uczniom premier Ewa Kopacz. – Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych to dobra chwila, żebyśmy sobie uświadomili, iż w naszym kraju żyje wielomilionowa społeczność osób niepełnosprawnych. To osoby, które spotykamy na ulicy, w sklepie, kiedy jesteście z rodzicami, ale niekiedy spotykacie je też w szkole, bo w szkołach są również klasy integracyjne.
- Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych to dobra chwila, żebyśmy sobie uświadomili, iż w naszym kraju żyje wielomilionowa społeczność osób niepełnosprawnych - mówiła premier Ewa Kopacz, fot. Ewelina Dogońska
Premier Kopacz zapewniła, że rząd dba o to, by wszelkie możliwe bariery były likwidowane. Podała przykłady budynków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Sejmu, które są w pełni przyjazne osobom z niepełnosprawnością i które powinny być wzorem dla innych. Podkreśliła, że duże nadzieje pokłada w działaniach organizacji pozarządowych i wolontariuszy.
- Spełniają rolę szczególną – mówiła premier Kopacz. – Często anonimową, ale w sposób szczególny skupiają wokół siebie ludzi dobrej woli, tych, którzy bezinteresownie pomagają osobom niepełnosprawnym. To nie jest przypadek, że dzisiaj jestem tu z panem prezesem Fundacji Integracja. Pan prezes od wielu lat pomaga osobom niepełnosprawnym, dzięki czemu te osoby znajdują łatwiej pracę, odnajdują się w społeczeństwie. Realizują swoje marzenia, ale i swoje zamierzenia. Dlatego pokładam wielką nadzieję szczególnie w organizacjach pozarządowych. Wiem, że wasza rola jest nie do przecenienia. Bardzo za to dziękuję w tym szczególnym dniu. Zaś osobom niepełnosprawnym życzę wielu dobrych dni i jak najmniej barier wokół nich na co dzień.

Wiedza zostanie
Po tym wystąpieniu premier Kopacz rozpoczęła się lekcja, którą poprowadził Piotr Pawłowski, prezes Integracji.
- Jak myślicie, ile wyciąga ta moja maszyna? – zapytał uczniów, wskazując na swój wózek elektryczny.
„Niewiele”, „10 km/h”, „poniżej 5 km/h” – padały odpowiedzi.
- Faktem jest, że tylko 6 km/h mogę nim wyciągnąć – uściślił prezes Integracji. – Ale jak myślicie, czemu jeżdżę na tym wózku? – zapytał.
- Ponieważ mógł się pan urodzić z kontuzją albo zdarzył się wypadek i nie może pan zwyczajnie funkcjonować – rzeczowo odpowiedział uczeń z ostatniej ławki.
Okazało się, że wiedza uczniów o osobach z niepełnosprawnością jest bardzo duża. Oczywiście, można założyć, że do lekcji z panią premier i Piotrem Pawłowskim byli odpowiednio przygotowani. Z drugiej jednak strony, jakie to ma znaczenie? Ta wiedza w ich głowach zostanie, co na przyszłość wróży bardzo dobrze. Uczniowie zgodnie przyznali, że rzadko widują na ulicach osoby poruszające się na wózkach. Wiedzą jednak doskonale, jak się w stosunku do nich zachowywać. Wiedzą też, czym są bariery architektoniczne, dlaczego w budynkach muszą być windy, podjazdy. Można było odnieść wrażenie, że o problemach osób z niepełnosprawnością wiedzą więcej niż wielu dorosłych. Choć oczywiście coraz częściej zdarzają się przykłady pozytywne.
- Mam takiego przyjaciela, który wybudował dom jednorodzinny – mówił Piotr Pawłowski. – Jest w pełni sprawną osobą. Zaprosił mnie kiedyś do siebie na przyjęcie. Mówię mu, że nie przyjadę, bo na pewno u niego są schody. Pojechałem jednak do niego i wyobraźcie sobie, że rzeczywiście są schody przed wejściem, ale obok na stałe jest zrobiony podjazd. Mówię mu, że to super, iż w ogóle pomyślał, żeby zrobić ten podjazd. On mówi do mnie: „Słuchaj, ten dom jest dla mnie i dla całej rodziny do końca życia. Nie wiem, jak będzie. Ten podjazd służy dzisiaj tobie, ale może w przyszłości będzie służył mojej rodzinie”.

Szczególny poradnik
Uczniowie klasy 3a zgodnie przyznali, że wciąż nie wszędzie takie rozwiązania można zobaczyć. Obiecali jednak, że jeśli kiedyś będą o tym decydować, zadbają o rozwiązania dla osób z niepełnosprawnością. Wrażliwość na ich potrzeby na pewno pomoże zbudować inicjatywa organizatorów lekcji.
- Te książeczki, które dzisiaj dostaniecie od nas, zanieście do domu, pokażcie rodzicom, ale przede wszystkim pokażcie je swoim koleżankom i kolegom - mówiła dzieciom premier Ewa Kopacz, prezentując poradnik Integracji „Savoir-vivre wobec osób z niepełnosprawnością”, fot. Ewelina Dogońska
- Mamy dzisiaj dla was piękny, szczególny poradnik „Savoir-vivre wobec osób z niepełnosprawnością”, który podpowiada, jak zachowywać się w stosunku do osób niepełnosprawnych, żeby nie popełniać nietaktów, żeby nie sprawiać przykrości – mówiła premier Ewa Kopacz, prezentując uczniom wydaną przez Integrację książeczkę. – Kolorowe obrazki pokazują, jak powinniśmy zachowywać się w stosunku do osoby, która nie widzi czy nie słyszy i czy wolno nam zaczepiać psa przewodnika osoby niewidomej. Panie prezesie, chcemy włączyć się w tę akcję promocyjną, ponieważ uważam, że to jest wyjątkowy sukces edukacyjny. Te książeczki, które dzisiaj dostaniecie od nas, zanieście do domu, pokażcie rodzicom, ale przede wszystkim pokażcie je swoim koleżankom i kolegom. Wierzę, że kiedy będziecie troszkę starsi, będziecie pamiętać o tym spotkaniu, będziecie również, tak jak wiele tysięcy młodych ludzi w Polsce, w ramach wolontariatu pomagać osobom niepełnosprawnym.

Wspomniany poradnik „Savoir-vivre wobec osób z niepełnosprawnością” można ściągnąc w formacie PDF z naszego portalu:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/208661

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 05.12.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt gru 05, 2014 13:05 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
27.11.2014
Źródło: PAP

W ciągu ostatnich 6 lat wzrosła liczba pracodawców zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami, zwłaszcza na otwartym rynku pracy. Bolączką jest niski poziom zatrudniania ich w administracji publicznej - poinformował pełnomocnik rządu ds. niepełnosprawnych Jarosław Duda.
Minister Duda mówił o tym podczas środowego (26 listopada 2014 r.) posiedzenia komisji polityki społecznej, na którym omawiano sprawozdanie rządu z realizacji Karty Praw Osób Niepełnosprawnych.
Według jego danych wskaźnik zatrudnienia niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym w latach 2008-2013 wzrósł o prawie 2 proc., najbardziej w grupie osób z orzeczeniem o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności - wzrost o prawie 4 pkt proc. Wzrosła też liczba pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne, którzy są zarejestrowani w systemie refundacji PFRON - z ponad 9,2 tys. w 2008 r. do 19 tys. w 2013 r. oraz liczba pracodawców działających na otwartym rynku pracy - z 7 tys. do 17 tys.
W tym czasie zmalała jednak liczba pracodawców na rynku chronionym - o ponad 35 proc.

Mało etatów w administracji
- Coraz więcej pracodawców dostrzega, że osoby z niepełnosprawnościami są ważnym podmiotem na rynku pracy, może są nawet bardziej aktywnym i spełniającym oczekiwania - wyjaśnił pełnomocnik. Jego zdaniem rząd chce dawać szansę wszystkim, którzy mogą dziś zatrudniać, nie tylko w zakładach pracy chronionej.
Minister Duda powiedział, że bolączką jest niskie zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami w administracji publicznej, w niektórych ministerstwach jest bliskie zeru. Według niego bariery są po jednej i po drugiej stronie. Jak mówił bywa, że osoba z niepełnosprawnością, dobrze wykształcona, która chciałaby pracować w administracji publicznej, rezygnuje z aplikowania o stanowisko, gdy dowiaduje się, jaki to jest poziom wynagrodzenia, uznaje go za niesatysfakcjonujący.
W najtrudniejszej sytuacji jeśli chodzi o pracę są osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności (wskaźnik zatrudnienia wynosi w tej grupie 4,1 proc.).

Maleje liczba osób z niepełnosprawnościami
Ze sprawozdania dot. realizacji postanowień Karty Praw Osób Niepełnosprawnych wynika, że liczba osób z niepełnosprawnościami w Polsce maleje - chodzi o osoby ze stwierdzoną niepełnosprawnością. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) przeprowadzanego systematycznie przez Główny Urząd Statystyczny (GUS), w ciągu ostatnich 13 lat liczebność osób niepełnosprawnych prawnie w wieku 16 lat i więcej zmniejszyła się o 974 tys. osób - z 4,2 mln w 2001 r. do 3,3 mln w 2013 r.
Zmiany te mogą wynikać m.in. z zaostrzonego prawa o orzekaniu o stopniu niepełnosprawności i o niezdolności do pracy.
W 2013 roku osoby o lekkim stopniu niepełnosprawności stanowiły 34,6 proc. ogółu niepełnosprawnych, o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności - 43,7 proc., o znacznym - 21,7 proc.
W sprawozdaniu jest wyjaśnienie, że zmiany w proporcjach poszczególnych stopni niepełnosprawności mogą być m.in. odzwierciedleniem zmian w przepisach ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, w szczególności dotyczących dofinansowań do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Kwoty dofinansowań zależą od stopnia niepełnosprawności danego pracownika i od występowania schorzeń specjalnych.
Rząd podaje, że w latach 2008–2013 następowała poprawa w zakresie edukacji wśród osób niepełnosprawnych - jest coraz więcej osób z wykształceniem wyższym (61 proc. w 2008 r. i 7,7 proc. w 2013 r.), policealnym i średnim zawodowym (18,4 proc. w 2008 r. i 20,2 proc. w 2013 r.), o 5,7 pkt. proc. spadła liczba osób z wykształceniem gimnazjalnym i poniżej lub bez wykształcenia (z 38,9 proc. w 2008 r. do 33,2 proc. w 2013 r.).
Komisja pozytywnie zaopiniowała sprawozdanie rządu; posłowie podkreślali jednak konieczności dalszych działań w sferze edukacji i pracy oraz zwalczania ubóstwa wśród rodzin, w których są osoby niepełnosprawne.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 27.11.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt gru 09, 2014 12:55 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Manifestacja niewidomych: w Polsce wciąż brakuje dla nas udogodnień
PAP 04.12.2014

"My nie widzimy nic, a wy - czy widzicie nas" - pod tym hasłem manifestowali w czwartek, przed wejściem do Sali Kongresowej w Warszawie, niewidomi i niedowidzący. Według nich w Polsce wciąż jest brak udogodnień dla osób z tą niepełnosprawnością.
Manifestację zorganizowała Fundacja Szansa. Jak mówił jej prezes Marek Kalbarczyk, jako osoba niewidząca nie miałby szans na dotarcie i wejście do Sali Kongresowej. "Czy niewidomy może trafić do urzędu miasta albo urzędu skarbowego? Czy może czuć się bezpiecznie w sklepie? To są problemy bardzo podstawowe, aż głupio je wyliczać" - mówił dziennikarzom.
"Niewidomy, bez przewodnika i lektora nic nie może, żyje w izolacji w domu" - podkreślił. Jego zdaniem, w Polsce - w stosunku do innych krajów - bardzo niewiele się zmienia dla niewidomych. "Jak jedziemy do Pekinu czy Hongkongu, to są tam ścieżki naprowadzające, wypukłe mapy, plany miejsc. Wiemy, gdzie jest wejście, bramka, kasa, peron" - wyliczał.
Tymczasem w Polsce - nawet w stolicy - brakuje udźwiękowienia w budynkach użyteczności publicznej, nie ma ostrzeżeń, specjalnych kolorów dla niedowidzących, ścieżek naprowadzających - plastikowych linii, które są montowane przy ulicy, wzdłuż której niewidomy może iść.
"Wszędzie, gdzie są obiekty użyteczności publicznej powinny być informatory dźwiękowe, żeby niewidomy wiedział, gdzie są drzwi, a nie musiał ich macać. Trzeba ustalić prawo, że jak jest niewidomy w sklepie, to nie tylko ma prawo przyjść z psem przewodnikiem, ale ekspedientki są przeszkolone i wiedzą, jak się zachować. Dlaczego jako niewidomy nie mogę pójść do sklepu i czegoś kupić? Dlaczego muszę iść z przewodnikiem?" - pytał Kalbarczyk. Za konieczne uznał dostosowanie szkół do potrzeb dzieci niedowidzących czy niewidomych, bo teraz - twierdził - odsyłają je do szkół specjalnych.
Według prezesa fundacji, na dostosowanie przestrzeni publicznej dla niewidomych nie trzeba wcale wielkich środków - kilka, kilkanaście tysięcy złotych.
Według szacunków Szansy dla Niewidomych w Polsce jest ok. 15 tys. niewidomych; niewidomych i bardzo źle widzących - ok. 100 tys., a osób, które mają problemy ze wzrokiem, czyli na co dzień im to przeszkadza jest 1 - 1,2 mln.
Fundacja Szansa dla Niewidomych zatrudnia 40 osób, w większości niewidomych i niedowidzących, współpracuje z nią ok. stu ekspertów różnych dziedzin. Istnieje od 23 lat.

Źródło:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... e_dla.html

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 15, 2014 09:46 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Rośnie zatrudnienie. I to znacznie
09.12.2014
Autor: Tomasz Przybyszewski
Źródło: niepelnosprawni.gov.pl

Wzrosło zatrudnienie osób z niepełnosprawnością, i to dość znacznie - wynika z opublikowanego przez GUS Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) za III kwartał 2014 r. Wśród osób w wieku produkcyjnym pracuje 24,1 proc., zaś aktywnych zawodowo jest 28,2 proc. To najwyższe wskaźniki zatrudnienia osób z niepełnosprawnością od kilkunastu lat.
W porównaniu z poprzednim kwartałem, wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnością w wieku produkcyjnym wzrósł o 1,6 pkt. proc., natomiast współczynnik aktywności zawodowej - o 1 punkt proc. To oznacza, że pracuje ponad pół miliona osób z niepełnosprawnością (dokładnie 516 tys.).
"Analiza danych z BAEL pozwala sformułować tezę, że zmiany w systemie wsparcia zatrudniania osób niepełnosprawnych nie stanowią głównego czynnika determinującego wpływ na sytuację tych osób na rynku pracy - komentuje badanie Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych na swojej stronie internetowej. - W znacznie większym stopniu o sytuacji tej decydują inne czynniki, związane przede wszystkim z koniunkturą gospodarczą i ogólnymi zmianami na rynku pracy."
Co ciekawe, z danych GUS BAEL wynika także, że maleje liczba osób z niepełnosprawnością w Polsce. O ile w 1997 r. osób z orzeczeniem było ponad 4,6 mln, w III kwartale 2014 r. - już tylko ok. 3,25 mln. Liczba ta utrzymuje się na podobnym poziomie od ponad roku.
Z pełnymi danymi BAEL zapoznać się można na stronie Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych:
http://www.niepelnosprawni.gov.pl/niepe ... ach-/bael/

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn gru 15, 2014 09:47 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
12.12.2014
Autor: Mateusz Różański
Źródło: inf. własna

Odbędzie się spotkanie przedstawicieli Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) z inicjatorami zmian systemu wydawania kart parkingowych osobom z niepełnosprawnością. To skutek wielu skarg, które napływają do Biura Rzecznika.
- Spłynęło do nas dość dużo skarg dotyczących nowych przepisów - powiedział nam Stanisław Trociuk, zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich. - Wiąże się to z koniecznością ponownej weryfikacji tych osób, które posiadają stare karty parkingowe, pod kątem tego, czy spełniają one warunki nowych przepisów. Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Mamy wątpliwości dotyczące tego, czy ta zmiana przepisów nie doprowadzi do naruszenia zasady praw nabytych. W tej chwili skierowaliśmy korespondencję w tej sprawie do Ministerstwa Infrastruktury. W przyszłym tygodniu spotkam się z przewodniczącym sejmowej komisji rodziny, Sławomirem Piechotą, by wysłuchać argumentacji, która zdaniem projektodawcy przemawiała za wprowadzeniem tych przepisów.
Stanisław Trociuk dodał, że po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego i zebraniu wszystkich niezbędnych informacji Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) zabierze w tej sprawie stanowisko.

Wadliwe ubezwłasnowolnienie
Z zastępcą Rzecznika Praw Obywatelskich rozmawialiśmy podczas Forum Antydyskryminacyjnego, które odbyło się w Warszawie 9 grudnia 2014 r. Jednym z poruszanych tematów była też m.in. dostępność wyborów.
- O ile można powiedzieć, że nastąpiła fizyczna poprawa, jeśli chodzi o dostępność do samych lokali wyborczych, o tyle w ich wnętrzach dalej stwierdzamy nieprawidłowości – mówił zastępca Rzecznika.
W dalszej części spotkania Stanisław Trociuk poddał krytyce instytucję ubezwłasnowolnienia, która jego zdaniem zbyt wiele osób, np. tych przebywających w domach opieki społecznej, pozbawia praw obywatelskich, w tym prawa do głosowania. Jako remedium Biuro RPO proponuje zmianę samej instytucji ubezwłasnowolnienia.
- W wielu krajach Europy w tej chwili odchodzi się od instytucji ubezwłasnowolnienia, na rzecz wspomagania podejmowania decyzji - mówił zastępca RPO. - Sama instytucja ubezwłasnowolnienia w świetle polskiego prawa oznacza, że akty woli objętej nią osoby nie mają żadnego znaczenia prawnego. Wydaje nam się, że lepszym rozwiązaniem byłaby zmiana tego rozwiązania lub wręcz rezygnacja z niego.
Sprawą ubezwłasnowolnienia biuro RPO zajmie się bliżej w związku z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie przeciwko Polsce, dotyczącej skargi mieszkanki Żor, która została częściowo ubezwłasnowolniona ze względu na chorobę alkoholową i swą niezaradność życiową. W 2008 r. sąd nakazał umieszczenie jej w domu pomocy społecznej. Ta decyzja została zaskarżona do Trybunału, który uznał ją za sprzeczną z Europejska konwencją praw człowieka. Zdaniem Stanisława Trociuka, umieszczanie osób z chorobami psychicznymi w DPS-ach i niekontrolowanie później ich stanu, co wiąże się niemal zawsze z dożywotnim ubezwłasnowolnieniem, jest zjawiskiem, któremu trzeba z całą stanowczością przeciwdziałać.

Orzecznictwo do zmiany
Podczas spotkania podjęto także temat orzecznictwa.
- Do niedawna w Polsce w ogóle nie dostrzegano potrzeby zmian w systemie orzecznictwa – mówiła Anna Błaszczak, zastępca dyrektora Zespołu ds. Równego Traktowania i Ochrony Praw Osób z Niepełnosprawnościami w Biurze RPO. – W tej chwili w naszym kraju istnieje wielość systemów orzeczniczych. Obecnie Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych (BON) dostrzega już ten problem i potrzebę wprowadzenia zmian - dodała i poinformowała, że z BON przekazał do Biura Rzecznika szereg propozycji dotyczących zmiany systemu. – Istnieje konsensus co do tego, że te zmiany są potrzebne – dodała Anna Błaszczak.
Podkreśliła również, że system orzecznictwa w Polsce jest zasadniczo sprzeczny z zapisami Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. To właśnie Biuro RPO zajmuje się monitorowaniem wykonywania Konwencji. O związanych z tym działaniach opowiadała Anna Błaszczak.
- Zadania Biura RPO dotyczące realicji Konwencji można podzielić na cztery grupy: działania prewencyjne, działania monitorujące, działania informacyjne i promujące, a także te, których celem jest włączanie społeczeństwa obywatelskiego w pracę przy monitorowaniu Konwencji – mówiła Anna Błaszczak i dodała, że Biuro RPO prowadzi również bieżącą analizę sytuacji osób z niepełnosprawnościami. - Oznacza to, że prowadzimy sprawy osób z niepełnosprawnością, tak zwane kontrole prewencyjne, w których badamy sprawy konkretnych osób. Prowadzimy też badania społeczne i kontrole, m.in. dotyczące ustawy o języku migowym.

Raport alternatywny
W ramach działań monitorujących Biuro Rzecznika podjęło się m.in. stworzenia własnego raportu na temat realizacji postanowień Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych.
- Planując nasze działania jako organu kontrolującego stwierdziliśmy, że musimy zaprezentować nasz punkt widzenia na sytuację osób z niepełnosprawnością w Polsce i przygotować coś, co nazywa się raportem alternatywnym, który będzie właśnie alternatywą do sprawozdania rządowego z realizacji Konwencji - mówiła Anna Błaszczak. - Chcemy zaprezentować komitetowi do spraw osób niepełnosprawnych to, jak my oceniamy sytuację osób z niepełnosprawnosciami w Polsce. Taki raport jest już przygotowany, a w tej chwili trwają jego konsultacje społeczne.
RPO prowadzi w swoich biurach terenowych cykle spotkań dla organizacji zajmujących się problematyką niepełnosprawności i dla samych osób z niepełnosprawnością. Przy Biurze RPO od zeszłego roku działa też specjalna Grupa ds. Osób Głuchych, która również przygotowała swój raport dotyczący sytuacji osób niesłyszących w Polsce.

RPO interweniuje
Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje też w konkretnych sprawach.
- Jakiś czas temu dostaliśmy informację od zaniepokojonych rodziców, że dyrektor Centrum Edukacji Artystycznej wydał oficjalne stanowisko, skierowane do wszystkich szkół artystycznych w Polsce, z którego wynikało, że uczniowie z niepełnosprawnością nie powinni kształcić się w tego typu placówkach. W tej sprawie wystąpiliśmy zarówno do dyrektora CEA, jak i do ministra kultury – mówiła Anna Błaszczak.
Przedstawicielka RPO przypuszcza, że to skandaliczne stanowisko zostało wycofane między innymi dzięki temu, że sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich. Inną sprawą, w której interweniowało Biuro RPO, była odmowa rejestracji stowarzyszenia zrzeszającego osoby chorujące psychicznie, co uzasadniono tym, że to stowarzyszenie chciało, by osoby z chorobami psychicznymi były jego członkami. Tymczasem wedle obowiązującego w Polsce prawa członkami stowarzyszeń nie mogą być osoby ubezwłasnowolnione. Sąd, odmawiając rejestracji stowarzyszenia, wyszedł z założenia, że wszystkie osoby z chorobą psychiczną są ubezwłasnowolnione.

Źródło:
www.niepelnosprawni.pl

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz gru 18, 2014 09:02 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Okulista nie przyjął pacjentki, bo była z psem przewodnikiem. Korporacja murem za lekarzem
Data dodania: 2014-12-17 09:48:00▪ Ostatnia aktualizacja: 2014-12-17 18:31:05
Gazeta Krakowska
Karolina Gawlik

Niewidoma Monika Janik sprawiedliwości szukała w sądzie lekarskim, ale nadaremnie. Decyzję medyka uznano za słuszną - niewidoma pacjentka mogła wejść do przychodni z psem, ale do gabinetu już nie, bo kłóciłoby się to z przepisami sanitarnymi. O jakie przepisy chodzi, sąd nie sprecyzował. Eksperci twierdzą, że takich zakazów nie ma. Pani Monika będzie walczyć dalej u rzecznika praw pacjenta.
37-letnia Monika Janik poczuła się upokorzona przez okulistę z Ośrodka Okulistycznego Vision Perfekt przy ul. św Kingi. To dlatego, że lekarz nie wpuścił jej do gabinetu, kiedy na wizytę przyszła z psem przewodnikiem.
Niewidoma kobieta poskarżyła się na takie zachowanie do lekarskiego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, a potem do Sądu Lekarskiego. Obie instytucje przyznały rację okuliście.
Janik nie widzi od dziewięciu lat. Straciła wzrok, gdy rozwinęła się u niej cukrzyca. Jakość życia kobiety poprawiła się, gdy dostała psa przewodnika - suczkę labradora, Keję. Wróciła chęć życia, 37-latka podjęła studia, a ostatnio chciała poprawić wygląd oczu i dopasować tzw epiprotezy. Niestety na widok pacjentki z psem okulista nie wpuścił jej do gabinetu.
- Lekarz powiedział mi, bym przyszła z ludzkim opiekunem. Po pierwsze, nie mam takiego, a po drugie nie muszę mieć, bo jestem niewidoma, a nie ubezwłasnowolniona - mówi oburzona krakowianka.
Janik musiała znaleźć inny ośrodek okulistyczny i był taki jedynie w Warszawie. Nauczona złym doświadczeniem spytała tamtejszego lekarza, czy może wejść z psem przewodnikiem. Okulista był w szoku, że kobieta w ogóle o to pyta, bo dla niego sprawa jest oczywista.
Janik złożyła skargę na krakowskiego okulistę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej, który jednak odmówił wszczęcia postępowania. Tłumaczył decyzję tym, że lekarz miał prawo nie wpuścić kobiety z psem kierując się zasadami higieny. Janik złożyła zażalenie od decyzji rzecznika i wczoraj jej skargę rozpatrywał Okręgowy Sąd Lekarski w Krakowie.
Przewodniczący sądu prof. Waldemar Hładki przyznał rację rzecznikowi odpowiedzialności zawodowej i okuliście.
- Pies przewodnik może wejść do przychodni, ale jedynie na korytarz. Wejście z psem do gabinetu narażałoby zdrowie innych pacjentów - wyjaśniał Hładki.
Co ciekawe, zgodnie z ustawą o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, "osoba niepełnosprawna ma prawo wstępu do obiektów użyteczności publicznej wraz z psem asystującym".
Okręgowy Sąd Lekarski uznał jednak, że przepisy sanitarne i epidemiologiczne mają w tym przypadku priorytet nad ustawą. O jakie dokładnie przepisy sanitarne chodzi? Tego nie zdradził ani rzecznik, ani sąd lekarski.
Opiekę prawną niewidomej zapewnia mec. Joanna Szpiega-Bzdoń. Prawniczka nie kryje, że z jej oglądu sytuacji wynika, że nie ma przepisów sanitarnych uniemożliwiających wchodzenie z psem przewodnikiem do gabinetów lekarskich. Potwierdza to Elżbieta Kuras, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.
- Sprawdzaliśmy przepisy dokładnie, nie ma takiego zakazu - mówi rzecznik. I dodaje, że pies nie jest zwierzęciem przenoszącym choroby zakaźne. Teraz Janik chce złożyć skargę u rzecznika praw pacjenta, a potem wniesie sprawę do sądu.

Źródło:
http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/3 ... l?cookie=1

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt gru 19, 2014 13:28 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Wojciech Karpieszuk

Nieco ponad dwa lata po wielkim remoncie Dworca Wschodniego za 60 mln zł czeka go poprawianie z niedoróbek. Bo kolejarze zapomnieli o niepełnosprawnych.
"Jestem zszokowana, w jakim stopniu Dworzec Wschodni jest nieprzystosowany dla potrzeb osób z dysfunkcjami wzroku. Dworzec po remoncie jest nadal dla osób niewidomych miejscem niezwykle niebezpiecznym" - napisała do redakcji Anita Marciniak, przewodniczka osoby niewidomej. Wylicza zastrzeżenia: brak jednolitych oznakowań, fragmentarycznie ułożone tzw. linie prowadzące, do których osoba niewidoma może przyłożyć laskę, brak kontrastowych taśm na szklanych drzwiach. Twierdzi, że obsługa nie pomaga odnaleźć się na dworcu osobie niewidomej.
Wschodni przeszedł gruntowny remont przed Euro 2012. Jak pisaliśmy wtedy w "Stołecznej", ze starego budynku z 1969 r. została tylko betonowa konstrukcja. Praktycznie zburzono i wybudowano od nowa perony. Ale zabrakło tam wind. Kolejarze upierali się, że na peronach remontu nie było, że była jedynie estetyzacja, za którą odpowiadała inna spółka (PKP Polskie Linie Kolejowe) niż za remont hali (PKP SA). Dyrektor PKP PLK z pełną powagą mówił nam, że ochroniarze są młodzi, silni. W razie potrzeby będą wnosić niepełnosprawnych na perony.

Betonowy słupek
Teraz okazuje się, że nie tylko wózkowicze mają problemy na dworcu. - Słyszałam tyle złych rzeczy, że z niego nie korzystam - mówi Jolanta Kramarz, niewidoma prezeska fundacji Vis Maior. Zaprosiliśmy ją na spacer po Wschodnim.
Przed halą od Kijowskiej przez kilka metrów ułożone są dwa rodzaje linii prowadzących. Jedna kieruje do drzwi, druga na szklaną ścianę. Dokładnie w miejscu, gdzie zaczyna się linia prowadząca do drzwi, jest betonowy słupek.
Jolanta Kramarz wchodzi do hali głównej. Tuż za drzwiami urywa się linia prowadząca. Musi sobie radzić sama. Stara się iść przed siebie, pomagając sobie laską. Mija ją dwóch ochroniarzy. Nie oferują pomocy. W końcu to ona prosi o pomoc przypadkowego pasażera. Nie jest w stanie samodzielnie kupić biletu, bo automat wydający numerki do kasy jest nieprzystosowany do obsługi niewidomych. Pani Jolanta nie wyczuwa na nim płaskich guzików, nie ma opisów w brajlu. Na elektronicznych ekranach wyświetlane są numery, ale nie ma głosowych komunikatów. - Chcąc kupić bilet, musiałabym prosić ludzi, żeby mnie przepuścili do kasy. Bardzo tego nie lubię - stwierdza Kramarz. Pracownica informacji nie wie, na jaką pomoc mogą liczyć na dworcu niewidomi. Odsyła do punktu "W czym mogę pomóc". Ale jak tam trafić, skoro nie ma znaków w brajlu? Trzeba prosić przechodnia, by pomógł. W punkcie Jolanta Kramarz dostaje numer telefonu do Centrum Bezpieczeństwa Dworców Kolejowych. Jak słyszy, można pod nim zamówić asystenta, który zaopiekuje się niewidomym pasażerem na dworcu. Dzwonimy do Centrum (22 474 13 13). Słyszymy, że trzeba zadzwonić "do przewoźnika" pod numer (19 757). I dopiero przewoźnik "wystosuje pismo" do służb dworcowych, które zajmą się niewidomym.

Gdzie są plany w Braille'u?
Lepiej od wyremontowanego dworca wyglądają korytarze do peronów, które były tylko poddane "estetyzacji". W korytarzach są prowadnice, na peronach guzki przed krawędzią. Poprosiliśmy PKP SA o komentarz. W pierwszym e-mailu Katarzyna Mazurkiewicz, rzeczniczka spółki, zapewniała, że Wschodni "został dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych podczas modernizacji w 2012 r.". Kiedy poprosiliśmy o szczegóły, w kolejnych e-mailach przyznała, że na hali głównej "prowadzone są prace mające na celu wymianę dotychczasowych ścieżek prowadzących. Zakończenie wymiany zaplanowane jest na połowę grudnia br.". Ale kiedy byliśmy tam w czwartek, nikt nie prowadził prac. Mazurkiewicz zapewnia też, że niewidomi podróżni mogą liczyć na pomoc ochroniarzy. Według niej na dworcu są plany z oznaczeniami w języku Braille'a. My w części dalekobieżnej nie znaleźliśmy ani jednego. Rzeczniczka informuje, że na przełomie 2015/16 r. na peronach mają być windy. Wtedy też ujednolicone będą na nich zabezpieczenia dla niewidomych. Nie odpowiedziała na pytanie, dlaczego trzeba wymieniać linie prowadzące w hali i ile to kosztuje. - Dlaczego tego dworca nie było można zrobić porządnie w 2012 r.? Z mojego punktu widzenia pieniądze wydane wtedy wywalono w błoto - stwierdza niewidomy Jacek Zadrożny, który również błądzi na Wschodnim.

Źródło:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... omych.html

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt gru 19, 2014 13:29 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Ruszyła kampania „Więcej nas łączy, niż dzieli...”
16.12.2014
Autor: Łukasz Drozda, Agnieszka Fiedorowicz
Źródło: inf. Własna

Schody, wyboje, ale i wspólna zabawa, i kibicowanie. „Więcej nas łączy, niż dzieli...” – to hasło ruszającej 17 grudnia 2014 r. kampanii społecznej Integracji. Jej celem jest zwrócenie uwagi na sytuacje z życia codziennego, które w równym stopniu dotyczą osób z niepełnosprawnością, jak i pełnosprawnych, dorosłych i dzieci, kobiet i mężczyzn.
- Coraz więcej nas łączy, a mniej dzieli. Na przestrzeni 20 lat funkcjonowania Integracji udało się zainicjować dostosowanie gmachu Sejmu RP i wielu obiektów publicznych, urzędów, centrów handlowych, z których wszyscy korzystamy – przekonuje prezes Integracji, Piotr Pawłowski.

Dziewczynka i chłopczyk bawią się tabletem. Chłopczyk dotyka ekranu stopą, ponieważ nie ma rączek. Hasło: Więcej nas łączy, niż dzieli... gdy tak bardzo chcemy dotknąć...
- Osoby z niepełnosprawnością często buntują się, kiedy mówi się o dwóch światach: osób niepełnosprawnych i sprawnych – i mają rację, bo żyjemy przecież w tej samej rzeczywistości – kontynuuje Piotr Pawłowski. – Dlatego rozwiązania uwzględniające potrzeby i oczekiwania osób z niepełnosprawnością, faktycznie będą także działaniami na rzecz wszystkich innych obywateli. Poprzez kampanię „Więcej nas łączy, niż dzieli...” chcemy pokazać, że niepełnosprawność nie może wykluczać, a wiele codziennych barier doskwiera wszystkim. Tym bardziej cieszy fakt, że osoby biorące udział w tej kampanii, widząc jej rzeczywisty sens, zaangażowały się w nią na zasadach pro publico bono.

Wspólne problemy i radości
Kostka brukowa jest jak tor przeszkód, zarówno dla osób z niepełnosprawnością mających problemy z poruszaniem się, jak i miłośniczek szpilek. Niejednokrotnie doświadczyła tego Grażyna Wolszczak, która wzięła udział w sesji zdjęciowej.
- Żwir, kostka brukowa, nierówne chodniki to pułapki, na które ciągle się natykam – wyjaśnia aktorka.
Scenka z Grażyną Wolszczak znalazła się na jednym z pięciu plakatów kampanii „Więcej nas łączy, niż dzieli...”. Pozostałe fotografie promujące kampanię pokazują inne sytuacje i doświadczenia z życia codziennego osób z niepełnosprawnością, a w ich zilustrowaniu wzięli udział: aktorka Agnieszka Więdłocha, niewidomy pieśniarz szantowy i gitarzysta Roman Roczeń, aktor niskiego wzrostu Iwo Pawłowski, aktor teatralny i dubbingowy Modest Ruciński, poruszający się na wózkach Agata Battek i Tomasz Wasielewski, a także Staś Salach z mamą Urszulą, Justyna Janaszewska i Kornelia Raczkiewicz.

Niewidomy mężczyzna i pełnosprawna kobieta razem kibicują z szalikami z napisem
Plakat kampanii 20-lecia Integracji "Więcej nas łączy, niż dzieli...", fot. Tomasz Ozdoba, na zdjęciu: Agnieszka Więdłocha i Roman Roczeń

- Hasło „Więcej nas łączy, niż dzieli...” niesie w sobie niesłychanie ważną prawdę: świat pełnosprawnych i świat ludzi z niepełnosprawnościami to w wielkim stopniu ta sama rzeczywistość. W moim poczuciu bardzo trudno jest wyznaczyć sztywną granicę. Czy ja sam jestem aż tak „pełnosprawny”, jeśli się mnie porówna z wybitnym naukowcem poruszającym się na wózku? Przecież nie mam tak wybitnego umysłu, za to mam nadwagę, która strasznie utrudnia mi życie. Ujmuję słowo „pełnosprawność” w cudzysłów. Chciałbym, żeby nasza kampania pokazała, iż ludzie bardzo się różnią fizycznie i psychicznie, ale jednocześnie mają wiele ze sobą wspólnego – zarówno jeśli chodzi o codzienne problemy, jak i radości. Mało tego, te problemy, bariery, dotyczą wszystkich. Może nie jeździsz na wózku, ale masz małe dziecko w wózku. I nagle pojawiają się schody... – tłumaczy Jan Domaniewski, współtwórca kampanii.

Półki sklepowe, dwaj mężczyźni sięgają po produkty. Wysoki ma kłopot ze schylaniem się, niski zaś - z dosięgnięciem górnej półki. Hasło: Więcej nas łączy, niż dzieli... gdy trudno dosięgnąć...

Dotrzeć z przekazem
Partnerami medialnymi kampanii są Ringier Axel Springer Polska (RASP) i Grupa Onet.pl.
- Od dawna z podziwem obserwowaliśmy kampanie Fundacji Integracja, które skutecznie zmieniają świadomość społeczną na temat osób niepełnosprawnych w Polsce. Dlatego bez wahania Ringier Axel Springer Polska i Grupa Onet.pl postanowiły objąć patronat medialny nad kampanią „Więcej nas łączy, niż dzieli...”. Jesteśmy przekonani, że to ważna inicjatywa, która zbuduje nową świadomość na temat funkcjonowania osób niepełnosprawnych w naszym społeczeństwie. Obie firmy – Ringier Axel Springer Polska i Grupa Onet.pl są liderami na rynku mediów w Polsce – nasze tytuły prasowe, serwisy internetowe mają ogromny zasięg. Dzięki temu kampania Fundacji dotrze do bardzo szerokiej grupy odbiorców. Poszczególne jej odsłony ukażą się m.in. na stronach Onetu, w Fakcie, Newsweeku, Forbesie, Przeglądzie Sportowym oraz w ich serwisach internetowych obu spółek. W akcji promocyjnej wykorzystamy również nasze profile w mediach społecznościowych, które posiadają kilkaset tysięcy fanów. Dodatkowo będziemy promować kampanię wewnątrz naszego holdingu, do którego oprócz RASP i Grupy Onet.pl należą spółki medialne w kilku krajach Europy, m.in. na Słowacji, Węgrzech, w Serbii, Szwajcarii i Niemczech – mówi Anna Marucha, rzecznik prasowy Ringier Axel Springer Polska.

Dwie kobiety - jedna z wózkiem dziecięcym, druga na wózku. Obie mają problemy na schodach. Hasło: Więcej nas łączy, niż dzieli... gdy zaczynają się schody...

Pierwsza odsłona kampanii „Więcej nas łączy, niż dzieli...” rusza 17 grudnia br. w mediach RASP i Grupy Onet.pl. Kreacje kampanii pojawią się również w mediach Integracji, przede wszystkim w portalu Niepelnosprawni.pl, gdzie powstała specjalna zakładka poświęcona akcji (niepelnosprawni.pl/wiecejnaslaczy), a także na stronie www.integracja.org oraz w numerach 6/2014 i 1/2015 magazynu „Integracja”. Całość dopełniona zostanie działaniami PR i w social media.
Kampania „Więcej nas łączy, niż dzieli...” podsumowuje 20-lecie Integracji – organizacji działającej na rzecz środowiska osób z niepełnosprawnością. Na przestrzeni minionych lat Integracja rozwinęła się z wydawcy czarno-białego biuletynu w organizację, która stworzyła największą platformę informacyjną o niepełnosprawności, w skład której wchodzą magazyn „Integracja”, portal www.niepelnosprawni.pl oraz program TV „Misja Integracja”. Ponadto stworzyła sieć Centrów Integracja promujących aktywność zawodową wśród osób z niepełnosprawnościami. Dzięki swojemu unikatowemu doświadczeniu i ogromnej wiedzy Integracja stała się ekspertem w obszarze likwidacji wszelkich barier, w tym w szczególności architektonicznych, dotyczących serwisów internetowych i komunikacyjnych.
- Nasza misja się jednak nie kończy. Zbudowanie świata bez barier wymaga konsekwentnego procesu związanego z dbałością o dostępność dla wszystkich. Niezależnie od tego, jak wiele zrealizowaliśmy, wydając m.in. publikację o projektowaniu uniwersalnym, przyznając certyfikaty dostępności 400 obiektom budowlanym w Polsce, przeprowadzając liczne kampanie społeczne oraz wprowadzając osoby z niepełnosprawnością na rynek pracy, ciągle mamy przestrzeń do działania. Integrację czeka kolejnych 20 lat pełnych następnych wyzwań – podsumowuje Piotr Pawłowski, prezes Integracji.

Kampania przygotowana została przez Integrację wspólnie z Ringier Axel Springer Polska. Autorem koncepcji kampanii jest Jan Domaniewski. Sesję zdjęciową do projektu wykonali Tomasz Ozdoba i Damian Burzykowski. Opracowanie graficzne przygotowali Łukasz Kiljański i Przemysław Decewicz.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 18.12.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt gru 19, 2014 13:30 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
16.12.2014
Autor: Z Brukseli Renata Bancarzewska (PAP)

Na wprowadzeniu przepisów o zakazie dyskryminacji, które ponownie próbuje wypracować Unia Europejska, najbardziej mogą skorzystać osoby starsze i z niepełnosprawnością. To ich najbardziej dotyka na co dzień dyskryminacja, np. w postaci braku dostępu do właściwej infrastruktury.
Nowy przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker umieścił dyrektywę antydyskryminacyjną wśród priorytetów swojej ekipy, jednak jej los jest nadal niepewny, gdyż niektóre państwa, np. Wielka Brytania czy Niemcy, choć przeciwne dyskryminacji, wolałyby, aby te przepisy leżały w gestii państw, a nie Unii.

Poszerzyć zakres przepisów
Na grudniowym spotkaniu w Brukseli nad przepisami antydyskryminacyjnymi dyskutowali również unijni ministrowie ds. równości płci. Zgoda jest trudna do osiągnięcia, gdyż do uchwalenia tego prawa potrzeba jednomyślności.
- Wygląda na to, że jesteśmy na bardzo dobrej drodze do uzyskania jednomyślności - powiedziała obecna na spotkaniu minister ds. równości płci, Małgorzata Fuszara.
Unia Europejska już od sześciu lat pracuje nad dyrektywą, która ma zakazywać dyskryminacji ze względu na wiek, religię i światopogląd, orientację seksualną i niepełnosprawność. Chodzi o to, by poszerzyć zakres regulujących te kwestie przepisów o ochronę socjalną, opiekę zdrowotną, edukację i zapewnić dostęp do powszechnie dostępnych towarów i usług. Istniejące już unijne reguły zakazują dyskryminacji w odniesieniu do zatrudnienia, pracy i szkolenia zawodowego.
Nowe przepisy miałyby ułatwić np. dostęp osób poruszających się na wózkach do budynków publicznych czy umożliwić osobom starszym szerszy dostęp do środków transportu albo wyeliminować przypadki, gdy parom o orientacji homoseksualnej odmawia się wynajęcia pokoju w hotelu.
- Przepisy mają chronić 80 milionów osób, czyli co szóstego obywatela Unii - zwróciła uwagę na spotkaniu unijnych ministrów komisarz ds. sprawiedliwości i równości Vera Jourova. - Dyrektywa zapewnia dużą elastyczność. Aby wdrożyć przepisy antydyskryminacyjne, państwa członkowskie nie muszą zmieniać przepisów w organizacji systemów zabezpieczeń społecznych (...) czy zawartości systemów edukacyjnych. Przepisy nie dotyczą spraw rodzinnych, bo te pozostają w kompetencji państw członkowskich - przypomniała unijna komisarz.
Unia Europejska wprowadziła już reguły antydyskryminacyjne ze względu na rasę lub pochodzenie etniczne w zakresie zatrudnienia, pracy i szkolenia zawodowego, jak również ochrony socjalnej, opieki zdrowotnej, edukacji i dostępu do powszechnie dostępnych towarów i usług, w tym do mieszkań. Dyskryminacja ze względu na płeć jest natomiast zakazana w obrębie tych samych obszarów, z wyjątkiem edukacji, mediów i reklamy.

"Niedostępność budynków jest skandalem"
Osoby zagrożone dyskryminacją często w mniejszym stopniu są w stanie uczestniczyć w życiu społecznym i gospodarczym. Ma to szkodliwe skutki zarówno dla takich osób, jak i dla całego społeczeństwa.
Frakcja liberałów w Parlamencie Europejskim (ALDE) na początku grudnia zwróciła się z apelem do państw członkowskich o odblokowanie dyrektywy.
- Musimy rozwiązać problem dyskryminowania milionów unijnych obywateli, czy to w dostępie do sklepów, środków transportu czy korzystaniu z IT lub usług finansowych - powiedziała eurodeputowana Sophie Int Veld, wiceprzewodnicząca frakcji.
Choć każdy kraj członkowski chce walczyć z dyskryminacją, a unijni ministrowie wyrazili wolę współpracy i wypracowania kompromisu, jest jeszcze sporo spraw technicznych do rozwiązania i ustalenia.

Dostosować, ale co i kiedy
Wiele obaw wśród dyskutujących ministrów ds. równości stwarzały np. okresy przejściowe w celu przystosowania infrastruktury do potrzeb osób z niepełnosprawnością. Państwa członkowskie wskazywały na niebagatelne koszty takich przystosowań.
Zaproponowany przez włoską prezydencję 20-letni okres na przystosowanie dostępu do starych budynków, infrastruktury i środków transportu nie był dla wszystkich wystarczający.
Niektóre kraje chciały także więcej niż kilku lat na spełnienie wymogów w przypadku nowej infrastruktury, budynków czy środków transportu. W dużej mierze uwagi unijnych ministrów ds. równości dotyczyły spraw szczegółowych, np. potrzeby doprecyzowania tego, co uważa się za nowy budynek lub gruntowny remont.

100 organizacji nie chce dyrektywy
Na początku grudnia 100 europejskich organizacji pozarządowych wystosowało do Junckera list, wzywający go do rezygnacji z dalszych prac nad dyrektywą antydyskryminacyjną, motywując to ograniczaniem wolności gospodarczej.
Na liście sygnatariuszy listu jest kilkanaście organizacji z Polski, w tym Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Adama Smitha oraz Fundacja Rzecznik Praw Rodziców, Stowarzyszenie Głos Rodziców, Fundacja Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi, Stowarzyszenie Koliber, Fundacja Życia i Rodziny. Na liście organizacji znajduje się także Transatlantic Christian Council ze Stanów Zjednoczonych.
Organizacje te obawiają się, że przy zawieraniu umów między kontrahentami zastąpi się mechanizm rynkowy administracyjnym przymusem, co mogłoby skutkować odpowiedzialnością finansową firm z tytułu zadośćuczynienia.
„Tej finansowej odpowiedzialności trudno będzie uniknąć ze względu na domniemanie dyskryminacji po stronie usługodawcy. Przedsiębiorca pomówiony o stosowanie praktyk dyskryminacyjnych będzie musiał udowodnić, że odmowa zawarcia transakcji była podyktowana względami niedyskryminacyjnymi, w przeciwnym wypadku narazi się na wysoką odpowiedzialność finansową” - czytamy w liście organizacji przesłanym do Komisji Europejskiej.
Prace nad przepisami, mającymi zapewnić równe szanse wszystkim Europejczykom, będzie kontynuować Łotwa, przejmująca stery Unii od stycznia 2015 roku.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 18.12.2014

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 16, 2015 13:22 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Ośrodek w Laskach. Niewidome dzieci uczą dorosłych patrzeć sercem
Data dodania: 2014-12-24
Anita Czupryn
Opowieść o miejscu, gdzie niewidomi, ociemniali i głusi widzą więcej piękna i doświadczają więcej radości niż niejeden z nas. I o ludziach, którzy są dla nich światłem.
Laski urzekną każdego, kto tylko zechce się zanurzyć w tę przestrzeń. Tadeusz Mazowiecki, wielki przyjaciel Dzieła Lasek (po śmierci spoczął na cmentarzu w Laskach), w książce "Ludzie Lasek" pisał: "Przyzwyczajeni do myśli, że historia składa się z wielkich wydarzeń, nie dostrzegamy tego, że ma ona swój nurt podskórny, niewidoczny albo zgoła wyglądający na to, że toczy się poza życiem bieżącym.
Jeśli Laski, dla każdego, kto się z nimi zetknął, stają się powodem do zastanowienia, to także dlatego, że są zaprzeczeniem powierzchownego sądu o tym, jaki sens dla kultury i historii ludzkiej mają dzieła ciche, skromne i niewidoczne. Trudno na taką drogę wejść; trudniej na niej wytrwać konsekwentnie, ale może najtrudniej tak ją ukształtować, by - nie przestając być sobą - była ona związana z życiem społeczeństwa i narodu, a nie czymś z jego ubocza. Laski są cząstką chrześcijaństwa i cząstką Polski, uformowaną przez cierpienie i przez otwartość wobec ludzi; są jednym z tych miejsc na świecie, którym dane było i jest - być dla innych znakiem na drodze".
W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej w Laskach przebywają dzieci i młodzież niewidome od urodzenia albo które straciły wzrok w dzieciństwie. Są też tacy, którzy od urodzenia nie tylko nie widzą, ale też nie słyszą. Są dzieci autystyczne i na wózkach. - Tutaj każdy uczeń jest dla nas największą wartością - mówi dyrektor ośrodka Elżbieta Szczepkowska.
Jest piątek 19 grudnia, do świąt Bożego Narodzenia jeszcze kilka dni, ale w Laskach to ostatni dzień szkoły. Po południu dzieci rozjeżdżają się do domów w całej Polsce, stąd też we wszystkich placówkach ośrodka (a jest ich na tym olbrzymim terenie, około 80-hektarowym, całkiem sporo, poczynając od Wczesnego Wspomagania Rozwoju Niewidomego Dziecka, przedszkola, przez podstawówki, gimnazjum, liceum, technikum, zawodówki, po szkołę policealną i szkoły specjalne) trwają jak nie wigilia z opłatkiem, to jasełka albo kolędowanie. Daria Kuźniecow-Dudko, szefowa działu promocji Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, zabiera mnie na wycieczkę po Laskach. Jeszcze nie wiem, że będzie to prawdziwie duchowa podróż.

Przystanek pierwszy: idea Matki
Władysław Gołąb jest w Laskach prawie od zawsze. W przyszłym roku minie 40 lat, jak piastuje urząd prezesa zarządu Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Trudno uwierzyć, że ten wyprostowany jak struna, elegancki mężczyzna niedługo skończy 84 lata!
- Wzrok straciłem w 1944 r. Wybuch miny. Byłem już niewidomy, gdy skończyłem szkołę średnią, zdałem na studia prawnicze, a potem egzamin adwokacki. Z Laskami zetknąłem się w 1947 r., nie byłem wychowankiem, przyjechałem do doktora Dolańskiego, który tu mieszkał, działał i w końcu przekazał Laskom własny dom. Już ten pierwszy raz utwierdził mnie w przekonaniu, że to miejsce szczególne. Laski nobilitują każdego człowieka. Na tym polegała idea matki Róży Czackiej, która to miejsce założyła: aby zarówno ludzie świeccy, jak i siostry zakonne służyli niewidomym, aby tak przygotować ich do życia, by byli społecznie użyteczni. Ideę tę staramy się pielęgnować już ponad sto lat.
Róża Czacka, hrabianka z domu, miała 22 lata, kiedy straciła wzrok. Swoją ślepotę potraktowała jak zadanie. Zakasała rękawy, uczyła się żyć na nowo, następnie zgłębiała świat niewidomych, jeżdżąc po europejskich ośrodkach, by potem wprowadzać w życie metody, które mają pomóc niewidomym. W Polsce nic takiego wówczas nie było. Niewidome dziecko to był wstyd dla rodziny. W 1911 r. Róża Czacka założyła Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, a siedem lat później przywdziała franciszkański habit, przyjęła imię Elżbieta i utworzyła Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Towarzystwo, ośrodek i zgromadzenie nazwała dziełem. Mawiała: "Dzieło to z Boga jest i dla Boga, innej racji bytu nie ma. Jeśli zboczyłoby z tej drogi, niech przestanie istnieć". Podczas wrześniowej kampanii II wojny światowej otworzyła szpital dla rannych. Laski przyłączyły się też do powstania warszawskiego. - A my tę jej ideę staramy się pielęgnować - mówi prezes Władysław Gołąb. - Choć w czasach PRL było trudniej. Ośrodek chciano zlikwidować.
Nic dziwnego, Laski były solą w oku władzy, bo zawsze nastawione na służbę drugiemu człowiekowi. Stały się azylem dla opozycjonistów. Tu mieli oparcie, nabierali sił, czuli się bezpiecznie, byli u siebie.
Dziś Laski się zmieniły, bo zmieniać się muszą, aby być na bieżąco z życiem, ale idea Matki Czackiej zmienić się nie może.

- Stawiamy tu wyzwania naszym uczniom, bo im człowiek ma wyższe wyzwania, tym bardziej go to mobilizuje. Uczymy, że człowiek ma przeżyć swoje życie sensownie. Jeśli szuka jedynie przyjemności, to w istocie ich nie zazna. Dawanie daje o wiele większą radość niż branie.
Nauczycielom w Laskach szczególnie zależy na tym, aby dzieci, które urodziły się niewidome i słabowidzące, trafiały tu jak najszybciej.

Po pierwsze, to najnowocześniejszy ośrodek w kraju. Po drugie - są tu najlepsi specjaliści, którzy już od pierwszych miesięcy życia zapewniają niewidomemu dziecku najlepszy rozwój. Po trzecie, zdruzgotani rodzice tu otrzymują słowa wsparcia, nadziei i otuchy.
Uczniów w Laskach obowiązuje taki sam program nauczania jak w innych placówkach oświatowych, ale ponadto uczą się samodzielności: ubierania, codziennej higieny, rozpoznawania kolorów, swobodnego poruszania w przestrzeni (i po mieście). Dzieciaki jeżdżą tu konno, bawią się z psami w ramach dogoterapii, uprawiają sporty, jeżdżą na rolkach, grają w piłkę, pływają. Rozwijają swoje muzyczne talenty, grają na instrumentach, korzystają z najnowszych technologii, z komputera, telefonu komórkowego. Uczą się języków obcych, bo to też dla nich okno na świat. No i tu otrzymują wsparcie przy planowaniu dorosłego życia i kariery zawodowej. W Laskach jest specjalny Dział ds. Absolwentów, który skutecznie wspiera absolwentów i osoby niewidome z całej Polski na rynku pracy.
- Życie w ciemności też może być kolorowe, pełne i bogate. Tu tworzy się radosne wnętrze człowieka. Pewnie, że każdemu z nas czegoś brak, ale my nie skupiamy się na tym, tylko na tym, czym możemy podzielić się z innymi - uśmiecha się Władysław Gołąb.

Przystanek drugi: jak w niebie
Dominik Strzelec jest już absolwentem Lasek, ale jak każdy absolwent lubi odwiedzać ośrodek, w którym pozostawił tylu przyjaciół. No i tu przecież odkrył swój talent i powołanie - śpiewa, nagrywa płyty. Jego głęboki głos trafia w samo serce. Na swoje wigilie zapraszają go korporacje, aby swoim występem uświetnił uroczystość. Kiedy śpiewa utwór Mieczysława Szcześniaka, wszystkim wilgotnieją oczy. My, ludzie widzący (a niektórym się zdaje być może, że i wszystkowiedzący), jesteśmy zdumieni - oto niewidomy chłopak pokazuje nam, o czym zapomnieliśmy.
Kochaj tak, jakby Cię nigdy nikt nie zranił,
A tańcz tak, jakby nikt nie patrzył.
Śmiej się tak, jak tylko dzieci śmieją się.
Żyj tak, jakby tu było niebo.

Przystanek trzeci: otwarty gabinet dyrektora
Szkoła św. Maksymiliana to w Laskach placówka specjalna dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, które prócz tego, że nie widzą, mają różne inne schorzenia. Trafiają tu dzieci z najcięższymi przypadkami, ale kiedy opuszczają szkołę, są zupełnie odmienione. Często rodzice boją się tego, że w nowym środowisku dziecko sobie nie poradzi, nie chcą odrywać go od domu. - Błąd - mówi dyrektor Wojciech Święcicki. - Zawsze pytam, ile faktycznie rodzice poświęcają dziecku czasu. My mamy ten czas. A druga rzecz, to środowisko kolegów, które przyspiesza rozwój.
Przyjechali tu raz rodzice z ociemniałym synkiem. Przerażeni nie mniej niż on sam. Weszli do pokoju, w którym bawiło się kilkoro niewidomych dzieci. Dzieci biegały, bawiły się w berka, skakały po łóżkach. Rodzice nie mogli uwierzyć, że od urodzenia są niewidome. Dyrektor poprosił, aby rodzice nie przyjeżdżali zbyt często. Miesiąc później ich synek skakał po łóżkach na równi z kolegami. Nauczyli go. - To prawda, że 90 procent bodźców dociera do człowieka przez wzrok, ale kiedy go nie ma, rozwijają się inne zmysły. Dzieci niewidome na całe życie zapamiętają głos poznanej osoby. Nawet po wielu latach rozpoznają mnie po dotyku dłoni - mówi dyrektor. Tu drzwi do gabinetu dyrektora są zawsze otwarte. - Bo ja się nie czuję dyrektorem - śmieje się Wojciech Święcicki. - Dzieci mogą tu wejść, kiedy chcą, poleżeć na kanapie, posiedzieć w fotelu. Zdarza się, że mam gości, a jakieś dziecko chrapie obok.

Jeden z uczniów, dziecko autystyczne, swój pokój w rodzinnym domu umeblował na wzór gabinetu dyrektora. Ponieważ to przyjazne miejsce. - Lubię mieć kontakt z moimi uczniami i wiem, że oni lubią mnie - zwyczajnie mówi dyrektor. Pracę tu rozpoczął w 1986 r., ale od maleńkości był z tym miejscem związany, bo tu jego rodzice byli lekarzami. - Lata 80. Były smutnym czasem, ale tu zawsze podejście do dzieci było niezwykłe - mówi.
Zawsze był nacisk nie tylko na naukę, na to, jak radzić sobie z własnym cierpieniem, chorobami, ale też na duchowy rozwój i potrzebę dzielenia się z innymi. I wcale nie jest największym sukcesem to, że dzieci idą potem na studia. Dla jednych sukcesem będzie, że nauczy się załatwiać swoje fizjologiczne potrzeby, dla innych - że śpiewa i gra na instrumentach, jeszcze dla innych - że mówi po angielsku. - Częściej jednak mam wrażenie, że to my uczymy się od naszych dzieci, jak kochać drugiego człowieka, więcej korzystamy, jesteśmy beneficjentami. Dzieci mają bardzo rozwinięte poczucie empatii. Lubią też żyć naszym życiem. Pytają: dlaczego pan jest smutny? Co robi pana żona? Bez nawiązania osobistej relacji wiele się nie osiągnie - stwierdza. Dla Wojciecha Święcickiego to "laskowskie" chrześcijaństwo jest bardzo otwarte, tu przyjeżdżają i ci, którym niekoniecznie jest po drodze z Kościołem, bo tu spotykają wartości uniwersalne.

Przystanek czwarty: pogotowie dla rodziców
Siostra Julitta działa czasem jak karetka pogotowia. Kiedy gdzieś w Polsce rodzi się niewidome dziecko, wsiada w samochód i odwiedza rodzinę.
- Zwykle na początku jest szok, ból, przerażenie. Nie wiedzą, co robić. Przeprowadzam wywiad. Rozmawiam. Tłumaczę. Pokazuję filmik z ośrodka. W ich serca wstępuje nadzieja - nie są już sami. W ośrodku organizujemy turnusy dla najmłodszych, trafiają tu już kilkumiesięczne dzieci. Uczymy je i rodziców, którzy cały czas z dzieckiem są. To bardzo ważne, aby jak najszybciej rozpocząć rehabilitację i naukę. A rodzice widzą, jak dziecko jest chłonne, jak szybko się uczy. Nie raczkowało - a raczkuje. Nie chodziło - a chodzi - opowiada. Cieszy się, że dziś rodzice, szukając pomocy, zawsze trafią na stronę internetową ośrodka, że ta strona dobrze działa i rodzice mają kontakt do specjalistów.
Siostra Julitta, prócz wykształcenia tyflopedagoga, ukończyła też studia podyplomowe z wczesnego wspomagania. Z dziećmi niewidomymi pracuje już 25 lat. - I ta praca, poza zakonnym, to moje drugie powołanie - oznajmia.

Przystanek piąty: wypuścić w dorosłość
Krystyna Konieczna jest kierowniczką Działu ds. Absolwentów, którego głównym zadaniem jest pomoc absolwentom po opuszczeniu Lasek w wejściu w nowe środowiska. Większość po maturze idzie studiować. - Uczymy studentów orientacji przestrzennej w nowym miejscu. Tym po zawodówkach pomagamy znaleźć pracę. Wspieramy też tych, którzy szkołę w Laskach skończyli już dawno. Otrzymują różnorakie wsparcie. Wtedy, kiedy zakładają rodziny, kiedy rodzą im się dzieci albo kiedy spotykają ich nieszczęścia. - Życiowe sprawy - mówi Krystyna Konieczna.
W Laskach pracuje 40 lat. Nigdy nie szukała innej pracy. Szczególnie dumna jest z pionierskiego projektu, który zainicjowali rok temu. To stanowisko pracy dla niewidomych i niedowidzących Wirtualne Contact Center: telesprzedaż, telefoniczna obsługa recepcji. Dzięki temu projektowi pracę znalazło ponad 80 niewidomych. Kierowniczka wspiera też tych uczniów, którzy chcą zdawać maturę za granicą.

Przystanek szósty: siostra Agata
Nigdy wcześniej nie myślała, że przywdzieje kiedyś habit. Dom, mąż, pięcioro dzieci - tak sobie wyobrażała życie. Wszystko zmieniło się 17 kwietnia 1973 r., we wtorek o godzinie 20.05. - Pamiętam to dokładnie - siostra Agata ma okrągłą, uśmiechniętą twarz, ciepły głos i mnóstwo energii. - Siostra Agata z sercem na dłoni, w prozie życia - mówi mi o niej wcześniej Daria Kuźniecow-Dudko. - Pracuje z dziewczętami w internacie. Jest i psychologiem, i pielęgniarką, uczy ich i savoir-vivre'u i zaplatania warkoczy.

W tamten wtorek, 41 lat temu, siostra Agata nie była siostrą, nawet imię nosiła inne, była zwyczajną nastolatką, uczennicą liceum pedagogicznego. O godzinie 20.05 telewizja wyświetliła film "Cudotwórczyni" o niewidomej i głuchej Helen Keller, późniejszej pisarce i jej nauczycielce. - Obejrzałam i powiedziałam sobie: "To ja już wiem, co chcę robić w życiu. Chcę pomagać niewidomym dzieciom".
I dziś jestem przekonana, że to jest to, co chciałam. Nazywam to pierwotnym powołaniem. Wszyscy mamy powołanie do czegoś - myślę tu o powołaniu zawodowym. W pewnym momencie odkrywamy, co mamy w życiu robić. To nawet nie jest nasze chcenie, to głębokie przekonanie. Zdałam maturę, chciałam studiować na Akademii Pedagogiki Specjalnej tyflopedagogikę (pedagogika osób niewidomych i ociemniałych). Zabrakło mi punktów. Proponowano mi surdopedagogikę (pedagogika osób głuchych), ale wtedy myślałam, że to nie dla mnie. Przyszłam na rok do pracy w Laskach. Był 1975 r. Nie byłam osobą praktykującą. Był wakat w przedszkolu, nawet do kościoła nie chodziłam. Ale zostałam przyjęta. Już wtedy Pan Bóg działał.
Kiedy przyjechała wtedy do Lasek, maluchy biegały przed przedszkolem. Dwóch jeździło na trzykołowych rowerkach, dwóch się kłóciło o dwukołowy rowerek. Przepychały się, jak to dzieci. W piaskownicy sypały się piaskiem. Zupełnie zwyczajny widok. Dopiero kiedy zaczęła prowadzić zajęcia, opowiadała o zwierzątku, pokazując pluszową zabawkę, gdy wyciągnęły się do niej rączki, uzmysłowiła sobie: Ach, no rzeczywiście, przecież one nie widzą. Tylko nie widzą. To żadne kalectwo. To coś naturalnego, radosnego - opowiada.
Z powołania zawodowego przyszło powołanie duchowe. - Poczułam, że to jest tak silne, że nie mogę się temu oprzeć. I wcale nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Moja rodzina również. Ale gdy wstąpiłam do postulatu, poczułam wolność. To było coś pięknego. Habit ma wyrażać mnie. To, kim jestem. Nie chciałabym, aby to był tylko dziwny strój. A kim jestem? Człowiekiem Boga. Do zgromadzenia wstąpiłam przez dzieci i dla dzieci. Są moją świętością.
Siostra Agata ukończyła swoją ukochaną tyflopedagogikę, przeszła przez prawie wszystkie szczeble pracy w Laskach: przedszkole, dzieci w wieku szkoły podstawowej, 10 lat spędziła w Indiach - również pracując z niewidomymi, starszymi dziećmi, z chłopcami, z dorosłymi. Z niepełnosprawnymi umysłowo. - One są najwspanialsze - mówi rozjaśniona i opowiada o Tomaszku. Tomaszek trafił do ośrodka, kiedy miał trzy miesiące. Miał tylko kawałeczek mózgu. Nie widzi, nie siedzi, nie żuje, nie gryzie. Cierpi. Takie dzieci żyją góra siedem lat. Dziś ma 24 lata i nie ma wytłumaczenia, że wciąż żyje. Po prostu wie, że jeszcze nie czas.
Do siostry Agaty był wprost przyklejony. Nie mówił, a przecież wiedziała, że ją rozpoznaje. - To jedyny mężczyzna w moim życiu. Jedyny, z którym spałam - żartuje ze śmiechem siostra. - Nauczył mnie szacunku do człowieka, języka pozawerbalnego. To wielkie bogactwo porozumiewania się między słowami. Nigdy nie zarzucił rączek na szyję i nie powiedział mi, że mnie kocha, ale wiem, że tak jest. Umie to pokazać. Tak jak i to, co lubi, czego nie, jaka muzyka mu się podoba. Albo to, że nie znosi krzyku. Wszystko to umiałam odczytać.
Ludzie niepełnosprawni wyzwalają w nas takie pokłady możliwości, o których nawet nie wiemy, że je mamy. To ich powołanie. Pokazują, że drzemią w nas wielkie możliwości, których nawet byśmy nie znali, gdyby nie oni. Myślę sobie, że to niepełnosprawni utrzymują ten świat w równowadze. My wszyscy, którzy się uważamy za normalnych, genialnych intelektualnie - manipulujemy, kombinujemy, a te dzieci nie kalkulują. Myślą sercem. Dziecko niewidome od urodzenia ma świadomość, że obok są ludzie widzący, chciałoby widzieć, ale nie wie, czego nie ma. Czy to jest świat ciemności? Nie wiem. Kiedy niewidoma dziewczynka opowiada, co się jej śniło, na dobrą sprawę nie wiem co. Kiedy mówi: "Widziałam siostrę", nie wiem, jak ona mnie widzi. "Biegałam po łące" - opowiada, ja nie wiem, jak ona biegała po łące. Dzieci, które widziały i straciły wzrok, bardzo cierpią, bo wiedzą, co straciły. Choć życiowo są dużo sprawniejsze. I kiedy mówię: "Dziś jest piękne, błękitne niebo", to one wiedzą, co to znaczy. Ale każde z nich uczy mnie patrzenia sercem. One sercem patrzą naturalnie. - A siostra czego ich uczy? - pytam, choć przecież to jest jasne - prowadzi swoich uczniów do światła i świata. To też jej zadanie: odkryć, co w dziecku jest dobrego, jaki ma potencjał i jak należy w nie inwestować, żeby się jak najpiękniej rozwijało i żeby jego przyszłość mogła się dobrze rysować. Ale ona macha ręką. - Uczę odnalezienia się w życiu. Zwykłych rzeczy: jak się ubrać, jak wykąpać, jak posprzątać, zrobić kanapki, ugotować obiad, jakie są normy moralne, w których muszą umieć się zmieścić. Mówię im: "Dzisiaj nie musisz mnie lubić, ale za 10 lat masz przyjechać i powiedzieć: Dziękuję, że mnie siostra tego nauczyła".

Źródło:
http://www.polskatimes.pl/artykul/36939 ... ,t,sa.html

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 16, 2015 13:59 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
13.01.2015
Autor: tekst i zdjęcia: Mateusz Różański

Uzawodowienie, podniesienie zasiłku pielęgnacyjnego, zwiększenie dofinansowania do rehabilitacji i likwidacji barier. Te postulaty można było usłyszeć w Warszawie podczas kolejnego, mniej licznego niż poprzednie, protestu rodziców dzieci z niepełnosprawnością.

13 stycznia 2015 r. na swoich transparentach rodzice mieli te same hasła, co w zeszłym roku. Wielu z nich podkreślało, że poza częściowym podniesieniem świadczenia pielęgnacyjnego nie zrealizowano prawie żadnego z ich postulatów. Dlatego postanowili znów pojawić się pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

Jawna niesprawiedliwość
- Jest to kontynuacja mojej obecności podczas protestu rodziców w Sejmie - powiedział nam obecny na proteście Paweł Kukiz, znany rockman i działacz społeczny. - Sam jestem ojcem dziecka z niepełnosprawnością, które również ze względu na stan zdrowia wymaga opieki. Od protestujących rodziców różni mnie to, że dobrze zarabiam.
Zdaniem Pawła Kukiza rząd nie dba w należyty sposób o rodziny z dziećmi z niepełnosprawnością i nie przeznacza wystarczających środków na wspieranie ich.
- To jest jawna niesprawiedliwość. Wystarczy zobaczyć pensję prezesa państwowej kopalni i policzyć, ilu opiekunów i samych osób z niepełnosprawnością mogłoby za to żyć. Nie może być tak, że państwo płaci swoim urzędnikom astronomiczne kwoty, a osobom potrzebującym, wobec których ma obowiązek opieki, daje 153 zł zasiłku - mówił znany muzyk.
Tego samego zdania jest Joanna Palica, prezeska Fundacji Koocham, która od lat działa na rzecz dzieci z niepełnosprawnością.
- Protesty będą się odbywały i my będziemy wychodzić na ulicę po to, by rząd zrozumiał, że ma wziąć się do roboty. Temat niepełnosprawności jest wciąż tematem tabu i nikt nie chce się nim zająć – mówiła Joanna Palica. - My, jako fundacja, walczymy o rehabilitację dzieci niepełnosprawnych. Ponieważ wiemy, że bez rehabilitacji dzieci nie mają szans na powrót do zdrowia. Nasze państwo powinno zwiększyć nakłady na rehabilitację - dodała.

Prace, z których nic nie wynika?
Podobnie jak inni uczestnicy protestu, Joanna Palica krytycznie odniosła się do prac tzw. okrągłego stołu ds. osób z niepełnosprawnością, który powstał w wyniku poprzednich protestów rodziców i opiekunów.
- Co z tego, że odbywają się jakieś prace, skoro z tego nic nie wynika. Krążą pogłoski, że jesteśmy już na finiszu, ale na razie nic z tych prac nie wynika - mówiła prezeska Fundacji Koocham.
O wiele dosadniej na temat prac tzw. okrągłego stołu mówiła jedna z organizatorek protestu, Iwona Hartwich ze Stowarzyszenia Mam Przyszłość z Torunia.
- Rodzicom osób niepełnosprawnych został zabrany głos na rzecz fundacji i stowarzyszeń. Na posiedzenia tzw. okrągłego stołu może wejść każdy i zgłosić swoje postulaty. Nie mamy zamiaru brać udziału w tej farsie – mówiła organizatorka protestu.

Wiele nierozwiązanych spraw
Jednym z uczestników prac tzw. okrągłego stołu jest socjolog Rafał Bakalarczyk, który był obecny na manifestacji. Zapytaliśmy go o ocenę prac nad poprawą sytuacji osób z niepełnosprawnością.
- Powiedziałbym, że prace przebiegają troszeczkę za wolno, a z racji rozbicia na poszczególne podstoliki ich uczestnicy nie dysponują pełną wiedzą na temat tego, co dzieje się w ramach innych podstolików, przez co trudno o uporządkowanie całej wiedzy na temat systemu wsparcia - odpowiedział.
Socjolog podkreślił też, że brak widocznej poprawy sytuacji opiekunów osób z niepełnosprawnością będzie skutkował tym, że dalej przynajmniej część z nich będzie wychodzić na ulicę.
- Ten protest pokazuje, że wciąż jest wiele nierozwiązanych spraw – również czysto socjalnych, np. postulat podniesienia zasiłku pielęgnacyjnego, nieweryfikowanego od wielu lat - mówił Rafał Bakalarczyk. - Właściwie tylko jeden z postulatów rodziców został częściowo zrealizowany – podniesienie świadczenia pielęgnacyjnego. Jest cały szereg innych kwestii, które pozostają dalej nierozwiązane. Poruszane tematy dotyczą bardzo różnych obszarów polityki społecznej, także prawdopodobnie ludzie będą nadal wychodzili na ulicę.

Walka o byt
Zdaniem badacza, częstotliwość protestów może się zmniejszyć, jeśli opiekunom zapewni się lepsze wsparcie socjalne, nie zmieni to jednak faktu, że nadal będzie wiele problemów, o które trzeba będą walczyć. Jako sposób na zabezpieczenie bytu rodziców i opiekunów osób z niepełnosprawnością Rafał Bakalarczyk wymienił za protestującymi: podniesienie zasiłku pielęgnacyjnego, podwyższenie świadczenia wypłacanego rodzicom do poziomu płacy minimalnej i zapewnienie wsparcia socjalnego rodzicom po śmierci dziecka z niepełnosprawnością i dziecka po śmierci rodziców.
Ten problem przybliżyła nam organizatorka protestu, Iwona Hartwich.
- Mamy przykład z życia. Rodzic sześćdziesięciodwuletni, któremu umarło jego niepełnosprawne dziecko, nie dość, że nie ma prawa do zasiłku dla bezrobotnych, to jeszcze musi oddać część świadczenia pielęgnacyjnego do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej - mówiła.

Zamknięte drzwi Sejmu
Protestujący domagali się spotkania z premier Ewą Kopacz, chcąc przekazać jej swoje postulaty. Zamiast niej, wyszła do nich wiceminister pracy i polityki społecznej, Elżbieta Seredyn. Została dosłownie otoczona przez uczestników protestu, którzy w bardzo emocjonalny sposób wyrażali swoje zdanie na temat polityki rządu względem opiekunów osób z niepełnosprawnością.
- Nasze postulaty rząd zna już od sześciu lat. A dalej nic nie robi. Będziemy co miesiąc przyjeżdżać do Warszawy, a piątego maja, w Międzynarodowym Dniu Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych, zaprezentujemy swoje hasła w Brukseli! - zapowiedziała Iwona Hartwich.
Po zakończeniu pikiety pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów protestujący udali się pod gmach Sejmu, gdzie ponownie planowali wręczyć swoje postulaty premier Ewie Kopacz. Gdy zaproponowano im zrobienie tego przez biuro podawcze, odmówili i zapowiedzieli całonocną pikietę. Z polityków spotkał się z nimi tylko poseł PiS, Grzegorz Janik, który obiecał im przekazanie ich postulatów władzom swojej partii i kandydatowi PiS na prezydenta, Andrzejowi Dudzie.

Pozwolić pracować
Bardzo ciekawymi spostrzeżeniami na temat sytuacji rodzin osób z niepełnosprawnością podzieliła się z nami Sylwia Zarzycka, prawniczka i prezeska fundacji Między Niebem a Ziemią, zajmującej się wspieraniem dzieci nieuleczalnie chorych i z najwyższym stopniem niepełnosprawności.
- Dostrzegam inny problem - jakiś czas temu chciałam zatrudnić w naszej fundacji na umowę zlecenie matkę wychowującą trójkę dzieci, w tym jedno z epilepsją i jedno z najwyższym stopniem niepełnosprawności, niezdolne do samodzielnego życia, której jedynym źródłem dochodów były świadczenia. Miała się zajmować obsługą tekstów na naszą stronę internetową za kilkaset złotych miesięcznie – mówiła Sylwia Zarzycka. - Niestety, musiała ona odmówić, gdyż podjęcie jakiejkolwiek pracy wiązałoby się dla niej z utratą świadczenia pielęgnacyjnego.
Sylwia Zarzycka, jako prawniczka, zaczęła analizować przepisy dotyczące świadczenia pielęgnacyjnego.
- Rzeczywiście, okazuje się, że artykuł 17 w ustawie o świadczeniach rodzinnych jest tak skonstruowany, że świadczenia dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością przysługują tylko tym, którzy zdecydowali się na całkowitą rezygnację z pracy - podkreśliła. - Oznacza to, że rodzic dziecka z niepełnosprawnością nie może, pod groźbą utraty świadczenia, podjąć żadnej pracy, nawet dorywczej.
Zdaniem Sylwii Zarzyckiej jest to bardzo złe dla tych rodziców. Wiadomo, że większość z nich nie może sobie pozwolić na pracę etatową, ale mogliby oni pracować dorywczo. Jest to bardzo duże ograniczenie dla tych rodzin. Powstaje paradoksalna sytuacja, w której rodzic, podejmując pracę, traci prawo do świadczenia, choć i tak znaczna część jego dochodu jest przeznaczana na opłacenie opieki dla ich dzieci.
- Mamy w fundacji matki, które prowadzą własną działalność, ale i tak większość z tego, co zarobią, jest przeznaczane na opiekunki, zajmujące się ich dziećmi - stwierdziła prawniczka.
Jej zdaniem, praca dla rodziców z niepełnosprawnością jest ważna ze względu na ich dobrostan psychiczny, gdyż pozwala na wyrwanie się z domu i kontakt z innymi ludźmi.

Idzie ku lepszemu
- Oczywiście, wiele z postulatów protestujących jest słusznych i powinny być brane pod uwagę - powiedział nam o proteście senator Jan Filip Libicki (PO). - Warto przy okazji przypomnieć, że od zeszłego roku część z nich została zrealizowana, jak chociażby ten, by świadczenia dla rodziców zostały podniesione do 1200 zł netto. Poza tym w życie wprowadzane są inne postulaty, np. zwiększenie dofinansowania do turnusów rehabilitacyjnych. Co prawda nie jest ono tak wysokie, jak oczekiwaliby tego rodzice, ale jest - dodał.
Zdaniem senatora Libickiego innym ważnym rozwiązaniem, zapisanym w tegorocznej ustawie okołobudżetowej, jest zapis, że subwencja oświatowa, którą samorządy otrzymują na uczniów z niepełnosprawnością, musi być w całości przeznaczana na ich rzeczywiste potrzeby.
- Samorządy bardzo się temu sprzeciwiały, ale stosowne zapisy zostały wprowadzone - podkreślił senator Libicki.
Jego zdaniem działania rządu, jeśli chodzi o sytuację rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnością, idą w dobrym kierunku.
- Stopniowo i moim zdaniem dość szybko, choć nie w takim tempie, jakiego by protestujący rodzice oczekiwali, te rozwiązania są wprowadzane - mówił polityk i zauważył, że na ulice wyszła tylko część rodziców, mniej niż choćby w zeszłym roku. - Wielu z nich uznało, że wystarczająco wiele udało im się już uzyskać - stwierdził senator.
Polityk odniósł się też do prac tzw. okrągłego stołu.
- Okrągły stół jest dobrym owocem zeszłorocznego protestu, jednak trudno oczekiwać rozwiązań, nad którymi jego uczestnicy pracują w jakimś bardzo szybkim czasie - tłumaczył senator.
Jego zdaniem, poprawa funkcjonującego w Polsce systemu wymaga wiele pracy i przede wszystkim wspólnego działania różnych stron dyskusji.
- Dobrze wiemy, że jest to materia skomplikowana i najpierw trzeba wypracować wspólne rozwiązania - stwierdził Jan Filip Libicki.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 15.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 16, 2015 14:00 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
13.01.2015
Autor: PAP

Grupa rodziców dzieci z niepełnosprawnością protestowała we wtorek, 13 stycznia 2015 r., przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Wcześniej przed kancelarią premiera zjawiła się grupa opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnością. Ich przedstawiciele spotkali się z wiceministrami pracy i polityki społecznej Elżbietą Seredyn i Jarosławem Dudą.
Opiekunowie dorosłych osób z niepełnosprawnością domagali się przede wszystkim podwyższenia należnych im zasiłków do wysokości świadczeń, które otrzymują rodzice niepełnosprawnych dzieci. Jak powiedziała PAP przedstawicielka tej grupy protestujących Marzena Kaczmarek, uzyskali oni zapewnienie, że w ciągu miesiąca zostanie im przedstawiony do konsultacji projekt ustawy realizującej zeszłoroczne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (TK). Jego sędziowie uznali, że należy równo traktować wszystkich opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnością, niezależnie od tego, kiedy powstała niepełnosprawność ich podopiecznego.
- Spokojnie czekamy na ten projekt, jest to dla nas bardzo ważne - powiedziała Marzena Kaczmarek.
Wyjaśniła, że według informacji resortu pracy w projekcie mają być utrzymane prawa nabyte, ale zaproponowany ma być również nowy system wsparcia i zainteresowani będą mogli wybrać to, co będzie dla nich korzystniejsze.

14 mld zł na opiekunów
Przed protestem Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) poinformowało, że w ubiegłym roku rząd przeznaczył na wsparcie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów 14 mld zł. Resort zamieścił na swych stronach internetowych przegląd udogodnień dla osób z niepełnosprawnością i ich opiekunów. Na pierwszym miejscu wymienia wynoszące 1200 zł netto świadczenie pielęgnacyjne, które mogą otrzymać rodzice lub opiekunowie, gdy zrezygnują z pracy. Według MPiPS świadczenie pielęgnacyjne pobiera 105 tys. osób. Należy się jednak ono temu rodzicowi, którego dziecko stało się niepełnosprawne przed 18. rokiem życia.
Oprócz tego jest 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego miesięcznie na pokrycie części wydatków związanych z opieką i 115 zł zasiłku rodzinnego. Przysługują też odpowiednie dodatki - twierdzi resort - m.in. na kształcenie i rehabilitację, które mogą wynosić miesięcznie od 50 do 400 zł na dziecko.
Gdy niepełnosprawne dziecko ukończy 18 lat, przysługuje mu wypłacana przez ZUS renta socjalna. Obecnie wynosi 709 zł.
Opiekun dorosłej osoby z niepełnosprawnością otrzymuje 520 zł specjalnego zasiłku opiekuńczego. Jest on jednak uzależniony od dochodu rodziny.

Nowe orzecznictwo?
- Potrzeby i oczekiwania zawsze będą większe od możliwości - powiedział dziennikarzom senator Jan Filip Libicki na konferencji zorganizowanej przez MPiPS przed protestem. Dodał, że 14 mld zł to kwota, którą trzeba jak najbardziej racjonalnie wydać, by środki te stały się faktycznym wsparciem.
Minister Seredyn zapowiedziała, że w ciągu kilku tygodni do konsultacji powinien trafić projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach, który będzie realizował wyrok TK z końca 2014 r. Będzie dotyczył m.in. poprawy sytuacji osób opiekujących się dorosłymi osobami z niepełnosprawnością i praw nabytych do świadczeń.
Resort pracy nie przewiduje dożywotnich świadczeń dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością, zwłaszcza po śmierci ich podopiecznych, czego domagają się protestujący. Chce natomiast pomagać im w powrocie na rynek pracy, oferować zasiłki dla bezrobotnych, szkolenia i bezpłatne staże.
Jeśli chodzi o podwyższenie zasiłku pielęgnacyjnego, minister Seredyn zapowiedziała, że na jesieni zdecyduje o tym rząd.
Minister Duda mówił z kolei o konieczności różnicowania wsparcia dla osób z niepełnosprawnością w zależności od ich potrzeb. Według niego nowe orzecznictwo, oparte na skali niesamodzielności, mogłoby zacząć funkcjonować od 2016 r. Jarosław Duda jest zdania, że oprócz rządu w działania na rzecz aktywizacji osób z niepełnosprawnością powinny się włączyć samorządy, bo mają na to środki.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 15.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 16, 2015 14:01 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
15.01.2015
Autor: Beata Rędziak, fot. sxc.hu

82 850 nowych kart parkingowych wydano w całej Polsce od 1 lipca ub.r., kiedy to w życie weszły nowe zasady wydawania tych dokumentów. W Senacie dyskutowano, co należy poprawić w nowym systemie.
Karta parkingowa nie stanowi specjalnego, dodatkowego przywileju dla kierowcy czy pasażera z niepełnosprawnością, który ma znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się, ale jest narzędziem, służącym zaspokojeniu podstawowych potrzeb jej posiadacza, a jej podstawową funkcją jest prawo do korzystania z odpowiednio dostosowanego miejsca parkingowego – przypomnieli członkowie Parlamentarnego Zespołu ds. Osób Niepełnosprawnych, który obradował 14 stycznia 2015 r.

Tysiąc listów do Pełnomocnika
- Do Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych (BON) wpłynęło dotychczas około tysiąca listów związanych z nowymi przepisami wydawania kart parkingowych. Dotyczą one różnych zagadnień, często utraty uprawnień do posiadania tego dokumentu przez osoby z lekkim stopniem niepełnosprawności – powiedział Krzysztof Kosiński, dyrektor BON.
Piotr Pawłowski, prezes Integracji, podkreślił, że do Stowarzyszenia wpływają głosy osób zadowolonych z tych zmian; według niego konieczne jest pójście w kierunku uszczelnienia systemu wydawania kart. Również zdaniem Bartłomieja Skrzyńskiego, wrocławskiego Rzecznika ds. Osób Niepełnosprawnych, ta nowela w prawie była konieczna, pomimo oczywistych trudności, jak np. stawienie się w zespole ds. orzekania.
- Straż Miejska we Wrocławiu informuje posiadaczy starych kart o nowych przepisach. Nie zawsze problem tkwi w małej liczbie "kopert", ale w ich zastawianiu przez nieuprawnionych kierowców – zaznaczył.

Naprawdę potrzebujący już karty wyrobili?
- Uwagi zgłaszają często ci, którzy stracili uprawnienia do karty parkingowej, czyli osoby z lekkim stopniem niepełnosprawności, tu jest rzeczywiście dużo konfliktów – mówiła Bożena Zimoch, przewodnicząca Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności we Wrocławiu.
Przez pół roku wydano tam 900 kart parkingowych.
- Dopracowania wymagają też właściwości miejsca wydania karty, które bywają inne, niż miejscowość wydawania orzeczenia – zaznaczyła.
Według Tomasza Komara z Fundacji Aktywnej Rehabilitacji (FAR) ci, którym karty były naprawdę potrzebne, już je wyrobili, a czas wydłużenia ważności obecnego dokumentu wydaje się nawet za długi.
- FAR zawsze uważał, że osoby z lekkim stopniem niepełnosprawności nie muszą posiadać karty parkingowej, natomiast obawiam się, że teraz wzrośnie liczba osób z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności – dodała Elżbieta Głogowska, prezes FAR.

Więcej odwołań
Krzysztof Kosiński podkreślił, że ilość zaliczeń do danego stopnia niepełnosprawności pozostaje na tym samym poziomie. Natomiast o ponad 19 proc. wzrosła liczba odwołań od orzeczeń o stopniu niepełnosprawności do wojewódzkich zespołów.
- W IV kwartale 2013 r. było ich 14 325, a w IV kwartale 2014 r. już 19 766 – powiedział. – Jednak zmiennych w orzeczeniu jest 18 i nie można powiedzieć, że przyczyną odwołań były tylko wskazania do karty parkingowej.
Poseł Sławomir Piechota podkreślił wagę szkoleń dla pracowników zespołów ds. orzekania, aby ujednolicić zasady w wydawaniu kart.
- W perspektywie ok. dwóch lat będziemy mogli powiedzieć, ile tak naprawdę jest nowych kart. Na pewno w okolicach marca br. ukaże się rozporządzenie ministra infrastruktury, dotyczące m.in. wielkości kopert i obowiązku oznakowania ich na niebiesko – mówił przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która procedowała nowe przepisy o karcie parkingowej.
Senator Jan Filip Libicki, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Osób Niepełnosprawnych, na lipiec br. zapowiedział kolejne spotkanie, dotyczące nowych przepisów wydawania kart parkingowych.

Przypominamy, że według znowelizowanych przepisów, stare karty parkingowe ważne są do 30 czerwca 2015 r. Dowiedz się więcej o nowych kartach parkingowych z artykułu na naszym portalu lub w serwisie www.kartaparkingowa.pl.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 15.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 16, 2015 14:02 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
15.01.2015
Autor: Beata Rędziak, fot. sxc.hu

Od kwietnia ubiegłego roku kwota dofinansowania do zatrudnienia pracownika z niepełnosprawnością przestała zależeć od minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w grudniu roku poprzedniego, zatem nie podlega waloryzacji. Wzrost płacy minimalnej od 1 stycznia 2015 r. do kwoty 1750 zł przy braku waloryzacji kwoty dofinansowania nie jest bez znaczenia dla prowadzących zakłady pracy chronionej (zpch).
- Wielu pracodawców z zakładów pracy chronionej zgłasza problem, że w sytuacji, gdy nie ma waloryzacji dofinansowania w oparciu o płacę minimalną, zatrudnienie pracownika z umiarkowanym czy lekkim stopniem niepełnosprawności stanowi problem, gdyż koszt zatrudnienia osób z niepełnosprawnością nie jest w ogóle rekompensowany – mówi Edyta Sieradzka, wiceprezes Organizacji Ogólnopolska Baza Pracodawców Osób Niepełnosprawnych OBPON.PL.
Edyta Sieradzka w styczniu prowadzi szkolenia dla przedstawicieli zakładów pracy chronionej z zakresu nowych przepisów, które weszły w życie z początkiem miesiąca, a dotyczą nowelizacji Ustawy o rehabilitacji, która dostosowuje ją do przepisów unijnych.

Zniknie 10-15 firm miesięcznie?
Pracodawcy zaznaczają, że muszą rozwiązać umowę z niektórymi pracownikami np. do końca tego miesiąca. Większe firmy dają sobie jeszcze trochę czasu, patrząc na rozwój sytuacji.
- Niektóre firmy już zamykają jakieś oddziały, np. rezygnują z szycia ubrań, więc jest likwidacja stanowisk, patrzą także, jakie orzeczenia dostaną pracownicy, którzy rozpoczęli proces starania się o nowe orzeczenie. Niektórzy mówią wprost, że wiążą ich umowy z PFRON np. jeszcze przez rok, gdzie 50 proc. ogółem zatrudnionych muszą stanowić osoby z orzeczeniem – mówi Edyta Sieradzka. – Generalnie uważają, że zmiany, które weszły w życie od 1 stycznia, w niczym im nie ułatwiają pracy i nie mają przełożenia na wzrost zatrudnienia, często są rozgoryczeni częstymi zmianami przepisów, brakiem jednolitej interpretacji – dodaje.
Wielu pracodawców uważa, że status zakładu pracy chronionej staje się coraz większym balastem, a nie pomocą i wsparciem, gdyż oczekiwania wobec zakładów są niewspółmierne do obowiązków pracodawców na otwartym rynku pracy, którzy nie mają np. sprawozdawczości. Nie prowadzą też oni zakładowego funduszu rehabilitacji osób niepełnosprawnych, wokół którego również narosło wiele interpretacji i niejasności, utrudniających rozliczanie wydatków w jego ramach. W opinii Edyty Sieradzkiej w najbliższym czasie około 10-15 firm miesięcznie będzie traciło status zakładu pracy chronionej.
- Często przed rezygnacją ze statusu zpchr wstrzymuje firmy kontrola, którą musi zaraz potem przeprowadzić Urząd Skarbowy – podsumowuje Edyta Sieradzka.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 15.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So sty 17, 2015 11:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
02.01.2015
Autor: Bożena Ławnicka (PAP), fot. sxc.hu

Osoby z niepełnosprawnościami, które mieszkają w domach pomocy społecznej (DPS), nie mogą w pełni korzystać ze swoich praw; ograniczenia dla mieszkańców takich placówek powinny być ustalane indywidualnie, w zależności od ich stanu zdrowia - uważają eksperci z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
Zdaniem Krzysztofa Kurowskiego z Biura Rzecznika Praw Obywatleskich (BRPO), autora publikacji dotyczącej przestrzegania praw człowieka i obywatela w domach pomocy społecznej, wiele regulaminów takich placówek nadmiernie ogranicza autonomię mieszkańców i nie bierze pod uwagę ich faktycznego stanu zdrowia, poziomu stanowienia o sobie, oceny własnych działań itp. Tymczasem zgodnie z konstytucją, ograniczenia w zakresie korzystania z wolności i praw mogą znajdować się jedynie w ustawie.
Według dyrektor Krajowego Mechanizmu Prewencji RPO, Justyny Lewandowskiej ograniczenia dla mieszkańców DPS-ów powinny być ustalane indywidualnie, w zależności od ich stanu zdrowia, w konsultacji z lekarzem, psychologiem czy pedagogiem.

Brak wolności i intymności
Pracownicy Krajowego Mechanizmu Prewencji RPO prowadzą kontrole w DPS-ach. Zdaniem Justyny Lewandowskiej, dochodzi tam do łamania albo omijania prawa, ale nie dzieje się tak ze złej woli personelu; ograniczenia praw mieszkańców wprowadzane są albo z obawy, albo z wygody. Generalnie wszystko zależy od dyrektora placówki.
Według Krzysztofa Kurowskiego, mieszkańcy DPS-ów albo w ogóle nie mają, albo mają w nieznacznym stopniu wpływ na swój rozkład dnia (pory posiłków i zajęć ustalone są odgórnie). Nie mogą przyjmować gości ani wychodzić z placówki, kiedy chcą - muszą o to wnioskować do szefa DPS-u. W niektórych regulaminach określone są pory odwiedzin. Zgodę na opuszczanie placówki uzależnia się np. od wypełnienia formularza, w którym trzeba podać miejsce pobytu i nazwisko osoby, która przejmuje opiekę nad mieszkańcem, czasem wymagany jest też jej podpis. Praktyki takie dotyczą mieszkańców z różnym stopniem i rodzajem niepełnosprawności, często zdolnych do samodzielnego decydowania o swoim życiu.
Z badań Krzysztofa Kurowskiego wynika, że mieszkańcy DPS-ów mają też problemy z prawem do intymności - pokoje dzielą z innymi osobami, nie są one, tak jak i toalety, zamykane na klucz. Mieszkańcy nie mają też równego dostępu do świadczeń, np. z ochrony zdrowia, bo wszystkie ich potrzeby powinny być realizowane na terenie placówki.

Kto decyduje o swobodzie mieszkańców?
Dokumenty pensjonariuszy, kosztowności, cenne rzeczy często są przechowywane w depozytach, pod kluczem u pracownika placówki, co powoduje, że faktycznie pozbawia się ich dostępu do tych rzeczy.
- Praktyka taka jest niezgodna z ustawą o ewidencji ludności i dowodach osobistych i niewątpliwie stanowi przejaw przedmiotowego traktowania osób niepełnosprawnych, narusza zasadę poszanowania godności ludzkiej - powiedział PAP Krzysztof Kurowski.
Dodał, że takie działanie można by uznać za właściwe tylko w przypadku osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną i psychiczną.
Zdaniem Justyny Lewandowskiej, wprowadzając obowiązek depozytu, personel chce uchronić pensjonariuszy przed skutkami różnego rodzaju manipulacji, np. wykorzystania przez banki czy instytucje udzielające pożyczek, co zdarza się, gdy pensjonariusz wychodzi z DPS-u z dowodem. Jak mówi przedstawicielka RPO, tendencja jest taka, by jak najbardziej usamodzielniać mieszkańców i dawać im swobodę wychodzenia, ale pewne ograniczenia muszą być, bo nie każda osoba może wyjść sama.
- O tym w każdym przypadku powinni decydować lekarz i psycholog - powiedziała.
Dodała, że w niektórych DPS-ach podopiecznym, jeśli są kontaktowi, daje się karteczki z danymi; dzięki temu w razie zagubienia ktoś może pomóc im w powrocie.
- Pozytywnym przykładem jest dom "Przyjaznych serc" w Płocku, tam prawie wszyscy mieszkańcy mogą wychodzić - do parku, do kina, do sklepu. Ale wiele zależy od dyrektora, bo nie ma przepisów jasno mówiących, że wszystkie osoby, które spełniają określone warunki, mogą wychodzić - zaznaczyła.

Mało skarg
Krzysztof Kurowski zwrócił uwagę, że regulaminy DPS-ów tworzą prawnicy, którzy w zdecydowanej większości nie mają kontaktu z osobami z niepełnosprawnościami, myślą stereotypami, np. że jak wyjdą one same poza DPS, to zrobią sobie krzywdę. Dyrektorzy placówek z kolei boją się odpowiedzialności.
Mimo to, jak powiedział PAP Lesław Nawacki, dyrektor Zespołu Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego w Biurze RPO, nie ma zbyt wielu skarg od mieszkańców DPS-ów, zwłaszcza w sprawie ograniczenia praw i wolności.
- Jeżeli taka skarga do nas trafia, to dotyczy zazwyczaj subiektywnej oceny poziomu opieki. Podejmujemy interwencję, są kontrole prowadzone przez jednostki podległe wojewodzie i one zazwyczaj nie potwierdzają zarzutów. Dyskomfort skarżących wynika z jakichś konfliktów z personelem, a nie z poziomu usług - powiedział.
Dodał, że czasem skarżą się też osoby przymusowo umieszczone w placówce, które mają poczucie, że mogłyby funkcjonować poza nią.
- Ale przecież z jakiegoś powodu tam się znalazły. W 99 proc. przypadków są to osoby niesamodzielne, dla których pobyt w takiej placówce jest najlepszym rozwiązaniem - powiedział.

Dość molochów
Według Justyny Lewandowskiej DPS-y powoli się reformują i jest to m.in. zasługa ich mieszkańców.
- Trafiają tu też osoby bardzo dobrze wykształcone, które miały bardzo dobry status materialny, ale ich stan zdrowia się pogorszył, a rodzina nie może lub nie chce się nimi zajmować. Taka osoba więcej wymaga od personelu i w ten sposób te placówki się reformują, zaczynają zwracać uwagę na inne niż podstawowe rzeczy - powiedziała.
Dodała, że system DPS-ów trzeba zmieniać, likwidować molochy (bo w Polsce są ośrodki na 700 osób) i tworzyć placówki małe, o rodzinnym klimacie. W takim kierunku idą reformy DPS-ów, jednak - jak podkreśliła w rozmowie z PAP wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn - dochodzenie do ustalonego standardu usług to długi proces, który wymaga ciągłego doskonalenia, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje pomiędzy osobami realizującymi usługi a mieszkańcami.
Zwróciła uwagę, że DPS-y są zobowiązane do funkcjonowania zgodnie z ustalonymi na poziomie ustawowym standardem świadczonych usług, a usługi te powinny wynikać z indywidualnych potrzeb mieszkańców oraz opierać się na respektowaniu podstawowych wartości, takich jak wolność, godność, intymność, poczucie bezpieczeństwa, z uwzględnieniem stopnia fizycznej i psychicznej sprawności mieszkańców. Podkreśliła, że DPS-y podlegają nadzorowi i kontroli właściwego wojewody, który sprawdza m.in., czy nie są w nich łamane prawa mieszkańców.
- Są to placówki otwarte, przyjazne dla tych, którzy w nich mieszkają. Jeśli pojawiają się sie incydenty, na które zwraca uwagę RPO, to moim zdaniem wynika to bardziej z nadmiernej troski niż zamierzonego działania nacelowanego na łamanie praw. Oczywiście takie sytuacje należy ograniczać do zera i temu głównie służy proces doskonalenia świadczonych usług w tego typu jednostkach, aby koncentrować się na indywidualizacji podejścia i optymalizacji poziomu i zakresu usług - zaznaczyła minister Seredyn.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 02.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So sty 17, 2015 11:04 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
02.01.2015
Autor: Bożena Ławnicka (PAP), fot. sxc.hu

Inwalida, kaleka - takie określenia funkcjonują w polskim prawie i są używane publicznie. Eksperci zajmujący się problemami osób z niepełnosprawnościami zwracają uwagę, że choć kiedyś były to określenia neutralne, teraz uważane są za stygmatyzujące.
Termin inwalidztwo znajduje się polskiej konstytucji - w art. 67, który mówi, że "obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo”, w Kodeksie cywilnym, a także w innych aktach prawnych, wyrokach sądów.
- Określenia "kalectwo" i "kaleka" straciły charakter terminów technicznych i stały się po prostu obelgami. Należy więc wyeliminować je z systemu prawnego – uważa Krzysztof Kurowski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, autor monografii "Prawa człowieka i obywatela z perspektywy osób z niepełnosprawnościami".

Z innej epoki
Jak wyjaśniła PAP Barbara Imiołczyk, również reprezentująca Biuro RPO, w tej instytucji używa się określenia "osoba z niepełnosprawnością".
- Wychodzimy z założenia, że podmiotem jest osoba. Nie koncentrujemy się na niepełnosprawności – dodała.
W jej opinii określenia "inwalida", "kaleka" są "z zamierzchłej epoki".
- One funkcjonują w prawie, bo widocznie rzeszy prawników i polityków nie ranią – powiedziała.
Zwróciła uwagę, że w języku publicznym takie określenia często funkcjonują jako porównania, epitety wobec osób, którym chcemy dokuczyć. Osoby, które je wypowiadają, nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób kogoś ranią.
- Dotyczy to szczególnie osób z niepełnosprawnością intelektualną i chorujących psychicznie. Stosowane publicznie określenie "schizofrenia polityczna" nikogo nie razi, podobnie sformułowania, że ktoś się zachowuje jak "psychicznie chory" czy "niedorozwinięty" – sprecyzowała.
Podkreśliła, że takie porównania są krzywdzące dla wielu ludzi i trzeba na nie reagować, zwracać uwagę osobom, które je wypowiadają.

Dystans czy obraza?
Prof. Jerzy Bralczyk z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że słowo "inwalida" jest używane rzadko i w języku formalnym, zaś słowo "kaleka" używane jest częściej, również dlatego, że bywa stosowane w znaczeniu przenośnym, np. "kalekie" rozwiązania, czyli niedobre, odchylone; ma więc wydźwięk pejoratywny.
- Mówiło się np. o kimś niezdarnym "ty kaleko" w taki sposób trochę potępiający, lekko pogardliwy, ale raczej nie obraźliwie, nie w gniewie – powiedział prof. Bralczyk w rozmowie z PAP.
On sam przychyla się do sformułowania "osoba z niepełnosprawnością".
- Gdyby był jeden rzeczownik, jak "kaleka", to przypisywałby osobie cechę trwałą, podobnie jak np. "tchórz" – byłaby to etykieta kwalifikująca człowieka. Przymiotnik, jak "tchórzliwy", "niepełnosprawny", dotyczy jednej z wielu cech, jakimi kogoś określamy – powiedział prof. Bralczyk.
Pytany, czy język, którym mówimy o osobach z niepełnosprawnościami, się zmienia, zwrócił uwagę, że wprowadzane są zasady określające tę kwestię, ale – jak zaznaczył – każda tendencja rodzi antytendencję i wielu ludzi może się do takich wytycznych zrazić.
- Czasami myślenie kategoriami językowej poprawności politycznej idzie za daleko. Sformułowania, którymi się posługujemy, bardziej powinny być w nas, niż odgórnie nakazane – dodał.
W jego przekonaniu człowiek z niepełnosprawnością wcale nie musi być zadowolony, gdy będzie się o nim mówić w tak poprawny politycznie sposób. Jak podkreślił, są osoby, które mówią o sobie np. jestem "garbusem", jestem "kaleką", co świadczy o ich dystansie do siebie, jest autoironiczne.
- Ale jeśli powiedziałby tak ktoś inny, byłoby to obraźliwe – zaznaczył prof. Bralczyk.

Stygmat i pogarda
Magdalena Gorzak, pełnomocnik prorektora ds. osób z niepełnosprawnością w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, zwróciła uwagę na podmiotowość sformułowania "osoba z niepełnosprawnością".
- Bardzo ważne jest zwracanie uwagi na to, że ktoś jest przede wszystkim osobą, a niepełnosprawność jest jednym z wielu aspektów, które go dotyczą. Oprócz tego jest też np. studentem, obywatelem, rodzicem, pracownikiem. Jeżeli chcemy wskazać, o jaką formę niepełnosprawności chodzi, można użyć takich określeń jak "osoba z dysfunkcją wzroku", "z niepełnosprawnością ruchową" – powiedziała.
Jej zdaniem określenia "kaleka", "inwalida" mają bardzo dużo konotacji negatywnych.
- Być może kiedyś były określeniami bardziej neutralnymi, teraz kojarzą się jednoznacznie jako stygmatyzujące czy pogardliwe – dodała.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 02.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So sty 17, 2015 11:06 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
31.12.2014
Autor: PAP, fot. sxc.hu

Właściciel jednej z gorzowskich firm i jego współpracownicy zostali oskarżeni o wyłudzenie z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych ponad 5,3 mln zł. Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała do sądu Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp.
Według śledczych 60-letni Krzysztof B., kadrowa jego firmy Genowefa J., księgowa Ewa M. oraz dwaj inni pracownicy spółki - Piotr P. i Robert K. mieli dopuszczać się przestępstwa w latach 2007-2014.
Oskarżonym za udział w oszustwie grozi do 8 lat więzienia. Jedynie Robert K. przyznał się do winy, pozostali oskarżeni zaprzeczyli, by popełnili zarzucane im przestępstwa.
- Mechanizm działania Krzysztofa B. i podległych mu osób polegał na wykazywaniu we wnioskach o dofinansowanie, kierowanych do Funduszu, nieprawdziwych danych dotyczących faktu zatrudnienia konkretnej osoby lub też wysokości zarobków, które w rzeczywistości były wypłacane w znacznie niższej kwocie - wyjaśnił rzecznik prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Dariusz Domarecki.
Dodał, że część z wymienianych we wnioskach pracowników nigdy nie świadczyła pracy na rzecz spółki, a inni byli zatrudniani na podstawie pozornych umów, wedle których zajmowali się roznoszeniem ulotek reklamowych.
W toku śledztwa prokuratura przedstawiła oskarżonym łącznie 290 zarzutów, głównie dotyczących oszustw na szkodę PFRON. Na poczet kar grożących oskarżonym prokurator zabezpieczył mienie o wartości 1,2 mln zł.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 02.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So sty 17, 2015 11:08 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
07.01.2015
Autor: Bożena Ławnicka (PAP), fot. picjumbo.com

Mimo że zostało kilka miesięcy na dostosowanie stron internetowych do międzynarodowego standardu dostępności, wiele instytucji publicznych nie zdąży tego zrobić - powiedział PAP Rafał Chmura z Fundacji Integracja.
Zgodnie z rozporządzeniem ministra administracji i cyfryzacji, od czerwca 2015 r. wszystkie instytucje publiczne w Polsce (chodzi o grupę aż 80 tys. podmiotów) będą musiały przestrzegać międzynarodowego standardu dostępności stron internetowych WCAG 2.0. Oznacza to, że ich strony www będą musiały być powszechnie dostępne dla użytkowników, niezależnie od ich niepełnosprawności, ograniczeń, wieku, używanego sprzętu i oprogramowania.
- Niektóre instytucje są świadome, że trzeba dostosować strony i zgłaszają się do Integracji z zapytaniem o audyt i doradztwo; chcą wiedzieć, jak dostosować stronę internetową. Jest to jednak po kilkanaście zgłoszeń miesięcznie. To niewielki procent w skali wszystkich instytucji publicznych funkcjonujących w Polsce – powiedział PAP kierownik ds. kluczowych klientów Integracji, Rafał Chmura. – Wynikiem audytu jest raport, w którym zawarte są informacje, co na stronach jest dobre, jakie kryteria są spełnione, a co nie. Tłumaczymy i dajemy rekomendacje, w jaki sposób usunąć daną barierę, np. dla osób z niepełnosprawnością. Informatyk zarządzający stroną internetową w instytucji, biorąc do ręki nasz audyt, ma konkretny przewodnik, co i jak poprawić – dodał.

Ważny jest czas
Według Rafała Chmury jest mało prawdopodobne, aby wszystkie instytucje zdążyły przygotować swoje strony internetowe dla wszystkich użytkowników sieci. Trzeba pamiętać, że dostosowanie stron nie jest zdarzeniem jednorazowym, ale ciągłym procesem.
- Samo sprawdzenie strony trwa co najmniej tydzień. Dostosowanie i jej zmiana są czasochłonne, trwają miesiąc albo dłużej w zależności od poziomu skomplikowania i wielkości witryny internetowej. Wiele zależy także od osoby, która zajmuje się stroną internetową – powiedział.
Wyjaśnił też, że dostosowanie stron do międzynarodowego standardu WCAG 2.0 oznacza, że treści w nich zawarte powinny być dostępne dla każdego użytkownika internetu, w szczególności dla osób, które mają problemy ze wzrokiem, słuchem i poruszaniem się. Dodał, że osoby niewidome lub niedowidzące używają specjalnego oprogramowania i często mają w swoich komputerach wgrane czytniki, które pomagają im w śledzeniu treści na stronach internetowych.
- Jeśli strona nie jest dostosowana, nie ma np. jasnego podziału nagłówków, podstron, ustrukturyzowanego kodu strony, to czytnik chaotycznie odbiera treść, zaśmieca ją albo omija – wyjaśnił Rafał Chmura. Czytniki nie odbierają zdjęć ani skanów. – Instytucje publiczne często wrzucają na strony zeskanowane dokumenty, bo uważają, że musi być pod nim podpis kompetentnej osoby. Ale dlaczego, oprócz skanu, nie zamieszczają treści bez podpisu i w międzynarodowym standardzie dostępności? To jest dla nas niezrozumiałe. Bez dostosowania stron zupełnie odcinamy niektóre osoby od społeczeństwa cyfrowego, a przecież coraz więcej rzeczy można załatwić przez internet – zaznaczył.
Jak dodał, pomocne dla osób z niepełnosprawnością są np. wysoki kontrast na stronie czy jej dostosowanie do wielkości ekranu bez konieczności przesuwania treści kursorem. Wyjaśnił, że dla osób z niepełnosprawnością ruchową ważne jest obsługiwanie komputera z poziomu klawiatury, np. uderzając patyczkiem tylko w tabulator.
- Jeżeli strona nie jest dobrze dostosowana, to tabulator przeskakuje z lewej strony na prawą i trudno jest się odnaleźć, bo strona chaotycznie skacze lub jest niewidoczna – wyjaśnił.

Niska świadomość
Kolejną ważną kwestią jest to, aby wszystkie zdjęcia czy grafiki miały tekst alternatywny, który opisuje, co się na nich znajduje. Wszystkie pliki dźwiękowe (audycje, wywiady, wykłady) powinny być uzupełnione o transkrypcję tekstową. Natomiast wszystkie pliki wideo powinny być uzupełnione o napisy dla osób niesłyszących.
Na pytanie, która instytucja publiczna ma już teraz dobrze dostosowaną stronę, Rafał Chmura wskazał na stronę Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Według niego to "modelowy przykład" do naśladowania przez urzędy.
- Dostosowanie nie polega na jednorazowej zmianie, tylko na redagowaniu treści tak, aby strona internetowa była ciągle dostępna. Redaktorzy muszą wiedzieć, jak to się robi. W kancelarii premiera jest lider, który o to dba, i gdy konieczna jest jakaś zmiana na stronie, sprawdza, czy nowa treść jest dostępna dla wszystkich – powiedział.
W opinii Chmury słabe dostosowanie stron urzędów do potrzeb wszystkich użytkowników sieci (według ostatnich badań jest to ok. 5 proc. instytucji publicznych) spowodowane jest niską świadomością.
- Informatycy znają te standardy, ale jeśli szef nie wymaga ich przestrzegania, nie będą tego wprowadzać. To musi być odgórna dyrektywa w firmie, aby każda treść zawarta na stronie internetowej była powszechnie dostępna – podkreślił.
Rafał Chmura dodał, że konieczne jest także wczesne uświadamianie informatyków, już na poziomie studiów, aby kwestia dostępności stron była dla nich oczywistością. Za istotne uznaje również tworzenie grup nacisku przez samych zainteresowanych, czyli osoby wykluczone cyfrowo.
- Warto podejmować takie inicjatywy, mówić głośno, które strony są niedostosowane. Może wówczas - nie tylko instytucje - ale i właściciele firm będą zmuszeni do zmian – zachęcał.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 08.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 30, 2015 07:54 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
27.01.2015
Autor: Angela Greniuk, fot. Scope
Źródło: www.scope.org.uk

„Niepełnosprawność jest wiedzą. Niepełnosprawność to siła” – powiedział RJ Mitte, aktor z dziecięcym porażeniem mózgowym, znany z roli syna Waltera White’a w serialu „Breaking Bad”, podczas panelu dyskusyjnego dotyczącego szans osób z niepełnosprawnością w filmie.
RJ Mitte podzielił się swoją historią z grupą młodych ludzi z niepełnosprawnością, którzy aspirują do zawodu aktora. Serialowy Walter White Jr. zachęcał do podjęcia aktywności zawodowej oraz przyznał, że praca umożliwiła mu zrozumienie i naukę wielu rzeczy na temat niepełnosprawności.
- Dołączyłem do obsady „Breaking Bad” mając 14 lat, a skończyłem w wieku 21 lat. To był dla mnie duży zaszczyt. Dziś nie byłbym w stanie robić wielu rzeczy, gdybym nie trafił do serialu. A nie miałbym możliwości wzięcia udziału w serialu, gdyby nie moja niepełnosprawność – mówił RJ Mitte. - Pewnie niektórzy z was tego doświadczyli, ludzie patrzą na niepełnosprawność jak na słabość. Jednak niepełnosprawność nie oznacza „niepełnosprawności”. Niepełnosprawność jest wiedzą. Niepełnosprawność to siła.

Nie można żyć w pudełku
Podczas panelu zadano pytanie, co dawało mu napęd do osiągnięcia sukcesu.
- Wielu ludzi mówiło mi, że nie mogę robić pewnych rzeczy. A ja mówiłem „mogę i zrobię”. Lubiłem im udowadniać, że się mylą. Do dziś codziennie słyszę takie rzeczy. Każdy napotyka na jakieś bariery. Wszyscy mamy wyzwania i ściany. Każda bariera ma za zadanie nas złamać i powalić. Ale nie można żyć w pudełku. „Nie mogę” nie jest opcją – tak się wychowywałem. Trzymałem się tego zawsze, nieważne jak wiele czułem wątpliwości – odpowiedział.
Wiele osób uważa, że „wystarczy” być osobą z niepełnosprawnością, która jest potrzebna do jakiejś roli. RJ Mitte wiele razy spotykał się z zarzutem, że dostał się do obsady „Breaking Bad” tylko ze względu na niepełnosprawność.
- Wiele osób patrzy na ludzi z niepełnosprawnościami z litością. W stylu: „Och, jest taki, to dajmy mu rolę” – powiedział aktor podczas panelu. - Rzecz w tym, że nikt tak się nie zachowuje w tym przemyśle. Prawdą jest, że dostałem tę rolę dzięki niepełnosprawności. Ale nie było tak, że sam nie zapracowałem na końcowy sukces. Nie jest tak, że komuś jest przykro z powodu twojej niepełnosprawności. To jest biznes. Oni mówią: „Jeśli ci się nie podoba, możesz odejść. Tam są drzwi i nie spadnij ze schodów”.

Od „Hannah Montana” do filmu
Panel został zorganizowany przez brytyjską organizację pozarządową, działającą w obszarze niepełnosprawności – Scope. Celem dyskusji było obudzenie w uczestnikach odwagi do angażowania się w pracę, mimo różnych rodzajów niepełnosprawności.
RJ Mitte (właściwie: Roy Frank "RJ" Mitte III)to amerykański aktor serialowy i filmowy. W wieku trzech lat zdiagnozowano u niego dziecięce porażenie mózgowe. W dzieciństwie i młodości poruszał się o kulach, a na nogach miał założone ortezy. Dzięki uprawianiu sportu, jako nastolatek nie potrzebował już żadnych urządzeń wspomagających chodzenie.
Mając 14 lat dostał rolę w serialu młodzieżowym „Hannah Montana”, dzięki któremu rozpoczął indywidualne lekcje aktorstwa w Hollywood. Dziś to uznany aktor, mający za sobą takie seriale, jak: „Breaking Bad”, „Vegas”, „Switched at Birth” (pol. „Zamienione przy urodzeniu”) oraz filmy: „House of Last Things” czy „Who’s Driving Doug”, który ukaże się w kinach tego roku.

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 29.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 30, 2015 07:57 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Niewidomy Panagiotis Kouroumblis ministrem zdrowia Grecji
28.01.2015
Autor: Mateusz Różański, fot. youtube.com
Źródło: teinteresa.es

Ministrem zdrowia i opieki społecznej w nowym rządzie Grecji został Panagiotis Kouroumblis, który jako dziecko stracił wzrok. Jest pierwszą osobą z niepełnosprawnością, zajmującą tak wysokie stanowisko w nowożytnych dziejach tego kraju.
Pochodzący z miasta Matsuoki 63-letni polityk jest członkiem lewicowej partii Syriza, która tryumfowała w niedzielnych wyborach. Ma doktorat z nauk społecznych i jest licencjonowanym prawnikiem. Trzykrotnie był wybierany do parlamentu - wcześniej z ramienia socjalistycznej partii PASOK.
Panagiotis Kouroumblis stracił wzrok w wieku 10 lat na skutek wypadku z niewybuchem z czasów II wojny światowej. Swoją działalność społeczną zaczął jeszcze jako uczeń szkoły dla niewidomych dzieci. W latach 70. działał w ramach ruchu osób z niepełnosprawnością.
Swoją aktywność skupił na tematyce integracji osób z niepełnosprawnością. Uważał, że osoby te są wykluczone społecznie. W latach 1993 i 1996 był sekretarzem Ministerstwa Zdrowia, w którym zajmował się sprawami dzieci, osób starszych i z niepełnosprawnością.
W serwisie YouTube obejrzeć można film o polityku, niestety jedynie w języku greckim:
https://www.youtube.com/watch?v=uSGHZ2vsIUU

Źródło:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/2 ... 29.01.2015

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sty 30, 2015 07:57 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 775 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL