Portal - Informator Obywatelski Osób Niewidomych

www.defacto.org.pl
Teraz jest Śr paź 16, 2019 05:44

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 775 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pt kwi 20, 2018 11:08 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
„rząd wykonał szereg działań, aby pomóc osobom niepełnosprawnym”
Źródło: www.niepelnosprawni.pl 19.04.2018
Autor: PAP

W środę, 18 kwietnia 2018 r., w Sejmie rozpoczął się protest Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych. Rodzice domagają się wprowadzenia m.in. dodatku rehabilitacyjnego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia. Zwrócili się w tej sprawie do prezydenta, premiera i prezesa PiS.

Dostrzegamy problem

Michał Dworczyk, pytany w czwartek, co rząd zamierza zrobić względem protestujących, przypomniał, że Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, wiceminister w Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Krzysztof Michałkiewicz zaproponował protestującym rodzicom spotkanie w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”. Spotkanie miało się odbyć w środę. Komitet Protestacyjny nie przyjął zaproszenia, zostało ono ponowione.
- Obecny rząd – to warto też podkreślić – wykonał już szereg działań, o czym wczoraj chyba w wypowiedziach mówili sami rodzice, że dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi do 18. roku życia pewne rzeczy już zostały zrealizowane – wskazał Michał Dworczyk.
Dodał jednocześnie, że „nad programami, które pomogą tym rodzinom, trzeba nadal pracować”. Wyjaśnił, że właśnie „dlatego Prawo i Sprawiedliwość podkreśla konieczność kontynuacji zmian, (...) dalszego uszczelniania systemu podatkowego”.
- My dostrzegamy ten problem i jestem przekonany, że uda nam się wypracować jakiś konsensus – mówił szef kancelarii premiera.
Michał Dworczyk podkreślił jednak, że „minęło dwa i pół roku od wyborów – wszystkich programów, wszystkich potrzeb nie da się w tym czasie zrealizować”.

Dodatek rehabilitacyjny i wyższa renta socjalna

W Sejmie protestuje około 20 osób. Rodzice wraz z dziećmi znajdują się w holu głównym. Zostali zaproszeni do Sejmu przez posłankę Nowoczesnej Joannę Scheuring-Wielgus.
Komitet domaga się wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego dla osób z niepełnosprawnością, niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia, w kwocie 500 złotych miesięcznie bez kryterium dochodowego. Rodzice osób z niepełnosprawnością domagają się również zrównania kwoty renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wraz ze stopniowym podwyższaniem tej kwoty do równości minimum socjalnego obliczonego dla gospodarstwa domowego z osobą niepełnosprawną.
MRPiPS w środę w komunikacie podkreśliło, że wsparcie osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów jest jednym z priorytetów rządu Prawa i Sprawiedliwości. Wśród działań podejmowanych na rzecz osób z niepełnosprawnością wymieniono m.in. zwiększenie dofinansowania kosztów pobytu osoby z niepełnosprawnością w warsztatach terapii zajęciowej, lepszą dostępność środowiskowych domów samopomocy, wyższe kryterium dochodowe w programie „Rodzina 500+”, umożliwienie opiekunom otrzymania zasiłku dla bezrobotnych lub świadczenia przedemerytalnego po śmierci osoby z niepełnosprawnością, zwiększenie wsparcia z PFRON oraz pomoc z programu „Za życiem”.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt kwi 20, 2018 11:08 


Góra
  
 
PostNapisane: Pt kwi 20, 2018 11:09 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
https://wiadomosci.tvp.pl/36799980/spra ... iewidomych

Ponad 23 miliardy złotych przez najbliższe 8 lat dla seniorów a także wszystkich, którzy potrzebują pomocy w codziennym życiu - to założenia nowego rządowego programu Dostępność Plus. Korzystać z niego będą między innymi osoby niewidome i tracące wzrok, których w Polsce jest około miliona. Bez specjalistycznej rehabilitacji mają niewielkie szanse na to, by studiować, pracować, czy zakładać rodziny. Minister zdrowia zapowiedział poprawę systemu pomocy osobom niewidomym.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt kwi 20, 2018 11:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: FB 18.04.2018

Zamieszczenie kodu QR na legitymacjach osób niepełnosprawnych nie tylko spowodowało bałagan. Naraziło tę grupę na konieczność podróżowania z orzeczeniem oraz dokumentem potwierdzającym tożsamość. Miasta rezygnują z honorowania legitymacji przy dokumentowaniu ulg w komunikacji miejskiej.

Od kwietnia legitymacji nie uznaje Wałbrzych. Zarówno tych nowych z kodem QR jak i starych. Rada miasta przyjęła bowiem uchwałę, w której „hurtowo” wycofała możliwość dokumentowania uprawnień w lokalnym transporcie legitymacją osoby niepełnosprawnej. Żeby skorzystać z ulgi lub bezpłatnego przejazdu trzeba mieć przy sobie orzeczenie wraz z dokumentem potwierdzającym tożsamość. Do podobnych zmian przymierza się Wrocław.

Miasta mają prawo nie uznawać legitymacji osób niepełnosprawnych, ponieważ ustalanie uprawnień do ulgowych lub bezpłatnych przejazdów autobusami i tramwajami należy do kompetencji rady gmin lub miast. Warto przypomnieć, że nie we wszystkich miastach w kraju osoby niepełnosprawne mogą liczyć na zniżki. Wałbrzych jest jednak pierwszym w którym niepełnosprawni posiadający uprawnienia do ulg przejazdowych nie mogę dokumentować ich legitymacjami.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz maja 03, 2018 18:39 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Problem niewidomych w Olsztynie. Czasami są zdani na instynkt
Źródło: www.olsztyn.wm.pl 28.04.2018

Niepełnosprawni często natrafiają na bariery. Pan Marcin nie nazywa jednak swojego problemu z sygnalizacją świetlną barierą, a jedynie utrudnieniem. Szkoda tylko, że to utrudnienie może się dla niego skończyć bardzo źle.
Marcin Lisowski jest niewidomy. Do Olsztyna przyjechał 5 lat temu za narzeczoną, Agatą, która też jest niepełnosprawna. Mężczyzna zadzwonił do naszej redakcji.
Stara się być aktywny i na ogół nie ma problemu z poruszaniem się po mieście. Gorzej, gdy trafi na przejście dla pieszych, które nie da mu żadnego sygnału, że może już przez nie przejść. Tak też było podczas naszego spotkania.
— Mam zniszczoną laskę. Uszkodziłem ją na jednym z chodników na Jarotach — mówi pan Marcin. — Na razie muszę z niej korzystać, bo nikt mi jej wymiany nie dofinansuje. A bez laski jak bez życia. Zwłaszcza, kiedy są takie sygnalizacje.
Na skrzyżowaniu ulic Krasickiego i Barcza niewidomi są zdani na instynkt i słuch. Albo na pomoc drugiej osoby. Gdyby nie narzeczona, która zresztą też ma problemy ze wzrokiem, pan Marcin nie przeszedłby bezpiecznie przez ulicę.
— Usłyszeliśmy, że zmienił się kierunek jazdy, więc chyba musi być zielone. Trzeba się domyślać. To jedno z najgorszych przejść — nie ukrywa pan Marcin. — Kiepsko jest też na Zatorzu. Za duży ruch. Tutaj też się gubię. Rana, którą mam na nosie, to efekt tego właśnie przejścia. Nie mogę nawet znaleźć przycisku na słupie, który zmienia sygnalizację, bo nie ma kukułki.
Czyli? — Kukułka naprowadza na słup. W czasie czerwonego światła wydaje charakterystyczne dźwięki — wyjaśnia pan Marcin. — Tam, gdzie jest tramwaj, jest w miarę dobrze, bo mamy głośne przejścia. Są udźwiękowione całkiem przyzwoicie, ale nie powiem, że dobrze. Jest dźwięk, ale nie ma właśnie kukułek.
Według pana Marcina komunikacja miejska działa słabo.
— Kiedy wyjeżdżam pociągiem poza miasto, często się spóźniam — mówi. — Do tramwaju mam 700 metrów. A wiadomo, jakie mamy chodniki. Np. ul. Niedziałkowskiego w wielu miejscach to sam piach. Narzeczona po prostu się tam przewraca. Nie ma o co się zaczepić kulami. Tramwaje mają jedną wadę. Przycisk dla niepełnosprawnych jest tylko na jego początku. Czasem zdarza mi się stanąć w drzwiach, żeby drzwi się nie zamknęły. W autobusach jest dużo lepiej.
A zapowiadanie przystanków? Nie pomaga? — dopytujemy. — Pomaga, ale to powinien być żywy lektor — uważa pan Marcin. — System SRG (System zewnętrznej informacji głosowej dla osób niedowidzących i niewidomych aktywowany na przystankach przez pasażera za pomocą pilota — red.) też działa u nas kiepsko. Piloty są, ale nie wszyscy je dostają. Nie jestem tutaj zameldowany, więc dzielimy się pilotem narzeczonej. Poza tym system wyłącza się podobno w trakcie jazdy. To po co w ogóle jest? — dopytuje.
Marcin Lisowski stara się jednak żyć aktywnie. Jest muzykiem.
— Nie mam problemu z niczym poza niedziałającymi systemami, które powinny ułatwić przemieszczanie się — mówi. — A Olsztyn znam jak własną kieszeń. Wypracowałem sobie pewien system. Jeżdżę autobusami i tak poznaję miasto. Nigdy nie wiadomo, czy nie przeniosą mi np. banku czy urzędu.
Z muzycznej pasji ciężko jest jednak się utrzymać, więc pan Marcin szuka pracy. Na razie żyje z renty i koncertów. — Agata jest moim menadżerem. Koncertuję po całej Polsce — opowiada. — Byliśmy np. w Zakopanem. Najczęściej jeździmy pociągami. Gram na gitarze, basie i klawiszach. A jeśli chodzi o pracę, to barierą są ludzie. Niewyrozumiali pracodawcy. Są co prawda szkolenia, np. z Excela, który by mi się przydał, ale trzeba złożyć mnóstwo papierów i czekać. Olsztyn jest jednak podobno w tym najlepszy. Szanse na znalezienie pracy są spore. Dlatego przenoszę papiery ze Szczecina i mam nadzieję, że coś się w końcu ruszy.
O skrzyżowanie ulic Krasickiego z Barcza zapytaliśmy Zarząd Dróg, Zieleni i Transportu. — 85 z 95 sygnalizatorów w mieście jest wyposażonych w głośniki — mówi Paweł Pliszka, rzecznik ZDZiT.
I dodaje: — Na skrzyżowaniu przy Carrefourze ich faktycznie nie ma. Wraz z budową linii tramwajowej powinno się to jednak zmienić. W przypadku przebudowy jakiejś drogi, np. Pieniężnego czy Partyzantów, wykonawca jest zobowiązany do instalacji nowych sygnalizatorów. Dążymy do tego, żeby wszystkie przejścia były wyposażone w sygnały dźwiękowe, ale myślę, że nie jest aż tak źle, bo tych bez głośników zostało już tylko 10. Kuriozalne jest jednak to, że mamy sygnały od ludzi, którzy twierdzą, że te dźwięki... nie dają im spać. Proszą nawet o ich wyciszanie. Trochę to dziwne, bo w nocy w większości przypadków sygnalizacja jest przełączana w tryb pulsacyjnego światła żółtego, więc nie wiem, czy to tak bardzo przeszkadza.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz maja 03, 2018 18:40 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Czy Polska będzie dostępna?
Źródło: BIP nr 8 (175), kwiecień 2018

16 kwietnia w sali kolumnowej Sejmu RP odbyła się konferencja „Włączenie cyfrowe, dostępna Polska” zorganizowana przez Fundację Widzialni. To coroczne wydarzenie wpisuje się w kalendarz konferencji poruszających problem dostępności cyfrowej przez osoby z niepełnosprawnością w Polsce.
Głównym punktem wydarzenia była prezentacja kolejnego raportu dostępności 2018, opracowanego przez ekspertów i testerów Fundacji. Badanie składało się z kilku etapów. W pierwszej kolejności strony były oceniane przez eksperta fundacji, a później przez użytkowników z różnymi niepełnosprawnościami. Osoby niepełnosprawne sprawdzały poprawność i czytelność serwisów, poprawność formularzy i materiałów multimedialnych.
W porównaniu z ubiegłym rokiem raport wskazuje na nieznaczny wzrost liczby dostępnych stron internetowych.
Zdaniem Artura Marcinkowskiego, przewodniczącego rady fundacji, problemem znikomej poprawy dostępności Internetu w Polsce jest brak wiedzy, jak przygotować dostępną stronę internetową. Błędy, które pojawiają się najczęściej, to nieopisane linki i grafiki, formularze, które błędnie się ładują w przypadku składania wniosków drogą elektroniczną, słaba dostępność aplikacji mobilnych, przede wszystkim na urządzenia z systemem iOS. W ciągu ostatniego roku powstało wiele nowych serwisów, a niektóre z nich zostały gruntownie przeprojektowane, co również mogło przyczynić się do minimalnego wzrostu dostępnych stron internetowych. Mimo coraz większej świadomości społecznej ludzie nie mają wiedzy, w jaki sposób należy podejść do dostępności, jak dostosować serwis, jak nim zarządzać, aby był dostępny dla osób z niepełnosprawnościami – podkreślił Marcinkowski.

Niedostateczna dostępność
Żadna z sześciu najważniejszych instytucji publicznych nie otrzymała oceny bardzo dobrej –wskazuje raport. Również żadne z dziewiętnastu ministerstw nie zostało ocenione bardzo dobrze, ocenę dobrą otrzymały strony trzech ministerstw, dostateczną siedmiu, a niedostateczną aż dziewięciu. Spośród 23 stron instytucji samorządowych i administracji centralnej, zaledwie 4 strony urzędów wojewódzkich mają dostępność na poziomie dostatecznym.
Tylko 3 na 83 badane strony wybranych instytucji publicznych zasłużyły na ocenę bardzo dobrą, są to: serwis biura pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych, serwis centrum systemów informacyjnych ochrony zdrowia i strona urzędu komunikacji elektronicznej. Siedem stron otrzymało ocenę dobrą, 13 – dostateczną, a 12 – niedostateczną.
Ocena dostępności obejmowała również wybrane e-usługi m.in.: uzyskaj dowód osobisty, skorzystaj z programu rodzina 500 plus, sprawdź punkty karne, zgłoś się do urzędu pracy, załóż jednoosobową działalność gospodarczą, mDokument, uzyskaj odpis aktu cywilnego przez Internet.
Niepoprawnie ładujące się formularze to największy problem, z jakim borykali się eksperci badający e-usługi. Dobrym posunięciem okazało się przeniesienie niektórych usług z platformy ePUAP do serwisu obywatel.gov.pl, którego dostępność uległa poprawie.
Raport wskazuje, że jest jeszcze wiele do zrobienia w poprawie dostępności aplikacji mobilnych. Przygotowywane przez instytucje publiczne aplikacje mobilne nie są przyjazne osobom z niepełnosprawnościami. Główny problem to niedokładne opisywanie grafik oraz innych elementów strukturalnych stron. Nie zapewniono także w niektórych przypadkach odpowiedniej alternatywy dla udostępnionych wykresów. Najbardziej rażące zaniedbania dotyczą platformy iOS, niemal w każdej z aplikacji powodowały one trudności w obsłudze oraz zrozumieniu treści.

Internet bez barier
W trakcie konferencji ogłoszono wyniki IX edycji konkursu „Strona Internetowa bez Barier”. W kategorii najlepsi z najlepszych nagrodę otrzymała strona Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej za serwis https://lka.lodzkie.pl/strona-glowna/, Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia w kategorii strona publiczna powyżej 100 podstron za serwis csioz.gov.pl, Urząd Komunikacji Elektronicznej uke.gov.pl. otrzymał nagrodę w kategorii strona publiczna do 100 podstron, Bank Millennium bankmillennium.pl otrzymał nagrodę w kategorii strona niepubliczna powyżej 100 podstron,, a Fundacja Tus za portal niepelnosprawnik.pl otrzymała nagrodę w kategorii strona niepubliczna do 100 podstron. Fundacja Kulawa Warszawa za serwis kulawawarszawa.pl otrzymała nagrodę w kategorii strony powstałe w oparciu o szablony Polskiej Akademii Dostępności. W konkursie przyznano również jedno wyróżnienie, które otrzymał Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa za serwis kowr.gov.pl.
Poznaliśmy także laureata konkursu ”Lider cyfrowej dostępności 2018”. Statuetkę odebrała dr Lidia Stępińska-Ustasiak, radca prezesa w imieniu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W konkursie wyróżniono również Związek Banków Polskich, który reprezentował prezes Krzysztof Pietraszkiewicz.

Kiedy Polska stanie się krajem dostępnym?
Czy rządowy program Dostępność Plus rozwiąże problem ograniczonej dostępności w przestrzeni publicznej? Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby program wywarł faktyczny wpływ na poprawę dostępności? Inicjatywy dobrze rokujące – jak je wspierać? Finansowanie – czy fundusze unijne w ramach polityki spójności są gwarantem realizacji określonych założeń? Na te i inne pytania odpowiedzi szukali przedstawiciele: Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, jednostek samorządu terytorialnego oraz organizacji pozarządowych, którzy rozmawiali w ramach zorganizowanego panelu dyskusyjnego zamykającego spotkanie.
Partnerami konferencji byli: Orange Polska, Soflab Technology Sp. z o.o.
Raport dostępności 2018 można pobrać ze strony: http://widzialni.org/container/raport-d ... i-2018.pdf
Transmisja z konferencji dostępna jest pod linkiem: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transm ... 7100280313

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz maja 03, 2018 18:41 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Polacy niecierpliwie czekają na nadejście RODO
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna 2018-04-25
autor: Sławomir Wikariak, oprac.: GR

Większość z nas cieszy się z nadchodzących przepisów RODO. Unijne rozporządzenie 2016/679 w sprawie ochrony danych osobowych zacznie być stosowane już 25 maja.
Aż 89 proc. przebadanych za bardzo istotne lub istotne uznała, że będzie mogła żądać usunięcia swych danych oraz zażądać, by zaprzestano ich przetwarzania – wynika z przygotowanego przez KPMG raportu „Zarządzanie doświadczeniami klienta (CX) w erze RODO – jak Polacy dbają o ochronę informacji o sobie?”. Z jednej strony może to świadczyć o tym, że przywiązują dużą wagę do ochrony swej prywatności, z drugiej jednak, że nie do końca orientują się w swych prawach. Obowiązująca w Polsce ustawa o ochronie danych osobowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 922 ze zm.) również pozwala żądać usunięcia danych i wycofać zgodę na ich przetwarzania, dlatego RODO nie oznacza tu zbyt dużej rewolucji. Z kolei rzeczywista nowość, czyli prawo do przenoszenia danych między administratorami, została przez przebadanych uznana za najmniej istotną.
Na niezbyt dużą świadomość Polaków wskazuje też odpowiedź na inne pytanie. Tylko 30 proc. respondentów uważa, że wyraziło zgodę na przetwarzanie danych osobowych do celów marketingowych dostawcom usług cyfrowych, takim jak Google czy Facebook. – Wynik ten może być zaniżony – użytkownicy nie zawsze są świadomi, że w pewnym momencie korzystania z usług udzielili już takiej zgody – mówi Andrzej Musiał, menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
Swego rodzaju konserwatyzm można też dostrzec przy ocenie, jakie dane powinny być najbardziej chronione. – Niezależnie od wieku dane urzędowe, finansowe i o stanie zdrowia są najczęściej wskazywane przez Polaków jako poufne. Pomimo że dane takie jak lokalizacja (42 proc. wskazań), aktywność online, w tym przeglądane strony internetowe, aktywność w portalach społecznościowych itd. (47 proc. wskazań) czy aktywność zakupowa (26 proc. wskazań) mogą dostarczać wielu informacji o konkretnej osobie i umożliwiają profilowanie, są uznawane jako poufne przez mniejszość Polaków – zauważa Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz maja 03, 2018 18:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Branża internetowa przygotowała standard zbierania zgód
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna 2018-04-26
autor: Sławomir Wikariak, oprac.: GR

Organizacja IAB Europe przygotowała standard pozyskiwania zgód i informowania użytkowników o przetwarzaniu ich danych osobowych. Ma on zapewnić administratorom zgodność z przepisami unijnego rozporządzenia 2016/679 (RODO).
Polscy internauci już od pewnego czasu po wejściu doniektórych serwisów byli proszeni o zaakceptowanie zgód na przetwarzanie danych oraz stosowanie cookies. Większość z wyskakujących okienek nie spełniała jednak wytycznych Grupy Roboczej Art. 29, skupiających organy ochrony danych ze wszystkich państw UE. Według IAB Europe i IAB Technology Laboratory, które przygotowały nowy standard, to rozwiązanie ma być zgodne z RODO.
Chodzi o ramy przejrzystości i zgody (z ang. Transparency & Consent Framework). Rozwiązanie oparte technologicznie na JavaScript ma umożliwiać nie tylko wyrażenie zgody przez użytkownika czy przekazanie mu informacji o przetwarzaniu danych na podstawie uzasadnionego interesu. Pozwoli też wybrać strony trzecie, które będą miały dostęp do danych, a sam system zachowa decyzje użytkownika i będzie przekazywał informacje do pozostałych administratorów. To ważne, gdyż na stronach internetowych umieszczane są cookies pochodzące chociażby od reklamodawców czy też firm pozwalających na śledzenie ruchu w sieci. Użytkownik zaś nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, że jego dane są przetwarzane nie tylko przez stronę, na którą bezpośrednio wchodzi.
Kluczowym elementem nowego rozwiązania ma być rejestr określony jako Globalna Lista Sprzedawców (lista zarejestrowanych i zatwierdzonych stron trzecich, którym wydawca może zezwolić na dostęp do informacji o urządzeniach użytkowników lub przetwarzanie danych ich użytkowników do określonych celów).
– Dzięki RODO europejscy użytkownicy uzyskają więcej informacji i kontrolę nad tym, kto przetwarza ich dane. Powinno to w perspektywie zwiększyć ich zaufanie w internecie – jest to więc zarówno wyzwanie, jak i szansa dla branży internetowej – mówi Włodzimierz Schmidt, Prezes IAB Polska, zachęcając firmy do wdrożenia ram przejrzystości i zgody.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz maja 03, 2018 18:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
W jednym z wydań Informatora De Facto pojawił się artykuł o problemach z nową legitymacją. W Wałbrzychu i Wrocławiu nie będą one honorowane.
Rozwiązanie, które opisuję poniżej nie jest co prawda prawnie uregulowane, ani nie gwarantuje, że w każdym przypadku pomoże osobie z niepełnosprawnością, nie mniej może komuś się przyda ta informacja, więc pozwolę sobie podzielić się swoimi doświadczeniami. Otóż długo jeszcze podczas studiów miałem problem z tym, że co rusz niedoinformowany kierowca czy konduktor wymagał do legitymacji również posiadania przy sobie orzeczenia. Ucieszyłem się, gdy powoli kwestia zaczęła zanikać i przyzwyczaiłem się do nie użytkowego, tak to nazwę, formatu legitymacji osoby z niepełnosprawnością. Bardzo dużą radość wywołało u mnie pojawienie się informacji o nowym wzorze legitymacji, formatu dowodu osobistego/karty bankomatowej. I tu gdy ją odebrałem czar prysł, zanim ją wyrobiłem myślałem iż kwestia symbolu dotyczy albo jego umieszczenia w formie pisanej i dodatkowo w formie kodu QR lub nie, po czym okazało się, że standardowo w ogóle go nie ma, a ewentualnie na wniosek zainteresowanego może on być zapisany kodem QR
Odebrawszy nowy dokument, poprosiłem panią w PCPR o zniszczenie starej legitymacji. Logicznie zakładałem, że stara jest nie ważna w momencie odbioru nowej tak jak to jest w przypadku dowodów osobistych. Gdy na legitymacji nie znalazłem symbolu stopnia niepełnosprawności, wróciłem do pani w pcpr i przedstawiłem jej swoje wątpliwości czy konduktor i kierowca PKS będzie miał odpowiednie urządzenie do zczytania kodu z symbolem, na co uzyskałem odpowiedz - w zasadzie powinni, ale nie mogę tego panu zagwarantować, więc na wszelki wypadek proszę wozić ze sobą orzeczenie.
I przy najbliższej próbie zakupu biletu pojawiły się problemy.
Wsiadam na stacji, gdzie nie ma kas, więc bilet kupuje się u konduktora. Konduktor kojarzył mnie, ale proforma poprosił o legitymację, a ja z ciekawości mu ją dałem, by się przekonać czy uda mu się ją zeskanować. Super, udało się tym samym urządzeniem, którym skanuje bilety zakupione przez internet. Po tygodniu wracałem tym samym przewoźnikiem na tej samej trasie i tu był nie znany mi dotąd konduktor. Poprosił o legitymację. Na pewniaka mu ją dałem no i usłyszałem, że nie da się tego zeskanować. Zarzuciłem go argumentami, że to nowa legitymacja, powinien znać ten wzór, skoro pracuje jako konduktor, że dopiero co ją odebrałem, że jak to mam mieć orzeczenie skoro mam nową, nowoczesną, wydaną przez instytucję publiczną legitymację.
Konduktor trochę ustąpił, bo chyba sam nie do końca wiedział kto ma rację i zaproponowałem mu rozwiązanie, eureka, czytnik/skaner kodów QR w moim smartfonie.
W obecności konduktora uruchomiłem aplikację i finalnie na ekranie pojawił się symbol niepełnosprawności, co go usatysfakcjonowało. Nie jest to oficjalne rozwiązanie, ale może komuś pomoże uniknąć zamieszania z koniecznością odebrania od upartego konduktora czy kontrolera mandatu, a potem trzeba się odwoływać, ganiać, biegać za swoimi prawami itd.
Takie jest moje doświadczenie, być może ktoś w podobnej sytuacji będzie mógł je wykorzystać.

Czytelnik

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 16, 2018 11:35 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Mama niewidomego 13-latka: Niech ma normalne życie. Bez łaski od państwa
Źródło: www.bydgoszcz.wyborcza.pl 03.05.2018
Autor: Wojciech Borakiewicz

- O czym ja marzę? Marzę, żeby widzieć. Ale nie tak od razu. Tylko powoli i systematycznie. Żeby się mama i tata pojawiali stopniowo - mówi Igor Sobierajski, pierwszy niewidomy uczeń bydgoskiej szkoły muzycznej. - Jak sobie wyobrażasz mamę? - Poznaję ją po zapachu. A moja mama pachnie jak nikt inny - odpowiada 13-latek.
Czemu masz takie oczy? - zapytał Igora Sobierajskiego na YouTube BartMac07 - Jeśli chodzi o to, że mam trochę inne, to prostu dlatego, że jestem niewidomy. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza - odpowiedział 13-latek, pierwszy niewidomy uczeń bydgoskiej szkoły muzycznej.
– Kim chciałbym być w przyszłości? Mam trzy takie zawody wymarzone, tylko nie wiem, czy wszystkie dam radę spełnić. Jednym jest didżej, drugim – kompozytor, a trzecim policjant. Wiem, że niewidoma osoba nie może nim być, ale może medycyna coś wymyśli i przejdę operację, żeby widzieć – mówi Igor, który chodzi do podstawówki w ośrodku im. Braille’a i kończy klasę fortepianu w szkole muzycznej pierwszego stopnia w Bydgoszczy.

Mama

Pierwszy dzień w Kujawsko-Pomorskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 1 im. Braille’a był bardzo trudny. Igor miał siedem lat. Mama przywiozła go z Rypina – 120 km od Bydgoszczy. Wtedy już z mężem pogodzili się z myślą, że ich syn nie widzi.
– On płakał i ja płakałam. Nie pamiętam już nawet, jak zeszłam ze schodów w szkolnym budynku i wróciłam do domu – opowiada Marzena Sobierajska, mama Igora. Chłopiec został w szkole dla niewidomych. Zamieszkał w internacie. Mama przyjeżdża po niego w każdy piątek. Zabiera do domu. W poniedziałek rano wiezie syna z powrotem.
Igor jest najmłodszym dzieckiem rodziny Sobierajskich. Dwaj bracia są po trzydziestce. Siostra skończyła 26 lat.
– Igor pojawił się w naszym życiu na po długiej przerwie. Był wcześniakiem. Urodził się w 28. tygodniu ciąży, jako dziecko niewidzące. Walczyliśmy o jego wzrok. Początkowo lekarze dawali nam nadzieję, że może widzieć, że trzeba tylko pobudzić nerwy wzrokowe, a będzie lepiej – mówi Marzena Sobierajska.
Nie udało się. – Choć ciągle nas zadziwia. Spacerujemy razem, u siebie w Rypinie. Mijamy zaparkowane auto, a Igor pyta: Mamo, czyj samochód tutaj stoi? Spacerujemy dalej, a on: A to auto jakie jest? Początkowo myślałam, że coś się cofa, że może zaczyna trochę widzieć. To jednak inna rzecz. Naczytałam się, że niektórzy niewidomi mają słuch nietoperza – opowiada mama.
Igor posiada też absolutny słuch muzyczny. Zagra natychmiast każdy utwór – wyłącznie ze słuchu. Bo nut nie widzi.
Pierwsze organy dostał w domu. Rodzice wyciągnęli je ze strychu. Pełzał do instrumentu po podłodze – Igor długo, bardzo długo nie chodził. Organy miały być sposobem na ćwiczenie – mówi Marzena Sobierajska. Błyskawicznie okazało się, że to jego żywioł. – Starsi synowie mówią, że nawet na domofonie by zagrał – śmieje się tata, Tomasz Sobierajski.
Igor miał sześć lat, kiedy grał poloneza na studniówce starszej siostry. Długo też zasiadał w niedziele za klawiaturą kościelnych organów w Rypinie. Teraz musiał z tego zrezygnować. Zbyt wiele czasu zajmują mu ćwiczenia na domowym pianinie. Musi się przygotować na zajęcia w szkole muzycznej.
– Ma 13 lat i muzyka klasyczna, która wymaga mnóstwa ćwiczeń, nie bardzo mu się teraz podoba. A my boimy się o jego przyszłość. Tłumaczymy, żeby się uczył, bo co będzie, jak mnie i męża zabraknie. Nie chcemy, żeby tylko z 700 zł renty musiał żyć. Nie widzi, ale niech ma swój zawód, normalne życie. Pragnę, żeby do ludzi wychodził i z ludźmi żył, aby nie musiał być zamkniętym odludkiem zdanym na łaskę państwa. Marzymy o studiach muzycznych – martwi się mama. – A on nam mówi, że tam tylko muzyka poważna. A przecież są różne wydziały – dodaje.


To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 16, 2018 11:37 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: magazynpismo.pl 08.05.2018
Autor: Kaja Poznańska

Gdy wzrok nagle się zużywa świat wtedy blaknie, szarzeje albo zawęża się do rozmiarów dziurki od klucza

schody. Na początku była pewna, że to wina schodów. Polska przechodzi transformację, wszystko się zmienia. To może i białe schody z marmuru zaczęli budować – myślała. Okropne, słabo widoczne, kolejne stopnie zlewają się ze sobą. Żeby się nie wywrócić, Grażyna schodziła blisko ściany albo trzymała się poręczy. Na wizycie kontrolnej wspomniała nawet: „Te schody teraz takie dziwne robią”. Okulistka zaleciła tylko, by uważać.
Regularne badania były w przypadku Grażyny koniecznością. Miała uwarunkowania genetyczne. Jej matka od kilku lat chorowała – taką przynajmniej postawiono diagnozę – na zwyrodnienie plamki żółtej. Duże, granatowe oczy również sytuowały ją w grupie podwyższonego ryzyka. W gabinecie Grażyna przeczytała bezbłędnie ostatni i przedostatni rząd liter z tablicy Snellena. Ostrość: bez zarzutu. Pani doktor wstukała na klawiaturze wyniki i informację o kontroli za rok. W drzwiach dodała, jak zawsze: „Ale tę plamkę żółtą to ma pani fatalną”.

Tablica Hermanna Snellena, z rzędami nierównej wielkości znaków, wisi w gabinetach okulistycznych na całym świecie. Od stu pięćdziesięciu sześciu lat za jej pomocą bada się zdolność rozdzielczą siatkówki, czyli ostrość widzenia pacjenta. Potem dobiera się moc soczewki. Tyle że Grażyna nawet dzisiaj tę ostrość ma świetną. A że zamiast rzędu widzi tylko jedną literę, to inna sprawa.

Przez ten rok oczy bolały tak, że „wolałaby w ogóle nie patrzeć”. Jasne tabletki na hashimoto, które brała regularnie, gubiły się na białym obrusie. Gdy wreszcie znalazła pigułkę i chciała ją popić, zdarzało się, że zaczynała szukać przeźroczystej szklanki. Kiedyś wpadła na rowerzystę, innym razem prawie weszła pod samochód. Na kolejną wizytę przyszła ze ściągą, na której zanotowała niepokojące przykłady. W gabinecie znów opowiadała o schodach, o kinie – jak wchodzi spóźniona, jest ciemno i wzrok nie chce się przyzwyczaić. O obcasach – że nie może już na nich chodzić, bo się potyka. O tabletkach też. Okulistka wysłała ją na specjalistyczne badania do większego miasta. Grażyna pamięta dzień, w którym przyszła po wyniki. Drobną, pochyloną nad komputerem postać lekarki. Krępującą pięciominutową ciszę i pytanie: „Jak pani sobie daje radę? Z tych badań wynika, że pani pole widzenia zawężone jest do dwudziestu procent”. Dystrofia czopkowo-pręcikowa to rzadka choroba. Na tyle, że okulistka musiała upewnić się co do jej nazwy i przebiegu w internecie. Tak jak przypuszczała, medycyna była bezradna. Grażyna wyszła na ulicę. W głowie słyszała jeszcze słowa, które padły w gabinecie: „Módlmy się do Boga, żeby to się nie pogłębiało.” Świat wyglądał normalnie. Trudno było uwierzyć, że za kilka miesięcy będzie go oglądać jak przez dziurkę od klucza.




okulary. W Ośrodku Rehabilitacji i Szkolenia „Homer” w Bydgoszczy nauczycielka wręcza mi beżowe pudełko z tektury. W nim kilkanaście par okularów w foliowych opakowaniach. Do każdego włożona mała karteczka. Mogę mierzyć do woli. Tylko uważnie, żeby nie pomylić opisów dysfunkcji wzroku. To symulatory obszarów niewidzenia. Nauczycielka pyta jeszcze, czy na pewno nie boję się ich przymierzyć. Są osoby, które przez cały okres szkolenia albo w czasie trwania warsztatów edukacyjnych nie założą okularów na nos. Z obawy, że (w jakiś magiczny sposób) samo przymierzenie symulatorów przyśpieszy utratę wzroku. Na bank go stracą. Zakładam. Nie leżą idealnie, ale wystarczająco dobrze, by pokazać, że czystą i płaską czerń ma przed oczami tylko niewielki procent niewidomych. Niewidomi – według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) – to osoby, które nie mają poczucia światła, ich ostrość wzroku przy maksymalnej korekcji okularowej nie przekracza 0,05 (jest to stosunek odległości, z której badany rozpoznaje znak, do odległości, z której dany znak powinien zostać rozpoznany) lub kąt ich pola widzenia ogranicza się do maksymalnie dwudziestu stopni.

W rzeczywistości przestrzeń niewidzenia i niedowidzenia jest o wiele ciekawsza. Pełna subtelnych odcieni bieli, czarnych plam, skrawków rozsypanych obrazów. Choć na symulatorach tego nie widać, to strefa dynamiczna. Czasem aż zanadto, na przykład kiedy w polu widzenia pojawiają się świetliste łuny, błyski albo pokaz fajerwerków.


Kilka miesięcy po diagnozie Grażyna do worków na śmieci spakowała książki. Nadal czyta, ale wtedy zrobiła to ze złości. Na siebie i na literaturę, która być może nadwyrężyła jej wzrok.

W pierwszej parze okularów czuję się, jakbym zanurkowała w szklance mleka. W następnych, których szkła pokryte są wytłoczonymi, spiralnymi wzorami, widzę zniekształcone, falujące obrazy. Gdybym posiedziała w nich jeszcze godzinę, zaczęłaby boleć mnie głowa. W kolejnych: irytująca czarna plamka przysłania obraz w centralnym punkcie. Dalej: mgła, oszroniona szyba, czarne tłuste kleksy, które sprawiają, że świat wygląda jak rozsypane puzzle. Jedna z par pokazuje obraz podobny do tego, jaki ma obecnie przed oczami Grażyna. Przez mały otwór wielkości wizjera w drzwiach oglądam fragmenty sali wykładowej. Resztę pola widzenia przysłania mleczna szyba. U Grażyny w tej zaciągniętej bielą przestrzeni wiele się dzieje. Są migotania, błyski, „ruchome ciapki”, do których jej umysł już się przyzwyczaił. Na krawędziach ostre widzenie wraca. Jakby ktoś zapomniał zamalować te miejsca sprejem. W kolejnym symulatorze jedynie kiedy spoglądam w stronę okna, mogę dostrzec delikatną jasną plamę. Trochę rozczarowana mówię na głos: „W tym to praktycznie nic nie widać.” „Proszę uwierzyć, takie poczucie światła to bardzo dużo” – odpowiada poważnie nauczycielka. Głupio mi. Już nic nie mierzę. Po cichu chowam ostatnią parę okularów do etui. Podobnego do tych, jakie w swojej pracy skleja Grażyna.




słoiki. Pierwsze, co zrobiła po powrocie do domu, to podpisała słoiki. Czarnym flamastrem na białych naklejkach nakreśliła wielkimi literami: migdały, płatki owsiane, mąka. Nie wie, dlaczego akurat to przyszło jej do głowy. Potem włączyła komputer. Przewertowała fora medyczne, strony poświęcone chorobie, portale o zdrowiu. Odetchnęła. W jej przypadku utrata widzenia nie była tak szybka. Grażyna postanowiła, że musi się na nią przygotować. A jeśli to możliwe, spróbować odwlec ją w czasie. Z biblioteki wypożyczyła książki o ludziach, którzy tracą wzrok. Carte blanche, oparta na faktach historia nauczyciela, który ukrywa przed innymi, że traci wzrok, podobała jej się. Natomiast książka portugalskiego noblisty José Saramago Miasto ślepców – mimo że fikcja – kompletnie ją załamała. Grażynę chyba najbardziej przestraszyło to, że mieszkańcy objętego epidemią ślepoty miasta zupełnie sobie nie radzili. Reszty książek już nie czytała, w końcu miała ograniczyć stres. Z lodówki wyrzuciła keczup, musztardę, gotowe pierogi, bo od teraz planowała jeść zdrowo. Przy punkcie „sport” postawiła plusa. Na co dzień wprawdzie go nie uprawiała, ale w pracy przy inwentaryzacjach ruszała się sporo.

Retinitis pigmentosa, zwyrodnienie barwnikowe siatkówki, kradnie wzrok po kawałku. Ci, którzy zmagają się z tą chorobą, mówią, że człowiek dzień w dzień chodzi do pracy, mija te same witryny i nagle orientuje się, że miesiąc temu widział lepiej, a tego napisu to już nie przeczyta. Choroba Grażyny jest bardziej bezczelna. Zmiany następują skokowo. Przez dwa–trzy miesiące, nawet pół roku, jest dobrze i nagle – bach! Dziurka się zmniejsza. Jakby ktoś przestawił rozmiar przysłony.

Po kolejnym skoku Grażyna zauważyła, że przy liczeniu napojów w kartonach myli się o dwa. Jakby pierwszego i ostatniego z nich w ogóle nie widziała. Musiała zmienić pracę. Zlecenia komputerowe odpadły na wstępie. Za długo wodziła nosem po ekranie w poszukiwaniu kursora. W małym zakładzie produkcji foliowych etui i opakowań nie powiedziała o wzroku. Jej szanse na zatrudnienie zmalałyby od razu. Zaczęła przycinać i kroić duże płachty cienkiego plastiku, przypalać małe niteczki, nakładać folijkę na folijkę. Błędy, które popełniała, tłumaczyła roztargnieniem. To, że chodzi pieszo, potrzebą świeżego powietrza. Sen z powiek spędzały jej cążki. Przedmioty zlewały się z nimi tak, że nie wiedziała właściwie, co wygina. Myliła się. Musiała zostawać po godzinach, żeby poprawić źle zrobioną partię. Największy problem miała z palcem. Szefowa uwielbiała nim coś wskazywać. Prosiła, żeby podać linijkę albo nożyczki. Grażyna z trudem lokalizowała palec. Dopiero potem mogła przenieść lunetowe spojrzenie dalej i próbować znaleźć obiekt. Zazwyczaj nie trafiała. Po roku skapitulowała, powiedziała szefowej: „Basiu, narysuję ci, jak ja widzę”. Przełożona na początku nie chciała uwierzyć. Powiedziała tylko coś w stylu: „Jak ty sobie dajesz radę? Przecież z takim wzrokiem nie da się pracować”. Przestała zlecać jej nowe zadania. Zostawiła tylko te, w których Grażyna czuła się bezpiecznie.

Kilka miesięcy po diagnozie Grażyna do worków na śmieci spakowała książki. Nadal czyta, ale wtedy zrobiła to ze złości. Na siebie i na literaturę, która być może nadwyrężyła jej wzrok.




portfel. Wiklinowy koszyk był hitem sezonu. Małgorzata nie pamięta tylko, czy w siedemdziesiątym piątym, trzecim, czy może siódmym roku. Pamięta za to dokładnie, jak dumnym krokiem szła ulicą Marszałkowską do najmodniejszego w Warszawie domu towarowego Junior. Był ciepły letni dzień. Miała na sobie sukienkę, w ręku koszyk. W środku portfel, który dostała w prezencie. W Juniorze spodobała jej się bluzka. Chciała zapłacić, ale okazało się, że nie ma portfela. W nerwach zaczęła sprawdzać zawartość koszyka. Przeszła po sklepie. Gdy ochłonęła, w głowie pojawiła się myśl, że może zostawiła go w domu. Położyła nie w tym miejscu i zapomniała zabrać. Wyszła szybkim krokiem. Niestety w mieszkaniu portfela nie było. Krytycznym okiem spojrzała na koszyk. Miał niczym niezabezpieczoną górę. Bez trudu można było wsadzić rękę i wyjąć portfel. Głupi koszyk – pomyślała. Wkurzyła się na świat, na złodziei, że chodzą po ulicach. Matce wypomniała z wyrzutem: dlaczego mi nie powiedziałaś, że mogą mnie okraść? Na siebie też była wściekła. Nie przewidziała, nie schowała go do kurtki. Usiadła na krześle. Łzy napłynęły jej do oczu. Portfel był ładny, porządny, z pieniędzmi. Ale co zrobić, mleko się rozlało.

A może tego portfela wcale nie było? Może Małgorzata Pacholec, prezeska stowarzyszenia Retina AMD Polska, zrzeszającego osoby ze schorzeniami siatkówki o podłożu genetycznym, wymyśliła tę historię na potrzeby dzisiejszych zajęć z warszawską grupą wsparcia dla osób, które tracą wzrok? – Z utratą wzroku jest jak z tym portfelem – kontynuuje już po spotkaniu. – Targają nami te same uczucia: szok, niedowierzanie, że mnie to spotkało. Gorączkowa próba odzyskania zdrowia. Obwinianie systemu opieki zdrowotnej. Żal do siebie, bo może nie powinnam była dźwigać. Wreszcie rozpacz, żałoba. Te wszystkie uczucia po stracie wzroku trzeba przeżyć. Emocje muszą się wypalić, ale poszczególne etapy nie mogą trwać za długo. Brak wzroku odbiera niezależność. Sprawia, że wypadamy ze środowiska, w którym do tej pory funkcjonowaliśmy, często tracimy pracę. Nasze poczucie własnej wartości spada. Jest mnóstwo ludzi, którzy po utracie zamknęli się w swoich mieszkaniach. Dlatego tak ważne, by zawczasu im pomóc.

Na spotkaniu grupy w nieoficjalnych rozmowach kilka razy pada hasło „Bydgoszcz”. Kto był, wie, że na trzynastodniowym kursie w Ośrodku Rehabilitacji i Szkolenia (ORiS) jak nigdzie indziej można choć trochę oswoić się z nadchodzącą utratą. Zajęcia dla osób nowo ociemniałych i niedowidzących prowadzone są tutaj od sześćdziesięciu czterech lat. Najpierw odbywały się przy ulicy Bernardyńskiej, a od 1981 roku w budynkach przy Powstańców Śląskich. Jeszcze trzy dekady temu, kiedy ośrodek działał w ramach spółdzielni niewidomych, można było tu przyjechać na osiem, dziesięć miesięcy. Przejść kompleksową rehabilitację, skończyć szkołę, nauczyć się zawodu, znaleźć pracę w spółdzielni. Przetrawić pierwszy szok po stracie. Od 1990 roku
obiekty przeszły pod opiekę Polskiego Związku Niewidomych. Zmienił się system finansowania. Fundusze stopniały. Teraz, żeby pozyskać środki na kolejne szkolenia, trzeba dobrze rozpisać projekt konkursowy. Często pod konkretne oczekiwania komisji, a nie realne potrzeby placówki i indywidualnych pacjentów. Potem trzeba czekać na przyznanie funduszy. Czas trwania szkolenia skrócono, zajęcia skondensowano. Obecnie to trzynastodniowy kurs podstawowy albo siedmiodniowe szkolenia tematyczne. Grafik napięty jak na obozie sportowym. Miejsc mniej niż chętnych. W 2017 roku ośrodek przyjął trzysta osób, ale już przed samym otwarciem projektu do ORiS-u
wpłynęło czterysta pięćdziesiąt zgłoszeń. Kolejne pojawiały się w skrzynce e-mailowej albo na biurku kierowniczki przez cały rok. Nie dziwi więc, że na przyjęcie na kurs trzeba czasem poczekać nawet kilkanaście miesięcy. Mimo to Maria Andraszewska, kierowniczka rehabilitacji i szkoleń, zapewnia, że każdy wyjedzie stąd z pakietem podstawowych informacji. – Wiele działań skierowanych do osób niewidomych jest nastawionych na wsparcie psychologiczne. Ta terapia jest oczywiście niezbędna, ale ona pojawia się lokalnie. My przede wszystkim chcemy aktywizować tych ludzi. Zależy nam, żeby kursanci po opuszczeniu Bydgoszczy posiadali wiedzę z zakresu orientacji przestrzennej, bezpiecznego poruszania się w swoim otoczeniu. Mieli podstawy brajla i informacje o dostępności różnorodnych nowinek technicznych. Wreszcie, co najważniejsze, potrafili funkcjonować samodzielnie. Dlatego zachęcamy, by na kurs przyjechać bez opiekuna.

Pozostałości po złotej erze ośrodka można zobaczyć przez płot. Za głównym wejściem, po prawej stronie, rozciąga się plac treningowy, imitacja prawdziwego miasta. Kiedyś mógł robić wrażenie. Są tam uliczki, most na rzece, fragment kamienicy, światła, pasy, nawet przystanek autobusowy. Dzisiaj szkielet przystankowej wiaty pokrywa gruba warstwa brudu. Z kanciastego modelu tramwaju odchodzą płaty żółtej farby, na bokach wyłazi rdza. Na asfalcie widać wyblakłe pasy.

W czerwcu 2017 roku zarząd ośrodka zadecydował, że teren miasteczka, razem z częścią obiektów, zostanie sprzedany sieci dyskontów. Pieniądze z inwestycji, jak podaje treść oświadczenia na stronie ośrodka, mają być przekazane na modernizację reszty obiektów i zwiększenie dostępności kursów. Dyrekcja myśli o stworzeniu w pozostawionych obiektach nowego miasteczka – w mniej lub bardziej okrojonej formie. Trudno jeszcze powiedzieć, jak miałoby wyglądać.

Nasza grupa w dużej mierze złożona jest z osób z listy rezerwowej. Kierowniczka mówi, że część ludzi rezygnuje z kursu, bo przyjazd tu to niełatwa decyzja. – Jeśli zmagamy się z dużą dysfunkcją wzroku, trzeba podjąć wysiłek. Wyjść ze znanego środowiska i rzucić się na głęboką wodę. Z kolei na początku drogi istotne jest przyznanie się przed sobą, że ze zdrowiem jest coś nie tak. Niektórzy nie chcą się z tym pogodzić, walczą. Jak jeden pan, który na szkolenie przyjechał własnym autem.




znaki. Piotr w tym roku skończy sześćdziesiąt lat. Do Bydgoszczy przyjechał z Sopotu, do końca zastanawiał się, czy nie zrezygnować. Bał się. Czy to nie za długo, czy go ten wyjazd nie zdołuje, czy w tym wieku wytrzyma szkolny tryb. W końcu to nie sanatorium, na śniadanie trzeba wstać między siódmą trzydzieści a ósmą. Jeśli w grafiku są zajęcia z brajla, pokornie usiąść w ławce i wybijać dłutkiem szlaczki. Nawet dziś powiedział psycholożce: „niewidzenie to jedna z najgorszych tragedii, jaka może spotkać człowieka, a ślepota jest na drugim miejscu”. Terapeutka odpowiedziała, że utrata słuchu jest gorsza. Wzrok jest wiodącym zmysłem człowieka. Jeśli go nie ma, można rozwinąć inne. Przy utracie słuchu to tak nie działa. Przed przyjazdem na szkolenie Piotr odebrał telefon. Dzwonili z byłej pracy, proponowali mu powrót. Nie wiedzieli. Może brak słuchu jest gorszy, ale ślepy operator filmowy?

Jeszcze kilka lat temu odliczał dni do momentu, kiedy wsiądzie na łódkę. Założy skafander, butlę z tlenem, maskę. W rękę chwyci kamerę i zniknie pod powierzchnią wody. Przez trzydzieści pięć lat pracował w lokalnej telewizji. Nagrywał i montował materiały newsowe, wywiady z politykami. W weekendy brał czasem wesela, żeby wpadło coś ekstra. Fotografią zajmował się dekadę dłużej. Jednak filmy podwodne, które zaczął robić tuż po pięćdziesiątce, to inna bajka. Pod powierzchnią wody jak nigdzie indziej ważne jest światło. W Morzu Śródziemnym widoczność sięga nawet dwudziestu metrów. Gdy nurkujemy poniżej piątego, dziesiątego, świat zaczyna tracić kolory. Najpierw ginie czerwony, potem żółty. Na czterdziestu metrach gąbki i ukwiały trzeba sztucznie doświetlić, bo dookoła jest tylko zielono i niebiesko. Ostatni znika niebieski. Na czterystu metrach robi się ciemno. Piotr filmy z nurkowań ma na płytach. Dobrze pamięta kolorowe garnitury ryb, kolonie mszywiołów, niebieskie, czerwone, nawet czarne gąbki. Intensywność barw podwodnego świata. Jak na zdjęciach Kodaka w rodzinnych albumach – błękitne nasycone niebo, czerwone dachówki. Teraz wszystko jest wyblakłe i szare. Jakby ten sam krajobraz oglądał przy dużym zachmurzeniu.

Piotr myślał kiedyś, że najgorsze, co mógłby sobie wyobrazić, to ślęczenie za biurkiem. W newsach ciągle był w ruchu. Robił pięć–sześć tematów dziennie. Przyjeżdżał do redakcji, zrzucał materiał, zmieniał dziennikarza i leciał na kolejne nagranie. Uwielbiał tę robotę. Do tego stopnia, że w wolny dzień nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nosiło go. Dlatego, kiedy ręka zaczęła drżeć, był pewny, że to z przepracowania.

Znak drugi. Chciał zrobić zbliżenie na twarz. Uchwycić profil polityka. Tylko za cholerę nie mógł złapać ostrości. W wizjerze co prawda jest korekcja dioptrii oka – plus minus cztery – ale teraz nic to nie dawało. Dla bezpieczeństwa ustawił kamerę na szeroki kąt. Przy dobrych warunkach świetlnych, od metra do właściwie nieskończoności, ostrość jest zawsze. Potem kilka razy ratowały go tak zwane szerokie plany. W pracy nikt nie zauważył, ludzie zajęci byli zwolnieniami grupowymi. On nie musiał się martwić. Miał długi staż, ustaloną pozycję. Kłopoty ze wzrokiem i z ręką mógłby nieodpowiedzialnie ukryć. Od kolegi dowiedział się, że proponują dobre warunki, fajną odprawę. Pomyślał, że skorzysta.

Znak trzeci zaskoczył go na urlopie. „Słuchaj, nie widzę na jedno oko” – powiedział żonie. Do sanatorium w Kudowie-Zdroju przyjechali dwa dni wcześniej. Chcieli zobaczyć Kaplicę Czaszek, park zdrojowy. W drodze do parku minęli pijalnię wód mineralnych. Ubrani w czapki, szaliki, rękawiczki spacerowali między ośnieżonymi drzewami. Teraz Piotr stał zdenerwowany na jednej z alejek. „Nic nie widzę” – powtórzył. Postanowili, że wrócą do budynku. Może tam będzie jakiś lekarz, gdzieś go skierują, dyskutowali po drodze. Na schodach przed głównym wejściem wzrok „naprawił się”. Piotr miał po powrocie pójść na badania, ale przez pół roku z okiem był spokój. Zbagatelizował sprawę.




kartka. Papierosy: zapalił raz, chyba w podstawówce.

Dieta: raczej odżywia się zdrowo. Waga stała, nadwagi brak.

Ciśnienie: obecnie powyżej normy.

Sport: biegał do czasu, aż wysiadły mu kolana. Pływa, jeździ na rowerze.

Uwarunkowania genetyczne: nie wie o żadnych.

Praca przed komputerem: sporadyczna, zdjęć nie poprawia w Photoshopie.

Ostra ekspozycja na słońce: w naszym kraju?

Stres: jakiś jest, ale kto dzisiaj się nie stresuje.

Piotr nie był w grupie ryzyka. Mimo to po sześciu miesiącach od pobytu w sanatorium ktoś znowu wyłączył mu światło. Na tyle długo, że zdążyli z żoną wsiąść w auto, dojechać na pogotowie. W poczekalni wzrok w oku wrócił. Lekarz powiązał rękę z momentami zamroczenia, stwierdził zaburzenia neurologiczne. Skierował go na kolejne badania. Tomografia, kolorowe wykresy, których nazwy Piotr nie pamięta, i ta kartka, właściwie kwadrat dziesięć na dziesięć centymetrów podzielony siatką, z kropką w centralnym punkcie. Piotr wgapiał się w nią kilka minut. Kratki wybrzuszały się, traciły proporcje, tańczyły na kartce jak fale Dunaju. Test Amslera jest jednym z najprostszych sposobów diagnozowania zmian w obrębie siatkówki. Na tyle, że za pomocą kartki w kratkę można wykonać go w domu. Jeśli po skoncentrowaniu wzroku przed oczami pojawiają się mroczki, zniekształcenia to pierwszy sygnał, że z plamką żółtą jest coś nie tak.

Plamka ma średnicę pięciu, może sześciu milimetrów. Jest mała, ale to dzięki niej czytamy, piszemy, rozróżniamy kolory, w ogóle widzimy centralnie. Jej zwyrodnienie, w skrócie: ADM, to w dużym uproszczeniu uszkodzenie siatkówki. Dziś pierwsza przyczyna utraty wzroku na świecie. W postaci mokrej, zwanej inaczej wysiękową, wokół plamki tworzą się nieprawidłowe naczynia krwionośne. Na dnie dochodzi do wylewów, przecieków. Zmiany mogą przebiegać nagle, nawet w ciągu kilku dni, ale zazwyczaj nie prowadzą do całkowitej utraty wzroku. Istnieje możliwość laserowego leczenia, operacji. Postaci suchej, zanikowej, czyli takiej, jaką ma Piotr, nie da się wyleczyć. W tym przypadku komórki odpowiedzialne za prawidłowe odbieranie wrażeń wzrokowych powoli obumierają. Ten proces zanikania można jedynie spowolnić, w niektórych przypadkach zatrzymać. Poprzez dietę, leki obniżające poziom cholesterolu, poprawiające krążenie, odpowiednią dietę bogatą w warzywa, owoce i suplementy witaminowe.

Żona Piotra starała się podtrzymać go na duchu, ale człowiek w takich chwilach jest sam. Nie śpi, przewraca się z boku na bok. Łazi w nocy po mieszkaniu i myśli. Co, jeśli za pół roku nie będzie widział? Co z nurkowaniem, ze zdjęciami? Z planami, że na emeryturze wróci do malowania? Niewidomych wcześniej nie zauważał. Teraz zaczął instynktownie wyłapywać ich w tłumie. Patrzył z podziwem, jak sobie radzą, jak sprawnie manewrują tymi laskami. Chciał zawiązać sobie nawet szalik na oczach, spróbować przez chwilę tak funkcjonować. Tylko szalik można zdjąć, a ciemność zostaje.

bułka z masłem. W ośrodku nie wiążemy szalików. Na oczy zakładamy duże, nieco futurystyczne gogle. Na ubranie kuchenne fartuszki. Zajęcia z czynności dnia codziennego przypominają trochę ZPT. Kursanci uczą się tu bezwzrokowo przyszywać guziki, segregować pranie, liczyć pieniądze, piec kruche rogaliki. Podczas trzynastu dni pobytu nawet przybiją gwóźdź.

To, co z początku wydaje się niemożliwe, dzięki małym trikom staje się może nie banalne, ale w naszym zasięgu. Igłę, żeby nie zgubić, najlepiej wbić w korek po winie. Kolor nitki dobrać za pomocą detektora kolorów. Małego urządzenia, które informuje osoby z dysfunkcją wzroku o barwie badanego przedmiotu. Zestaw do szycia zakupić w sklepie dla niewidomych. Igły wyglądają tam tak samo, tyle że nitki nie przewleka się przez ucho, a nabija z góry. Trzeba maksymalnie ją naciągnąć i zdecydowanym ruchem włożyć w igłę, poczekać na charakterystyczne pyknięcie. Czujnik barw w wielu sytuacjach ułatwia sprawę. Jeśli go nie posiadamy, musimy mieć dobrą pamięć. Przykleić do szpulki z boku różniące się kształtem naklejki. Do jasnych ubrań wszyć wewnątrz okrągłe, do ciemnych kwadratowe guziki. Albo zachować nienaganny porządek. Jeden z kursantów opowiada na zajęciach o kobiecie, która miała garderobę w szafie ułożoną kolorystycznie. Od ciemnych do najjaśniejszych ubrań. Zresztą gdy wyłącza się wzrok, własny porządek jest koniecznością. Tu wszyscy są zgodni. Nie ma nic gorszego od sytuacji, gdy ktoś postanowi zrobić ci przysługę i posprząta po swojemu.

Dziś na zajęciach robimy zapiekanki. Mamy z górki, bo nauczycielka kupiła już krojony chleb. Gdyby ktoś z nas widział stół, mógłby podpowiedzieć, że masło jest na pierwszej, ser na szóstej. Takie określanie położenia zgodnie z kierunkami na tarczy zegara pomaga zorientować się w przestrzeni, nie tylko podczas posiłku. Jednak wszyscy mamy na oczach gogle. Błądząc w całkowitej ciemności nieumiejętnie próbujemy dotykiem wyczuć produkty.

Nie łap z góry. Nie wiesz, co leży na stole. Możesz się skaleczyć, wsadzić rękaw do masła. Prowadź dłoń, skierowaną pionowo, krawędzią po obrusie. Masło rozsmarowuj na kromce do momentu, w którym chropowata powierzchnia chleba nie stawia oporu. Długim, delikatnym ruchem, tak jakbyś głaskała kota. Podczas krojenia nóż musi się przytulić do powierzchni sera. Palec wskazujący ma wyznaczyć grubość plastra.

Przy robieniu kawy i herbaty nauczycielka też daje krótkie instrukcje: znajdź czujnik pomiaru cieczy, powieś na kubku, naprzeciwko, czyli na dwunastej. Elektrody do środka, bateria na zewnątrz. Lej wodę do czasu, aż urządzenie wyda dźwięk. Piotr z ulgą zdejmuje gogle. Wcześniej irytował się, że gumka od okularów wpija się w skronie. Teraz próbuje ocenić rezultaty własnej pracy. Musi nieźle nakręcić się szyją. Ma mocno ograniczone pole widzenia, środek przesunięty odrobinę w bok. Nie do końca jest zadowolony. To bez znaczenia, po zapieczeniu wszystkie kawałki sera będą wyglądać tak samo.

Od gotującej się wody na oknie osiada para. Piotr powie mi potem, że jego wzrok jest jak taka zaparowana albo oszroniona szyba, w której ktoś wychuchał mały otwór.




okno z widokiem. Mieszkanie kupili przed ślubem. Małe, jasne, okna wychodzą na wschodnią stronę. Nie robili gruntownego remontu. Korytarz, kuchnia, łazienka były urządzone w ich stylu. Do ostatniego pomieszczenia wstawili tylko pralkę. Meble w kuchni spodobały się Anecie od razu. Solidne, robione na zamówienie. W korytarzu zmieniła kolor ścian. Za to cały pokój wymyśliła na nowo. Wybrała biały stół, komodę i szafę, do tego brązową sofę w białe i pomarańczowe prążki. Drewniane nielakierowane panele. Zanim kupili mieszkanie, dokładnie wypytała o widok. Na miejscu zrobiła kilka zdjęć i wysłała siostrze. Za oknem widać parę drzew i niebieską wstążkę rzeki. To znaczy nie naprzeciwko – tam jest blok. Żeby zobaczyć Narew, trzeba skierować wzrok odrobinę w lewo. Aneta mówi, że rzeka – w zależności od pory roku i padającego na nią światła – bywa szara, zielona albo nawet granatowa. Rankiem, gdy do pokoju zagląda słońce, oprócz ciepła na twarzy można poczuć jasne światło. Tak jasne, że czasem trzeba nawet zmrużyć oko. Aneta mruży tylko prawe. Ma w nim poczucie światła. Dlatego w słoneczne dni lubi podchodzić do okna. Wyciągać z pamięci skrawki obrazów i rysować w głowie widok. Jest nieidealny, ale dokładny, z detalami. W końcu była wzrokowcem.

W Sylwestra 2000 roku koleżanka z klasy robiła osiemnastkę. Aneta delikatnie podkreśliła rzęsy tuszem. Na czoło, policzki i nos nałożyła odrobinę podkładu. Śniegu było sporo, dlatego do wieczorowej kreacji założyła trapery, takie do połowy łydki. Zmieniła je w mieszkaniu, potem razem z grupą dobrych znajomych sączyła alkohol, bujała się w salonie przy płycie Lady Pank. Przed dwunastą wyszli przed dom. Odliczali sekundy. Złożyli sobie życzenia, otworzyli szampana. Śmiali się, że świat wcale się nie skończył. Ktoś odpalił fajerwerki. Pierwsza seria rozbłysła na niebie fontanną kolorów. Aneta patrzyła jak resztki złotego, zielonego i czerwonego pyłu giną w czarnej nocy. Nawet przyjaciółce nie powiedziała, że ogląda ten pokaz jednym okiem.

O ślepocie, stopie cukrzycowej i innych powikłaniach związanych z cukrzycą słyszała od dziecka. Od rodziców, na obozach dla młodzieży z tą chorobą albo gdy upierała się, że chce batona. Tylko że kiedy jesteś dzieckiem, utrata wzroku jest nierealna, jak dziura w zębie od jedzenia słodyczy.

Rodzice straszą i co? Zresztą człowiek, niezależnie od wieku, nigdy nie dopuszcza myśli, że to się wydarzy tak szybko – mówi.

Cukrzycowe powikłania wzroku zaczynają się od uszkodzeń małych naczyń krwionośnych. U Anety stało się to podręcznikowo – po piętnastu latach od rozpoznania. Naczynka zaczęły pękać, dochodziło do wylewów. Lekarz, żeby je zamknąć, nakładał na oko duże szkło powiększające. Potem strzelał mocną wiązką światła. Oko łzawiło, bolało. W szkole rosły zaległości. Nauczyciele proponowali nawet, że będą przychodzić do domu. Zależało im, żeby Aneta skończyła drugą klasę. Ona nigdy nie chciała się wyróżniać, być inna. Dlatego przerwała naukę.




spacer z blondynką. Grażyna: – W dużym mieście, gdzie jestem anonimowa, wzięłabym laskę do ręki i spróbowała przejść kilka metrów. Tutaj? Nie wyobrażam sobie. Tu każdy mnie zna. Zaraz minęłabym na chodniku dawną nauczycielkę, sąsiadkę, byłego chłopaka. Może gdybym miała siedemdzie-
siąt–osiemdziesiąt, nie czterdzieści dziewięć lat, to byłoby naturalne. Teraz dużo chodzę. Sześć–siedem kilometrów w ciągu dnia. Chcę się nauczyć na pamięć każdej nierówności. Znając teren, mogłabym poruszać się normalnie, bez białej laski. W Trójce słuchałam ostatnio audycji o panu, który kląska. Uderza językiem o podniebienie, nasłuchuje odbitego dźwięku i w ten sposób rozróżnia otaczającą go przestrzeń. Może i ja mogłabym tak robić? Jest jeszcze pies przewodnik. Na szczęście nie muszę teraz decydować. Mam czas. Czego się wstydzę? Ludzi, którzy mówią: „Boże, jaka tragedia. Biedna kobieta, nie widzi”. Boję się, że dla innych nie będę już Grażyną, która lubi książki Beaty Pawlikowskiej, wie, co grają w kinie, jest kobietą. Będę tylko niewidomą. Z rzucającą się w oczy białą laską.

Od kilku miesięcy wieczorem Piotr mówi żonie, że wychodzi z Blondynką. Wątłą, niskiego wzrostu. On ma około metra siedemdziesięciu pięciu, ona sięga mu do połowy mostka. Blondynką Piotr nazwał składaną, teleskopową białą laskę rok temu przepisaną przez lekarza. Kupił, ale wstydził się z nią chodzić. Nosił złożoną w torbie, jeszcze częściej zostawiał w domu. Mało kto wiedział wtedy, że w ogóle ją ma. Bał się, ludzie od razu zrobiliby się poważni, chodziliby dookoła niego na paluszkach. Uważał zresztą, że laska powinna być dla osób całkowicie niewidomych.

Na zajęciach z orientacji przestrzennej nauczycielka wspomina o kodeksie ruchu drogowego. Biała laska figuruje w nim jako znak. Artykuł 42 mówi: „Niewidomy podczas samodzielnego poruszania się po drodze jest obowiązany nieść białą laskę w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu”. Piotr, choć jeszcze widzi, prawnie jest już niewidomym, bo zapis w artykule obejmuje osoby słabowidzące, które mają I i II grupę inwalidzką.

Chodzenie z laską nie jest łatwe. Trzeba wyczuć krawężnik tak, żeby nie spaść. Usłyszeć, gdy coś nadjeżdża, ktoś przechodzi obok. Iść prosto – to sprawia trudność, bo zazwyczaj ściąga człowieka w jedną stronę. Nie zagapiać się. Nie wyjść nagle na ulicę. W ogóle dobrać laskę do temperamentu i tempa chodzenia.

– Jeśli zazwyczaj się pani śpieszy, laska musi być dłuższa od przeciętnej, żeby szybciej podawać informacje – mówi nauczycielka. Trudno mi w to uwierzyć. Ta, którą mam w ręku, jest długa jak wędka. Nieskładana, aluminiowa, podobno bardziej wrażliwa na otoczenie od teleskopowej Blondynki Piotra. Uchwyt powinien być wyprofilowany albo ścięty z jednej strony. Laska – dobrze wyważona. Wysokość: ma mieścić się pod pachą albo sięgać powyżej pięciu centymetrów od podstawy mostka – pilnie notuję w zeszycie. Materiał: aluminium, ale może być też grafitowa, z włókna szklanego czy węglowego. Te ostatnie są podobno najlżejsze. Złożona z modułowych rurek, jak szkielet namiotu, powinna składać się cicho. Dobra ma starczyć na rok.

Zanim dostaniemy laski do ręki, mamy nauczyć się poruszać z pomocą dotyku, poznać podstawowe techniki ochronne. Podchodzimy do srebrnej poręczy, która biegnie przez całą długość korytarza. Piotr z przodu, ja za nim. Nogi ustawiamy równolegle. Rękę, która będzie nas prowadzić, lekko opieramy na poręczy. Wyglądamy trochę jak na próbie baletowej. Zewnętrzną stroną dłoni, od najmniejszego palca, będziemy kontrolować położenie. Druga ręka jak tarcza. Trzymana na skos na wysokości biodra albo głowy. Tu, na hotelowym korytarzu, gdzie ćwiczymy, ma nas chronić przed drzwiami, wózkami pań sprzątających, przed innymi ludźmi.




wiara. „Bóg mnie ochroni. Nie zrobi mi krzywdy. Nie dopuści do utraty”. Tego była pewna.

Jej rodzice do kościoła chodzili od święta, ale ona modliła się codziennie. Odkąd przerwała naukę, zajmowała się domem. Gotowała obiady, a gdy było to konieczne, pomagała w polu. Pod koniec września poszła wyrywać marchewkę i buraki. Pył z ziemi poleciał do lewego oka. Ściągnęła rękawiczkę, żeby je przetrzeć. Zasłoniła ręką. Zrobiło się ciemno. Nie wie, kiedy straciła widzenie w prawym oku. Może było to w lipcu, w sierpniu, może tydzień wcześniej. Przestraszyła się, ale wtedy utrata nie była ostateczna. Aneta miała jeszcze drugie oko. Wiedziała, że musi zrobić wszystko, żeby widzieć jak najdłużej. Już bez marudzenia jeździła na zabiegi. Bolały bardziej, bo lekarze zwiększyli moc lasera. Na maj 2000 roku wyznaczyli termin operacji. Aneta liczyła, że przywrócą jej wzrok.

Mocniej przylgnęła do Boga. Były dni, kiedy po głowie chodziły złe myśli. Siadała wtedy na kamieniu przed domem. Patrzyła w dal. Nie po to, by oglądać przyrodę. Nie miała takiej potrzeby, żeby łapczywie napatrzeć się na zapas. W domu temat wzroku nie istniał. Czasem próbowała coś zagaić, ale mama zbywała ją słowami: będzie dobrze. Aneta jeszcze bardziej zamykała się w sobie. Bo skąd mama mogła to wiedzieć?


Aneta lubiła go oglądać, patrzeć na główną bohaterkę, długowłosą blondynkę, która niby jest płatną morderczynią, ale nieszczęśliwie zakochaną i do tego nie chce zabijać.

Dwudziestego ósmego lutego roku 2000 za oknem leżała piętnastocentymetrowa warstwa śniegu. Był mróz. Świeciło ostre słońce, na niebie żadnej chmurki. Aneta tak to zapamiętała, choć po przebudzeniu widziała tylko niewyraźny obraz w czerwonym kolorze. Rodzice od razu zauważyli, że oczy ma podkrążone, płacze, obiadu zjeść nie chce. Dopiero wieczorem wydusili z niej, że nie widzi. Było za późno, żeby jechać do szpitala. Mama się popłakała. Tato zamilkł. Usiedli potem jak zawsze przed telewizorem. Na Polsacie leciał akurat kolejny odcinek kanadyjskiego serialu Nikita. Aneta lubiła go oglądać, patrzeć na główną bohaterkę, długowłosą blondynkę, która niby jest płatną morderczynią, ale nieszczęśliwie zakochaną i do tego nie chce zabijać. Teraz siedziała pięćdziesiąt–siedemdziesiąt centymetrów przed ekranem telewizora. Próbowała jeszcze przez tę czerwień coś zaobserwować, uchwycić postacie. Niestety, wszystko było rozmazane. Nazajutrz w szpitalu zdiagnozowano wylew do gałki ocznej. Przez trzy tygodnie miała leżeć. Krwiak musiał się wchłonąć. Zapamiętała z tego okresu jeszcze wygląd mamy, jej szary płaszcz i ten śmieszny kapelusik. Po miesiącu doszło do kolejnego wylewu. Lewe oko zrobiło się większe. Pojawiła się mgła i ciemność.

Od utraty wzroku wstawała tylko po to, żeby podłubać widelcem w talerzu i wyjść do toalety. Potem znów kładła się w pościeli. Płakała. Właściwie nie musiała przykrywać się po sam czubek głowy. Pod kołdrą było jak na zewnątrz. Tak samo czarno. Robiła to odruchowo. Odcięta od świata czuła się bezpieczniej. Myślała dużo o śmierci, ale ze względu na Boga nie potrafiłaby się zabić. Zresztą mało jadła, brała insulinę. To wystarczyło. Rodzice kilka razy wzywali karetkę. Aneta żałowała, że pogotowie przyjeżdżało na czas. Teraz jest rodzicom wdzięczna, że nie kazali jej wstawać, nie przyprowadzali koleżanek. Przemykali obok jak duchy. Siostra i brat też. Nawet nie słyszała na korytarzu ich kroków. Po czterech miesiącach jak zawsze obudziła się w ciemności. W głowie pojawiła się myśl, że dłużej nie wytrzyma tego leżenia. Jest, jak jest. Wstała. W piżamie poszła do kuchni, zaproponowała, że coś ugotuje. Nie potrzebowała do tego wzroku. Tu umiała wszystko na pamięć. Odkąd przestała chodzić do szkoły, dzień w dzień przygotowywała obiad. W kuchni nadal panował jej porządek.

W Radiu Maryja (Aneta dziś już go nie słucha) prowadzący audycję opowiadał o cudownym działaniu postu Ewy Dąbrowskiej, diety opartej na jedzeniu przez kilka dni, nawet tygodni niskoskrobiowych warzyw i wybranych owoców. Niekiedy w pierwszym okresie głodówki pacjent ogranicza się do samych soków. Post ma uruchomić w ciele procesy samouzdrawiające. Jednak nie wszyscy są entuzjastycznie nastawieni do tej metody. Głównym zarzutem przeciwników diety Ewy Dąbrowskiej jest duży deficyt kaloryczny i odżywczy, który dla ludzi z problemami zdrowotnymi może być szkodliwy, a w skrajnych przypadkach grozi nawet hospitalizacją. Dziennikarz, którego słuchała Aneta, o obawach związanych z dietą Dąbrowskiej nie wspominał. Przytaczał za to kolejne świadectwa uzdrowień. W tym mężczyzny, który miał odklejoną siatkówkę. Anecie to wystarczyło. Uwierzyła, że może i jej uda się odzyskać wzrok. Zamówiła książkę. Wieczorami mama czytała ją jej na głos. Aneta oszacowała, że ze względu na cukrzycę post nie może być długi. Maksymalnie dwu-, trzytygodniowy. Pod palcami czuła, że poprawiła się jej cera, włosy stały się bardziej miękkie. Do tego straciła na wadze. Siatkówka jednak pozostała bez zmian. Pod koniec maja Aneta pojechała na zabieg. Operację przeprowadził znany specjalista. Odzyskała poczucie światła i subtelne poboczne widzenie w prawym oku. Świat przestał być całkowicie czarny. To dużo, ale wtedy czuła się rozczarowana.




wyjście do innych. Do momentu, w którym sama straciła wzrok, osobę niewidomą Aneta widziała raz. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że tacy ludzie istnieją. Że nawet dobrze sobie radzą, odnoszą sukcesy w sporcie, podróżują. Ale siebie nie widziała w tej roli. Przez cztery lata od utraty wzroku nie spotkała się z przyjaciółkami. Przez osiem praktycznie nie wychodziła z domu.

Do tej pory zastanawia się, jakim cudem dała się namówić kuzynce na wyjazd nad morze, na turnus dla niewidomych. Wróciła z postanowieniem, że przeprowadzi się do dużego miasta i skończy liceum. Zadecydowały dwa zdania, usłyszała je tam: „Wiem, że dasz sobie radę. Chciałabym, żebyś chociaż spróbowała”. Dla osoby, która od kilku lat siedzi w domu, takie słowa to wszystko – mówi Aneta.

Grażyna najgorzej wspomina wrzesień. Znowu miała skok. Kolory wyblakły, obraz się zmniejszył na tyle, że psychicznie przestała radzić sobie z chorobą. Siedziała w pracy. Jej myśli krążyły w okolicach dworca. Może po prostu wyjść na tory. Czytała, że Pendolino jeździ z prędkością ponad dwustu kilometrów na godzinę. To byłby moment. Albo zażyć leki, które szybko rozłożą się w organizmie. Do domu wracała pieszo. Wieczór był chłodny, uspokoiła się trochę. Postanowiła, że musi się wzmocnić. Po przyjściu od razu włączyła komputer. Znalazła weekendowe warsztaty relaksu z psychologiem i informację o grupie wsparcia. To drugie zanotowała na kartce. Dla Grażyny podróż komunikacją miejską to stres. Nie widzi schodków, progu, ludzi. Boi się, że ktoś ją popchnie, że wpadnie na drogę. Teraz musiałaby przejechać kilkadziesiąt kilometrów pociągiem do obcego miasta. Wahała się.

A tam, pierwszy raz od momentu diagnozy poczuła się bezpiecznie. Nie musiała udawać. Mogła niemedycznie i szczerze porozmawiać z kimś o chorobie. Poczuła ulgę.

Związek Niewidomych przyszedł do Piotra sam, kiedy ten siedział skulony przy biurku w szpitalnym archiwum. Porządkował dokumenty, wydawał druki. Monotonna i żmudna praca, ale odkąd miał umiarkowany stopień niepełnosprawności, dorabiał tu do renty. Któregoś dnia w archiwum pojawił się pan z białą laską. Patrzył na Piotra, jak pisze z nosem tuż przy kartce. W końcu stwierdził: też ma pan coś ze wzrokiem. Przed znajomymi Piotr próbowałby zagrać. Zażartować, odbić piłeczkę. Tak, żeby temat nie wrócił. Ale niewidomego przecież nie oszuka. Przytaknął. Rozmówca zaczął opowiadać o wycieczkach, zajęciach, kursach, i że składka roczna nieduża. Piotr nie bardzo chciał go słuchać. Bez przekonania schował wizytówkę do kieszeni. Nosił ją przez chwilę w spodniach. Nawet żonie nie powiedział, że wybiera się na spotkanie.




tabliczka. „Na początku to było jak tarka do kartofli. Pełna chropowatych wypustek, nic więcej” – mówi uczestnik kursu, który jako jedyny w klasie biegle posługuje się brajlem. Sprawnie przesuwa opuszkami palców linijka po linijce. Czyta na głos fragment wywiadu z grubego tomu czasopisma dla niewidomych. Rozłożony magazyn zajmuje mniej więcej dwie trzecie ławki. To normalny format w przypadku wydań w alfabecie Braille’a. Reszta uczniów zazdrości. Czytanie to wyższa szkoła jazdy. Do płynnego składania zdań potrzebne są co najmniej dwa lata regularnych ćwiczeń. Pisanie na tabliczce jest prostsze, choć podstępne, to odbicie lustrzane czytanego tekstu. Trzeba wyczuć pod palcem odpowiednie okienko, wbić dłutko. Wytłoczyć konkretną literę alfabetu z kombinacji sześciu kropek. Jeżeli trafimy, wypychany papier wyda charakterystyczne „pyk”. Zamknięta tabliczka do nauki brajla wygląda jak wycięta z metalu ściana wieżowca z dużą liczbą równych prostokątnych okien.

Aneta przez cukrzycę ma uszkodzony nie tylko wzrok, ale i opuszki palców. Nadmiar cukru we krwi prowadzi do powikłań w obrębie całego układu nerwowego. Osłabia tempo przewodzenia bodźców. Zmniejsza wrażliwość na temperaturę, dotyk. Aneta z trudem wyczuwa pod palcem wypukłe kropki, ma problem ze złożeniem zdania, w brajlu ledwie duka.

Grażyna planuje nauczyć się alfabetu Braille’a latem. Usiądzie wtedy w fotelu na tarasie, będzie słuchać śpiewu ptaków. Kiedyś marzyła o podróżach, teraz ma wątpliwości, czy to jeszcze możliwe. Może brajl będzie jak przygotowanie do wyprawy na odległy ląd, jak nauka obcego języka.

Dziś udźwiękowiony komputer, telefon, który czyta esemesy tak szybko, jakby wysyłał serie z karabinu – to udogodnienia dostępne dla wszystkich osób z dysfunkcją wzroku. Nawet Facebook daje możliwość audiodeskrypcji, choć nauczycielka prowadząca zajęcia z nowinek technicznych jest sceptyczna, jeśli chodzi o słuchanie memów.

Informacjami o rozwiązaniach technicznych pospiesznie wypełniam kolejne kartki. Notuję, jak używać komputera, dopasować oświetlenie do konkretnej dysfunkcji wzroku, dobrać odpowiednią lupę. Gdzie dostać dofinansowanie na sprzęty. Które z nich odpuścić, bo są zbędnymi gadżetami. Zapisuję nawet, jak oznaczyć zawekowane dżemy, posegregować płyty winylowe za pomocą urządzeń do tworzenia etykiet głosowych. Wreszcie, w jakim kinie obejrzeć film z audiodeskrypcją, czyli opisem klatka po klatce tego, co dzieje się na ekranie. Co ciekawsze nowości filmowe już po kilku miesiącach można znaleźć on-line na portalu filmowym Adapter, przeznaczonym dla osób z dysfunkcjami wzroku.




kolory. W zimie Grażyna nie chodziła na obcasach. Za to kiedy robiło się ciepło, wyjmowała z szafy zwiewne sukienki, malowała paznokcie u stóp. Zakładała sandałki na małym słupku, zapinane nad kostką. To był rytuał, prywatny sygnał, że zaczęło się lato. Potem przez kolejne miesiące nosiła koturny, czółenka, szpilki. Teraz potyka się nawet w płaskim obuwiu. Od dwóch sezonów te kilkanaście par butów leży w szafie. – Ja chyba wierzę, że medycyna dokona jakiegoś odkrycia i odzyskam wzrok, skoro ich nie wyrzuciłam – mówi.

Aneta nie pogodziła się z utratą wzroku. Przez osiemnaście lat nauczyła się z nią żyć. Ubrania, żeby pasowały do siebie, dobiera po fakturze. Pamięta, że robiony grubym ściegiem sweter, który kupiła w galerii, jest granatowy. Dżinsy z guzikami z przodu – sprany jasnoniebieski. Lubi kolory, drobne różnice między odcieniami. Mimo to po utracie zostawiła w garderobie tylko te bezpieczne: szarości, granaty, biel i czerń.

Ale kiedyś ktoś zapytał, po co jej to wszystko: ładny widok za oknem, kolor ścian, satynowa suknia ślubna z dekoltem w serek i kokardą w pasie, szyta na zamówienie, pomyślała nieco obruszona, że nie zacznie się przecież nagle ubierać jak pajac. Dla kobiety wygląd jest istotny. Ściany, widok za oknem inny niż obdrapane tynki kamienic – to wszystko sprawia, że w mieszkaniu Aneta czuje się dobrze. Wyobraźnia nie odchodzi wraz ze wzrokiem.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 16, 2018 11:39 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: www.its.waw.pl 14.05.2018

„Sięgnij po sukces” takim hasłem Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Centralny Instytut Ochrony Pracy i Instytut Transportu Samochodowego zachęcali osoby z niepełnosprawnością do działania i aktywności zawodowej.

Konferencję otworzyła Elżbieta Rafalska, Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, która podkreśliła, że: „Działania na rzecz osób z niepełnosprawnością są traktowane przez rząd jako priorytetowe”. Warto podkreślić, że w trakcie konferencji senat przyjął ustawę o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności.

Głos zabrał także Mariusz Jedynak, wiceprezes ZUS: „Zakład ma nie tylko prawo, ale i obowiązek, żeby współpracować z instytucjami, partnerami zajmującymi się na co dzień wsparciem osób z niepełnosprawnością”.

W panelu głównym prof. nzw. dr hab. inż. Marcin Ślęzak, Dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego zaprezentował referat pt. „Rozwój projektów naukowych w zakresie motoryzacji na rzecz osób z niepełnosprawnością”.

W swoim wystąpieniu przedstawił bogatą historię badań prowadzonych w Instytucie mających ważny wymiar pro-społeczny w Polsce, uwzględniający zagrożenia wynikające z dynamicznego rozwoju motoryzacji, eliminowania lub minimalizowania tych zagrożeń. Opowiedział również o aktualnych wyzwaniach i prowadzonych badaniach w zakresie motoryzacji osób z niepełnosprawnościami:
•„Stanowisko diagnostyczno-funkcjonalne dla kierowców z niepełnosprawnościami oraz badania urządzeń adaptacyjnych w oparciu o flotę pojazdów Centrum Usług Motoryzacyjnych dla Osób Niepełnosprawnych ITS”
•„Ocena możliwości wykorzystania pojazdów autonomicznych do rozwoju mobilności osób niepełnosprawnych”.

Eksperci Centrum Usług Motoryzacyjnych dla Osób Niepełnosprawnych ITS wraz z partnerami poprowadzili panel dyskusyjny pt. „Motoryzacja w służbie osób niepełnosprawnych, zmiany w przepisach, propozycje. Prezentacje partnerów – usprawnienia dla osób z niepełnosprawnością” dotyczący szkolenia, egzaminowania i adaptacji pojazdów dedykowanych osobom z niepełnosprawnościami motorycznymi. Praktycznym aspektem konferencji było także zaprezentowanie floty pojazdów Instytutu Transportu Samochodowego z urządzeniami adaptacyjnymi, wspomagającymi aktywizację zawodową osób z niepełnosprawnością.

W trakcie pozostałych paneli poruszone zostały najistotniejsze i najbardziej aktualne tematy dla osób z niepełnosprawnością i ich otoczenia, m.in. związane z wdrożeniem modelu kształcenia specjalistów ds. zarządzania rehabilitacją czy dostosowania obiektów i stanowisk pracy do potrzeb osób niepełnosprawnych. Wnioski, jakie płyną z konferencji, będą wykorzystane do rozwijania działań skierowanych do osób z niepełnosprawnością.

Dzień osób z niepełnosprawnością osiągnął skalę ogólnokrajową i będzie miał charakter cykliczny.

Organizatorami wydarzenia „Sięgnij po sukces” byli Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy i Instytut Transportu Samochodowego.

Dzień Osób z Niepełnosprawnością został objęty patronatem Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministra Infrastruktury. Patronami medialnymi byli Maga

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr maja 16, 2018 11:59 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: www.niepelnosprawni.pl 11.05.2018
Autor: Aneta Wawrzyńczak

Skrzyżowania, przejścia dla pieszych, przystanki komunikacji miejskiej, dworce. Krawężniki, poręcze, słupki, kosze na śmieci, ławki. I jeszcze czasem drugi człowiek. To zagrożenia, jakie czają się na osoby niewidome i słabowidzące.
Ponad 155 tys. ludzi w Polsce ma „niepełnosprawność biologiczną z tytułu schorzenia wzroku” – tak wynika z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku. Jednocześnie według tego samego spisu u co 20. dorosłej osoby z niepełnosprawnością w Polsce jako powód ograniczenia sprawności w pierwszej kolejności wymieniano schorzenia wzroku. Wychodziłoby więc nawet 250 tysięcy osób niewidomych i słabowidzących w Polsce.
Gdzie na tę armię ludzi czyhają największe zasadzki?

Ulica

Co trzecia osoba ze schorzeniem wzroku żyje na wsi, pozostałe 66 proc. – w mieście (ponad 100 tysięcy). Samym osobom niewidomym na hasło „bezpieczeństwo” odruchowo przychodzi na myśl: ulica. Mówiła o tym Monika Cieniewska, niewidoma dziennikarka i prawniczka, w rozmowie z portalem Polki.pl.
„Najbardziej stresujące jest dla mnie poruszanie się po mieście, zwłaszcza po tak hałaśliwym i niebezpiecznym, jakie niewątpliwie stanowi Warszawa” – przyznała.
Anna Leszczyńska w rozdziale „Do czego potrzebne jest projektowanie uniwersalne i adaptacja przestrzeni” publikacji Polskiego Związku Niewidomych stwierdziła: „najbardziej odczuwalnymi, fizycznymi skutkami utraty wzroku są ograniczenia przestrzenne, ograniczenie możliwości samodzielnego poruszania się i często konieczność korzystania w tym zakresie z pomocy innych osób”. Oraz że „projektowanie uniwersalne i adaptacja przestrzeni to nie tylko możliwość poprawy orientacji w przestrzeni, ale całej sfery życia społecznego i sytuacji zawodowej osoby niepełnosprawnej”.
Teraz mówi o tym Roman Roczeń, osoba niewidoma od dziecka (wychowanek Lasek), pieśniarz i gitarzysta. Pochodzi ze Szczytna, mieszka i pracuje w Warszawie. Choć mówi znacznie łagodniej.
- Najgorzej jest zimą, jak spadnie świeży śnieg – podkreśla. – Wtedy się zmienia akustyka na ulicy i nagle nie wiem, czy jestem na chodniku, czy na trawie. Póki ludzie nie wydepczą, świeży śnieg jest ekstremalnie trudną przygodą. Lód? Z lodem to wszyscy mają zimą kłopot – śmieje się.

„Jak ta małpka sobie przelezie”

Osoby niewidome i słabowidzące poruszają się zazwyczaj z pomocą białej laski, widzącego przewodnika lub psa przewodnika. Nic nie jest jednak w stanie zastąpić zmysłu wzroku. Stąd „osoba niewidoma może czuć się niepewnie, czy nawet zagrożona, na obszarze miejskim” – jak stwierdza Magdalena Raczyńska z Fundacji Vis Maior. Zwraca również uwagę na tzw. zawalidrogi.
- Ciąg pieszy powinien być dostępny, to znaczy: idę bez ryzyka, że wpadnę na kwietnik, ławkę, słupek – zaznacza. – A nieraz trzeba ostro manewrować, nie zawsze wszystko wyłapie się białą laską, nieraz się na różne „przeszkadzajki” wpada.
- Orientacja w przestrzeni i samodzielne poruszanie się są największą i najtrudniejszą barierą do pokonania – podkreśla również siostra Benita Hadamik, kierownik Działu Tyflologii Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Ona też wymienia bardzo konkretne „przeszkadzajki”. – Niedoróbki budowlane, niezabezpieczone miejsca, źle zaparkowane samochody, przeszkody na przejściach dla pieszych, spadające i wystające czy też zwisające gałęzie, słupy oświetleniowe, znaki drogowe na środku chodnika – również na tych nowo powstających, co trudno zrozumieć.
Dla Romana Roczenia ten temat to okazja, żeby dokonać małego podsumowania.
- Pamiętam czasy, kiedy osoba niewidoma wzbudzała ciekawość – mówi. – Mnie najbardziej irytowało, gdy wędrowałem sobie, a ktoś orientował się, że idzie za nim niewidomy – i wtedy stawał, przepuszczał mnie, a później, czułem to na sobie, obserwował mnie, jak sobie poradzę. Bo był wykop, jakieś utrudnienia, przeszkoda, krawężnik. Ciekawiło go, jak ta małpka sobie przelezie. Tego już, na szczęście, prawie w ogóle nie ma.
S. Benita z kolei przypomina:

- Problem samodzielnego poruszania się osób niewidomych nie ogranicza się tylko do znajomości topografii. Trzeba pamiętać, że nawet w terenie starannie przygotowanym niewidomy otrzymuje nieporównanie mniej informacji o otoczeniu niż widzący idący tą samą drogą, a więc samodzielne poruszanie się wymaga od niego odpowiednio więcej uwagi i odwagi.

Nie takie miasto straszne

W przestrzeni miejskiej osobom niewidomym w swobodnym i bezpiecznym poruszaniu się po ulicy problemów nastręczają też często dworce oraz stacje kolei miejskich i podmiejskich. Roman Roczeń opowiada, jak po opadach świeżego śniegu stracił orientację akustyczną na małej stacji kolejki miejskiej.
- Ominąłem kupkę śniegu ze złej strony, nagle skończył się peron, wpadłem na tory – wspomina. – Akurat nie było za bardzo ludzi, dopiero za 10 minut miał przyjechać pociąg. Patrzę dookoła: nie wejdę do góry, nie ma się o co oprzeć, trzeba by wyskoczyć do góry, na platformę, ale sportowe wyczyny mam za sobą... Nagle facet zeskoczył koło mnie, pomógł mi zarzucić nogi na górę i już sobie wyszedłem.
Już prowadząc na peron stacji Warszawa Śródmieście (dla kolejki miejskiej i podmiejskiej), pokazuje m.in. informację płaską, czyli kropki z kauczuku albo aluminium wytłoczone na żółtej (kauczuk) albo zwykłej powierzchni. Od materiału bardzo dużo zależy, jedne się wycierają, inne – odginają. Albo po prostu stają niebezpiecznie śliskie.
Magdalena Raczyńska z Fundacji Vis Maior zwraca z kolei uwagę na skrzyżowania i przejścia dla pieszych.
- Bardzo doskwiera nadal niedostateczna sygnalizacja głosowa – narzeka. – Jest tego coraz więcej, ale wciąż są miejsca, gdzie nie działa według standardów. Nie ma jednego rodzaju dźwięków sygnalizatorów. Czasem jest to tykanie, czasem piski o różnych częstotliwościach. A wysokie dźwięki, zwłaszcza przy dużym hałasie, nie sprawdzają się, bo zwyczajnie nikną. Bywa, że sygnalizacja ulega awarii. Odnoszę wrażenie, że to, czy działa, nie jest sprawdzane. Nawet jeśli, to niezbyt często. Nieraz to osoba niewidoma sama zgłasza, że sygnalizacja przy przejściu nie działa.

Ścieżki rowerowe zmorą

Standardem powinno być ujednolicenie komunikatów dźwiękowych na skrzyżowaniach – jeden dźwięk, jeden ton we wszystkich miastach. Podobnie jest z wieloma innymi obszarami, dla których są zalecenia, nieraz bardzo szczegółowe: udźwiękowieniem komunikacji miejskiej, oznaczaniem przejść dla pieszych, schodów, wind, wejść. Wymienia je między innymi Polski Związek Niewidomych w publikacji: „Projektowanie i adaptacja przestrzeni publicznej do osób niewidomych i słabowidzących. Zalecenia i przepisy”.
Na ile są realizowane w praktyce – oficjalnie nie wiadomo. W odczuciu samych osób niewidomych „jest lepiej, ale do ideału wciąż wiele brakuje”. Z pewnością jednak, poza skrzyżowaniami i ruchliwymi punktami, wyostrzoną czujność należy włączyć na tak zwanych ciągach pieszo-rowerowych i wzdłuż samych ścieżek rowerowych.
- One są naszą zmorą – przyznaje Magdalena Raczyńska – bo nie ma jednego standardu ich oznaczania i nieraz okazuje się, że nagle wchodzę na ścieżkę rowerową, która się nierzadko wije, i za chwilę wracam na chodnik, bo często nawierzchnia, z jakiej są zrobione, nie różni się od nawierzchni chodnika. Osoba niewidoma wtedy nie wie, czy idzie po chodniku, czy ścieżce. A rowerzyści dzwonią dzwonkiem i krzyczą, koleżance nawet jeden z nich przejechał po lasce, nawet się tym nie przejął, pojechał dalej. Na inną, słabowidzącą, rowerzysta wjechał. To są zagrożenia, które są realne i bardzo utrudniają życie.
Dlatego warto przede wszystkim korzystać z rozwiązań, które są przez same osoby niewidome oceniane pozytywnie. Czyli – jak wymieniają Roman Roczeń, s. Benita Hadamik i Magdalena Raczyńska – pól uwagi przy przejściach dla pieszych i przed schodami, antypoślizgowych prowadnic do przejść czy innych ważnych miejsc, tabliczek informacyjnych w alfabecie Braille’a na poręczach i przy windach, udźwiękowionych świateł na przejściach czy komunikatów głosowych w komunikacji miejskiej.
Zwłaszcza te ostatnie (ale tylko wewnętrzne) cieszą się uznaniem – i to nie tylko osób niewidomych.

Jak z komunikacją w komunikacji miejskiej?

W stolicy już wszystkie albo niemal wszystkie tramwaje i autobusy wyposażone są w system zapowiedzi wewnętrznych – to znaczy komunikaty głosowe o kierunku jazdy, aktualnym i następnym przystanku, ważnych punktach na mapie miasta (dworcach, stadionach). To właśnie jedno z rozwiązań, które zostało przyjęte pozytywnie przez środowisko osób niewidomych – i cały czas się sprawdza. Tym bardziej, że – jak podkreśla Magdalena Raczyńska – zapowiedzi służą nie tylko osobom niewidomym, ale też starszym, spoza Warszawy, a nawet jak ktoś się zamyśli czy zaczyta w książce.
Gorzej z komunikacją miejską poza autobusem czy tramwajem. Po pierwsze (na co zwraca uwagę Roman Roczeń): brakuje standardów odnośnie do rozlokowania przystanków przy skrzyżowaniach, tzn. aby zawsze pojazd stawał przed skrzyżowaniem – a nie na każdym skrzyżowaniu gdzie indziej.
Po drugie (to z kolei podkreśla Magdalena Raczyńska): wciąż sporo, choć coraz mniej, kierowców udaje, że osoby niewidomej, często ustawiającej się u czoła autobusu, po prostu nie widzi.
Po trzecie: udźwiękowione tablice na przystankach w centrum Warszawy miały pomóc, a nie pomagają wcale – czasem wręcz przeszkadzają, bo brakuje standardów do ich rozlokowania, więc nieraz okazują się zawalidrogami, a poza tym są zupełnie nieprzydatne w sytuacji, gdy podjeżdżają naraz dwa pojazdy różnych linii (a w centrum zdarza się to bardzo często) lub gdy pojazd ma opóźnienie.
- W przypadku autobusów co do zasady kierowca powinien zatrzymać się tak, by przed osobą niepełnosprawną były środkowe drzwi. W praktyce z takim zatrzymywaniem bywa różnie. Tak jak wtedy, gdy autobusy czy tramwaje podjeżdżają jako drugie, a czasem trzecie, kierowca otwiera drzwi, a osoba niewidoma dowiaduje się o tym często już po fakcie – mówi Magdalena Raczyńska. Dlatego uważa, że „prościej byłoby, gdyby tramwaje i autobusy miały informację głosową zewnętrzną”. – To znaczy gdyby tramwaj podjeżdżając na przystanek mi się „przedstawił”: podał swój numer i kierunek. A tak dalej trzeba korzystać ze starej zasady: koniec języka za przewodnika – śmieje się.
Krytykowane jako nieprzydatne, a wręcz wyrastające znienacka na środku chodnika udźwiękowione tablice informacyjne to przykład rozwiązania zastosowanego w stolicy. Dużo lepszą renomą w opinii wielu użytkowników cieszą się funkcjonujące w Łodzi, Lublinie i na Śląsku piloty, za pomocą których osoba niewidoma otrzymuje bezpośrednio dla siebie informację o numerze autobusu/tramwaju oraz o kierunku, kierowca z kolei dostaje komunikat, że na pokład wsiada osoba z niepełnosprawnością.

Szczegółowe standardy nt. projektowania i adaptacji przestrzeni publicznej do potrzeb osób niewidomych i słabowidzących dostępne są na stronie PZN (plik PDF, 1,18 MB).

Technologia, czyli przełom

Osobom niewidomym obecnie jest o tyle łatwiej, że rozwiązania technologiczne coraz częściej uwzględniają ich potrzeby, a wręcz są specjalnie dla nich zaprojektowane.
- Coraz bardziej też przekonujemy się, że dzięki nowym technologiom osoby niewidome będą mogły cieszyć się urządzeniami, które stanowią podstawę funkcjonowania i standard dla każdego pełnosprawnego człowieka – mówi s. Benita Hadamik. – Nowe technologie stają się podstawą i szansą dla osób niewidomych na lepsze poznawanie świata i funkcjonowanie w nim.
Współczesny rynek oferuje przeróżne urządzenia i akcesoria dla osób z niepełnosprawnością, w tym niewidomych i słabowidzących. Można je znaleźć w sprzedaży co najmniej kilkunastu firm w Polsce. Poprawie komfortu i bezpieczeństwa służyć mogą chociażby metkownice do wykonywania samoprzylepnych etykiet w brajlu (i oznaczania przedmiotów codziennego użytku, a nawet budynków publicznych, komunikacyjnych, wind, sal wykładowych itp.). W ofercie jest także farba puchnąca („pozwalająca oznakować takie przedmioty jak: pralkę, kuchenkę mikrofalową, telefon oraz wiele innych”), nawigacja GPS i aparaty do udźwiękowienia otoczenia czy nakładki na rączkę do białej laski wykrywające zagrożenia.
Dzięki różnym akcesoriom dla osób niewidomych dom jest prawdziwym azylem. Chociaż i tam muszą liczyć się z nieco większymi trudnościami na przykład przy okazji jakiejś awarii.
- Koleżance się przytrafiło, że włączyła piekarnik, wysadziło korki, poprosiła o pomoc sąsiadkę, żeby sprawdzić, czy nigdzie nie pojawił się dym albo ogień – opowiada Magdalena Raczyńska. – Chciała uniknąć ryzyka wybuchu pożaru, a sama nie była w stanie wszystkiego sprawdzić. Podobnie potrzeba pomocy, kiedy pralka dziwnie działa, cieknie woda. Zdarza się, że ktoś się ciachnie nożem, coś wyleje, poparzy się. To są sytuacje, które każdemu mogą się przytrafić, także widzącemu, sprawnemu człowiekowi. Tylko że osoba niewidoma, jeśli jest sama, musi wezwać fachowca, chociażby ze względów bezpieczeństwa.
W temacie aplikacji telefonicznych warto z kolei wspomnieć chociażby o Seeing Assistant Move firmy Transition Technologies, która pozwala osobom z dysfunkcją wzroku korzystać z iPhone’a. Jak wyjaśnia s. Benita, „aplikacja powstała, by towarzyszyć w czasie podróży i pieszego przemieszczania się osoby niewidomej, czyniąc je łatwiejszym, przyjemniejszym, a przede wszystkim bardziej bezpiecznym”. Aplikacja umożliwia m.in. planowanie trasy, określanie kierunku, wyszukiwanie lokalizacji, otrzymywanie głosowych komunikatów o położeniu. Podobnych programów jest na rynku mnóstwo.

Człowiek człowiekowi... człowiekiem?

Kwestie bezpieczeństwa osób z niepełnosprawnością, w tym osób niewidomych, są związane z czynnikiem ludzkim. To znaczy: osobami pełnosprawnymi. W wersji łagodnej oznacza to, że ani jedni, ani drudzy nie gryzą, nie należy więc się bać różnych kontaktów. Roman Roczeń na przykład z zadowoleniem obserwuje, że już nie musi pół godziny błądzić po centrum handlowym w poszukiwaniu ochroniarza, który może mu pomóc, rzucając prośby o pomoc do ludzi, dla których staje się (a przynajmniej stawał wtedy) nie tyle niewidomy, co wręcz niewidoczny.
O samym centrum handlowym z perspektywy osoby niewidomej mówi:
- Tam masz wrażenie, że jesteś w obcym świecie. Jakbyś pojechała do Chin, mówiła do nich po polsku, a oni może by i chcieli ci pomóc, tylko cię nie rozumieją.
Niemniej jednak pozytywnie odbierane jest rosnące zainteresowanie osobami z niepełnosprawnością w różnych obiektach, jak i zwyczajne, na ulicy – przy czym jest to (a przynajmniej powinno być) zainteresowanie nienachalne.
- Świadomość społeczna jest coraz wyższa, zwiększa się też zainteresowanie poznawaniem możliwości i zakresem pomocy osobom niewidomym – mówi s. Benita. – Trochę trudniej zmierzyć to, o ile. Są ludzie, którzy pomagają i są tacy, którzy nie bardzo chętnie pomagają lub też nie wiedzą, jak to zrobić.
- Jako fundacja uczymy przede wszystkim, żeby pytać, czy komuś potrzebna jest pomoc, a jeśli tak, to jaka – mówi Magdalena Raczyńska. – Słuchać tego, co osoba niepełnosprawna mówi. I przyjąć odmowę, kiedy ktoś dziękuje.
Właściwych zachowań w kontakcie z osobami z niepełnosprawnością, w tym osobami niewidomymi, uczą specjaliści Fundacji Integracja, a także twórcy książeczki „Savoir-vivre wobec osób z niepełnosprawnością”
Czasem jednak pojawia się wstyd po drugiej stronie, tzn. osób pełnosprawnych. Dla nich Roman Roczeń ma prostą radę:
- Pytać nie należy się bać. Bo od wiedzy, jak mi pomóc, specem jestem ja. Nie oczekuję od nikogo, żeby wiedział, jak ma to zrobić, to nie jego rzecz. To ja mam mu powiedzieć: „tak, poproszę pana/pani łokieć, dziękuję”. Czemu łokieć? Bo wtedy mam wszystkie potrzebne mi informacje, mogę się też trochę za tobą schować.
Same osoby niewidome powinny z kolei stosować się do zaleceń przy udzielaniu pierwszej pomocy. To znaczy: zwracać się do konkretnych osób, nie rzucać haseł w próżnię. Poradę pieśniarza i gitarzysty potwierdzają obserwacje francuskiego lekarza i socjologa Gustava Le Bona, który zauważył, że „grupa ludzi jako zbiorowość zachowuje się inaczej niż suma poszczególnych jednostek tworzących tłum, gdy stają w samotności przed identycznymi problemami” (Sebastian Wierzbiński, „Psychologia tłumu w ratownictwie medycznym”, Neurologia-praktyczna.pl).

Przykre doświadczenia

Dalej w kwestii bezpieczeństwa, ale już pod innym kątem: osoba niewidoma może jawić się jako bardziej zagrożona pospolitą przestępczością, przede wszystkim kradzieżami. Roman Roczeń jednak doświadczeń w tym zakresie nie ma.
- Ja generalnie uważam, że świat jest okej, warto mu zaufać – mówi. – Nie wydaje mi się, żeby osoba niewidoma była bardziej narażona. Owszem, jeśli się bardziej boi. Ja czuję się bezpiecznie, poruszając się po mieście. Choć gdy jest się w nowym mieście, na nowym terenie, to rzeczywiście trzeba być bardziej czujnym. Ale to dotyczy każdego.
S. Benita zauważa, że „nie ma żadnych opracowań statystycznych na ten temat”, jak również „z wypowiedzi samych osób zainteresowanych też raczej nie wynika, by przejawiała się ona na większą skalę niż wynika to z ogólnych danych dotyczących przestępczości”.
Magdalena Raczyńska ma natomiast przykre doświadczenia.
- Nie wiem, czy to było moje gapiostwo, czy ktoś widział, że nie widzę, ale otworzył mi torebkę, straciłam portfel, gotówki na szczęście nie było dużo, dokumenty miałam gdzie indziej. I koleżance, która niespodziewanie dostała krwotoku z nosa, ktoś pod pozorem pomocy z szukaniem chusteczek wyciągnął jej telefon i portfel – opowiada. I i zarazem radzi: – To uwaga nie tylko dla osób niewidomych, ale ogólnie, także starszych: trzeba uważać, kogo się wpuszcza do domu. Osoba widząca może zobaczyć przez wizjer, kto puka do drzwi i zdecydować, że nie będzie otwierać, my musimy dopytywać i dodatkowo upewniać się, czy na przykład gazownia w dniu dzisiejszym wysłała inkasenta czy specjalistę od szczelności. Bo to może być złodziej, który mi wyniesie, co będzie chciał.

Transparentnie

Z drugiej strony wiele osób (coraz więcej) stara się zachowywać uprzejmie i transparentnie zarazem.
- Często, gdy płacę za zakupy w sklepie, to ekspedientka wydając mi resztę pokazuje kolejnej osobie w kolejce: „pan widzi, ja tu wydaję panu tyle i tyle reszty” – opowiada Roman Roczeń.
W każdej rozmowie przewija się zawsze ten sam wątek. Wynika z niego, że w przypadku osób niewidomych i słabowidzących sprawdza się powiedzenie: „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”. Roman Roczeń śmieje się i potakuje, do dziś pamięta, jak go znienacka dwóch jegomościów złapało w autobusie, ciach go pod pachy, zamajtał tylko nogami w powietrzu i już był na chodniku. Mówi też:
- Bardzo lubię, kiedy ktoś mnie mija i w biegu rzuca: „idę na dworzec, pomóc panu? Nie? Okej, do widzenia”. Czyli: zapytać, a nie decydować za kogoś, komu oferujemy pomoc.


Artykuł został sfinansowany z funduszu prewencyjnego PZU

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Moimi oczami
PostNapisane: Pn cze 04, 2018 11:03 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Facebook 06.05.2018
Ola Zawieja

Przykro mi, że nie widzę?
Mało mam w życiu takich sytuacji, bo większość nie boli, ale nie próbujmy zaprzeczać, że istnieją! Tak było, jest i będzie. Już nie raz się zdenerwowałam i nie dwa jeszcze się wkurzę. Nie jestem zadowolona z tego, że przed oczami zawsze mam tylko pustkę, ale zaakceptowałam taki stan rzeczy. Mimo że dziś technologia pozwala dość sprawnie funkcjonować bez wzroku w wielu dziedzinach życia, spotykają mnie też przykre momenty.
Ja też chciałabym zobaczyć wiele rzeczy, wszystkie rzeczy graficzne, widoki, słońce, rosę, ludzi, kolory. Śniło mi się jak znajoma mówi, że nie wszyscy niewidomi noszą przecież okulary, ty masz takie jaśniutkie oczy, że prawie białe, a nie nosisz.
Moje oczy często są przymknięte, wyglądają jakby wzrok gdzieś błądził. Nie boję się tego powiedzieć, ale czy nie chciałabym, aby były sprawne? Wcześniej śniło mi się też, że byłam ślepą dziewczynką z opowiadania, które jakiś czas temu czytałam. Była niewidoma od urodzenia. Nie wiem kto jest autorem. W śnie ktoś mówił do mnie, że mogę widzieć, muszę tylko poprosić, a ja odpowiadałam, że dziś nie, może jutro poproszę.
Każdy ma takie chwile, że się boi czy wkurza. Mało nie dostałam zawału, gdy przypadkiem grzmotnęłam dzieckiem w futrynę drzwi. Kilka dni temu sama nie trafiłam w środek - uderzyłam chorą ręką we framugę. Zobaczyłam gwiazdy. Przeżywam takie rzeczy, bo jest to coś, czego nie mogę przewidzieć, nie mając wzroku.
Kiedyś złamałam rękę we własnej łazience, robiąc pranie. Niosłam miskę z brudnymi rzeczami, biegiem, przeskoczyłam próg i poślizgnęłam się na mokrej podłodze. Nie wiedziałam, że ze spłuczki lała się woda. Teściowa powiedziała mi, że mam nauczkę, bo jak się nie widzi, to się nie biega.
Młodsza siostra powiedziała kiedyś do drugiej, że ona nie ma mojej urody, a ja wzroku, więc chyba jest sprawiedliwie. Od tej pory nie mamy kontaktu, już chyba drugi rok, i nie dlatego, że mi przykro. Sama się odsuwa, a ja nie naciskam. Wiem, kiedy przestać się narzucać, bo ktoś tego nie chce.
Raz w życiu dostałam w twarz mokrą szmatą od podłogi, bo nie widząc, nie potrafię zrobić uniku.
Lata temu, idąc chodnikiem, usłyszałam za sobą kobiecy głos: weź ją, bo zaraz się potknie. Chłopak: zostaw, zobaczymy czy się wyp...i. Były tam roboty drogowe, przebiegłam wtedy na drugą stronę ulicy.
Dużo by mówić choćby o tym, że niektórym sprawiało frajdę nadeptywanie mi na laskę czy straszenie. Dziś jest tego mniej. To nawet nie wszystko, co przeżyłam przez wiele lat niewidzenia.
Dzisiaj: dwie panie na chodniku mówiły o moich dzieciach, jakie urwisy, szatany wcielone, bo ona niewidoma, a on pracuje i nie ma komu zająć się tymi dziećmi. Zrobiło mi się przykro, bo nie jestem złą matką. Chociażby pieluszki nie zmienia się oczami. Dziewczynki mają mnóstwo energii i cieszę się, że chcą biec na boisko, latać po parku, niż miałyby siedzieć dwanaście godzin z tabletem w rękach. Za ten czas mogę w spokoju coś ugotować, posprzątać i złapać oddech.
Złoszczę się, gdy wiem, że nie pójdę gdzieś sama, bo nie znam terenu i zwyczajnie nie poradzę. Myśl, że idę w trudne, zatłoczone miejsce powoduje stres. Ten stres wywoła każda mała zmiana na zapamiętanej już drodze. Zawsze muszę pokonywać samą siebie.
To nie znaczy, że usiądę i niczego nie zrobię, ale proste rzeczy stają się trudne. Wiele osób nie dostrzega, ile kosztuje mnie wiele czynności, bo mam uśmiech na ustach.
Dziś jest niedziela, usiadłam i myślę. Potrzebuję odpoczynku od wszystkiego, dosłownie wszystko wyrzucić z głowy.
Chciałabym kiedyś odłożyć moją laskę, tak na jeden dzień, i przeżyć go otoczona wszystkimi barwami świata, tylko co zrobiłabym, aby dobrze go wykorzystać? Sama nie wiem

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz cze 07, 2018 08:57 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Niewidoma żeglarka opłynęła przylądek Horn. "Ufam, że wysiłek osób protestujących w Sejmie nie pójdzie na marne"
Źródło: www.natemat.pl [2018-05-30]
Daria Różańska

Kiedy osoby niepełnosprawne protestowały w Sejmie, Justyna i Dariusz jako pierwsi niewidomi żeglarze opłynęli przylądek Horn. – Przed wyjazdem byliśmy przed Sejmem, a potem przez cały czas myślami towarzyszyliśmy osobom protestującym. Gdzie tylko mogliśmy złapać zasięg, to śledziliśmy wydarzenia na Wiejskiej. Cały ten protest, fakt, że musiał on się wydarzyć, żeby coś się zmieniło, to pewnego rodzaju porażka – mówi nam Justyna Kucińska.

Jak zapamiętała pani przylądek Horn?

Tak, jak zwykle się to odbywa. Osoby niepełnosprawne w podróżach korzystają z różnych zmysłów. Natomiast jeśli chodzi o sam Horn, to jest to miejsce bardzo symboliczne dla każdego żeglarza. Z niewidomym kolegą Darkiem zaszczepiliśmy w sobie tę pasję i chcieliśmy osiągnąć ten wymarzony i upragniony dla każdego żeglarza przylądek Horn. To tak zwany Mount Everest, który żeglarze na swojej drodze chcą osiągnąć. I istotne są także warunki pogodowe.

Z pogodą Wam się udało.

Miało być jeszcze ładniej. Opłynięcie Hornu to właściwie kwestia kilku dni. Ale cała wyprawa była fantastyczna: Ziemia Ognista, lodowce, rezerwat przyrody. Na to się czeka całe życie. Śląski Yacht Club podjął się wyzwania i zorganizował taką wyprawę.

Wspomniała pani, że przylądek Horn to dla żeglarza jak zdobycie Mount Everestu. Jak w przypadku osób niewidomych wyglądało to od strony technicznej?

Pływam od 12 lat, Darek od kilku i też ma wiele mil przepłyniętych. To nie było nasze pierwsze wejście na jacht. Wiemy, jak się po nim poruszać. Wcześniej mieliśmy okazję go dokładnie poznać. W pierwszym momencie, gdy wchodzimy na pokład, to mamy przypisane zadania, wiemy, jak się zachowywać w różnych sytuacjach, które się pojawiają w trakcie rejsu. To nie było dla nas nowe.

Tutaj na lądzie jesteśmy w miarę samodzielni, poruszamy się z białą laską albo z psem, natomiast na statku pewne sytuacje wymagają pomocy osób trzecich. Przy wsparciu załogi i odpowiednim nastawieniu uczestników rejsu, którzy z nami płynęli, byliśmy samodzielni i bezpieczni.

Stała pani za sterem?

Tak. Tyle że w sytuacji, kiedy ster nie był udźwiękowiony, wymagało to pomocy osoby drugiej, która nawigowała mnie. Mieliśmy swój kod: jeden kołek w prawo, jeden w lewo.

Nie byliście tylko turystami, towarzyszami?

Mam nadzieję, że załoga nie odebrała naszej obecności tak, że byliśmy tylko turystami. Byliśmy włączeni w wachty, przygotowywaliśmy posiłki. W miarę naszych możliwości angażowaliśmy się w to, co było do zrobienia na pokładzie.

Przepraszam za bezpośredniość, ale muszę zapytać. Jak wygląda wachta osoby niewidomej?

Dla nas warunki widzenia nie zmieniają się w zależności od pory dnia. Jeżeli nie widzimy, to nic się nagle nie zmieni. Na wachcie, w dzień czy w nocy, mamy swoje zadania, np. musimy czuwać nad bezpieczeństwem jachtu. Warunki pogodowe mogą sprawić, że zerwie się silny wiatr, poluzuje się kotwica. To trzeba mieć na oku i my to czujemy innymi niż wzrok zmysłami. Należy też sprawdzać zanurzenie. Wachty pełnimy z osobą widzącą, by było bezpieczniej.

Horn jest marzeniem każdego żeglarza. Pani także?

Tak, Horn jest taki mityczny. Dla niepełnosprawnych Horn to wyzwanie, któremu chcemy sprostać. Mimo że i ja, i Darek nie widzimy, to zapragnęliśmy czegoś więcej. Myślę, że człowiek niewidomy czy niepełnosprawny może stawiać sobie cele i je realizować. Chodzi o to, by pokonywać bariery, które pojawiają się na naszej drodze. Przedsięwzięcie i cała wyprawa wiązała się z dużym nakładem pracy a także zaangażowaniem, i naszym, i Śląskiego Yacht Clubu.

Rozumiem, że Śląski Yacht Club organizował tę wyprawę?

Tak, Śląski Yacht Club był organizatorem rejsu, w partnerstwie z Fundacją Lotto i przy ogromnym wsparciu firmy Euvic. Dla nas ważne było, by znaleźć ludzi, którzy będą chcieli nas tam zabrać. Wyzwaniem było zarówno znalezienie finansowania, jak i kapitana, który weźmie na pokład niepełnosprawnych. Ten nasz płynął z osobami niepełnosprawnymi po raz pierwszy. I po rejsie przyznał, że było to dla niego nowe wyzwanie, które otworzyło mu oczy.

Jak to się stało, że zajęła się pani żeglarstwem?

Dawno temu Roman Roczeń wpadł na pomysł, by zorganizować wspólnie z zaprzyjaźnionym kapitanem rejs dla niewidomych "Zobaczyć morze". To był 2006 rok. Połowę załogi stanowiły osoby niewidome. Przy trzydziestu paru osobach na pokładzie nie było opcji, żeby niewidomi nie angażowali się do prac. I od 2006 roku co roku organizowane są te rejsy. To dla mnie sposób na spędzanie wolnego czasu, a także forma aktywności i fizycznej i sprawdzanie samej siebie. Jest to także powiązane z odwiedzaniem nowych miejsc, poznawaniem ludzi. To też fantastyczny sposób na podnoszenie sobie poprzeczki i sprawdzanie się w nowych sytuacjach.

Jest pani osobą niewidomą. W jaki sposób poznaje pani nowe miejsca?

To, że nie widzimy, nie oznacza, że nie wychodzimy do kina, teatru, nie przeglądamy prasy. Robimy to, ale w inny – alternatywny sposób. To znaczy za pomocą zmysłów, które mamy. Wyprawa na Horn to na pewno moment, kiedy człowiek obcuje z przyrodą i żywiołem. Dużo lepiej wtedy czuje się to, co dzieje się obok. Zupełnie inny wymiar ma poruszanie się na jachcie, który cały czas płynie, inaczej odczuwa się powiew wiatru, który smaga twarz. To, co osoby widzące podziwiały, udzielało się także nam. Opowiadali nam o tym, co widzą. Dzięki całej widzącej załodze też mogliśmy zobaczyć kolory, wyobrazić sobie kształt lodowca, to, co mijamy. I te odczucia na długo z nami zostaną.

Kiedy państwo byliście w rejsie, to w Sejmie trwał protest osób z niepełnosprawnościami i ich rodziców. Gdyby nie przylądek Horn, to towarzyszyłaby pani osobom, które walczyły o swoje prawa, o lepszą przyszłość?


Przed wyjazdem byliśmy przed Sejmem, a potem przez cały czas myślami towarzyszyliśmy osobom protestującym. Gdzie tylko mogliśmy złapać zasięg, to śledziliśmy wydarzenia na Wiejskiej. Cały ten protest, fakt, że musiał on się wydarzyć, żeby coś się zmieniło, to pewnego rodzaju porażka. My z Darkiem realizujemy swoje marzenia, chcemy pokazać osobom niepełnosprawnym, że ich życie, przyszłość, to też kwestia ich podejścia.

Ale najpierw trzeba zaspokoić podstawowe potrzeby osób niepełnosprawnych, by mogły one realizować marzenia.

A w Polsce mamy problem z zaspokojeniem podstawowych potrzeb osób niepełnosprawnych. Jest to pewnego rodzaju porażka.

Rozmawiałam z niepełnosprawnym Adrianem i Kubą, którzy tłumaczą, że chcieliby móc pójść do kina, zaprosić dziewczynę do kawiarni, marzą o tym, by założyć rodzinę. I drżą o to, co będzie, gdy odejdą ich rodzice. Nie stać ich na życie.

No właśnie. To kwestia zabezpieczenia podstawowych potrzeb: opłacenia czynszu, zakupienia jedzenia czy butów, skorzystania z rehabilitacji, kiedy tego potrzeba. Kiedy nie będą mieć zabezpieczonych podstawowych potrzeb, to nie ma co mówić o marzeniach, wspinaczce na Everest, czy opłynięciu Hornu. Mimo wszystko my to robimy, bo nie chcemy stać w miejscu. Chcemy pokazać, że determinacja, upór, wsparcie ludzi z otoczenia, dają pożądane efekty i można wspólnie zrobić coś fajnego.

Ważne, żeby walczyć, przeć do przodu.

Rząd nie spełnił tego najważniejszego postulatu protestujących, czyli 500 złotych na życie. Oni mówią, że wyszli z Sejmu z podniesionymi głowami, z poczuciem zwycięstwa, chociażby dlatego, że temat osób niepełnosprawnych stał się tematem numer 1.

Szkoda tylko, że dzieje się to w sytuacji bardzo kryzysowej. Determinacja rodziców osób niepełnosprawnych powoduje, że muszą przyjąć metody walki o swoje prawa. Wolałabym, żeby temat niepełnosprawności pojawiał się, dlatego, że społeczeństwo ma potrzebę rozmowy i rozwiązywania problemów.

Ten protest coś zmieni?

Ufam, że wysiłek osób protestujących w Sejmie nie pójdzie na marne i przyniesie to efekty, zaowocuje konkretnymi regulacjami prawnymi, systemowymi, które stworzą nam normalne warunki życia. Dla mnie niesamowite jest to, że dzięki protestowi, moje potrzeby niezależnego życia, asystentury, dostępności stały się przedmiotem dyskusji, że zostały zauważone. Często powtarzam, że jest mi trudno funkcjonować: jestem niepełnosprawna od 17 lat, jestem po przeszczepie, przechodziłam chorobę nowotworową.
I widzę, że sytuacja osób niepełnosprawnych też się zmienia. Nic nie stoi w miejscu. Rynek pracy jest też bardziej dostosowany. Ale mimo wszystko mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Z perspektywy lat – uważam, że także środowisko osób niepełnosprawnych musi o to zabiegać. Dlatego, że my sami i osoby, z którymi żyjemy, najlepiej znamy nasze potrzeby i nikomu tak jak nam nie będzie zależało na tym, by było lepiej. Należy także pamiętać, że mamy te potrzeby bardzo różne, chociaż każdy z nas musi jeść, gdzieś mieszkać i kupić ubranie. A w tej chwili renta socjalna na to nie pozwala.

Mam nadzieję, że następnym razem będziemy mogły rozmawiać wyłącznie o tym, że kolejne osoby z niepełnosprawnością spełniają swoje marzenia, a nie walczą o przeżycie.

Dokładnie tak. Tego wszystkim nam życzę.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz cze 14, 2018 09:07 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
„Rzeczpospolita”: w służbie cywilnej zmalała liczba pracowników z niepełnosprawnością
Źródło: niepełnosprawni.pl 11.06.2018
Autor: Mateusz Różański

Polska zanotowała pierwszy od lat wzrost liczby etatów o 534 nowe miejsca pracy w służbie cywilnej (z tego 52 procent to stanowiska dyrektorskie). Mimo to 31 grudnia 2017 r. w służbie cywilnej pracowało 4637 osób z niepełnosprawnością (3,9 proc. korpusu służby cywilnej) – to o 233 osoby mniej niż w roku poprzednim.

Pierwszy spadek od lat

To odwrócenie procesu, który miał miejsce od 2010 do 2016 roku kiedy w niewielkim stopniu, ale systematycznie rosła ilość pracowników z niepełnosprawnością w instytucjach publicznych. W 2010 r. wynosił on 2,6 proc., a w 2016 – 4 proc. W sumie w latach 2010–2016 w korpusie przybyło 1560 pracowników z niepełnosprawnością w służbie cywilnej.
Według dziennikarki Rzeczpospolitej, Katarzyny Wójcik, wzrost liczby osób z niepełnosprawnościami w urzędach spowodowany był wprowadzeniem w 2011 r. przepisów, dzięki którym kandydaci z orzeczeniem mieli preferencje w zatrudnieniu. Przepisy te mówią, że jeśli wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnością w urzędzie jest niższy niż wskazywane przez ustawę 6 proc. zatrudnienia osób z niepełnosprawnością w danej firmie/organizacji/instytucji, wtedy jeśli takie osoby dojdą do finału konkursu, mają pierwszeństwo w zatrudnieniu.
- Za sprawą nowelizacji ustawy o służbie cywilnej, która weszła w życie w 2016 r., preferencje nie dotyczą jednak obsadzania kierowniczych stanowisk w służbie cywilnej. Nie przeprowadza się na nie bowiem konkurencyjnego naboru – pisze Katarzyna Wójcik.

Po prostu odchodzą?

Jako możliwą przyczynę spadku ilości pracowników służby cywilnej, szef Służby Cywilnej Dobrosław Dowiat-Urbański w sprawozdaniu za rok 2017 podaje naturalne odejścia z pracy. Jak można przeczytać w sprawozdaniu – największe spadki miały miejsce w powiatowej administracji zespolonej (0,7 p. proc.), wojewódzkiej administracji zespolonej (0,3 p. proc.) i Krajowej Administracji Skarbowej (0,2 p. proc). Największy wzrost odnotowano zaś w ministerstwach (0,5 p. proc.).
Pomimo spadków w Krajowej Administracji Skarbowej to właśnie w tej części administracji wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnością był jednym z najwyższych (4,7 proc.). Wyższy poziom został odnotowany w urzędach wojewódzkich (5,3 proc.). Wciąż jednak nawet te instytucje nie zatrudniają wystarczającej ustawowo liczby osób z niepełnosprawnością – minimum 6 proc. wszystkich zatrudnionych i muszą płacić z tego tytułu kary do PFRON.

Cały tekst przeczytasz w Rzeczpospolitej.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lip 05, 2018 09:17 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Dlaczego nasze miasta są tylko dla młodych, zdrowych mężczyzn?
Źródło: polityka.pl 12.06.2018
Agnieszka Sowa

Starsza pani poruszająca się z balkonikiem mówi, że najwygodniejszym dla niej miejscem jest cmentarz. Nie ma aut, rowerzystów, nawierzchnia bez wybojów. I co chwila ławeczka.
Każdy niepełnosprawny wie, że banki instalują swoje bankomaty na takiej wysokości, że osoba na wózku nie jest w stanie wypłacić pieniędzy; że jeśli do kafejki czy klubu prowadzi kilka schodków, właściciele niechętnie inwestują w podjazdy, nie dostosowują toalet w swoich lokalach, bo niepełnosprawny nie jest klientem, dla którego opłacałoby się to robić. I że kino w toruńskim Cinema City, do którego tak lubi wybrać się Kuba Hartwich, bohater 40-dniowego sejmowego protestu, osobom na wózkach proponuje tylko pierwszy rząd, tuż przed ekranem. (Kuba nie lubi oglądać filmu, zadzierając głowę, więc jeżeli jest z rodzicami, ojciec wnosi go do ósmego rzędu). A w poznańskiej szkole dla dzieci niepełnosprawnych Zawsze Razem pracownicy zapewne dalej taszczyliby uczniów po schodach, gdyby nie łaska papieża Franciszka, który dał na windę.
Rząd ogłasza właśnie z pompą kolejny centralny program: Dostępność Plus. Jednak bez uporządkowania prawa wiele nie da się zrobić. A nie ma nawet jeszcze projektu ustawy.
Dostępność Plus ogłoszona przez premiera Morawieckiego, kiedy w Sejmie trwał protest niepełnosprawnych i ich opiekunów, ma kosztować 23 mld zł, co procentowo przełoży się na 85 proc. z funduszy unijnych, 10 proc. środków budżetowych i 5 proc. środków prywatnych. Na środki publiczne, według informacji Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, złożą się pieniądze z budżetu państwa, z PFRON i środki z jednostek samorządu terytorialnego. Samorządy mimo braku jednolitych standardów i regulacji ustawowych sporo na tym polu robią.

Mimo ogromnych jeszcze zaniedbań przestrzeń publiczna polskich miast w ostatnich latach stała się zdecydowanie bardziej przyjazna dla niepełnosprawnych, matek z wózkami czy ludzi starszych. – W ostatniej dekadzie w miastach, zwłaszcza dużych, zaszły pozytywne zmiany – potwierdza dr Agnieszka Labus z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, specjalizująca się w projektowaniu dla starzejącego się społeczeństwa, laureatka Nagrody Naukowej POLITYKI. – Od lat staramy się, aby przestrzeń publiczna Krakowa była dostępna dla wszystkich – dodaje prezydent miasta Jacek Majchrowski. – Dlatego każde wsparcie rządu będzie dla samorządowców cenne. Tu akurat prezydent Majchrowski chyba ironizuje, bo to samorządy będą musiały wyłożyć na ten cel ponad 7 mld z gminnych budżetów.

Dzika plaża

Na razie na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (znów za unijne pieniądze) w urzędach prowadzony jest monitoring sposobu wdrażania postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami. Udział dobrowolny. Po sprawdzeniu powstaną rekomendacje, z których wdrożenia też nikt nikogo nie będzie rozliczać. – Konwencja ONZ to bardzo ogólne przepisy – mówi prof. Marek Wysocki z Centrum Projektowania Uniwersalnego Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. – Więc walor tego monitoringu polega głównie na budowaniu świadomości urzędników.
Katarzyna Heba z Fundacji Helen Keller z Gdańska, adwokat, jest ekspertem w zespole monitorującym dziesięć jednostek samorządowych na Pomorzu. W regionie, gdzie, jak mówi, jest całkiem dobrze. Najlepiej jest w Gdyni. – Nawet plaże są dostępne, uruchomiono specjalne amfibie, które przewożą po plaży niepełnosprawnych – mówi Katarzyna Heba.

W przyszłym roku będzie kolejna plaża, w Babich Dołach, niedaleko miejsca, gdzie odbywa się festiwal Open’er, zamiast schodków powstanie tam długi podjazd. Na Kamienną Górę można już bez problemu dojechać tramwajem z placu Grunwaldzkiego. Ale do przepięknie położonej restauracji Panorama niepełnosprawni mogą wjechać tylko na poziom 0. Miastu udało się jednak przekonać właściciela, by zainstalował windę lub podnośnik, tak by tarasy widokowe były dla wszystkich. Ma być gotowy w przyszłym roku. Więc wkrótce w Gdyni na wózku nie będzie można dojechać tylko z końca bulwaru do plaży w Orłowie, tam brzeg morza to dziki klif i wszyscy zgadzają się, że tak musi zostać.
Gdynia od prawie 20 lat ma prezydenckiego pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych. Co wcale nie jest normą ani wymogiem ustawowym. Stolica ma swojego przedstawiciela niepełnosprawnych dopiero niewiele od ponad roku. Gdyński pełnomocnik Beata Wachowiak-Zwara, sama na wózku inwalidzkim, mówi, że inspiracją dla prezydenta Wojciecha Szczurka, kiedy tworzył to stanowisko, był wojewoda dolnośląski, który w 1990 r. powołał na stanowisko pełnomocnika wojewody ds. osób niepełnosprawnych Sławomira Piechotę, dziś posła PO (także na wózku inwalidzkim). Piechota doradzał wojewodzie 4 lata, a potem, przez kolejnych 11, na różnych funkcjach, raz jako radny, raz jako kierownik Wojewódzkiego Ośrodka ds. Zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych czy wiceprezydent miasta, dbał o to, by Wrocław był przyjazny i dostępny dla wszystkich. A w zabytkowym, starym mieście nie jest to tak łatwe, jak w nowej Gdyni, gdzie teraz praktycznie całe miasto jest udostępnione. Jeszcze kilkanaście lat temu niepełnosprawni mieli tam problem nawet z korzystaniem z pociągów.
– Pierwszą naszą inwestycją w 2005 r. była rampa na dworcu w Gdyni – mówi Beata Wachowiak-Zwara. – Co było trudne, bo samorządy nie mogą inwestować w nie swoją własność, a zarządu dworca nie udało się przekonać do wydania pieniędzy.
Mimo to Urząd Miasta wyłożył środki i zrobiono podjazd na peron 3, przy którym zatrzymują się dalekobieżne pociągi.
Więc jeszcze zostańmy w Gdyni: od czterech lat pełnomocnika ds. niepełnosprawnych wspiera tzw. access oficer, ekspert ds. dostępności. Jest nim profesor dr hab. inż. arch. Marek Wysocki z Centrum Projektowania Uniwersalnego Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. – Ja działam intuicyjnie, wiem, co jest dla nas, niepełnosprawnych, trudne do pokonania – mówi Beata Wachowiak-Zwara. – A profesor Wysocki wie, jak to zmienić. Każda nowa inwestycja publiczna jest analizowana pod kątem dostępności. – Bo najtrudniej i najdrożej jest zmieniać, dostosowywać już wybudowane obiekty – mówi prof. Wysocki.


Trudne zabytki

Dlatego tak trudno jest udostępniać przestrzeń publiczną w miastach zabytkowych. Wąskie uliczki, ciasne klatki schodowe, piwnice, sutereny. Zastąpienie schodów podjazdem czy wybudowanie windy oznacza zmianę, na którą zgodę wyrazić musi konserwator zabytków. A ten często protestuje. W Krakowie miasto zatwierdziło już sfinansowanie podjazdu przy moście Grunwaldzkim (projekt obywatelski) na bulwar wiślany. Schody, które tam prowadzą, zaczynające się tuż przy przystankach autobusowym i tramwajowym, uniemożliwiają to nie tylko niepełnosprawnym, także starsi ludzie mają problem z ich pokonaniem. A droga alternatywna oznacza dodatkowy, długi marsz. Ale wojewódzki konserwator zabytków nie zgadza się na tę inwestycję.
– Chcemy respektować historyczny charakter naszego miasta i chronić zabytki, ale w tym wypadku sprzeciw konserwatora wydaje się nieuzasadniony – mówi Rafał Konopka, prezes Fundacji Aktywnych Niepełnosprawnych. Prezydent Krakowa zapewnia, że podjazdy będą, nie tylko ten przy moście Grunwaldzkim, pracują razem z konserwatorem nad kompleksowym rozwiązaniem dla bulwarów wiślanych.
O tym, że można udostępnić także przestrzeń publiczną znajdującą się w zabytkowych murach, świadczą krakowskie teatry. Stary Teatr, Słowackiego czy Bagatela mają podjazdy i platformy, więc są przyjazne dla niepełnosprawnych. Ale np. sąd w Nowej Hucie, w starym budynku szkoły, wciąż nie ma ani podjazdu, ani windy. – Kraków trzeba chwalić za centrum przesiadkowe dostępne dla wszystkich – mówi Piotr Czarnota, ekspert ds. transportu Europejskiego Forum Osób Niepełnosprawnych. – Dworzec kolejowy, międzynarodowy dworzec autobusowy, szybki tramwaj i autobusy miejskie, wszystko w jednym miejscu i logicznie oraz dostępnie połączone.

Nierówna kostka

Nowe inwestycje w dużych miastach na ogół spełniają standardy projektowania uniwersalnego. Gorzej jest z remontami i przeróbkami. W Warszawie nad dwupasmową Wisłostradą odremontowano grożące zawaleniem kładki z lat 80. i wyposażono je w windy. Mało kto z nich korzysta. Bo drzwi do windy nie są na fotokomórkę ani nawet na elektroniczny przycisk i trzeba dużej siły, by otworzyć ciężkie skrzydło na sprężynie. Matki z wózkami i niepełnosprawni muszą prosić kogoś o pomoc.
W warszawskim metrze zrobiono za to dla niedowidzących i niewidomych ścieżki dotykowe z metalowych listew, na których łatwo się było pośliznąć przy mokrej pogodzie. Nowa nawierzchnia ciągów pieszych też bywa problematyczna. Krakowskie Przedmieście w Warszawie po kolejnym remoncie dalej nie jest przyjazne dla niepełnosprawnych. Już po pierwszym, w 2015 r., narzekano na brak podjazdów i chińską kostkę granitową. – Prawdziwą zmorą ludzi na wózkach jest kostka granitowa – podkreśla Rafał Konopka. I nie chodzi tu o zabytkowy bruk. Ten najczęściej jest wyślizgany, wypłaszczony. – Pewnie, że jazda po nim jest trudniejsza niż po asfalcie, ale to historyczny bruk i wiadomo, że nie ma mowy o zastąpieniu go czymkolwiek. Poza tym to i tak idealna nawierzchnia w porównaniu z nową kostką granitową czy fazowanym brukiem.
Jazda wózkiem po takiej nowo położonej nawierzchni sprawia, że człowiek ma wrażenie, że rozpadnie się na kawałki. A wózek rozpada się rzeczywiście, łożyska nie wytrzymują drgań i kółka się niszczą.

Miasta dla pieszych

– Polskie miasta były budowane dla młodych i zdrowych mężczyzn – mówi Joanna Scheuring-Wielgus, wywodząca się z ruchów miejskich posłanka niezrzeszona. Do Sejmu weszła z Nowoczesnej. Mąż posłanki Piotr Wielgus ze swoją Pracownią Zrównoważonego Rozwoju zajmuje się zarządzaniem miastami. Opowiada o Barcelonie, mieście dla pieszych, nie dla samochodów, w którym przy ulicach co chwilę są skwerki, fontanny, place zabaw i wszędzie stoją ławeczki. I o Kopenhadze, gdzie ciągi piesze mają pierwszeństwo przed ulicami. – A my w Polsce projektujemy miasta do szybkiego przejeżdżania przez nie samochodem.
W Toruniu nie ma pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych. Ale udało się przekonać władze miasta, że projektując przestrzeń publiczną, trzeba konsultować projekty z mieszkańcami. Np. podczas tzw. procesów partycypacyjnych, czym zajmuje się m.in. Pracownia Piotra Wielgusa. – W grupie, która podpowiada samorządowi jakieś rozwiązania, zawsze są osoby niepełnosprawne – zaznacza Wielgus. I to one zwykle od razu domagają się ławek.
Brak ławek, które w latach 90. poznikały z polskich miast, doskwiera ludziom starszym i tym niepełnosprawnym, którzy poruszają się samodzielnie, ale z trudnością. Np. o kulach czy lasce. – Moja 90-letnia babcia nie jest w stanie pójść na toruńską Starówkę – mówi Piotr Wielgus. Bo tam usiąść można tylko w kafejce. Dla osób starszych problemem często jest dojście z domu do najbliższego przystanku autobusowego, jeżeli nie mogą tej trasy podzielić na kilka etapów i na chwilę choćby usiąść. – Urzędnicy tłumaczą, że ławki polikwidowano i nie stawia się nowych, bo przesiadują na nich tzw. menele – mówi Piotr Wielgus. – No to trzeba postawić tysiąc ławeczek, wszystkich nie zajmą.
Ławki to przecież tania inwestycja. – Jest wiele takich niskokosztowych, a bardzo efektywnych rozwiązań – zauważa Katarzyna Heba. Na przykład kontrasty na schodach bardzo ułatwiają poruszanie się słabo widzącym. Podobnie malowanie drzwi w budynkach użyteczności publicznej na inny kolor niż ściany. A dla niedosłyszących – pętla indukcyjna. Kosztuje około 500 zł, a założenie jej w pomieszczeniu wzmacnia natężenie dźwięku o 80 proc. dla osób korzystających z aparatów słuchowych.
– Jak chcieliśmy założyć w budynku Ministerstwa Rozwoju pętlę indukcyjną, to pojawiła się uwaga, że do ministerstwa osoby głuche nie przychodzą. Nie przychodzą, bo budynek nie jest do ich potrzeb przystosowany – opowiada minister Chorąży. – A nam zależy na tym, by nasz budynek stał się wizytówką dla mądrych rozwiązań.


Wolnoć Tomku

Samorządy i prywatni inwestorzy są zobligowani do przestrzegania zasad dostępności przestrzeni publicznej rozmaitymi aktami prawnymi. Od konstytucji, gwarantującej wszystkim równe prawa, zaczynając, na prawie budowlanym kończąc. Rzecz w tym, że przepisy porozrzucane są po różnych aktach legislacyjnych: trochę w prawie budowlanym, trochę w warunkach technicznych budynków, trochę w przepisach dotyczących dróg publicznych, metra czy kolei. Niespójne i niekonsekwentne. Poza tym nie za wiele tego: razem uzbierałoby się około 20 stron rozporządzeń. Amerykańska Disability Act to prawie 300 stron rozwiązań architektonicznych. A europejska norma ISO 21542:2011 związana z dostępnością ma ponad 150 stron.
– Może Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, które pracuje nad projektem ustawy o dostępności, mogłoby do tego czasu zaimplementować tę normę ISO na potrzeby polskie? – sugeruje Jarosław Bogucki, ekspert z zakresu dostępności architektonicznej w Fundacji Integracja. Przygotowywana ustawa o dostępności (projekt według zapewnień Ministerstwa Rozwoju ma być gotowy do końca roku) ma określić jeden obowiązujący standard. Bo na razie jest tak, że niepełnosprawny podróżujący pociągiem na trasie Warszawa–Gdynia styka się z trzema różnymi rodzajami rozwiązań: wypracowanymi przez dwa samorządy i tym, którego trzyma się samo PKP. – Amerykanie już dawno zrozumieli, że osoba niepełnosprawna źle traktowana przez państwo jest ogromnym kosztem – podsumowuje Beata Wachowiak-Zwara. – Kiedy z Wietnamu przyjechało tysiące inwalidów wojennych, Kongres uchwalił w ekspresowym tempie ułatwiające im życie ustawy i ci weterani w ogromnej większości wrócili do swoich dawnych ról. Są podatnikami, a nie ciężarem.
Możliwość swobodnego poruszania się po miastach bez barier to podstawa do samodzielnego życia. Program Dostępność Plus, w ramach którego np. ma powstać 100 dostępnych gmin (na 2500) czy tysiąc budynków, raczej tego nie zagwarantuje. Zwłaszcza że większość funduszy z programu Dostępność Plus, aż 20 mld zł (w ciągu wielu lat), rząd chce przeznaczyć na poprawę dostępności w środkach transportu. Na architekturę zaledwie 780 mln. – Obawiam się, że znaczna część tych pieniędzy zostanie wydana nie na konkretne inwestycje, które poprawią dostępność, podjazdy, windy, tylko na obsługę administracyjną, działania promocyjne i marketingowe – mówi posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. Tak na ogół bywa z centralnymi, wielkimi projektami, że najwięcej korzystają na nich koledzy władzy.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lip 05, 2018 09:19 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: integralia.pl 12.06.2018

Niepełnosprawność ogranicza nasze możliwości funkcjonowania. Na szczęście na przeciw wychodzi współczesna technologia, która znacznie przesuwa granice niemożliwego. Coraz więcej pojawia się przedmiotów i aplikacji, czy programów, dzięki którym niepełnosprawność staje się mniej uciążliwa, a szanse - w tym na rynku pracy - bardziej wyrównane.

Dlaczego warto sięgać po technologię

Tak samo jak dobrze zagospodarowana przestrzeń służy nie tylko osobom z niepełnosprawnością, ale także osobom starszym, czy matkom z wózkami, tak wszystkim nam sprzyja rozwój technologiczny. Nowoskonstruowane urządzenia, tworzone programy i aplikacje osobom niepełnosprawnym dają jednak coś więcej – możliwość zmierzenia się z tym, co do tej pory wydawało się niemożliwe. Wiele z nich w sensie przenośnym i dosłownym otwiera drzwi do funkcjonowania w domu, rodzinie, w szkole i pracy.

Nie mając na co dzień kontaktu z osobami niepełnosprawnymi albo z ich wybraną grupą, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużo potrafią one osiągnąć przy pomocy dodatkowego sprzętu, czy oprogramowania. Bardzo możliwe, że wielu pracodawców nie bałoby się zatrudniania kandydatów z niepełnosprawnością, gdyby posiadało szerszą wiedzę na temat tego, co może pomóc przyszłemu pracownikowi w biurze. Dzięki technologii, osoby z niepełnosprawnością zyskują kolejne, jakże cenne procenty swojej niezależności.

Co może pomóc osobie z niepełnosprawnością ruchową

Poniżej przedstawiamy kilka wybranych przedmiotów, które mogą się przydać i wpłynąć na poprawę życia codziennego czy to w domu, czy w pracy. Z całą pewnością na rynku, takich udogodnień jest więcej. Trudno jednak wspomnieć tu o wszystkich.

Pętla z rączką do zapinania guzików

Proste i bardzo ciekawie pomyślane. Wygodny drewniany przyrząd dla ludzi, którzy mają trudności manualne lub obolałe palce. Składa się z drewnianej rączki oraz stalowej pętli przechodzącej przez dziurkę od guzika. Zahaczając o niego i wracając zapina go siłą rozpędu. Ubierając się każdego dnia do pracy, pewnie nie myślimy o tym, ile guzików musimy pozapinać. Koszula ma ich kilka, takie urządzenie może się więc okazać bardzo przydatne zarówno w domu, jak i w pracy czy na służbowym wyjeździe.

Przyrząd do zakładania skarpet

Wspomaga nakładanie zarówno skarpetek, jak i rajstop. Bardzo przydatne dla tych, którzy mają problemy z kręgosłupem i schylaniem się. Jest to rodzaj plastikowej foremki wykonanej z miękkiego tworzywa, która dobrze dostosowuje się do stopy. Po nałożeniu skarpetki na foremkę, użytkownik wsuwa stopę w utworzoną szczelinę i nakłada skarpetkę na nogę.

Uchwyt do ubierania

Bardzo pomocny osobom mającym znacznie ograniczoną ruchomość barków i ramion. Specjalnie skonstruowany uchwyt pozwala na zaczepienie ubrania i zbliżenie go do ręki. Dzięki temu urządzeniu znacznie łatwiej nałożyć koszulę, marynarkę, spodnie, spódnicę, a nawet bieliznę.

Piszący ptak

To propozycja dla osób, którym trudno utrzymać w ręku cienki długopis czy ołówek. Dzięki „ptakowi” uchwyt staje się o wiele pewniejszy, co pozwala na precyzyjniejsze posługiwanie się długopisem, czy piórem. Korzystanie z tej pomocy wymaga jednak choćby krótkiej wprawy.

Telefon Clarity Fortissimo

Niezbędny zarówno w domu, jak i w pracy. W przypadku osób z ograniczoną możliwością poruszania się, szczególnie, jeśli problem dotyczy rąk, telefonowanie sprawia często problem. Dlatego nie bez znaczenia jest fakt, że aparat ten jest w pełni do obsłużenia przy pomocy komend głosowych. Rozmowy rozpoczynane są i kończone bez tradycyjnego podnoszenia i odkładania słuchawki. Urządzenie wyposażone jest również w automatyczną sekretarkę, a bluetooth pozwala na połączenie telefonu z innymi urządzeniami.

Z czego korzystają osoby niewidome i niedowidzące

Wielkim krokiem na przód, w technologicznym świecie ułatwiającym funkcjonowanie osobom niewidomym, jest wszystko to, co łączy się z udźwiękowieniem. Dzięki syntetycznej mowie, wiele dziedzin życia uległo znacznej poprawie. Do najważniejszych pomocy należą:

Program mówiący na komputer

Dzięki niemu komputer, z którego korzysta osoba niewidoma, każdą wykonaną pracę sygnalizuje głosem. Wiadomo zatem jakie litery się naciska, co napisano w wiadomości e-mail, jakie programy znajdują się na pulpicie, a także kto dostępny jest na skype czy w aplikacji Messenger. Dzięki udźwiękowieniu niewidomy użytkownik może wreszcie korzystać z wielkich możliwości, jakie daje serfowanie po sieci.

Warto tu wspomnieć, że przez długi czas, programy tego typu, na przykład Jaws czy Window-Eyes były bardzo drogie. Ich cena oscylowała w granicach 4 tysięcy złotych. Kilka lat temu jednak, uzdolnieni informatycznie niewidomi, postanowili wspólnymi siłami stworzyć program, który obecnie można pobrać ze strony internetowej za darmo z każdego zakątka świata, a jego funkcjonalność w niczym nie ustępuje tym płatnym. Jest to szczególnie ważne w odniesieniu do pracodawców, którzy chcąc przystosować niewidomemu pracownikowi stanowisko pracy, nie muszą już martwić się o wysoki koszt takiego przedsięwzięcia.

Mówiące telefony

W obecnej erze zarówno telefony z androidem, jak i iPphone’y mają już na stałe i na starcie zaimplementowane programy mówiące. Każdy niewidomy użytkownik, po ich włączeniu, może więc w pełni korzystać z telefonu – prowadzić rozmowy, wysyłać i odczytywać smsy, uzupełniać przypominacz czy kalendarz, a także korzystać z internetu. Telefony te można również tak ustawić, by lepiej służyły osobom z zaburzeniami wzroku, tj. zmienić kontrast, rodzaj i wielkość czcionki, zmienić jasność ekranu.

Tester kolorów

Przypomina pilot do telewizora. Zaopatrzony w minikamerę posiada kilka przycisków, pomagających nie tylko ustalić dokładny kolor materiału czy przedmiotu, do którego przyłożymy tester, ale również ustawić budzik, sprawdzić nasycenie barwy czy włączyć stoper. Dzięki takiemu urządzeniu można dobrać ubrania, sprawdzić kolor segregatora w biurze czy wybrać prezent w kolorze, jaki lubi konkretna osoba.

Urządzenia lektorskie

Urządzenia lektorskie czytają materiały drukowane (książki, gazety, listy, wydruki itp.) za pomocą głosu syntetycznego. Często wyświetlają również czytany tekst na ekranie w wersji znacznie powiększonej, co pomaga osobom niedowidzącym. Niektóre z nich można także podłączyć do internetowej sieci i poczty e-mail. Istnieją także takie urządzenia, które prócz odczytywania głośno tego, co napisane, dodatkowo wyświetlają tekst w brajlu, co umożliwia na przykład dokładną korektę tekstu. Droższe występują w wersji mobilnej, a więc ich funkcjonalność znacznie się zwiększa.

Braille Labeller

Pozwala na wykonywanie etykiet brajlowskich na specjalnych samoprzylepnych rolkach. Za jego pomocą można przygotować krótkie informacje w alfabecie Braille’a i nakleić na prawie każdej powierzchni (nie zakrywając istniejącej już grafiki). Co ciekawe mogą z niego korzystać również osoby widzące. Urządzenie bowiem jest proste w obsłudze i nie wymaga znajomości Braille’a. Wszystkie procedury wykona za użytkownika specjalne oprogramowanie dostarczane z Braille Labeler: wystarczy wpisać tekst, a program sam przetłumaczy go na pismo Braille’a i wydrukuje etykietę. Niezastąpiony w domu, aby oznaczyć przedmioty codziennego użytku, sprzęt, z którego korzysta się w pracy, jak i budynkach publicznych do oznaczania ciągów komunikacyjnych, wind, sal wykładowych itp.

Mówiących urządzeń jest już całe mnóstwo. Do najczęściej spotykanych należą zegarki, termometry, glukometry, budziki, ciśnieniomierze, wagi łazienkowe i kuchenne, niezwykle przydatne w każdej pracy kalkulatory, czujniki światła, miary, mierniki baterii, odtwarzacze mp3, dyktafony i wiele więcej. Osoby niedowidzące mogą natomiast zaopatrzyć się w powiększalniki, elektroniczne lupy, przystosowane klawiatury, kalendarze z powiększonym drukiem.

Po co chętnie sięgną osoby mające problem ze słuchem

Jak wiadomo tam, gdzie zawodzi słuch, pozostaje wzrok i dotyk. Dlatego znakomita większość urządzeń wspomagających tę grupę osób bazować będzie na świetle i wibracji. Do bardzo ciekawych urządzeń należą:

Wibrujący budzik

Specjalne budziki migające mocnym światłem oraz wibrujące, często dodatkowo wyposażone w funkcję głośnego alarmu dźwiękowego (przydatne dla osób niedosłyszących). Posiadają klips, który łatwo można przypiąć do poduszki bądź ubrania. Budzikiem może być również sama poduszka, która ma wewnątrz zainstalowane urządzenie wibrujące. Coraz większą popularnością cieszą się zegarki na rękę wyposażone w alarm wibracyjny lub opaski typu smart.

Telefon dla osób niedosłyszących

Osoby z tzw. niedosłuchem przewodzeniowym, a więc z uszkodzeniem tych części ucha, które biorą udział w mechanicznym przetwarzaniu fali dźwiękowej, mogą skorzystać z telefonu wykorzystującego przewodnictwo kostne. Zamiast do ucha osoba z niedosłuchem przykłada słuchawkę do kości czaszki. Sygnał przekazywany jest dzięki wibracjom przez kości czaszki bezpośrednio do ucha wewnętrznego z pominięciem ucha zewnętrznego i środkowego. Istnieją również przystawki, które można podpiąć do normalnego telefonu. Ich zadaniem jest wzmocnienie i poprawienie jakości głosu. Niezwykle przydatne dla każdego, kto pracuje. Trudno bowiem wyobrazić sobie jakiś zawód, w którym nigdy nie używa się aparatu telefonicznego.

Czujniki

Te proste urządzenia zamieniają dźwięk na sygnał świetlny. Dzięki temu, osoby niesłyszące widzą, kiedy dzwoni dzwonek do drzwi, płacze dziecko, dzwoni telefon czy rozprzestrzenia się dym.

Aplikacje i programy

Telefony i komputery, to istny ocean możliwości w zakresie ułatwiania funkcjonowania osobom z niepełnosprawnością. Dzięki nim, osoby niewidome mają dostęp do słowników i tłumaczy, mogą korzystać ze wskazówek GPS szukając nowych miejsc, osoby niepełnosprawne ruchowo dowiedzą się, gdzie mogą wybrać się na obiad czy w którym hotelu zatrzymać się podczas delegacji. Zarówno system android jak i IOS pozwala zainstalować wiele przydatnych aplikacji. Jedne pozwalają przekładać język mówiony na migany, inne rozpoznawać nominały pieniędzy, natężenie światła w pokoju czy kolory. Istnieją również aplikacje pomagające sterować wózkiem inwalidzkim, czy te sterujące inteligentnymi domami.

Warto jednak sobie uświadomić, że często drobne udogodnienia, takie, jak przesunięcie mebli w pokoju, zakup biurka z regulowaną wysokością blatu, czy umieszczenie napisów w brajlu na segregatorach, może znacznie wpłynąć na funkcjonowanie niepełnosprawnego pracownika w biurze. W domu bowiem on sam zadba o maksimum swojego komfortu. Jeśli jednak pojawią się wątpliwości, co do tego, co będzie najlepsze dla danej osoby, najlepszym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa. Każdy bowiem jest ekspertem w swojej dziedzinie.

Ciekawe linki:

Tak działa tłumacz Migam [kliknij w link] https://www.youtube.com/watch?v=1ydp07Owgzs

Rękawiczki przekładające język migowy na mowę [kliknij w link] https://www.salon24.pl/u/nowetechnologi ... na-mowiony

Jak osoby niewidome korzystają z Internetu [kliknij w link] https://www.youtube.com/watch?v=A3OpEwRvR0Y

Aplikacja pomagająca w poruszaniu się – BlindWiki [kliknij w link] https://www.youtube.com/watch?v=_WFYv5Lnekw

Jak można sterować wózkiem inwalidzkim przy użyciu aplikacji [kliknij w link] https://www.youtube.com/watch?v=8JAPYNCg4PU

Obsługa telefonu przez osobę niewidomą [kliknij w link] https://www.youtube.com/watch?v=r4Mmrw0374A

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz lip 05, 2018 09:21 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
PKP zlekceważyło niewidomą łodziankę. Asystentka wyznaczona przez PKP do pomocy na dworcu w Koluszkach: "Pani nie jest niewidoma"
Źródło: dzienniklodzki.pl 22.06.2018
Maciej Kałach

Według relacji niewidomej łodzianki, asystentka wyznaczona przez kolej do pomocy na dworcu w Koluszkach udowadniała pasażerce, że wcale nie jest niewidoma.
Pani Milena (nazwisko do wiadomości redakcji) wybierając się w podróż postanowiła skorzystać z przysługującej jej usługi, czyli asysty wyznaczonego pracownika kolei. Po wcześniejszym zgłoszeniu przez telefoniczną infolinię PKP Intercity łodzianka 15 czerwca wczesnym rankiem pojawiła się na dworcu Łódź Fabryczna. Tam asystent pomógł jej wsiąść do pociągu tej spółki, ale na dworcu w Koluszkach - gdzie pani Milena czekała na kolejny skład - inny asystent był już mniej miły...
W Koluszkach asysta miała polegać na przeprowadzeniu pasażerki z peronu pierwszego na trzeci oraz, jak na Fabrycznym, na pomocy we wsiadaniu do pociągu.
- Bardzo niemiła pani zaczęła mi wyrzucać, jakim prawem korzystam z asysty - twierdzi pani Milena. Według jej relacji, usłyszała także, że powinna sobie załatwić „swój własny pociąg”, a nie tak wcześnie (było przed godz. 6 rano) „stawiać ludzi na nogi”.
Asystentka miała też zapytać, jak łodzianka dotarła na Fabryczny.
- Odparłam, że sama, uznała zatem, że nie jestem niewidoma. A biała laska nic nie znaczy - twierdzi pani Milena. Zaś kiedy chciała pokazać legitymację, świadczącą o jej niepełnosprawności, asystentka miała odpowiedzieć, aby „schowała ją na pamiątkę”.
Według relacji pani Mileny, asystentka zostawiła ją na peronie, na który wjechał potem pociąg - bez pomocy we wsiadaniu.
Choć asysta została zamówiona przez infolinię Intercity, ustaliliśmy, że za usługę odpowiada spółka PKP Polskie Linie Kolejowe.
- Opisane postępowanie pracownika w Koluszkach jest naganne. Całkowicie odbiega nie tylko od wymaganych i przedstawianych na szkoleniach zachowań, dotyczących wsparcia osób o ograniczonych możliwościach poruszania się, ale także pozbawione jest podstawowej empatii. Takie zachowanie nie jest tolerowane w obsłudze podróżnych. Wdrożone jest postępowanie służbowe, które wymaga rozmowy z pracownikiem. Zawsze, wobec niezgodnego z przepisami i ogólnie przyjętymi wymogami postępowania, wyciągane są konsekwencje służbowe. Przepraszamy Pasażerkę, za dyskomfort w podróży. To incydent, który nie powinien się zdarzyć. - brzmi wyjaśnienie Karola Jakubowskiego z biura prasowego PKP PLK.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lip 10, 2018 08:17 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Co zapowiedziała minister Rafalska na pierwszych konsultacjach systemu wsparcia?
Źródło: niepełnosprawni.pl 09.07.2018
Autor: oprac. red.
Źródło: PAP

W poniedziałek, 9 lipca, rozpoczęły się regionalne konsultacje systemu wsparcia osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Spotkania z minister Elżbietą Rafalską odbyły się w Stargardzie i Gorzowie Wlkp. Natomiast w Ostródzie obecny był Podsekretarz Stanu w MRPiPS Marcin Zieleniecki.
Konsultacje rozpoczęły się od spotkania w Zakładzie Aktywności Zawodowej w Stargardzie. Rano minister Elżbieta Rafalska wzięła udział w konferencji prasowej, gdzie wyjaśniła, że celem konsultacji jest zebranie opinii nt. pierwszoplanowych i najważniejszych potrzeb środowiska osób z niepełnosprawnością.

Danina solidarnościowa

W połowie maja br. szefowe resortów finansów i rodziny zapowiedziały, że powstanie nowy państwowy fundusz celowy: Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Będzie on zasilany także z części składki na Fundusz Pracy oraz z „daniny solidarnościowej” od osób zarabiających ponad 1 mln zł rocznie.
Po raz pierwszy danina ma być płacona od dochodów uzyskanych w 2019 r., czyli w 2020 r. Rząd szacuje, że może to pozwolić na uzyskanie ok. 2 mld zł. Minister Rafalska nie wykluczyła ujęcia w nowym funduszu także dotacji z budżetu państwa.
- Otwieramy katalog działań na rzecz osób niepełnosprawnych, które mogą być realizowane. Nie chcemy wprost nazywać, jakie to będą zadania (…) jakiego typu ośrodki mogłyby powstać, ewentualnie, które mogłyby być finansowane. Nie chciałabym, żeby on (nowy fundusz) był zastępstwem finansowania dotychczasowych świadczeń realizowanych w budżecie inną zupełnie drogą – powiedziała minister podczas konferencji w Stargardzie.

Finanse funduszu

Elżbieta Rafalska dodała, że raczej „szłaby drogą programów rządowych, nowatorskich rozwiązań, wspierania nowych ośrodków wsparcia, rozwiązań, które w dotychczasowym systemie nie funkcjonowały”. Zaznaczyła, że fundusz ma także służyć współfinansowaniu projektów europejskich.
- Uważam, że to powinno być wsparcie tych działań, których jest istotny niedobór wśród usług adresowanych do osób niepełnosprawnych, a więc widziałabym tu mieszkalnictwo, nowe ośrodki dziennego wsparcia i taką siatkę budowania tych instytucji, żeby one były lokalizowane w mniejszych miejscowościach – zaznaczyła min. Rafalska.
Jak powiedziała, projekt ustawy o solidarnościowym funduszu wsparcia „stanie się przedmiotem prac parlamentarnych na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Sejmu”. Konsultacje mają pomóc w określeniu, na co pieniądze mają być wydawane.
Natomiast na konferencji prasowej w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wielkopolskim szefowa resortu rodziny mówiła o założeniach ustawy i terminach związanych z wprowadzaniem tej regulacji. Wyjaśniła m.in. na jakiej zasadzie do nowego funduszu mają trafiać środki z Fundusz Pracy.
- Proponuje się, żeby 0,15 proc. stanowiło wpływy do Funduszu Solidarnościowego, ale dotychczasowa składaka z Funduszu Pracy, która wynosiła 2,45 nie byłaby zwiększona, tylko o te 0,15 byłby zmniejszona – tłumaczyła Rafalska. – Myślę, że w połowie sierpnia będziemy mieli wszystkie uwagi resortów i z konsultacji społecznych, również z organizacji pozarządowych, stowarzyszeń. Ten projekt ustawy (…) chciałabym, żeby był procedowany na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Sejmu. Musi być przyjęty nie później niż do 30 listopada, ale nie tylko przyjęty, ale w tym terminie powinien być podpisany też przez pana prezydenta – powiedziała Rafalska.
Od 2020 roku środki z Solidarnościowego Funduszu mają być przeznaczone na najważniejsze potrzeby osób niepełnosprawnych i ich rodzin.

Poprawa… sytuacji edukacyjnej?

Minister Rafalska mówiła też o sytuacji osób niepełnosprawnych na rynku pracy. Podkreśliła, że stopa bezrobocia w tej grupie wynosi 9,3 proc., „ale jest to spadek w odniesieniu do 2016 r. o 3,7 punktu procentowego”. Dodała, że wzrósł też wskaźnik zatrudnienia i współczynnik aktywności zawodowej.
- Dostrzegamy tu jednak konieczność poprawienia sytuacji edukacyjnej osób niepełnosprawnych, ponieważ jest to częsta bariera, utrudniająca funkcjonowanie na rynku pracy, i uważamy, że tu powinien być większy akcent związany z rozwojem w sferze kompetencji cyfrowych – powiedziała Rafalska
Zaznaczyła, że konieczne jest też włączenie do rynku pracy osób ze znaczną niepełnosprawnością.

Podwyższenie zasiłków

Przypomniała, że jednym z elementów systemu będą programy wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami finansowane z funduszu solidarnościowego. Dodała, że od stycznia 2019 r. na ten fundusz odprowadzane będą pieniądze z Funduszu Pracy. Minister mówiła też o zasiłkach.
- Od 1 listopada 2018 r. wzrośnie zasiłek pielęgnacyjny, który wynosił do tej pory 153 zł. On wzrośnie do 184,42 zł, a więc będzie to wzrost o 31,42 zł – powiedziała.
Wśród propozycji ministerstwa rodziny są m.in.: reforma systemu orzekania o niepełnosprawności i wprowadzenie orzekania o niesamodzielności, dodatek do emerytury tzw. EWK dla rodziców opiekujących się osobami niepełnosprawnymi, opiekę wytchnieniową, zwiększenie dostępności do turnusów rehabilitacyjnych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności oraz zwiększenie dofinansowania warsztatów terapii zajęciowej.
Planowane jest także opracowanie i pilotażowe wdrożenie modelu kompleksowej rehabilitacji umożliwiającej podjęcie lub powrót do pracy. Konsultowane będą też propozycje dotyczące zwiększenia finansowania zakładów aktywności zawodowej, zatrudnienia wspomaganego i wdrożenia nowego modelu kształcenia specjalistów ds. zarządzania rehabilitacją.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Jarz jaskrę
PostNapisane: Wt lip 10, 2018 09:43 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Facebook 08.07.2018

Już od dawna okuliści starali się patrzeć na dzieła wielkich artystów przez pryzmat chorób oczu. Analizowali obrazy, porównywali je z dostępnymi w archiwach informacjami dotyczącymi problemów medycznych ich autorów. Co się okazało? Malarze malowali świat tak, jak go widzieli.
W ten sposób u Claude Moneta (1840 – 1926) zdiagnozowano objawy zaćmy. Analizując lata twórczości tego wielkiego impresjonisty, specjaliści zauważyli, że z roku na rok rozpoznawał on coraz mniej detali, miał problem z odpowiednim doborem barw. To charakterystyczne objawy zaćmy. Zaś Charles Meryon (1821 – 1868) chorował na zaburzenie widzenia barw. Świat widział na żółto-niebiesko. U Edgara Degasa (1834-1917) zdiagnozowano chorobę plamki. Mając problem z rozpoznawaniem szczegółów artysta nie malował twarzy, stosował grubszą kreskę i sięgał po łatwiejsze techniki. Preferował „rozmytą” akwarelę, a nie „precyzyjny” olej na płótnie.
Natomiast Vincent van Gogh (1853 – 1890) podejrzewany jest o ksantopsję, schorzenie powodujące widzenie w kolorze żółtym. Ten artysta mógł też chorować na jaskrę.
Jak widziałby świat malarz zmagający się z zaawansowaną jaskrą? Jego obrazy miałyby rozmyte, przyciemnione brzegi. Z czasem ciemne fragmenty byłyby coraz szersze, bo pod koniec kariery malować świat, to tak, jakby go oglądać przez dziurkę od klucza.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lip 13, 2018 11:10 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Jak dostosować bloki mieszkalne, a do 2020 r. – także strony administracji publicznej? Rząd pokazał plany
Źródło: niepełnosprawni.pl 12.07.2018
Autor: Ilona Berezowska
Źródło: inf. własna

- Kończymy prace nad formalnym zaakceptowaniem programu Dostępność Plus – zapewnił Paweł Chorąży, podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, podczas konferencji 12 lipca 2018 r. w Warszawie. Jako prawdopodobny termin uzyskania akceptacji podał przyszły tydzień, ale brak tego formalnego wymogu nie blokuje podjęcia prac. W programie Dostępność Plus zakończyły się natomiast konsultacje, które przyniosły rozszerzenie projektu o dostępność w obszarze kultury i sportu. Zaprezentowano także projekt ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych.
- Uczestnicy konsultacji bardzo mocno podkreślali, że dostępność to nie tylko podjazdy, ale także pełne uczestnictwo w życiu społecznym i możliwość korzystania ze wszystkich dobrodziejstw, które mają osoby pełnosprawne – mówił Paweł Chorąży.

Powstanie krajowy ośrodek mobilności

Wymienił także najbliższe działania zaplanowane w ramach programu. Rozpoczynają się szkolenia służb architektoniczno-budowlanych, ale na pierwsze większe działania przyjdzie poczekać do jesieni br. Wtedy zostanie stworzony system szkolenia psów przewodników, tak by skrócić czas czekania na własnego psa.
- Drugi projekt to krajowy ośrodek mobilności osób niepełnosprawnych – dodał Paweł Chorąży. – W tej chwili nawet osoba sparaliżowana może prowadzić samochód, ale problemem jest to, że przerabianie tych samochodów jest dokonywane na własną rękę. Nie podlegają homologacji. Chcemy to zmienić i stworzyć standardy.

Jak dostosować bloki mieszkalne?

Kolejnym planowanym na jesień działaniem jest wybór w drodze konkursu 100 szkół, które zostaną całkowicie dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, także w zakresie korzystania z pomocy asystentów i przystosowania treści edukacyjnych. Jesienią zostanie również rozpisany konkurs dla 100 gmin, zwłaszcza tych mniejszych, które będą realizowały inwestycje na swoim terenie.
- Pracujemy także nad kwestią wind – podkreślił minister Chorąży. – Ten temat przewija się we wszystkich rozmowach i konsultacjach. Jest oczekiwanie, że windy w ogóle będą i że będą one dostosowane. Jednak koszt windy przekracza 200 tys. zł, a to odbija się na czynszach. Dodatkowym utrudnieniem jest konstrukcja bloków, w których windy zaczynają się od półpiętra. Zastanawiamy się nad tym, próbujemy stworzyć jakiś model, który rozwiązałby te problemy.
Do końca bieżącego roku ma powstać projekt ustawy. Więcej rezultatów programu Dostępność Plus przyniesie dopiero rok 2019. Bardziej zaawansowane są prace nad dostępnością cyfrową.

Strony urzędów dostępne do 2020 r.

Projekt ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych został przekazany do konsultacji, które mają potrwać około dwóch miesięcy. Po tym czasie projekt powinien trafić pod obrady Rady Ministrów, a następnie do parlamentu.
- To dla nas ważny moment – powiedział Marek Zagórski, minister cyfryzacji. – Ustawa jest z jednej strony niepozorna, ale jednocześnie dotyczy dużej części naszego społeczeństwa. Mówimy tu o osobach niepełnosprawnych, ale także o osobach z różnymi dysfunkcjami.
Minister Zagórski zwrócił uwagę, że wprowadzenie w życie standardów dostępności może przysłużyć się również osobom starszym czy nawet z chwilową niedyspozycją fizyczną, np. po wypadku.
Według danych Ministerstwa Cyfryzacji, połowa stron sektora publicznego (np. biblioteki, szkoły, ministerstwa, urzędy gminy, starostwa itd.) nie jest jeszcze dostępna. Ustawa ma to zmienić tak, aby do końca 2020 r. wszystkie strony sektora publicznego uwzględniały potrzeby użytkowników z niepełnosprawnościami.
- 2020 r. to nasz cel, ale chcielibyśmy, żeby to trwało krócej, a cały proces przyspieszył – dodał minister.

Kary ostatecznością

Pomóc w realizacji celu mają szkolenia i doradztwo, ale także system kar.
- Sankcje dotyczą organów administracji, nie chcemy więc spowodować przelewania funduszy z jednej kieszeni budżetu do drugiej – podkreślił Marek Zagórski. – Z tego powodu sankcje są symboliczne. Najwyższa kara ma wynosić 10 tys. zł, ale kary będą ostatecznością. Przede wszystkim chcemy uświadamiać.
Wdrożenie dostępności cyfrowej wymaga także nakładów finansowych.
- Koszt dostosowania jednej strony waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych – mówił minister cyfryzacji. – Wszystko zależy od zasobności strony w treści i tego, jak została zbudowana. Gdy przemnożymy to przez liczbę urzędów, stron itd., to robi się z tego wielomilionowa kwota. Jednak myślę, że jest to koszt, który jako państwo jesteśmy zobowiązani ponieść.
Minister Zagórski podkreślił jednak, że koszty dostosowania już istniejących treści są wyższe niż wydatki na tworzenie dostępnych stron od podstaw.

Pokonać trudności

Do rozwiązania pozostają jeszcze problemy techniczne. Zgodnie z założeniami, nie tylko sama strona ma być dostępna, ale także jej załączniki tekstowe w różnych formatach.
- Chcemy, by formatowanie dokumentów nie było barierą w przejściu do następnego etapu korzystania ze strony – mówił minister cyfryzacji. – Chcemy, żeby można było poznać treść dokumentów, np. obwieszczenia.
Problemem, który będzie omawiany w czasie konsultacji, jest m.in. dostęp do treści umieszczanych przez jednostki publiczne na portalach społecznościowych. Trudności nastręcza również przystosowanie dokumentów archiwalnych, które mogą wymagać alternatywnego dostępu do ich treści, np. poprzez infolinię.
- Chcemy, by administracja była dostępna dla każdego Polaka, bez względu na to, czy jest niepełnosprawny, czy ma inne czasowe problemy – zgodnie twierdzą przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji oraz Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.
Na razie projekt Ustawy o dostępności cyfrowej obejmuje swoim zasięgiem administrację publiczną, ale na poziomie europejskim toczą się rozmowy nad dostępnością usług biznesowych, a zwłaszcza powszechnych (np. banki, poczta itd.). Zdaniem podsekretarza stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, późną jesienią tego roku można się spodziewać zmian w tym obszarze.

Z projektem Ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych można zapoznać się na stronie Ministerstwa Cyfryzacji:
https://www.gov.pl/cyfryzacja/projekt-u ... pnosc-plus

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lip 13, 2018 11:12 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Witryna bez ułatwień dla niepełnosprawnych? Urzędnik przeczyta petentom internet
Źródło: wyborcza.pl 12.07.2018
Sylwia Czubkowska

"Zero wykluczenia" - to hasło nowej ustawy o dostępności cyfrowej, którą przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji. Dziś niemal połowa urzędowych witryn wciąż nie ma wersji dla internautów z niepełnosprawnościami.
Teoretycznie już od trzech lat funkcjonuje wymóg dostosowania stron WWW urzędów do potrzeb osób z niepełnosprawnościami i dysfunkcjami. Szczegółowo te wymagania opisuje rozporządzenie Rady Ministrów z 2012 roku w sprawie krajowych ram interoperacyjności.

50-proc. skuteczność

Nakazało ono wszystkim publicznym instytucjom dostosować swoje strony internetowe do wymogów opisanych szczegółowo jako zasady WCAG 2.0, czyli konkretne rozwiązania pomagające korzystać z internetu. I miało się tak stać do końca maja 2015 roku. - Ta legislacja okazała się nieskuteczna. Wciąż mamy ledwie około 50 proc. witryn spełniających te wymogi - mówi nam jeden z urzędników MC.
Potwierdza to też najnowszy raport fundacji Widzialni, która pod tym kątem skontrolowała 83 serwisy, a także dziewięć publicznych e-usług oraz pięć aplikacji mobilnych. Okazało się, że ledwie 48 proc. z nich spełniało wszystkie wymogi. A najwyżej ocenione zostały następujące serwisy: Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Skoro funkcjonujące prawo nie wymusiło na urzędach równego traktowania wszystkich petentów, to resort cyfryzacji ma nowy pomysł. Specjalną ustawę, która ma na urzędach faktycznie wymusić zmiany i spowodować, że do 2020 roku powszechne już będą ułatwienia dla osób z niepełnosprawnościami, osób starszych, osób z dysfunkcjami takimi jak dysgrafia czy dysleksja.

Albo WWW, albo czytacie internet


Proponowana przez Ministerstwo Cyfryzacji ustawa o dostępności cyfrowej została właśnie skierowana do konsultacji społecznych. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, że np. informacja o zmianach w podatkach gruntowych jest niemożliwa do odczytania,tylko dlatego, że urzędnik nie wykonał małego kroku, jakim jest publikacja dokumentu zgodnie z przyjętymi powszechnie standardami - mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji.
Jaki jest pomysł na to, by tym razem urzędy jednak dostosowały się do wymogów? MC chce, by urząd, który opublikuje treści w sposób niedostępny dla wszystkich internautów, był zobowiązany na wniosek petenta odczytać je przez telefon.
Tę zasadę alternatywności dostępu ma wspierać zasada dostępu do wszystkich informacji publikowanych przez urząd. Czyli jeżeli urząd publikuje coś w mediach społecznościowych, które nie zapewniają dostępności dla wszystkich odbiorców, to będzie zobowiązany do publikacji kopii tych informacji na swojej stronie internetowej.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lip 13, 2018 11:13 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Konsultacje systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami
Źródło: inwestycje.pl 10.07.2018

Resort rodziny, pracy i polityki społecznej przygotował cykl 16 konsultacji regionalnych - po jednym spotkaniu w każdym województwie. Konsultacje są okazją do zaprezentowania założeń systemu wsparcia osób niepełnosprawnych, a także do dyskusji na ten temat z przedstawicielami środowiska osób niepełnosprawnych i ich opiekunów.
Prezes Fundacji Szansa dla Niewidomych Marek Kalbarczyk podkreśla w rozmowie z IAR, że wiąże wielkie nadzieje z przedstawianymi udogodnieniami dla niepełnosprawnych. Jak mówi "długo czekaliśmy na solidarnościowe podejście do niepełnosprawności, słabości i doczekaliśmy się" Dodaje, że cieszy go, że rząd znajduje fundusze na ten cel. Podkreśla, że plany rządu są niebywałe i stwarzają wielkie nadzieje dla środowiska osób takich jak on czyli niewidomych ale też niesłyszących, jeżdżących na wózkach inwalidzkich i tak dalej.
Rząd zapowiada między innymi większe otwarcie rynku pracy dla osób niepełnosprawnych. Ich aktywność zawodowa i zabezpieczanie warunków do jak najlepszego funkcjonowania jest niezwykle ważne - zaznaczyła minister Elżbieta Rafalska. Zwróciła uwagę, że ogromną rolę może tu odegrać także wykorzystanie nowoczesnych technologii.
System wsparcia osób niepełnosprawnych i ich rodzin został ogłoszony w połowie maja. Minister Elżbieta Rafalska zaznaczyła, że do końca listopada rząd chce zakończyć prace nad ustawą o daninie solidarnościowej.
Solidarnościowy Fundusz Wsparcia ma być zasilany z dwóch źródeł. - z części składki odprowadzanej od wynagrodzeń na Fundusz Pracy oraz z daniny solidarnościowej.
Składka odprowadzana przez pracodawców od wynagrodzeń wynosi 2,45%. Po zmianach składka będzie pobierana w tej samej wysokości, z tym że 2,3 procent trafi bezpośrednio na przeciwdziałanie bezrobociu , a 0,15 % na Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych.
Dzięki temu pomoc osobom niepełnosprawnym zwiększy się o 650 milionów złotych rocznie. Głównym jednak źródłem finansowania ma być danina solidarnościowa pochodząca od osób, których dochody w danym roku podatkowym przekroczą 1 milion złotych. Wysokość daniny wyniesie 4 procent nadwyżki tej kwoty. Z szacunków rządu wynika, że w 2020 roku rząd przeznaczy w ramach Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych blisko 2 miliardy złotych.
Solidarnościowy Fundusz Wsparcia, Pakiet Społecznej Odpowiedzialności i "Dostępność+" to nie wszystkie działania na rzecz osób niepełnosprawnych.
W maju parlament uchwalił ustawę podwyższającą rentę socjalną z 865,03 Złotych do 1029, 80 złotych. Uchwalił też ustawę wprowadzającą szczególne uprawnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr lip 18, 2018 10:01 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Okulary jak protezy dla niepełnosprawnych? Nowy pomysł na pomoc pacjentom
Źródło: zdrowie.radiozet.pl 17.07.2018

Okulary dla osoby słabowidzącej lub niedowidzącej mogą kosztować nawet kilka tysięcy złotych. Obecnie pacjenci mogą liczyć tylko na 50 zł refundacji w przypadku dzieci i 35 zł dla dorosłych. Wkrótce może się to zmienić, jeśli uda się przekwalifikować tradycyjne szkła korekcyjne na... protezy dla niepełnosprawnych! Jak to możliwe?
Parlamentarny Zespół ds. osób z niepełnosprawnością narządu wzroku zwrócił się do ministra zdrowia o objęcie dofinansowaniem zakupu okularów dla osób słabowidzących i niedowidzących. Posłowie chcą, aby okulary były traktowane jak np. protezy dla niepełnosprawnych.

Większe dofinansowanie na okulary dla osób, które mają poważne wady wzroku?

Obecnie osoby słabowidzące i niedowidzące mogą liczyć na taką samą refundację jak te, które mają niewielką wadę wzroku. W praktyce jest to ok. 50 zł w przypadku dziecka i 35 zł – osoby dorosłej. Tymczasem okulary dla osoby słabowidzącej i niedowidzącej to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. W przypadku dzieci z poważnymi wadami wzroku koszty te są jeszcze większe, ponieważ muszą być specjalnie dopasowane do ich stale rozwijającego się organizmu.
– Nie mogą być za ciężkie, bo grozi to nawet odklejeniem siatkówki, ponadto trzeba je częściej zmieniać. Dziecko rośnie, rośnie mu głowa, zmienia się budowa oka itd. – przekonuje Ewa Tomaszewska, wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. osób z niepełnosprawnością narządu wzroku. Jej zdaniem brak stosownego dofinansowania okularów jest niezrozumiały w kontekście dopłat, które osoby słabowidzące mogą uzyskać przy zakupie soczewek kontaktowych (refundacja sięga ok. 700 zł rocznie).

Tańsze okulary dzięki przekwalifikowaniu ich na... protezy! Dobra zmiana?

Poseł Tomaszewska (PiS) poinformowała, że kierownictwo zespołu spotkało się już w tej sprawie z wiceministrem Marcinem Czechem, ale rozmowy prowadzone są pomiędzy trzema instytucjami: Ministerstwem Zdrowia, NFZ i PFRON. Ze względu na to, że niektóre samorządy dofinansowują zakup i naprawę okularów dla osób słabowidzących i niedowidzących z własnych środków, kierownictwo zespołu parlamentarnego zwróci się w tej sprawie również do zespołu Sejmowej Komisji samorządu terytorialnego.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr sie 15, 2018 16:31 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: slabowidzacy-dobrzemyslacy.bl 15.07.2018
Mikołaj Jabłoński

Witam Was w wakacyjnym klimacie podróży! Tym razem chciałbym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami dotyczącymi dostępności Londynu dla osób niepełnosprawnych wzrokowo, porównując to miasto do Rzymu.
Czemu akurat te dwa miasta?





Pierwsze z nich miałem przyjemność zwiedzić w ostatni weekend majowy, a drugim cieszyłem się aż tydzień, w zorganizowanej grupie z uczelni. Od czasów wyjazdu do Turcji zacząłem o wiele uważniej obserwować miasta turystyczne pod kątem infrastruktury oraz ułatwień komunikacyjnych, czy muzealnych. Ten temat mnie fascynuje, dlatego że zazwyczaj nie używam białej laski i nie posiadam żadnej międzynarodowej legitymacji osoby niepełnosprawnej wzrokowo, a więc niejednokrotnie możliwość uzyskania pomocy leży w dobrej woli napotkanych ludzi.

Londyn

Miasto, które pomimo swojego specyficznego klimatu zachwyciło mnie absolutnie, bo po raz pierwszy widziałem to samo, co na filmach i pocztówkach. Prostota a jednocześnie klasa w stylu budownictwa i w ludziach - tłumach przelewających się liniami metra oraz ulicami spomiędzy szklanych korpo- domów.

11 linii metra

Łatwo sobie wyobrazić, jak wielkim wyzwaniem może być podróż dla osoby niewidomej. Brytyjskie metro jest niejednokrotnie wąskie i trudne do przejścia dla osób widzących. Na szczęście jest ono wyposażone w sztab ludzi, stojących przy bramkach i pomagających turystom oraz osobom niewidzącym, co miałem okazję zaobserwować. Niesamowity atut! Już pierwszego dnia pobytu w Londynie doświadczyłem takiej pomocy, od Pani, która pomogła mnie i mojej rodzinie zakupić bilety na przejazd i odpowiednio pokierowała.
W Rzymie zaobserwowałem jedynie karabinierów i nie umiem określić, czy oprócz trzymania broni, potrafią oni przeprowadzić niewidomego, jednak rzymskie metro posiada szlaki i wyraźne oznaczenia linii metra w różnych kolorach, a wiec dla osoby słabo widzącej, po krótkiej adaptacji, metro to, może być całkiem przystępne.

Bilety

Jako biedny student, nie miałem oporu by pytać o zniżki dla osoby niepełnosprawnej, co opłaciło się niesamowicie. Koszt wejścia do Opactwa Westminsterskiego wynosi 17 euro za osobę. Taka informacja po godzinnym czekaniu na deszczu może ściąć z nóg. Jednak po krótkiej rozmowie i pokazaniu, co dziwne, polskiej legitymacji osoby niepełnosprawnej weszliśmy w trzy osoby na jeden bilet normalny, czyli zamiast zapłacić 51 euro, wydaliśmy 17. W ramach biletu przysługuje Wam audio przewodnik, lecz niestety nie pamiętam, aby była możliwość otrzymania audiodeskrypcji w języku polskim.
British Museum, pomimo darmowego wstępu udostępnia audio przewodniki za opłatą, a audiodeskrybcję jedynie w języku angielskim. Udało mi się ją wypróbować, choć musiałem tłumaczyć, na czym polegają moje problemy wzrokowe, bo pan za ladą nie uznawał mnie za „visually impaired”.
National Gallery to miejsce przepełnione dziełami wizualnymi i nawet dla osoby widzącej niemożliwym jest zobaczenie wszystkiego na raz. Podobnie to działa w przypadku audiodeskrybcji. Jest ona dostępna za darmo, lecz nie obejmuje wszystkich obiektów i pani zajmująca się jej udostępnianiem, zaoferowała mi najpierw zorientowanie się, która część wystawy mnie interesuje, aby później umówić się na następny dzień. Miałem otrzymać przygotowane opisy do interesujących mnie obiektów. Niestety z braku czasu, nie skorzystałem z tego.
Najprzyjemniejszym zaskoczeniem była możliwość darmowego wejścia do katedry św. Piotra, która jest droga, lecz warta zobaczenia, choćby dla widoków z wieży. Budynek wyposażony jest w windę dla osób starszych oraz na wózkach. Winda jest strzeżona, a wiec przeciętny śmiertelnik nie może z niej skorzystać.
Na tle tych superlatyw dość krótko potrafię opisać Rzym.

Rzym






Byłem we wszystkich najważniejszych miejscach tego miasta i nie zawsze mogłem liczyć na zniżkę z tytułu bycie niepełnosprawnym. O tyle miałem komfortową sytuację, ze podróżowałem z uczelni, jako student historii sztuki, a więc do wielu obiektów wchodziłem za darmo. Włosi, pomimo swojej światowej opinii wyluzowanych, są paradoksalnie spięci, kiedy chodzi o zwiedzanie ich dorobku kultury. Audiodeskrybcja występuje tam o wiele rzadziej, choć Watykan prawdopodobnie z tytułu Jana Pawła ll jest przygotowany na polskich turystów.




A jakie są Wasze doświadczenia związane z tymi dwiema stolicami Europy? Piszcie koniecznie, bo być może komuś te informacje pozwolą przygotować się na wspaniałą wyprawę. Może znacie inne ciekawe miasta, otwarte na osoby z problemami wzrokowymi?

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr sie 15, 2018 16:32 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: slabowidzacy-dobrzemyslacy.bl 24.07.2018
Mikołaj Jabłoński

Zapraszam Was do drugiej części wywiadu z Moniką Dubiel, którą zapytałem o doświadczenia związane z wymianami studenckimi zagranicą. Jak to wygląda z perspektywy osoby niewidomej?

Gdzie byłaś na Erasmusie z uczelni?

Na samym Erasmusie byłam tylko w Hiszpanii, Portugalii i na praktykach we Włoszech, a na wymianach bilateralnych w Rosji i w Stanach zjednoczonych.

Jak niewidomy może samodzielnie tak po prostu wyjechać do innego kraju, studiować, dogadywać się z uczelnią, zdobywać nowych przyjaciół, ogarniać kwestie żywieniowe i mieszkaniowe? Jak to zrobiłaś?

To było stopniowe. To był jakiś efekt mojego usamodzielniania się. Tego, Że zdecydowałam się wyjechać do Warszawy na studia. To był dla mnie taki duży krok… że musiałam nagle sama zacząć się poruszać po obcym mieście, wiele rzeczy sobie załatwiać na uczelni, czy takie życiowe sprawy, typu zrobienie zakupów itd. No i po dwóch latach takiego samodzielnego życia w Warszawie stwierdziłam: no dobrze, to nie jest takie trudne, więc teraz kolejnym krokiem będzie wyjazd zagraniczny.
Przed rozpoczęciem studiów moim marzeniem był wyjazd do Barcelony i postanowiłam, że pojadę na Erasmusa właśnie tam, zasadniczo, w momencie kiedy się dostałam na studia. No i dopiero po jakimś czasie do tej decyzji dojrzałam. To był rok 2009 jak tam pojechałam. Składając podanie o wyjazd musiałam zaznaczyć, że jestem osobą niewidomą, bo tamta uczelnia musiała jakby na to się zgodzić. Musieli przyjąć do wiadomości, że student, który potencjalnie do nich przyjedzie, jest studentem z niepełnosprawnością i oni są w stanie zapewnić takie same warunki do nauki jak całej reszcie. No i oczywiście wyrazili zgodę, więc oni o tym wiedzieli.

I w praktyce?











I w praktyce wyglądało to tak, że niestety było Inaczej, niż w Polsce, bo ja byłam trochę przyzwyczajona do standardu Uniwersytetu Warszawskiego, który dba o studentów z niepełnosprawnością na bardzo wysokim poziomie. To znaczy, tutaj jest cała pracownia komputerowa przeznaczona dla osób z niepełnosprawnością wzroku. Osoby przychodzące na studia mogą np. wypożyczyć sprzęt na cały rok, czy komputer, czy skaner, czy notatnik- cokolwiek. Mogą też zgłaszać zapotrzebowanie na materiały np. że potrzebują przeczytać taką i taką książkę i wtedy ten materiał jest adaptowany w taki sposób, jaki oni potrzebują: jest skanowany, albo drukowany w braillle’u, albo nagrywany.
No i myślałam, że gdzie jak gdzie, ale na zachodzie będzie jeszcze lepiej. Więc okazało się, że nie do końca. Jest bardzo rozbudowana działalność hiszpańskiego związku niewidomych i oni faktycznie dużo robią, dużo zapewniają, no ale tylko członkom tego związku, czyli Hiszpanom. Więc uczelnia ze swojej strony nie oferuje właściwie nic. Wszystko zapewnia związek niewidomych, więc jak jest student, który nie jest Hiszpanem to ma problem. Udało mi się wynegocjować w tym związku niewidomych kilka godzin orientacji przestrzennej z instruktorką, natomiast z pozyskiwaniem materiałów był problem. Nie udało mi się osiągnąć tego, żeby np. gdzieś mi podręczniki skanowali. Na szczęście udało mi się dogadać z prowadzącymi wykłady, bo tam bardzo powszechną praktyką było wyświetlanie slajdów w czasie wykładów. I udało mi się z nimi dogadać, żeby mi te slajdy udostępnili, ale też nie wszyscy. Niektórzy powiedzieli, że nie, bo jest to ich własność intelektualna i że oni nie mogą tego udostępniać.
Na szczęście w Hiszpanii jest też trochę inny system oceniania, niż u nas. Nie jest tak, że po semestrze zajęć jest egzamin i ocena. Ta ocena jest wypadkową trzech, czterech rzeczy. Z czego tylko jedną z nich jest egzamin. Jest aktywność na zajęciach, jakiś projekt, który trzeba zrobić. Często nawet nie było egzaminów, tylko same te projekty, więc to nie było aż tak problematyczne.



Czyli można by podsumować, że zderzyłaś się trochę z taką smutniejszą rzeczywistością?

Tak, nie było to takie łatwe.

A w przypadku innych wyjazdów? Tak, żeby zarysować, jak to może wyglądać, bo wiadomo, nie można się opierać tylko na jednej uczelni.

No jasne! W Portugali z kolei pod tym względem było dużo lepiej. Tam nie miałam orientacji przestrzennej, ale jeżeli chodzi o przygotowanie materiałów, to było podobnie jak w Warszawie, czyli ja zgłaszałam co potrzebuję, musiałam im przynieść te materiały, a oni mi je faktycznie systematycznie skanowali i przesyłali.
W Rosji… no to… nie było nic z takich rzeczy. Natomiast tam głównie chodziłam na zajęcia z literatury- Na szczęście! Więc korzystałam z wiedzy pozyskiwanej na wykładach, a reszta to były po prostu książki, które trzeba było samemu przeczytać: powieści, wiersze, no więc to mogłam bez problemu przeczytać we własnym zakresie.
W Rosji z resztą jest ten plus, że tam mnóstwo podręczników, dużo więcej niż u nas, po prostu krąży w Internecie. Nasz Chomik przy tym, co tam jest, to jest mały pikuś. Tam co prawda, nikt mi tych podręczników nie przygotowywał, ale byłam w stanie praktycznie wszystkie znaleźć w Internecie.
Najbardziej dziwny system był w Stanach. Nie zdecydowałam się z niego skorzystać, bo w Stanach studenci zobowiązani są do kupowania podręczników. Nie mogą kserować. Nie mogą też za bardzo pożyczać z biblioteki. Jest wypożyczalnia podręczników, ale to też jest płatne. Na tej uczelni, gdzie byłam, jest biuro gdzie można było przynieść te książki, żeby oni je zeskanowali… ale oni te książki niszczyli. Rozcinali je i wrzucali luźne kartki. Podejrzewam, że po prostu mieli „podajnik”. Chodziło o to, żeby człowiek nie musiał stać i przekładać kartek, tylko żeby wrzucić stos papieru i żeby skaner go sobie przekładał. Tylko to się wiązało z tym, że taka książka się potem nie nadawała do użytku, więc jak ja bym kupiła książkę za 20 czy 50 dolarów, bo takie tam są ceny podręczników, to nie byłabym w stanie jej później sprzedać. A nie mogłam skorzystać z tej wypożyczalni uniwersyteckiej, bo tam trzeba było zwrócić książki w nienaruszonym stanie, więc zrezygnowałam z tego. Na szczęście udało mi się jakoś przebrnąć przez te zajęcia, bo tak naprawdę tylko na jednych zajęciach był potrzebny podręcznik.
Prawda też jest taka, że na większość z tych wyjazdów: do Hiszpanii, do Włoch na początku pojechała ze mną moja mama i spędziła tam ze mną tydzień, więc też ona mi trochę pomagała w orientacji przestrzennej.

No właśnie bardzo mnie to interesowało, jak można pojechać do obcego kraju i „Hello! Bawmy się w szukanie uniwersytetu, mieszkania itp.”?

Nie no, mieszkanie zawsze miałam znalezione wcześniej jakoś tam przez Internet. W Hiszpanii to był akademik. No więc do Hiszpanii i do Włoch przyjechała ze mną moja mama i mi trochę pomogła. Do Portugalii pojechał ze mną, wtedy mój ówczesny chłopak. W Rosji było tak, że leciał jeszcze jeden chłopak ode mnie z uczelni na tą samą wymianę. On mi służył wsparciem, ale też była taka pani profesor, która koordynowała tą całą wymianą polsko- rosyjską. Polka z pochodzenia, mówiąca po polsku, znalazła mi zaraz dwie studentki, które mi pomogły, które chciały się uczyć polskiego, więc ja je trochę uczyłam języka, a one mi trochę pomagały i taka to była wymiana.
No i w stanach z kolei jest taki system, że wszyscy studenci, którzy przyjeżdżają z zagranicy, dostają miejscowego studenta, który jest w stanie wprowadzić w meandry życia akademickiego. Pokazać co, gdzie, jak itd. Mi się akurat trafiła bardzo fajna dziewczyna i bardzo dużo czasu spędzałyśmy razem, więc ona na początku pokazała mi co gdzie jest.

Jak się czułaś w czasie tych wszystkich wyjazdów? Czy nie czułaś się samotnie? Bo jednak jest to spore wyzwanie, wyjechać, zostawić wszystkich swoich przyjaciół. Jasne! Możesz tam poznać nowych, ale jednak będąc osobą niewidomą jest to utrudnione. Jakie miałaś do tego podejście?

Jest to faktycznie problem. Na pewno w przypadku osób niewidomych ten proces pozyskiwania znajomych jest dłuższy. W sytuacji, kiedy przyjeżdżasz na Erasmusa na parę miesięcy i jesteś niewidomy trwa to dłużej, bo jednak osoby pełnosprawne po prostu mogą same wyjść na imprezę jedną, drugą erasmusową i poznać jakichś ludzi. Ja się nigdy nie odważyłam pójść totalnie sama, więc zawsze się podpytywałam znajomych, czy ktoś idzie i wtedy ewentualnie z nimi wychodziłam.
Wychodziłam dużo, bo akurat w Hiszpanii tak się udało, że zapisałam się na początku na kurs katalońskiego, bo w Barcelonie mówi się po katalońsku. Był bezpłatny kurs dla osób, które przyjechały tam na studia. Nie byli to tylko erasmusi, ale było też sporo osób z Ameryki Południowej albo z innych części Hiszpanii. Dzięki temu poznałam bardzo dużo ludzi hiszpańskojęzycznych. Bo na tym mi głównie zależało, jadąc do Hiszpanii, żeby ćwiczyć hiszpański. I tam nawiązałam pierwsze i właściwie najważniejsze znajomości, które przetrwały przez całego mojego Erasmusa. Tam taką paczkę żeśmy stworzyli i wyjeżdżaliśmy razem na wycieczki, chodziliśmy na imprezy. I też dzięki nim bardzo dużo zwiedziłam, bo też byli zainteresowani zwiedzaniem, a nie tylko chodzeniem do barów.

Czym według Ciebie jest w praktyce Erasmus lub tego rodzaju wymiany zagraniczne?

Dla osoby niewidomej, czy tak w ogóle?

Dla niewidomej i dla ciebie. Bo wiesz, ja też już mam takie doświadczenia z rozmów ze znajomymi i domyślam się, że Erasmus nie jest stricte dla rozwoju naukowego, bo jednak są różnice programowe itp. Itd. Więc czym to było dla ciebie?

Dla mnie przede wszystkim wybór kierunku wyjazdu był związany z językiem. To zawsze były miejsca, gdzie chciałam jechać, żeby ćwiczyć język… kolejny, którego akurat miałam fantazję zacząć się uczyć. Więc najpierw Hiszpania, potem Włochy, Rosja, Portugalia… no Stany to wiadomo, angielski znałam wcześniej, ale akurat pojawiła się taka możliwość, żeby pojechać do Stanów… Stany akurat zawsze mnie fascynowały, bo to jest takie trochę dla nas w Polsce, może nawet w Europie, mityczne miejsce. Jesteśmy wychowani praktycznie na tej amerykańskiej kulturze: oglądamy filmy, seriale, książki i stwarzamy sobie taką wizję tego, jak tam jest. Chciałam zobaczyć jak tam jest naprawdę. A te wszystkie inne miejsca to był język i to zawsze był mój priorytet, żeby nie być z Erasmusami innymi, tylko właśnie z ludźmi mówiącymi w tym konkretnym języku.
Po drugie, czym okazał sie dla mnie Erasmus, zwłaszcza ten pierwszy, w Hiszpanii, bo on był najdłuższy, to kolejny krok do samodzielności, bo np. w Hiszpanii po raz pierwszy musiałam gdzieś samodzielnie polecieć samolotem. W Polsce zdarzyło mi się latać, ale zawsze było tak, że ktoś mnie na lotnisko odprowadzał, a potem ktoś mnie na lotnisku odbierał. A w Barcelonie musiałam dostać się do Madrytu i później z lotniska w Madrycie dotrzeć do mojej koleżanki.

I jak to się sprawdza? Bo sam ostatnio o tym mówiłem, że np. na lotnisku w Ukrainie otrzymałem asystenta osoby niepełnosprawnej, który nie mówił po angielsku i pokazywał mi na zegarku godzinę, zakładając, że ją zobaczę.

To ja tak miałam, jak po raz pierwszy z Hiszpanii leciałam do Włoch. Też okazało się, że mój asystent nie zna angielskiego, ale że on mówił po włosku, a ja po hiszpańsku to jakoś żeśmy się dogadali. No ale asysta jest dopiero niestety przy check in’ie, musisz sam się dostać na to lotnisko, dojść do okienka i powiedzieć „Hello! Potrzebuję asystę!”. Więc za pierwszym razem to było dla mnie dosyć trudne. Po wyjściu z pociągu, pytałam ludzi „Przepraszam, którędy do hali głównej?” a oni mnie kierowali. Oczywiście łatwiej jest na mniejszych lotniskach. Hiszpania ma taką specyfikę, że jest dużo tych mniejszych lotnisk, które są intuicyjne, w przeciwieństwie do tego np. w Barcelonie.
I jeszcze jedna rzecz, którą był dla mnie Erasmus, to poszerzenie horyzontów, nie tyle naukowych, co życiowych, światopoglądowych, bo wtedy po raz pierwszy miałam przyjaciół z Ameryki Południowej, z Afryki i to było takie normalne. Ludzie byli z takich krajów, że nie potrafiłabym ich nawet wskazać na mapie np. Togo. Doświadczenie multikulturowości. W Polsce, zwłaszcza 10 lat temu, takiej multikulturowości nie było.

Czy mogłabyś dać jakieś rady osobie, która zdecydowałaby się na Erasmusa?

Na pewno, żeby nawiązała kontakt z uczelnią i żeby dowiedziała się, czy ta uczelnia w jakikolwiek sposób zapewnia wsparcie osobom niepełnosprawnym. Na pewno im większy uniwersytet, tym o takie rzeczy łatwiej. Decydując się na Erasmusa, mamy pewną listę uczelni na które możemy pojechać, więc warto odwiedzić stronę internetową każdej z nich. Są też giełdy erasmusowe, na których możemy porozmawiać z osobami, które już były na takim wyjeździe. Można też skontaktować się na swojej uczelni z biurem osób niepełnosprawnych, zapytać, czy wcześniej osoby niewidome gdzieś wyjeżdżały, a jeśli tak, to gdzie, poprosić o kontakt do tych osób.

Czy ty coś takiego zrobiłaś?

Nie, bo ja byłam pierwszą osobą niewidomą, która pojechała na Erasmusa, ale potem zwracały się do mnie takie osoby. Pani z biura poprosiła mnie, czy może przekazać mój kontakt i zgłaszały się do mnie osoby również spoza mojej uczelni.

Dzięki Wielkie za uwagę. Gdybyście chcieli się czegoś dowiedzieć w temacie wyjazdów na wymiany zagraniczne, piszcie pytania w komentarzu, a być może pojawi się jeszcze jakiś materiał z Moniką Dubiel.
Gdybyście byli zainteresowani pierwszą częścią wywiadu w formie video, zapraszam na kanał YouTube: Słabowidzący, gdzie Monika dzieli się swoimi wrażeniami z wyjazdów autostopem.:

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr sie 15, 2018 16:33 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
NIK skontrolował PFRON i pracodawców zatrudniających niepełnosprawnych. Potrzeba zmian
Źródło: businessinsider.com.pl 20.07.2018

Prawo nie pozwala Państwowemu Funduszowi Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) na to, by skutecznie kontrolował on publiczne pieniądze przeznaczone na wspieranie zatrudnienia i przeciwdziałanie negatywnym zjawiskom. Taki wniosek przynosi najnowszy raport NIK-u po kontroli PFRON-u i pracodawców, którzy otrzymali dofinansowanie z funduszu. NIK przeanalizował 34 decyzje PFRON-u wydane w latach 2015-2016 w sprawie zwrotu ponad 24 mln zł. Do 30 czerwca 2017 r. nie wyegzekwowano ani złotówki.
Każdego roku PFRON przeznacza na dofinansowanie wynagrodzeń osób niepełnosprawnych prawie 3 mld zł, czyli ponad 60 proc. swoich rocznych wydatków. Taką formą pomocy objęto około 30 tys. pracodawców i 250 tys. osób niepełnosprawnych. PFRON uzależnia kwoty dofinansowania od stopnia niepełnosprawności i schorzeń, na które cierpią pracownicy.
NIK przypomina, że w latach 2014-2016 weszło w życie kilka zmian ustawy o rehabilitacji, związanych z dofinansowaniem wynagrodzeń niepełnosprawnych. Wprowadzono m.in. stałe stawki dofinansowania dla zakładów pracy chronionej oraz innych pracodawców. Wcześniej zakłady pracy chronionej otrzymywały wyższą pomoc niż pozostali pracodawcy, a same stawki dofinansowania były uzależnione od kwoty najniższego wynagrodzenia i zmieniały się wraz z jego wzrostem.
Izba zaznacza, że zamrożenie i zrównanie tych stawek miało znaczący wpływ na zmniejszenie wydatków PFRON przeznaczonych na dofinansowanie. Z 3,23 mld zł w 2013 r. zmniejszyły się do 2,96 mld zł w 2014 r. Wpłynęło też na zmiany na rynku pracy w grupie pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne.
W Polsce zatrudnienie znalazła co trzecia z osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym. To znacznie poniżej średniej w krajach Unii Europejskiej.

NIK kontroluje PFRON i pracodawców

NIK przeprowadził kontrolę PFRON i 17 pracodawców, którzy otrzymali dofinansowanie z funduszu w latach 2014 – 2016. Sprawdzał, czy pracodawcy spełniali warunki do otrzymania dofinansowania, czy właściciele zakładów pracy chronionej prawidłowo gromadzili środki zakładowego funduszu rehabilitacji osób niepełnosprawnych i w jaki sposób je wydawali.
Izba zbadała też, jak PFRON przeciwdziałał negatywnym zjawiskom w dofinansowaniu wynagrodzeń niepełnosprawnych pracowników.
Kontrolerzy Izby porównali sytuację reprezentatywnej grupy pracowników zgłoszonych do dofinansowania za marzec 2014 r. (sprzed zmian stawek) i za grudzień 2016 r. W badanej próbie 976 osób, na koniec 2016 r. 612 pracowników nadal było objętych dofinansowaniem. Z tej liczby 45 pracowników, z uwagi na zmianę stopnia niepełnosprawności lub orzeczenia obecności schorzenia specjalnego, przeszło do grupy z wyższą stawką dofinansowania, a 22 osoby – do grupy z niższą.
"W okresie objętym analizą, tendencje zmian przyczyniających się do zastosowania wyższej stawki dofinansowania były ponad dwukrotnie silniejsze od tendencji do zastosowania stawki niższej" – stwierdza NIK w raporcie.
Izba ocenia, że zmiana stawek dofinansowania nie wpłynęła w znaczący sposób na aktywizację osób niepełnosprawnych na rynku pracy, ale przyczyniła się do postępujących przekształceń na rynku pracodawców.
Szczegółowe badanie przez NIK 17 pracodawców miało wykazać, czy faktycznie ponieśli oni koszty płacy (wynagrodzenia pracowników oraz należne składki od wynagrodzeń i zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych) terminowo i w prawidłowej wysokości, czy w aktach osobowych pracowników znajdowały się dokumenty potwierdzające ich niepełnosprawność oraz czy pracownicy faktycznie świadczyli pracę i otrzymali należne wynagrodzenie.

Wnioski z kontroli NIK

Kontrola wykazała, że większość pracodawców spełniła warunki do otrzymania dofinansowania. Najważniejsze nieprawidłowości dotyczyły niedopełnienia obowiązku terminowych wpłat składek od wynagrodzeń pracowników.
Jeden z pracodawców odprowadził składki ZUS w wysokości przez pomyłkę zaniżonej o 31 zł, dopłacając różnicę już po terminie (wysokość otrzymanego dofinansowania za ten miesiąc przekroczyła 53 tys. zł). W przypadku trzech innych pracodawców opóźnienia w zapłacie części lub całości składek i zaliczek wyniosły od kilku do kilkudziesięciu dni.
Skrajny przypadek to pracodawca, który za 32 miesiące nieterminowo opłacił zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych, składki na ubezpieczenia społeczne lub też opłacił składki w kwotach niższych, niż zadeklarował. Opóźnienia przekraczały 14 dni, największe 8 miesięcy. Wartość wypłaconego przez PFRON dofinansowania wynagrodzeń za te miesiące wyniosła prawie 1 mln 400 tys. zł.
"Podczas gdy Fundusz bezskutecznie starał się zweryfikować spełnienie warunków do otrzymania wsparcia, pracodawca otrzymywał nienależne środki za kolejne miesiące" – czytamy w raporcie Izby.
Z kontroli NIK, ale i kontroli przeprowadzonych przez urzędy skarbowe, wynika że są przypadki finansowania ze środków z zakładowego funduszu wydatków niezgodnych z ustawą lub rozporządzeniem ministra pracy.
Przykład? Pracodawca, który w dwa tygodnie po zatrudnieniu członka rodziny z orzeczeniem o niepełnosprawności, częściowo sfinansował mu zakup samochodu osobowego (130 tys. zł z ceny wynoszącej 190 tys. zł) ze środków ZFRON na indywidualny program rehabilitacji. Pracownik stał się jego właścicielem. Samochód nie był jednak w żaden sposób przystosowany do potrzeb osoby niepełnosprawnej. Pracodawca wyjaśnił, że zaakceptował taki wydatek, bo środki zgromadzone na ZFRON wystarczyły i na zakup wybranego modelu samochodu, i na zaspokojenie potrzeb pozostałych niepełnosprawnych.
NIK stwierdził też, że niektórzy pracodawcy wykorzystywali środki zgromadzone na rachunkach ZFRON na cele niezwiązane z rehabilitacją pracowników niepełnosprawnych. Traktowali je najczęściej jako źródło darmowych pożyczek, które pozwalały regulować bieżące zobowiązania i poprawić płynność finansową firmy.
Każdy wydatek niezgodny z przeznaczeniem środków, pracodawca musi zwrócić 100 proc. na rachunek ZFRON i wpłacić "karną" opłatę na rachunek PFRON.
Po przeprowadzeniu kontroli pracodawców i PFRON, NIK proponuje m.in., by wprowadzić do ustawy o rehabilitacji przepisy, określające termin zwrotu do ZFRON pełnej kwoty pobranej na cele niezgodne z przeznaczeniem i ustalić maksymalną wysokość opłaty karnej. Izba uważa też, że ustawa o rehabilitacji powinna przewidywać możliwość zablokowania przez PFRON, w szczególnie uzasadnionych przypadkach, wypłaty dofinansowań. Podobnie powinno być w przypadku blokowania przez pracodawców kontroli prowadzonych przez Fundusz.
"W okresie badanym przez NIK mała była skuteczność kierowanych przez PFRON do organów ścigania zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z dofinansowaniem. Spośród wszystkich 18 zawiadomień, dotyczących 35 pracodawców, tylko w jednej sprawie został skierowany do sądu akt oskarżenia, a osiem spraw zakończyło się umorzeniem (pozostałe pozostawały w toku)" - czytamy w raporcie.
NIK przeanalizowała 34 decyzje PFRON wydane w latach 2015 – 2016 w sprawie zwrotu ponad 24 mln zł. Do 30 czerwca 2017 r. nie wyegzekwowano ani złotówki.
W ewidencji księgowej PFRON brak było kluczowych danych, dotyczących stanu zaległości z tytułu nienależnie pobranego dofinansowania, przypisów należności oraz kwot środków wyegzekwowanych. Duże były też opóźnienia w przekazywaniu spraw pomiędzy komórkami. Luki w wewnętrznych zasadach obiegu dokumentów spowodowały, że niektórych decyzji w sprawie zwrotu dofinansowania nie ujęto w ewidencji księgowej, a spraw nie skierowano do windykacji.
Kontrola NIK wykazała 4 decyzje wydane w latach 2015-2016 na łączną kwotę 5,2 mln zł, których nie przekazano do postępowania windykacyjnego (z czego jedna sprawa dotyczyła decyzji zaksięgowanej). Dokonany później przez PFRON przegląd 1,9 tys. postępowań pozwolił na zidentyfikowanie 34 dodatkowych takich przypadków na łączną kwotę 2,3 mln zł.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn sie 27, 2018 12:21 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Facebook 24.08.2018
Ola Zawieja

Czym jest bycie niewidomym?
Zdaniem wielu końcem wszystkiego, bo jak człowiek ma żyć w przerażającej ciemności i sobie radzić.
Tylko mało kto wie, że czuję coś całkiem innego.

Nie zawiązuj sobie oczu czarną chustką i nie chodź z rękoma wyciągniętymi przed siebie, by poczuć się jak ja. Wyobraź sobie ogromne pomieszczenie, nie ma ścian ani sufitu, jest to np. ogromna hala. Stoisz w miejscu. Nie musi być ciemno, możesz wyobrazić sobie szarość lub gęstą mgłę. Nie każdy niewidomy ma przed oczami całkowitą ciemność.
Teraz wyobraź sobie tętniące życiem miasto. Stoisz na chodniku wśród mijającego cię tłumu, obok jeżdżą auta, hałas zagłusza myśli.
Teraz połącz obie te rzeczy! Co ci wyszło?
Stoisz sam w ogromnej hali, absolutna pustka, ale słyszysz i czujesz wszystko to, co na chodniku wielkiego miasta. Słyszysz trąbiące auta, ludzkie głosy, pikanie świateł i masę innych dźwięków. Wszystkie tazem tworzą chaos, ciężko wyłapać te istotne. Czujesz, że ludzie cię potrącają ze wszystkich stron, nie masz gdziw się odsunąć i z nerwów zapominasz jak wyglądał chodnik przed tobą, w jakiej odległości są lampy, śmietnik, drzewo czy zakręt, przejście. Słyszysz światła i nie możesz do nich dotrzeć, bo widzisz tylko pustkę. Nerwowo się rozglądasz, obracasz się wokół własnej osi, ale pustka uparcie nie znika. Pojawia się strach.
Tak czuje się niewidomy w mieście, ale i w każdej dziedzinie życia. Bycie niewidomym to więc jedna wielka pustka przed oczami, która w rzeczywistości jest pełna... wszystkiego. Tylko nie dla nas.
Każdy jest też inny i inaczej się w niej porusza, ale stresu nie czuję tylko w domu. Nie panikuję na zewnątrz, jednak w obcym miejscu mogę sobie nie poradzić, a w dobrze znanym każda zmiana na zapamiętanej drodze potrafi wywołać stres. Aby dostrzegać przeszkody na chodniku, muszę poruszać laską na boki, wypukłości przy przejściu mówią mi, kiedy przystanąć, a linie prowadzące ułatwiają przejście. Mam nawyk szukania ręką ściany, barierki, bo gdy czegoś się złapię, czuję się pewniej. Gdy dotykasz ściany w pustym pomieszczeniu, próbujesz iść wzdłuż niej. To punkt zaczepienia, tak istotny, a tyle osób opluwa barierki i oblepia gumami, że strach dotknąć. Każda napotkana przeszkoda jest dla mnie punktem orientacyjnym do zapamiętania, by iść pewniej. Dlatego też uczą nas orientacji przestrzennej - bo gdy w pustym pomieszczeniu nie widać przeszkód, trzeba zapamiętać gdzie są, by nie czuć strachu przed zrobieniem kroku. Nie wystarczy tylko dać laskę do ręki. Osobom tracącym wzrok jest potrzebny tyflopedagog, instruktor orientacji przestrzennej, bardzo przydaje się nauka Brajla, a każdy i tak osiąga inny stopień zrehabilitowania - mniejszą czy większą samodzielność.

Nie przeszkadza mi ciemność, tylko brak przed oczami wszelkich przedmiotów, które są tuż obok. Nie ma dla mnie też ludzi, ktorzy mijają, potrącają,. Są ich głosy w pustej przestrzeni. Nie przeszkadza mi, że teraz piszę na telefonie bez widzenia ekranu, a używając udźwiękowienia (tylko to zresztą znam), że krojąc ogórka nóż widzę przez dotyk obu rąk i tak poznaję nowe rzeczy, że nie ma dla mnie kolorów, widoków, uśmiechu dziecka, słońca, przez co innym byłoby przykro. Mi przeszkadza i utrudnia życie pusta przestrzeń, w której muszę się poruszać. To odpowiedź na to, dlaczego nie mówię pierwsza "dzień dobry", nie ustępuję drogi na chodniku i wpadam nawet na ludzi czy nie trafiam prosto w otwarte drzwi autobusu, ręką w guzik. Czasem czuję się jak ostatnia niemota, bo widzący nie mają takich problemów i wielokrotnie tego nie rozumieją.

Może teraz więcej osób nas zrozumie i wyobrazi sobie, z czym się zmagamy, a więc może też chcąc pomóc, zrobi to w bezpieczny sposób, bez paniki i strachu - które paraliżują działanie. Nie widzę i nie gryzę, dążę po prostu do wzajemnego zrozumienia. To nic trudnego.
http://www.warszawa.pl/miasto/nie-zasta ... iewidomym/

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn wrz 17, 2018 11:08 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Etat wciąż daleko. Nie tylko w Polsce
Źródło: niepełnosprawni.pl 10.09.2018
Autor: Ilona Berezowska

Otwarty rynek pracy w Europie, starzenie się społeczeństwa, konflikty zbrojne, nierównowaga demograficzna i stan budżetu państw – to czynniki, które zmuszają rządy do aktywizacji zawodowej osób pozostających długo bez pracy, kobiet z przerwą zawodową w życiorysie, osób starszych i wreszcie... osób z niepełnosprawnością. Niestety, nie wszędzie deficyt pracowników oznacza, że praca czeka na każdego. Forum Ekonomiczne w Krynicy było doskonałą okazją, by sprawdzić, jak ta kwestia wygląda w krajach naszego regionu.
- Przeszkody w pełnej integracji na europejskich rynkach pracy widzę dwie. Pierwszą jest nastawienie ludzi. Niestety nadal dominuje przekonanie, że osoby niepełnosprawne są mniej sprawne zawodowo, chociaż są przecież świetnymi pracownikami. Ten problem możemy rozwiązać tylko przez edukację – mówił Ioannis Dimitrakopoulos, dyrektor Działu Równości i Praw Obywatelskich w Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej.
Zwrócił uwagę, że w zmianie nastawienia może pomóc integracja prowadzona już w szkołach. Młodzi ludzie, którzy przebywają w środowisku osób z różnymi rodzajami niepełnosprawności, są bardziej skłonni do akceptowania różnorodności w późniejszym etapie swojego życia.

Potrzeba „agresywnego” sposobu

Drugą barierą, stojącą na drodze zawodowej aktywizacji, są – zdaniem Ioannisa Dimitrakopoulosa – koszty.
- Zmiany architektoniczne i infrastruktury są w tym procesie niezbędne, a są związane z wydatkami – podkreślił. – Budynki na etapie projektowania nie były tworzone z myślą o niepełnosprawności, wymagają remontów i przebudowy. To się zmienia, ale bardzo powoli. Wyzwaniem jest dostosowanie miejsc pracy w taki sposób, żeby były dostępne dla pracowników bez względu na to, czy są pełnosprawni, czy niepełnosprawni. Tego jeszcze nie osiągnęliśmy, chociaż są już miasta, które do tego dążą. Są też firmy, które działają aktywnie nad dostosowaniem miejsc pracy u siebie. Jednak na globalny efekt będziemy musieli poczekać.
Ioannis Dimitrakopoulos widzi jednak światełko w tunelu.
- Na pewno Europejski Akt o Dostępności to krok w dobrą stronę, ale potrzebujemy bardziej skutecznego, a nawet powiedziałbym „agresywnego” sposobu, by zwiększyć obecność pracowników niepełnosprawnych na rynku pracy – podsumował przedstawiciel Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Grecja: ślad po kryzysie

Ioannis Dimitrakopoulos zwrócił też uwagę, że zachodzące zmiany najwolniej odczują pracownicy z niepełnosprawnością intelektualną. Dla nich bariery na rynku pracy są największe i zdaniem unijnego eksperta, mają swoje źródło w braku akceptacji społecznej dla tej grupy.
W jego rodzinnej Grecji, która jeszcze pięć lat temu szybko dostosowywała rynek pracy do potrzeb różnych grup społecznych, na drodze do sukcesu stanął kryzys gospodarczy.
- Wszystko szło w dobrym kierunku i śmiało można powiedzieć, że proces integracji nabierał tempa, aż do 2012 – podkreślił. – Potem nastąpił kryzys gospodarczy i pojawiły się problemy. Programy i działania z tym związane zostały przez ten kryzys poważnie dotknięte. Zabrakło pieniędzy. Teraz powoli organizacje odpowiedzialne za działania wobec osób z niepełnosprawnościami wznawiają swoje działania, ale wciąż jest bardzo dużo do zrobienia, zwłaszcza w kwestii nastawienia społecznego. Nadal brakuje akceptacji czy społecznego zezwolenia na funkcjonowanie osób niepełnosprawnych intelektualnie w sposób samodzielny w społeczności. Dużo jest również do zrobienia w obszarze dostępności. Na tej kwestii również kryzys gospodarczy zostawił swój ślad i nie jest on pozytywny.

Ukraina: niepełnosprawność traci na znaczeniu

Z kolei na Ukrainie rząd mówi o umiarkowanym sukcesie. Przyczynił się do niego brak pracowników na lokalnym rynku, ale również większe zainteresowanie losem osób, których niepełnosprawność jest wynikiem wojny z Rosją.
- Mamy program wspierania osób niepełnosprawnych, co jest silnie związane z Konwencją o prawach osób niepełnosprawnych – przekonywał Andrij Rewa, minister polityki społecznej Ukrainy. – Dotyczy on bardzo różnych obszarów, ale aktywizacja zawodowa jest dla nas kluczową kwestią. Ukrainę opuściło 3 mln ludzi. Znaleźli zatrudnienie w innych krajach, więc teraz nasi pracodawcy cierpią na niedobór pracowników. Jeśli więc jest osoba, która chce pracować, a do tego jest dobrze wykształcona i przygotowana do swojego zawodu, to niepełnosprawność traci na znaczeniu. Nie jest rzadkością, że pracodawca szukając mówi: „dajcie mi pracownika, który jest mi potrzebny, a to, czy jest pełnosprawny, czy nie, mnie nie interesuje”. Tacy pracodawcy wyrażają również gotowość do dostosowania miejsca pracy we własnym zakresie.
Na Ukrainie zatrudnianie osób z niepełnosprawnością jest wymogiem prawnym, obwarowanym sankcjami.
- Z jednej strony pracodawcy potrzebują pracowników i są skłonni zatrudniać także pracowników z niepełnosprawnością, z drugiej zaś strony nasze prawo wymaga, by co najmniej 4 proc. załogi stanowiły osoby niepełnosprawne – podkreślił Andrij Rewa. – Jeśli przedsiębiorca nie spełni tego wymogu, jest zmuszony zapłacić karę. Te pieniądze trafiają na specjalny fundusz, a stamtąd na tworzenie odpowiednich miejsc pracy. I to działa. Przez ostatnie dwa lata liczba kar administracyjnych z tytułu niezatrudniania osób niepełnosprawnych spadła.

Przywrócić weteranów społeczeństwu

Według informacji ukraińskiego Ministerstwa Polityki Społecznej, 300 tys. ludzi szuka na Ukrainie pracy. W tej grupie jest również niewielki w stosunku do poprzednich lat udział pracowników z niepełnosprawnościami. Nie wszystko jest jednak załatwione.
- Podstawową barierą dla osób niepełnosprawnych na ukraińskim rynku pracy jest transport, ale nad tym też pracujemy – zapewnił minister Rewa. – Szukamy firm, które zdecydują się takie usługi specjalistyczne świadczyć. Celem rządu Ukrainy jest integracja i system, który łączy społeczeństwo. Osoby niepełnosprawne są integralną częścią społeczeństwa, a tym samym także rynku pracy.
Andrij Rewa podkreślił, że praca może stanowić sposób na rehabilitację społeczną.
- Mamy na Ukrainie szczególną grupę osób niepełnosprawnych – zaznaczył. – To ludzie, którzy zostali ranni w wojnie z Rosją. Dla nich mamy osobny program wsparcia, szczególnie dla tych rannych, którzy pracują. Chcemy przywrócić ich społeczeństwu poprzez pracę.

Litwa: najważniejsze kwalifikacje

Na Litwie temat osób z niepełnosprawnością w pracy jest dyskutowany, ale według Virginijusa Sinkeviciusa, ministra gospodarki tego kraju, znacznie więcej uwagi poświęca się dostępności niż samemu zatrudnianiu.
- Z optymizmem patrzę na prace nad dostępnością – podkreślił minister Sinkevicius. – To się dzieje nie tyle na szczeblu rządowym, co raczej samorządowym. Włodarze miast wykazują się tutaj dużą aktywnością – i dobrze, że tak się dzieje, bo dostępne miasta to przecież ułatwienie dla wszystkich w codziennym życiu. W tej kwestii zgadzamy się wszyscy, zwłaszcza że Litwa jest szybko starzejącym się społeczeństwem. Znalezienie więc środków na dostosowanie w budżecie jest palącą kwestią.
Litewski minister przyznał, że wprawdzie na szczeblu rządowym toczy się dyskusja nad integracją i aktywizacją, ale jest jeszcze sporo do zrobienia.
- Dyskusja nad tym, czy osoby niepełnosprawne są ważną częścią litewskiego rynku, jest zupełnie abstrakcyjna, gdy mówimy o korzyściach dla ekonomii. Oczywiście, że są – podkreślił Virginijus Sinkevicius. – Najważniejszym problemem, nad którym musimy pracować na Litwie, jest integracja, to od niej zaczyna się pełny dostęp do rynku pracy. Pracownicy z niepełnosprawnościami muszą być traktowani na równi z pełnosprawnymi, mieć takie same pensje i możliwości awansu. Nie ma znaczenia, czy mówimy o osobach niepełnosprawnych, kobietach, czy osobach w dojrzałym wieku. Za tę samą pracę powinno się zarabiać takie same pieniądze. Chcemy uniknąć sytuacji, że ktoś jest zatrudniany z powodu swojej niepełnosprawności albo z tego powodu nie jest zatrudniany. To nie ten czynnik powinien decydować, a kwalifikacje, ale jesteśmy na początku drogi.

Chorwacja: na razie nie to tempo

Na początku drogi jest także Chorwacja, która dopiero wdraża program aktywizacji zawodowej.
- Wyzwaniem jest dla nas dostępność miejsc pracy, transport, dostosowanie miast – mówił Miro Kovac, były minister spraw zagranicznych Chorwacji. – Wdrażamy reformy, robi to zwłaszcza Ministerstwo Pracy. Bezrobocie w Chorwacji spada, ale jednocześnie nie ominęły nas problemy, z którymi borykają się państwa tej części Europy. Nasi dobrze wykwalifikowani pracownicy wyjeżdżają do innych krajów Europy. Mamy nierównowagę ekonomiczną i demograficzną. To wymusi w przyszłości aktywizację osób niepełnosprawnych. Na razie jeszcze się to nie dzieje w tempie, jakiego byśmy sobie życzyli.

Serbia: na papierze wszystko świetnie

Także Serbia nie znalazła jeszcze rozwiązania problemów, które trzymają osoby z niepełnosprawnością z dala od rynku pracy.
- Mój kraj nie różni się specjalnie od innych – mówiła Gordana Comic, wiceprzewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Serbii. – Na papierze wszystko wygląda świetnie. Jest dobre prawo, jest obowiązek zatrudniania osób niepełnosprawnych, zwłaszcza w sferze budżetowej. Prawo i programy wsparcia są naprawdę dobre. Wprowadzanie zmian w życie – to już całkiem inna historia i wygląda gorzej od deklaracji. Moje ugrupowanie chciałoby rozpocząć dialog, który doprowadziłby do wypracowania czegoś bardziej namacalnego, konkretnego, ale to długi proces. Na razie prawo mówi, że trzeba wspierać takich pracowników, ale nie ma narzędzi, żeby to kontrolować. Mamy naprawdę dużo do zrobienia, by integrować osoby niepełnosprawne z resztą społeczeństwa i rynkiem pracy. To rola dla nas, polityków, ale także dla mediów i społeczeństwa. Trzeba o tym mówić, pytać o to, dociekać, dlatego nie zatrudnia się osób niepełnosprawnych, skoro prawo tego wymaga.
Od Gordany Comic dowiadujemy się, że również kwestia dostępności pozostaje jeszcze w sferze teoretycznej i nawet nowo budowane obiekty nie zawsze są dostępne dla osób na wózkach, nie są na nich także umieszczane napisy i oznaczenia dla osób niewidomych.
- Nie chcę tylko krytykować, bo są i dobre przykłady w Serbii, a przecież to niezwykle ważne, żeby osoby niepełnosprawne miały możliwość prowadzenia życia niezależnego finansowo – podkreśliła serbska deputowana. – Jakieś ruchy widać, ale na pewno nie są satysfakcjonujące. Chciałabym dożyć takiego momentu w Serbii, kiedy dostępność będzie czymś naturalnym, a osoby niepełnosprawne będą traktowane na równi z innymi. Ten moment jeszcze u nas nie nastąpił.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 10, 2018 10:41 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna 2018-10-01
autor: Agnieszka Pokojska, oprac.: GR

W tym roku do organizacji pożytku publicznego trafiło ponad 761 mln zł – podało Ministerstwo Finansów w informacji dotyczącej 1 proc. należnego podatku dochodowego przekazanego w rozliczeniu za 2017 r. – czytamy w Dzienniku Gazecie Prawnej.
To o 101 mln zł więcej niż w ubiegłym roku i o 143,5 mln zł więcej niż dwa lata temu. Średnio każdy z podatników zasilił konto wybranej OPP kwotą 53 zł.
Na przekazanie 1 proc. PIT organizacjom pożytku publicznego zdecydowało się w tym roku 14,1 mln osób. Najwięcej z nich, bo 2167 rozlicza się w urzędach podległych Izbie Administracji Skarbowej (IAS) w Warszawie, 1853 podatników składa swoje zeznania w organach podległych izbie katowickiej.
W sumie obdarowanych zostało ponad 8,7 tys. organizacji pożytku publicznego (rok wcześniej 8,2 tys.). Jedna trzecia całej kwoty przekazanej przez podatników PIT w rozliczeniu za 2017 r.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 10, 2018 10:42 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: BIP nr 18 (185), wrzesień 2018

Fundacja Reo zachęca miłośników przyrody do odwiedzania portalu reo.pl, w którym podejmowane są tematy związane z ekologią, zrównoważonym rozwojem, problemami współczesnego świata i ochroną środowiska. Oprócz wersji tekstowej na portalu zamieszczone są nagrania publikowanych tekstów, które można znaleźć, wchodząc w zakładkę Audio Reo dostępną pod adresem: https://www.reo.pl/category/audio-reo/

Informacje zamieszczone na stronie reo.pl podzielone są na działy: Opinie, Świat, Energia, Techno, Ekologika, My z XXI wieku, Kalejdoskop oraz Audio Reo, gdzie znajdują się wszystkie artykuły z wyżej wymienionych działów, dostępne w wersji dźwiękowej.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 10, 2018 10:44 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Pomarańcze w diecie zmniejszają ryzyko rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej
Źródło: BIP nr 18 (185), wrzesień 2018

Badacze z Center for Vision Research działającego przy Westmead Institute for Medical Research przeprowadzili wywiady z ponad 2 tysiącami australijskich dorosłych w wieku powyżej pięćdziesiątki, po czym obserwowali ich przez 15 kolejnych lat.
Okazało się, że u osób, które spożywały co najmniej jedną porcję (kilkadziesiąt gramów) pomarańczy każdego dnia, ryzyko rozwinięcia się w przyszłości zwyrodnienia plamki żółtej (AMD) było o 60 proc. niższe. AMD to groźna choroba prowadząca do pogorszenia się ostrości widzenia, ubytków w widzeniu, a niejednokrotnie nawet do ślepoty. Nie ma na nią lekarstwa.
– Odkryliśmy, że ludzie, którzy jedzą co najmniej jedną porcję pomarańczy każdego dnia, mają zmniejszone ryzyko rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej w porównaniu z osobami, które nigdy nie spożywają pomarańczy. Ale już nawet jedzenie pomarańczy raz w tygodniu wydaje się przynosić znaczące korzyści – wyjaśnia główna autorka pracy, prof. Bamini Gopinath.
Przed chorobą chronią najprawdopodobniej zawarte w tych owocach silne przeciwutleniacze – flawonoidy. Co interesujące, australijski zespół przebadał również inne rodzaje żywności zawierające flawonoidy, na przykład herbatę, jabłka, czerwone wino. Ale tylko pomarańcze mają takie działanie. Według zespołu najlepiej jeść je codziennie.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 15, 2018 09:27 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: BIP nr 19 (186) październik 2018

27 września 2018 r. w gmachu Sejmu odbyło się wyjątkowe wydarzenie: Parlamentarny Zespół ds. Osób z Niepełnosprawnością Narządu Wzroku oraz Polski Związek Niewidomych zorganizowali konferencję pod patronatem Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego „Zobaczyć rehabilitację osób niewidomych i słabowidzących”. Współorganizatorami wydarzenia były: Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, Fundacja Edukacji Nowoczesnej, Fundacja Szansa dla Niewidomych, Fundacja Vis Maior oraz Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych i Słabowidzących „Tęcza”.
Obecni byli senatorowie, posłowie, przedstawiciele kancelarii Prezydenta RP, Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, dyrektor biura pełnomocnika rządu, przedstawiciele PFRON, Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, Związku Banków Polskich, Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Głównym celem konferencji było przybliżenie parlamentarzystom, przedstawicielom rządu, czym jest rehabilitacja osób z dysfunkcją wzroku. Słuchaczy wprowadziła w temat przedstawicielka Polskiego Związku Niewidomych, Elżbieta Oleksiak. Konferencja podzielona była na pięć bloków tematycznych. Za pierwszy z nich, pt.: „Rehabilitacja podstawowa – konieczność czy luksus” odpowiedzialna była Fundacja Vis Maior, za: „Małe niewidome dziecko” odpowiadało Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych „Tęcza”, „Rehabilitację na każdym poziomie edukacji” poprowadziła Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, „Rehabilitację zawodową” Fundacja Edukacji Nowoczesnej, a „Dostępność” Fundacja Szansa dla Niewidomych.

Czym jest rehabilitacja?
Rehabilitacja osób z dysfunkcją narządu wzroku to proces składający się z serii ocen diagnostycznych oraz cyklu ćwiczeń, które mają pomóc osobom niewidomym i słabowidzącym, zarówno dorosłym, jak i dzieciom, w pokonaniu skutków deficytów wzroku. Jej celem jest nauka umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach życia codziennego metodami bezwzrokowymi lub z wykorzystaniem resztek widzenia. Metody i zakres rehabilitacji uzależnione są od wieku osoby rehabilitowanej, czasu powstania dysfunkcji i możliwości psychofizycznych.
Rehabilitacja osób z dysfunkcją narządu wzroku obejmuje:
•rehabilitację psychologiczną,
•naukę wykonywania codziennych czynności, takich jak sprzątanie, gotowanie,
•naukę samodzielnego, skutecznego i bezpiecznego poruszania się, również z białą laską,
•dobór pomocy optycznych i nieoptycznych oraz naukę efektywnego wykorzystywania resztek wzroku,
•naukę alternatywnych technik komunikacji z wykorzystaniem nowoczesnych technologii komputerowych i pisma Braille’a,
•rehabilitację medyczną, zwłaszcza w przypadku osób niewidomych z dodatkowymi ograniczeniami,
•rehabilitację społeczną,
•rehabilitację zawodową.

Działania te powinny uzupełniać oddziaływania medyczne, ponieważ przynoszą one wymierne korzyści pacjentowi w postaci lepszego funkcjonowania, nawet wtedy, gdy proces leczenia nie przynosi poprawy. Ważne są także korzyści społeczne, chociażby takie, jak mniejsze koszty opieki nad osobami, które w wyniku choroby oczu stają się bezradne i niepełnosprawne. Wszystkie rodzaje rehabilitacji wymagają zapewnienia odpowiedniego sprzętu, wykształconej kadry tyflospecjalistów, przygotowania środowiska społecznego do współdziałania i współżycia z osobą z problemami wzroku, dostępu osób z uszkodzonym wzrokiem do przestrzeni publicznej, dóbr kultury, szeroko rozumianej informacji, uczestnictwa w życiu publicznym i środków finansowych.
W Polsce nie ma instytucjonalnego systemu wsparcia dla osób, które z różnych powodów tracą wzrok. Finansowanie dedykowanej im rehabilitacji jest rozproszone, a większość działań prowadzą organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia, które muszą zdobywać środki na pomoc w trybie konkursowym. Są województwa, w których w ogóle nie ma placówek oferujących tę formę rehabilitacji.
Konferencja pokazała wielki potencjał i doświadczenie organizacji pozarządowych, wszyscy wygłaszający referaty okazali się kompetentnymi specjalistami. Przedstawiciele placówek rządowych – dyrektor z PFRON Mirosław Izdebski w swej wypowiedzi podkreślił, że kompleksowość w rehabilitacji jest konieczna. Podejście systemowe powinno być zawarte w dokumentach strategicznych na rzecz osób niepełnosprawnych. Dyrektor Biura Pełnomocnika rządu ds. Osób Niepełnosprawnych – Michał Pelczarski – mówił o tzw. mapie drogowej budowy systemu wsparcia dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin, poprzedzonej regionalnymi spotkaniami konsultacyjnymi. Jednym z elementów ww. systemu wsparcia będzie zapowiedziany przez premiera Mateusza Morawieckiego Solidarnościowy Fundusz zasilany z dwóch źródeł: z części składki na Fundusz Pracy oraz z daniny solidarnościowej. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Osób z Niepełnosprawnością Narządu Wzroku Małgorzata Wypych mówiła o tym, że konieczne jest włączanie osób niewidomych i słabowidzących w prace różnych zespołów i korzystanie z ich konsultacji.
Prezes Polskiego Związku Niewidomych, która nie mogła uczestniczyć w konferencji, zgłosiła wniosek, aby konferencje na temat rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku były wydarzeniem cyklicznym. W ten sposób będzie można rozmawiać o tym, co się udało zrobić i jakie są najpilniejsze zagadnienia, które wymagają zmian. Każdy z bloków tematycznych kończył się wnioskami. Jest ich dużo. 22 października na kolejnym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu będziemy analizować wnioski, wypracowywać ich ostateczny kształt, a jego przewodnicząca Małgorzata Wypych przekaże je do odpowiednich ministerstw.

Wnioski dotyczące rodzin wychowujących niewidome i słabowidzące dzieci: •powstanie międzyresortowego programu rządowego, we współpracy z organizacjami pozarządowymi;
•ujednolicenie systemu finansowania placówek działających na rzecz małych dzieci z niepełnosprawnością wzroku;
•oddzielenie środków finansowych w ramach świadczeń gwarantowanych NFZ na rehabilitację dzieci i dorosłych, gdyż potrzeby tych grup są bardzo różne;
•włączenie do standardów finansowego wsparcia na rzecz dziecka i jego rodziny również takich zadań, jak: praca zespołu terapeutycznego, współpraca ze środowiskiem domowym oraz z innymi instytucjami zewnętrznymi, wydawanie opinii i diagnoz;
•powstanie kilku wiodących ośrodków referencyjnych specjalizujących się w diagnozie małego dziecka z niepełnosprawnością wzroku;
•wszechstronne wykształcenie specjalistów i ścisła współpraca między nimi;
•zapewnienie odpowiedniej do potrzeb dziecka formy wsparcia i liczby godzin zajęć terapeutycznych;
•wypracowanie rozwiązań formalno-prawnych umożliwiających wspieranie dziecka i rodziny poprzez udział w kilkudniowych pobytach w placówkach zapewniających wielospecjalistyczne wsparcie;
•wypracowanie rozwiązań systemowych umożliwiających wsparcie przez ośrodki specjalistyczne dzieci w edukacji włączającej;
•wypracowanie standardów współpracy nauczycieli ze szkół ogólnodostępnych ze specjalistami z ośrodków szkolno-wychowawczych;
•utworzenie sieci placówek specjalistycznych prowadzących szerokie wsparcie, np. warsztaty, szkolenia, zajęcia dla nauczycieli, rodziców i dzieci.
Transmisja z konferencji znajduje się na stronie Sejmu:
http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje_arch.xsp.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 15, 2018 09:28 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: infokatowice.pl 08.10.2018
Anna Nawrot

W Katowicach w okręgu nr 3 na miejscu 5 z ramienia Śląskiej Partii Regionalnej mamy wyjątkowego kandydata na radnego. Jest nim Krzysztof Wostal – osoba głuchoniewidoma. Czy człowiek niepełnosprawny powinien zasiadać w Radzie Miasta Katowice? W tym artykule pokażemy Wam trochę inne spojrzenie na problem niepełnosprawności w kontekście władzy samorządowej i zarządzania miastem.

Czy Krzysztof Wostal rzeczywiście jest niepełnosprawny?

Krzysztof Wostal od wielu lat jest zupełnie niewidomy. Nie widzi nawet promieni światła, zarysów osób i przedmiotów. Skończył jednak szkołę, studia pedagogiczne. Założył firmę specjalizującą się w dostosowywaniu stron internetowych do potrzeb osób z niepełnosprawnością oraz szkoleniami i audytami usług, które powinny być dostępne również dla osób niepełnosprawnych. Pracuje w Stowarzyszeniu Bona Fides audytując dostępność śląskich gmin i powiatów dla osób z niepełnosprawnościami i kilka godzin tygodniowo jest nauczycielem wspomagającym dla dzieci tracących wzrok.
W pewnym momencie swojego życia, kiedy Krzysztof już zupełnie nic nie widział, zachorował i z dnia na dzień stracił kolejne zmysły: węch, słuch, smak. Smak i węch po jakimś czasie wróciły, ale słuchu nie odzyskał nigdy. Po jakimś czasie załamania pozwolił się przekonać, by skorzystać z aparatów słuchowych. Okazało się wówczas, że uszkodzenie słuchu jest bardzo poważne, ale po długich zmaganiach udało się odzyskać rozpoznawanie mowy, ale tylko w jednym uchu i tylko przy wykorzystaniu pętli indukcyjnej. Aby porozumieć się z Krzysztofem należy mówić do mikrofonu skonfigurowanego z jego aparatem lub w bardzo bliskiej odległości głośno mówić do niego ze strony ucha słyszącego. Znam osobiście Krzysztofa – pracuję z nim. Zadziwia mnie jak codziennie pokonuje „miejską dżunglę” docierając do pracy na ul. Warszawskiej w Katowicach, a potem komunikuje się z zespołem i skupia się na swoich obowiązkach. Po efektach pracy widać, że skupia się skutecznie.
Przyznam Wam, że zwykle jak mijam na ulicy żebraków z ciemnymi okularami, ukradkiem spoglądam, czy rzeczywiście są niewidome, czy tylko zakładają okulary, by wzbudzić litość i zwiększyć skuteczność zbierania środków.
W swojej książce „Życie w zachwycie” Krzysztof opisując historię swojego życia powiedział, że kiedyś ktoś zarzucił mu, że zarabia na swojej niepełnosprawności. Rzeczywiście – prowadząc szkolenia z zasad obsługi osób niewidomych w pewnym sensie zarabia na swojej niepełnosprawności. Możecie też pomyśleć, że kandyduje do rady miasta, aby wziąć ludzi na litość – na ślepego i głuchego, ktoś może z łaską zagłosuje. Po przemyśleniu tego zarzutu, który najpierw Krzysztofa bardzo zabolał, powiedział coś, co zmieniło mój sposób postrzegania niepełnosprawności:
„Każdy człowiek jest wyjątkowy: ma talenty i jakieś defekty. Każdy człowiek ma wyzwania i każdy doświadcza sukcesów i porażek. To jak spojrzymy na swoje defekty, zależy tylko od nas. Może warto spojrzeć na nasze defekty i zmagania jak na szansę, którą dał nam Bóg. To, że jestem osobą głuchoniewidomą nie musi być porażką, ale siłą mojego życia. Dzięki temu doświadczeniu mam wiedzę, którą mogę wykorzystać dla dobra innych. Mogę pomagać osobom niewidomym i głuchym, bo lepiej rozumiem ich trudności i przeszedłem drogą wyzwań, które one przechodzą. Mogę pracować dla ludzi pełnosprawnych, ucząc ich jak należy dostosować swój przekaz do ludzi z niepełnosprawnością.”

Słucham…

Krzysztof pokazał mi, że mogę spojrzeć na osobę niepełnosprawną jak na kogoś od kogo mogę się czegoś nauczyć, a nie jak na osobę, której z poczuciem wyższości mam pomagać. Może właśnie w tym kluczu dobrze, by Krzysztof dostał się do Rady Miasta Katowice.
Na plakatach promujących kandydatów na radnych widzimy osoby przystojne, dobrze ubrane, pewne siebie, uśmiechnięte. Tak daleko im od ludzi i ich problemów.
Komunikując się z Krzysztofem trzeba pokonać wiele barier: mail odczytywany jest za pośrednictwem urządzenia odczytującego tekst, mówić trzeba do mikrofonu – wyraźnie i wolno. Mam jednak doświadczenie, że każdy kontakt z nim jest skupiony na słuchaniu i zrozumieniu się. To bardzo dobra cecha radnego. Jestem przekonana, że spotkania mieszkańców z nim, będą zawsze bardzo efektywne.

Czy człowiek niepełnosprawny może zarządzać miastem?

Krzysztof jest zatrudniony w projekcie „Śląskie bez barier”, w ramach którego na zlecenie Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej monitoruje dostępność usług świadczonych przez samorządy: edukacji, pomocy społecznej, kultury itp., ale też dostępność przestrzeni publicznej. Miasto Katowice zostało zaproszone do tego projektu. Zyskało szansę na bezpłatny zewnętrzny audyt usług zakończony raportem i doradztwo w zakresie zwiększenia dostępności dla osób niepełnosprawnych. Katowice odmówiły audytu, uzasadniając że są wystarczająco dostosowane i niczego nie trzeba tu zmieniać.
Czy rzeczywiście niczego nie trzeba zmieniać? Guzy, które Krzysztof łapie przedzierając się codziennie przez miejską dżunglę pokazują, że wciąż jest tu jeszcze bardzo wiele do zrobienia, by przestrzeń miejska była przyjazna. Skrzyżowanie linii tramwajowych na katowickim rynku jest niebezpieczne nawet dla osób widzących, złe faktury na chodnikach, słupki utrudniające dojście nawet do przejścia dla pieszych, źle zaparkowane samochody, źle ustawione znaki drogowe – to prawdziwa zmora Katowic, która nie przystoi miastu wojewódzkiemu o renomie europejskiej.
Udostępnianie przestrzeni i usług świadczonych przez samorządy dla osób starszych, niepełnosprawnych, ale też matek z dziećmi w wózkach, czy osób chwilowo osłabionych – to priorytet Krzysztofa. Warto, by w Radzie Miasta Katowice obecne było również takie spojrzenie.
Obecność Krzysztofa w Radzie będzie wymagało zwiększenia kultury obrad. Konieczne będzie korzystanie z pętli indukcyjnej i zaniechanie kłótni, bo aby Krzysztof Słyszał w jednym momencie będzie mogła mówić tylko jedna osoba. Może taka kultura i otwartość na słuchanie, przydałaby się całej Radzie Miasta Katowice?

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 24, 2018 12:31 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Facebook 15.10.2018
Ścieżka dostępu - podziel się przestrzenią

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Białej Laski - ta kartka w kalendarzu przypomina o tym, że na całym świecie żyje ponad 200 milionów ludzi z zaburzeniami widzenia - wśród nich prawie 50 milionów osób niewidomych. W samej Polsce szacunki pokazują prawie 2 miliony osób z dysfunkcją wzroku! Dodajmy do tego kwestię starzejącego się społeczeństwa i miliony młodych ludzi wpatrzonych w ekrany smartfonów i tabletów...
Czego życzyć wszystkim tym, którym biała laska towarzyszy na codzień? Myślę, że przede wszystkim ludzkiej życzliwości wokół, otwartych umysłów. Od tego zaczyna się dostępność - przestrzeni, usług... wszystkiego! I na tym się kończy. Możemy obrajlowić świat, możemy dorzucić w bonusie tuzin fantastycznych aplikacji na telefon. Ale to wszystko jest pięknym dodatkiem. Tylko komunikacja społeczna, empatia i dobra energia naprawdę zmienia świat!

Moc uścisków, drodzy ścieżkowicze! Małgorzata.
https://www.youtube.com/watch?v=sEZd2jevpqU

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 24, 2018 12:31 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: niepełnosprawni.pl 15.10.2016
Autor: Mateusz Różański
Źródło: perkins.org

To chyba rodzaj sprzętu najbardziej kojarzony z osobami niewidomymi. Zwana „blondynką” biała laska jest dla wielu z nich kluczem do samodzielności. 15 października ma swoje święto. Z tej okazji zebraliśmy kilka ciekawych informacji na jej temat.

Powstała w USA...

Biała laska zawdzięcza swój kolor Georgowi Bonhamowi – prezesowi amerykańskiej organizacji charytatywnej Peoria Lions Club. W 1930 roku zobaczył on niewidomego mężczyznę, który przechodził przez ulicę. Laska, którą się posługiwał, była czarna i kierowcy nie byli w stanie jej zauważyć. Bonham zaproponował, by pomalować laski osób niewidomych na biało w czerwone pasy. Wkrótce jego pomysł podchwycono na całym świecie.

...lub w Wielkiej Brytanii

Według innych źródeł „ojcem” białej laski jest Brytyjczyk James Briggs, który po utracie wzroku odkrył nowe zastosowanie dla naturalnego rekwizytu dżentelmenów ze swojej epoki – drewnianej laseczki. By uczynić ją bardziej widoczną dla innych przechodniów, pomalował ją białą farbą.

Hoover i jego metoda

„Standardową” metodę posługiwania sie białą laską opracował jako pierwszy Richard E. Hoover w 1944 roku, który jako rehabilitant pracował z weteranami II wojny światowej. Jego technikę, poruszania laską po powierzchni nazwano „metodą Hoovera”. To jej właśnie uczy się ociemniałych dorosłych i niewidome dzieci w USA i nie tylko.

Nie wszyscy jej używają

Na świecie białą laską posługuje się zdecydowana mniejszość osób z niepełnosprawnością narządu wzroku – według danych organizacji Perkins International jest to od 2 do 8 procent osób niewidomych i niedowidzących.

Na wyścigi

Amerykański Instytut Braille’a co roku organizuje tzw. Cane Quest. Jest to bieg, w którym biorą udział dzieci z dysfunkcją wzroku – w wieku od lat 3 do 12. Ich zadaniem jest jak najszybciej i jak najbezpieczniej pokonać trasę przygotowaną ich okolicy. Ma to na celu nie tylko pomóc dzieciakom w zwiększaniu swoich możliwości, ale też sprawić, by były odważniejsze i bardziej samodzielne.

Z białą laską za kierownicą

W niektórych Stanach Ameryki Północnej policja karze osoby widzące, które posługują się białą laską. Na przykład na Florydzie można trafić za to na 60 dni do wiezienia. Ciekawe, na ile trafiłby za kratki Remi Gaillard, francuski komik, który wcielił się w postać osoby niewidomej i udawał, że za pomocą białej laski... kierował autem:

Wibracje zamiast uderzeń

Rozwój techniki nie omija sprzętu dla osób niewidomych. Coraz częściej białe laski wyposażone są w takie wynalazki, jak na przykład detektor ultradźwiękowy, który potrafi wykryć przeszkody w promieniu prawie trzech metrów i przekazać informacje o nich poprzez wibracje.

Buty wykryją przeszkodę

Młody Argentyński naukowiec, Juan Manuel Bustamente, opracował zamiennik białej laski w postaci... butów. Buty Duspavoni, bo tak Argentyńczyk nazwał swój wynalazek, wyposażone są w specjalny detektor wykorzystujący ultradźwięki, dzięki któremu można wykryć znajdujące się na drodze przeszkody, m.in. wystające płyty betonowe, śmieci, potłuczone szkło, wysokie progi, samochody, a nawet zwierzęta. O wykryciu takiej przeszkody buty informują noszącą je osobę poprzez wibracje. Jak do tej pory buty Duspavoni nie zdobyły większej popularności i – jak się wydaje – pozycja białej laski ( i psa przewodnika) jest niezagrożona.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 24, 2018 12:33 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: niepełnosprawni.pl 19.10.2018
Autor: Zespół Integracji

Setki osób żegnały 18 października na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie Piotra Pawłowskiego, założyciela i prezesa Integracji. Świat pożegnał ikonę, my – Szefa, który dla wielu z nas był Przyjacielem...
Wiele wspaniałych słów wspominających Piotra Pawłowskiego usłyszeliśmy w ostatnich dniach od osób z różnych środowisk. Za wszystkie bardzo dziękujemy, to dla nas i Rodziny ogromne wsparcie. Dziękujemy także za piękne gesty, gdy słowa więzły w gardle... Dzięki nim wiemy już doskonale, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Także prawdziwych Przyjaciół Integracji.
To z tych słów dowiedzieliśmy się, jak ważny dla wielu był Piotr Pawłowski. Że każdy brak bariery to Jego pomnik. Że wystarczył jeden kontakt z Nim, by na stałe zmienić spojrzenie na niepełnosprawność. Że to On otworzył szeroko drzwi wielu osobom z niepełnosprawnością, które nie zdają sobie nawet sprawy z tego, komu zawdzięczają to, jak dziś mogą żyć.
To z tych słów dowiedzieliśmy się, że świat stracił ikonę, pioniera, inicjatora, mentora, lidera...
Natomiast my, pracownicy Integracji, straciliśmy Szefa, a wielu z nas utraciło jednocześnie Przyjaciela. Wciąż nie możemy uwierzyć w to, że o Piotrze Pawłowskim trzeba mówić „był”. Że nie będzie kolejnych wspólnych spotkań, wymyślania kolejnych działań, Jego telefonów z pomysłami, których zawsze było więcej niż czasu na ich realizowanie.Dobrze wiemy, że Piotr Pawłowski był Szefem wymagającym. Wiedzieliśmy też jednak, że nigdy nie wymagał od innych więcej niż od samego siebie.Jego wybory często zaskakiwały wszystkich. Dopiero po pewnym czasie okazywało się zazwyczaj, że znów miał rację.Wiedział, czego chce. Dyskusje bywały trudne, mogliśmy się różnić w patrzeniu na wiele spraw. Dobrze jednak wiedzieliśmy, że mimo to żadna ze stron nie straciła do siebie szacunku.
To dlatego wiele osób wracało do Integracji po latach. To dlatego miał i ma tak szerokie grono przyjaciół. To dlatego w końcu tak wiele osób zgromadziła Jego ostatnia droga.
Na pewno teraz patrzy na nas i wie, że nie zaprzepaścimy Jego ogromnego dorobku. Że będziemy kontynuować Jego dzieło tworzenia świata bez barier, świata dla wszystkich. Że wspólnie z przyjaciółmi Integracja przetrwa ten trudny czas i znów podejmie walkę.
Do widzenia, Szefie. To był zaszczyt z Tobą pracować. Wiemy, że będziesz z nami. Nie zawiedziemy Cię.

Zespół Integracji

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 24, 2018 12:34 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Facebook 16.10.2018
Moimi oczami • Ola Zawieja

Funkcjonowanie niemal wyłącznie wśród osób widzacych uczy pewnych zachowań, które niewidomy powinien w sobie wypracować. Nie chodzi tu o to, by udawać, że się widzi, ale by rozmówca czuł się komfortowo. Nie jest to możliwe, kiedy do niego mówimy z opuszczoną i przechyloną głową. Wiem, że nie widzimy, ale... Żyjemy w społeczeństwie widzących osób, a nie samych niewidomych, którym to nie przeszkadza.
Społeczeństwo to grupa, która musi koegzystować, a na relacje z ludźmi wpływa to, jak ich traktujemy. Nie chodzi tu o złe zachowanie przy stole czy wyzywanie, ale obycie. Nie da się funkcjonować tylko w jednym zamkniętym środowisku, kiedyś trzeba z niego wyjść i dostosować się do zasad panujących w innych - np. po szkole dla niewidomych dzieci pójść na studia, gdzie prawdopodobnie będzie się jedną taką osobą na roku.
Co dalej, gdy będziesz jednym niewidomym na dziale w pracy, w swojej okolicy, w pociągu, w jakiejś grupie na FB i jak tu się zachować, kiedy ludzie nie rozumieją naszych zachowań, takich jak: nie patrzymy na kogoś, gdy do niego mówimy? A ludzie wielu innych rzeczy o nas nie wiedzą.

Zanim oberwę za szczerość: pracowałam z klientem i wiem jak ważny jest komfort drugiej strony, jeśli chcemy zrobić dobre wrażenie, a tutaj musimy.

Wolę obracać się wśród widzących, bo często wystarczy powiedzieć jakie mam kłopoty, czego nie zrobię, w czym mi pomóc, w czym nie. Za to mając świadomość, jak wielu niewidomych nie dba o to, o czym piszę, odechciewa mi się kontaktów w takiej społeczności.

Kochani, to ważne. Blindyzmy. Owszem, ja też je mam, ale warto je okiełznać. Kilka prostych zasad:

- Kontakt wzrokowy: wiadomo, że go nie złapię, ale unosimy głowę i w miarę możliwości kierujemy się w stronę rozmówcy. Zawsze! Wtedy czuje się szanowany, a gdy opuścimy głowę, przeciwnie. Ma wrażenie, że nie mówimy do niego i poczuje się lekceważony.
- W miarę możliwości siadamy na wprost rozmówcy, wtedy jest łatwiej, bo mamy pewność, że jesteśmy dokładnie na wprost
- Kochani widzący, też nie opuszczajcie głowy, patrzcie mi w twarz, nawet jeśli moje oczy uciekają i nie znajdziecie kontaktu wzrokowego. Mogę też założyć okulary, jeśli wprawiam kogoś w zakłopotanie
- Co do czarnych, wielkich okularów: jeżeli nie mamy uszkodzonych oczu, czasem wypada je zdjąć ze względu na zaprezentowanie się, np. na rozmowie o pracę z potencjalnym szefem, na spotkaniu itp. Umówmy się, mało komu pasują one do kształtu twarzy, więc gdy chcę zasłonić oczy, raczej wybieram pilotki
- Postawa: siadamy prosto, nie krzyżujemy rąk ani nóg, nie przechylamy się w bok, nie siadamy na brzegu krzesełka. Nie kołyszemy się! Kobieta może delikatnie skierować kolana w bok i cofnąć jedną stopę. Mężczyzna nie powinien siedzieć w rozkroku - to pozycja nie uważana za elegancką.
- Odruch dotykania wszystkiego, który najciężej mi okiełznać. Wiadomo, tylko w ten sposób widzę, ale są sytuacje (i kontakty z niektórymi ludźmi), gdzie nie wypada wszystkiego macać. Nie dotykam gołą ręką bułek, nie sprawdzam rękami całego biurka szefa - prędzej poproszę, by podał mi tą zasraną pieczątkę. W końcu to nie moje biurko. Nie dotykam każdego przy pierwszym kontakcie, nie obmacuję też wszystkiego w miejscach publicznych czy u kogoś w domu bez pytania. Robię to w luzniejszych sytuacjach i zawsze mam na uwadze, jak czuje się rozmówca. Nie chodzi o zadowalanie wszystkich wokół czy pilnowanie, by mnie lubiano. Uważam to za moją kulturę osobistą. Jedyne co, to ostatnio nie mogę pozbyć się odruchu dotykania włosów czy gdy siadam, sprawdzenia rękami co mam przed sobą. Oczywiście gdy trzeba, nie krępuję się. Wielu rzeczy muszę przecież dotknąć. To oczywiste.
- Uśmiech i opanowanie emocji, gestykulacji. Dobrze też nie odburkiwać, gdy ktoś pyta o oczywistą dla nas rzecz. Ludzie nie chcą zrobić nam na złość, oni naprawdę nie wiedzą, że np. mamy telefon. To czarna magia. Wciąż tak bywa, a pytań jest więcej i z doświadcza - czysta złośliwość to jakieś 5%
Ludzka psychika działa tak, że gdy ktoś spotka opryskliewego niewidomego, uzna, że wszyscy tacy są i powtórzy to innym. Na odwrót też działa.
- Pisownia. Nie, absolutnie nie istnieje takie coś, że piszę jak popadnie, bo ja nie widzę i tak to tłumaczę! Druga osoba odbierze nasze błędy jako lekceważenie, a nawet brak rozumu. Komentarz pisany publicznie z bykami to wstyd, a nie mówię już o tym, że gdy mamy swoją stronę firmową i na niej błędy, literówki, małe litery po kropce czy brak interpunkcji, nikt nie potraktuje nas poważnie i nie wyjaśnimy stu osobom: "bo mnie uczyli brajla", bo "mogę zaniedbać" i będę tak robić, bo nie widzę. Ja też uczyłam się brajla, czytam brajlem, i co z tego? Tym bardziej, że z czytnikiem ekranu okropnie się to czyta, a nieraz nie idzie zrozumieć, więc jak to wygląda? Jak zwykłe lenistwo. Nawet dla mnie zalatuje tu ignorancją.
Nie żyjemy tylko wśród niewidomych.
Żyjemy w świecie widzących.
Obowiązują nas te same zasady współżycia, co ludzi zdrowych.
Nie chcąc być traktowani z góry, nie dawajmy ku temu powodów.
Nie można być szanowanym, nie okazując szacunku.
Wiele rzeczy można zmienić, by żyło się lepiej, więc popłaca mieć otwarty umysł.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr paź 24, 2018 12:35 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: niepełnosprawni.pl 24.10.2018
Autor: Jacek Hołub

W firmie Efektum, od lat współpracującej ze specjalistami aktywizacji zawodowej Integracji, wszyscy – od agentów call center, przez informatyków, księgowe, aż do prezesa – pracują zdalnie z domu. Spółka zatrudnia ok. 300 osób z niepełnosprawnością ze 177 miejscowości w całej Polsce. Czym jest praca zdalna i dla kogo jest wprost stworzona?
Jak wskazuje badanie przeprowadzone przez pracownię Kantar TNS, ponad połowa osób aktywnych zawodowo chciałaby pracować zdalnie, gdyby miała taką możliwość. Pracę zdalną zapewnia jednak jedynie co trzeci pracodawca, chociaż pozytywnie taką formę wykonywania obowiązków służbowych ocenia aż 95 proc. osób, która miała możliwość pracowania w ten sposób.
Praca zdalna, nazywana również telepracą lub Home office, polega na wykonywaniu powierzonych zadań poza siedzibą firmy za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Wydaje się, że jest wprost stworzona dla osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów. Jak jednak teoria ma się do rzeczywistości? Jakiego rodzaju telepracę mogą zdobyć osoby z orzeczeniem? Ile można zarobić i jakie są wady, a jakie zalety tej formy zatrudnienia?
Zanim odpowiemy na te pytania, wyjaśnijmy kwestie podstawowe. Pracę zdalną można wykonywać na pełen etat (umowę o pracę) lub dorywczo – na umowę zlecenia albo umowę o dzieło. Z domu możemy pracować przez cały czas – bez obowiązku pojawiania się w biurze, albo np. trzy dni w tygodniu, a dwa dni przyjeżdżać do siedziby firmy, możemy też pojawiać się w niej sporadycznie. Wszystko zależy od charakteru pracy i umowy z pracodawcą.
Zasady wykonywania telepracy – w przypadku etatowców – określone są w art. 67 Kodeksu pracy. Wskazuje on, że „praca może być wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej”. Pracownik może sam wystąpić do pracodawcy z wnioskiem o wykonywanie swoich obowiązków w formie telepracy, a pracodawca powinien ten wniosek uwzględnić – chyba że nie jest to możliwe ze względu na organizację pracy lub zadania wykonywane przez pracownika. Wówczas powinien jednak uzasadnić swoją odmowę.
- Pracodawca może kontrolować wykonywanie pracy w domu pracownika, ale za jego uprzednią zgodą. Chodzi o to, by nie naruszał prywatności pracownika i jego rodziny – wyjaśnia Anita Siemaszko, prawniczka od wielu lat współpracująca z „Integracją”.
Co ważne, telepracownik nie może być traktowany gorzej niż jego kolega, który pracuje w siedzibie firmy. Powinien mieć także takie samo prawo do awansu i szkoleń. Wykonywanie pracy zdalnie – w przypadku etatu – nie oznacza również utraty uprawnień przysługujących osobie z niepełnosprawnością, wynikających z Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, np. 7-godzinnego dnia pracy czy dodatkowych 10 dni urlopu. Telepracownikowi, który używa własnego sprzętu do pracy przysługuje ekwiwalent pieniężny. Zasady wykorzystywania swojego komputera można określić w umowie o pracę.

Tajemniczy klient, portal randkowy, kontrola Faktur

Współpracujący z „Integracją” doradca zawodowy poruszający się na wózku, Łukasz Bednarski, wskazuje, że wśród ofert pracy zdalnej dla osób z niepełnosprawnościami dominują takie, które nie wymagają wysokich kwalifikacji.
- Te fajniejsze to np. obsługa infolinii, mniej ciekawe – telemarketer, który dzwoni, żeby coś sprzedać lub umówić spotkanie z handlowcem – mówi. – Niestety, brakuje propozycji bardziej atrakcyjnych finansowo, np. dla informatyków czy grafików komputerowych, chociaż zdarzają się na naszym portalu sprawniwpracy.com.
Inne oferowane stanowiska to np. analityk zasobów internetowych, który wyszukuje informacje w sieci i wpisuje je do firmowej bazy danych, czy obsługa księgowości, polegająca na „wklepywaniu” faktur do odpowiedniego systemu.
- Po przeszkoleniu taka osoba pracuje w domu, nawet na pełen etat, a faktury przychodzą mejlem albo ktoś je dowozi – tłumaczy doradca. – Spotkałem się z sytuacją, że od kandydata do takiej pracy wymagano, żeby miał w domu miejsce na 20 segregatorów.
Zdaniem Łukasza Bednarskiego w telepracy świetnie sprawdzają się osoby niewidome.
- Mają wyczulony słuch i dobrą pamięć, czasem więc zatrudniane są jako „tajemniczy klienci”, którzy sprawdzają pracę telemarketerów: czy mają dobry głos, czy trzymają się określonej treści – mówi.
Zdalnie można wykonywać też tłumaczenia tekstów czy pracować jako dziennikarz lub redaktor portalu internetowego. Zdarzają się też oferty nietypowe.
- Mieliśmy w Centrum Integracja propozycję bardzo prostej pracy z domu dla niemieckiego portalu randkowego. Chodziło o rozpoznawanie głosowe, czy osoba, która podaje się za kobietę, rzeczywiście nią jest, a nie podszywającym się facetem, i o blokowanie potencjalnych oszustów poprzez włączenie zaledwie jednego przycisku – wspomina doradca zawodowy.
Pani Maria z Trójmiasta (dane osobowe na jej prośbę zostały zmienione), mama wychowująca kilkuletniego syna z autyzmem, od dwóch lat obsługuje z domu księgowość firmy. Po pięciu latach musiała zrezygnować z dojeżdżania do biura, bo nie była w stanie pogodzić tego z opieką i wożeniem syna na terapię.
Jak wygląda dzień pracy pani Marii?
- Mam komputer z dostępem do systemu fakturowego firmy, podłączony pod konto firmowe. Sprawdzam, które faktury są zaksięgowane, które jeszcze nieopłacone, ile po terminie, wypisuję wezwania do zapłaty i przedstawiam to szefowi do podpisu – relacjonuje. – Co tydzień w piątek mamy spotkanie i omawiamy to, co zrobiłam.
Mama chłopca z autyzmem pracuje na firmowym sprzęcie. Jej szef ma do niego wgląd przez system TeamViewer. W każdej chwili może sprawdzić, co pani Maria robi. Pracodawca ma z nią kontakt mejlowy, telefoniczny i SMS-owy.

Praca „na słuchawce”

W firmie Efektum wszyscy – od agentów call center, przez informatyków, księgowe, aż po prezesa – pracują zdalnie pięć dni w tygodniu. Spółka zatrudnia do telepracy na umowę o pracę ok. 300 osób ze 177 miejscowości w całej Polsce. Wszyscy mają niepełnosprawność, w zdecydowanej większości w stopniu umiarkowanym i znacznym.
Pracownicy Efektum zajmują się m.in. obsługą infolinii firmy kurierskiej DPD (3 tys. połączeń przychodzących dziennie), wspierają PZU, AXA, spółkę Provident. Sprawdzają jakość usług, wcielając się w „tajemniczego klienta”: podają się za zainteresowanego usługami firmy, badają satysfakcję klientów i w ten sposób prowadzą ocenę jakości pracy zatrudnionych tam osób.
- Szukamy chętnych do pracy „na słuchawkach”, czyli do rozmów z klientami, ale nie do sprzedaży produktów. Nie wciskamy niczego rozmówcom – zastrzega prezes Efektum, Wojciech Nadejczyk. – Świadczymy usługi call center, więc na początek jedyne ograniczenie to brak wad wymowy. W niektórych projektach prowadzimy tylko rozmowy z klientami i nie trzeba zapisywać informacji w bazie, wystarczy odhaczyć krzyżykiem: „zainteresowany” lub „nie”. Są też projekty, w których trzeba zapisywać to, co mówi do nas rozmówca. Wtedy już konieczne jest biegłe posługiwanie się klawiaturą. Sprawdzamy to na etapie rekrutacji.
Pensja? Tak jak w całej branży, płaca minimalna, 1530 zł na rękę.
- Do tego dochodzi premia zależna od projektu i oceny kierownika – podkreśla prezes Nadejczyk. – Ważne jest jednak to, że najlepsi pracownicy mają szansę na rozwój zawodowy. W systemie pracy zdalnej pracują wszystkie osoby funkcyjne: kierownicy, programiści, osoby zajmujące się kadrami i płacami. Ich wynagrodzenia są wyższe. Większość zaczynała od „słuchawek”, z szansą na awans i podwyżkę.
Kandydaci do pracy w spółce Efektum muszą mieć własny komputer i internet ze stałym łączem, umożliwiający szybki przekaz danych i rozmowy telefoniczne. Być może jednak już wkrótce stałe łącze nie będzie potrzebne i wystarczy sieć z komórki. Pracownicy nie muszą załatwiać formalności w siedzibie firmy – umowa o pracę przysyłana jest pocztą, a szkolenia i kurs bhp prowadzone są zdalnie.
Łukasz Bednarski wskazuje, że od agenta call center wymagany jest wyraźny głos i dobra dykcja oraz poprawna polszczyzna. Nie zawsze trzeba sprawnie obsługiwać klawiaturę, chociaż niektóre firmy tego wymagają. Wówczas już na etapie rekrutacji sprawdzają, jak szybko kandydat pisze, czy nie robi błędów ortograficznych itp. Są jeszcze wymagania lokalowe, o których często się nie mówi. Najlepiej mieć własny pokój, w którym za plecami nie będą biegały krzyczące dzieci albo mama nie będzie biła mięsa na kotlety.
Pracodawcom działającym w branży telemarketingu czy call center zazwyczaj zależy na zatrudnianiu osób z niepełnosprawnością na etat. To im się po prostu opłaca. Tylko wówczas dostają refundację z PFRON.

Plusy i minusy

Zalety pracy zdalnej w przypadku osób z niepełnosprawnością wydają się oczywiste. Telepraca może być atrakcyjna dla osób niewidomych czy np. z chorobami zapalnymi jelit, które wymagają na co dzień bliskości toalety. Wózkowicz ze wsi, bez samochodu, także ma duży kłopot, żeby dojechać do pracy w mieście.
- Problem narasta zimą, gdy spadnie śnieg i robią się zaspy. Przy pracy zdalnej nie ma bariery komunikacyjnej – podkreśla Łukasz Bednarski.
Zdaniem pani Marii z Trójmiasta, plusy dla opiekunów to możliwość zarobkowania (ona dostaje co miesiąc 1800 zł na rękę) i rozwoju zawodowego. Minusy w jej wypadku – problemy z pogodzeniem pracy wymagającej dużej koncentracji z opieką nad autystycznym dzieckiem, które wymaga nieustannej uwagi.
Zdaniem prezesa Nadejczyka z Efektum, telepraca daje liczne korzyści także pracodawcom. Po pierwsze, firma ma niskie koszty tworzenia miejsc pracy – nie musi wynajmować biura, dostosowywać go do potrzeb osób z niepełnosprawnością, kupować komputerów. Po drugie, pracodawca ma nieograniczone możliwości znalezienia pracowników – w całej Polsce, także na wsiach i w małych miasteczkach.
Łukasz Bednarski zauważa jednak, że nie każdy nadaje się do telepracy.
- Trzeba mieć w sobie samodyscyplinę, umieć zarządzać czasem i zadbać o higienę pracy, żeby nie siedzieć całymi dniami przed komputerem w piżamie – mówi.

Istnieje też pewne ryzyko.

- Zdarzają się przypadki, że ktoś przechodzi rozmowę kwalifikacyjną, kupuje komputer na raty, a potem okazuje się, że za wolno pisze i firma mu dziękuje. Zostaje z komputerem i ratami do spłacenia, ale bez pracy – zauważa doradca.
Odpowiadając na ogłoszenie o telepracę, warto sprawdzić, co się za nim kryje.
- Zdarzają się przypadki wykorzystywania pracowników. Do Polski wchodzą zagraniczne firmy, które, tnąc koszty, szukają chętnych do telepracy przez agencje pośrednictwa. Spotkałam się z sytuacją, że ktoś chciał zatrudnić niepełnosprawnych, płacił minimalną pensję, czyli 1530 zł na rękę, a żądał płynnego angielskiego i zaangażowania niemal całą dobę – ostrzega Anita Siemaszko.

Z szefem na linii

Wbrew pozorom praca w domu wcale nie oznacza, że szef nie będzie miał na pracownika oka. W przypadku telemarketingu i call center przełożony widzi, czy podwładny jest na linii, czy nie. Może nawet sprawdzić, jak rozmawia z klientem. Wprowadzane dane też od razu można zweryfikować.
- Cała sztuka polega na tym, żeby pracownikowi chciało się pracować, niż nam go kontrolować. Tak trzeba stworzyć zespół i tak go prowadzić – mówi dyplomatycznie Wojciech Nadejczyk i dodaje, że zatrudnieni w Efektum, pracujący nad danym projektem, są ze sobą w stałym kontakcie poprzez czat.
Jeśli pojawi się jakiś problem, przedstawiają go kolegom i często od nich otrzymują pomoc szybciej niż od kierownika.
- To buduje ducha zespołu. A osoba z niepełnosprawnością, która pomaga innym, czuje się potrzebna, dowartościowana – mówi prezes firmy. – Pewnie w przypadku telepracy osób pełnosprawnych ten mechanizm działa w mniejszym stopniu.
To, co jest największą zaletą telepracy – brak konieczności dojazdów do firmy – dla osób z niepełnosprawnością bywa też wadą. Łukasz Bednarski zwraca uwagę, że wśród ofert pracy zdalnej brakuje propozycji mieszanych, np. trzech dni pracy w domu i dwóch w siedzibie firmy lub odwrotnie. Taka formuła łączyłaby komfort i bezpieczeństwo pracy w domu z możliwością kontaktu ze współpracownikami i nawiązywania potrzebnych relacji społecznych.
- Dla osoby, która przebywa cały czas w swoich czterech ścianach, wartością jest nawet kłótnia z kolegą z pracy – podkreśla. – Rozmowa przez telefon nie zastąpi bezpośredniego kontaktu. – Przytacza historię słabowidzącego mężczyzny, który pracuje w domu jako grafik komputerowy. – Kupił duży monitor, przystawia do niego lupę elektroniczną i świetnie sobie daje radę. Ale stara się wychodzić z domu, żeby nie zdziczeć, mieć kontakt z ludźmi.
Iwo i Ola Szapar z firmy Remote How wskazują, że praca zdalna staje się złotym środkiem zarówno dla firm, które mają coraz większy problem ze znalezieniem dobrych pracowników oraz z zatrzymaniem ich u siebie, jak i dla pracowników, którzy coraz częściej szukają bardziej elastycznych form pracy.
- Wielu pracodawców wciąż jednak niechętnie spogląda w kierunku tego typu rozwiązań – zauważa Iwo Szapar we wstępie do raportu „The Remote Future. Rynek pracy zdalnej a oczekiwania pracowników. Edycja polska 2018.”
Prezes Nadejczyk uspokaja: praca zdalna – nie tylko osób z niepełnosprawnością – to przyszłość rynku usług.
- Udało nam się zbudować firmę, która funkcjonuje na rynku od pięciu lat, od zawsze w obszarze telepracy. Nasz przykład pokazuje, że można. Prędzej czy później znajdą się naśladowcy, i to na dużą skalę – mówi szef Efektum.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt paź 30, 2018 10:42 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: Facebook 17.10.2018

Zapraszamy do skorzystania z usług asystenckich w Poznaniu TWOJA NIEZALEŻNOŚĆ JEST W ZASIĘGU TELEFONU!!!
Jeżeli:
- jesteś osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym lub umiarkowanym;
- ukończyłeś 18 lat;
- mieszkasz w Poznaniu i rozliczasz tu PIT;
- potrzebujesz doraźnego wsparcia aby żyć aktywnie i komfortowo

ZAMÓW BEZPŁATNE WSPARCIE ASYSTENTA DZWONIĄC JUŻ OD 17.10. DO BIURA POZNAŃ KONTAKT (pod numer telefonu 61 646 33 44 czynny w dni robocze od 7.30. do 20.00., zadzwoń na 3 dni przed planowanym terminem skorzystania z usługi).
ASYSTENCI MOGĄ ZA DARMO POMÓC TOBIE M.IN. W:
- przemieszczaniu się po Poznaniu i okolicach;
- zrobieniu zakupów;
- uczestnictwie w rehabilitacji, treningach sportowych i imprezach kulturalnych;
- załatwieniu sprawy urzędowej lub napisaniu pisma urzędowego

UWAGA!!! Asystenci nie świadczą usług opiekuńczych ani specjalistycznych usług opiekuńczych.
ASYSTENCI PRACUJĄ W GODZINACH 7-21, TAKŻE W WEEKENDY.
Przed zamówieniem usługi zapoznaj się z jej regulaminem dostępnym na stronie:
http://faib.pl/

Pomagamy też osobom posługującym się PJM.

Zadanie publiczne współfinansowane ze środków otrzymanych od Miasta Poznania

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt paź 30, 2018 10:53 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: niepełnosprawni.pl 26.10.2018
Autor: Mateusz Różański

Sejmowy protest osób z niepełnosprawnością i ich rodziców, poświęcone Polsce posiedzenie Komitetu ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, a także śmierć wybitnych działaczy: Piotra Pawłowskiego i Bartosza Mioduszewskiego sprawiły, że tegoroczny IV Kongres Osób z Niepełnosprawnościami upływał w szczególnej atmosferze. Z jednej strony nie ukrywano nadziei związanej z tym, że temat niepełnosprawności przebił się do tzw. mainstreamu, z drugiej: zmagano się z poczuciem frustracji z powodu braku realnych zmian.
Ponad 430 osób zjawiło się na Uniwersytecie SWPS na warszawskiej Pradze, by wziąć udział w IV Kongresie Osób z Niepełnosprawnościami. To inicjatywa organizowana przez koalicję organizacji pozarządowych, m.in. Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego, Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną i Polski Związek Głuchych. Celem stworzenia Kongresu od początku jest walka o realizację Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.
Tegoroczny Kongres odbył się pod koniec burzliwego i pełnego wydarzeń roku. Napełniającym nadzieją poprawy sytuacji osób z różnymi rodzajami niepełnosprawności okazał się nowy program Dostępność Plus, będący realizacją postulatów, o które środowisko osób z niepełnosprawnością od dawna walczyło. Jednak z drugiej strony, po proteście osób z niepełnosprawnością i ich rodzin w Sejmie, wśród części osób z niepełnosprawnością pozostało poczucie, że szeroko rozumiane środowisko – choć bardzo liczne – nie ma realnej siły przebicia, przez to wydaje się słabe, a same osoby z niepełnosprawnością nie są tak naprawdę przez nikogo reprezentowane.

„Wszędzie mi dziecko odrzucili”

Dla wielu uczestników Kongresu rozczarowujący jest też fakt, że pomimo ogromnych starań problemy osób z niepełnosprawnością wciąż nie są w Polsce traktowane priorytetowo. Szczególnie było to słychać w wypowiedzi dra Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO), który patronuje Kongresowi.
- Na nasze spotkania przychodzą ludzie, bo nikt ich nie wysłuchał, nikt nie chciał posłuchać o ich problemach, nikt do nich nie dotarł – mówił o swoich doświadczeniach z licznych spotkań z mieszkańcami różnych części Polski dr Bodnar. – A czasami są to osoby, które nie mają pojęcia, że ich sytuacja jest efektem naruszenia ich praw, nie „złego losu” czy tego, że im się nie wiedzie.
Z jego perspektywy na obecną sytuację osób z niepełnosprawnością składają się setki indywidualnych ludzkich dramatów, których przyczyną jest pobieżne traktowanie praw osób z niepełnosprawnością przez władze różnych szczebli.
„Wszędzie mi dziecko odrzucili, bo powiedzieli, że z taką niepełnosprawnością się nie kwalifikuje. Córka siedzi w domu i płacze, a przecież wystarczyłaby świetlica 3-4 godziny” – to zacytowane przez RPO słowa mieszkańca Chełma, ojca 30-letniej Marty.
- Rodzice tej kobiety z niepełnosprawnością skarżyli się na to, że dzieci po 25. roku życia „wypadają z systemu” – powiedział Adam Bodnar.
W podobnej sytuacji było kilka rodzin. Stworzyły one klub, który świadczy opiekę dla dzieci ze znacznym stopniem niepełnosprawności.
- Rodzice sami przyznali, że to była ich oddolna inicjatywa, gdyż władze lokalne nie były tym zainteresowane i gdyby nie „presja z centrali”, to nie zajęliby się tą sprawą – podkreślił RPO.

Dojazd nie dla każdego

Jednym z wymienianych przez Adama Bodnara absurdów była sytuacja, w której do warsztatów terapii zajęciowej w różnych miejscowościach są dowożone tylko osoby chodzące, natomiast osoby poruszające się na wózkach nie mogą korzystać z tego „udogodnienia”.
Innym przykrym przykładem absurdu jest praktyka stosowana przez niektóre gminy, które w ramach zapewnienia transportu dziecka z niepełnosprawnością refundują rodzinie pieniądze równowartości miesięcznego biletu autobusowego, choć... na trasie między ich domem a szkołą nie kursuje żaden autobus.
- Na spotkanie w Białej Podlaskiej przyszła matka, która mówiła o tym, że w jej rodzinnej miejscowości nie ma szkoły, do której mogłoby uczęszczać jej dziecko z autyzmem. Taka placówka znajduje się dopiero w Białej. Niestety, tej pani nie stać na dowożenie dziecka do szkoły, a sprawę o zapewnienie transportu przegrała, bo szkoła w Białej jest niepubliczna. Kasacji kobieta nie złożyła, bo nie było jej stać – opowiadał Adam Bodnar, który wraz ze swoim urzędem interweniuje w każdej z takich spraw, choćby poprzez udział w rozprawach sądowych.

Chcę pracować, ale nie mogę

Wśród wymienionych absurdów osobną kategorię stanowią paradoksy związane z rynkiem pracy. Jak się okazuje – przyczyną niskiej aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnością bywa lekceważenie ich praw i brak dostępu do podstawowych usług.
- W Gryfinie w domu pomocy społecznej mieszka młoda kobieta. Zdobyła zawód i chce podjąć zatrudnienie, ale nie może tego zrobić, gdyż nie ma transportu publicznego, którym mogła by tam dojeżdżać – wspominał RPO.
Adam Bodnar opowiedział też o niewidomym mężczyźnie, który znalazł pracę, ale jego pracodawca... nie ma prawa do otrzymania z PFRON refundacji na dostosowanie miejsca pracy dla pracownika z niepełnosprawnością. RPO przytoczył również przykład uczestnika środowiskowego domu samopomocy, który stracił możliwość korzystania z tej formy pomocy, bo... znalazł zatrudnienie.
- Możemy mówić, że przecież w Krakowie jest pensjonat „U Pana Cogito”, a w Radomiu Gospoda „Jaskółeczka”, gdzie pracują osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Ale jakoś dziwnie nie skopiowano tych rozwiązań na cały kraj – podkreślił z nutą ironii RPO.

Co z opieką wytchnieniową? Co z wyrokiem Trybunału?

Rzecznik Praw Obywatelskich z taką samą goryczą w głosie mówił o niekończących się skargach na braki: pomocy rodzinom osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności, opieki wytchnieniowej, a zwłaszcza na ciągle niezrealizowany wyrok Trybunału konstytucyjnego dotyczący zrównania świadczeń opiekunom.
- Sprawy osób z niepełnosprawnością nie stały się elementem agendy publicznej, niewykonany wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie jest jej tematem, tak samo brak pracy, a opieka wytchnieniowa pojawia się w zapowiedziach kandydatów podczas wyborów samorządowych – mówił Adam Bodnar. – Mamy krytyczną stagnację.
Porównał działania na rzecz osób z niepełnosprawnością do nalewania wody łyżeczką do wiadra.
- Zrobiono wiele dobrych rzeczy, ale ile zostało jeszcze tej wody do nalania i ile jeszcze łyżeczek będziemy musieli użyć? – pytał. – Iwona Hartwich, Jakub Hartwich i Adrian Glinka sprawili, że prawa osób z niepełnosprawnością trafiły na kilka tygodni do politycznego głównego nurtu. Potem powróciliśmy w stare koleiny.

Wieści z Genewy

Rzecznik Praw Obywatelskich odniósł się też do wrześniowego posiedzenia Komitetu ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami. O tym wydarzeniu mówili jego uczestnicy: Anna Rutz, prezeska Fundacji Elektrownia Inspiracji, członkini komisji RPO ds. osób z niepełnosprawnością, i Adam Zawisny ze stowarzyszenia Kolomotywa.
- Komitet ONZ wskazał przede wszystkim konieczność przejścia z modelu medycznego i charytatywnego do opartego na prawach człowieka – podkreślił Adam Zawisny.
W tym krótkim zdaniu można streścić cały sens tego, co przekazał Komitet w swoich rekomendacjach dla Polski. Chodzi o to, by przestać postrzegać osoby z niepełnosprawnością jako biernych beneficjentów świadczeń, ale pełnosprawnych obywateli, których trzeba chronić przed dyskryminacją.
- Wielokrotnie podkreślano też kwestię przeciwdziałania dyskryminacji krzyżowej – ze względu na płeć, niepełnosprawność, orientacje psychoseksualną etc. – mówiła Anna Rutz.

Przedstawicielki inicjatywy Chcemy całego życia na kongresie

Jednak kluczowymi sprawami dla Komitetu, ale też dla Komisji Europejskiej, jest wspieranie niezależnego życia i deinstytucjonalizacja, z którymi, zdaniem przedstawicieli ONZ, Polska sobie zwyczajnie nie radzi. Choćby dlatego, że wciąż brak powszechnie dostępnych usług asystenckich.
- Komitet ONZ wskazał, że usługi asystenckie powinny być świadczone w sposób systemowy. Niestety, w Polsce są one ograniczone ze względu na czas, środki i zakres tego typu usług – mówił Adam Zawisny.
Oboje z Anną Rutz podkreślali też, że Komitet zwrócił uwagę, iż potrzebna jest silna reprezentacja środowiska osób z niepełnosprawnością. Reprezentacja, a właściwie jej brak, były jednym z głównych tematów Kongresu.

Reprezentacja – widmo

Już podczas poprzedzających Kongres Konwentów regionalnych dyskutowano o tym , co zrobić, by środowisko osób z niepełnosprawnością mogło być właściwie reprezentowane. Jak do tej pory wszelkie próby budowy takiej silnej reprezentacji nie były do końca skuteczne. Powoływane koalicje organizacji po jednorazowych sukcesach stawały się bytami w praktyce nieobecnymi w dyskursie publicznym.
Niestety, dyskusje o tym, kto i jak powinien budować reprezentację, często przeradzają się w rozmowy o partykularnych problemach czy interesach poszczególnych grup lub wręcz pojedynczych osób. Zdaniem uczestników takich dyskusji może to wynikać z tego, że ciężko mówić jednym głosem, gdy jedni biją się o zmiany w prawie budowlanym, inni walczą o refundację leków, a dla jeszcze innych kluczowy jest brak zajęć rehabilitacyjnych w szkołach. Tymczasem w gremiach zajmujących się sprawami osób z niepełnosprawnością one same stanowią... mniejszość.
- Interesów osób z różnymi dysfunkcjami powinna pilnować i współpracować z rządem i parlamentem struktura mocna i profesjonalna – powiedziała podczas kongresowej dyskusji o reprezentacji Anna Woźniak-Szymańska, prezes Polskiego Związku Niewidomych (PZN), przewodnicząca Koalicji na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością.
Jej zdaniem, jako pierwsze trzeba wypracować standardy rehabilitacji dla każdego rodzaju niepełnosprawności, których nie będzie można zaniżać. Jeśli takich standardów nie będzie, to cały system wsparcia dalej będzie się opierał o projekty, akcje czy wydarzenia – tak jak dzisiaj pracuje się w organizacjach.
- My od lat jesteśmy dla siebie konkurencją, aplikujemy o te same pieniądze – przyznała prezes PZN. – Bardzo trudno o współpracę, bo każdy martwi się o to, by jego organizacja istniała.

Marek Plura: mamy prawo do reprezentacji!

Tematem reprezentacji osób z niepełnosprawnością żywo zainteresowany jest także poruszający się na wózku europoseł Marek Plura, który od początku swoje działalności politycznej stara się, by głos osób z niepełnosprawnością był słyszalny – choćby w formie odbywającego się w zeszłym roku Parlamentu Osób z Niepełnosprawnościami w Brukseli.
- Przez lata nie było wyraźnej reprezentacji osób niepełnosprawnych. Dzisiaj uważam, że ona istnieje i narasta – tak samo, jak gotowość do podejmowania odpowiedzialności za nasze wspólne życie – mówił europoseł. – Warto zrzeszać się w organizacje parasolowe, bo wtedy można działać skutecznie, warto dbać o aktywne, prężne organizacje związkowe, które walczą o prawa obywatelskie, prawa człowieka, o lepszą jakość życia osób z niepełnosprawnościami – tłumaczył polityk.
Marek Plura podkreślił, że najbardziej brakuje reprezentacji osób z niepełnosprawnościami opartej na zapisie ustawowym. Tak, jak ma to miejsce w większości krajów Unii Europejskiej.
- To, że mamy prawo do takiej reprezentacji, opiera się nie tylko na Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami, ale też na przyjętej 20 lat temu przez polski Sejm Karcie Praw Osób Niepełnosprawnych. Jeden z jej pierwszych zapisów mówi o tym, że osoby niepełnosprawne mają prawo do demokratycznej reprezentacji. Ten zapis nigdy nie wszedł w życie – podkreślił europoseł.
Zwrócił uwagę, że obecnie funkcjonujące rady osób z niepełnosprawnością, działające m.in. w samorządach, są tylko ciałami doradczymi i są to grupy osób dobrane przez przedstawicieli władzy wykonawczej, które łatwo zmanipulować.
- Rady osób z niepełnosprawnościami powinny być na wszystkich poziomach, jak dotychczas, ale niezależnych od władzy wykonawczej – podkreślił polityk. – Konieczne jest zabezpieczenie środków budżetowych na działanie takich gremiów, tak jak ma to miejsce w krajach Unii.
Poseł Plura zadeklarował że na