Portal - Informator Obywatelski Osób Niewidomych

www.defacto.org.pl
Teraz jest Pt paź 22, 2021 22:36

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 888 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Cz gru 19, 2019 09:18 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: piesprzewodnik.org.pl 15.12.2019
Barbara Malicka

Dzięki poruszaniu się z psem przewodnikiem osoby niewidome i słabowidzące mogą łatwiej docierać do różnych miejsc, tak publicznych, jak i prywatnych. Ponieważ pies został nauczony prowadzenia prosto po chodniku, omijania przeszkód oraz odnajdowania różnych punktów w terenie, jego niewidomy opiekun nie musi już punktowo badać przestrzeni białą laską, lecz korzysta z umiejętności zwierzęcia. Niestety bardzo często pies przewodnik jest rozpraszany przez przypadkowych przechodniów, którzy chcą za wszelką cenę na przykład go pogłaskać albo spowodować, żeby to piękne zwierzę zwróciło na nich uwagę. Takie zachowania są karygodne i stanowią bardzo duże zagrożenie nie tylko dla osoby, którą ten pies prowadzi, lecz także dla niego samego. W poniższym artykule powiem, czym jest to spowodowane, jakie zagrożenie przynoszą takie zachowania i jak przechodnie powinni reagować, kiedy widzą osobę z dysfunkcją wzroku prowadzoną przez psa przewodnika.
Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że taki pies jest dla osoby niewidomej lub słabowidzącej jej oczami. Pomaga on w poruszaniu się po różnych przestrzeniach pokazując niebezpieczne miejsca, takie jak schody, słupki, krawężniki, przejścia dla pieszych oraz inne przeszkody, które napotykamy codziennie podczas docierania do pracy, szkoły czy sklepu. Niestety, obecnie dużym problemem dla osób z psami przewodnikami są przechodnie chcący za wszelką cenę przywołać tak piękne zwierzęta do siebie. Robią to na wiele różnych sposobów: wołają, gwiżdżą, machają ręką, cmokają lub nawiązują z psami intensywny kontakt wzrokowy. Wszystkie zachowania przechodniów mające na celu zwrócenie na nich uwagi psa przewodnika stanowią wielkie zagrożenie dla osoby z dysfunkcją wzroku. Na pewno teraz większość osób nie mających nigdy do czynienia z psami przewodnikami dziwi się, dlaczego tak jest. Przecież ja chciałam tylko go pogłaskać, chciałam aby zamachał ogonem, chciałem zwrócić uwagę psa na mnie aby spojrzeć w jego mądre oczy - zwykle tłumaczą się przechodnie. Niestety takie zachowania bardzo przeszkadzają psu przewodnikowi w prawidłowym prowadzeniu osoby niewidomej. Wymaga to bowiem od niego maksymalnej koncentracji nie tylko na komendach wydawanych przez opiekuna, lecz także na tym, co się dzieje na trasie i jakich reakcji to wymaga. Kiedy pies przewodnik usłyszy wołanie czy gwizdanie, zobaczy wpatrujące się w niego oczy albo wyciągniętą rękę, łatwo może się zdekoncentrować i zamiast iść dalej wyznaczoną trasą – podejść do takiej osoby. Pół biedy, jeśli osoba niewidoma chciała akurat skręcić do sklepu, bo będzie mogła zawrócić i skręcić jeszcze raz. Gorzej jednak, jeśli miała znaleźć schody w dół i pies zapomniał, że powinien się przed nimi zatrzymać. Nietrudno sobie wyobrazić, co się wtedy dzieje: osoba niewidoma z całym impetem leci w dół, a skutki takiego upadku mogą być opłakane. Jeszcze większe niebezpieczeństwo powstaje, gdy ktoś rozproszy psa przewodnika podchodzącego do przejścia dla pieszych i nagle wprowadzi on osobę niewidomą na jezdnię. Labradory bardzo lubią zabawę i głaskanie, dlatego, chociaż psy przewodniki są uczone ignorowania rozproszeń, czasami chęć nawiązania kontaktu z człowiekiem wygrywa w nich z wyszkoleniem. To samo dotyczy psów lub innych zwierząt. Czworonożni asystenci wiedzą, że mają ignorować także zwierzęta, ale nieraz chęć zabawy z osobnikiem własnego gatunku jest silniejsza. Trzeba dodać, że przechodnie nie ułatwiają sprawy, ponieważ wielokrotnie spuszczają ze smyczy swoje psy lub podprowadzają je do pracującego przewodnika, żeby zaprzyjaźniły się z tak mądrym pieskiem i w jakiś magiczny sposób przejęły jego grzeczne zachowanie. Co prawda osoby z dysfunkcją wzroku pracujące z psami przewodnikami wiedzą, jak zareagować, gdy zwierzę się rozproszy, ale nie zawsze potrafią w porę takie rozproszenie wyłapać, ponieważ brak lub poważne osłabienie wzroku uniemożliwia im całościowy ogląd sytuacji.
Zawsze kiedy osoba z dysfunkcją wzroku porusza się z psem przewodnikiem ma on na sobie uprząż , za rękojeść której osoba niewidoma trzyma go i wyczuwa kierunek marszu lub zmianę wysokości, gdy pies pokazuję schody czy krawężnik. Zazwyczaj na takiej uprzęży jest duży napis „Pies asystujący” lub „Pies przewodnik”. Jeśli więc jako przechodnie zobaczymy osobę niewidomą, którą prowadzi pies przewodnik, najlepiej w ogóle nie zwracać uwagi na zwierzę. Oczywiście nie jest to łatwe, bo psy przewodniki to piękne i słodkie retrievery, lecz jeżeli już chcemy okazać swój zachwyt, zróbmy to tak, żeby pies o tym nie wiedział, czyli na przykład powiedzmy osobie niewidomej o nim coś miłego, a samo zwierzę zignorujmy. Niewidomy opiekun na pewno się z takich słów ucieszy i zamiast zagrożenia powstanie okazja do chwili sympatycznej rozmowy. Oczywiście, kiedy widzimy, że osoba z psem przewodnikiem się zgubiła lub potrzebuje jakiejś informacji, można podejść i zapytać, czy jej pomóc. Ważne, żeby tłumacząc drogę, nie mówić do psa, lecz do osoby niewidomej. Natomiast jeśli wychodzimy na spacery z naszymi psami, najlepiej trzymać je na smyczy i odejść, gdy zobaczymy pracującego psa przewodnika. Poza tym, warto wiedzieć, że jeżeli pies przewodnik jest na spacerze (idzie na długiej smyczy po trawniku, a osoba niewidoma kontroluje drogę przy pomocy białej laski), to też nie powinien się witać z wszystkimi napotkanymi psami. Może oczywiście bawić się z istotami swego gatunku, ale najlepiej, by były to psy dobrze znane i zaprzyjaźnione. Przestrzeganie opisanych powyżej zasad pozwoli osobie niewidomej lub słabowidzącej bezproblemowo, a przede wszystkim bezpiecznie się przemieszczać.
Dlatego bardzo prosimy, żeby bezwzględnie powstrzymać się od jakichkolwiek form rozpraszania psów przewodników, choć zdajemy sobie sprawę, że to trudne zadanie.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz gru 19, 2019 09:18 


Góra
  
 
PostNapisane: Cz gru 19, 2019 09:19 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Osoby niepełnosprawne najczęściej pracują w firmach prywatnych
Źródło: pzn.org.pl 12 grudnia 2019

GUS opublikował opracowanie dot. pracy i kształcenia osób niepełnosprawnych w 2018 r. Wynika z niego, że pracujący niepełnosprawni stanowili 3,6% ogólnej liczby pracujących w średnich i dużych przedsiębiorstwach.
Osoby niepełnosprawne, które pracowały w grudniu 2018 r., najczęściej były zatrudnione w prywatnym sektorze (78,1%), a ich praca zaliczała się do sekcji działalność w zakresie usług administrowania i dodatkowe wsparcie (114,3 tys.) lub przetwórstwo przemysłowe (84,7 tys.). W firmach zatrudniających 10 osób i więcej pracowało 344,9 tys. osób niepełnosprawnych, w działalności w zakresie usług administrowania i dodatkowego wsparcia (33,1%), działalności detektywistycznej i ochroniarskiej (20,2%) oraz usługach utrzymania porządku w budynkach i zagospodarowaniem terenów zieleni (9,5%). Co czwarta osoba niepełnosprawna pracowała w przetwórstwie przemysłowym. W opiece zdrowotnej pracowało 8% osób niepełnosprawnych. Jak przedstawiały się wskaźniki dotyczące bezrobocia? W powiatowych urzędach pracy było zarejestrowanych 61,1 tys. osób niepełnosprawnych, w grupie tej nieznacznie przeważali mężczyźni.
Raport GUS zawierał też dane dotyczące edukacji. W roku szkolnym 2018/2019 działało 286 przedszkoli specjalnych, do których uczęszczało 4,8 tys. dzieci. Większość dzieci niepełnosprawnych chodziło do przedszkoli ogólnodostępnych (76,9%), w tym do integracyjnych (15,7%), oraz tych z oddziałami integracyjnymi (12,7%).
W tym samym roku w szkołach uczyło się 169,3 tys. dzieci i młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (3,7% ogólnej liczby uczniów). Na poziomie ponadpodstawowym i ponadgimnazjalnym edukacja odbywała się przede wszystkim w szkołach specjalnych. Największą część z nich stanowiły placówki kształcące w określonych zawodach: specjalne szkoły przysposabiające i specjalne szkoły branżowe I stopnia. Na uczelniach uczyło się 21,5 tys. osób niepełnosprawnych (1,8% ogólnej liczby studentów), a ukończyło je 6,3 tys. osób. Wśród doktorantów 2,6% stanowiły osoby niepełnosprawne.
Opracowanie zawierało też dane dotyczące osób pobierających świadczenia z tytułu niezdolności do pracy. W grudniu 2018 r. w Polsce było 2,5 mln osób, posiadających orzeczenie o niepełnosprawności lub orzeczenie o niezdolności do pracy i pobierających świadczenia emerytalno-rentowe i/lub ubezpieczonych z tego tytułu. Średnia wieku tych osób to ok. 60 lat. Najwięcej z nich mieszkało w województwie: śląskim, dolnośląskim, małopolskim, mazowieckim i wielkopolskim, najmniej w opolskim.

Oprac. na podstawie informacji GUS
Fot. P

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt gru 31, 2019 19:36 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: niepełnosprawni.pl 16.12.2019
PAP

Krzysztof Michałkiewicz opowiedział jakie plany zamierza zrealizować jako prezes PFRON-u. Podkreślił, że jego priorytetowym zadaniem będzie wspieranie zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami. W ramach realizacji tego zadania wskazał na dokument „Narodowy Program Zatrudnienia Osób Niepełnosprawnych”, tworzony wraz z MRPiPS.
- To dokument wykonawczy do strategii odpowiedzialnego rozwoju oraz strategii na rzecz osób niepełnosprawnych – wyjaśnił.
Dodał, że prace nad nim trwały długo, ale już jest prawie gotowy.
- W najbliższym czasie będę rozmawiać z panią minister Marleną Maląg, żeby dokument mógł być uchwalony już w styczniu – powiedział prezes PFRON. – Będziemy aktywnie współpracować z MRPiPS, żeby ten Program jak najbardziej odpowiadał na potrzeby osób z niepełnosprawnościami – zadeklarował.

Centra Rehabilitacji Kompleksowej

Nowe rozwiązania w kwestii aktywizacji tych osób to o tyle ważna sprawa, wskazał, że proste rezerwy zatrudnienia zostały już wykorzystane.
- Dzięki temu bezrobocie osób niepełnosprawnych w ostatnich latach wyraźnie spadło - w 2018 r. wyniosło 7,2 proc. – przekonywał prezes PFRON. – Trzeba jednak pamiętać, że duża grupa osób z niepełnosprawnościami z różnych powodów ma trudności z zatrudnieniem. My, w ramach Narodowego Programu Zatrudniania Osób Niepełnosprawnych, będziemy starali się opracowywać instrumenty, które pozwolą im zafunkcjonować na rynku pracy – powiedział Michałkiewicz.
Jednym z takich instrumentów są uruchomione już Centra Rehabilitacji Kompleksowej.
- Chcemy poprzez pełny cykl rehabilitacyjny przywrócić osobom niepełnosprawnym odpowiednie umiejętności do wykonywania zawodu. To często może się wiązać ze zmianą kwalifikacji - lub wprost zawodu - na taki, który ta osoba może wykonywać – tłumaczył Michałkiewicz.

Warsztaty

W zdobyciu nowych umiejętności pomogą m.in. kursy i szkolenia, które będą organizowane w ramach rehabilitacji.
- Z niepełnosprawnością często wiąże się obniżenie samooceny, dlatego duży nacisk kładziemy na rehabilitację psychospołeczną, podczas której psycholog przywraca osobie z niepełnosprawnością motywację i wzmacnia jej samoocenę – podkreślił również szef PFRON-u. – Chcemy, żeby osoba, która z różnych powodów jest niepełnosprawna, umiała dostrzec swój potencjał, cieszyła się ze swoich mocnych stron i żeby znalazła zatrudnienie i mogła realizować się zawodowo – mówił.
W 2019 roku do tego programu zakwalifikowanych zostało 70 osób.

Pilotaż

W ramach programu pilotażowego powstają w Polsce cztery Centra Rehabilitacji Kompleksowej:## w Wągrowcu – dla mieszkańców województwa pomorskiego, zachodniopomorskiego, wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego,
## w Ustroniu – dla woj. śląskiego, dolnośląskiego, opolskiego lub lubuskiego,
## w Grębiszewie – dla woj. warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, mazowieckiego i łódzkiego,
## w Nałęczowie – dla woj. lubelskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i małopolskiego.

Obecnie ZUS i oddziały PFRON-u są włączone w proces kwalifikowania i informowania o możliwości skorzystania z tej formy rehabilitacji, jak tłumaczył prezes Michałkiewicz. Okres korzystania z oferty ośrodków jest różny, ale maksymalnie wynosi 12 miesięcy. Taka kompleksowa rehabilitacja, zdaniem Michałkiewicza, jest dość kosztowna, ale też bardzo skuteczna. Jego zdaniem na pewno przyczyni się do tego, że wiele osób z niepełnosprawnością wróci na rynek pracy i będzie mogło się tam realizować. Wyjaśnił również, że pilotaż realizowany jest ze środków europejskich. Na realizację projektu Unia Europejska i budżet państwa przeznaczyły 85,3 mln zł.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 03, 2020 09:59 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Milion rencistów i emerytów z umową o pracę w 2018 r.
Źródło: niepełnosprawni.pl 02.01.2020
Beata Dązbłaż

Około milion rencistów i emerytów w 2018 r. otrzymywało rentę lub emeryturę, a jednocześnie było zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – informuje Główny Urząd Statystyczny.
W stosunku do 2017 r. nastąpił w tym obszarze wzrost o 4 proc.
Natomiast liczba emerytów i rencistów, którzy pobierali rentę lub emeryturę, a jednocześnie mieli umowę zlecenie lub umowę o dzieło, a nie umowę o pracę, wyniosła 0,4 mln. W porównaniu do 2017 r. nastąpił wzrost o 5 proc.
GUS donosi, że liczba osób zatrudnionych otrzymujących wynagrodzenie brutto nieprzekraczające minimalnego wynagrodzenia w grudniu 2018 r. wyniosła ok. 1,5 mln. W porównaniu do 2017 r. zmniejszyła się o 3,7 proc.
W tej grupie najwięcej osób pracowało w dziedzinach: handel; naprawa pojazdów samochodowych 404 tys., przetwórstwo przemysłowe 302 tys., budownictwo 220 tys., transport i gospodarka magazynowa 107 tys. oraz administrowanie i działalność wspierająca 100 tys.
Zwiększyła się także liczba osób zatrudnionych na umowę zlecenie lub umowę o dzieło. Wyniosła ona ok. 1,3 mln – wzrost o 8,3 proc. w stosunku do 2017 r.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sty 03, 2020 10:00 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Wzrosła liczba osób z orzeczeniem, korzystających z pomocy społecznej
Źródło: niepełnosprawni.pl 02.01.2020
Beata Dązbłaż

W 2018 r. wzrosła w Polsce liczba osób z niepełnosprawnością w wieku produkcyjnym, posiadających orzeczenie, które korzystają z pomocy społecznej. W 2009 r. było ich 12,7 proc., w 2018 r. stanowili oni 22,4 proc. ubogich beneficjentów pomocy społecznej w wieku produkcyjnym. Więcej w tej grupie było także osób chorych i przewlekle chorych. Takie m.in. wnioski płyną z raportu GUS „Beneficjenci środowiskowej pomocy społecznej w 2018 r.”.
Jak informują autorzy raportu, wzrosła także liczba gospodarstw domowych w stosunku do 2009 r., które korzystają z pomocy społecznej w związku z problemami zdrowotnymi – o 16,8 punkta procentowego (p.proc.).
W 2018 r. zmniejszyła się natomiast ogólna skala, w stosunku do roku 2017, korzystania z pomocy społecznej. Korzystało z niej 9,6 proc. osób mniej oraz 6,5 proc. gospodarstw domowych mniej. Spadek utrzymuje się od 2014 r.
5,1 proc. Polaków korzystało z pomocy społecznej w 2018 r. (896,2 tys. gospodarstw domowych i 1970,4 tys. osób).

Zła sytuacja osób samotnie gospodarujących

W bardzo trudnej sytuacji znalazły się w 2018 roku osoby samotnie gospodarujące. Prawie połowa z nich (49,2 proc.) nie miała własnego źródła dochodu. Prawie 25 proc. miała zaś dochód na poziomie nie przekraczającym połowy kryterium dochodowego, czyli 350 zł netto miesięcznie. W tej grupie częściej występowała też niepełnosprawność, długotrwałe choroby, niski poziom wykształcenia, brak motywacji do poszukiwania pracy, zły stan zdrowia. A więc wszystkie czynniki, które powodują stopniowe wykluczanie społeczne.
W grupie 1167,2 tys. ubogich beneficjentów środowiskowej pomocy społecznej w 2018 r. znaczny udział miały osoby chore – stanowiły one 34,7 proc. tej grupy (405 tys. osób). Chorzy przewlekle stanowili 19 proc. tej grupy (221,5 tys. osób). W znacznie gorszej sytuacji są więc osoby samotnie gospodarujące.
W gospodarstwach wieloosobowych udział chorych był niższy i wyniósł 27,2 proc. oraz przewlekle chorych – 10 proc.

Aktywność zawodowa

Jak podaje GUS, liczba chorych korzystających z pomocy społecznej w wieku aktywności zawodowej (18-64 lata), wyniosła blisko 321 tys. osób, a chorych przewlekle – 179 tys.
W 2018 r. 17,9 proc. ogólnej liczby beneficjentów pomocy społecznej w Polsce miało orzeczenie o niepełnosprawności (347,5 tys. osób). W populacji ubogich beneficjentów było to 17 proc. (198,7 tys. osób).
Aż 68,7 proc. wśród ogółu niepełnosprawnych członków ubogich gospodarstw domowych, które korzystają z pomocy społecznej, stanowią osoby samotnie gospodarujące. Większość niepełnosprawnych ubogich beneficjentów, prawie 68 proc., miała wydane orzeczenia o niepełnosprawności na czas określony, w zdecydowanej większości były to orzeczenia o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności.
Raport wskazuje, że w 2018 r. odnotowano w grupie korzystającej z pomocy społecznej znaczny udział osób z niepełnosprawnością w wieku aktywności zawodowej. Orzeczenie o niepełnosprawności miało bowiem 23,6 proc. osób w tej grupie wieku, czyli 170,5 tys. osób. W gospodarstwach wieloosobowych udział niepełnosprawnych ubogich beneficjentów w tym wieku wynosił 10,6 proc. tej grupy (49 tys. osób).
Jak podkreślają autorzy raportu, ubodzy beneficjenci środowiskowej pomocy społecznej, to głównie bezrobotni lub bierni zawodowo. Niepełnosprawność lub przewlekła choroba, obok pobierania nauki, jest jedną z częstszych przyczyn bierności zawodowej, dotyczy to głównie osób samotnie gospodarujących.

Źródła utrzymania

Obok pracy najemnej, trwałe źródła utrzymania zapewniały świadczenia emerytalno-rentowe – donosi raport GUS – dla 5,6 proc. ubogich beneficjentów pomocy społecznej w gospodarstwach wieloosobowych, w tym dla 55, 5 proc. osób w wieku poprodukcyjnym.
W 2018 r. w grupie 347,5 tys. beneficjentów pomocy społecznej z niepełnosprawnością, 42,8 proc. stanowiły osoby w gospodarstwach o dochodzie powyżej kryterium. Wśród ogółu beneficjentów w gospodarstwach o dochodzie powyżej kryterium, osoby z niepełnosprawnością stanowiły 19,2 proc. O ponad 2 p. proc. częściej w tej grupie występowała niepełnosprawność niż wśród ubogich beneficjentów.

Osoby bezdomne

W 2018 r. z pomocy społecznej ze względów zdrowotnych skorzystało 41,8 proc. osób bezdomnych. Świadczy to o słabej kondycji zdrowotnej tej grupy. 35,9 proc. bezdomnych mężczyzn było przewlekle chorych, 33,7 proc. miało inne problemy zdrowotne. Wśród kobiet było podobnie. Wśród bezdomnych, korzystających z pomocy społecznej, 36 proc. posiadało orzeczenie o niepełnosprawności (10,6 tys. osób). W ponad 67 proc. były to orzeczenia o stopniu umiarkowanym.

Najczęstsza forma pomocy

Najczęstszą formą pomocy był zasiłek celowy. Otrzymało go w 2018 r. prawie 70 proc. ubogich beneficjentów pomocy społecznej samotnie gospodarujących. Ponad połowa z nich otrzymywała zasiłek stały, a blisko połowa zasiłek okresowy. W tej grupie 2,3 proc. osób otrzymało wsparcie w formie usług opiekuńczych.

Powody korzystania z pomocy

Pomoc z powodów zdrowotnych otrzymało w 2018 r. 59,8 proc. osób ubogich samotnie gospodarujących. Wśród tej grupy, aż 44,4 proc. osób w wieku aktywności zawodowej, według ich subiektywnej oceny, było chorych przewlekle, ponad 30 proc. miało inne problemy zdrowotne.

„Subiektywną ocenę stanu zdrowia opisywanej populacji ubogich beneficjentów w wieku 18–64 lata samotnie gospodarujących pośrednio weryfikują posiadane orzeczenia o niepełnosprawności. W łącznej liczbie 261,7 tys. samotnie gospodarujących ubogich beneficjentów w wieku 18–64 lata, w 2018 r.orzeczenie o niepełnosprawności posiadało 46,5%, tj. 121,5 tys. osób, w tym posiadający orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym stanowili 32,6%, a w stopniu znacznym – 7,6% ogółu analizowanej zbiorowości” – donosi raport GUS.
Taka sytuacja przekłada się na ich status na rynku pracy, stąd w tej populacji tak wysoki odsetek osób biernych zawodowo i bezrobotnych.

„Z przedstawionej wyżej charakterystyki demograficznej i społecznej omawianej populacji nasuwa się ogólny wniosek, że ubodzy samotnie gospodarujący beneficjenci środowiskowej pomocy społecznej, to w zdecydowanej większości osoby w wieku produkcyjnym niemobilnym, w złej kondycji zdrowotnej z bardzo niskim poziomem wykształcenia, bierne zawodowo lub bezrobotne a cała zbiorowość z relatywnie wysokim odsetkiem osób niepełnosprawnych” – podsumowuje GUS.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr sty 15, 2020 14:34 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Fundacja Aktywizacja zadba o zatrudnienie niepełnosprawnych w ramach programu PFRON
Źródło: reha-news.pl 03.01.2020
Jakub Siusta

Fundacja Aktywizacja wygrała zorganizowany przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych konkurs i została partnerem programu „Praca-Integracja”. Organizacja ta zadba o zatrudnienie osób niepełnosprawnych w Poczcie Polskiej, grupie ENEA i PKN ORLEN. Pracę znaleźć ma łącznie 600 osób z niepełnosprawnościami.
Do zadań fundacji będą należeć m.in. rekrutacja, poradnictwo zawodowe, szkolenia oraz przygotowanie do zatrudnienia, jak również wspieranie osób niepełnosprawnych w pierwszym okresie zatrudnienia. Organizacja będzie też wspierać kadrę menedżerską poprzez szkolenia i spotkania informacyjne w zakresie zarządzania pracownikami z niepełnosprawnościami.
Fundacja Aktywizacja działa na rzecz usamodzielnienia i poprawy jakości życia osób niepełnosprawnych poprzez zintegrowane działania aktywizacyjne, zmianę postaw otoczenia oraz wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych.
„Praca-Integracja” to realizowany w ramach kampanii prozatrudnieniowej „Aktywni Plus” program, który ma zwiększyć odsetek niepełnosprawnych pracowników w spółkach z udziałem skarbu państwa. Porozumienia o współpracy w ramach programu podpisały dotychczas Poczta Polska, grupa ENEA i PKN ORLEN, a niedawno również PKO Bank Polski.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr sty 15, 2020 14:36 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: pzn.org.pl 09.01.2020

Ponad 1 mln 200 tys. osób niepełnosprawnych pozostaje poza rynkiem pracy. Dlatego Centralny Instytut Ochrony Pracy wraz partnerami z projektu opracował model wsparcia tych osób.
Model prezentuje konkretne narzędzia do tworzenia środowiska pracy, uwzględniające potrzeby osób z niepełnosprawnością ruchową, wzrokową, słuchową oraz intelektualną. Pomagają one ocenić warunki pracy oraz przystosować miejsca zatrudnienia. W modelu wskazano również sieć podmiotów, które wspomogą pracodawców w eliminowaniu barier w zatrudnianiu osób niepełnosprawnych.
Badania przeprowadzone przez CIOP wśród pracodawców wykazały, że aż 89% ankietowanych posiada wiedzę o formach finansowego wsparcia w zakresie zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Za najbardziej efektywne z nich pracodawcy uznali dofinansowanie do wynagrodzenia zatrudnionych osób (62% respondentów), zwrot kosztów przystosowania stanowisk pracy (58%) i wyposażenia stanowisk pracy (34%).
Za największą barierę w zatrudnianiu osób niepełnosprawnych pracodawcy uznali wysokie oczekiwania dotyczące wydajności i sprawności fizycznej pracownika (42% badanych). Inne najczęściej wskazywane problemy to brak stanowisk pracy dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych (29%) oraz wysokie koszty dostosowania stanowisk pracy (23%).
Po przeanalizowaniu danych i przeprowadzaniu badań CIOP wraz z PFRON-em, Stowarzyszeniem Przyjaciół Integracji, Krajowym Związkiem Rewizyjnym Spółdzielni Inwalidów i Spółdzielni Niewidomych opracował model wspierania zatrudnienia osób niepełnosprawnych.

Jego elementy to:
1.Dokument strategiczny „Model wsparcia osób niepełnosprawnych w środowisku pracy. Mapa drogowa”, przedstawiający zasady postępowania ukierunkowane na dostosowanie środowiska pracy do potrzeb osób niepełnosprawnych.
2.Narzędzia operacyjne wspomagające pracodawców w organizacji środowiska pracy dla osoby niepełnosprawnej, w tym: 4 poradniki dla pracodawców nt. dostosowania środowiska pracy dla osób z niepełnosprawnością narządu ruchu, wzroku, słuchu i niepełnosprawnością intelektualną. Można je pobrać ze strony: https://www.ciop.pl/CIOPPortalWAR/appma ... lucz_spis=.
◾ErgoON – lista kontrolna, czyli interaktywna, mobilna aplikacja do oceny stanowiska pracy pod kątem dostosowania do potrzeb osoby z niepełnosprawnością ruchową, wzrokową, słuchową lub intelektualną VI 38.
◾ErgoON – kalkulator korzyści, czyli interaktywna, mobilna aplikacja umożliwiająca obliczenie środków finansowych, które uzyska pracodawca w związku z zatrudnieniem osoby niepełnosprawnej.
◾ErgoON – wizualizacje, czyli aplikacja zawierająca interaktywne wizualizacje możliwości przystosowania biurowego i przemysłowego środowiska pracy do potrzeb osób z niepełnosprawnością ruchową, wzrokową, słuchową i intelektualną, wykorzystująca techniki rzeczywistości wirtualnej.
◾ErgoON – projektowanie, czyli interaktywny program wykorzystujący techniki rzeczywistości wirtualnej (VR) do tworzenia optymalnego środowiska pracy biurowej (najczęściej występującej w administracji publicznej, a także najbardziej dostępnej dla osób niepełnosprawnych).
Aplikacje do pobrania na stronie: https://www.ciop.pl/CIOPPortalWAR/appma ... lucz_spis=.
3.Utworzenie ogólnopolskiej sieci podmiotów zaangażowanych we wspomaganie pracodawców w dostosowywaniu środowiska pracy do potrzeb osób niepełnosprawnych: punkty kontaktowe PFRON, zespół informacyjno-doradczy w CIOP-PIB, zespół projektowania i dostosowywania stanowisk pracy do potrzeb osób niepełnosprawnych, sieć ekspertów BHP. Ich adresy można znaleźć na stronie: https://www.ciop.pl/CIOPPortalWAR/appma ... lucz_spis=.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz sty 30, 2020 11:18 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: niepełnosprawni.pl 27.01.2020
PAP

- Rośnie udział osób starszych w strukturze demograficznej; rok 2020 w działaniach Rzecznika Praw Pacjenta będzie Rokiem Seniora – zapowiedział w poniedziałek, 27 stycznia, rzecznik pacjentów Bartłomiej Chmielowiec.
Rzecznik wskazał, że osób w wieku 60 lat lub starszych jest na świecie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Do 2050 roku 2,1 miliarda ludzi, czyli prawie 22 proc. populacji, będzie miało co najmniej 60 lat.
Chmielowiec akcentuje, że należy zapewnić środowisku seniorów jak najszersze uczestnictwo w życiu społecznym.
- Dążenie do zwiększania społecznego zaangażowania osób starszych, czasem z niepełnosprawnościami, wymaga tworzenia sprzyjających zmian w otoczeniu każdego polskiego emeryta, rencisty czy osoby z niepełnosprawnościami. Na zagadnienia te należy spoglądać z perspektywy zdrowotnej, społecznej i ekonomicznej – podnosi rzecznik.
Dlatego – jak wyjaśnił – rok 2020 w działaniach Rzecznika Praw Pacjenta będzie Rokiem Seniora.
- Nasze działania skupią się na przekazywaniu informacji, edukacji, podnoszeniu świadomości polskiego seniora o prawach pacjenta i świadczeniach zdrowotnych – wskazał.
- Podejmiemy kroki związane z kontynuacją projektu legislacyjnego dotyczącego objęcia działaniem Rzecznika Domów Pomocy Społecznej oraz zwrócimy się do konsultantów w ochronie zdrowia, w zakresie problemów osób starszych, aby wspólnie podjąć działania systemowe – dodał.

Rzecznik przyjrzy się opiece długoterminowej

Zapowiedział też, że rzecznik, badając sprawy na miejscu, przyjrzy się opiece nad pacjentami przebywającymi w zakładach opieki długoterminowej. Priorytetem – jak zapewnił – będzie rozpatrywanie spraw zgłoszonych przez osoby starsze do Biura Rzecznika Praw Pacjenta.
Bartłomiej Chmielowiec przekazał, że zorganizowana zostanie też konferencja, poświęcona seniorom we współpracy z organizacjami pozarządowymi.
- W tworzącej się przy Rzeczniku Praw Pacjenta Radzie Organizacji Pacjentów chcielibyśmy powołać podzespół, który podejmie sprawy osób starszych – podał.
Zaznaczył, że pracownicy Biura na bieżąco będą uczestniczyć w spotkaniach, na których poruszana będzie problematyka seniorów.
Rzecznik Praw Pacjenta zapowiada, że w 2020 roku planuje przeprowadzić wiele spotkań edukacyjnych na terenie całego kraju skierowanych do środowiska osób starszych, w tym kontynuowanie współpracy z Uniwersytetami Trzeciego Wieku.
- Będziemy, jak co roku, uczestniczyć w imprezach plenerowych organizowanych przez seniorów – dodał.
Rzecznik i pracownicy jego biura deklarują wsparcie seniorów również poprzez możliwość kontaktu za pośrednictwem Telefonicznej Informacji Pacjenta pod nr telefonu 800 190 590.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz sty 30, 2020 11:19 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Niewidomy z Gorzowa wpadł pod samochód i... odzyskał wzrok. Lekarze są w szoku
Źródło: polsatnews.pl 29.01.2020

Mieszkaniec Gorzowa Wielkopolskiego, który od lat praktycznie nic nie widział, został potrącony przez samochód. Wypadek okazał się jednak dla niego szczęśliwy, bo mężczyzna odzyskał po nim wzrok. Tajemniczym uzdrowieniem zaskoczeni są nawet lekarze.
Pan Janusz Góraj przez ponad 20 lat był praktycznie niewidomy. Mężczyzna nie widział na jedno oko, drugim potrafił dojrzeć jedynie kontury i mocne światło.
Wszystko zmienił... wypadek. Pan Janusz został potrącony przez samochód na przejściu dla pieszych.
- Uderzyłem głową w maskę auta. Później zsunąłem się na jezdnię - relacjonował "Wydarzeniom" mężczyzna.

Odmienione życie

Po wypadku pan Janusz trafił do szpitala ze złamanym biodrem. W czasie pobytu na oddziale nagle zaczął odzyskiwać wzrok w lewym oku. Po dwóch tygodniach mężczyzna widział już wszystko wyraźnie, nawet bez okularów.
Sytuacja zaskoczyła nie tylko pacjenta, ale również lekarzy, którzy nie ukrywają, że nie wiedzą jak to się stało. Wskazują, że na ozdrowienia pana Janusza mogła mieć wpływ kombinacja leków podawanych mu podczas leczenia ortopedycznego.
Od momentu wypadku życie pana Janusza zmieniło się o 180 stopni. Mężczyzna odzyskał radość z życia i stał się znowu samodzielny. Zaczął wychodzić z domu, a nawet znalazł pracę - jest ochroniarzem w szpitalu, do którego trafił po wypadku.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz sty 30, 2020 11:20 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Niewidomy w świecie IT. Wywiad z Dawidem Górnym.
Źródło: testerzy.pl 28.01.2020

Inspirująca rozmowa Radka Smilgin z Dawidem Górnym, który na co dzień swoją pracą i życiem ocenia dostępność oprogramowania, a poprzez działania fundacji ITCQF pomaga tworzyć świat systemów informatycznych przyjaźniejszy wszystkim użytkownikom, w tym również niepełnosprawnym.



Radek: Co dla Ciebie oznacza, że oprogramowanie jest dostępne?

Dawid: Chciałbym, żebyśmy uściślili o jakim rodzaju dostępności będziemy rozmawiali. Jako że jestem osobą praktycznie niewidomą, to podzielę się tym, co wiem o dostępności dla osób niewidomych i słabowidzących.

Dostępność jest szerokim pojęciem i dotyczy różnych obszarów życia. Tutaj skupię się na dostępności urządzeń i oprogramowania, choć można też opowiedzieć o dostępności przestrzeni. Takim przykładem może być budynek, w którym jest dużo mebli rozmieszczonych również w ciągach komunikacyjnych, w którym jest wiele pomieszczeń na kilku piętrach. Jeżeli przestrzeń taka nie zostanie odpowiednio uporządkowana i oznaczona, to dla osoby niewidomej jest bardzo trudno dostępna. Gdy przestrzeń ta dodatkowo ulega przearanżowaniu, staje się nieustającym poligonem doświadczalnym z mnóstwem pułapek.

Mówiąc o fizycznej dostępności urządzeń możemy wskazać pewne cechy, które niewątpliwie ułatwiają używanie nowych technologii. Przykładem może być płyta indukcyjna, czy elektryczna, która posiada pokrętła do obsługi, a zmiany sygnalizuje dźwiękiem. Mimo że nie widząc nie można mieć 100% pewności co do stanu urządzenia, to po kilku razach można sobie nieźle radzić i samodzielnie przygotować posiłek. Dla osób słabowidzących może być wystarczające mocne i kontrastowe podświetlenie.

Oprogramowanie komputera musi być dostępne z poziomu klawiatury i przy użyciu screenreader-ów. Są to programy, które odczytują to, co pojawia się na ekranie monitora. Podobnie ma się sytuacja z ekranami dotykowymi, które po włączeniu technologii wspomagających dają się obsłużyć dotykowo bez użycia wzroku. Niezbędne jest poprawne opisanie elementów menu, w tym np. zakładek, przycisków, itp. Świetnie jest, gdy program jest czytelny również od strony graficznej, czyli wyraźnie oddzielone sekcje, wyróżnienie kontrastem i pogrubieniem.



Radek: Na jakie przeszkody natrafiasz, kiedy używasz oprogramowania?

Dawid: Jest tego całe mnóstwo. Screenreadery to dość kapryśne narzędzia, jednocześnie mocno ingerujące w system i aplikacje. Takie „siłowe” współdziałanie często prowadzi do konfliktów. Bywa, że nie wiem, czy coś źle zrobiłem, czy problem leży po stronie software'u. Zdarza się, że nie wiem w jaki sposób dostać się do danej sekcji programu i muszę szukać skrótów klawiszowych, które mnie tam przeniosą. Jest to czasochłonne, a bywa, że nie da się tego zrobić. Jednym z bardziej frustrujących przykładów była moja pierwsza próba użycia przeglądarki MS Edge. Windows 10 i jego, niezwykle mocno promowana przeglądarka, były dostępne w tamtym czasie od około 1,5 roku. Założyłem, że wszelkie problemy związane z dostępnością zostały rozwiązane, a mi nie pozostaje nic innego, jak tylko zaszaleć i świetnie się bawić. Uruchomiłem zatem przeglądarkę i pełen ciekawości rozpocząłem odkrywanie nowego narzędzia. Użyłem wszelkich znanych mi metod, które powinny skłonić Edge do odpowiedzi, ale niczego nie uzyskałem przez ponad godzinę. Mocno się sfrustrowałem i czując się jak totalny ignorant, zadzwoniłem do osoby zawodowo zajmującej się programami odczytu ekranu. Jakież było moje zdziwienie i wściekłość jednocześnie, gdy dowiedziałem się, że póki co Edge nie współpracuje z moim programem i tylko straciłem czas.



Radek: Jak fizycznie wygląda używanie komputera i oprogramowania przez Ciebie? Z jakich pomocy i/lub dodatkowych narzędzi korzystasz?

Dawid: Obecnie mam komputer z systemem Windows 10, a w środowisku tym pracuję od wersji 95. Prawie cała obsługa odbywa się z poziomu klawiatury z użyciem skrótów klawiaturowych. Właśnie dzięki skrótom mogę szybciej pracować, ale zanim zacząłem trzeba było się ich nauczyć, a teraz powinienem je pamiętać. Z tym jest różnie, bo nie wszystkich używam na co dzień. Obsługa aplikacji również odbywa się w ten sposób, ale są one dostępne w różnym stopniu. Zatem gdy nie potrafię poradzić sobie z poziomu klawiatury, próbuję używać resztek wzroku i klikam myszą. Głównie używam MS Worda, Excela, przeglądarki internetowej, Outlooka do obsługi poczty, czy ABBY Finereader tj. programu OCR. Od wielu lat używam specjalistycznych programów tj. Jaws, który odczytuje mową syntetyczną to, co jest na ekranie oraz Magic, który powiększa i pozwala mi na pracę z użyciem wzroku. Od 3 lat posługuję się też iPhonem i Apple Watchem. Uważam, że są to genialne sprzęty wspierające nie tylko moją pracę, ale też hobby. To jednak kolejna długa opowieść.



Radek: Może jednak opowiesz pokrótce jak używasz tych akcesoriów?

Dawid: Bardzo chętnie, bo lubię te sprzęty i towarzyszą mi one praktycznie ciągle.

Zacznijmy od tego, że Apple stara się dbać o potrzeby osób z niepełnosprawnościami. Jest to odczuwalne szczególnie przy posługiwaniu się iPhonem i Apple Watchem, które są niezwykle proste w użyciu i niezawodne. Zasada działania jest podobna jak podczas korzystania z komputera, tu jednak obsługa odbywa się za pomocą gestów. Trzeba się oczywiście do tego przyzwyczaić, bo urządzenia te przy włączonym VoiceOwer musimy obsługiwać w specyficzny sposób.

Już sam system i wbudowane aplikacje pozwalają na bardzo wiele. Ponadto są jeszcze różne zewnętrzne aplikacje dostępne dla osób z dysfunkcjami wzroku. Przykładem jest bardzo użyteczna aplikacja Seeing A I, która potrafi m.in. rozpoznawać kolory, czy odczytywać teksty w locie. Przykładowo dostaję list, ale nawet nie wiem od kogo. Biorę wtedy iPhone'a, włączam tę aplikację i praktycznie od razu mogę usłyszeć ogólne informacje na ten temat. Jeżeli chcę potem z tym pismem coś dalej zrobić, to wykonuję zdjęcie i przetwarzam do edytowalnej formy tekstowej przy użyciu aplikacji KNFB Reader.

Innym przykładem może być sytuacja, w której mój komputer się długo aktualizuje. Nie wiem wtedy, czy potrzebna jest moja akcja. Wtedy znowu biorę telefon, kieruję kamerę na ekran monitora, a telefon czyta komunikat. Przez iPhone'a sprawdzam moje skrzynki poczty elektronicznej, płacę rachunki, przeglądam Internet i korzystam z wielu innych funkcji. iPhone jest też dla mnie czytnikiem książek zarówno w postaci audiobooków, jak i ebooków. Ponadto korzystam z nawigacji i aplikacji transportowych pomagających zaplanować podróż komunikacją miejską, czy koleją.

W codziennym życiu pomaga mi też Apple Watch, który jest ciągle na moim nadgarstku. Mogę przy jego pomocy błyskawicznie sprawdzić powiadomienia z iPhone'a, w tym odczytać i odpowiedzieć na SMS-a. Sprawdzam datę, czas, pogodę, mierzę tętno i aktywności ruchowe. To ostatnie jest dla mnie szczególnie ważne, bo potrafię zbyt mocno zasiedzieć się przy książce, czy pracy, a potem pojawiają się dysfunkcje w układzie ruchu. Wychodzę jednak z założenia, że jedna niepełnosprawność to i tak o wiele za dużo. Uprawiam zatem amatorsko sport. Lubię m.in. biegać, jeździć na nartach, łyżwach, rolkach. Niezwykle rzadko zdarza się, że nie robię przynajmniej krótkiego treningu siłowo-kondycyjnego. Do tych aktywności bardzo przydaje się właśnie Apple Watch, który mierzy moją aktywność. Włączam też na nim program treningowy, który instruuje mnie głosowo i mam „osobistego trenera”. Można tak jeszcze wymieniać, jednak myślę że wystarczy.



Radek: Czy możesz opisać nam jakiś projekt, w którym brałeś udział?

Dawid: Robiłem sporo projektów o charakterze społecznym w różnych obszarach. W tym miejscu myślę jednak, że opowiem o moim najnowszym doświadczeniu testerskim z firmą Allegro. Pozwól, że teraz jeszcze raz podziękuję Ci za tę możliwość, bo gdyby nie Twoje polecenie, nie miałbym okazji tam być.

Ludzie z Allegro poprosili mnie o przeprowadzenie funkcjonalnych testów eksploracyjnych na ich platformie sprzedażowej i przekazanie informacji. Już wcześniej wiedziałem, że z tego Serwisu da się korzystać, ale wiedziałem też, że zawsze można coś poprawić. Organizacją przedsięwzięcia, od strony merytorycznej i technicznej, zajęliśmy się wspólnie z moim współpracownikiem i przyjacielem Darkiem Drezno. Pod marką DREDAR staramy się pomagać twórcom oprogramowania uczynić je bardziej dostępnym, nie nadwyrężając przy tym budżetu.

Wysłaliśmy do Allegro wyniki testów, a potem pojechaliśmy do Warszawy z prezentacją. Skupiliśmy się na osobach z dysfunkcjami wzroku, statystykach dot. ilości osób słabowidzących i niewidomych, a także jakich technologii używają. Potem pokazałem, w jaki sposób osoba niewidoma korzysta z ich serwisu przy użyciu specjalistycznego oprogramowania. Przeszedłem przez cały proces zakupowy, wskazując utrudnienia na jakie się natknąłem. Potem jeszcze krótko pokazałem, jak to działa z poziomu iPhone'a, choć już bez wchodzenia w szczegóły i bez kupowania. Wydaje się, że dla osób biorących udział w hakatonie to, w jaki sposób posługuję się technologiami było interesujące i pozwoliło im zrozumieć odmienny sposób funkcjonowania osób niewidomych. Tutaj muszę podkreślić, że było to niezwykle fajne doświadczenie. Zespół IT w Allegro to otwarci i bardzo sympatyczni ludzie. Również osoba z działu HR, która organizowała i koordynowała ten projekt jest nie tylko bardzo kompetentną, ale też wrażliwą osobą. To co mi zaimponowało w dziale IT Allegro to fakt, że od razu zaczęli wprowadzać zmiany na podstawie tego, co zobaczyli. Już kilka dni później miałem okazję doświadczyć wprowadzonych zmian, które mocno poprawiły dostępność. Chcę w tym miejscu bardzo serdecznie za to podziękować.



Radek: A czym się zajmujesz oprócz badania dostępności?

Dawid: Kilka miesięcy temu zostałem Prezesem Międzynarodowej Fundacji Rozwoju Profesjonalnej Komunikacji Technicznej (angielski skrót to ITCQF), która mnie zatrudnia. Jest to dla mnie nowe wyzwanie, gdyż w pozytywnym sensie zmusza mnie do zgłębiania wiedzy w wyspecjalizowanych obszarach od strony twórcy, a nie jak dotąd użytkownika. O ile w Zarządach Fundacji zasiadam od ponad 10-ciu lat i, będąc z wykształcenia prawnikiem, rozumiem prawne podstawy funkcjonowania NGO, o tyle tworzenie komunikacji technicznej jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Uważam jednak, że Fundacja, której misją jest m.in. propagowanie i promowanie tworzenia profesjonalnej komunikacji technicznej ma wymiar nie tylko biznesowy, ale i społeczny. Cieszę się, że mam obecnie możliwość działania na styku biznesu związanego głównie z nowymi technologiami, jednocześnie przyczyniając się do lepszego korzystania z ich dobrodziejstw. Cały czas staram się zawodowo i społecznie przyczyniać do powstawania bardziej zrozumiałego i przyjaznego świata. Biorę udział w projektach na rzecz osób z niepełnosprawnością wzroku w obszarze szeroko rozumianej kultury. Przykładowo byłem ambasadorem projektu „Razem do kina”. Projekt prowadzony był przez Fundację Siódmy Zmysł, a jego celem było umożliwienie „oglądania” przez osoby niewidome filmów z audiodeskrypcją wraz z widzącymi przyjaciółmi. Również w tych działaniach najważniejsze jest właściwe przygotowanie „dokumentacji technicznej”, czyli tekstu opisującego co dzieje się na filmie. Oczywiście nazwanie audiodeskrypcji dokumentacją techniczną jest z mojej strony celową przesadą. Chcę tu jednak zwrócić uwagę na wagę profesjonalnego komunikatu.



Radek: Jakie dostrzegasz elementy wspólne w testowaniu i komunikacji technicznej?

Dawid: Wszystko zaczyna się dla mnie od sięgnięcia po instrukcję. Tutaj jednak potrzeba dobrego techwritera, który załączy sensowną dokumentację, w której napisze jak dany program czy urządzenie działa. Dla mnie jest to szczególnie ważne, gdyż poznaję świat bez użycia wzroku, czyli w pewnym sensie po kawałku. Kiedy jednak poskładam sobie te kawałki, to mam obraz całości. Do tego właśnie przydaje się dobra dokumentacja techniczna. Potem, mając już wiedzę co i jak zrobić, mogę przejść do testowania. Wiem wtedy, że jak coś nie działa, to nie dla tego, że ja nie wiem jak to działa. Oczywiście jak pewnie większość, często najpierw biorę program czy urządzenie, a dopiero napotykając problemy wspomagam się instrukcją. Uważam jednak, że bez niej często trudno byłoby mi ocenić gdzie tkwi problem. Ma to szczególne znaczenie w pracy testera dostępności, który powinien rozumieć jak działa dane oprogramowanie w połączeniu ze screenreader-em.



Radek: Czy i ewentualnie jak dbałość o technical writing może pomóc osobom o różnym spektrum niepełnosprawności?

Dawid: Trudno wypowiadać mi się za osoby z innymi niepełnosprawnościami niż dysfunkcja wzroku, dlatego pozwolę sobie ograniczyć się do tej grupy. Uważam, że profesjonalnie przygotowana dokumentacja techniczna jest nieocenioną pomocą. Wspomniałem już, że osoby niewidome poznają świat bardziej po kawałku. Dokumentacja, w której ktoś opisuje jak dany program czy urządzenie działa i do czego można go użyć, daje możliwość jego zrozumienia i zobaczenia całościowego obrazu. Myślę, że pisząc dokument techniczny ludzie często zapominają, że mają do czynienia z laikami w danej dziedzinie. Często nie uwzględniają, że inni mają problemy z percepcją wynikające czy z niepełnosprawności fizycznych, czy intelektualnych. Dlatego warto sięgać po dobre praktyki i standardy. Niewątpliwie błędnym przekonaniem jest, że osoby z niepełnosprawnością mogą bardzo niewiele. W mojej ocenie techwriterzy mają tutaj szerokie pole działania. Przykładowo w moim domu to głównie ja jestem odpowiedzialny za różne urządzenia techniczne. W większości przypadków czytam dokumentację do nich dołączoną. Potem nawet jeżeli nie mogę samodzielnie ich obsłużyć, bo nie są po prostu dla mnie dostępne, to i tak podpowiadam, a nawet wskazuję co i jak zrobić. Wniosek jest taki, że bez dobrej dokumentacji technicznej nie mógłbym być skuteczny, czy zawodowo, czy społecznie, a już na pewno moja skuteczność byłaby znacznie mniejsza.



Radek: Dziękuję za rozmowę.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lut 11, 2020 13:29 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Zawodem przyszłości jest... asystent osoby z niepełnosprawnością
Źródło: niepełnosprawni.pl 30.01.2020
Beata Dązbłaż

W wielu województwach zawód asystenta osoby z niepełnosprawnością znalazł się na liście zawodów, na które jest zapotrzebowanie w kształceniu branżowym – wynika z obwieszczenia Ministra Edukacji Narodowej o zawodach potrzebnych na rynku pracy.
Każdego roku, od dwóch lat, MEN ogłasza prognozę zapotrzebowania na zawody branżowe na krajowym rynku oraz w poszczególnych województwach. Celem jest wskazanie kierunku rozwoju oferty szkolnictwa branżowego w Polsce.
„Prognoza uwzględnia dane Instytutu Badań Edukacyjnych opracowane w szczególności na podstawie statystyki publicznej, danych z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Systemu Informacji Oświatowej. Ważną rolę odgrywają również opinie rad sektorowych do spraw kompetencji i Rady Programowej do spraw kompetencji, a także ministrów właściwych dla zawodów szkolnictwa branżowego” – wyjaśnia MEN.
Oznacza to w praktyce, że samorządy na 2021 r. otrzymają zwiększoną subwencję oświatową na szkoły kształcące w zawodach, na które prognozowane jest szczególne zapotrzebowanie na krajowym rynku pracy, wskazane w prognozie z 2020 r.

Asystent potrzebny

Obwieszczenie zawiera wykaz istotnych zawodów oraz zawodów o umiarkowanym zapotrzebowaniu. Wśród tych drugich zawód asystenta osoby niepełnosprawnej został wykazany w kilku województwach: lubelskim, mazowieckim, opolskim, podkarpackim, podlaskim, pomorskim, śląskim, świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim, wielkopolskim, zachodniopomorskim. W tych samych województwach zawodami o umiarkowanym zapotrzebowaniu okazały się: zawód opiekuna medycznego, opiekuna osoby starszej, opiekuna w domu pomocy społecznej, terapeuty zajęciowego.
Jak informuje MEN, zawody o szczególnym znaczeniu dla rozwoju państwa to: automatyk, elektromechanik, elektronik, elektryk, kierowca mechanik, mechanik-monter maszyn i urządzeń, mechatronik, murarz-tynkarz, operator maszyn i urządzeń do przetwórstwa tworzyw sztucznych, operator maszyn i urządzeń do robót ziemnych i drogowych, operator obrabiarek skrawających, ślusarz, technik automatyk, technik automatyk sterowania ruchem kolejowym, technik budowy dróg, technik elektroenergetyk transportu szynowego, technik elektronik, technik elektryk, technik energetyk, technik mechanik, technik mechatronik, technik programista, technik spawalnictwa, technik transportu kolejowego.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lut 11, 2020 13:33 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: portalsamorzadowy.pl 30.01.2020

- Społeczeństwo powinno przestać postrzegać osoby niepełnosprawne w kategoriach medycznych - powiedział pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych Paweł Wdówik. - Planuję także zmiany w obecnie obowiązujących programach wsparcia osób niepełnosprawnych, np. w opiece wytchnieniowej, usługach opiekuńczych czy asystencji osobistej - dodał.
Nowa ustawa dla osób z niepełnosprawnością i ujednolicenie systemu orzekania to główne kierunki działań, na które wskazał pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych Paweł Wdówik.
- Polityka państwa wobec osób niepełnosprawnych ma odpowiadać potrzebom osób z różnorakimi niepełnosprawnościami i być nastawiona na to, żeby czuły się obywatelami tej samej kategorii co wszyscy inni - mówi.
- Chciałbym, żeby programy były łatwiej dostępne i nie były powiązane z koniecznością uzyskania tzw. decyzji administracyjnych wydawanych przez samorządy - komentuje nowy rzecznik.

Jak pan zareagował na propozycję objęcia funkcji pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych?

Paweł Wdówik: Chciałbym zacząć od tego, że kiedy zostałem powołany na ten urząd, osoby niepełnosprawne z różnych organizacji kontaktowały się ze mną i mówiły, że to jest naprawdę dobra zmiana, bo po 30 latach na stanowisku pełnomocnika rządu pojawiła się osoba z niepełnosprawnością. To daje ludziom nadzieję. Jestem świadomy tego wyzwania. Nie jestem człowiekiem, który trafił na to stanowisko z klucza politycznego. Jestem tu ze względu na swoje wieloletnie zaangażowanie na rzecz równych praw osób z niepełnosprawnością.

Jak pan chce przełożyć swoje doświadczenie na pracę na tym stanowisku?

- Moim głównym celem jest stworzenie ustawy, która będzie obejmowała wszystkie obszary związane z życiem osób z niepełnosprawnościami. Chciałbym, żeby ta ustawa odzwierciedlała założenia Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, żeby dawała obywatelom z niepełnosprawnością prawo do pełnego udziału w życiu społecznym we wszystkich jego wymiarach. To jest ochrona zdrowia, transport, wypoczynek, edukacja - w tym system wsparcia dla szkół, dostęp do kultury i zatrudnienie. Zakładam, że w ciągu czterech lat uda się to osiągnąć. Obecnie funkcjonujemy w rzeczywistości wyznaczanej przez ustawę o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Ten akt prawny ogranicza osobę niepełnosprawną do roli świadczeniobiorcy potrzebującego rehabilitacji i ustawia szczyt jej możliwości na poziomie pracownika. A to nie jest prawda. Taka wizja osoby niepełnosprawnej jest archaiczna.

W informacjach na pana temat można przeczytać, że jest pan zwolennikiem amerykańskiej ustawy Americans with Disabilities Act (Ustawa o niepełnosprawnych Amerykanach) z 1990 r. Czy na niej chciałby się pan wzorować?

- Byłem w Stanach Zjednoczonych w czasie, kiedy prezydent George Bush podpisywał tę ustawę. Było to wielkie wydarzenie dla osób niepełnosprawnych w USA. Jak się pobędzie w Stanach przez dłuższy czas, to człowiek zaczyna odczuwać, na czym polega różnica w podejściu otoczenia, instytucji, osób pełnosprawnych do mnie - człowieka z niepełnosprawnością. Mogę podać przykład. Poszedłem kiedyś na pocztę, by wysłać list do rodziców. Nauczony polskim doświadczeniem podszedłem do okienka bez kolejki. Pani w okienku zwróciła uwagę, że do obsługi czeka jeszcze kilka osób. Odpowiedziałem, że przecież jestem niepełnosprawny, na co pani odparła: "Wszyscy to widzimy, ale jest pan takim samym obywatelem jak inni i nie widzę powodu, dla którego miałby pan być obsłużony w pierwszej kolejności". Była to dla mnie duża nauka. W Polsce taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

Chciałby pan być rzecznikiem osób niepełnosprawnych?

- Kiedy pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim jako kierownik biura do spraw osób niepełnosprawnych, zawsze podkreślałem, że nie jestem rzecznikiem osób niepełnosprawnych, tylko reprezentuję władze uczelni. Nie jestem przedstawicielem mniejszości czy większości, mnie umocował rektor. Tak samo myślę o swojej pracy tutaj. Mnie umocował tu premier, żebym stworzył pewną politykę państwa wobec osób niepełnosprawnych. Oczywiście ona ma odpowiadać potrzebom osób z różnorakimi niepełnosprawnościami i być nastawiona na to, żeby czuły się obywatelami tej samej kategorii co wszyscy inni.

W amerykańskiej ustawie jest mowa m.in. o darmowych urządzeniach pomocnych osobom z niepełnosprawnością słuchu, wzroku lub mowy. Chodzi m.in. o słuchawki, monitory z wideotekstem, urządzenia czytające. Czy udałoby się wprowadzić taki pomysł w Polsce?

- Z całą pewnością będzie to przedmiotem moich działań. Obecnie w ramach PFRON można się ubiegać jedynie o częściowe dofinansowanie takich sprzętów. Np. jeśli ktoś potrzebuje notatnika brajlowskiego, to musi zapłacić jakiś procent jego ceny. Takie notatniki kosztują w najprostszej wersji 10-12 tys. zł, a w lepszej ponad 20 tys. Zapłacenie nawet 10 proc. takiej kwoty to są istotne pieniądze. Ponadto przydział tych urządzeń pozostawia wiele do życzenia, bo co województwo, to inne kompetencje komisji przyznających ten sprzęt. Na pewno trzeba to zmienić.
Planuję także zmiany w obecnie obowiązujących programach wsparcia osób niepełnosprawnych, np. w opiece wytchnieniowej, usługach opiekuńczych czy asystencji osobistej. Chciałbym, żeby te programy były łatwiej dostępne i nie były powiązane z koniecznością uzyskania tzw. decyzji administracyjnych wydawanych przez samorządy. Obecnie jest tak, że jeśli jakiś samorząd nie realizuje danego programu, to osoba niepełnosprawna nie ma jak z niego skorzystać. To jest niesprawiedliwe. W przyszłym roku te programy będą w zupełnie innej wersji.

Czy także wzorem amerykańskiej ustawy chciałby pan wprowadzić instytucję rzecznika praw osób niepełnosprawnych, do którego te osoby mogłyby się zwracać z problemami dyskryminacji?

- W USA ten urząd nosi nazwę compliance officer. W Polsce nie ma takiej instytucji, ale definitywnie ona się pojawi. Myślę, że powinna być usytuowana np. przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. To nie mogę być personalnie ja, czyli pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych, ponieważ ja reprezentuję państwo i jestem stroną. Nie byłbym obiektywny w rozstrzyganiu, czy pewne rozwiązania są dyskryminujące, czy nie. Taka funkcja będzie ujęta właśnie w ramach nowej ustawy dotyczącej osób z niepełnosprawnością. Jednak zanim ta ustawa wejdzie w życie, potrzebne jest stworzenie spójnego systemu orzekania o niepełnosprawności.

To reforma, na którą osoby z niepełnosprawnościami czekają od wielu lat.

- To trudny temat, ale jego realizacja jest bardzo ważna. Mam nadzieję, że uda się to wdrożyć znacznie szybciej niż wspomnianą ustawę. To jest o tyle ważne, że ustawa o niepełnosprawności będzie de facto wdrożeniem zapisów konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Musimy zadbać o to, by orzecznictwo było zgodne z konwencją ONZ.

Czy zakłada pan sobie konkretne terminy na przyjęcie tych rozwiązań?

- Terminem na pewno jest obecna kadencja rządu. Natomiast ja codziennie jestem zaskakiwany ilością rzeczy, którymi muszę się zająć. To są bieżące sprawy, które wymagają moich decyzji. Poza tym chciałbym spotykać się z ludźmi. Dlatego w pierwszy i trzeci poniedziałek miesiąca będę pełnił dyżury dla interesantów. Każdy kto będzie chciał się ze mną spotkać, po wcześniejszym zapisaniu, będzie mógł to zrobić.
Tak jak już mówiłem, dla mnie najważniejsze jest opracowanie ustawy dotyczącej osób niepełnosprawnych, stworzenie systemu orzecznictwa, ale także prawo do życia osób niepełnosprawnych. Chodzi o zmianę przepisów dotyczących aborcji eugenicznej.

Nie boi się pan poruszać tego tematu?

- To jest oczywiste, że forsując takie rozwiązanie w tej chwili, przy takim poziomie wiedzy społeczeństwa o niepełnosprawności, będziemy tylko konfliktować. Najpierw musimy udowodnić, że dajemy wsparcie rodzinom, matkom, że kobieta i jej sytuacja nie jest nam obojętna. A potem możemy mówić o zmianach. Społeczeństwo boi się niepełnosprawności, choć według mnie jest sytuacją niedopuszczalną, że nawet wada wzroku może być powodem do przeprowadzenia aborcji. Mnie, jako osobę niewidomą, to osobiście obraża, bo jestem człowiekiem szczęśliwym, który spełnia się w życiu.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lut 11, 2020 13:34 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: przekroj.pl 02.02.2020

Kuba jest osobą niedosłyszącą. Edyta należy do społeczności głuchych. Natalia nie widzi od dziecka. Szymon porusza się na wózku. Wszyscy są ekspertami ds. osób z niepełnosprawnością w projekcie Kultura Wrażliwa. Projekcie wyjątkowym, bo jednym z niewielu tego typu, który, stawiając na dostępność dla osób niepełnosprawnych, konsultuje się przede wszystkim z samymi zainteresowanymi. Bo kto, jak nie osoba poruszająca się na wózku, lepiej stwierdzi, czy dana powierzchnia nadaje się do jazdy?
Kuba Studziński na co dzień jest lektorem Polskiego Języka Migowego, przewodnikiem w języku migowym po krakowskich muzeach i działaczem społecznym na rzecz głuchych. Mimo że jest osobą niedosłyszącą, bez problemu rozmawia po polsku, używając języka fonicznego. Dzięki Kubie mogę porozmawiać z Edytą Kozub – performerką Visual Vernacular, czyli migania pantomimicznego, montażystką filmową, lektorką PJM. A także aktywistką w środowisku głuchych. Kuba jest naszym tłumaczem.
Kiedy pytam o to, czy w Polsce kultura jest dostępna dla osób głuchych, Edyta odpowiada, że nie ma takiej dostępności w ogóle. „Nikt o tym nie myśli. W muzeum jedynie obejrzysz sobie eksponaty, nikt ci nic nie wyjaśni. Na spotkania związane ze sztuką Głusi nie przychodzą, bo jak nie ma tłumacza, to po co mają przychodzić?” – wyjaśnia.
Edyta mówi, że z chęcią częściej brałaby udział w różnych wydarzeniach kulturalnych, ale tylko na niewielu z nich zapewniony jest tłumacz. Jeden z dużych festiwali literackich miał zagwarantować takiego tłumacza na spotkanie z autorem, które miało docelowo trwać dwie godziny. Edyta spóźniła się na nie 30 minut. Tłumacza już nie było.
Natalia Kaczor z wykształcenia jest anglistką i tyflopedagożką, czyli osobą zajmującą się uczeniem dzieci z niepełnosprawnością wzrokową. Oprócz tego prowadzi warsztaty, w tym także muzyczne, bo sama jest skrzypaczką i flecistką. Wkrótce będzie nagrywać płytę. Jest współzałożycielką stowarzyszenia „Dobrze”, przeciwdziałającego wykluczeniu osób z niepełnosprawnościami. Rozwiązania, które podpowiada instytucjom w tym zakresie, może od razu przetestować sama jako użytkowniczka. Sama bowiem jest osobą niewidomą od urodzenia. Mimo to, do kina chodzi od dziecka. Jak była mała, rodzice po prostu opowiadali jej wszystko, co działo się na ekranie.
Kiedy dzisiaj planuje iść do kina i chce znaleźć na stronie internetowej zakładkę „repertuar”, syntezator mowy musi po kolei przeczytać etykiety wszystkich linków, które prowadzą do kolejnych podstron. Wiele z nich jest niezaetykietowanych. „W takiej sytuacji synteza mowy mówi po prostu »link«, »link«, »link«. I nie wiesz, w który kliknąć. A mogłaby powiedzieć »repertuar« albo »strona główna«” – wyjaśnia Natalia. Mimo że istnieją wytyczne WCAG 2.1, które mówią o tym, jak przystosować stronę internetową dla osób z niepełnosprawnością, w praktyce wiele stron jest nieczytelnych. Znalezienie wtedy cennika z biletami wcale nie jest takie proste.
Szymon Laciuga w projekcie Kultura Wrażliwa pracuje jako ekspert ds. dostępności dla osób z niepełnosprawnością ruchu. Bywa na różnych festiwalach muzycznych. Nie na wszystkich są dostępne toalety dla osób poruszających się na wózku. „Byłem na kilku festiwalach za granicą. Na jednym z nich przysługiwał mi nawet darmowy bilet, miałem miejsce w pierwszym rzędzie i asystenta, który co jakiś czas pytał mnie, czy wszystko jest w porządku. W Polsce czegoś takiego nie widzę” – mówi.
Czy teatr lub kino z założenia muszą wykluczać osoby niewidome lub głuche? Jak się okazuje – niekoniecznie. Odbiorca, który nie widzi, może usłyszeć dokładny opis tego, co się dzieje. Ten, który nie słyszy – może przeczytać napisy lub dostać tłumaczenie w PJM. Krakowski Teatr Słowackiego czy zakopiański Teatr Witkacego organizują już takie spektakle z napisami albo tłumaczeniem. Także opera krakowska wprowadziła napisy do arii operowych.
Innym udogodnieniem, stosowanym częściej podczas konferencji czy spotkań masowych, są napisy na żywo, czyli live subtitling. Respiker powtarza słowa mówcy, które wyświetlają się w formie napisów na ekranie. Respikerzy pracują często międzyjęzykowo. To duże ułatwienie nie tylko dla osób niesłyszących, ale także dla tych, którzy nie znają dobrze języka, w którym operuje mówca.
Coraz bardziej powszechna jest także audiodeskrypcja, czyli przełożenie treści wizualnych oraz dźwięków, które są niedostępne lub niezrozumiałe dla osób z niepełnosprawnością wzroku, na słowa. Anna Jankowska jest prezeską fundacji Siódmy Zmysł, która razem z kilkoma innymi partnerami stworzyła aplikację AudioMovie. „Można ją ściągnąć na telefon i odsłuchać audiodeskrypcji i wersji lektorskiej w kinie. Dzięki temu kino nie musi kupować zestawów słuchawkowych. Aplikacja automatycznie synchronizuje audiodeskrypcję i ścieżkę lektorską” – mówi Jankowska. Fundacja jest także każdego roku obecna z audiodeskrypcją i z audionapisami na kilku festiwalach filmowych. Na ten rodzaj dostępności otwierają się także teatry, opery i koncerty oraz muzea. W bezpłatnej formie dostępna jest aplikacja OpenArt, w której można odsłuchać audiodeskrypcji do dzieł z kilku polskich muzeów. To aplikacja stworzona z myślą o osobach niewidomych, a tak naprawdę przyda się także osobom, które mieszkają daleko od Krakowa czy Warszawy.
Oprócz inicjatyw ze stron samych instytucji kultury czy fundacji można zauważyć także pewne zmiany odgórne. Od trzech lat w Małopolsce prowadzony jest projekt Małopolska Kultura Wrażliwa, który powstał dzięki współpracy Małopolskiego Instytutu Kultury i Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. W ramach projektu, instytucje kultury znajdujące się pod kuratelą UMWM mają obowiązek rozwijania dostępności. Mogą zdobywać certyfikaty, konsultować planowane rozwiązania czy wystawy z ekspertami ds. niepełnosprawności i brać udział w szkoleniach. Jednym z wymogów projektu było także wyznaczenie koordynatora dostępności, czyli osoby odpowiedzialnej za kontakt z osobami z niepełnosprawnością.
„Koordynator dostępności powinien uczestniczyć w spotkaniach organizacyjnych w momencie, kiedy dyskutuje się nad koncepcją i aranżacją przestrzeni każdej nowej wystawy. Oprócz zaprojektowania wystawy, która będzie dostępna, warto też organizować ciekawe i dostępne wydarzenia towarzyszące. Na przykład oprowadzanie w PJM-ie lub z audiodeskrypcją. Dobrze też szukać rozwiązań, które pozwolą osobom z niepełnosprawnościami wzroku poznawać wybrane obiekty czy kopie eksponatów dotykiem” – mówi Olga Błaszczyńska, koordynatorka dostępności w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.
Basia Pasterak i Olga Curzydło pełnią analogiczną funkcję w Cricotece. Stojąc jeszcze w holu budynku, można sprawdzić dotykiem, jak wygląda budynek, w którym mieści się muzeum Kantora. Przy kasie bowiem znajduje się makieta budynku. Biały domek jest gładki, pozostała część w dotyku jest wyraźnie chropowata. Pod spodem, jakby na suficie czuć wyraźnie fakturę lustra.
Muzeum stawia na maksymalną dostępność. Na stronie internetowej Cricoteki znajduje się wiele plików w PJM. Jest opis dla osób z niepełnosprawnością wzroku, jak dotrzeć na miejsce. Można się także umówić na asystowanie w dotarciu do instytucji. Przy kasie znajduje się pętla indukcyjna. To mikrofon, który podbija głos mówiącego, a wycisza szum i dźwięki tła. Takiego samego mikrofonu używa przewodnik podczas oprowadzania po wystawie. Na plakacie z rozpiską spotkań na dany miesiąc, przy niektórych wydarzeniach widać dodatkowe oznaczenia – dzięki temu wiadomo, jakie wydarzenia będą dostępne dla osób z niepełnosprawnością i na czym ta dostępność będzie polegać.
W recepcji dodatkowo można wypożyczyć tablet, do którego wgrany jest przewodnik po wystawie w PJM, a także nagrania audiodeskrypcji obiektów prezentowanych na wystawie dla osób niewidomych. Osobno jest też wydrukowany opis wystawy stałej spisany alfabetem Braille’a. Dla niedowidzących położono kilka szkieł powiększających, które można wypożyczyć na czas zwiedzania.
W Cricotece znajdują się także kopie niektórych obiektów, wykonane specjalnie po to, żeby osoby niewidome mogły ich dotknąć. Oprócz tego – tyflografiki. Dotykam filcu – to włosy. Linia gładkiej taśmy prowadzi palce po zarysie sylwetki. Taśma chropowata pokazuje abstrakcyjne kształty. Wszystko przeniesione jest z płótna na karton, który można dotykać i wyobrazić sobie, co znajduje się na oryginalnym obrazie.
Większe instytucje wygrywają granty, mają ludzi, których mogą w ogóle wysłać na szkolenia, stać ich na wynajęcie tłumacza PJM. A organizatorzy małych lokalnych koncertów czy właściciele niedochodowych galerii? Jak mogą sprawić, że ich wydarzenie będzie bardziej dostępne?
„To może banał, ale najważniejszy jest brak lęku. Nie ma nic strasznego w kontakcie z osobą z niepełnosprawnością” – mówi Magda Urbańska, koordynatorka projektu Kultura Wrażliwa i zarazem organizatorka koncertu, który odbył się w grudniu i był jednocześnie jednym z pierwszych w pełni dostępnych.
Przykłady? „Najpierw zadbaj o jasną informację. Jeśli organizujesz np. koncert, to warto napisać, jak można na niego trafić. Podaj adres, najbliższy przystanek. Warto jeszcze szczegółowo opisać, jak wygląda droga od przystanku na miejsce wydarzenia. Przejdź ją samemu i napisz, że pomiędzy przystankiem a wejściem do instytucji jest 100 metrów, ale po 50 metrach są dwa schodki. Napisz, gdzie jest kasa, gdzie są toalety”– wyjaśnia Magda.
„Przejdź trasy festiwalowe z półprzymkniętymi oczami i zastanawiaj się po drodze, co ci może przeszkadzać. Taki opis ułatwi osobom z niepełnosprawnością dotarcie na miejsce. Pokaże też, że organizator dba o ich potrzeby i że dane miejsce jest otwarte na ich obecność. To są bardzo proste rzeczy, które nie wymagają żadnych nakładów finansowych” – dodaje organizatorka.
Na miejscu zadbaj też o przestrzeń. „Wszyscy myślą, że dostępność to tylko winda dla osób na wózkach. Ale czasami ważne są małe rzeczy: wystarczy coś przestawić, przesunąć lub zawiesić niżej. Na przykład przyklejając kartkę z programem lub z jakimiś ważnymi informacjami, należy pamiętać, żeby była ona na odpowiedniej wysokości – tak, żeby osoba na wózku też mogła ją zobaczyć. Pamiętaj nie tylko o osobach niewidzących, ale także niedowidzących. Jeśli masz schody – naklej na nich żółto-czarną taśmę. Jeśli masz przezroczyste szklane drzwi – oznacz je – wylicza na jednym wydechu Magda. Pisząc informację o wydarzeniu, pamiętaj też, że dla osób Głuchych język polski jest językiem obcym. Używaj prostego języka. Żadnych metafor ani zdań kilkukrotnie złożonych” – dodaje.
Poza tym, jeśli wydarzenie będzie dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, warto wysłać informację o nim na strony różnych fundacji i stowarzyszeń. To właśnie tam osoby głuche czy niewidome szukają informacji, bo jest to miejsce związane z ich środowiskiem.
Na końcu Magda jeszcze dodaje – „Moim marzeniem jest, aby w przyszłości nie trzeba było mówić, że dane wydarzenie jest dostępne. Że to nie będzie miało żadnego znaczenia. Obojętne czy jesteś Głuchy, niewidomy czy jedziesz na wózku – po prostu przychodzisz na wydarzenie i wiesz, że ono jest także dla Ciebie”.
Żeby bardziej współpracować z Głuchymi, krakowskie Muzeum Etnograficzne ogłosiło konkurs na własny znak migowy i włączyło do współpracy nad jego wymyślaniem środowisko Głuchych. Słowo „tradycja” to młynek zamigany obiema dłońmi przy głowie w tył. W polskim języku migowym czas przeszły lub przyszły oznacza się odpowiednio kierunkiem migania – do tyłu lub do przodu. Okazało się, że charakter muzeum najbardziej odzwierciedla „tradycja” migana w przód, co podkreśla też istotę współczesnych badań etnograficznych. Tak więc z połączenia dwóch znaków migowych – słowa „tradycja” miganego w przód i literki „E” – muzeum dorobiło się własnego znaku migowego. Oprócz tego muzeum prowadzi warsztaty, na które zaprasza osoby Głuche. Żeby do nich dotrzeć, umieszcza filmiki w PJM-ie, zapewnia tłumaczy na spotkania. Dzięki temu na rodzinnych warsztatach zaczęły pojawiać się także osoby Głuche.
W Polsce jednak osoba Głucha wciąż musi liczyć na to, że organizator zapewni jej tłumacza. A warto, by wziąć przykład ze Słowenii. „Tam każdy Głuchy ma przydzieloną od państwa pewną pulę godzin do wykorzystania w ciągu roku, kiedy może skorzystać z tłumacza języka migowego. Sam wybiera, czy wykorzysta tę możliwość u lekarza, czy na wykładzie o sztuce” – dodaje Edyta.
Po czym opowiada, jak podczas podróży po Francji, weszła do lokalnego muzeum w małym miasteczku. Grupa, do której dołączyła, składała się z Francuzów i kilku innych obcokrajowców nieznających francuskiego. Przewodniczka, która oprowadzała po wystawie, najpierw mówiła wszystko w swoim ojczystym języku, potem po angielsku, a następnie – wiedząc, że są w grupie także osoby głuche – pisała na kartkach. Bo jak się okazuje, dostępność to przede wszystkim otwarta głowa i drugi człowiek.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lut 11, 2020 13:35 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Niezwykłe życie niewidomej 84-letniej nauczycielki
Źródło: trójmiasto.pl 09.02.2020

Uczy dzieci obsługi komputera, pływa w rejsy morskie, fascynują ją nowe technologie, wydała autobiografię, a ostatnio marzy o podróży do Australii - aż trudno uwierzyć, że Helena Urbaniak ma 84 lata a od przeszło 60 jest osobą niewidomą. - Póki głowa pracuje, chcę być aktywna – przekonuje.
O Helenie Urbaniak pierwszy raz słyszę, gdy odczytuję e-maila, który przyszedł na redakcyjną skrzynkę pocztową. Ktoś zachęca do zainteresowania się historią nauczycielki z Gdyni, która właśnie wydała książkę. Składa się idealnie, bo zaledwie dwa dni później autorka zaprasza na spotkanie literackie, w czasie którego opowie o swojej autobiografii.

Iskierki w mroku gdyńskiej biblioteki

Ten wieczór ma w sobie coś magicznego. Na dworze deszcz i plucha, a z ukrytej pomiędzy blokami biblioteki na gdyńskiej Chyloni na ulicę sączy się ciepłe światło. Przez duże parterowe okna dostrzegam panią Helenę. Siedzi na środku w dużym fotelu i delikatnie się uśmiecha. Na widowni złożonej z rozstawionych krzeseł powoli zbierają się ludzie. Są znajomi, współpracownicy, ale też zupełnie obcy mieszkańcy dzielnicy, których zachęcił ciekawy życiorys autorki.
Kiedy zaczynamy, gasną światła. Pozostają tylko świece i delikatne lampki. Atmosfera idealnie komponuje się z tytułem książki - "Iskierki w mroku". Jedna z nauczycielek współpracujących z panią Heleną zaczyna odczytywać fragmenty książki. Ktoś inny przez cały czas delikatnie przygrywa na gitarze. Jest nastrojowo, sentymentalnie i... bardzo optymistycznie, choć duża część życia głównej bohaterki tego wieczoru z optymizmem nie ma nic wspólnego. Na kartach książki opisane jest dzieciństwo często naznaczone biedą, traumatyczne pobyty w ośrodkach opiekuńczych i przenikliwa samotność, towarzysząca gdyniance przez dużą część pozbawionego kolorów życia. Pani Helena kłopoty ze wzrokiem miała już od urodzenia. Kiedy w dzieciństwie została uderzona w głowę, pogorszyło się - powstał wówczas zanik nerwu wzrokowego. Całkowicie przestała widzieć, mając 20 lat. Jednak, jak sama twierdzi, to ostatnie lata, a nie te, gdy widziała, są najszczęśliwszymi w jej życiu. - Przeżywam teraz taki prawdziwie rozsłoneczniony czas - mówi.
Porozmawiać dłużej miałyśmy po wieczorku literackim, ale po części oficjalnej do autorki po swój egzemplarz z podpisem ustawia się z gratulacjami tak długa kolejka, że zgodnie postanawiamy umówić się kolejny raz na inny dzień. W międzyczasie czytam "Iskierki mroku". Kilka tygodni później odwiedzam panią Helenę w domu.

Braille i komputery
W Gdyńskiej Szkole Społecznej uczy od 20 lat. W gronie jej uczniów są zarówno dzieci z zerówki, jak i nastoletni ósmoklasiści. Wszystkie lekcje są indywidualne, a wśród prowadzonych przez Helenę Urbaniak są zajęcia z alfabetu Braille'a oraz posługiwania się komputerem. - Oczywiście wszystkie dzieci wolą zajęcia komputerowe - zaznacza. W czasie lekcji uczniowie nie używają myszki, a jedynie skrótów klawiaturowych lub czytników ekranu, które mową przekazują to, co znajduje się na ekranie. Uczą się, jak obsługując klawiaturę, korzystać ze wszystkich palców jednocześnie. Dzięki temu pisanie idzie szybciej.
Poza tym pani Helena pomiędzy lekcjami stara się pokazywać dzieciom, jak wykonywać czynności dnia codziennego. Wszystko oczywiście za pomocą technologii. Na przykład: przygotowywać herbatę można, nakładając na szklankę specjalne wąsy - gdy ciecz dojdzie do ich poziomu, urządzenie zaczyna piszczeć, informując tym samym o odpowiednim poziomie płynu. To udogodnienia, które potrafią znacząco podnieść komfort życia osoby niewidomej, a pani Helena bardzo chętnie dzieli się swoimi odkryciami. Uczniowie sami chętnie o nie dopytują, a młodsze niewidome dzieci w czasie przerw często chowają się w gabinecie nauczycielki, bo czują się tam bezpieczniej niż na gwarnych korytarzach. - Karierę nauczycielki rozpoczęłam późno. A było tak: dostałam kiedyś szansę, żeby jechać na kurs instruktażu Braille'a. Po co, myślałam sobie. Byłam już po 60, Braille'a znam, a papier do niczego nie był mi potrzebny. W końcu jednak dałam się namówić. Kurs trwał trzy tygodnie i zakończył się otrzymaniem dyplomu oraz odbytą praktyką. Teraz myślę sobie, że tak właśnie miało być, bo krótko po jego ukończeniu dostałam telefon, że w Gdyńskiej Szkole Społecznej poszukiwany jest nauczyciel dzieci niewidomych i niedowidzących. Dostałam tę pracę i tak w to wsiąkłam, że uczę do dzisiaj. Nawet nie wiem, kiedy minęło te 20 lat - opowiada nauczycielka. Do szkoły od samego początku dojeżdża taksówką. Zna w zasadzie wszystkich kierowców ze swojej korporacji. Zawsze przychodzą po nią pod drzwi, a potem odprowadzają pod samą szkołę. Od kiedy dowiedzieli się, że ich stała klientka wydała książkę, pani Helena zawsze wozi ze sobą przynajmniej jeden egzemplarz do rozdania. - Skąd we mnie taka witalność? To się ma w sobie - odpowiada dziarsko na moje pytanie. - Ja po prostu muszę być aktywna. Nie wyobrażam sobie bezczynnego siedzenia w domu. Rzadko włączam telewizję. Kupuję za to sporo gadżetów, bo jestem zwariowana na punkcie nowych technologii. Mój mózg, mimo wieku, garnie się do nich. Mam na przykład udźwiękowionego iPhona, tester kolorów, dzięki któremu mogę się harmonijnie ubrać... - wylicza pani Helena. - Chce pani zobaczyć, jak to działa?

Ukochane technologie

Oczywiście, że chcę, więc gospodyni podchodzi do szafki i zaczyna szukać. Widać, że doskonale wie, co gdzie leży. W końcu wyciąga kartonowe pudełeczko, a z niego tajemniczy sprzęt, trochę podobny do dyktafonu. Przykłada jedną końcówkę do spódnicy. "Szaro-czarny" - ogłasza urządzenie.
- No nie powiedziałabym, ale blisko - komentuje z lekką dezaprobatą pani Helena.
Urządzenie informuje nas jeszcze o godzinie i wraca do pudełka. Idziemy dalej. Siadamy przy komputerze pani Heleny - laptop wizualnie nie różni się niczym od standardowego. Dopiero po przyjrzeniu się klawiaturze, na dwóch klawiszach widać malutkie wypukłe naklejki. Pomagają seniorce sprawnie odnajdywać wybrane litery i ułatwiają dłoniom nawigację po klawiaturze. W międzyczasie komputer głosowo zadaje pytania o kolejne wybory akcji. Pani Helena pokazuje zawartość poszczególnych folderów zapisanych na pulpicie, po których nadzwyczaj sprawnie się porusza. Jest m.in. elektroniczna wersja jej książki, a poza tym inne, które odsłuchuje. Ponadto poczta, muzyka, a nawet komunikator What's up.
W końcu otwiera program do edycji tekstu. "Mam dziś bardzo miłego gościa" - pisze bezbłędnie na klawiaturze. Równie sprawnie porusza się w obsłudze smartfona. Bynajmniej nie jest to żaden prosty model z dużymi przyciskami dostosowanymi do starszych osób, a nowoczesny iPhone. Gospodyni pokazuje też urządzenie, które pozwala pisać Braille'em, a potem automatycznie przekształca słowa w normalny tekst, umożliwiając zgranie ich na telefon czy komputer.

- Ale ja wolę pisać normalnie, na klawiaturze - zaznacza gospodyni. - Gdy już siadam do komputera i kładę ręce na klawiaturze, to myśli płyną mi w takim tempie, że nie jestem w stanie nadążyć przelewać. Przy tabliczce brajlowskiej tak się nie dzieje, ale gdy usiądę do ukochanej elektroniki - zawsze! W ogóle wszystko przy komputerze idzie mi sprawniej, a kiedy nie ma internetu, to mam wrażenie, jakby się świat oddalił.
Wracamy do stolika, a pani Helena słusznie zauważa, że mocno razi dziś słońce. Zgaduję, że wie o tym, bo odczuwa ciepło na twarzy. Szybko jednak wyprowadza mnie z błędu.
- Ja nie mam poczucia światła, ale odczuwam refleksy - wyjaśnia. I opowiada:
- Nigdy nie widziałam mojego mieszkania. Od kiedy tu mieszkam, jestem niewidoma. Wiem jednak, że za mną są wiszące szafki. W lewej ich części są talerze. Widzę to oczyma wyobraźni. Tak samo to, co za oknem. Widzę wyraźnie kościół na górce, bloki, samochody jadące ulicą. Ktoś lata temu mi to opowiedział, a ja tyle razy to sobie wyobrażałam, że dziś mam ten obraz już zapisany w głowie. Ale kiedy wejdę do nieznanego pomieszczenia, to jest pustka. Czuję się zdezorientowana i zagubiona. Jeśli mi ktoś objaśni ten pokój, znowu zaczynam widzieć. Zawsze zresztą o to proszę, gdy odwiedzam nowe pomieszczenie. Kiedy wchodzę do kawiarni, muszę wiedzieć, jak wygląda. Gdzie wiszą lampy, jakie obicia mają meble, jak duża jest lada. Ktoś, kto nie widzi od urodzenia, tego nie potrzebuje. Takie osoby nie mają oglądu świata, nie wiedzą, co to kolor ani światło. To dla nich tylko słowa, bo obrazu nie da się wytłumaczyć. Myślę, że ich świat jest prostszy, ale uboższy.

Docenić życie

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia pani Helena celebrowała premierę swojej książki. Autobiografia nauczycielki ujrzała światło dzienne dzięki hojności darczyńców - inicjatorem internetowej zbiórki była szkoła, w której pracuje seniorka. Autorka, w geście podziękowania, postanowiła natomiast książki nie sprzedawać, a rozdawać. Wyjątek zrobiła w czasie szkolnej akcji - w ciągu zaledwie dwóch godzin ze sprzedaży autobiografii udało się zebrać 700 złotych na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
- Napisałam tę książkę, by ludzie nie popełniali moich błędów, ale także, by docenili życie, które wiodą - tłumaczy Helena Urbaniak. - Spotykam się z bardzo pozytywnym odbiorem, choć podobno czytelnicy ronią łzy przy niektórych rozdziałach. Zresztą mam już materiały na następną książkę. Nie wiem jeszcze, jak ją wydam, bo własnych funduszy nie mam, a drugi raz od ludzi brać to wstyd.

Plany pani Heleny na przyszłość? Z pewnością nie przypominają tradycyjnych marzeń 84-latki.

- Póki co w tym roku wybiorę się w rejs po Bałtyku. W ramach specjalnego projektu połowa załogi składać się będzie z osób widzących, a druga - z niewidzących. Wszyscy muszą pracować na statku, choć liczę, że może ze względu na wiek będę miała taryfę ulgową i wystąpię raczej w charakterze maskotki (śmiech). Już zbieram pieniądze. Posiadam jeszcze różne inne marzenia. Chciałabym polecieć do Australii. Mam tu u siebie taką maskotkę koali. Ona na pewno mnie tam kiedyś zaprowadzi.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lut 14, 2020 13:58 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Nasi Czytelnicy o komisjach orzeczniczych: Nie komisja, a jeden lekarz orzecznik [INFOGRAFIKA]
Źródło: niepełnosprawni.pl 11.02.2020
Beata Dązbłaż

W naszej sondzie na portalu Niepelnosprawni.pl zadaliśmy pytanie: „Co zapamiętałeś z ostatniej komisji orzekającej o niepełnosprawności – Twojej lub Twojego dziecka?”. Najwięcej osób, prawie 22 proc. respondentów, wskazało na odpowiedź „To nie była komisja, a tylko jeden lekarz orzecznik”.
Na drugim miejscu najpopularniejszych odpowiedzi uplasowała się ta bardzo pozytywna: Wszystko było w porządku – 18,7 proc. osób odpowiedziało w ten sposób.
Za cudownie uzdrowionych uznało się 15,8 proc. stających na komisji orzeczniczej.
14,1 proc. respondentów wskazało, że lekarz był niewłaściwej specjalizacji i nie miał kompetencji.
9,7 proc. udzielających odpowiedzi zaznaczyło, że lekarz w ogóle ich nie badał, a 7,1 proc. odczuło brak empatii/szacunku ze strony medyka. Brak kultury lekarza zauważyło 6,3 proc. biorących udział w sondzie.
2,2 proc. respondentów czuło się w pełni profesjonalnie obsłużonych, 2 proc. uznało, że na komisji doświadczyli wysokiego poziomu kompetencji, a 1,2 proc. wysokiego poziomu empatii.
Chaos organizacyjny podkreślił 1 proc. ankietowanych.
W sondzie udział wzięło 411 osób.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lut 14, 2020 13:59 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Uczelnie mogą starać się o środki na zwiększenie dostępności
Źródło: niepełnosprawni.pl 13.02.2020
PAP

150 milionów zł mogą uzyskać z NCBR uczelnie na dostosowanie oferty do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Wnioski w konkursie „Uczelnia dostępna” można składać od 16 marca do 8 maja.
II edycję konkursu „Uczelnia dostępna”, finansowanego z Funduszy Europejskich - Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER), ogłosiło w czwartek, 13 lutego, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Konkurs realizowany jest w ramach rządowego Programu „Dostępność Plus”.
Celem konkursu jest dostosowanie kolejnych uczelni do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
„Wśród społeczności uczelnianej funkcjonuje ponad 20 tysięcy osób z niepełnosprawnościami. Uwzględniamy potencjał naukowy tych osób, wspierając je w odnoszeniu sukcesów w świecie akademickim. Konsekwentnie od lat likwidujemy bariery, zarówno architektoniczne jak i społeczne, wprowadzając pożądane rozwiązania m.in. dzięki realizacji konkursu Uczelnia dostępna” – mówi wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, cytowany w komunikacie NCBR.
„Dzięki przekazanym środkom możliwe będzie wprowadzenie zmian organizacyjnych na uczelniach oraz podniesienie świadomości i kompetencji kadry, co przełoży się na zwiększenie dostępności oferty edukacyjnej dla osób z niepełnosprawnościami. Konkurs jest finansowany z Funduszy Europejskich - Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER)” – napisano w komunikacie.
- Nie tylko wspieramy uczelnie w poszukiwaniach kolejnych, coraz bardziej innowacyjnych rozwiązań dla zwiększania dostępności. Realizacja konkursu to również korzyści długoterminowe – jeśli stworzymy osobom z niepełnosprawnościami możliwość rozwoju, to dajemy jednocześnie polskiej nauce i gospodarce szanse na innowatorów z unikalnym doświadczeniem i zdolnościami – podkreśla zastępca dyrektora NCBR, Izabela Żmudka.
Nabór wniosków w konkursie rozpocznie się 16 marca i potrwa do 8 maja 2020 r. (do godz. 14:00).

Budżet 150 mln zł

Budżet II edycji „Uczelni dostępnej” wynosi 150 mln zł. O dofinansowanie w wysokości nawet do 15 mln zł mogą się ubiegać uczelnie publiczne i niepubliczne, niezależnie od liczby kształconych w nich studentów. W konkursie nie mogą brać udziału ośrodki akademickie, którym przyznano dofinansowanie w I edycji.
Zgłaszane do konkursu projekty mogą dotyczyć działań na rzecz dostępności komunikacyjnej, administrowanych stron internetowych, narzędzi informatycznych, modyfikacji programów oraz procedur kształcenia, a także dostępności architektonicznej. W realizacji projektów uczelnie będą współpracowały z organizacjami pozarządowymi, podmiotami działającymi na rzecz likwidacji barier w dostępie do kształcenia na poziomie wyższym lub osobami z niepełnosprawnościami zajmującymi się aktywnie tematyką dostępności.
Konkurs, podobnie jak w pierwszej edycji, przebiega w trzech modelach – ścieżce mini, midi i maxi. Działania, jakie wnioskodawca może przewidzieć w projekcie, zależą od ścieżki, którą wybierze. Od wybranej opcji zależy też maksymalna kwota, o jaką może się starać.
Ścieżka mini pozwala rozpocząć podstawowe działania, zmierzające do tworzenia uczelni „dostępnej dla wszystkich”. Przykładowe działania w tym zakresie mogą obejmować np. zatrudnienie pełnomocnika rektora ds. osób z niepełnosprawnościami lub utworzenie stanowiska ds. dostępności uczelni, podnoszenie kompetencji kadr uczelni poprzez udział w krajowych konferencjach związanych z dostępnością.
Ścieżka midi ma zapewnić znaczny wzrost dostępności dla osób z niepełnosprawnościami poprzez zwiększenie dostępności wewnętrznych procesów, zwłaszcza rekrutacji, kształcenia i działalności naukowej. Ma też zapewnić upowszechnienie rozwiązań zapewniających dostępność w jednostkach organizacyjnych.
Przykładowe działania w ramach tej ścieżki to wdrażanie dostosowanych form zajęć sportowych i szkolenie osób odpowiedzialnych za prowadzenie takich zajęć, zatrudnienie doradców edukacyjnych/konsultantów, dodatkowe wynagrodzenia dla lektorów języków obcych, autorów zajęć sportowych, psychologów zajmujących się wsparciem zdrowia psychicznego.

Dla kogo ścieżka maxi

Ścieżka maxi przeznaczona jest dla uczelni wiodących we wdrażaniu idei dostępności. W ramach projektów realizowanych w ramach ścieżki maxi oczekuje się autorskich rozwiązań, prowadzących do zwiększania dostępności uczelni i jej otoczenia. Rozwiązania te mogą się opierać o wnioski z dotychczasowej działalności, np. poprzez rozszerzenie wsparcia o nowe grupy interesariuszy, opracowanie nowych lub poszerzenie zakresu już istniejących usług specjalistycznych, utworzenie think tanków do pracy nad nowymi narzędziami, pozwalającymi zwiększyć dostępność uczelni i jej otoczenia.
O wsparcie w ramach ścieżki maxi może się starać jedynie ta uczelnia, w której jednostka ds. dostępności funkcjonuje co najmniej od 5 lat i studiuje na niej przynajmniej 150 osób z niepełnosprawnościami.
Regulamin konkursu dostępny jest na stronie NCBR.
W ramach I edycji konkursu do dofinansowania wybrano 85 projektów, które uzyskały w sumie ponad 300 mln zł.
- Duże zainteresowanie poprzednią edycją konkursu świadczy o tym, że oferta skrojona jest do potrzeb uczelni i studentów. Ułatwienia zapewniające osobom z niepełnosprawnościami możliwość studiowania są niezbędne, a potrzeby są nadal olbrzymie. Dlatego kontynuujemy nasze działania na rzecz dostępności i ogłaszamy nowy konkurs. Dofinansowanie ze środków europejskich pomoże kolejnym szkołom wyższym w tworzeniu rozwiązań gwarantujących pełną dostępność kształcenia – podkreśla minister funduszy i polityki regionalnej, Małgorzata Jarosińska-Jedynak.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lut 14, 2020 14:00 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Usługa asystenta. Jak to działa w Norwegii?
Źródło: niepełnosprawni.pl 11.02.2020
Ilona Berezowska

Od niedawna w Polsce dostępna jest usługa asystenta osobistego osoby z niepełnosprawnością. Na razie trochę testowo i na niewielką skalę, już jednak odczuwalne są związane z nią problemy. W Norwegii asystenci działają od lat 90. Jak się okazuje, nie bez kłopotów. Według danych Statistisk sentralbyrå (odpowiednik polskiego GUS-u), w Norwegii tylko 43,8 proc. osób z niepełnosprawnością jest zatrudnionych w jakiejkolwiek formie. Dla porównania, wśród imigrantów odsetek zatrudnionych sięga 67 proc. Z renty w zeszłym roku utrzymywało się prawie 350 tys. osób. Tymczasem stopa norweskiego bezrobocia wynosi 4 proc. i brakuje rąk do pracy.
Zachętą dla Norwegów z niepełnosprawnością ma być wsparcie w dostępie do edukacji i rynku pracy. Od lat 90., z myślą o niezależnym funkcjonowaniu osób z niepełnosprawnościami na norweskim rynku obecna, realizowana jest usługa asystentów. Jednak mimo długiej historii tej usługi, nie wszystkie problemy z nią związane zostały rozwiązane.

Studenci i gospodynie domowe

Nadal trwa dyskusja i wciąż widoczne są różnice w podejściu do niezależności beneficjentów usług pomiędzy miastami a państwem. Samorządy i miasta bardziej skłonne są kontrolować wykonywanie usługi, co jest związane z koniecznością optymalizacji kosztów.
Z budżetu miejskiego finansowani są asystenci osobiści. Z budżetu krajowego – asystenci funkcjonalni, którzy mają pełnić zadania związane wyłącznie z pracą osoby z niepełnosprawnością. Niestety, nie jest to usługa powszechna. W 2018 r. skorzystało z niej zaledwie 270 osób. Problemów nie brakuje również w obszarze „tradycyjnej” usługi asystenta osobistego.
- Asystentami zostają przede wszystkim studenci i gospodynie domowe, które czują potrzebę pomagania innym. To zazwyczaj praca dodatkowa i nie trwa zbyt długo. Nie jest zbyt atrakcyjna, a do tego potrafi być naprawdę ciężka – mówi prof. Ingrid Guldvik z Inland Norway University of Applied Science, którego przedstawiciele odwiedzili niedawno Uniwersytet Warszawski i prezentowali rozwiązania w zakresie zapewnienia niezależności osobom z niepełnosprawnościami.

Elastyczne godziny pracy

Słowa prof. Guldvik potwierdza Ane Norum Kvistad, która wykonuje zawód asystentki.
- Rozpoczęcie studiów wiązało się z wyjazdem do dużego miasta. Szukałam dla siebie pracy i znalazłam ogłoszenie w internecie, że Kristine, osoba z niepełnosprawnością, szuka asystenta. Pomyślałam, że to coś dla mnie. Spotkałyśmy się podczas rozmowy o pracę i tak to się zaczęło – opowiada Ane.
Funkcję asystenta pełni od dwóch lat. O przyjęciu posady zdecydowały przede wszystkim elastyczne godziny pracy, które można było pogodzić ze studiami.
- Jednego dnia pracuję dwie godziny, potem na przykład w co drugą niedzielę. To lepsze niż praca w sklepie, gdzie musiałabym być cały dzień, chociaż w sklepie również pracuję w określone dni – zaznacza Ane.

Asystent to nie opiekun

Do wykonywania pracy jako asystent Ane nie potrzebowała żadnego doświadczenia ani szkolenia.
- W tym zawodzie nie ma szkoleń ogólnych – mówi prof. Guldvik. – Przygotowaniem chętnych do pracy zajmują się ci, którzy potrzebują asystenta. To oni najlepiej znają swoje potrzeby, więc przekazują o nich wiedzę. Trzeba zaznaczyć, że to nie jest specjalistyczna opieka ani tzw. opieka domowa. Osobisty asystent to zupełnie inny typ usługi.
Ane Norum Kvistad nie ma z góry określonych obowiązków. Każdego dnia omawia z Kristine plan pracy.
- Ustalamy, co będziemy robić i ile godzin to potrwa – opisuje Ane. – Mogę na przykład kupować jedzenie dla psa, wychodzić z nim na spacer, asystować na spotkaniach. Ja po prostu jestem w pobliżu i mogę pomóc. Dużo ze sobą rozmawiałyśmy i chyba dokładnie wiemy, co jest potrzebne, jakie są nasze wzajemne oczekiwania. Kristine pyta, czy mogę coś zrobić, a ja odpowiadam, że tak, bo też nigdy nie poprosiła mnie o coś, czego nie mogłabym wykonać.
Chociaż Ane nazywa Kristine swoim szefem, to tak naprawdę jej pracodawcą jest organizacja ULOBA, która zatrudnia kilka tysięcy asystentów, rozliczając ich z przepracowanego czasu i wypłacając im pensję. Gdy Ane pracuje w weekendy, może zarobić nawet 300 koron na godzinę (czyli ok. 126 zł). W dni powszechne godzinowa stawka bazowa wynosi, w przeliczeniu, 76 zł. Możliwe są do niej różne dodatki.
- To dla mnie dużo – podkreśla Ane. – Z Kristine dobrze się pracuje, ponieważ ustalamy z góry, ile godzin w danym miesiącu mogę i chcę przepracować. To pozwala mi również przewidzieć zarobki. Normalny dzień pracy wynosi 8 godzin z 30-minutową przerwą. Gdy wyjeżdżam z Kristine, zgodnie z przepisami mogę pracować maksymalnie 16 godzin dziennie. W czasie podróży również mamy plan pracy. Pracuje się więc komfortowo.

Samotność asystenta

Ane jest zadowolona i z pracy, i ze swojej „szefowej”, ale nie zamierza wiązać swojej kariery zawodowej z asystowaniem osobom z niepełnosprawnością. Po studiach zostanie nauczycielką.
- To zupełnie normalne – tłumaczy. – Studenci chętnie wykonują tę pracę, ale potem kończą studia i zaczynają nową pracę. Ja np. po studiach mogę wyjechać do innego miasta albo zrobić jeszcze coś innego.
Prof. Ingrid Guldvik obserwuje jednak, że norwescy asystenci są w swojej pracy samotni. Nie mają grup wsparcia, a cały dzień spędzają ze swoim „szefem”. Ane jednak taki układ nie przeszkadza.
- Asystowanie powoduje, że nie ma się zbyt wielu przyjaciół w pracy – mówi. – Pracuje się z jedną osobą, dlatego nie mogłabym tego wykonywać codziennie, przez cały dzień, przez wiele lat. Nie wykluczam jednak, że łączenie pracy nauczyciela i poświęcanie jednego dnia na asystowanie byłoby możliwe.

Droga usługa

Taki elastyczny plan pracy jest w Norwegii możliwy, ponieważ jedna osoba z niepełnosprawnością może mieć kilku asystentów. Obciążenie pracą nie musi więc być trudne do pogodzenia z innymi obowiązkami. Dostęp do asystentów nie otwiera jednak wszystkich drzwi.
- W Norwegii, tak jak w wielu innych miejscach, osoby z niepełnosprawnościami walczą o swoje prawa – tłumaczy prof. Ingrid Guldvik. – I niestety przed nimi jeszcze długa droga do zrównania praw w społeczeństwie. Do pewnego stopnia na przeszkodzie stoi mentalność. Inną przyczyną jest ograniczony budżet, w którym potrzeby osób z niepełnosprawnościami nie zawsze mają wysoki priorytet. Czasami w miejskim budżecie trzeba znaleźć równowagę pomiędzy potrzebami dzieci, osób starszych i osób z niepełnosprawnościami.
Prof. Guldvik nie patrzy optymistycznie w przyszłość. W swojej pracy naukowej przeanalizowała sytuację w sąsiedniej Szwecji, gdzie system asystentów był finansowany przez państwo.
- Teraz od tego odchodzą – podkreśla. – Tam też doszli do wniosku, że to droga usługa i próbują znaleźć jakieś rozwiązanie.
W Polsce usługa asystenta osobistego osoby z niepełnosprawnością została wprowadzona w ostatnim kwartale 2019 r. Jednej osobie przysługuje maksymalnie 30 godzin miesięcznie usług asystenta osobistego. W Norwegii to ok. 37,5 godzin w tygodniu (średnia na osobę korzystającą z asystentów – według badań z 2016 r.).

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lut 14, 2020 16:31 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna 2020-02-13
Michalina Topolewska, oprac.: GR

Do końca stycznia br. ZUS oraz inne organy emerytalno-rentowe wydały 464,4 tys. decyzji w sprawie świadczenia uzupełniającego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji. Przyznanych zostało 400,7 tys. świadczeń – donosi Dziennik Gazeta Prawna.
Tak wynika z najnowszych danych przekazanych przez ZUS na temat tzw. 500+ dla osób niepełnosprawnych. To nowe świadczenie, które obowiązuje od 1 października 2019 r. Co do zasady przysługuje pełnoletnim osobom posiadającym orzeczenie wskazujące na niezdolność do samodzielnej egzystencji oraz spełniającym kryterium dochodowe. Wynosi ono 1600 zł, a wliczane są do niego świadczenia pieniężne finansowane ze środków publicznych – głównie emerytury i renty oraz kwota samego świadczenia uzupełniającego. W efekcie pełną kwotę wsparcia, czyli 500 zł, otrzymują osoby, których wspomniane dochody nie przekraczają 1100 zł. Pozostałym osobom świadczenie jest wypłacane jako różnica między wysokością progu a ich emeryturą lub rentą.
Zgodnie z przepisami o przyznanie świadczenia można ubiegać się w ZUS, KRUS, zakładzie emerytalnym MSWiA, wojskowych biurach emerytalnych oraz biurze emerytalnym Służby Więziennej.
Okazuje się, że od września 2019 r., kiedy ruszyła akcja składania wniosków, do końca stycznia br. łącznie wpłynęło ich 725,9 tys. Na razie ich liczba jest mniejsza od szacowanej przez rząd, który spodziewał się, że będzie to ok. 850 tys. Najwięcej wniosków, bo 501,4 tys., trafiło do ZUS, 222,4 tys. przyjął KRUS, a pozostałe – inne organy emerytalno-rentowe.
Większość osób starających się o 500+ stanowią kobiety. Złożyły one 64 proc. wniosków. Z kolei w podziale uwzględniającym strukturę wiekową osób ubiegających się o wsparcie najwięcej (41 proc.) pochodziło od seniorów w wieku powyżej 75 lat.
Do tej pory organy emerytalno-rentowe wydały 464,4 tys. decyzji w sprawie 500+, z tego 400,7 tys. o przyznaniu świadczenia, a 63,7 tys. o odmowie pomocy finansowej. Oznacza, że to decyzje negatywne stanowiły 13,7 proc.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lut 27, 2020 12:54 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Niewidoma Pani Helenka udowadnia, że granice są tylko w naszej głowie
Źródło: dziendobry.tvn.pl 25.02.2020
Magdalena Gudowska

Helena Urbaniak nie widzi od ponad 60 lat. Pomimo tego, jest pogodną i bardzo aktywną osobą. Poznajcie tę niezwykle wzruszającą historię. W studiu Dzień Dobry TVN razem z przewodnikiem Sebastianem Grzywaczem porozmawialiśmy o tym, jak osoby niewidome doświadczają świata.

Granice są tylko w naszej głowie

Pani Helenka jest taką pogodną osobą, która udowadnia, że wszelkie granice są tylko w naszej głowie
- Tak o bohaterce reportażu mówią jej znajome.
Helena Urbaniak jest obecnie nauczycielem, który prowadzi lekcje indywidualne.

To są takie dodatkowe zajęcia z dziećmi z dysfunkcją wzroku polegające na nauce Braille'a, już w chwili obecnej na nauce obsługi komputera, pokazuje gadżety, które ułatwiają życie- - mówi Małgorzata Kusyk, dyrektor szkoły.
Helena Urbaniak ma 84 lata, 60 kilka lat temu straciła całkowicie wzrok.

Od urodzenia widziałam, ale nie do końca. Miałam wrodzone wady, ale przez pewien czas widziałam na tyle, że świat pamiętam dobrze. Kiedy miałam 5 lat dostałam od Niemca kolbą karabinową w tył głowy. Straciłam przytomność. Po tym odchorowaniu widziałam już tylko jakieś pół metra, bo nawet nie widziałam z wystawy lalki, którą mama mi pokazywała - - wspomina Pani Helenka, która taki ograniczony obszar widzenia miała do 20. roku życia. Którejś nocy, kiedy usłyszała jadące samochody podeszła do okna, ale już ich nie zobaczyła.

Już wiedziałam co się stało. Przestałam widzieć - -dodała bohaterka reportażu.

Początki niewidzenia były ciężkie

Musiałam jakoś się z tym zaprzyjaźnić
Pani Helena choć nigdy nie założyła swojej rodziny, to ma wokół siebie wiele oddanych osób. Przychodzą do niej także wolontariusze. Magdalena i Przemysław Smerek odwiedzają Panią Helenkę regularnie. Robią zakupy, pomagają w kwestiach technicznych, gotują czy sprzątają.
Kiedy bohaterka reportażu skończyła 80 lat stwierdziła, że chce coś po sobie zostawić i postanowiła napisać książkę. Tak też zrobiła.

To jest taka trochę autobiografia, trochę o znajomych, ale przede wszystkim o tym, co przeżyłam. Ten okres, który teraz przeżywam, to jest taki mój najlepszy okres w życiu - -przyznała Pani Helenka.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lut 27, 2020 12:55 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Kolacja w ciemno, czyli zamiana ról
Źródło: niepełnosprawni.pl 24.02.2020
Mateusz Różański

Marek Ptasiński to kelner z ogromnym doświadczeniem. W czasach, gdy pracował w restauracjach Orbisu wystarczyło, że „rzucił okiem” na salę i już wszystko wiedział. Gdy stracił wzrok, musiał zmodyfikować swój warsztat pracy. Dziś wciąż świetnie sobie radzi z obsługą gości. By się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić restaurację Different w Warszawie.
- Ojej, tu jest aż tak ciemno? Jak to możliwe? – tak często reagują klienci restauracji w ciemności Different, obecnie jedynym w Polsce miejscu, obsługiwanym przez kelnerów z niepełnosprawnością wzroku.
Każdy gość ma do wyboru trzy zestawy: mięsny, rybny i wegański. Do tego napoje, w tym oczywiście wino. Zanim jednak zasiądzie do stołu, do sali restauracyjnej wprowadza go i sadza przy stoliku kelner, który staje się jego przewodnikiem w świecie ciemności.
- Na chwilę zamieniają się rolami. To widzący są niepełnosprawni w świecie ciemności, w którym niewidomi kelnerzy czują się jak ryba w wodzie – tłumaczy Anna Bocheńska, prezeska Fundacji Pomocy Rodzinie „Człowiek w Potrzebie”, założycielka restauracji.
Sam pomysł nie jest nowy. Pod koniec lat 90. powstały dwie takie restauracje – w Zurychu i Paryżu. Gdy ta paryska „Dans le Noir?” odwiedziła Warszawę w 2008 roku, jedną z odważnych osób, która zdecydowała się wybrać na kolację w ciemności, była właśnie Anna Bocheńska.
- Poszłam tam z córką, która dzięki temu choć odrobinę poznała świat osób z niepełnosprawnościami – mówi.
To wydarzenie było dla Anny Bocheńskiej inspirujące wobec ówczesnych problemów, z którymi jako prowadząca organizację pozarządową musiała się mierzyć.

Ekonomia społeczna rozwiązuje problemy

- Funkcjonowanie od jednej zbiórki do następnej, w ciągłym oczekiwaniu na przyznanie dotacji, to prawdziwa udręka organizacji społecznych – wspomina prezeska Bocheńska. – Brak pieniędzy, ciągła wizja utraty siedziby, odchodzenie doświadczonych pracowników. Doświadczając tych wszystkich problemów, postanowiliśmy spróbować czegoś nowego - ekonomii społecznej.
W duchu tego rodzaju ekonomii należy tak prowadzić przedsiębiorstwo, by realizowało przede wszystkim cele społeczne, np. zatrudnianie osób z niepełnosprawnością, wspieranie integracji społecznej czy finansowanie działalności statutowej organizacji pozarządowej. Te wszystkie cele realizuje restauracja Different.
- Początki nie były łatwe – wspomina Anna Bocheńska. – Wszystko było możliwe dzięki pożyczce z Towarzystwa Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Dzięki tym pieniądzom mogliśmy na przykład przygotować lokal. A trzeba było robić wszystko od zera: kłaść instalacje, zbudować kuchnię, pomalować ściany, wyposażyć restaurację. To naprawdę mnóstwo pracy i pieniędzy.

Jak skok na bungee

Restaurację udało się otworzyć 20 kwietnia 2018 roku. Najpierw przychodzili pojedynczy klienci. Wielu było zaciekawionych nietypową formułą i żądni nowych wrażeń.
- Zazwyczaj tacy ludzie decydują się na skok na bungee lub ze spadochronem czy lot balonem. U nas taki „skok” mają na wyciagnięcie ręki w centrum Warszawy – śmieje się prezeska, która wskazuje jednak, że obok „poszukiwaczy wrażeń” pojawia się coraz więcej klientów, którzy po prostu chcą zjeść smaczny i ciekawie podany posiłek.
Szczególnie intensywny dla restauracji okazał się grudzień 2019 roku. Czas przedświątecznych spotkań to z jednej strony okazja do spięcia budżetów przed końcem roku, ale też konieczność spięcia całego zespołu, by w intensywnym czasie dał z siebie wszystko.
- Jednego wieczora mieliśmy aż trzy kolacje firmowe jednocześnie. Trochę baliśmy się, czy damy sobie radę, ale goście wyszli bardziej niż zadowoleni – opowiada Anna Bocheńska.
Przyznaje też, że prowadzona przez fundację restauracja jest na etapie wyrabiania marki na trudnym rynku warszawskiej gastronomii. Jednocześnie Different może pochwalić się nagrodami, m.in.: Idol 2019, przyznaną przez fundację Szansa dla niewidomych i główną nagrodą w konkursie Lodołamacze, w którym biorą udział firmy, zatrudniające osoby z niepełnosprawnością.
To wszystko nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie osiemnastoosobowy zespół pracowników. Z tego tylko trzy osoby są pełnosprawne.
- Niektórzy pytają się nas, czy naszą kuchnię też obsługują osoby niewidome. Akurat szefem kuchni jest pełnosprawny Piotr Kowalik, który do pomocy ma kilka osób z różnymi niepełnosprawnościami – mówi Anna Bocheńska.

Klienta nie trzeba widzieć, wystarczy słuchać

Trzonem zespołu jest szóstka niewidomych i niedowidzących kelnerów, wśród których jest m.in. Marek Ptasiński.
- Na początku miałem pewne obawy – przyznaje. – Pracowałem jako kelner przed utratą wzroku i trudno mi było na początku wyobrazić sobie, jak można tak pracować nie widząc, ale… potem okazało się, że to niewiele różni się od moich wcześniejszych doświadczeń. Tylko teraz nie patrzę się na stoliki, ale rozmawiam z klientem czego potrzebuje. Jak się złapie wprawę, to już wszystko jest łatwe – śmieje się Marek Ptasiński.

Jakie wino podać?

Odwiedzający restaurację Different nie muszą martwić się o dobór właściwego wina. Jedna z kelnerek, Wioleta Borowska, jest też sommelierką.
- Kurs ukończyłam na tych samych zasadach co wszyscy, tylko egzamin miałam nie pisemny, ale ustny – opowiada Wioleta Borowska. – Dzięki temu wiem, jakie i z jakiego szczepu wino mogę polecić gościom do wybranego przez nich zestawu. Odpowiadam też chętnie na ich pytania o to, jakie wino warto kupić do domu lub na prezent – przyznaje.
Sommelierka i kelnerka zanim trafiła do Different, wcześniej pracowała w telemarketingu, później sprzedając kosmetyki. Jednak żadna z tych prac nie była satysfakcjonująca pod żadnym względem, zwłaszcza finansowym.
- Tu mam stały kontakt z ludźmi, praca jest ciekawa i rozwijająca. Choć na początku też miałam pewne obawy, czy sobie poradzę. Dość szybko zostałam rzucona na głęboką wodę i musiałam poradzić sobie choćby z salą pełną dzieci – wspomina kelnerka. – To był prawdziwy chrzest bojowy, bo dzieciaki naprawdę były klientami wymagającymi i obdarzonymi niemałą wyobraźnią - zwłaszcza jeśli chodzi o to, co można zrobić z jedzeniem nie wkładając go do ust – wspomina Wioleta Borowska.
Jak sama przyznaje, po tym doświadczeniu nie ma dla niej już zadań nie do wykonania.

A może i u nas w firmie?

Zaangażowanie pracowników przekłada się na zainteresowanie klientów, którzy coraz chętniej przychodzą na kolacje (restauracja jest czynna od godziny 16) do lokalu, znajdującego się w wieżowcu ATLAS Tower.
- Często naszymi gośćmi są dyrektorzy i menadżerowie z wielkich korporacji, którzy widząc, jak świetnie radzą sobie nasi pracownicy, mówią też o tym, że w sumie także w swoich firmach mogliby zatrudniać osoby z niepełnosprawnością – mówi Anna Bocheńska.
Prowadzona przez nią restauracja udowadnia, że jeśli dostrzeże się w każdym człowieku jego potencjał i da mu się szansę do jego wykorzystania – to wszystko staje się możliwe.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lut 27, 2020 13:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Wyrzucił niewidomą kobietę z auta na ulicę. Powód? Wsiadła z psem przewodnikiem
Źródło: niepełnosprawni.pl 20.02.2020
oprac. Ag
Źródło: wiadomosci.gazeta.pl

W czeskiej Pradze kierowca Bolta najpierw wyciągnął z auta psa przewodnika, następnie szarpiąc, wyrzucił niewidomą kobietę na środek ulicy. I odjechał. Policja zajmuje się sprawą kierowcy, który został już zwolniony z Bolta.
Niewidoma kobieta wyszła na spacer z psem przewodnikiem, jednak straciła orientację. Weszła do pobliskiego budynku, w którym – jak się okazało – znajdował się hotel i poprosiła o pomoc. Recepcjonistka zamówiła Bolta, by kierowca odwiózł kobietę do domu.
Gdy samochód przyjechał, kobieta zajęła miejsce pasażera, a pod jej nogami ułożył się pies przewodnik. Wyjaśniła kierowcy, że jest niewidoma. Mężczyzna wyprosił pasażerkę, mówiąc, że nie chce, by pies zostawił sierść w aucie. Kobieta odmówiła, argumentując, że system Bolta pobrał już pieniądze z jej karty za przejazd. Kierowca jednak nie słuchał i używając wulgaryzmów kilka razy kazał wysiąść pasażerce. Dziewczyna stwierdziła, że w takim razie powiadomi policję. Wtedy mężczyzna wyszedł z auta, wyciągnął z niego psa przewodnika, następnie szarpiąc kobietę za ramię – wyrzucił ją na środek ulicy. Odjechał. Kobiecie pomogli przechodnie i osoby z obsługi hotelu.
Poszkodowana udzieliła wywiadu czeskiemu portalowi izrohlas.cz, w którym przyznała, że taksówkarze czasami odmawiają jej przejazdu z psem przewodnikiem, tłumacząc się alergią na sierść. Kobieta wtedy zawsze opuszcza pojazd. Sytuacja z kierowcą Bolta była pierwszą agresywną reakcją na psa przewodnika, jakiej doświadczyła w takich sytuacjach.
Bolt bezpośrednio przeprosił kobietę, zapewniając o natychmiastowym zwolnieniu i zablokowaniu kierowcy oraz o współpracy z czeską policją.
Filmik z zajścia możesz zobaczyć na Facebooku irozhlas.cz:
https://www.facebook.com/watch/?v=201025467949566

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lut 27, 2020 13:06 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Asystent osoby niepełnosprawnej. Zawód z przyszłością
Źródło: wykluczeni.pl 20.02.2020

Asystent osoby niepełnosprawnej to nie ma być „specjalista” od robienia zakupów, wielkiego sprzątania mieszkania, czy innych podobnych zajęć. Asystent powinien wprowadzać osobę niepełnosprawną do społeczności, ułatwiać jej kontakt z otoczeniem.
Nadrzędnym celem asystenta powinno być zapewnienie podopiecznemu nieskrępowanego funkcjonowania w życiu prywatnym oraz zawodowym, a ponadto umożliwianie mu wykonywanie takich czynności, jakie podejmowałby, gdyby był osobą w pełni sprawną.
Takie przywileje zostały określone już w 1971 roku w Deklaracji praw osób upośledzonych umysłowo. Zakłada ona, że osoba niepełnosprawna powinna cieszyć się takimi samymi prawami jak ludzie pełnosprawni. Jeżeli jej niepełnosprawność to ogranicza, powinna mieć zapewnione odpowiednie wsparcie w postaci asystentury.
Zawód asystenta osoby niepełnosprawnej jest zawodem nowym w obszarze medyczno-społecznym, związanym z pomocą społeczną. Na listę zawodów został oficjalnie wpisany dopiero w 2001 roku.
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło obwieszczenie o zawodach potrzebnych na rynku pracy. Obwieszczenie zawiera wykaz istotnych zawodów oraz zawodów o umiarkowanym zapotrzebowaniu. Wśród tych drugich zawód asystenta osoby niepełnosprawnej został wykazany w kilku województwach.
W Polsce obecnie jest około 5 miliona osób niepełnosprawnych. Nie wszyscy oni potrzebują w swoim życiu pomocy asystenta. Trzeba mieć nadzieję, że dla tych którzy takiej pomocy potrzebują nie zabraknie asystentów posiadających odpowiednie przygotowanie. Z zapewnień MEN wynika, że nie będzie problemów z edukacją takich osób.

źródło: OX.PL

 asystent osoby niepełnosprawnej MEN Pomoc społeczna


20 lutego 2020
    

Okrojone 500 plus dla niepełnosprawnych przebywających w domach pomocy społecznej Niepełnosprawni i osoby starsze powinny mieć możliwość niezależnego życia


Zobacz inne






Nie mam chęci do roboty…





Dzień Solidarności Społecznej. Skala ubóstwa w Polsce





Niepełnosprawni i osoby starsze powinny mieć możliwość niezależnego życia





Kontakt Redakcja

Konatkt Plus

Salon Dłużnika

Aukcje Charytatywne


Najnowsze

Od 1 marca br. Wnioski do PFRON przez internet
Od 1 marca br. Wnioski do PFRON przez interne...
26 lutego 2020



Zbiórka przyniosła efekty. Nowy wózek inwalidzki kupiony
Zbiórka przyniosła efekty. Nowy wózek inwalid...
25 lutego 2020



Epidemia koronawirusa. Podsycanie strachu przed imigrantami
Epidemia koronawirusa. Podsycanie strachu prz...
25 lutego 2020



Bezrobotni w wieku 50 plus. Trudniej znaleźć zatrudnienie
Bezrobotni w wieku 50 plus. Trudniej znaleźć ...
25 lutego 2020



Nie mam chęci do roboty...
Nie mam chęci do roboty...
24 lutego 2020



Dodatek pielęgnacyjny czy zasiłek pielęgnacyjny. Trzeba wybrać
Dodatek pielęgnacyjny czy zasiłek pielęgnacyj...
24 lutego 2020



Przemoc w rodzinie a zdrowie kobiet. Badanie kanadyjskich uczonych
Przemoc w rodzinie a zdrowie kobiet. Badanie ...
23 lutego 2020



11-letniej Zuzia odziedziczyła dług po ojcu. Błędy komornika, w końcu umorzenie postępowania
11-letniej Zuzia odziedziczyła dług po ojcu. ...
23 lutego 2020



Mieszkając z katem. Koszmar maltretowanych dzieci
Mieszkając z katem. Koszmar maltretowanych dz...
23 lutego 2020



53. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu
53. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu
23 lutego 2020




Copyright © 2019 Wykluczeni.pl. All rights reserved. Home
Kontakt+
Regulamin Kontakt+

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz mar 26, 2020 10:35 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: niepełnosprawni.pl 24.03.2020
Hanna Pasterny

W tym okresie zwiększonej ostrożności, momentami również paniki, spotkałam się z opinią, że osoby niewidome są bardziej narażone na zakażenie koronawirusem, bo muszą wszystkiego dotykać. Nie słyszałam jednak, by wśród chorych był ktoś niewidomy. To zagrożenie jest więc faktem czy mitem? Co mogą zrobić niewidomi, by zmniejszyć ryzyko zachorowania? – pisze Hanna Pasterny.
Koronawirus to temat numer jeden już nie tylko w mediach. Zdominował także codzienne rozmowy, bo większość z nas doświadcza związanych z nim ograniczeń: mniej autobusów, zmieniające się wytyczne w zakładzie pracy, konieczność wyprowadzenia się z akademika itd. Na ulicach jest mało ludzi, więc czasem nie ma kogo zapytać np. o numer nadjeżdżającego autobusu.

Dotyk

Oczywiste jest, że osoby niewidome z dotyku korzystają częściej niż widzące. Dotyk jest dla nas ważnym źródłem informacji. Przed laty próbowałam zmywać naczynia w rękawiczkach. Jednak szybko zrezygnowałam, bo nie czułam, czy robię to dobrze i po zdjęciu rękawiczek znajdowałam niedomyte miejsca. W autobusie, zanim usiądę, dotykam siedzenia. Kiedyś dotykałam tylko oparcia, by sprawdzić, czy miejsce jest wolne. Taktykę zmieniłam po tym, gdy usiadłam na czymś mokrym i musiałam iść przez miasto z plamą na spodniach. Nadal więc dotykam siedzenia.
Wyzwaniem jest dla mnie odnalezienie się w pociągowych toaletach. Niestety, nie ma standardów w tym zakresie – przyciski, pedały, mydło i papier są umieszczane w różnych miejscach. Gdy częściej zaczęłam samodzielnie podróżować, poprosiłam o podpowiedź niewidomych znajomych. Dostałam dwie rady – nie korzystać z toalety lub po wejściu do niej zlokalizować wszystko w gumowej rękawiczce, co również nie jest idealnym rozwiązaniem, bo dochodzi szukanie i dotykanie kosza.

Dystans

Mamy też mniejsze możliwości zachowania odpowiedniej odległości od osób potencjalnie podejrzanych. Chcąc pomóc, ludzie nas dotykają, próbują ciągnąć lub przestawić w inne miejsce. Pomimo ryzyka zarażenia koronawirusem, do pracy czy sklepu nie pojedziemy samochodem ani rowerem, lecz nadal musimy korzystać z transportu publicznego. Nie wiemy, obok kogo siadamy w autobusie i które miejsce byłoby bezpieczniejsze.
Od dawna noszę w torebce żel antybakteryjny, nie tylko przy okazji podróżowania pociągiem. Wolę płyn niż chusteczki, bo nie muszę szukać kosza. Podczas ostatniego wyjazdu do Szkocji żelu używałam znacznie częściej niż zwykle. Jednak po powrocie zupełnie go odstawiłam, bo z powodu zawartych w nim substancji agresywnych dla skóry bardzo bolały mnie palce, szczególnie przy pisaniu na komputerze. Było mi też trudno czytać brajlem – dużo gorzej wyczuwałam punkty.

Rozsądek

Zawsze często myłam ręce, zwłaszcza po powrocie do domu i przed dotykaniem żywności, więc nie jest to dla mnie nowość. Od kilkunastu lat kartą płacę zdecydowanie częściej niż gotówką, bo tak jest szybciej i wygodniej, więc zalecenie, by unikać dotykania pieniędzy, nic nie zmienia.
W czasie epidemii nie poszłabym na przeznaczoną dla osób niewidomych wystawę, gdzie wszyscy wszystkiego dotykają, ale nie rezygnuję z dotykania innych rzeczy, bo nie mam pomysłu, czego mogłabym nie dotykać. Unikam jedynie podawania ręki, ale nie ze strachu. Nigdy tego nie lubiłam, szczególnie przekazywania znaku pokoju podczas mszy, więc odpowiada mi, że jest to odradzane.

Nie wydaje się mi, by niewidomi chorowali częściej niż widzący. Nie znalazłam informacji, byśmy z powodu dotykania różnych przedmiotów częściej chorowali na grypę lub się przeziębiali, więc z koronawirusem chyba jest podobnie. Koronawirus nie przenika do organizmu przez skórę. Ważne jest, byśmy stosowali takie same środki ostrożności jak inni, nie wpadali w panikę i zachowali zdrowy rozsądek.


Hanna Pasterny – konsultantka ds. osób niepełnosprawnych w Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS w Rybniku, osoba niewidoma, finalistka Konkursu „Człowiek bez barier 2011”, autorka książek: „Jak z białą laską zdobywałam Belgię”, „Tandem w szkocką kratkę” i „Moje podróże w ciemno”. W 2017 r. znalazła się w Liście Mocy, publikacji wydanej przez Integrację, z sylwetkami 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością. Więcej: www.hannapasterny.pl.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr kwi 01, 2020 10:02 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Wsparcie dla pracodawców i pracowników nie odbędzie się kosztem rodzin lub seniorów
Źródło: niepełnosprawni.pl 30.03.2020
PAP

- W przestrzeni publicznej zaczynają pojawiać się głosy sugerujące, że w związku z epidemią koronawirusa i grożącym nam kryzysem gospodarczym świadczenia wychowawcze czy trzynasta emerytura będą wstrzymane. Pragnę uspokoić i zapewnić, że nie ma powodu do obaw – powiedziała minister rodziny, pracy i polityki społecznej.
Zapewniła, że w budżecie państwa są zabezpieczone pieniądze na wypłatę wszystkich tych świadczeń. Wskazała, że programy takie, jak „Rodzina 500 plus”, „Dobry start” i trzynasta emerytura nie są w żaden sposób zagrożone.
- Znaleźliśmy się wszyscy w wyjątkowo trudnej sytuacji, ale zapewniam, że wsparcie dla pracodawców i pracowników, przewidziane w tzw. tarczy antykryzysowej, nie odbędzie się kosztem rodzin czy seniorów – powiedziała minister Maląg.
Szefowa MRPiPS przypomniała, że wiarygodnych i sprawdzonych informacji najlepiej szukać na stronach internetowych z końcówką gov.pl oraz ich profilach w mediach społecznościowych. Zaapelowała o niepodsycanie niepokoju powtarzaniem niesprawdzonych informacji.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr kwi 01, 2020 10:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Ministerstwo odpowiada
Źródło: niepełnosprawni.pl 31.03.2020
Tomasz Przybyszewski

W ramach tzw. tarczy antykryzysowej wzrośnie dofinansowanie do wynagrodzeń osób z niepełnosprawnością. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy, że zaproponowane nowe kwoty doprowadzą do sytuacji, że dofinansowanie do zatrudnienia osoby ze stopniem znacznym będzie niższe, niż do zatrudnienia osoby ze stopniem umiarkowanym, która ma tzw. schorzenie szczególne. Otrzymaliśmy odpowiedź na nasze wątpliwości z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
„Zmiana kwoty miesięcznego dofinansowania została zaprojektowana w taki sposób, aby wesprzeć przede wszystkim osoby z grupy najtrudniej zatrudnianej. Osoby, które legitymują się orzeczeniami kwalifikującymi ich do grupy schorzeń specjalnych, czyli osoby w odniesieniu do których orzeczono choroby psychiczne, upośledzenie umysłowe, całościowe zaburzenia rozwojowe, epilepsję oraz niewidome” – czytamy w odpowiedzi resortu pracy.

Dofinansowanie zróżnicowane

Ministerstwo podkreśla, że do tej pory na osoby ze schorzeniami specjalnymi przysługiwało jednakowe dofinansowanie – 600 zł – bez względu na stopień niepełnosprawności.
„Natomiast zaproponowany mechanizm uwzględnia zakres ograniczeń w możliwości podjęcia zatrudnienia pośrednio odzwierciedlany stopniem niepełnosprawności, a z drugiej strony aktualną sytuację w zatrudnieniu osób niepełnosprawnych – pisze resort pracy. – Dlatego też zaproponowano różnicowanie kwot miesięcznego dofinansowania przy schorzeniach specjalnych w zależności od stopnia niepełnosprawności:
znaczny – 1200 zł,
umiarkowany – 900 zł,
lekki – 600 zł.

Ponadto zwiększeniu uległa kwota miesięcznego dofinansowania do wynagrodzeń pracowników zaliczonych do znacznego stopnia niepełnosprawności o 150 złotych miesięcznie (1950 zł) oraz umiarkowanego stopnia niepełnosprawności o 75 zł miesięcznie (1200 zł). Dlatego też, pracodawca zatrudniający osobę zaliczoną do znacznego stopnia niepełnosprawności ze schorzeniem specjalnym może uzyskać wsparcie w kwocie maksymalnej 3150 zł, a w przypadku umiarkowanego stopnia niepełnosprawności ze schorzeniem specjalnym maksymalnie 2100 zł”.

Wątpliwości Czytelników

W naszym artykule cytowaliśmy wątpliwości jednego z Czytelników, dotyczące takiej zmiany systemu dofinansowania.
- Ta propozycja wprost oznacza, że bardziej będzie się opłacało zatrudnić osobę z umiarkowanym stopniem, która np. niedowidzi, niż osobę sparaliżowaną po urazie rdzenia kręgowego – podkreślił.
Podobne głosy pojawiły się w komentarzach do artykułu.
- Powyższe poskutkuje np. tym, że dofinansowanie na pracującego pana Janusza Świtaja, oddychającego za pomocą respiratora i całkowicie bezwładnego od szyi w dół, wyniesie 1950 zł/mc, a na w pełni samodzielnego b. żołnierza, policjanta itp., pracujących w ochronie, z umiarkowanym stopniem ze schorzeniem 02-P, wyniesie 2100 zł/mc – napisał Czytelnik podpisany jako Marecki.
- Myślę, że w Polsce jest sporo osób niepełnosprawnych takich jak ja, z chorobami neurologicznymi i narządu ruchu, posiadających umiarkowany stopnień bez tzw. schorzeń specjalnych – podkreśliła Czytelniczka podpisana jako Kaśka. – I ci niepełnosprawni także są rozczarowani, że po 6 latach zamrożenia kwot SOD dofinansowanie do ich stopnia wzrośnie o „nędzne” 75 zł w obliczu wyższej co rok płacy minimalnej.
Ministerstwo: „zgodnie z oczekiwaniami ze strony pracodawców”

Resort pracy postrzega tę sprawę inaczej:

„Nie można porównywać kwot dofinansowania biorąc z jednej strony osoby niepełnosprawne zaliczone do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności ze schorzeniem specjalnym, a z drugiej osoby ze znacznym stopniem bez schorzenia specjalnego – czytamy w odpowiedzi ministerstwa. – Fakt posiadania stopnia znacznego nie oznacza bowiem takich samych trudności w zatrudnianiu, jak w przypadku umiarkowanego stopnia ze schorzeniami specjalnymi, np. w przypadku epileptyków.
Dodatkowo, wsparciem objęta została większa grupa osób ze schorzeniami specjalnymi w stopniu umiarkowanym, tj. ponad 45 tysięcy, zgodnie z oczekiwaniami ze strony pracodawców zatrudniających te osoby”.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 10:33 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: kurierlubelski.pl 26.03.2020
Gabriela Bogaczyk

- Oczy to także wrota zakażenia dla koronawirusa - zwraca uwagę prof. Robert Rejdak, szef kliniki okulistyki SPSK1 w Lublinie.

Skąd informacje o związku koronawirusa z okulistyką?
Epidemia zakażeń koronawirusem rozpoczęła się w listopadzie 2019 roku w Chinach. Dlatego chińscy badacze mają największe doświadczenie w tej materii i opisali również związki zakażenia koronawirusem z oczami. Ważną postacią był okulista dr Li Wenliang, który pracował z pierwszymi zakażonymi i zauważył u nich także zapalenie spojówek oczu. Oznacza to, że jednym z objawów koronawirusa może być właśnie zapalenie spojówek i ich charakterystyczne przekrwienie (czerwone oko). Dr Wenliang jako jeden z pierwszych ostrzegał opinię publiczną przed koronawirusem, za co naraził się na zarzuty ze strony chińskiego rządu. W lutym doktor zmarł, bo zaraził się koronawirusem od pacjenta. Obecnie został zrehabilitowany i jest bohaterem narodowym Chin.

Czy koronawirus może wniknąć przez oczy do organizmu?
Tak, oczy to także wrota zakażenia dla koronawirusa. Pocierając oczy lub dotykając je rękami, możemy wprowadzić wirusa przez spojówki wraz ze łzami do jamy nosowo-gardłowej. Dlatego należy pamiętać o częstym myciu i dezynfekcji rąk. Również bezpośredni kontakt z osobą zakażoną może się do tego przyczynić, bowiem zakażenie szerzy się drogą kropelkową. Oznacza to, że emulsja osiada na filtrze łzowym i dalej kanalikami łzowymi dociera do nosa, a następnie do płuc. Nosząc samą maseczkę nie jesteśmy do końca bezpieczni, bo zakrywamy wtedy tylko nos i usta.

W jaki sposób się chronić? Okulary wystarczą?
Osoby noszące okulary są w pewnym sensie chronione, ale muszą je często myć, bo wirus osiada na szkłach i można się później zakazić od ręki. Dlatego osoby, które pracują z zakażonymi pacjentami jak i pracownicy sklepów czy aptek powinni zabezpieczyć swoje oczy za pomocą profesjonalnych przyłbic albo gogli ochronnych na czas wykonywania czynności zawodowych, aby zapobiec wnikaniu wirusa przez oczy.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt maja 15, 2020 16:32 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: niepełnosprawni.pl 13.05.2020
Tomasz Przybyszewski, ekspert: Kamil Kowalski, projektant dostępności, dyrektor Integracja LAB, fot. M. Kuśmierz, T. Pisarzewski

Dla kogo jest ścieżka dotykowa?

Dla osób niewidomych lub słabowidzących, głównie tych, które poruszają się używając białej laski. Ścieżka dotykowa jest swego rodzaju informacją, że można się bezpiecznie przemieszczać, że jest to trasa wolna od przeszkód. Z drugiej strony, wypukłe elementy ostrzegają przed zagrożeniami. Dzięki temu udogodnieniu osoby z niepełnosprawnością wzroku mogą doskonale orientować się w przestrzeni.
Warto jednak pamiętać, że poszczególne elementy, zwłaszcza ostrzegawcze, służą nie tylko osobom z niepełnosprawnością wzroku. Każdy może się zagapić i np. za bardzo zbliżyć się do jezdni lub torów. Te wypukłości mogą uratować życie!

Gdzie powinno się stosować ścieżkę dotykową?

Na zewnątrz budynku ścieżki dotykowe warto stosować na szerokich chodnikach, wzdłuż głównych ulic, jako elementy prowadzące do przejść dla pieszych i przystanków transportu publicznego. W przestrzeni miejskiej ścieżki prowadzi się przede wszystkim do szczególnie istotnych obiektów, jak transport publiczny, urzędy, ważne obiekty związane z nauką, kulturą i sztuką.
Ścieżki mogą też być poprowadzone wzdłuż drogi, by zachować bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnością wzroku. W takiej sytuacji powinny powstawać w porozumieniu z lokalnym zarządcą dróg oraz zarządcami sąsiednich terenów, żeby projektowane systemy były spójne.

Co bardzo ważne, za duża liczba ścieżek lub zbyt skomplikowany ich układ, zamiast pomóc czuć się bezpiecznie, może dezorientować!

Czy ścieżki powinny być też montowane wewnątrz budynków? Owszem, jest to zasadne w bardzo dużych holach wejściowych lub gdy dojście do recepcji jest skomplikowane. Wtedy ścieżki dotykowe mogą prowadzić od wejścia do recepcji.

Jak działa ścieżka dotykowa?

Są to wypukłe poziome oznaczenia, które bezpiecznie prowadzą osobę z niepełnosprawnością wzroku między określonymi miejscami lub ostrzegają przed zagrożeniami.

Używa się dwóch rodzajów oznaczeń.

Pierwszy z nich to elementy prowadzące (zwane pasami, liniami), składające się z kilku równoległych linii. Umieszczony między nimi koniec białej laski prowadzi osobę niewidomą.

Drugi rodzaj oznaczeń to znaki ostrzegawcze, czyli pola uwagi, które składają się z wypukłych punktów, tzw. guzków, wyczuwalnych także stopami. Te guzki można zaobserwować np. przy krawędziach przejść dla pieszych, na skrzyżowaniach elementów prowadzących, przed schodami (głównie tymi, które znajdują się poza klatkami schodowymi) i wszędzie tam, gdzie konieczne jest ostrzeżenie osoby niewidomej lub słabowidzącej o występującej przeszkodzie.

Jak powinna wyglądać ścieżka dotykowa?

Elementy prowadzące, czyli wypukłe linie, zgodnie z normą ISO 21542:2011 mogą mieć różny kształt – trapezowy, zaokrąglony, sinusoidalny. Najważniejsze, by składały się w jedną całość, tworząc kilka linii. Często stosowane są po prostu gotowe ryflowane płyty chodnikowe.

Ta sama norma ISO określa parametry znaków ostrzegawczych. Opisane są w niej dokładnie odległości między tzw. guzkami. Tu jednak także są na rynku gotowe rozwiązania w postaci płyt.

Wszystkie parametry precyzyjnie rozrysowane są w bezpłatnej publikacji Integracji „WŁĄCZNIK. Projektowanie bez barier”:
http://www.integracja.org/wlacznik/

Prócz gotowych płyt, istnieją innego rodzaju rozwiązania – elementy na różne sposoby mocowane do istniejącego podłoża. W tym przypadku linie i guzki wykonane są z tworzywa sztucznego lub metalu.

Jakich błędów nie popełnić przy projektowaniu i budowie ścieżki dotykowej?

Ścieżki te powinny być poprowadzone tak, by zapewnić osobie z niepełnosprawnością wzroku maksimum bezpieczeństwa. Trzeba więc zwrócić uwagę, czy osoba niewidoma nie uderzy w coś głową (np. skos schodów, wiszący szyld, nisko zawieszony znak drogowy) – przyjmuje się, że wysokość przestrzeni komunikacyjnej to minimum 220 cm. Natomiast odległość środka ścieżki od jakiejkolwiek przeszkody nie może być mniejsza niż 80-90 cm.

Warto więc zwrócić uwagę na to, w którą stronę i jak szeroko otwierają się drzwi znajdujące się obok ścieżki, by nie stanowiły one zagrożenia przy nagłym ich otwarciu.

Nie jest też dobrą praktyką montowanie metalowych linii prowadzących i guzków. Gdy spadnie śnieg lub deszcz, robią się one bardzo śliskie.

Ścieżka nie może też prowadzić donikąd, urywać się nagle. Nie może też zmierzać do miejsc mało istotnych.

Zbyt wiele nierównych nawierzchni wokół ścieżki dezorientuje osoby niewidome. Może być im trudno odróżnić ścieżkę wśród dużej liczby różnych faktur (jak np. kostka granitowa).

Uwaga do wszystkich, nie tylko projektantów – ścieżki dotykowej nie wolno zastawiać – reklamami sklepów, samochodami albo... samym sobą lub walizką, gdy stoi się np. na dworcu w kolejce po bilet.

Ile kosztuje ścieżka dotykowa?

To bardzo trudne pytanie, ponieważ ma znaczenie choćby to, czy ścieżka dotykowa jest kładziona w formie płyt razem z chodnikiem, czy montowana jest do istniejącej nawierzchni. Jednak w dużym przybliżeniu można przyjąć, że metr ścieżki z płyt chodnikowych, wraz z jej położeniem, może kosztować ok. 200-300 zł.

Zastosowanie ścieżki dotykowej w praktyce

Ścieżka dotykowa – ekspert radzi

Często nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób osoby z niepełnosprawnością wzroku korzystają ze ścieżek dotykowych. Wydaje nam się, że osoba wkłada laskę w równoległe linie i podąża ścieżką. Natomiast w praktyce, szczególnie w obiektach dobrze znanych takiej osobie, ona wcale nie idzie po ścieżce, lecz szuka momentu, kiedy przetnie ścieżkę poprzeczną do swojego kierunku ruchu, bo to jej daje sygnał, że jest np. na wysokości pierwszego peronu dworca kolejowego.

Warto też pamiętać, że ścieżki dotykowe same w sobie nie mówią o tym, dokąd prowadzą. Służą do wyznaczania bezpiecznej trasy, natomiast jeśli porównalibyśmy je do informacji wizualnej, to pełnią one rolę strzałki. Dodatkową informacją o tym, dokąd ścieżki prowadzą, mogą być np. plany tyflograficzne obiektów albo informacja dźwiękowa o tym, gdzie jesteśmy i dokąd możemy dojść.

Kilka lat temu Fundacja Integracja robiła badanie dla Miasta st. Warszawy z udziałem osób niewidomych, w którym sprawdzaliśmy, jak osoby te korzystają ze ścieżek. Podstawowy wniosek z badań jest taki, że ścieżki dotykowe są szczególnie potrzebne w miejscach, w których dokonujemy jakiejś decyzji. W przestrzeni miejskiej najczęściej są to okolice skrzyżowań, gdzie potrzebujemy dojść do przejścia dla pieszych, znaleźć przystanek autobusowy, wejście do metra albo do ważnych obiektów – urzędów, uczelni, placówek kultury. Jest też kilka czynników, które sprawiają, że ścieżka dotykowa może być potrzebna wzdłuż chodnika. Należą do nich: bardzo szeroki chodnik, duży hałas, czyli spore natężenie ruchu, położenie chodnika blisko jezdni czy bezpośrednio przy niej, brak dodatkowych rozgraniczeń jezdni i chodnika czy skomplikowany układ chodnika albo małej architektury, która na tym chodniku się znajduje.

Ścieżki dotykowe są za to zbędne czy mogą być wręcz niebezpieczne w przestrzeniach komunikacyjnych, które są bardzo wąskie. Idzie się wtedy pewnie, wzdłuż ścieżki, która „mówi” nam: „tu możesz czuć się bezpiecznie” i wtedy z dużą siłą wpada się na zbyt blisko położone przeszkody. Bo osoba niewidoma najczęściej będzie szła obok ścieżki, laskę prowadząc na niej i badając jej przebieg, a nie bezpośrednio po niej, bo po prostu na ścieżce jest nierówno. Czyli wszystkie znaki lub automaty parkingowe, które stoją blisko, mogą stać się dla takiej osoby zagrożeniem. W takiej sytuacji lepiej zrezygnować ze ścieżki, za to zadbać o to, żeby ciąg komunikacyjny był prosty, z jasno wytyczonymi obrzeżami, np. w postaci podniesionego krawężnika między chodnikiem a trawnikiem – to może się stać lepszym elementem prowadzącym niż ścieżka dotykowa.


Nowy cykl: ABC Dostępności

O niektórych ludziach mawia się, że widzą drzewa, ale nie widzą lasu. Z dostępnością architektoniczną jest podobnie.

Inwestorom, zarządcom budynków, architektom wydaje się czasem, że wystarczy do budynku dodać pochylnię i potrzeby osób z niepełnosprawnością są zaspokojone. Nie jest to prawda. Różne są przecież potrzeby osób poruszających się na wózkach, niewidomych, głuchych czy z niepełnosprawnością intelektualną, ale i rodziców z małymi dziećmi, podróżnych z bagażami, kurierów z paczkami. Dlatego dostępność budynków i przestrzeni należy traktować kompleksowo, aby każdy czuł się bezpiecznie i komfortowo, korzystając z nich samodzielnie.

Z drugiej jednak strony, różne składowe dostępności służą osobom o różnych potrzebach, a dla reszty są często niezauważalne. Każda z tych składowych ma swoje zasady. Dlatego w ramach nowego cyklu „ABC Dostępności” chcemy je rozłożyć na czynniki pierwsze. Wspólnie m.in. z ekspertami Integracja LAB wytłumaczymy, komu konkretne rozwiązanie służy, gdzie powinno się je stosować, jak działa, jak powinno wyglądać oraz ile kosztuje. Opowiemy też, jakich błędów nie popełniać przy projektowaniu i budowie lub montażu, a na przykładach zaprezentujemy prawidłowe jego zastosowanie.

W ramach cyklu „ABC Dostępności” zaprezentujemy więc drzewa, nie zapominając przy tym, że dopiero wspólnie tworzą las.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt maja 29, 2020 14:42 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Niewidomy zatrzymany na proteście przedsiębiorców. Opisał skandaliczne zachowanie policji
Źródło: natemat.pl 19.05.2020

Podczas sobotniego protestu przedsiębiorców policja zatrzymała część demonstrujących osób. Jedną z nich był niewidomy mężczyzna, którego funkcjonariusze mieli potraktować w skandaliczny sposób. O sprawie informuje "Gazeta Wyborcza".
Chodzi o sytuację z 16 maja, kiedy w Warszawie odbywał się protest przedsiębiorców. Wśród manifestantów był pan Damian, niewidomy muzyk, który w relacji na Facebooku opisał, co go spotkało. Na proteście towarzyszyła mu dwójka znajomych: Ukrainka i przyjaciel z Niemiec.
Kiedy pan Damian źle się poczuł, poprosił o kontakt z lekarzem. W końcu policjant pozwolił mu wyjść poza kordon z opiekunką. "Powiedział, że skoro jestem chory na cukrzycę, to powinienem mieć glukometr i insulinę. Kazał mi usiąść na chodniku i zmierzyć cukier, po czym wezwał ambulans. Kiedy zobaczył, jak korzystam z glukometru, poddał w wątpliwość to, czy widzę, czy nie" – cytuje jego relację "Wyborcza".
Dla mundurowych sytuacja okazała się jasna – pan Damian musiał trafić na komendę. Policja wzięła mężczyznę za ręce i zaprowadziła do radiowozu. Widać to na jednym z filmów udostępnionych na Facebooku.
-Jakim prawem?! Jakim prawem!? - krzyczy niewidomy człowiek, z laską w dłoni, którego policja wciska siłą do suki.
Niewidomy został zamknięty w kotle policyjnym - kilkuset mundurowych znienacka otoczyło legalnie demonstrujących na pl. Zamkowym ok. g. 15-stej.
"Zostałem wywieziony z paroma osobami, również protestującymi, do Grodziska Mazowieckiego pod Warszawę. Nie znam tych terenów. Jedynie ja spośród osób z radiowozu nie miałem kajdanek. Czemu? Bo niewidomy nie ucieknie, tak usłyszałem" – opisywał mężczyzna. Na komendzie pan Damian miał spędzić kilka godzin. Dostał mandat za "tworzenie zagrożenia dla życia i zdrowia", którego nie przyjął. Według jego relacji policji nie interesowało, jak wróci do Warszawy. "Gdyby nie dobrowolna pomoc nieznanego człowieka, nie wiem, jak wróciłbym sam do domu" – dodał.

Nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik KSP, w odpowiedzi wyjaśnił, że "podstawą do wszelkich działań policji było łamanie prawa". – Nic nie zwalnia z jego przestrzegania, nawet niepełnosprawność. W przypadku ludzi z pierwszej grupy ryzyka zasadnym jest unikanie miejsc gromadzenia się innych osób. Nie można więc powiedzieć by miejsce nielegalnego zgromadzenia było bezpieczne – wskazał.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt maja 29, 2020 14:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Rewolucja cyfrowa dla wszystkich. Jak to zrobić?
Źródło: niepełnosprawni.pl 21.05.2020
rozmawiał Tomasz Przybyszewski
Źródło: Integracja 2/2020

Ogromnym sukcesem będzie doprowadzenie dostępności cyfrowej do obecnego poziomu dostępności architektonicznej – taki cel stawiają sobie specjaliści z Ministerstwa Cyfryzacji, obydwaj reprezentujący środowisko osób z niepełnosprawnością.
Tomasz Przybyszewski: Mieliśmy rozmawiać o ustawie o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych, ale nie można się nie odnieść do stanu epidemii. Od połowy marca życie wygląda nieco inaczej – nauka w domu, praca online, wideokonferencje, webinaria... Z drugiej strony, nie każdy ma komputer albo dostęp do szybkiego łącza internetowego.

Jacek Zadrożny, naczelnik Wydziału Dostępności Cyfrowej, Departament Społeczeństwa Informacyjnego, Ministerstwo Cyfryzacji: Jeżeli ktoś pracuje na komputerze, to komputer ma też raczej w domu. Z badań wynika, że są one także w gospodarstwach domowych, w których są dzieci w wieku szkolnym. Problem jest innego rodzaju. Pozwolę sobie na prywatną opowieść. U mnie w domu znienacka potrzeba nie jednego komputera, ale trzech. Bo ja pracuję zdalnie, córka w ten sposób się uczy i żona też potrzebuje od czasu do czasu zdalnie popracować. Jest nauczycielką, przygotowuje materiały, nagrania. Drugi problem to kwestia internetu i jego jakości. Tu jest trochę gorzej, bo niestety nie każdy ma do niego dostęp, zwłaszcza do internetu szybkiego i stabilnego. Podczas obecnego kryzysu okazuje się, że sprzęt i łącza są dużo ważniejsze, niż się ludziom wcześniej wydawało.

Adam Pietrasiewicz, główny specjalista ds. dostępności cyfrowej, Wydział Dostępności Cyfrowej, Departament Społeczeństwa Informacyjnego, Ministerstwo Cyfryzacji: Pojawiają się nowe problemy i myślę, że jak się ta cała historia zakończy, to będziemy świadkami rewolucji w sposobie pracy. Bardzo wyraźnie widzę, że pracuję lepiej, szybciej, więcej rzeczy robię, pracując z domu, niż chodząc do biura. Poza sytuacjami, kiedy trzeba coś wymyślić, omówić, wspólnie wpaść na jakiś nowy pomysł. Przed laty byłem wrogiem pracy zdalnej, uważałem, że dobrze pracuje się, jedynie przychodząc do biura. Obecna sytuacja doprowadziła do tego, że w dużej części zmieniłem zdanie.

TP: Stan epidemii spowodował też, że więcej spraw można załatwić telefonicznie lub przez internet – dotyczących lekarza, sprzętu, świadczeń. Pojawiła się rehabilitacja online, edukacja, zwiększyły się możliwości pracy z domu. Czy to – paradoksalnie – nie jest szansa dla osób z niepełnosprawnością na lepsze funkcjonowanie?

JZ: W jakichś aspektach na pewno tak, ale w wielu innych można zaobserwować coś zupełnie odwrotnego. Przykład? Osoby niepełnosprawne od dawna korzystały z zakupów online. A w tym czasie chętnych jest tak wielu, że dużo dłużej czeka się na realizację zamówienia.

AP: Do tego w przypadku braku dostępności nowych rozwiązań bardzo łatwo można, nawet nie planując tego, odciąć osobę niepełnosprawną od istotnych informacji. Wcześniej było mnóstwo sposobów dotarcia do informacji, włącznie z możliwością pójścia do urzędu i dowiedzenia się wszystkiego na miejscu. Nie było więc potencjalnej sytuacji całkowitego odcięcia.

JZ: Natomiast szansa na cyfryzację faktycznie jest ogromna. Ludzie nagle odkryli, że można różne rzeczy załatwiać, nie fatygując się do urzędu, sklepu czy banku. Okazało się, że wszystko mogą zrobić z komputera albo ze smartfona. Tu rzeczywiście może nastąpić rewolucja. Ale jeżeli nie zadba się o dostępność cyfrową, to ta rewolucja może ominąć osoby niepełnosprawne.

TP: Temu ominięciu ma przeciwdziałać ustawa o dostępności cyfrowej.

AP: Tak, trzeba jednak pamiętać, że ustawa odnosi się do podmiotów publicznych, a ludzie, w tym osoby niepełnosprawne, na strony internetowe podmiotów publicznych wchodzą stosunkowo rzadko. Korzystają głównie z portali informacyjnych, ze sklepów internetowych.

TP: Myślę, że obecnie odwiedzalność stron instytucji publicznych wzrosła.

JZ: Takich danych nie mamy, ale zakładam, że tak. Natomiast ja bym się bardziej przyglądał nie tyle stronom, ile usługom administracji publicznej. One rzeczywiście robią się coraz bardziej popularne. To np. możliwość przygotowania i wysłania pisma elektronicznego przez platformę ePUAP albo sprawdzenia skierowania, zwolnień czy recept w Internetowym Koncie Pacjenta. Owszem, to jest jakaś część życia, margines, ale dosyć szeroki i może stale się poszerzać, bo ludzie zaczną z tego korzystać coraz chętniej. Musimy więc dbać o to, żeby to było dostępne cyfrowo.

AP: Ta ustawa jednak oddziałuje na ludzi. W tej chwili Ministerstwo Zdrowia realizuje ogromny projekt, liczony w setkach milionów złotych, dotyczący dostępności przychodni i szpitali. Ustawa o dostępności cyfrowej jest tam wzięta pod uwagę. Dobre wdrożenie dostępności cyfrowej w opiece zdrowotnej będzie miało wpływ na komfort życia osób niepełnosprawnych. Nasza ustawa jest takim pierwszym kroczkiem, realnie stosunkowo niewielkim, ale może mieć wpływ na firmy, które tworzą serwisy internetowe. Bo ona powoduje pojawienie się tego tematu wśród programistów.

JZ: To, że jakiś urząd miasta upomni się w firmie, która tworzy mu stronę internetową, że ma być dostępna, sprawi, że programiści podrapią się w głowę i zaczną szukać informacji, co znaczy ta dostępność. A jak już się jej nauczą, to być może odruchowo będą tworzyć bardziej dostępnie. Tak jak ostatnio Adam odruchowo dodał tekst alternatywny do dokumentu i w ogóle tego nie pamiętał.

TP: Dostępność wchodzi w krew?

JZ: Zdobywa się pewną wiedzę, nabiera nawyków. To sprawi, że dostępność będzie powszechniejsza. Analogiczna do naszej amerykańska regulacja dotyczy wyłącznie serwisów internetowych o charakterze federalnym, nawet nie stanowym, a tych federalnych jest naprawdę niedużo. Efekt jest taki, że każda poważna firma amerykańska robi dostępne narzędzia, bo inaczej niczego nie sprzeda rządowi federalnemu. U nas Adam już pożegnał jedną firmę, która robiła serwis dla Ministerstwa Cyfryzacji, bo nie przyłożyli się, nie zapewnili odpowiedniej dostępności.

AP: Nie mamy chyba świadomości skali. Nie wiemy tak naprawdę, ile firm dotknęliśmy naszą czarodziejską różdżką ustawy, żeby w ogóle zasiać w nich tę wiedzę. Programiści cały czas zadają nam absolutnie podstawowe pytania, choć wydawałoby się, że temat był tyle razy wałkowany, że powinien być znany choćby ze słyszenia. To jednak dlatego, że na nich działamy pośrednio. Ta ustawa dotyczy podmiotów publicznych, a nie programistów. Dopiero te podmioty będą być może żądały dostępności. Zwłaszcza że w ustawie jest zapisany obowiązek publikowania deklaracji dostępności.

TP: Co to takiego?

AP: Na każdej stronie internetowej musi być osobna podstrona, na której zebrane są informacje na temat tego, czy strona jest dostępna dla osób niepełnosprawnych, ale też czy urząd jest dostępny architektonicznie. Jeśli nie jest, to co obywatel ma prawo zrobić, żeby mieć dostęp do tej niedostępnej informacji. Do kogo się może odwołać, komu może się poskarżyć. Jednak realnym celem takiej deklaracji dostępności jest pojawienie się być może w wielu miejscach pytania o to, jak można ułatwić życie niepełnosprawnemu obywatelowi naszej gminy czy rodzicowi niepełnosprawnego dziecka z naszej szkoły. Samo pojawienie się takiego pytania może być czymś, co spowoduje uruchomienie pewnych mechanizmów, prowadzących następnie do dostępności. Na to liczymy.

TP: Do kiedy podmioty publiczne muszą zamieścić deklaracje dostępności?

AP: Ostateczny termin to 23 września 2020 r. Natomiast dla nowych stron internetowych urzędów obowiązek posiadania takiej deklaracji istnieje już od września 2019 r. To dość bezwzględny obowiązek, za jego niedopełnienie urzędowi grozi kara w wysokości 5 tys. zł. Nie chodzi o jej wysokość, bardziej o to, że informacja o konieczności zapłacenia kary dociera do kierującego urzędem. Liczymy na to, że nawet ta niewielka dziura w budżecie spowoduje wezwanie odpowiedzialnych na dywanik i być może się to nie powtórzy.

TP: Czy można w deklaracji szczerze napisać, że strona jest niedostępna?

JZ: Głównie chodzi o szczerość. Celem jest poinformowanie obywatela, z czym się spotka na stronie czy w budynku. Do tej pory było tak, że ktoś na wózku nie wiedział tak naprawdę, czy ma sens, żeby jechał do tego klubu osiedlowego, bo nie wie, czy będzie w stanie się tam dostać. Teraz będzie mógł o tym przeczytać. A jeżeli się okaże, że administratorzy kłamią, to jest tam też napisane, co może z tym zrobić, gdzie złożyć skargę, jak szybko muszą zareagować.

TP: Które podmioty publiczne muszą zamieszczać deklaracje?

JZ: Podmiot publiczny jest zdefiniowany dosyć szeroko. W definicji mieszczą się wszystkie instytucje, które tak intuicyjnie są podmiotami publicznymi. Mieszczą się też jednak i te, które są finansowane lub zarządzane w przynajmniej 50 proc. przez podmioty publiczne. Ustawie podlegają też organizacje pozarządowe, które działają na rzecz osób niepełnosprawnych. Szacujemy, że wszystkich objętych ustawą może być ok. 100 tys.

TP: Czyli ustawie podlegają także podmioty w rodzaju miejskiego przedsiębiorstwa gospodarowania odpadami?

JZ: Tak. Podobnie jak szkoły, biblioteki, domy kultury. Są wyjątki w ustawie dla niektórych stron internetowych, nazwałbym je porzuconymi. Wiszą gdzieś tam w internecie, ale nikt z nich nie korzysta, mają charakter archiwalny. Ich nie trzeba dostosowywać. W ustawie jest jeszcze data 23 czerwca 2021 r. na zapewnienie dostępności aplikacji.

TP: Organizacje pozarządowe mają często małe budżety. Czy też mogą liczyć na wyłączenie z ustawy?

JZ: Jeżeli organizacja nie jest w stanie zapewnić dostępności i wykaże to, dokonując wstępnej analizy, dosyć prostej, to nie musi. Jeśli stronę odwiedza mniej niż 100 osób miesięcznie albo podmiot dysponuje budżetem rzędu 10 tys. zł rocznie, to trudno oczekiwać, żeby wyłożył np. 1000 zł na specjalistę, który wszystko poprawi. Nie chcemy dobić mniejszych organizacji.

TP: Na jaką pomoc ze strony Ministerstwa Cyfryzacji można liczyć?

JZ: Co miesiąc jako ministerstwo prowadzimy szkolenia z dostępności, Adam natomiast udziela wsparcia indywidualnego. Odpowiada na pytania techniczne, rozwiązuje różne problemy związane z dostępnością stron oraz przygotowywaniem deklaracji dostępności. Prowadzimy też stronę internetową, na której publikujemy np. instrukcje, krótkie wytyczne, z obrazkami, jak tworzyć dostępne dokumenty za pomocą Worda, jak rozumieć ustawę, jak realizować audiodeskrypcję.

TP: Co tak naprawdę jest założeniem tej ustawy? Co ona ma dać obywatelowi z niepełnosprawnością?

JZ: Ta ustawa ma mu dać równy dostęp do usług i informacji sektora publicznego.

TP: Kluczowa jest właśnie ta równość?

AP: Tak. Jakiś czas temu w ogóle nie było mowy o równym dostępie w internecie. Pojawienie się tej ustawy to jest uruchomienie pewnego procesu. Będzie on trwał jeszcze lata, w długoterminowych programach rządowych zakłada się stuprocentową dostępność około roku 2030. Ja porównuję to z dostępnością architektoniczną, która np. w Warszawie doprowadzona jest do sytuacji prawie optymalnej. Wiadomo, że zdarzają się elementy, które nie są do końca dostępne i podobnie może być z dostępnością cyfrową. Bo choćbym na głowie stanął, to nie jestem w stanie opisać słowami, jak wygląda „De revolutionibus orbium coelestium”, więc nie wyjaśnię tego Jackowi, jako osobie niewidomej, tak, żeby miał dokładne odwzorowanie. Pewnych rzeczy się po prostu zrobić nie da.

JZ: Tak samo jak Adam nie wjedzie na wózku na dzwonnicę katedry warszawskiej.

AP: Dokładnie tak. Ale jeśli udałoby się nam doprowadzić dostępność cyfrową do obecnego poziomu dostępności architektonicznej, byłby to ogromny sukces. To jest cel, do którego należy dążyć. Podczas szkoleń tłumaczę też, dlaczego wewnętrzne strony instytucji też muszą być dostępne. Ludziom się wydaje, że jesteśmy my, czyli nasz urząd, oraz ludzie na zewnątrz, wśród których są osoby niepełnosprawne. Takie rozumienie świata jest dość powszechne. Gdy mówię, że tworzenie dostępnych dokumentów jest niezbędne po to, by np. pozwolić osobie niewidomej pracować w wydziale zamówień publicznych, to mam wrażenie, że dla wielu jest to pewnym odkryciem. Do głowy by im nie przyszło, że za biurkiem obok nich mógłby siedzieć ktoś niepełnosprawny.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt maja 29, 2020 14:45 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Czy stracą pracę z powodu koronawirusa? Badanie sytuacji pracowników z niepełnosprawnością
Źródło: niepełnosprawni.pl 27.05.2020
inf.pras.

Już w pierwszym miesiącu pandemii rynek pracy zareagował na zaistniałą sytuację. Ponad połowa badanych pracodawców (60 proc.) zmieniła politykę personalną, a 29 proc. osób z niepełnosprawnościami doświadczyło zmian w warunkach zatrudnienia, w tym obniżenia czasu pracy i wynagrodzeń. Skutki pandemii koronawirusa dotknęły aż 89 proc. badanych pracodawców. Prawie połowa badanych pracodawców planuje kontynuować zatrudnienie pracowników, ale 35 proc. respondentów już dokonało zwolnienia lub je planuje.

Wnioski z badania

Dynamicznie zmieniająca się sytuacja gospodarcza oraz niepokojące sygnały dochodzące zarówno od osób z niepełnosprawnościami, jak i pracodawców generują pytanie o skutki kryzysu na rynku pracy oraz losy zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami. W odpowiedzi na sygnały docierające z rynku, Fundacja Aktywizacja przeprowadziła ogólnopolskie badania wśród obydwu grup interesariuszy rynku pracy – 215 pracodawców oraz 383 pracowników z niepełnosprawnościami.
Przeprowadzone badania wyraźnie pokazały negatywny wpływ sytuacji w kraju wywołanej pandemią koronawirusa na rynek pracy osób z niepełnosprawnościami. Co trzecia badana osoba doświadczyła zmiany warunków pracy, a co piąta z grupy, która nie utrzymała zatrudnienia, straciła je właśnie w wyniku koronawirusa. Z drugiej strony skutki pandemii koronawirusa dotknęły w zasadzie wszystkich badanych pracodawców (89 proc.). Pracodawcy już podjęli działania niwelujące skutki pandemii, w tym z obszaru HR: 40 proc. z nich planuje utrzymać pracowników, ale kolejne 35 proc. zwolniło pracowników, planuje zwolnienia lub obniżki wynagrodzeń.

Czy tarcza antykryzysowa ochroni pracowników z niepełnosprawnościami?

Do najważniejszych rozwiązań z perspektywy pracodawców zatrudniających lub planujących zatrudnić pracowników z niepełnosprawnościami należy zaliczyć wzrost kwot dofinansowań do wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami oraz rekompensatę wynagrodzenia wypłaconego osobom z niepełnosprawnościami(dot. Zakładów Aktywności Zawodowej). Badanie przeprowadzone przez Fundację Aktywizacja pokazało, że dla pracodawców z sektora prywatnego i pozarządowego, istotnym kryterium polityki kadrowej są koszty pracy. Niższe koszty zatrudniania pracowników z niepełnosprawnościami mogą stać się bardziej niż do tej pory istotnym czynnikiem zainteresowania zatrudnianiem tej grupy. W badaniu pracowników z niepełnosprawnością zatrudnienie utrzymało 100 proc. badanych z chronionego rynku pracy, który jest rynkiem silnie dotowanym.
- Badanie osób z niepełnosprawnością pokazuje, że rynek zareagował szybko i pracodawcy dokonali błyskawicznych zmian w zakresie rodzaju, miejsca czy czasu świadczonej pracy. Warto podkreślić, że sami badani obawiają się dalszych zmian, a część z nich z obawy przed zachorowaniem sama zrezygnowała z zatrudnienia – mówi mgr Agata Gawska, Senior espertka ds. rynku pracy, współautorka badania.
Główne obszary, na które wpływa pandemia są związane z ograniczeniami wprowadzonymi przez władzę, co według deklaracji badanych powoduje znaczne utrudnienia w organizacji pracy. Z badanej grupy niemal 50 proc. pracodawców widzi duże ryzyka związane z kontynuowaniem działalności firm, co nie dotyczy sektora publicznego. Polityka kadrowa pracodawców z pewnością ulegnie zmianie w najbliższym czasie, już teraz 12 proc. z nich twierdzi, że planuje otworzyć się na zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami.

Z raportami z przeprowadzonego badania można zapoznać się na stronie internetowej Fundacji Aktywizacja:
http://aktywizacja.org.pl/aktualnosci/p ... aca-prace/
http://aktywizacja.org.pl/aktualnosci/p ... wnosciami/

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt maja 29, 2020 14:46 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Niewidomy chłopak daje nadzieję innym. Życie białostoczanina z niepełnosprawnością
Źródło: podlaskie24.pl 24.05.2020
Kamil Dąbrowski

Hubert Jankowski ma dwadzieścia jeden lat i od urodzenia mieszka w Białymstoku. Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Białostockim. Podobnie, jak jego rówieśnicy, uczy się, czyta książki, rozwija swoje zainteresowania, uczestniczy w życiu towarzyskim. Mimo to, jego życie znacznie różni się od życia innych młodych ludzi. W wieku czterech lat Hubert ciężko zachorował – zdiagnozowano u niego nowotwór mózgu. To wywołało problemy ze wzrokiem – obecnie zupełnie nie widzi na jedno oko, na drugie – częściowo. To kwalifikuje go jako osobę niewidomą.

Pomimo niepełnosprawności Hubert stara się żyć normalnie.

Nie załamuje się, nie traci pogody ducha. Jednak nie zawsze tak było. Jak sam mówi, początki choroby były zarówno dla niego, jak i jego rodziny, burzliwym okresem narastającej niepewności i niepokoju.
”Historia mojej choroby zaczyna się, gdy trafiłem na bilans czterolatka – mówi Hubert – W badaniach wyszło, iż nie widzę na jedno oko. Zaczęły się badania w kierunku sprawdzenia, czym jest to spowodowane. Nie było jednoznacznych powodów, a moja mama sądziła, że powód leży głębiej. Moi rodzice szukali rezonansu magnetycznego, aby zrobić go prywatnie, ponieważ nie była to metoda aż tak rozpowszechniona”
Aby wykonać badanie, rodzice Huberta pojechali z nim aż do Katowic.
Rezonans magnetyczny wykazał, iż przyczyną jego problemów ze wzrokiem jest glejak – nowotwór mózgu i rdzenia – ulokowany na skrzyżowaniu nerwów wzrokowych. Ta diagnoza była prawdziwym ciosem dla Huberta i jego bliskich. Tym bardziej że rokowania były bardzo złe. Mama Huberta, Katarzyna Jankowska, wspomina ten trudny czas:
”Po rezonansie okazało się, że Hubert ma guza, olbrzymiego, który zajmuje trzy komory, więc tak naprawdę nikt nie dawał mu najmniejszych szans. Jedynie pan profesor Mandera z Katowic – jedyny, który powiedział, że może Huberta zoperować”
Rodzice Huberta podejmowali wszelkie możliwe kroki w walce z chorobą syna – operacje, chemioterapia, konsultacje z lekarzami z całego świata. Okazało się jednak, że nowotworu nie można było do końca wyeliminować, mimo wykorzystania wszystkich możliwości, jakie daje obecna medycyna. Guz wciąż jest aktywny, lecz od kilku lat się nie powiększa.
Mimo ciężkich doświadczeń i wyczerpującej walki o własne zdrowie Hubert musiał nauczyć się żyć w rzeczywistości osoby niewidomej. Na co dzień mierzy się z różnymi przeszkodami. Jak sobie z tym poradził?






”Osoba niewidoma często sama się uczy postępowania w taki sposób, jak jest jej najłatwiej. Jednak mnie bardzo dużo nauczyło szkolenie, na którym byłem w Bydgoszczy, dotyczące egzystencji osoby niewidomej, słabowidzącej. Nauczono mnie tam, jak mam się poruszać z białą laską, jak sobie poradzić z nalewaniem kawy czy herbaty, nie parząc sobie przy tym palców”
Dzięki takim szkoleniom osoby niewidome mają szansę odzyskać samodzielność.
Dla Huberta jest to ważne. W dzisiejszych czasach zdecydowanie ułatwiają mu to także sprzęty elektroniczne. Za ich pomocą może rozwijać zainteresowania i oddawać się ulubionemu zajęciu – czytaniu książek. Czytnik z syntezatorem mowy umożliwia mu realizowanie swojej pasji, a także naukę na studia. Ponadto, specjalne oprogramowania pozwalają mu na korzystanie z internetu – zarówno w celu rozrywki, jak i edukacji.
Niepełnosprawność nie utrudnia Hubertowi brania udziału w zajęciach na uczelni – nawet w obecnej sytuacji, gdy są prowadzone w formie zdalnej. Jak sam mówi, zawsze może liczyć na pomoc wykładowców:





”Bardzo duże mam wsparcie w wykładowcach, którzy zawsze są w stanie pomóc, gdy mam jakikolwiek problem. Zawsze dostarczają mi materiały w przystępnej dla mnie formie. Również mam wsparcie w osobach z grupy, czy też roku, którzy zawsze są skłonni pomóc, gdy jest mi po prostu ciężej.”
Wygląda na to, że Uniwersytet w Białymstoku jest bardzo dobrze przystosowany do pracy ze studentami niepełnosprawnymi.
Takie osoby mogą liczyć na indywidualne podejście ze strony dziekanatu i wykładowców oraz wsparcie w każdej sytuacji. Zostaje wówczas także zatrudniona osoba wspomagająca, która pomaga studentowi przemieszczać się po uczelni czy też ogólnie brać udział w zajęciach.
Poza studiami Hubert czerpie radość z tworzenia – hobbystycznie pisze wiersze. Za pośrednictwem swoich utworów chce pokazać innym, że jest świadomy swojej choroby, a także przelać na papier nagromadzone w jej wyniku emocje. Planuje w przyszłości wydać swoje dzieła – być może pomogłyby one wielu osobom pogodzić się z chorobą, czy też lepiej zrozumieć ludzi, którzy się z takim problemem borykają. Warto wspomnieć o tym, że twórczość Huberta została doceniona przez innych – w 2017 roku otrzymał Stypendium Marszałka Województwa Podlaskiego.
”Wiersz ,,Nadzieja” jest napisany do osób, które czasem wątpią w sens życia, w sens funkcjonowania” – mówi Hubert na temat jednego ze swoich utworów – ”Ukazuje, że po prostu warto jest żyć i czerpać z życia garściami”
”Nadzieja” to ważne słowo dla tej rodziny. Jak mówi pani Katarzyna, to właśnie ona daje im siłę, by dalej funkcjonować. Pokładają ją przede wszystkim w rozwoju medycyny, która być może kiedyś będzie w stanie zapewnić wygraną z nowotworem lub umożliwi odzyskanie wzroku przez Huberta.

Hubert niewątpliwie stara się korzystać z życia.

Mimo podjętych studiów wiąże swoją przyszłość również z innym zawodem – jest on technikiem masażystą. Wykonując tę pracę, chce pomagać ludziom, gdyż, jak sam twierdzi, w przeszłości wielokrotnie to on był osobą, która otrzymywała pomoc od innych. Nie każda forma pomocy jest jednak, według niego, właściwa. Jako osoby widzące często nie wiemy, jak zachować się w stosunku do niewidomego. Hubert wyjaśnia, że najlepiej jest w takiej sytuacji obserwować niepełnosprawnego i na tej podstawie stwierdzić, czy wygląda, jakby potrzebował naszego wsparcia. Nie należy się bać, ani próbować pomóc na siłę. Podchodząc do skoncentrowanej na dotarcie do celu osoby niewidomej, możemy wytrącić ją z równowagi.
Podejście Huberta do życia jest godne podziwu i naśladowania.
Pomimo tego, jak bardzo został przez nie doświadczony, nie traci optymizmu, zapału, pogody ducha. Chętnie podejmuje nowe aktywności, spotyka się z przyjaciółmi, rozwija się.
”Ja z Huberta jestem bardzo dumna” – mówi Katarzyna Jankowska – ”Z tego, że on próbuje, że on chce, że ma przyjaciół. (…) Uważam, że powinien czerpać z życia jak najwięcej, pomimo sytuacji, która go w życiu spotkała”
Wiele osób, które zostały podobnie doświadczone przez los, nie potrafi odnaleźć się w tej rzeczywistości. Czy Hubert ma dla nich jakąś wiadomość lub radę?
”Chciałbym powiedzieć, żeby się nie poddawali.(…) Z niepełnosprawnością można żyć i robić niesamowite rzeczy. Bądźcie kreatywni, inspirujcie się i inspirujcie innych.”

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn cze 08, 2020 15:56 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Prof. Iwona Grabska-Liberek o farmakoterapii jaskry i zespołu suchego oka
Źródło: termedia.pl 26.05.2020
Źródło: Kurier Medyczny/KL
Agata Misiurewicz-Gabi
|Data: 26.05.2020

Jak działają krople stosowane w leczeniu jaskry, dla kogo są przeznaczone i na czym polega farmakoterapia w przypadku zespołu suchego oka? Na pytania „Kuriera Medycznego” odpowiada prof. dr hab. n. med. Iwona Grabska-Liberek, kierownik Kliniki Okulistyki oraz ordynator Oddziału Klinicznego Okulistyki Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie.
W leczeniu jaskry stosuje się krople, których na rynku jest bardzo dużo. Wyróżnia się pięć grup kropli przeciwjaskrowych obniżających ciśnienie wewnątrzgałkowe – IOP. Jaki jest mechanizm ich działania, czym się różnią i dla kogo są przeznaczone?
- Leki różnią się od siebie mechanizmem działania, a co za tym idzie – możliwymi działaniami niepożądanymi i przeciwwskazaniami do stosowania. Grupą najbardziej obniżającą IOP, o ok. 25–35 proc., są analogi prostaglandyn, które zwiększają odpływ drogą naczyniowkowo-twardowkową. Aplikuje się je raz dziennie, wieczorem – badania dowodzą, że stosowanie więcej niż raz na dobę obniża ich potencjał. Nie są one wskazane w jaskrze neowaskularnej ani w przypadku ryzyka torbielowatego obrzęku plamki. Wśród najczęstszych działań niepożądanych wymienia się zwiększenie pigmentacji tęczówki, przekrwienie spojówek, pogrubienie i wydłużenie rzęs, dlatego należy zwrócić uwagę na możliwą asymetrię w przypadku stosowania tych kropli tylko do jednego oka. Kolejna grupa to b-blokery, które blokują receptory b-adrenergiczne i zmniejszają wytwarzanie cieczy wodnistej. Przed rozpoczęciem terapii tą grupą leków należy zebrać wywiad dotyczący chorób ogólnych w celu wykluczenia astmy, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc oraz bloku serca drugiego i trzeciego stopnia, które stanowią przeciwwskazania. b-blokery są przydatne u pacjentów, którzy nie mogą stosować analogów prostaglandyn. Leki z grupy inhibitorow anhydrazy węglanowej również zmniejszają wytwarzanie cieczy wodnistej. W monoterapii stosuje się je 3 razy na dobę, a w politerapii 2 razy na dobę. Należy zachować ostrożność u osób ze zmniejszoną ilością komórek śródbłonka w związku z ryzykiem obrzęku rogówki. Agoniści receptorów a łączą dwa mechanizmy: zmniejszają wytwarzanie cieczy wodnistej oraz zwiększają odpływ drogą naczyniowkowo-twardowkową, działają neuroprotekcyjnie i zwiększają siatkówkowy przepływ krwi. Leki te nie powinny być stosowane u dzieci poniżej 2. roku życia, ale mogą je przyjmować kobiety w ciąży. Najczęstszym objawem niepożądanym, który zgłaszają pacjenci, jest zaczerwienienie spojówek. Kolejna grupa to parasympatykomimetyki, których przedstawicielem jest pilokarpina. Zwężają one źrenicę, przez co otwiera się kąt przesączania i ułatwiony zostaje odpływ cieczy wodnistej. Obecnie nie stosuje się ich przewlekle, a tymczasowo w przypadku jaskry wąskiego kąta w oczekiwaniu na irydotomię lub operację usunięcia soczewki własnej. Lek może indukować krótkowzroczność.
Zaledwie 30–60 proc. pacjentów stosuje się do zaleceń lekarza dotyczących przyjmowania kropli. Jakie są najczęstsze przyczyny braku adherence?
- Przeprowadzono badanie z udziałem 190 dorosłych stosujących co najmniej jeden lek przeciwjaskrowy. Więcej niż jedną barierę w przyjmowaniu leku wskazało 61 proc. badanych, 10 proc. zaznaczyło jedną barierę, a 29 proc. twierdziło, że nie ma żadnych przeszkód w stosowaniu się do zaleceń. W badaniu uwzględniono następujące przyczyny braku adherence: problem z aplikacją leku, niskie poczucie własnej skuteczności, niski stopień wiedzy, sceptycyzm co do tego, że jaskra powoduje utratę wzroku oraz że leki przeciwjaskrowe mogą złagodzić lub spowolnić utratę wzroku, stres życiowy, zapominanie, działania niepożądane leków, koszty, problemy z harmonogramem dawkowania leków, a także brak zaufania do lekarza. Analiza wykazała, że spośród wymienionych czynników największe znaczenie miały niskie poczucie własnej skuteczności, problem z aplikacją leku, zapominanie i problemy z harmonogramem dawkowania leków. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez Polskie Towarzystwo Okulistyczne, najczęstszymi przyczynami leżącymi po stronie pacjenta, z powodu których konieczna była zmiana terapii, były nietolerancja leku oraz jego cena.
W literaturze fachowej toczy się dyskusja na temat kropli z konserwantami i bez konserwantów. Czy istnieją bezpieczne konserwanty w kroplach przeciwjaskrowych?
- Najczęściej stosowanym konserwantem w kroplach przeciwjaskrowych jest chlorek benzalkonium – BAK, którego działania niepożądane są powszechnie znane. Są to m.in. ubytki nabłonka rogówki i spojówki, przewlekłe zapalenie spojówek. Na rynku dostępne są też krople z innymi konserwantami, takimi jak chlorek polidronium – Polyquad czy środki utleniające, które są łagodniejsze, lecz niestety również mają działania niepożądane. Stoimy przed wyborem pomiędzy zachowaniem jałowości leku a dobrostanem powierzchni oka. Biorąc pod uwagę przewlekłą farmakoterapię w jaskrze, politerapię oraz pacjentów szczególnie narażonych na szkodliwe działanie konserwantów, takich jak osoby z cukrzycą, atopią, noszące soczewki kontaktowe, należałoby wybierać wielodawkowe postacie leku w tzw. minimsach lub w opakowaniach o specjalnej konstrukcji.
Kontrowersje wzbudzają również genetyczne odpowiedniki leków oryginalnych. Czy są one takie same, czy można je stosować zamiennie? Jaka jest Pani opinia na ten temat?
- Leki te są takie same pod względem substancji czynnej, ale już pod względem pH, substancji pomocniczych, takich jak środki konserwujące czy bufory, mogą być zupełnie inne. To wszystko wpływa na skuteczność i tolerancję leków. Porównano na przykład oryginał z generycznym odpowiednikiem timololu 0,5 proc. w kroplach. Okazało się, że po 8 godzinach od zastosowania ciśnienie było istotnie statystycznie niższe w grupie przyjmującej lek oryginalny. Pamiętajmy jednak, że generyczne odpowiedniki są zazwyczaj tańsze, a więc mogą pozwolić utrzymać wyższą skuteczność po prostu dlatego, że są stosowane.

Czy długotrwałe leczenie jaskry kroplami do oczu może negatywnie wpływać na wyniki leczenia chirurgicznego?
- Obecnie jedyną metodą zabezpieczającą przed utratą widzenia w jaskrze o udowodnionej skuteczności jest obniżanie ciśnienia wewnątrzgałkowego, a najczęściej stosowaną formą leczenia jest farmakoterapia z użyciem kropli. Długotrwałe leczenie jaskry kroplami do oczu może negatywnie wpływać na wyniki leczenia chirurgicznego, gdyż zmniejsza skuteczność filtracyjnych zabiegów przeciwjaskrowych oraz zwiększa ryzyko niepowodzenia operacji. Długotrwała wielolekowa terapia miejscowa jest jednym z czynników ryzyka pooperacyjnego bliznowacenia spojówki, powodującego zmniejszenie efektywności zabiegów filtracyjnych. Często przyczyną obniżonej skuteczności operacji i zwiększonej liczby powikłań jest kwalifikacja pacjenta na zbyt zaawansowanym etapie choroby, dlatego należy kierować pacjentów wcześniej na operacje przeciwjaskrowe. Według badań nawet dwie trzecie pacjentów jest zbyt późno kierowanych na leczenie operacyjne.

Czy pacjent jest zobligowany do zakupu gotowych kropli czy też może prosić o przygotowanie leku recepturowego w aptece? Jaka jest trwałość takiego leku i w jakich sytuacjach może on być bardziej wskazany?
- Pacjent nie jest do niczego zobligowany, niemniej szereg argumentów przemawia za zakupem gotowych kropli przeciwjaskrowych, które są powszechnie dostępne i zalecane przez lekarzy. Przede wszystkim w produkcji seryjnej leki przeciwjaskrowe są wytwarzane w warunkach sterylnych, gdzie ryzyko kontaminacji nie istnieje, czego nie można powiedzieć o lekach recepturowych przygotowywanych w aptece. W przypadku leków gotowych jesteśmy też pewni, że opakowanie zawiera taki skład, jak gwarantuje producent. Ponadto rynek apteczny oferuje mnogość gotowych produktów, w związku z czym lekarz może dobrać najbardziej efektywne leczenie dla każdego pacjenta. Warto też zwrócić uwagę, że zastosowanie preparatu złożonego zwiększa komfort pacjenta i przyczynia się pośrednio do przestrzegania zaleceń lekarskich. Preparaty bez konserwantów mogą występować w postaci tzw. minimsow lub w opakowaniach zaopatrzonych w specjalne systemy zastawkowe zapewniające jałowość roztworu. Stosowanie leków bez konserwantów istotnie poprawia komfort życia pacjentów z jaskrą. Leki te wywierają mniej toksyczny wpływ na przednią powierzchnię oka w porównaniu z kroplami zawierającymi środki konserwujące.

Zespół suchego oka często stwierdza się u kobiet w okresie menopauzy, towarzyszy on również niektórym chorobom autoimmunologicznym, dermatologicznym i neurologicznym, np. chorobie Parkinsona. Może występować po laserowych zabiegach refrakcyjnych rogówki, tzw. laserowej korekcji wad wzroku, a także u osób stosujących różne leki oraz u palaczy tytoniu. Na czym polega farmakoterapia w przypadku tego schorzenia?
- Sukces terapeutyczny zależy w dużej mierze od ustalenia głównej przyczyny zespołu suchego oka – od leczenia choroby podstawowej i edukacji pacjenta w zakresie koniecznej zmiany stylu życia oraz stosowania się do zaleceń. W pierwszym etapie leczenia zespołu suchego oka stosuje się głownie krople nawilżające bez konserwantów ze składnikami o działaniu osmoprotekcyjnym, np. trehalozą, L-karnityną, betainą, erytrytolem, a u pacjentów z dysfunkcją gruczołów Meiboma ze składnikiem lipidowym. Większość sztucznych łez chroni powierzchnię gałki ocznej tylko przez ok. 10–20 minut po aplikacji, dlatego konieczne jest ich częste i regularne stosowanie. Chorzy, u których objawy nasilają się w ciągu dnia oraz przed udaniem się na spoczynek nocny, powinni stosować lek w postaci żelu, ponieważ zabezpiecza on powierzchnię gałki ocznej na dłużej. Bardzo istotna w leczeniu zespołu suchego oka jest również odpowiednia higiena brzegów powiek. Obejmuje ona ciepłe okłady o stałej temperaturze ok. 40°C przez 10 minut, masaż powiek raz–dwa razy dziennie w kierunku ujść gruczołów Meiboma oraz oczyszczanie brzegów powiek przeznaczonymi do tego produktami, np. w postaci chusteczek i płynów. Miejscowa farmakoterapia jest ważna, ale jej skuteczność będzie niewielka, jeśli pacjenci nie ograniczą wpływu czynników środowiskowych, które powodują nasilenie objawów zespołu suchego oka. Rolą lekarzy jest informowanie i uświadamianie pacjentów w zakresie higieny oczu. Kolejnym krokiem jest identyfikacja oraz ewentualna modyfikacja leków stosowanych ogólnie i miejscowo pod kątem ich działań niepożądanych dotyczących powierzchni gałki ocznej. Jeśli powyższe interwencje okażą się niewystarczające, należy rozważyć stosowanie leków wydawanych na receptę. Mogą to być miejscowe kortykosteroidy bez konserwantów, jednak czas ich stosowania jest ograniczony, zwykle do kilku lub kilkunastu dni. Inna możliwość to środki pobudzające czynność wydzielniczą gruczołów – 10 proc. acetylocysteina stosowana cztery razy na dobę. W przednim zapaleniu brzegów powiek wskazane są maści zawierające azytromycynę – dwa razy na dobę przez dwa dni, a następnie raz na dobę przez 12 dni. Spośród leków wydawanych na receptę stosuje się też miejscowe leki immunomodulujące – cyklosporynę 0,05 proc. dwa razy na dobę oraz jedyną zarejestrowaną w Polsce cyklosporynę 0,1 proc. raz na dobę, a także doustne antybiotyki makrolidowe lub tetracykliny – tetracyklinę, oksytetracyklinę 250 mg od 1 do 4 razy na dobę, doksycyklinę, minocyklinę 40–100 mg od jednego do dwóch razy na dobę. W przypadku zakażenia nużeńcem wskazane jest zastosowanie preparatów z olejkiem z drzewa herbacianego lub maści z metronidazolem. Jeżeli wymienione powyżej działania okażą się nieskuteczne, można w niektórych przypadkach wykorzystać zatyczki do punktów łzowych, opatrunkowe soczewki kontaktowe, wykonać operacyjne zamknięcie punktów łzowych lub przewlekle zastosować kortykosteroidy bez konserwantów.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn cze 08, 2020 15:58 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Opieka wytchnieniowa, asystent osobisty, usługi opiekuńcze i centra opiekuńczo-mieszkalne. Jak epidemia wpłynęła na realizację tych programów?
Źródło: niepełnosprawni.pl 03.06.2020
Mateusz Różański

- Osoby z niepełnosprawnością, ich opiekunowie i organizacje podkreślają jedną rzecz. To jest pierwszy rząd, który w tak kompleksowy i dogłębny sposób podszedł do sprawy osób niepełnosprawnych – powiedział Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych Paweł Wdówik.
Dowodem na to mają być m.in. programy realizowane z Funduszu Solidarnościowego, którego budżet w tym roku to prawie 10 miliardów złotych.
Podczas konferencji prasowej, która odbyła się w Ministerstwie Rodziny Pracy i Polityki Społecznej 3 czerwca, kierująca resortem Marlena Maląg i wiceminister Paweł Wdówik poinformowali o realizacji programów finansowanych z Funduszu Solidarnościowego. Prawie połowę – bo ponad 4,5 miliarda złotych ma zostać przekazane na świadczenie uzupełniające dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, czyli tzw. 500 plus dla osób z niepełnosprawnością.

Około 200 milionów na programy

Oprócz tego, jak wskazała Minister Maląg, z Funduszu będą finansowane takie programy jak „Asystent Osobisty Osoby Niepełnosprawnej”, „Centra Opiekuńczo-Mieszkalne”, „Usługi opiekuńcze dla osób niepełnosprawnych” i „Opieka Wytchnieniowa”.
Na te dwa pierwsze programy zostanie przeznaczone w sumie 150 milionów złotych, 70 mln na centra opiekuńczo-mieszkalne, a 80 na usługi asystenckie. Te programy dopiero czekają na swoje rozstrzygnięcie. Bardziej zaawansowane są prace nad dwoma pozostałymi.
W tym roku – jak poinformowała minister Marlena Maląg – do udziału w programie dotyczącym usług opiekuńczych przystąpiło 235 gmin, które w sumie otrzymają na realizację tego celu 25 milionów złotych. O 3 miliony więcej rząd przeznaczy na opiekę wytchnieniową. Realizacją tej usługi było w tym roku zainteresowanych 359 gmin i powiatów. Jak poinformował pełnomocnik Wdówik, ten program został poddany znacznym ulepszeniom.

Łatwiejszy dostęp do opieki wytchnieniowej

- Dlatego druga edycja powstała w elastyczny sposób i jest oparta na wsłuchaniu się w głosy osób z niepełnosprawnością, opiekunów, organizacji pozarządowych i samorządów – tłumaczył wiceminister Wdówik. – „Wypięliśmy” program z ram ustawy o pomocy społecznej. Nie będzie wywiadu środowiskowego, dodatkowej formalnej procedury – dodał Paweł Wdówik.
Pełnomocnik podkreślił, że skróci się ścieżka dostępu do korzystania z opieki wytchnieniowej. Prostsze będzie też przygotowanie dokumentów. Na przykład dokument określający zakres niepełnosprawności nie musi być już wypełniany przez lekarza specjalistę. Ponadto, za namową organizacji pozarządowych, tak zmodyfikowano program, by mogli z niego skorzystać opiekunowie osób z autyzmem.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn cze 08, 2020 15:59 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: liderzyinnowacyjnosci.pl 24.05.2020

Sukces terapeutyczny w chorobie zwyrodnieniowej AMD polega na stabilizacji widzenia u chorych z wysiękową postacią plamki. Uzyskanie tego efektu zależy od jakości leczenia stosowanego przez krajowe ośrodki okulistyczne. Rezultaty są najlepsze jeśli w pierwszym roku terapii pacjent otrzymuje od 6 do 7 zastrzyków preparatu anty-VEGF do gałki ocznej, a w drugim i trzecim po trzy iniekcje. Zachowanie tej procedury gwarantuje pacjentom ochronę przed utratą widzenia, a ośrodkom okulistycznym wyższą kategorię w finansowaniu świadczeń. Przestrzeganie tych zasad ocenia zespół koordynacyjny złożony z czołowych postaci polskiej retinologii, któremu przewodniczy prof. Marek Rękas, konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki.
– Wyniki leczenia chorych na AMD z pierwszego roku funkcjonowania programu udowodniły już sukces terapeutyczny polskiego modelu?
– Pokazały jego efektywność w leczeniu wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki, związanego ze starzeniem się organizmu. AMD jest bardzo groźnym schorzeniem, które powoduje nagłą i ciężką utratę widzenia u osób w podeszłym wieku. Przed wprowadzeniem programu lekowego w 2015 roku, chorzy poddawani byli terapii w ramach grupy gwarantowanych świadczeń B02, która przewidywała iniekcje wewnątrzgałkowe. Liczba zastrzyków podawanych pacjentom zależała jednak od uznania ośrodków okulistycznych. Każda osoba była leczona w inny sposób. Chorym aplikowano z reguły mniej niż trzy zastrzyki rocznie, co nie mogło gwarantować skutecznego leczenia. Ten proces został uporządkowany dopiero po wprowadzeniu przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ programu lekowego AMD. Zostałem jego szefem i od początku rozpocząłem dokonywanie takich zmian, aby osiągnąć jak najlepsze efekty leczenia. Wyniki pierwszego roku nie oddają jeszcze w pełni tych rezultatów, ponieważ do programu kwalifikowane były osoby z zaawansowaniem rozwojem choroby i różnym stanem ostrości wzroku. Niemniej jednak międzynarodowe gremium bardzo pozytywnie doceniło skuteczność leczenia dużej grupy pacjentów w ramach polskiego programu terapeutycznego i dobre efekty dotyczące istotnej poprawy funkcji oraz struktury siatkówki i plamki. Naukowa publikacja w prestiżowym periodyku European Journal of Ophthalmology w pełni to potwierdza.

– Jakie modyfikacje wprowadzano w programie lekowym AMD w kolejnych latach?

– Tych zmian było sporo i nadal je wprowadzamy. Najważniejsze dotyczyły systemu kwalifikowania pacjentów do terapii i usprawnienia procesu leczenia AMD w publicznych placówkach służby zdrowia bez zbędnej hospitalizacji. Modyfikacji ulegały też zapisy związane z ulepszeniem funkcjonowania Systemu Monitorowania Programu Terapeutycznego (SMPT) czyli oprogramowania na poziomie NFZ. To jest internetowy system do którego wprowadza się dane, przesyła zdjęcia i wyniki OCT oraz inne niezbędne informacje. Te modyfikacje pozwoliły na znacznie lepsze analizowania efektów leczenia i sprawowania kontroli zarządczej nad realizacją programu. To doprowadziło też do uruchomienia przed rokiem strony internetowej, która jest cennym źródłem cennych informacji dla pacjentów i lekarzy w tym zakresie.

– Czego mogą się z nich dowiedzieć?

– Terminy rozpoczęcia kuracji AMD w poszczególnych ośrodkach mogą się znacząco różnić, a czas w rozwoju tej groźnej choroby ma niezwykle istotne znaczenie. Wszystkie ośrodki powinny mieć te same standardy w leczeniu, dlatego można na tej stronie sprawdzić czy te zasady są przestrzegane zgodnie ze wskazaniami zespołu koordynacyjnego. Zarówno pacjenci jak i lekarze mogą porównywać różne wskaźniki m.in. w jakim czasie została wykonana pierwsza iniekcja u osoby zakwalifikowanej do terapii, jak długa jest kolejka oczekujących, jaka była liczba iniekcji w pierwszym roku leczenia i kolejnych latach przypadająca średnio na pacjenta, jaki odsetek pacjentów jest odrzucany z programu w ośrodkach. Jeśli wyniki tej oceny nie satysfakcjonują pacjenta to może zmienić ośrodek. Zabiegamy o to, aby finansowanie świadczeń uzależniać od ich kategorii.

– Jakie to ma znaczenie w procesie leczenia pacjentów?

Ośrodki z kategorią A i B, które stosują wymaganą liczbę iniekcji, czyli 6-7 w pierwszym roku i po 3 w drugim i trzecim, powinny być premiowane za dobrą jakość leczenia. Od tego bowiem zależy stabilizacja widzenia u chorych na AMD, a więc dalszy sukces programu. Ośrodki z kategorią C będą miały szansę na poprawę swoich usług, żeby nie być w ogonie. Działania zespołu koordynacyjnego oprócz decyzji merytorycznych, mają też charakter edukacyjny dla lekarzy. Na stronie programu lekowego AMD pojawia się wiele informacji, które pozwalają na usprawnianie funkcjonowania ośrodków oraz powiadamiają o każdej wprowadzanej w nim modyfikacji. Dane są systematycznie aktualizowane. Ostatnia aktualizacja była w połowie maja. Wprowadzenie każdej zmiany na stronie wiąże się z wynagrodzeniem dla informatyków. Te koszty ponosi z własnych środków Wojskowy Instytut Medyczny wspólnie z naszymi partnerami, ale należy to uregulować w inny sposób. Finasowanie tych działań powinien przejąć płatnik. Mam nadzieję, że tak się stanie dla dobra programu, że powstanie też rejestr medyczny w ministerstwie zdrowia, który to finansowanie ułatwi. Wystąpiłem już do ministra z taką propozycją.
– Znamy z europejskiej publikacji naukowej wyniki pierwszego roku leczenia pacjentów, a jakie są efekty 4,5 rocznego okresu funkcjonowania programu lekowego AMD?
– W Polsce ok.140 tys. osób ma zdiagnozowaną wysiękową postać zwyrodnienia plamki. W ciągu 4,5 roku aktywnym leczeniem w ramach programu lekowego AMD objętych zostało ponad 30 tys. pacjentów, których uratowano od ślepoty. Około 10 tysięcy już z tego programu wyszło, robiąc miejsce oczekującym w kolejce na terapię. Obecnie leczonych jest aktywnie ponad 25 tys. Łącznie przez ten program przeszło już ok. 50 tys. osób z tym, że ok. 20 tys. nie kwalifikowało się do terapii preparatami anty- VEGF ze względu na zbyt niską ostrość wzroku. Osoby te zostały skierowane na leczenie inną metodą w ramach świadczeń gwarantowanych z grupy JGP-B84, która dotyczy małych zabiegów witreoretinalnych. Analiza programu lekowego AMD wskazuje jednoznacznie, że najlepsze wyniki uzyskują pacjenci, którzy szybko po zdiagnozowaniu choroby otrzymują pierwszą serię zastrzyków do gałki ocznej i konsekwentnie są leczeni przez kolejne lata. Choroby zwyrodnieniowej nie można wyleczyć, ale można ją powstrzymać i ustabilizować widzenie. Postęp w okulistyce jest znaczący i co jakiś czas pojawiają się na świecie leki coraz to nowszej generacji, które pozwolą na zredukowanie liczby iniekcji podawanej pacjentom. Jeśli te leki wprowadzimy również w Polsce, to zwiększy się komfort terapii dla pacjentów i zmniejszy obciążenie finansowe dla systemu, a więc wszyscy na tym skorzystają. Zanim to jednak nastąpi możemy już teraz cieszyć się naszym sukcesem w leczeniu AMD i mieć satysfakcję z międzynarodowego uznania naszej metody za dobrą i skuteczną.

Międzynarodowe uznanie dla polskiego programu leczenia chorych na AMD bardzo nas cieszy – mówi Maciej Miłkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Jest to przede wszystkim zasługa prof. Marka Rękasa, krajowego konsultanta ds. okulistyki, który wraz z zespołem koordynacyjnym wprowadził szereg niezwykle cennych zmian w jego realizacji. Jest to największy program lekowy wprowadzony przez resort z rocznym budżetem ponad 100 mln zł, bardzo dobrze nadzorowany i monitorowany. Jednolite kryteria kwalifikowania pacjentów do leczenia w ramach programu AMD, organizacji opieki okulistycznej, wydatkowania środków oraz postępowania terapeutycznego we wszystkich ośrodkach okulistycznych na terenie całego kraju decydują o jego sukcesie. Ten usystematyzowany model leczenia chorych na AMD odróżnia nas od innych krajów. Pozwolił jednocześnie na stworzenie największej w Europie elektronicznej bazy danych, która posłużyła uczonym do analizy efektywności leczenia wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki i przygotowania publikacji naukowej, która została zamieszczona w europejskim periodyku. Dzięki temu systemowi, kolejne lata będą również analizowane przez badaczy. Wynika z tego jeszcze jedna ważna korzyść związana z ocena efektywności przy płaceniu za jakość leczenia, a resort zdrowia rozważa wprowadzenie takich właśnie rozwiązań i premiowania najlepszych ośrodków.
Pandemia COVID-19 w początkowym okresie rozprzestrzeniania się koronawirusa, zakłóciła trochę realizację programu lekowego, ale już wszystko wraca do normy – wyjaśnia prof. Robert Rejdak, szef kliniki Okulistyki Ogólnej lubelskiego Uniwersytetu Medycznego. – Ośrodki okulistyczne przyjmowały chorych z AMD od początku ogłoszenia stanu epidemicznego, ponieważ leczenie wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki było uznane przez krajowego konsultanta ds. okulistyki za pilne. Niemniej jednak, część pacjentów nie zgłaszała się na kontynuowanie iniekcji do gałki ocznej w obawie przed zakażeniem. Absencja na początku wynosiła 30 proc. W programie lekowym są szczegółowe zapisy, co robić w takich sytuacjach. Jeżeli pacjent nie zgłasza się 2 razy to leczenie można zawiesić, albo wyłączyć go z terapii. Ważne jest, aby osoba zakwalifikowana do terapii dostawała zastrzyki preparatu anty-VEGF regularnie, ponieważ właśnie to gwarantuje skuteczność terapeutyczną w stabilizowaniu widzenia. Ten kilkutygodniowy okres zawirowania w procesie leczenia mamy już za sobą i pacjenci wracają na terapię bez obaw o zakażenie się koronawirusem. Wszyscy bowiem przestrzegamy bardzo rygorystycznych zasad reżimu sanitarnego i dla pacjentów nie ma żadnego ryzyka pod tym względem. Leczenie musi być priorytetem dla chorych na AMD, aby ratować ich wzrok przed ślepotą. Każdy nowy lek, który pojawia się na rynku zwiększa tę szansę. Z dużym zainteresowaniem przyglądamy się wspólnie z prof. Markiem Rękasem najnowszej i skutecznej terapii, zarejestrowanej już na amerykańskim i europejskim rynku, z nadzieją na szerszy dostęp również dla pacjentów w Polsce. Nowa terapia m.in. może również zwiększać bezpieczeństwo pacjentów w dobie pandemii ograniczając liczbę wizyt w szpitalu. Generuje również oszczędności w finansowaniu leczenia AMD, a więc jest to leczenie korzystne zarówno dla pacjentów jak i płatnika.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn cze 08, 2020 16:00 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Uwaga na niesprawdzone terapie z użyciem komórek macierzystych
Źródło: niepełnosprawni.pl 05.06.2020
PAP

Skuteczność medycyny regeneracyjnej, w tym z użyciem komórek macierzystych, potwierdzono w niewielu przypadkach. Jednak prywatne kliniki, kierując się chęcią zysku, oferują terapie komórkowe i genowe o niesprawdzonym działaniu – oceniają eksperci z europejskich akademii nauk.
Rekomendacje na temat badań w dziedzinie medycyny regeneracyjnej zawarli w raporcie pt. „Wyzwania i możliwości medycyny regeneracyjnej”, opublikowanym w czerwcu. Przygotowały go wspólnie organizacje: EASAC (European Academies Science Advisory Council) zrzeszająca 28 europejskich akademii nauk, w tym Polską Akademię Nauk oraz FEAM (Federation of European Academies of Medicine), czyli Federacja Europejskich Akademii Medycznych. Swój wkład do dokumentu wnieśli m.in. eksperci z Polski.
Jak podkreślają autorzy raportu, medycyna regeneracyjna, która obejmuje m.in. wykorzystanie komórek macierzystych i terapii genowych w celu naprawy i regeneracji tkanek, daje nadzieję na leczenie wielu poważnych chorób, w tym związanych ze starzeniem się społeczeństwa. Jednak choć badania nad tymi terapiami trwają od lat, to postęp w medycynie regeneracyjnej znacząco odbiega od rozbudzonych nadziei – oceniają specjaliści.

Nieetyczne praktyki

W ciągu ostatniej dekady nastąpił bardzo szybki rozwój w dziedzinie eksperymentalnych terapii medycyny regeneracyjnej. Wkraczają one szybko do klinik, choć dotychczas potwierdzono „jedynie nieliczne wskazania, zwykle w przypadku rzadkich lub bardzo rzadkich chorób” – można przeczytać w raporcie.
Eksperci zwracają w nim uwagę, że w niektórych krajach narasta problem klinik komercyjnych, które „oferują nieuregulowane prawem usługi i produkty, o słabo udokumentowanej skuteczności i wątpliwym uzasadnieniu terapeutycznym, obiecując przy tym szerokie korzyści”. Ośrodki te kierują się jednak głównie chęcią zysku. A ich nieetyczne praktyki niosą ze sobą zagrożenie dla pacjentów. Ponadto, za terapie o wątpliwej skuteczności zdesperowani pacjenci często płacą w prywatnych klinikach ogromne pieniądze, podkreślają specjaliści.
Kolejny problem, na który wskazano jest taki, że zgoda na zastosowania komercyjne niektórych terapii eksperymentalnych podejmowana jest przedwcześnie przez instytucje regulujące na podstawie niekompletnych dowodów naukowych. Powodem tej sytuacji jest presja wywierana przez firmy biotechnologiczne, konkurujące ze sobą na globalnym rynku.
- Raport EASAC i FEAM przestrzega przed wybieraniem dróg na skróty i oferowaniem leków i terapii, które w oparciu o przekonania i wiarę, a nie fakty naukowe i rzetelne badania, pojawiają się i zapewne będą się pojawiać, jak grzyby po deszczu” – skomentował raport prof. Józef Dulak z Komitetu Biotechnologii PAN w materiale przesłanym PAP wraz z informacją nt. raportu.
Specjalista zwraca uwagę, że również procedury określane mianem eksperymentów leczniczych wiążą się z kosztami ponoszonymi przez pacjentów.
- Powszechne - także w Polsce - zezwalanie na takie inwazyjne zabiegi przez komisje bioetyczne powinno być przedmiotem głębokiego zastanowienia środowiska medycznego oraz odpowiednich instytucji nadzorujących – podkreślił prof. Dulak.
W jego opinii czas na zdecydowane działania dla dobra pacjentów, dla ich ochrony przed „kosztownymi i potencjalnie niebezpiecznymi złudzeniami”.
W najnowszym raporcie akademie nauk apelują do Unii Europejskiej (UE), aby stała na straży regulacji zdrowotnych w trosce o bezpieczeństwo pacjentów.
- Wyniki badań naukowych są dziś ważniejsze, niż kiedykolwiek przedtem. UE i ciała regulacyjne w poszczególnych krajach powinny dołożyć wszelkich starań, aby nie dopuścić do podważenia publicznego zaufania do nauki – ocenił współautor raportu prof. Giulio Cossu z Uniwersytetu w Manchesterze, cytowany w informacji prasowej.

Co z dobrem pacjenta?

Eksperci EASAC i FEAM rekomendują, aby wspierać wysokiej jakości badania naukowe w dziedzinie medycyny regeneracyjnej. Ich zdaniem decyzje o dopuszczeniu terapii na rynek muszą opierać się na wiarygodnych i powtarzalnych wynikach badań, a badacze muszą przestrzegać wytycznych dotyczących odpowiedzialnego prowadzenia badań oraz ich przełożenia na praktykę.
Autorzy raportu podkreślają, że dobro pacjenta jest priorytetem, dlatego każda terapia musi być oparta na solidnych dowodach naukowych i konkretnych kryteriach skuteczności. Jeśli pacjent wyraża zgodę na udział w terapii eksperymentalnej, nie powinien być obciążany kosztami badań klinicznych.
Ponadto opinia publiczna i pacjenci powinni być chronieni przed dezinformacją poprzez zapewnienie im dostępu do wiarygodnych źródeł wiedzy i informacji.
Prof. Dulak wyraził nadzieję, że za tymi rekomendacjami pójdą też działania odpowiednich służb medycznych i organów administracji rządowej w Polsce, które wezmą pod uwagę zdrowie pacjentów oraz ich ochronę jako konsumentów. „Bardzo źle się stanie, jeśli po raz kolejny uzna się, że problem nas nie dotyczy, że odnosi się do jakichś niezidentyfikowanych instytucji i klinik zagranicznych (…). Jest inaczej i jest najwyższy czas na konkretne działania” - podsumował specjalista.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lip 24, 2020 13:27 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych 2020-07-17
Wydział Ds. Komunikacji, oprac.: GR

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w roku 2020 przekaże w sumie prawie 1 mld 250 mln złotych na wsparcie działań z zakresu aktywizacji społecznej i zawodowej osób z niepełnosprawnościami realizowanych przez samorządy. Środki te przekazywane są w ramach tzw. algorytmu oraz programów PFRON.
W bieżącym roku Fundusz zabezpieczył na jego realizację rekordowy, wynoszący prawie 182 mln zł budżet. Dzięki tak dużej kwocie, każda osoba spełniająca określone warunki, będzie mogła otrzymać oczekiwaną i potrzebną pomoc w celu likwidacji uciążliwych barier ograniczających jej aktywność zawodową i społeczną a także dostęp do edukacji.
Wyższa kwota przeznaczona na realizację programu pozwoliła zwiększyć maksymalne kwoty dofinansowań do zakupu wózka o napędzie elektrycznym (do 25 tys. zł), zakupu sprzętu elektronicznego (do 24 tys. zł – dla osoby niewidomej, do 7 tys. zł dla osoby z dysfunkcją obu kończyn górnych, do 7,5 tys. zł dla osoby z dysfunkcją wzroku i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, do 4 tys. zł dla osoby z dysfunkcją narządu słuchu i trudnościami w komunikowaniu się za pomocą mowy), skutera o napędzie elektrycznym (do 7,5 tys. zł) oraz na pokrycie kosztów uzyskania wykształcenia na poziomie wyższym (dofinansowanie czesnego do 4 tys. zł za semestr) czy zapewnienia opieki dla osoby zależnej (do 300 zł miesięcznie). Wyższe środki finansowe przekazane do powiatów na realizację zadań w ramach programu to też większa wartość środków finansowych dla powiatu z tytułu obsługi, ewaluacji i promocji programu.
Do 10% zmniejszono natomiast wymagany udział własny przy ubieganiu się o dofinansowanie do zakupu sprzętu elektronicznego dla osób z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności i dysfunkcją wzroku oraz do 25% – udział własny przy dofinansowaniu zakupu skutera o napędzie elektrycznym lub napędu elektrycznego do wózka.
Program składa się z trzech Modułów. Moduł I to dofinansowanie działań likwidujących bariery: transportową, w dostępie do uczestnictwa w społeczeństwie informacyjnym, w poruszaniu, a także dofinansowanie opieki nad osobą zależną. Moduł II obejmuje dofinansowanie lub refundację kosztów uzyskania wykształcenia na poziomie wyższym. Natomiast Moduł III to finansowanie kosztów szkolenia kadr samorządów oraz organizacji pozarządowych w zakresie problematyki niepełnosprawności.
Realizatorami Modułu I i II są jednostki samorządu powiatowego. Moduł III zaś jest realizowany przez PFRON w trybie ustawy Prawo zamówień publicznych.
Wnioski w ramach Modułu I należy składać do 31 sierpnia danego roku, zaś w Module II w dwóch turach: I tura do 31 marca i II tura do 10 października danego roku realizacji programu.
Więcej na:
www.pfron.org.pl

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lip 28, 2020 09:57 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Droższe urządzenia brajlowskie bez statusu wyrobu medycznego
Źródło: niepełnosprawni.pl 24.07.2020
Beata Dązbłaż

Od lipca 2020 r. wzrosła stawka VAT z 8 proc. do 23 proc. na urządzenia brajlowskie, które nie mają statusu wyrobu medycznego. Te, które są wyrobem medycznym dalej sprzedawane są ze stawką 8 proc. VAT.
- Urządzenia brajlowskie wraz z ok. 200 innymi pozycjami była w ustawie o VAT: w tabeli, która ustanawiała na nie 8-procentowy podatek VAT. Teraz zniknęło z tej tabeli ok. 170 pozycji, w tym wiele urządzeń brajlowskich. W praktyce oznacza to, że mają one 23-procentowy VAT – mówi Konrad Łukaszewicz z firmy E.C.E.
8 proc. VAT nadal dotyczy produktów, które są wyrobami medycznymi. Jednak panuje tu dość spory chaos. Dla przykładu niektóre drukarki brajlowskie mają taki status, a inne nie. Wyrobem medycznym na pewno są powiększalniki.
- W kwestii wyrobów medycznych sytuacja jest bardzo niejasna. Nie ma oficjalnej listy mówiącej, że coś jest wyrobem w Polsce, a coś nim nie jest – mówi Wojciech Maj z firmy Medison.

Za co płacimy więcej?

Tomasz Hakenberg z E.C.E. podaje przykłady produktów, za które od 1 lipca br. płacimy więcej.
- Notes brajlowski IBAI kosztował 3600 zł, teraz kosztuje 4140 zł. Dużo bardziej rozbudowany notes z 20-znakową linijką brajlowską kosztował 20 tys. zł, a teraz 23 tys. zł. Notes Polaris z 32-znakową linijką brajlowską kosztował 23 tys. zł, teraz cena wzrosła do 27 tys. zł. – wylicza.
Cena dość popularnej drukarki brajlowskiej Everest DV5 z 20 699 zł wzrosła do 23 499 zł. Trochę mniejsza Basic DV5 kosztowała 16 199 zł, a teraz jej cena wynosi 18 499 zł.
- Linijki brajlowskie QBraille, które nie są wyrobem medycznym poszły w górę z 13 tys. zł do 15 400 zł – dodaje Tomasz Hakenberg.
Nie zmieniła się natomiast cena programu udźwiękawiającego Jaws, gdyż jest on wyrobem medycznym – zatem VAT pozostaje bez zmian. Podobnie jest z programami powiększająco-udźwiękawiającymi.
Bez zmian pozostały ceny komputerów, iPhonów, oprogramowania do skanowania – już wcześniej VAT na te produkty wynosił 23 proc.
- Problem w tym, że droższe urządzenia brajlowskie, są już nieosiągalne niemalże, np. 40-znakowa linijka z technologią aktywnego sterowania dotykiem kosztowała 25 tys. a teraz pewnie ok. 28 tys. Wszystko co kosztuje powyżej 17 tys. jest już naszą dopłatą, a więc koszty dla użytkowników tutaj znacznie wzrosły – mówi Wojciech Maj.

Co na to resort finansów?

- Z informacji, które Ministerstwo Finansów otrzymało w trakcie prac nad ustawą wprowadzającą nową matrycę stawek VAT wynika, że większość tego typu urządzeń i programów komputerowych dla osób niewidomych i słabowidzących korzystało ze stawki 8 proc. ze względu na posiadanie statusu wyrobu medycznego. Tego typu urządzenia i programy komputerowe, które mają status wyrobów medycznych, nadal będą więc opodatkowane stawką 8 proc. VAT. Nie jest więc prawdą, że nowa matryca stawek VAT w całości wyeliminowała stawkę 8 proc. VAT na urządzenia i programy komputerowe dla osób niewidomych i słabowidzących – mówi przedstawiciel biura prasowego Ministerstwa Finansów. – Jeżeli chodzi o pozostałe urządzenia i programy, które nie mają statusu wyrobów medycznych, to w tym zakresie Ministerstwo Finansów analizuje sprawę. Pewne zmiany w stawkach obniżonych nie są na ten moment wykluczone – dodaje.

Perspektywy rynku

Ministerstwo wyjaśniło także przy okazji, że zgodnie z nową matrycą stawek VAT publikacje w alfabecie Braille'a, sklasyfikowane według nomenklatury scalonej w dziale 49 Książki, broszury, ulotki i podobne materiały, drukowane, nawet w pojedynczych arkuszach (CN 4901) będą w dalszym ciągu korzystać z 5 proc. stawki VAT (poz. 19 zał. 10 do ustawy o VAT).
- Ten rynek bez dofinansowań z PFRON ma nikłe perspektywy – ocenia Tomasz Hakenberg. – Obecnie na sprzęt podstawowy elektroniczny jest 9 tys. dotacji, w przypadku urządzeń brajlowskich dofinansowanie wynosi 15 tys. przy 10-proc. wkładzie własnym – dodaje.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lip 28, 2020 09:59 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: pzn.org.pl 28.07.2020

Zespół suchego oka (ZSO) to jedna z najczęstszych przyczyn wizyt pacjentów u okulistów. Jest trudny do zdiagnozowania, a co za tym idzie i do leczenia. Zbagatelizowanie schorzenia może prowadzić do uszkodzenia wzroku. Polecamy artykuł na ten temat z bazy wiedzy umieszczonej na naszej stronie internetowej.
Zespół suchego oka należy do chorób obniżających jakość życia, których znaczenie jest społecznie trywializowane. Niewłaściwa terapia może prowadzić do nieodwracalnych, poważnych uszkodzeń w obrębie oka i pogorszenia funkcjonowania w codziennym życiu.
ZSO to wieloczynnikowa choroba polegająca na nieprawidłowym nawilżaniu powierzchni oka przez film łzowy. Najczęstsze objawy to: pieczenie, uczucie dyskomfortu, świąd, zaburzenia widzenia (najczęściej pod postacią przejściowego zamazanego widzenia), podrażnienie, nadwrażliwość na światło. Objawy przez każdego chorego mogą być opisywane inaczej, dlatego schorzenie jest często nieprawidłowo rozpoznawane. Niewłaściwa diagnostyka może skutkować wdrożeniem nieodpowiedniego leczenia.
Z uwagi na różne kryteria rozpoznania trudno ocenić częstość występowania ZSO. Szacuje się, że choruje na to od 20% do 50% społeczeństwa, co dowodzi, że zespół suchego oka stanowi istotny problem zdrowotny.

Więcej informacji w artykule opracowanym na podstawie wytycznych Polskiego Towarzystwa Okulistycznego, Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów na stronie: https://pzn.org.pl/zespol-suchego-oka/

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt sie 28, 2020 15:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: BIP nr 16 (231), sierpień 2020

Kora wzrokowa osób niewidomych od urodzenia, podobnie jak osób widzących, koduje informacje o dźwiękach – wynika z najnowszych badań opublikowanych w czasopiśmie naukowym „Current Biology”.

Badacze z międzynarodowego zespołu odkryli, że nawet najbardziej podstawowe obszary wzrokowe osób niewidomych kodują informacje o słyszanych dźwiękach.
− Innymi słowy, używając jedynie aktywności kory wzrokowej, byliśmy w stanie odgadnąć jakiego dźwięku słuchała w danym momencie niewidoma osoba badana. Co ciekawe, pomimo pewnych różnic w poprawności rozróżniania dźwięków, ogólny wzór wyników był bardzo podobny dla osób niewidomych i dla osób widzących, badanych uprzednio przez moich współpracowników − tłumaczy dr Bola z Instytutu Psychologii UJ.
Badacze wykorzystali metodę obrazowania rezonansem magnetycznym do prześledzenia aktywności mózgu niewidomych ochotników, kiedy słuchali dźwięków takich jak szum lasu, odgłosy zatłoczonej ulicy czy też ludzkich rozmów − opisuje badania dr Łukasz Bola. W obydwu grupach dźwięki były lepiej rozróżniane na podstawie aktywności tej części kory wzrokowej, która u osób widzących przetwarza informacje z obrzeży pola widzenia. Obszary, do których dociera informacja wzrokowa z centrów pola widzenia, wydawały się być natomiast mniej „zainteresowane” słyszanymi przez uczestników badania dźwiękami.
Dla naukowców nadal nie jest jasne, dlaczego kora wzrokowa, poza swoją główną funkcją, jest również „zainteresowana” tym, co słyszymy.
− Wciąż nie mamy odpowiedzi na to pytanie. Pozostają spekulacje: dźwięki mogą okazać się przydatne, aby przygotować nas na to, co za chwilę zobaczymy. Albo też dla kierowania naszej uwagi w określone obszary pola wzrokowego – w szczególności na jego obrzeża, gdzie ostrość naszego wzroku jest dużo niższa niż w centrum. W przypadku osób niewidomych − być może mózg nawet nie zauważa braku zmysłu wzroku lub też nie dopuszcza, by pewne tkanki pozostały niewykorzystane − mówi dr Bola.
W ocenie badacza wyniki prac zespołu, w którym uczestniczył mogą mieć bardzo konkretny wymiar.
− W wymiarze praktycznym to, że generalna organizacja kory wzrokowej jest u osób niewidomych zachowana, może być istotną informacją dla badaczy opracowujących metody przywracania wzroku, takie jak implanty siatkówki − uważa naukowiec.
Badania były prowadzone przez zespół naukowców z University of Glasgow oraz Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w ramach projektu finansowanego przez Narodowego Centrum Nauki.
Źródło: Nauka w Polsce

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr wrz 09, 2020 17:23 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Czeka nas przebudowa systemu wsparcia? Program na rzecz samodzielności
Źródło: niepełnosprawni.pl 02.09.2020
Mateusz Różański

Co zrobić, by Warsztaty Terapii Zajęciowej naprawdę wprowadzały osoby z niepełnosprawnością na rynek pracy? Jak dopasować usługi asystenckie do polskich realiów i potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami? Jakie nowe formy wsparcia wprowadzić do polskiego systemu, by odpowiadał na zmieniające się potrzeby? Znalezieniu odpowiedzi na te pytania i, co ważniejsze, wdrożeniu ich w życie służy program „Aktywni niepełnosprawni – narzędzia wsparcia samodzielności osób niepełnosprawnych”.
Umowę o partnerstwie na rzecz realizacji tego projektu podpisała Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – Marlena Maląg podczas konferencji 2 września 2020.

Nowe rozwiązania pilnie poszukiwane

- Nam zależy na tym, żeby podnosić standardy w zakresie aktywizacji zawodowej, społecznej i przede wszystkim wspierania osób niepełnosprawnych – mówiła Minister Marlena Maląg
Program, który podpisała minister rodziny, służy przede wszystkim wypracowaniu rozwiązań, umożliwiających maksymalną niezależność osobom z niepełnosprawnością – na przykład niepełnosprawnością intelektualną. Te rozwiązania, według pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, mają służyć przebudowie systemu wsparcia osób z niepełnosprawnością. Choćby zmianie funkcjonowania WTZ.

WTZ nie będą już „przechowalniami”

- Ideą projektu jest to, żebyśmy przeszli od sytuacji, gdy osoba niepełnosprawna, nie mając co ze sobą zrobić, walczy, żeby znaleźć się w WTZ. A potem jej życie upływa na spędzaniu czasu wśród innych osób z niepełnosprawnością – tłumaczył Pełnomocnik Wdówik. – My chcemy, by WTZ stały się miejscami, które oferują start do niezależności i samodzielności. Chodzi o to, żeby na przykład osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie były całe życie zamknięte w WTZ. Chcemy, by było choćby tak jak w USA, gdzie takie osoby pracują na miarę swoich możliwości w w różnych miejscach, np. sklepach czy restauracjach – wyjaśniał pełnomocnik.
Paweł Wdówik poinformował też, że jednym z rozwiązań, które będą opracowywane w ramach programu jest asystent osobisty.
- Asystent to nie tylko osoba, która pcha czyjś wózek. On może pełnić naprawdę różne role – powiedział Paweł Wdówik.
Zdaniem pełnomocnika, projekt ma przede wszystkim stworzyć warunki do tego, by osoby z niepełnosprawnością mogły funkcjonować jako pełnoprawni obywatele, a nie jedynie bierni odbiorcy pomocy.
Jednym z partnerów programu, który będzie dzielił się zdobytą przez dziesiątki lat wiedzą, jest Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną (PSONI).

Szansa na realną zmianę

- Chcemy zaproponować, razem z osobami z niepełnosprawnościami i ekspertami, kilka narzędzi wsparcia, które w ramach konsultacji społecznych zostaną poddane analizie – mówiła prezeska stowarzyszenia doktor Monika Zima-Parjaszewska. – Z nich wybierzemy te, które zostaną wprowadzone jako programy pilotażowe. To da szansę na sprawdzenie ich efektywności. A potem będziemy pracować nad konkretnymi rozwiązaniami ustawodawczymi i prawnymi, które dzięki liderowi programu - Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej - będą mogły zostać wprowadzone w życie – dodała prezeska PSONI.
Budżet projektu „Aktywni niepełnosprawni – narzędzia wsparcia samodzielności osób niepełnosprawnych” to 36,2 mln zł. Pieniądze pochodzą ze środków unijnych.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr wrz 09, 2020 17:27 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Pełnomocnik obiecuje m.in. rozwiązanie problemu pułapki rentowej
Źródło: niepełnosprawni.pl 02.09.2020
not. Mateusz Różański

Jeszcze we wrześniu rząd zajmie się pułapką rentową, a także jeszcze w tym roku przedstawi strategię deinstytucjonalizacji i długo oczekiwaną ustawę o reformie orzecznictwa. To zaledwie kilka z informacji, którymi podzielił się z nami podczas wideoczatu Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, Paweł Wdówik.
Podczas drugiego już w tym roku wideoczatu, 2 września, podczas którego Paweł Wdówik odpowiadał na pytania odbiorców mediów Integracji poruszono m.in. temat świadczeń dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami, reformy orzecznictwa, ale też aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych i działań na rzecz opartego na społecznościach lokalnych systemu wsparcia.
Spotkanie było na żywo transmitowane za pośrednictwem kanału Integracji na YouTube, profilu na Facebooku i portalu Niepelnosprawni.pl. Dzięki uprzejmości Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej tłumaczone było na Polski Język Migowy.

Poniżej cały zapis wideoczatu.

Ministerstwo popiera zrównanie świadczeń dla opiekunów. Problemem są pieniądze

- Boleśnie pilną i najważniejszą sprawą jest kwestia wsparcia finansowego dla opiekunów osób z niepełnosprawnością – odpowiedział na pytanie dotyczące wsparcia tej grupy Paweł Wdówik.
Wskazał na ogromne różnice w kwotach, przyznanych poszczególnym grupom opiekunów – jak choćby tzw. matkom EWK czy opiekunom osób dorosłych, którzy otrzymują prawie trzykrotnie mniej pieniędzy niż opiekunowie dzieci z niepełnosprawnością.
- Choć sam jestem osobą niepełnosprawną, po przyjściu do ministerstwa jestem zaskoczony i przytłoczony skalą tego problemu – powiedział pełnomocnik.
Przy okazji zaznaczył, że kwestia świadczeń dla opiekunów jest poza jego oficjalnymi kompetencjami, w dużej mierze określonymi przez Ustawę o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych.
Pełnomocnik powiedział też, że choć jego resort popiera wyrównanie świadczeń, to samo to poparcie i działania jego jako pełnomocnika, to o wiele za mało.
- Wyrównanie świadczeń gdy jedno wynosi 620, a drugie 1830 złotych to są dziesiątki miliardów złotych. Dlatego nie wystarczy, że pani minister jest za tym. Sprawa musi dotknąć ministerstwa finansów – powiedział pełnomocnik.

Reforma orzecznictwa. Konsultacje jeszcze w tym roku

Paweł Wdówik zauważył, że kwestia świadczeń to jedna z tych spraw, które wymagają reformy orzecznictwa. A prace nad nią trwają już od 2016 roku.
- Liczymy, że jeszcze tej jesieni uda nam się upublicznić projekt ustawy orzeczniczej i przekazać go do konsultacji społecznych – obiecał wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.
Poinformował on, że póki co trwają konsultacje między ZUS a Biurem Pełnomocnika ds. Osób Niepełnosprawnych w sprawie szczegółowych zapisów ustawy. Ta zaś, zdaniem pełnomocnika, ma wiele zalet. Jak choćby opis funkcjonalny niepełnosprawności oparty na ICF. Pozwoli to na precyzyjne określenie tego, w jakim stopniu dana osoba jest zależna od innych i jak intensywnego wsparcia potrzebuje. To pomoże zarówno osobom najbardziej aktywnym, ale też tym, które określane są jako najmniej samodzielne.
Przy okazji Paweł Wdówik zapewnił, że nowe orzecznictwo wcale nie ma na celu masowego „uzdrawiania” i odbierania orzeczeń o niepełnosprawności.

Środki bezpośrednio do osoby z niepełnosprawnością, a nie jej opiekuna

Celem, i to dalekosiężnym, nakreślonym przez pełnomocnika, jest zmiana całego systemu wsparcia tak, by pieniądze przypisane były nie do opiekuna, ale do samej osoby z niepełnosprawnością. To pozwoli zlikwidować problem progów dochodowych, ale też sprawi, że opiekunowie będą mogli podjąć pracę bez strachu przed utratą świadczenia. Ma to się stać jeszcze w tej kadencji parlamentu.

Jedna z uczestniczek wideoczatu zapytała o sytuację dorosłych osób z autyzmem, które trafiają do domów pomocy społecznej, gdzie są skazywane na regres i wegetację.

- Osoby z autyzmem nie powinny być w DPS! – odpowiedział stanowczo pełnomocnik rządu.
Podkreślił, że sytuacja osób z autyzmem jest jednym z priorytetów jego działań. Wiceminister ma świadomość tego, że obecnie funkcjonujące rozwiązania – jak choćby przyjęte w zeszłym roku Środowiskowe Domy Samopomocy typu „D” są niewystarczające. Stąd stworzenie w ramach Funduszu Solidarnościowego programu Centrów Opiekuńczo-Mieszkalnych.

Deinstytucjonalizacja albo „unia zakręci kurek”

Przy tej okazji nie mogło zabraknąć tematu deinstytucjonalizacji, czyli odejścia od opieki opartej na wielkich instytucjach, jak np. DPS-y na rzecz usług świadczonych w społecznościach lokalnych.
- Przyjęcie strategii deinstytucjonalizacji jest niezbędne, by Polska otrzymała pieniądze w ramach funduszy unijnych. Dlatego ona po prostu musi być przyjęta i zaakceptowana przez Brukselę jeszcze w tym roku – zauważył Paweł Wdówik.
W odpowiedzi na inne pytanie pełnomocnik powiedział, że czymś absolutnie nie do przyjęcia jest to, że wciąż jeszcze środki unijne kierowane są na budowę wielkich DPS-ów.
Jednym z elementów budowania systemu opartego na świadczonych lokalnie usługach są programy realizowane w ramach Funduszu Solidarnościowego. Oprócz wspomnianych Centrów Opiekuńczo-Mieszkalnych, są to programy dotyczące opieki wytchnieniowej i usług asystenckich. Ich problemem, zdaniem pełnomocnika, jest to, że po środki przeznaczone na te usługi niezbyt chętnie sięgają samorządy.

Samorządy nie chcą opieki wytchnieniowej

- Dlatego zmniejszyliśmy środki dla samorządów i uruchomiliśmy równoległe programy dla organizacji pozarządowych. W przeciwieństwie do samorządów zainteresowanie świadczeniem usług asystenckich jest ogromne – powiedział pełnomocnik.
Odniósł się w ten sposób do zarzutów, że rząd obciął wydatki na program opieki wytchnieniowej i usług asystenckich. Przy okazji poinformował też, że 4 września zostanie ogłoszony program „Opieki Wytchnieniowej” skierowany do organizacji pozarządowych, które zdają się być bardziej zainteresowane prowadzeniem tego typu usług niż samorządy.
Ale to nie koniec planów pełnomocnika, dotyczących wspierania osób z niepełnosprawnością i ich opiekunów.
- Docelowo od 2022 roku chcemy wpisać do ustawy usługi asystenckie i opiekę wytchnieniową jako obowiązki samorządów. I tak jak samorządy mają obowiązek prowadzenia szkół, tak samo będą musiały zapewnić usługi asystenckie i opiekę wytchnieniową – obiecał wiceminister.

Pułapka rentowa odejdzie do przeszłości?

Podczas wideoczatu nie mogło zabraknąć też tematu rynku pracy – a zwłaszcza pułapki rentowej.
- Mamy gotowe przepisy dotyczące pułapki rentowej, chcielibyśmy zająć się tym od strony legislacyjnej jeszcze we wrześniu. Mamy policzone koszty likwidacji pułapki rentowej i są one zaskakująco niskie. I jest to rzecz, którą najszybciej uda się nam załatwić – zapowiedział wiceminister Wdówik.
W mniej optymistycznym tonie odniósł się on do sprawy zatrudnienia osób z niepełnosprawnością w urzędach państwowych i samorządowych.

Urzędy nie zatrudniają

- Kwestia zatrudnienia osób z niepełnosprawnością w administracji woła o pomstę do nieba. Ale nie mamy realnych narzędzi do tego, by zobligować urzędy, by to zmieniły – zauważył Paweł Wdówik. – Pewien wojewoda powiedział mi, że jest potworny opór i strach przed zatrudnianiem osób z niepełnosprawnością wśród pełnosprawnych pracowników – dodał.
Według obserwacji pełnomocnika, instytucje publiczne mają po prostu wpisane w budżet kary na PFRON. Z drugiej zaś strony nie mogą one korzystać ze środków PFRON dostępnych choćby dla firm prywatnych.
- Myślimy nad zmianą prawa tak, by umożliwić pobieranie środków z PFRON przez administrację publiczną, choćby na dostosowanie miejsca pracy – wskazał.

Pomoc dla osób chorujących psychicznie

Podczas wideoczatu poruszono też m.in. kwestię osób chorujących psychicznie i ich specyficznych potrzeb, które są często niewidoczne dla polskiego systemu wsparcia. Tu Paweł Wdówik odniósł się do czasów, gdy kierował Biurem ds. Osób Niepełnosprawnych na Uniwersytecie Warszawskim. Tam spośród prawie 1600 zarejestrowanych studentów z niepełnosprawnością prawie 900 było osobami chorującymi psychicznie.
- Skoro Pan Bóg mnie postawił w tym miejscu, to wierzę, że uda mi się wypracować rozwiązania dotyczące osób z chorobami psychicznymi na skalę ogólnopolską. Tak, by te osoby mogły normalnie godnie żyć – zaznaczył.

Pełnomocnik: Czekam na wasze pytania

To oczywiście nie wszystkie tematy poruszone podczas wideoczatu, który w całości dostępny jest w naszych mediach.
Wkrótce na naszym portalu pojawi się też pełen zapis tego spotkania.
Paweł Wdówik zachęcił Czytelników naszego portalu, by przesyłali mu swoje pytania pocztą elektroniczną na adres: pawel.wdowik@mrpips.gov.pl.
Zapowiedział też, że chętnie weźmie udział w kolejnym wideoczacie z Czytelnikami naszego portalu, i to jeszcze w październiku, gdzie będzie miał okazję podzielić się konkretnymi dokonaniami.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr wrz 09, 2020 17:29 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
W 2020 r. ponad 27 mld zł na wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami
Źródło: niepełnosprawni.pl 02.09.2020
PAP

- W 2020 r. na wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami zaplanowano ponad 27 mld zł – powiedziała w środę, 2 września, szefowa MRPiPS Marlena Maląg. – To 12 mld zł więcej niż w roku 2015 – zaznaczyła.
Minister rodziny, pracy i polityki społecznej zapewniła w Warszawie, że działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami są ważne.
- Troska o osoby z niepełnosprawnościami jest ważnym elementem działań rządu zarówno jeśli chodzi o podniesienie aktywności, wsparcie finansowe, jak i o rehabilitację społeczną i zawodową. To także konkretne programy – mówiła.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr wrz 09, 2020 17:30 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Sklep odmówił ministrowi sprzedaży telefonu na raty. Bo nie widzi
Źródło: money.pl 08.09.2020
(PAP, Artur Reszko)

Poniedziałek, 7 września. Pruszków pod Warszawą. Do tamtejszego sklepu sieci RTV EURO AGD wchodzi ojciec z 16-letnim synem. Przyszli kupić synowi telefon komórkowy. Zakup ma być na raty. Spłacał będzie syn, ale umowa będzie na ojca. Podchodzą do stanowiska obsługi klienta, w którym można zawrzeć umowę kredytową.
- Obsługująca sprzedaż ratalną pracownica na nasz widok robi minę rozdrażnionej. Jest dla nas nieuprzejma. Posyła nas najpierw do sprzedawcy po plastikową kartę kredytową zawierającą opis i kod wybranego produktu. Kiedy z nią wracamy, zaczyna piętrzyć przeszkody – opisuje Paweł Wdówik, Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, klient sklepu i osoba ociemniała.
- Pani sugeruje, że umowę kredytową trzeba zrozumieć. Odpowiadam jej grzecznie, że nie powinno być z tym większych problemów. Wówczas pyta, kto mi ją odczyta i się za mnie podpisze – skoro nie widzę? – relacjonuje minister Wdówik – Sugeruje też, bym przyszedł z kimś dorosłym (syn jest niepełnoletni, nie posiada jeszcze dowodu osobistego).
Atmosfera gęstnieje z każdą minutą. Ekspedientka zastrzega, że żaden z banków, z którym współpracuje sklep, czyli Alior Bank oraz Santander Consumer Bank nie zawierają umów z osobami niewidzącymi.
Po chwili dodaje jednak, że Santander Consumer akceptuje umowy z osobami ociemniałymi, o ile jest przy tej umowie obecna jeszcze osoba trzecia.
Wdówik prosi więc kobietę, by ta odczytała mu regulamin sprzedaży ratalnej w przypadku, gdy o kredyt ubiega się osoba niewidząca.
Z jego treści wynika, że osobą tą może być osoba towarzysząca klientowi lub inny pracownik sklepu, który nie uczestniczy w podpisywaniu umowy. Ten musi jednak złożyć na umowie podpis poświadczający, że klient zapoznał się z treścią umowy i ją akceptuje. Musi też wpisać serię i numer dowodu osobistego.
Kobieta radzi ministrowi by przyszedł z kimś dorosłym. Na marginesie dodajmy, że pan minister przekroczył pięćdziesiątkę.
- Na pomoc przy zawarciu umowy nie godzi się żaden z pracowników sklepu. Zarówno kierownik sklepu, jak i pozostali pracownicy solidaryzują się z osobą, która mnie obsługuje. Poprosiłem o zaświadczenie, że nie zostanę obsłużony. Odmówiono mi go jednak – informuje.

"Zrobiło się nerwowo"

W tej sytuacji Wdówik postanawia wezwać policję, ale wówczas kobieta ze sprzedaży ratalnej zaczyna płakać i tłumaczyć, że jej nie wolno zawierać umów z osobami niewidzącymi.
- Zrobiło się nerwowo. Ta pani stwierdziła, że ją straszę i że przeze mnie może stracić pracę, więc się wycofałem – opowiada nasz rozmówca.
Przy wyjściu Wdówik rzuca w kierunku kobiety na pożegnanie informację, że orientuje się w prawach konsumenckich i to, co zrobił sklep to zwykła dyskryminacja. Dodaje, że jest członkiem rządu.
Ostatnie zdanie wypowiedziane przez ministra rozbawia zaszlochaną kobietę.
– Tak, na pewno jest pan z rządu... – potakiwała kiwając głową myśląc pewnie, że jestem wariatem – komentuje nasz rozmówca.
Co ciekawe, po powrocie do domu Wdówik wszedł na stronę internetową sklepu i kupił synowi upatrzony model na raty. Umowę zawarł z Aliorem. Z uzyskaniem kredytu drogą elektroniczną nie było żadnego problemu. Cała operacja zajęła mu kilka minut.
Minister zamieścił też krótki opis sytuacji na Twitterze. Napisał w nim: "w sklepie RTV EURO AGD odmówiono mi dzisiaj możliwości zakupu na raty, ponieważ jestem osobą niewidomą. Pani poprosiła, abym przyszedł z kimś dorosłym. Zdaniem pracownika żaden z banków współpracujących z siecią nie daje zgody na zawarcie umowy z osobą niewidomą. A teraz finał: te same raty, których mi odmówiono w sklepie, bez najmniejszego problemu otrzymałem dokonując zakupu przez internet. Prawo do poprawki!"
Próbowaliśmy skontaktować się z zarządem spółki Euro-net, właścicielem sieci sklepów RTV EURO AGD. Jedyny komentarz, jaki udało się nam uzyskać w tej sprawie z biura prasowego spółki był taki, że trwa weryfikacja zaistniałej sytuacji.
To nie pierwsze zastrzeżenie do Euro-netu. W 2013 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na spółkę karę w wysokości pół miliona złotych za to, że ta wprowadzała klientów w błąd co do darmowej dostawy, która miała być ograniczona czasowo do zamówień złożonych wyłącznie do piątku. Tymczasem w praktyce opcja ta była dostępna również w inne dni tygodnia.
Sieć przez kilka miesięcy pozyskała w ten sposób klientów, którzy zdaniem UOKiK w innym razie nie zdecydowaliby się na zrobienie tam zakupów.

Kredyt dla niewidomego. Co mówią banki

Santander Consumer Bank zapewnia, że z ich strony nie było żadnych przeszkód do zawarcia umowy. Magdalena Grzelak, rzecznik prasowy banku ubolewa, że doszło do takiego incydentu. - Santander Consumer Bank S.A. udziela kredytów ratalnych wszystkim osobom, które spełniają warunki kredytowe, a więc również osobom niewidomym – zaznacza Grzelak.
Dodaje, że bank stworzył specjalne zasady obsługi klientów z niepełnosprawnościami, które mają na celu przede wszystkim zabezpieczenie interesu klientów z wadami słuchu czy wzroku.
- Dbając o komfort i interes klienta umowa musi być mu odczytana, a żeby miał pewność zgodności podpisywanych dokumentów z wersją odczytywaną, rekomendujemy przy tym obecność osoby trzeciej – wyjaśnia rzeczniczka.
Zaznacza, że bank poprosił o wyjaśnienia zarząd spółki Euro-net.
- Skontaktowaliśmy się z naszym partnerem RTV EURO AGD, aby upewnić się, że powyższe zasady są znane wszystkim pracownikom sklepu, którzy zajmują się obsługą klientów pod kątem sprzedaży kredytów ratalnych - informuje Grzelak.
- Zakładamy, że opisana sytuacja miała charakter incydentalny, a informacje przekazane przez obsługę zostały niezrozumiane lub przekazane w niewłaściwy sposób.
Jak twierdzi rzeczniczka, pracownicy sklepów, którzy uczestniczą w procesie zawierania umów ratalnych mają obowiązek pomagania klientom, w tym również udostępniania swoich danych, jeśli zajdzie taka potrzeba.

[AKTUALIZACJA]

Już po publikacji tekstu firma RTV EURO AGD wydała oświadczenie. Podkreśla w nim, że jest jej "bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji". Jak dodano, "działania pracowników sklepu wynikały jedynie z troski o formalne bezpieczeństwo Klienta, zawierającego zobowiązania finansowe".
"Zgłoszenie potraktowaliśmy bardzo poważnie. Skontaktowaliśmy się już z naszymi partnerami bankowymi żeby tak zmodyfikować procedury udzielania kredytów, aby w ramach obowiązujących przepisów prawnych wprowadzić dodatkowe ułatwienia dla osób ze specjalnymi potrzebami, które planują zaciągnięcie kredytu w naszym sklepie" - czytamy w oświadczeniu.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn wrz 14, 2020 13:12 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Nigdy nie zobaczy żony ani synka. Niewidomy Marcin Ryszka jest komentatorem sportowym
Źródło: wiadomości.wp.pl 13.09.2020

Nie widzi od ponad 25 lat, ale jedyne, czego nie próbował, to jazda samochodem. Nie żałuje, że nigdy nie zobaczy żony i synka, który niedawno się urodził. Niewidomy Marcin Ryszka komentuje mecze i gra w piłkę nożną. - Wzrok jest przereklamowany - mówi Wirtualnej Polsce.
Magda Mieśnik: Muszę się do czegoś przyznać. Gdy pomyślałam, żeby z tobą porozmawiać, od razu w głowie pojawiło się pytanie: "Jak do niego napisać? Czy odczyta wiadomość?".

Marcin Ryszka:Tak myślą ludzie, którzy na co dzień nie mają do czynienia z niewidomymi. Większość myśli, że ktoś siedzi obok mnie, czyta za mnie wiadomości i odpisuje w moim imieniu, że jest moimi rękami i oczami. Byłem kiedyś w programie Canal+. Stacja wrzuciła program na swój fanpage na Facebooku. Ktoś napisał, że program schodzi na psy, bo zapraszają już niewidomych. Inna osoba zapytała, co by zrobił, gdybym ja przeczytał jego komentarz. Facet odparł, że nie przeczytam, bo jestem niewidomy. Napisałem mu: "A kuku". Zaczął mnie przepraszać. Całej swojej rodzinie i znajomym opowiadał, jakim był osłem. Do tej pory jesteśmy w kontakcie

A jak wygląda techniczna strona?

Są programy do czytania tekstu, można je zainstalować na komputerze czy telefonie. Dzięki odpowiedniej kombinacji klawiszy jestem dzięki temu w stanie "przeczytać" wszystko, co znajduje się na ekranie. Korzystam z komputera czy telefonu nie gorzej niż osoby widzące. Znam klawiaturę na pamięć. Nie mam żadnej specjalnej klawiatury. Braille'a czyta się zazwyczaj tylko dwoma palcami, więc klawiatura z tym alfabetem by się tu nie sprawdziła. Przecież ludzie, którzy bardzo szybko piszą, też na nią nie patrzą.

Zdjęcia też "widzisz"?

Często kluby piłkarskie podają skład swojej drużyny w internecie jako grafikę ze zdjęciami. Jeśli zdarza się to na Twitterze, zawsze proszę, by w komentarzu dały też wersję tekstową. To ogromne ułatwienie dla niewidomych. Zapisując zdjęcie, także można zrobić specjalny opis "alt", program mi to odczyta i usłyszę na przykład "człowiek na tle oceanu".

Przynajmniej żona cię nie przyłapie, że oglądasz inne kobiety w internecie.

(śmiech) Tak, to prawda. Co mi po opisie zdjęcia "ładna dziewczyna" lub "wysoka blondynka".

Dzięki tym programom możesz także "oglądać" mecze i je komentować. Pracujesz w radiu sportowym.

Ktoś zapyta, co może wiedzieć niewidomy dziennikarz, skoro nie widział nawet goli. Przed chwilą rozmawiałem z moim kolegą z "Przeglądu Sportowego" o meczu reprezentacji U-21. Nie będę się wymądrzał, że strzał Patryka Dziczka to stadiony świata, bo tego nie widziałem. Ale mogę mówić o tym, że reprezentacja Czesława Michniewicza gra dobrze, że kolejny raz udowadnia, że może grać z najlepszymi i ma pomysł na grę. Pamiętam początki w radiu. Jeden z gości zapytał, czy według mnie był spalony. Teraz większość środowiska mnie zna i wiedzą, że jestem niewidomy. Czasami po wywiadzie, który przeprowadzam przez kilka minut, to ja odpowiadam na pytania moich rozmówców, którzy są ciekawi jak funkcjonuję na co dzień.

Straciłeś wzrok ponad 25 lat temu. Miałeś pięć lat. Pamiętasz, jak to jest widzieć?

To dziwne uczucie, ale wiele pamiętam. Jakiś czas temu oglądałem z moją Magdą "Króla lwa". To był jedyny film, na jakim byłem w kinie z tatą, gdy jeszcze widziałem. Oglądając go po latach, przypominałem sobie kolejne obrazy – skały, zwierzęta, potężnego Mufasę i wychudzonego Skazę. Pamiętam też kolory i to jak wygląda natura. Dotykając psa, przypominam sobie, jak wygląda. Dużo gorzej mają osoby, które są niewidome od urodzenia. Jak wytłumaczyć dziecku, jak wygląda kolor zielony? Nie można przecież powiedzieć, że jest jak trawa. Dlatego jestem szczęśliwy, że choć przez pięć lat mogłem oglądać świat.

Jak się odnajdywałeś jako mały chłopiec z tym, że przestajesz widzieć?

Nie było jednego momentu, że zgasło światło. Choroba rozwijała się powoli. Oswajałem się z tym. Pierwszym momentem, gdy zrozumiałem, że jestem inny, było pójście do przedszkola. Im byłem jednak starszy, tym większy miałem kontakt z dzieciakami takimi jak ja. To pomagało mi zrozumieć, że nie jestem dziwolągiem.

Teraz masz internet, wiele programów, które pomagają ci czytać. Jak sobie radziłeś jako nastolatek?

To były czasy, gdy biegałem do kiosku po "Przegląd Sportowy" i męczyłem kolegę lub braci, by czytali mi wszystko od początku do końca. Teraz kliknę kilka razy w telefonie i gazetę czyta mi specjalny program. Od zawsze też było ze mną radio. Słuchałem igrzysk, skoków narciarskich, meczów piłki nożnej. Najtrudniejsze były początki z telefonem. SMS-y od dziewczyn musieli mi czytać bracia. Naśmiewali się przy tym ze mnie. Gdy miałem 16 lat, miałem udźwiękowioną Nokię. Pomyślałem, że jestem już totalnie niezależny i nikt mi nie musi niczego czytać. Teraz obsługuję nawet ekran dotykowy.

Są dla ciebie jakieś granice?

Brakuje mi tego, że nie mogę prowadzić samochodu. Byłbym dużo bogatszy, gdybym nie musiał korzystać z taksówek (śmiech).

A nie chciałbyś zobaczyć swojej żony czy synka, który niedawno się urodził?

Od 17 listopada 2018 roku nie chcę jej już zobaczyć, żeby mi się nie odmieniło (śmiech). Wtedy wzięliśmy ślub. To taka nasza randka w ciemno na całe życie. Człowiek ma tyle innych sposobów na poznanie drugiej osoby. Mam przykłady moich kumpli, którzy w młodym wieku oceniali dziewczyny, szukając tych z najwyższymi notami. Po latach okazało się, że na życiowe partnerki wybrali niekoniecznie te najładniejsze, ale za to z innymi, dużo ważniejszymi cechami. Czasem myślę, że wzrok jest przereklamowany.

Wygląd w ogóle się nie liczy?

Bez przesady. Zawsze jest mi miło, gdy ktoś napisze, że mam bardzo ładną żonę. Gdy urodził się syn, nie miałem myśli, że chciałbym go zobaczyć. Mam dotyk, słuch, węch. Tak go poznaję. Bardziej zastanawiam się nad tym, jak będzie, gdy trochę urośnie. Patrzę jednak na wielu niewidomych znajomych i świetnie sobie radzą z wychowywaniem dzieci.

Zmieniasz pieluchy?

Zdarzyło mi się (śmiech).

Żona raczej ci nie zarzuci, że obejrzałeś się za inną dziewczyną na ulicy.

To prawda, ale co jakiś czas pojawia się zazdrość. Mam sporo koleżanek w związku z moją działalnością. Dostaję wiadomości. Czasem coś usłyszy i… wiadomo (śmiech).

Jak się poznaliście?

W moim przypadku nie można powiedzieć o miłości od pierwszego wejrzenia z kilku powodów. Poznaliśmy się dzięki Światowym Dniom Młodzieży. Magda przyjechała do Krakowa z Trójmiasta. Oprowadzałem ją i jej koleżankę po mieście. Potem utrzymywaliśmy kontakt, ale często nie odbierałem, nie odpisywałem. W końcu jednak przyjechała tu na studia i od tamtej pory jesteśmy razem.

Często żartujesz ze swojej niepełnosprawności. Mówiłeś nawet, że z Marcinem Najmanem nie byłbyś bez szans. Choć w sumie to bardziej żart z jego sportowych umiejętności. W pełni zaakceptowałeś to, że jesteś niewidomy, czy czasem pojawia się pytanie "dlaczego akurat ja"?

Nie mam takich myśli. Być może to wynika z mojego podejścia do życia. Często żartuję, mam wiele pasji, uprawiam pływanie, piłkę nożną dla niewidomych. Pisząc w mediach społecznościowych używam sformułowań "przeczytałem książkę", "widziałem film". Na jednej z rozmów o pracę zostałem zapytany, jaka jest moja najlepsza cecha. Odparłem: "spostrzegawczość". Nie udaję kogoś, kim nie jestem, żyję tak, żeby być szczęśliwy.

Byłeś na igrzyskach paraolimpijskich, zostałeś mistrzem świata. Masz wiele sukcesów w pływaniu, ale też w blind futbolu. Myślisz, że gdybyś widział, osiągnąłbyś podobne sukcesy?

Raczej tak. Gdy uprawiałem pływanie, miałem 11 treningów tygodniowo. Bardzo poważnie do tego podchodziłem. To samo z piłką. Myślę, że gdybym widział, też bym to bardzo serio traktował i miałbym szansę na sukcesy. To wynika z charakteru człowieka, a nie z tego, czy ma jakąś niepełnosprawność.

Co jakiś czas głośno o tym, że nie wpuszczono osoby niewidomej do restauracji, bo była z psem przewodnikiem. Niewidomy minister rodziny ujawnił, że nie chciano mu sprzedać sprzętu RTV na raty. Obsługa kazała mu przyjść z osobą pełnoletnią. Stykasz się z takim traktowaniem?

To codzienność osób niepełnosprawnych. Gdy chciałem uzyskać w banku kartę kredytową, kazali mi przyjść z opiekunem. A co to za problem wysłać osobie niewidomej umowę e-mailem? Można ją wtedy przeczytać i podpisać przez profil zaufany. Wyproszono mnie też z jednej z krakowskich siłowni. Wysłałem im informacje, że byłem na igrzyskach, zdobywałem mistrzostwa świata i jestem sportowcem. Niestety, nie zmienili decyzji. To była jedna z tych sytuacji, które wywołują ogromną złość.

Zawsze wtedy przypominam sobie hasło mojej fundacji - "Nie widząc przeszkód" - i wybieram inną siłownię. Największa niepełnosprawność wynika z tego, że człowiek nie potrafi poprosić o pomoc. Nikt nie jest super sprawny w stu procentach. To żaden wstyd zapytać, gdzie jest mój pokój hotelowy, bo nie widzę numerów na drzwiach.

Osoby niewidome mają bardziej rozwinięte pozostałe zmysły. Od czasu pandemii trzeba nosić maseczki na twarzy. Czy to cię jakoś ogranicza?

Maseczka paraliżuje moją orientację w terenie. Na początku pandemii Magda poprosiła, bym poszedł wyrzucić śmieci. Założyłem maseczkę i na dworze pomyślałem: "Gdzie ja jestem?". Wyjdź na otwartą przestrzeń i postój chwilę z zamkniętymi oczami. Potem na twarz załóż maseczkę. Przekonasz się, że samo zahaczenie maseczki o uszy bardzo ogranicza orientację. Rozumiem jednak, że maseczki nas chronią podczas epidemii koronawirusai nauczyłem się w nich funkcjonować.

Jak Polacy traktują osoby niepełnosprawne?

Osoby młode mają dużą wiedzę na temat tego, jak żyjemy. Są klasy, szkoły integracyjne. Sam chodzę do szkół i opowiadam o osobach niepełnosprawnych. To, że ktoś jest niewidomy, nie oznacza, że nie zrobi sobie kanapki, prania czy nie wychowa dziecka. Największy problem jest wśród osób starszych. Jednak to nie jest do końca tak, że to my jesteśmy źle traktowani. Często osoby niepełnosprawne same zniechęcają innych. Są bardzo roszczeniowe, opryskliwe, wstydzą się poprosić o pomoc. Są też zabawne sytuacje, bo nie każdy potrafi rozpoznać niepełnosprawnego. Kiedyś do Krakowa przyjechał mój niewidomy kolega. Miał do mnie przyjechać na noc po spotkaniu ze znajomymi. Długo nie dzwonił, więc poszedłem spać. Obudziłem się w nocy, kilka nieodebranych połączeń. Dzwonię do niego, odbiera strażnik miejski i mówi, że mój kolega jest pijany. Zacząłem tłumaczyć, że jest niewidomy. Słyszę jak strażnik mówi do drugiego: "Kur…a, nie ściemniał, rzeczywiście nie udaje". Okazało się, że kolega wcale nie był nietrzeźwy. Zgubił jednak białą laskę, trochę trudno było się z nim porozumieć, więc chcieli go odwieźć do izby wytrzeźwień.

Opisujesz wiele takich sytuacji w mediach społecznościowych, dodając hasztag "ślepy los".

Nie chcę być osobą, która tylko się nad sobą użala. Staram się pomagać. Dostaję też dużo wiadomości od ludzi, których bliscy nagle stracili wzrok. Napisał do mnie chłopak, że jego tata całe życie był kibicem piłkarskim. Przestał widzieć i się załamał, bo nie mógł oglądać meczów. Od razu dałem mu swój numer i wyjaśniłem, jakie programy ma zainstalować tacie. Pomogło. Odzywają się też rodzice, których dzieci nie widzą. Piszą, że dzięki mnie uświadamiają sobie, iż można żyć normalnie. Nie brakuje też zabawnych historii. Poszliśmy kiedyś z innym niewidomym kolegą na kebab. Czekamy na zamówienie z białymi laskami w rękach, a jacyś ludzie stojący obok szepczą: "Patrz, najpierw uprawiali nordic walking, a teraz będą wpieprzać kebaby". I jak tu się nie roześmiać? Ja śmieję się bardzo często.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn wrz 14, 2020 13:13 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
PFRON wyda na wsparcie 6,4 mld zł w 2021 r.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna 2020-09-09
Michalina Topolewska, oprac.: GR

W przyszłym roku PFRON przeznaczy prawie 3,6 mld zł na dopłaty do pensji oraz 1,4 mld na rehabilitację społeczną i zawodową.
Jak wynika z projektu ustawy budżetowej na 2021 r., wydatki funduszu mają wynieść 6,46 mld zł. Będą więc o ponad 100 mln zł wyższe, niż przewiduje tegoroczny plan finansowy (6,33 mld zł). Jego najkosztowniejszą pozycję będą stanowić dofinansowania do wynagrodzeń niepełnosprawnych pracowników. Na ten cel zagwarantowanych zostało 3,57 mld zł. To kwota zbliżona do tej zaplanowanej na bieżący rok (3,6 mld zł), choć od kwietnia zostały podniesione kwoty subsydiów płacowych przysługujących na osoby z poszczególnymi stopniami niepełnosprawności.
Drugim pod względem wysokości wydatkiem PFRON będą tzw. przelewy redystrybucyjne. Są to pieniądze przeznaczane na zadania z zakresu rehabilitacji społecznej i zawodowej realizowane przez samorządy, w tym m.in. na dopłaty do wózków, protez i środków pomocniczych, turnusów rehabilitacyjnych, likwidację barier architektonicznych. Są one dzielone według specjalnego algorytmu i w 2021 r. będzie to 1,42 mld zł (w tym roku jest to 1,24 mld zł). Wzrost wynika przede wszystkim z tego, że od przyszłego roku rośnie stawka dofinansowania dla warsztatów terapii zajęciowej, które też są wspierane z tej puli środków.
Ponadto 541 mln zł zarezerwowanych zostało na finansowanie zadań zlecanych organizacjom pozarządowym oraz programy rady nadzorczej PFRON. 114 mln zł będzie z kolei kosztować refundacja składek na ubezpieczenia społeczne dla osób niepełnosprawnych prowadzących działalność gospodarczą.
Wspomniane wydatki funduszu będą sfinansowane z przychodów, które mają wynieść w 2021 r. prawie 6,3 mld zł i mają być wyższe niż tegoroczne o ok. 300 mln zł.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn wrz 14, 2020 13:14 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna 2020-09-10
Michalina Topolewska, oprac.: GR

W 2021 r. wydatki Funduszu Solidarnościowego sięgną rekordowego poziomu 33 mld zł, a prawie 23 mld zł pochłoną koszty wypłaty 13. i 14. emerytury. Tak wynika z jego planu finansowego, zawartego w projekcie ustawy budżetowej.
FS zaczął swoją działalność w 2019 r., jeszcze jako Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Powstał bowiem właśnie po to, aby finansować różne formy pomocy dla osób z dysfunkcjami zdrowotnymi. Jednak jeszcze pod koniec ubiegłego roku doszło do jego przekształcenia w FS oraz rozszerzenia listy realizowanych zadań o wypłatę rent socjalnych oraz dodatkowego świadczenia dla emerytów i rencistów. W efekcie spowodowało to znaczny wzrost wydatków tego funduszu. I tak w 2021 r. wyniosą one 33,3 mld zł. Jednak w tej kwocie tylko 5,5 mld zł będzie przeznaczone bezpośrednio na wsparcie osób niepełnosprawnych. 5 mld zł ma kosztować wypłata świadczenia uzupełniającego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, czyli 500+ dla osób niepełnosprawnych. Natomiast 530 mln zł ma pójść na finansowanie resortowych i rządowych programów (tyle samo co w br.). Chodzi głównie o programy, w ramach których samorządy oraz organizacje pozarządowe mogą uzyskać pieniądze na zapewnienie m.in. opieki wytchnieniowej, usług asystenta osoby niepełnosprawnej czy budowę centrów opiekuńczo-mieszkalnych.
O wiele więcej środków pochłoną nowe zadania, bo na wypłatę rent socjalnych oraz zasiłków pogrzebowych zaplanowane zostało 4,7 mld zł, a na dodatkowe świadczenia dla emerytów i rencistów – 22,9 mld zł. Jest to kwota dwukrotnie wyższa od tegorocznej, co wiąże się z tym, że w 2021 r. FS ma być źródłem finansowania nie tylko 13., lecz także 14. emerytury.
Wydatki FS mają być pokryte przychodami w wysokości 20,2 mld zł. Najwięcej – 8,3 mld zł – ma pochodzić ze składki odprowadzanej od wynagrodzenia pracowników. Będzie to zdecydowany wzrost w porównaniu do tegorocznych 2,6 mld zł z tego tytułu. Jest to związane z tym, że należność na FS została wydzielona z 2,45 proc. składki na Fundusz Pracy (FP), ale do tej pory stanowiła jej mniejszą część. Teraz ma się to zmienić i w następnym roku składka na FS ma wynieść 1,45 proc., a na FP tylko 1 proc. Takie rozwiązanie wzbudza ogromne kontrowersje wśród pracodawców oraz związków zawodowych.
Ponadto na przychody FS w 2021 r. złożą się wpływy z daniny solidarnościowej, płaconej przez najbogatszych Polaków – 1,75 mld zł, dotacja z budżetu państwa – 1,45 mld zł oraz inne – w kwocie 8,7 mld zł (nie jest wskazane, co to będzie). Problem w tym, że nie pokryją one w pełni wydatków i na koniec przyszłego roku stan FS ma wynieść minus 11,8 mld zł. Rząd będzie więc go musiał zasilać dodatkowymi pieniędzmi. Taka sytuacja ma zresztą już miejsce, bo zgodnie z ustawą budżetową FS miał mieć na minusie 25,8 mld zł. Jednak projekt jej nowelizacji, którym w następnym tygodniu ma zająć się Sejm, przewiduje zmianę jego planu finansowego i uwzględnia wpłatę z budżetu państwa w wysokości 26,5 mld zł. W konsekwencji FS zakończy rok nie na minusie, ale z kwotą 625 mln zł.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn wrz 14, 2020 13:25 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Podmioty usługowe powinny być bardziej otwarte na osoby z niepełnosprawnościami
Źródło: niepełnosprawni.pl 11.09.2020
PAP

- Podmioty usługowe powinny być świadome, że obywatel z niepełnosprawnością to osoba, dzięki której także mogą zarobić – powiedział wiceminister rodziny Paweł Wdówik. Dodał, że sklepy powinny podnosić jakość szkoleń pracowników pod kątem otwartości na klienta.
W tym tygodniu Paweł Wdówik, który jest także pełnomocnikiem rządu ds. osób niepełnosprawnych, opisał w mediach społecznościowych incydent, do którego doszło w jednym ze sklepów z elektroniką.
„W sklepie RTV EURO AGD odmówiono mi dzisiaj możliwości zakupu na raty, ponieważ jestem osobą niewidomą. Pani poprosiła, abym przyszedł z kimś dorosłym” – napisał na Twitterze wiceminister Wdówik.
Według relacji wiceministra, pracownicy sieci tłumaczyli, że żaden z banków, z którymi współpracuje sklep, czyli Alior Bank i Santander Consumer Bank nie daje zgody na zawarcie umowy z osobą niewidomą.
„A teraz finał: te same raty, których mi odmówiono w sklepie, bez najmniejszego problemu otrzymałem, dokonując zakupu przez internet. Prawo do poprawki!”– dodał w swoim wpisie Paweł Wdówik.
Wiceminister zaznaczył, że nie zamierza wykorzystywać swojego stanowiska do załatwiania swoich spraw, jednak sytuacja wymaga zastanowienia m.in. pod kątem egzekwowania prawa bankowego, a także szkolenia w firmach usługowych.

Działania wykluczające

Wiceminister przekazał też, że nie zamierza wchodzić na drogę sądową ze sklepem.
- Nie podejmowałem więcej żadnych działań. Dostałem propozycję pomocy od rzecznika praw obywatelskich oraz od pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania. Natomiast niewątpliwie przeglądu wymaga prawo bankowe, żeby zobaczyć, czy tam rzeczywiście są jakieś sformułowania, które pozwalałyby bankom na działania wykluczające – powiedział wiceminister Wdówik.
Jego zdaniem problem tkwi jednak w przestrzeganiu już istniejących zapisów prawnych. Wiceminister podkreślił, że bardziej niż na przeprosinach zależy mu na podniesieniu jakości szkolenia pracowników.
- Moje wrażenie było takie i tak też mój 16-letni syn mi relacjonował, że cały język ciała pani, która nas obsługiwała sugerował, że jest ona przerażona, wycofana i niechętna do wyjścia naprzeciw, do szukania porozumienia w tej sytuacji – powiedział Paweł Wdówik.
Zaznaczył, że w całej sprawie zawiniła firma i jej procedury, a nie konkretna osoba.

Zobligowanie do dostępności

Wiceminister przyznał, że takich spraw może być całym kraju dużo więcej.
- Musimy obligować także instytucje komercyjne, oferujące usługi publiczne do zapewniania dostępności, tak jak obligujemy np. przewoźników. Z drugiej strony podmioty usługowe powinny mieć w świadomości, że obywatel z niepełnosprawnością to jest osoba, dzięki której także mogą zarobić – powiedział.

Do sprawy odniósł się także sklep RTV EURO AGD.

„Jest nam bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Chcielibyśmy jednak poinformować, iż działania pracowników sklepu wynikały jedynie z troski o formalne bezpieczeństwo klienta zawierającego zobowiązania finansowe” – napisali przedstawiciele sieci w oświadczeniu opublikowanym na Twitterze.
Firma podkreśliła, że zgłoszenie wiceministra potraktowano bardzo poważnie.
„Skontaktowaliśmy się już z naszymi partnerami bankowymi, żeby tak zmodyfikować procedury udzielania kredytów, aby w ramach obowiązujących przepisów prawnych wprowadzić dodatkowe ułatwienia dla osób ze specjalnymi potrzebami, które planują zaciągnięcie kredytu w naszym sklepie (...) . Raz jeszcze przepraszamy za zaistniałą sytuację” – dodał przedstawiciel sklepu.

Kredyty dla wszystkich

Sprawę skomentował także Santander Consumer Bank SA. W oświadczeniu bank podkreślił, że udziela kredytów ratalnych wszystkim osobom, które spełniają warunki kredytowe, a więc również niewidomym.
„Santander Consumer Bank zdefiniował specjalne zasady, które mają na celu najwyższą jakość obsługi klientów z niepełnosprawnościami, jakimi są m.in. brak wzroku czy słuchu. Dbając o komfort i interes klienta, umowa musi być dla niego odczytana, a żeby miał pewność zgodności podpisywanych dokumentów z wersją odczytywaną, rekomendujemy przy tym obecność osoby trzeciej – może to być osoba zaufana, wskazana przez klienta lub inny niż odczytujący umowę pracownik sklepu” – wskazano w oświadczeniu.
„Oczywiście skontaktowaliśmy się z naszym partnerem RTV EURO AGD, aby upewnić się, że powyższe zasady są znane wszystkim pracownikom sklepu, którzy zajmują się obsługą klientów pod kątem sprzedaży kredytów ratalnych. Zakładamy jednak, że opisana sytuacja miała charakter incydentalny, a informacje przekazane przez obsługę zostały niezrozumiane lub przekazane w niewłaściwy sposób” – dodano.
Santander Consumer Bank zaznaczył, że bez względu na to – jeśli klient wyrazi na to zgodę – skontaktuje się z nim, aby ustalić szczegóły tego incydentu i pomóc w załatwieniu wszystkich formalności teraz lub w przyszłości.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz wrz 24, 2020 16:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Orzeczenie – bardzo ważny dokument dla seniora
Źródło: niepełnosprawni.pl 17.09.2020
Beata Dązbłaż

Seniorzy czy też ich opiekunowie niejednokrotnie zastanawiają się, czy warto w ich wieku wystąpić z wnioskiem o orzeczenie o stopniu niepełnosprawności i w jakim celu to robić. Co zatem takie orzeczenie może dać osobie starszej lub jej opiekunowi?
- Można pokusić się o szacunek, że ponad połowa orzeczeń o niepełnosprawności zarejestrowanych w naszym systemie dotyczy osób po 60. roku życia. Szacujemy, że co piąte dotyczy osoby po 75. roku życia – ok. 20 proc. wszystkich orzeczeń – mówi Małgorzata Rajczyk, szefowa Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności w Opolu.

Orzecznictwo do różnych celów

W Polsce mamy system orzeczniczy do celów rentowych i pozarentowych. Orzekanie do celów pozarentowych, które dotyczy głównie seniorów, prowadzone jest przez powiatowe lub miejskie zespoły ds. orzekania o niepełnosprawności (PZON/MZON). Uzyskanie takiego orzeczenia uprawnia do szeregu ulg i uprawnień.
Seniorzy mający orzeczenia o zaliczeniu do jednej z grup inwalidów, niezdolności do pracy w gospodarstwie rolnym lub o niezdolności do pracy mogą złożyć do zespołu ds. orzekania o niepełnosprawności wniosek o ustalenie stopnia niepełnosprawności i różnego rodzaju wskazań. Odbywa się to zazwyczaj w skróconym trybie postępowania. Zespół ds. orzekania o niepełnosprawności ma prawo żądać od właściwych organów rentowych udostępnienia kopii orzeczeń.
Jeśli starsza osoba nie ma ww. orzeczeń do celów rentowych, które uzyskała w wieku aktywności zawodowej, to może złożyć wniosek w PZON/MZON o wydanie orzeczenia o stopniu niepełnosprawności. Należy dołączyć:
1. zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia, wydane dla potrzeb zespołu ds. orzekania o niepełnosprawności;
2. oryginały lub uwierzytelnione kopie aktualnej dokumentacji medycznej (historia choroby), umożliwiające ocenę stopnia niepełnosprawności.


WAŻNE!

Zaświadczenie lekarskie ważne jest 30 dni od dnia wystawienia i w tym czasie należy złożyć wniosek o orzeczenie.

Wniosek o orzeczenie musi być podpisany przez osobę go składającą, czyli samego seniora, nie przez osobę trzecią. Chyba że jest ona prawnym opiekunem osoby starszej na podstawie odpowiednich dokumentów.
Druki wniosku o wydanie orzeczenia oraz zaświadczenia lekarskiego można pobrać ze stron właściwych zespołów orzekających lub poprosić o ich przesłanie. Każdy zespół ma własne wzory formularzy, ale zwykle honoruje druki wniosków pobrane z innych zespołów.

Orzekanie zaoczne

Podczas pandemii koronawirusa PZON/MZON orzekają zaocznie. Nie wiadomo, do kiedy będzie trwało orzecznictwo zaoczne ze względu na pandemię. Dokumentację wystarczy przysłać pocztą tradycyjną. W taki sam sposób senior otrzyma orzeczenie o niepełnosprawności w terminie dwóch tygodni od daty rozpatrzenia wniosku. Zawsze istniała możliwość orzeczenia zaocznego, jeśli osoba ze względu na stan zdrowia nie mogła osobiście stawić się na komisji orzeczniczej, co potwierdzało zaświadczenie lekarskie.
Zazwyczaj PZON/MZON proszą seniorów o dostarczenie także dokumentu z oceną stanu funkcjonalności osoby w skali Barthel, wypełnianego przez pielęgniarkę środowiskową. Dokument wskazuje, czy dana osoba może samodzielnie się poruszać, ubrać się, zjeść, umyć się, wchodzić po schodach. Lekarz weryfikuje dokumentację, a zainteresowany otrzymuje zawiadomienie o terminie komisji i informację o braku konieczności osobistego stawiennictwa, a w ciągu 14 dni samo orzeczenie.
- Na razie orzekamy zaocznie, co jest wygodniejsze dla osób starszych. Unikają stresu związanego ze stawiennictwem na komisji i nie muszą się przemieszczać. Na pewno zawsze warto starać się o orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, gdyż daje to możliwość skorzystania z wielu programów. Miasta uchwałami swoich rad regulują różnego rodzaju zniżki na swoim terenie np. wstęp na basen czy imprezy kulturalne, które uwzględniają osoby z orzeczeniem, podobnie w komunikacji publicznej. Zawsze warto sprawdzić, jakie zniżki obowiązują osoby z orzeczeniem – zachęca Małgorzata Rajczyk. – Często gminy czy miasta lokalnie organizują bezpłatny transport dla osób z niepełnosprawnością i do tego także potrzebne jest orzeczenie – dodaje.
Zaznacza też, że czasami osoby starsze są rozżalone, że nie otrzymały najwyższego, znacznego stopnia niepełnosprawności, ale równocześnie uczula, że komisja bierze pod uwagę ograniczenia fizjologiczne związane z wiekiem, będące naturalnym procesem rozwoju człowieka. Dopiero to, co wykracza poza ten naturalny proces, stanowi o niepełnosprawności i do niej kwalifikuje.
Małgorzata Rajczyk podkreśla także, że sposób orzekania nie wiąże się z wiekiem. Niezależnie od tego, czy dana osoba jest na emeryturze, czy pobiera jakieś inne świadczenia, sposób orzekania jest taki sam dla wszystkich. PZON/MZON orzekają o stopniu znacznym, umiarkowanym lub lekkim niepełnosprawności, a w orzeczeniu będą wpisane symbole z kodem schorzenia.

Do czego seniorowi przyda się orzeczenie?

Dodatkowe pieniądze

- Często seniorzy starają się o orzeczenie z myślą, że otrzymają zasiłek pielęgnacyjny (215,84 zł miesięcznie) jako drugie świadczenie, jeśli skończyli 75 lat i pobierają dodatek pielęgnacyjny, co nie jest możliwe. Jeśli jednak staramy się o orzeczenie przed 75. rokiem życia, możemy otrzymać zasiłek pielęgnacyjny. Przysługuje on osobie uprawnionej do emerytury lub renty, jeżeli została uznana za całkowicie niezdolną do pracy i samodzielnej egzystencji lub skończyła 75 lat i nie pobiera dodatku pielęgnacyjnego. Nie można równocześnie pobierać zasiłku pielęgnacyjnego i dodatku pielęgnacyjnego – wskazuje Małgorzata Rajczyk.
Dodatek pielęgnacyjny otrzymuje się z urzędu po skończeniu 75. roku życia, bez względu na stan zdrowia, ale tylko wtedy, jeśli nie pobiera się zasiłku pielęgnacyjnego.
Dodatek ten nie przysługuje osobie uprawnionej do emerytury lub renty, która przebywa w zakładzie opiekuńczo-leczniczym lub w zakładzie pielęgnacyjno-opiekuńczym. Od zasady tej jest wyjątek – gdy uprawniony do świadczeń i dodatku przebywa poza tymi placówkami przez okres dłuższy niż dwa tygodnie w miesiącu – wtedy dodatek przysługuje. Obecnie kwota dodatku pielęgnacyjnego wynosi 222,01 zł.

Poza kolejką

Warto pamiętać, że od 1 lipca 2018 r. obowiązuje ustawa wprowadzająca szczególne uprawnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Oznacza to, że te osoby mogą skorzystać bez kolejki z obsługi w aptece, a ze świadczeń opieki zdrowotnej oraz z ambulatoryjnych świadczeń specjalistycznych – bez skierowania.
Nie dotyczą ich też limity finansowania świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu rehabilitacji leczniczej, a także w okresach użytkowania wyrobów medycznych. O ilości miesięcznego zaopatrzenia w te wyroby decyduje każdorazowo osoba uprawniona do wystawienia zlecenia. Ustawa obowiązuje w ośrodkach, które mają umowy z NFZ. W rejestracji należy okazać dokument potwierdzający znaczny stopień niepełnosprawności.
- Co czwarta osoba po 60 roku życia otrzymuje orzeczenie w związku ze schorzeniami neurologicznymi, głównie osoby po udarach. Wtedy mogą starać się o rehabilitację w warunkach domowych bez kolejki – dodaje Małgorzata Rajczyk.

Refundacja sprzętu i ŚDS-y

- Wiele wniosków o orzeczenia wpływa od osób starszych, ponieważ chcą starać się o refundację sprzętu, np. stomijnego czy środków pielęgnacyjnych, jak pieluchomajtki, gdzie orzeczenie jest warunkiem koniecznym, zarówno w NFZ, jak i powiatowych centrach pomocy rodzinie (PCPR) – mówi Małgorzata Rajczyk. – Część seniorów składa wniosek o orzeczenie, bo chcą uczestniczyć w zajęciach środowiskowych domów samopomocy (ŚDS). To kilka godzin dziennie, ale jest dużym odciążeniem dla rodziny – dodaje.
Środowiskowe Domy Samopomocy przeznaczone są dla osób przewlekle psychicznie chorych i niepełnosprawnych intelektualnie oraz z autyzmem. Istnieją cztery typy tych placówek. To miejsca okresowego dziennego lub całodobowego pobytu, w których można otrzymać opiekę i posiłek. Wniosek o skierowanie do ŚDS-u należy złożyć w swoim ośrodku pomocy społecznej.
W dofinansowaniu do wyjazdu na turnus rehabilitacyjny pierwszeństwo mają zazwyczaj osoby młodsze, do 24 roku życia uczące się i niepracujące, oraz ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności. Warto sprawdzić w swoim PCPR, czy istnieje taka możliwość. Dofinansowanie zależy też od wysokości dochodu.

Ulga rehabilitacyjna

Orzeczenie o niepełnosprawności daje pewne uprawnienia do odliczenia niektórych wydatków w ramach ulgi rehabilitacyjnej. Odpisu dokonuje się od swojego dochodu, zatem otrzymuje się zwrot nadpłaconego podatku. W praktyce dostaje się 18 proc. odliczonej kwoty. Aby udokumentować swoje wydatki, należy przedstawić dokumenty stwierdzające ich poniesienie.
W ramach ulgi rehabilitacyjnej można odliczyć np. zakup leków w wysokości stanowiącej różnicę między wydatkami faktycznie poniesionymi w danym miesiącu a kwotą 100 zł, jeśli lekarz specjalista stwierdzi, że osoba z niepełnosprawnością powinna stosować określone leki – stale lub czasowo (wydatki dokumentujemy fakturami).
Odliczyć można także konieczny przewóz na niezbędne zabiegi leczniczo-rehabilitacyjne, opiekę pielęgniarską w domu w czasie przewlekłej choroby, usługi opiekuńcze dla osób z I grupą inwalidztwa, wydatek na zabiegi rehabilitacyjne czy adaptację i wyposażenie mieszkania, dostosowane do potrzeb osoby niepełnosprawnej.

Karta parkingowa i inne uprawnienia

- Bardzo często osoby starsze mające problemy w samodzielnym poruszaniu się występują o orzeczenie, aby móc skorzystać z karty parkingowej – mówi Małgorzata Rajczyk.– Co czwarte orzeczenie wydawane jest w związku z problemami z narządem ruchu i te osoby najczęściej występują o kartę parkingową – dodaje.
Kartę parkingową może otrzymać osoba ze znacznym stopniem niepełnosprawności i znacznie ograniczonymi możliwościami samodzielnego poruszania się lub z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, znacznie ograniczonymi możliwościami samodzielnego poruszania się i kodami w orzeczeniu 04-O (choroby narządu wzroku) lub/i 05-R (niepełnosprawność narządu ruchu) lub/i 10-N (choroba neurologiczna) lub/i 07-S (choroby układu oddechowego i krążenia – uprawnienie to przysługuje im od 1.04.2020 r.). Orzeczenie o niepełnosprawności lub stopniu niepełnosprawności w pkt 9 musi zawierać wskazanie do wydania karty parkingowej.
Osoby z określonym orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności lub ich opiekunowie zwolnieni są z opłaty abonamentu radiowo-telewizyjnego. Orzeczenie daje także możliwość starania się o usługi opiekuńcze i specjalistyczne usługi opiekuńcze. Ich odpłatność uzależniona jest od dochodu osoby ubiegającej się i członków rodziny. Każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie. Ośrodek pomocy społecznej może także podjąć decyzję o częściowym lub całkowitym zwolnieniu z opłaty za usługi.

Specjalny zasiłek opiekuńczy (SZO)

Przysługuje osobom, na których ciąży obowiązek alimentacyjny wobec osoby, którą się opiekują. Muszą jednak zrezygnować z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej w związku z koniecznością sprawowania stałej opieki nad osobą legitymującą się:
orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności albo
orzeczeniem o niepełnosprawności

– łącznie ze wskazaniami: konieczności stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji i konieczności stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie leczenia, rehabilitacji i edukacji (czyli p. 7 i 8 w orzeczeniu dla osób do 16. roku życia).
Od 1 stycznia 2015 r. specjalny zasiłek opiekuńczy przysługuje również małżonkom. Od 2015 r. prawo do specjalnego zasiłku opiekuńczego przysługuje także tym opiekunom, którzy nie podejmują pracy ze względu na opiekę nad osobą z niepełnosprawnością, a nie tylko tym, którzy zrezygnowali z pracy. Obowiązuje ich jednak kryterium dochodowe. Kwota zasiłku to 620 zł netto.

Zasiłek dla opiekuna

Zasiłek dla opiekuna jest skierowany wyłącznie do osób, które na skutek nowelizacji przepisów utraciły 1 lipca 2013 r. prawo do świadczenia pielęgnacyjnego i nie spełniły kryterium dochodowego do otrzymania specjalnego zasiłku opiekuńczego, pozostając bez wsparcia państwa. Wynosi on 620 zł.
Coraz częściej orzecznictwo sądów przychyla się do przyznawania opiekunom dorosłych osób z niepełnosprawnością świadczenia pielęgnacyjnego w wysokości 1830 zł netto zamiast SZO.

Legitymacja

Po otrzymaniu orzeczenia senior może się starać o wydanie legitymacji osoby niepełnosprawnej. Dokumentuje ona niepełnosprawność lub stopień niepełnosprawności, potwierdzając podstawę do korzystania z ulg i uprawnień. Wystawia ją także PZON lub MZON. Czas oczekiwania na legitymację wynosi do miesiąca (w praktyce: dwa-trzy tygodnie), gdyż jej produkcja odbywa się w Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, a zespół PZON/MZON przesyła wniosek elektronicznie.


UWAGA

Zaraz po otrzymaniu orzeczenia o niepełnosprawności można napisać oświadczenie o zrzeczeniu się prawa do odwołania od orzeczenia (jeśli zgadzają się zapisy, akceptuje się jego treść i nie będzie się składać odwołania) oraz złożyć wniosek o wydanie legitymacji. Potrzebne będzie jedno aktualne zdjęcie. Dokument wydawany jest bezpłatnie.

O wątpliwości związane z wydaniem orzeczenia dla seniora warto zapytać w PZON/MZON, ośrodku pomocy społecznej czy powiatowym centrum pomocy rodzinie. Należy także sprawdzić, jakie ulgi oferuje miasto lub gmina w miejscu zamieszkania – bezpłatny transport, ulgi w przejazdach czy biletach wstępu do różnych miejsc.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz wrz 24, 2020 16:04 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: tygodnik.polsatnews.pl 18.09.2020

Lubię Żyletę. Kibicuję Legii Warszawa i Zniczowi Pruszków. Powiem panu, że na Żylecie jest najwięcej normalności. Mówię o podejściu do niepełnosprawności - powiedział wiceminister Paweł Wdówik w Rozmowie #BezUników Piotra Witwickiego.


Piotr Witwicki: czy Pan żyje z poczuciem, że musi coś udowodnić?

Paweł Wdówik: nie.

To może jedzie pan na taryfie ulgowej?

Zdecydowanie nie. Staram się żyć normalnie i oczekuję, że ludzie tak mnie będą traktować. Ale kiedyś zdarzyło się, że jadąc pociągiem, zapomniałem orzeczenia o niepełnosprawności, a kupiłem bilet ulgowy. Wiedziałem, że konduktor o nie poprosi i poprosił. Odpowiedziałem: nie widzi pan po moich oczach, że jestem niewidomy? Konduktor jednak stwierdził, że zniżka jest na orzeczenie, a nie na oczy. Otworzyłem plecak i zacząłem szukać. Wreszcie wyciągnąłem to, co miałem akurat pod ręką. Był to tygodniowy jadłospis ze szkoły mojego syna. Konduktor zaczął czytać: ogórkowa... Powiedziałem: oj przepraszam, ale ja nie wiem, co tam jest, bo nie widzę. Konduktor zrezygnował.

Trudno z tym dyskutować.

Jeden mój kolega też zapomniał orzeczenia w podobnej sytuacji. Chcąc udowodnić konduktorowi swoją niepełnosprawność, wyjął oko.

Co?

Akurat miał protezę. Konduktor zwymiotował.

Pan podobno chodzi na mecze?

Lubię Żyletę. Kibicuję Legii Warszawa i Zniczowi Pruszków. Powiem panu, że na Żylecie jest najwięcej normalności. Mówię o podejściu do niepełnosprawności.

Na czym polega ta normalność?

Mam takie porównanie. Dwa lata temu byłem z młodszymi dziećmi w górach. Jechaliśmy na Kasprowy Wierch kolejką. Tam jest przesiadka na Myślenickich Turniach. Trzeba szybko zmienić wagony. Moje dzieci się pogubiły i nie wiedziały, gdzie iść. Mój pies też stracił orientację. Niestety, nikt z całej tej grupy nie zareagował - mimo moich pytań. Ostatecznie pomógł nam któryś z pracowników. Tydzień później byłem z trójką moich chłopaków w wieku 9, 11 i 13 lat na meczu Legii w europejskich pucharach. Gdy któryś z kibiców zobaczył, że mam białą laskę, to od razu zrobili mi miejsce. Jeden z kibiców krzyknął: robimy przejście dla ojca z dziećmi. Nikt nie dodawał, że jestem niewidomy. Wszyscy się rozsunęli i doszliśmy do bramki. Tam jednak ochroniarz powiedział nam, że podeszliśmy pod złe wejście.

Miał się pan wycofywać przez te tłumy?

I znaleźć inne wejście. Wtedy podeszli do niego kibice z prostym pytaniami: co ku***, nie wpuścisz? Nie widzisz, że to jest człowiek niewidomy? On się zaparł. Wtedy któryś z kibiców walnął mnie w plecy i mówi: na kolana i przełaź pod bramką. Moi synowie zaczęli protestować: tato, nie przesadzaj. Wtedy stwierdziłem, że ja zrobię to pierwszy. Myk i przeszedłem pod bramką. Kibice zaczęli klaskać, a dzieciaki poszły za mną.

Poszliście na mecz?

Stałem w tłumie i darłem się ze wszystkimi. Po którejś z bramek jakiś gość zaczął mnie ściskać i nagle mówi do mnie:

- A ty co, nie widzisz?
- No nie widzę.
- To powinieneś przy barierce stać.
- Ale po co?
- Może tam byś coś zobaczył.
- Ja nie, ale może moje dzieci.

Chłopaki zrobili przejście dla nas. Myślałem wtedy o jednym: jak to jest, że tam inteligencja jedzie na Kasprowy i nikt się nie umie zachować, a ci, których media nazywają marginesem i nacjonalistami, mają normalne odruchy. Może inne słownictwo byłoby wskazane, ale nie wiem, czy jest to takie ważne. Na Żylecie czuję się super. Wiem, że są tam ludzie, którzy traktują mnie normalnie.

Pan wie, co się dzieje na boisku?

Mam dzieci i zawsze mogę zapytać, ale ważniejsze jest dla mnie to, że chłonę atmosferę. Legia ma nawet audiodeskrypcję i jak przyjdę z radiem, to mogę na określonej częstotliwości posłuchać opisu. Nie robię tego, bo mi szkoda atmosfery. Wolę się drzeć, krzyczeć i śpiewać. To jest świetna forma odreagowania. Oczywiście chodzę tam głównie ze względu na moje dzieci, które oczekują ode mnie pewnej normalności. Chciałbym, żeby jak najmniej zmagały się z tym, że jestem niewidomy.

A zmagają się?

Tak. Czasem mówią: może niech mama już pójdzie do szkoły, bo na ciebie to rodzice dziwnie reagują.

To trochę smutne.

I tak będę chodził, bo tak odczytuje swoje obowiązki. Ostatnio byłem z synem na spływie kajakowym, bo cała klasa jechała. Ojcowie podróżowali z córkami i synami. Spływaliśmy Wieżycą na Kaszubach. Syn sobie ze mną poradził, ale gdy pływałem z jednym z ojców, to się wywróciliśmy tym kajakiem. Na szczęście woda była do piersi. Podobało mi się, bo nikt się ze mną nie certolił.

Nadąża pan za synami?

Im są starsi tym wyzwania są trudniejsze. Teraz już na Orlą Perć się z nimi nie wybiorę, ale gdy byli młodsi to zabierałem ich w Tatry Zachodnie. Z moim Jankiem, jak miał siedem lat, weszliśmy na Trzydniowiański Wierch. Ludzie po drodze ostrzegali nas, że tam jest wysoko i pytali, kto nas tam zaprowadzi. Odpowiadałem, że syn umie czytać mapę, a mnie prowadzi pies. Jedni byli pełni podziwu, ale znaleźli się też tacy obrońcy praw dziecka, którzy uznali, że to jest skandal. Przez trzy dni syn może raz się pomylił i szybko skorygował swój błąd. Z każdym dzieckiem staram się spędzić trochę czasu sam. Wiem, jakie to jest ważne. Gdy pracowałem na uniwersytecie, to zawsze na wyjazdy jako asystenta brałem swoje dziecko. Ono mi pomagało, a przy okazji razem poznawaliśmy świat.

Pan ma bardziej aktywne życie niż niejeden człowiek w pełni sprawny.

Bardzo możliwe. Trzeba życie przeżywać póki się da, bo ono ucieka.

Pan lubi chodzić w góry?

Wiem do jakiego pytania pan zmierza. Po co chodzić w góry, jak nie widzi się widoków? To prawda, nie widzę ich, ale chłonę całą atmosferę. Jak się wyjdzie w Bieszczadach na Połoniny, to przestrzeń czuje się całym ciałem. Pod nogami czuje się trawę, na twarzy wiatr… to jest rewelacyjne.

Co panu daje rodzina?

Nie ma nic lepszego, by wyleczyć człowieka z bycia pępkiem świata. Brak dzietności też się skądś bierze. Ludzie nie są dziś gotowi na to, by swoje życie oddać komuś, by mieć coś stałego w życiu, być komuś wiernym pomimo trudności...

Czekam na inicjatywy, które będą promować trwające wiele lat małżeństwa. Powinniśmy zrobić program, który będzie umarzał część rat mieszkania tym, którzy wytrwają w tym na przykład ponad dziesięć lat.

Jak panu z żoną się to udaje?

Jesteśmy chrześcijanami i wiemy, że jak nie będziemy budować na Bogu, to guzik z tego wyjdzie. Czasem ktoś stwierdza: ale pana żona to ma ciężko.

Takie myśli mogą się u niektórych pojawiać…

Dziwię się, że "Wysokie Obcasy" nie przychodzą zrobić do nas reportażu, jak postępową rodziną jesteśmy.

Tylko ja przyszedłem.

No widzi pan. To ja panu opowiem. Moja żona zajmuje się samochodem: jeździ, ale musi też na przykład dbać o serwis - wymiana opon, oleju itp. Ja najczęściej zajmuje się robieniem zakupów i gotowaniem.

To co pan wczoraj zrobił na obiad?

Ryż z duszoną cukinią w sosie pomidorowym. Dzieci chciały do tego parówki, więc dołożyłem. Same warzywa im nie podchodzą.

Są jakieś sprawy, przy których pojawiają się trudności?

Oczywiście. Jak to się mówi: małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - większe wyzwania. Ale opowiem śmieszną historię. Jak się urodziło czwarte, to żona powiedziała: załatw teraz ty to becikowe. To były jeszcze czasy przed 500 plus. W Internecie nie było żadnych formularzy. Zadzwoniłem więc do ośrodka pomocy społecznej i od razu pani pogratulowała mi pierwszego dziecka. Zacząłem tłumaczyć, że to nie pierwsze, tylko czwarte. Jak powiedziałem, że jestem niewidomy pani urzędnik zapytała: jak to niewidomy? - No normalnie, nie widzę. - I ma pan czwórkę dzieci? - No tak. - Nikt panu nie przeczytał, jak się zabezpieczyć?

Tak powiedziała urzędniczka?

Tak. Potem zaproponowała mi dla dzieci obiady w szkole. Mówię: przecież tam jest jakiś próg dochodowy. - Ale on pana nie dotyczy. - Dlaczego?- Pan go nie przekracza. Odpowiedziałem, że moja pensja wynosi więcej. A ona pyta: z renty? Odpowiadam, że nie mam renty, a ona zaczęła się złościć, że żonę do pracy wysłałem przy czwórce dzieci. Zacząłem tłumaczyć, że sam pracuję, a ona: na rozmowę z głupim, to ja nie mam czasu. Rzuciła słuchawką.

Jestem naprawdę wzruszony wyrozumiałością urzędników.

Tak silne są stereotypy. Ludziom się nie mieści w głowie, że ktoś z niepełnosprawnością może pracować. Szczerze mówiąc, to nigdy nie starałem się załatwić sobie renty.

Chciałbym trochę po usprawiedliwiać tych wszystkich ludzi. Nie mieli pewnie wcześniej kontaktu z niewidomymi i nie wiedzą, jak wiele da się zrobić.

Mogę panu opowiedzieć o kilku dziwnych pytaniach, które dostałem.

Takich, których ja nie będę miał odwagi zadać?

Tak. Na przykład tego by pan nie zadał. Kiedyś jeden Włoch zapytał mnie: jak niewidomi mają dzieci? Zapowiedziałem szczerą odpowiedź i stwierdziłem, że w tych sprawach prosimy zawsze o pomoc sąsiada.

To robi wrażenie.

Wie pan. Na głupie pytanie - głupia odpowiedź.

Ale czy słuchanie takich pytań nie jest upokarzające?

No jest. Dla mnie moja niepełnosprawność nie jest najważniejszą tożsamością. Jestem obywatelem, mężem, ojcem, katolikiem i jeszcze wiele innych. A niepełnosprawność jest gdzieś pomiędzy tym wszystkim. Najczęściej przypomina mi się, gdy ludzie traktują mnie w taki dziwny sposób.

Jak pan trafił do ministerstwa?

A to już trzeba premiera zapytać.

Akurat nie ma go tutaj z nami.

Minister (Marlena- red.) Maląg mi powiedziała, że premier postanowił, by za osoby niepełnosprawne odpowiadała osoba niepełnosprawna. Piotr Müller zarekomendował mnie szefowi rządu. Poznaliśmy się jak był przewodniczącym Samorządu Studentów na Uniwersytecie Warszawskim. Wtedy pracowałem tam jako kierownik biura do spraw osób niepełnosprawnych. No i zaproszono mnie na rozmowę. Minister Maląg stwierdziła, że się nadaje.

Co jest dziś największym wyzwaniem dla pana, jako pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych?

Największe wyzwanie, to jest normalność. Chcę, by wszystkie osoby z niepełnosprawnością mogły żyć na miarę swoich planów i możliwości. I by takie historie i zachowania jak te, o których opowiadałem, nie były dla nich przeszkodą. Bo wielu ludzi się po prostu poddaje. Uczę się też w błyskawicznym tempie, że niepełnosprawność znana mi z uczelni, to coś zupełnie innego niż niepełnosprawność, którą poznaję tu. Uderza przede wszystkim wielka bieda. I to zarówno ta polegająca na całkowitym wykluczeniu ze społeczeństwa, na wyizolowaniu w jakimś zamkniętym domu pomocy, jak i ta materialna. Jest ona ogromna często u osób z najcięższymi niepełnosprawnościami. Nie byłem tego świadomy. Mamy osoby, które są w każdej czynności skazane na drugą osobę i na to nie ma stałego rozwiązania, które by to finansowało w prawidłowy sposób. 500 złotych, które daliśmy jest ratunkiem, ale to jest kropla w morzu potrzeb. System świadczeń społecznych powinien być całkowicie przebudowany. Choćby po to, by pieniądze nie szły na rodzica tylko na samą osobę niepełnosprawną i by ona mogła zdecydować, kto będzie jej asystentem. Człowiek, który leży też ma swoją wolę i wcale nie musi chcieć, by mama się nim opiekowała. Może woli kogoś do tego zatrudnić. Wraz ze sztabem specjalistów przygotowałem strategię dotyczącą osób niepełnosprawnych na lata 2020-30. Zmieniamy filozofię w podejściu do osób niepełnosprawnych. Równolegle powstaje strategia dotycząca deinstytucjonalizacji, czyli wyciągnięcia ludzi ze wszystkich przymusowych form pobytu, które tak bardzo odczłowieczają. Jeśli choć trochę uda się coś z tym zrobić, to będzie postęp.

Panie ministrze, zapomniałem zapytać: czy pan może w ogóle udzielać tego wywiadu bez osoby dorosłej?

Myślę, że sobie radzę. Zresztą był ze mną asystent, ale pan go wyprosił.

Takie mam zasady. To jest nasza rozmowa, bez osób trzecich. Moje pytanie jest nawiązaniem do tej słynnej sytuacji w sklepie, gdy nie sprzedano panu telefonu, bo jak stwierdziła ekspedientka, "przyszedł pan bez osoby dorosłej".

Pani wymagała, by ktoś pokazał dowód osobisty i podpisał się, że zrozumiałem umowę. To jest zresztą trochę nudne, bo miałem takich sytuacji w życiu setki.
Jest rok 2020. Myślałem, że świat wygląda trochę inaczej.

Takie historie dzieją się cały czas. Po całej akcji dostałem wiele sms-ów od ludzi, którzy mają podobne problemy. Ponieważ teraz jestem ministrem, to był jakiś odzew. Dzwoniła do mnie dyrektor RTV euro AGD i obiecała szkolenia pracowników i zmianę świadomości.

Świadomość buduje się latami…

Świadomość jest potrzebna, ale przede wszystkim trzeba włączyć myślenie. Jeżeli człowiek ma trochę oleju w głowie i trochę kultury, to nie będzie robił pewnych głupot.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz wrz 24, 2020 16:06 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 2338
Źródło: niepełnosprawni.pl 21.09.2020
inf. prasowa


Z dnia na dzień coraz bardziej przyzwyczajamy się do pracy zdalnej. Okazało się, że formuła wymuszona przez pandemię, przynosi wiele korzyści zarówno dla pracodawców, jak i pracowników. Boom na pracę zdalną to też świetna szansa dla osób niepełnosprawnych, by z większym powodzeniem ubiegać się o wymarzoną posadę.
Korzyści ze zdalnej pracy to po pierwsze oszczędności w związku z brakiem potrzeby wynajmowania biura czy dojazdu do miejsca pracy. Po drugie to rozszerzone możliwości zatrudniania – pracownicy mogą pochodzić z odległej miejscowości, mieć różne zobowiązania, które nie pozwalają na codzienne wyjście z domu, czy zmagać się z ograniczającymi ich niepełnosprawnościami.
Ta ostatnia grupa często może pochwalić się świetnym wykształceniem, znajomością języków obcych i doskonałym przygotowaniem do pracy w różnorodnych dziedzinach. Mimo swoich atutów, wiele osób niepełnosprawnych wciąż czuje się wykluczonych w związku ze swoimi dolegliwościami, uniemożliwiającymi np. swobodne poruszanie się i docieranie każdego dnia do biur. Nie dla nich jest pęd współczesnego świata, wciąż nie do końca przyjazne architektonicznie miasta czy hałas codzienności, jaki wiąże się ze standardowym sposobem zatrudnienia. Ponieważ nie mogą się swobodnie przemieszczać, pozostają w czterech ścianach i nie wykorzystują swojego potencjału – ze stratą nie tylko dla nich samych, ale też dla potencjalnych pracodawców.

Lęk przed tym, czego nie znamy

Informatyzacja przynosi coraz więcej narzędzi umożliwiających zdalne wykonywanie obowiązków.
W związku z tym temat niepełnosprawności w pracy powinien być właściwie drugorzędny. Niby tak jest, ale w praktyce ten problem jest wciąż żywy. Pracodawcy nadal niezbyt chętnie zatrudniają osoby niepełnosprawne. Najczęściej wynika to z błędnych wyobrażeń o sytuacji zdrowotnej danej osoby oraz z lęku przed tym, czego nie znamy.
- Obawy pracodawców są związane przede wszystkim z tym, że niepełnosprawni pracownicy będą zbyt często korzystać ze zwolnień chorobowych, wydłużonego urlopu czy skróconego czasu pracy – mówi Iwona Lewandowska z BPO Network, firmy już od kilku lat pośredniczącej w zatrudnianiu pracowników w sposób zdalny. – Pracowników niepełnosprawnych utożsamia się błędnie z „chorowitością”, niewydajnością i brakiem możliwości zachowania kontroli nad tym, co robią – szczególnie w trybie zdalnym. Pracodawcy boją się też na pewno kwestii prawnych i skarbowych związanych z wymogami PFRON-u. Tymczasem mało kto zdaje sobie sprawę, że opłaty na PFRON i tak są obowiązkowe – niezależnie od tego, kogo zatrudniamy. Jeśli jednak zdecydujemy się na pracowników niepełnosprawnych – możemy liczyć na dofinansowania, a także na pomoc takich firm jak nasza w przejściu przez różne procedury prawno-skarbowe – dodaje.
Gdy kilka miesięcy temu nasz pędzący świat na chwilę się zatrzymał, wyraźniej dostrzeżono korzyści płynące ze zdalnego zatrudnienia, a firmy rozpoczęły wdrażanie procesów, mające na celu uruchomienie pracy bez barier. Nagle każdy lepiej zrozumiał, czym są ograniczenia – każdy to poczuł w większym lub mniejszym stopniu. Po pierwszym szoku, zrozumieliśmy też, że choć nie możemy swobodnie wychodzić z domu, to jednak musimy dalej żyć, jeść, płacić rachunki. Zaczęliśmy zastanawiać się więc nad rozwiązaniem… i znaleźliśmy je w postaci pracy zdalnej.
Te przemyślenia to chleb powszedni każdej osoby, która boryka się z niepełnosprawnością. Z jednej strony jest ciągły strach przed tym, jak to będzie, z drugiej szansa na rozwój, swoiste wyzwanie podjęcia kroków, mających na celu wirtualny rozwój i wyjście z trudnej sytuacji obronną ręką.
- W nowej rzeczywistości upatrujemy więc wielką szansę dla osób niepełnosprawnych – mówi Iwona Lewandowska. – Dzięki pandemii zdalne życie zaczęło być tematem szerzej dyskutowanym w mediach. Coś, co do tej pory wydawało się niemożliwe, nagle stało się wykonalne i, jak się okazało, świat wszedł w nowy tryb właściwie bez większego trudu. Pandemia sprawiła też, że pracodawcy stają się bardziej empatyczni i są w stanie lepiej wyobrazić sobie to, jak mogą czuć się pracownicy zamknięci w domach. Poza tym uczymy się urządzania wirtualnych biur, z dnia na dzień stajemy się bogatsi w doświadczenia i nabieramy zaufania do tej formy zatrudnienia.

Pokonać ograniczenia

Do tej pory mało kto doświadczył zjawiska znanego jako kwarantanna, czyli zamknięcie w domach. Jedną z grup, które na pewno to przeżyły są osoby niepełnosprawne. Świat z barierami istniał dla nich od początku ich zmagań z niepełnosprawnościami. Co z tego, że zdobywali wykształcenie, sumiennie odbywali praktyki – skoro potem nikt nie chciał ich zatrudnić… Każdy z nich ma swoją historię i każdy w jakimś większym lub mniejszym stopniu wierzy w to, że któregoś dnia znajdzie wymarzoną pracę, czując, że to będzie najlepsza terapia, wzmacniająca ich poczucie własnej wartości.
- Z kolei pracodawcy, którzy podejmują się zatrudnienia osób niepełnosprawnych, poza tym, że mają w swoim zespole rzetelnych pracowników, dostrzegają wiele dodatkowych plusów z tej sytuacji. Zatrudnianie osób z niepełnosprawnością wzmacnia wizerunek pracodawcy i wpisuje się w politykę odpowiedzialności społecznej – mówi Joanna Olszewska, CEO w BPO Network, która od wielu lat pracuje nad poprawą świadomości na temat zatrudniania osób z niepełnosprawnością na otwartym rynku pracy.
- W dobie internetu gorąco zachęcam, by jak najczęściej inwestować w zdalne zatrudnienie właśnie pracowników z niepełnosprawnościami. Poza tym, że zapewnimy sobie „niewidzialną rękę na rynku pracy”, zyskujemy wykwalifikowanych i lojalnych specjalistów, a także dajemy innym ludziom ogromną szansę na rehabilitację i rozwój zawodowy – dodaje.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 24, 2020 16:06 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 888 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18  Następna strona

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL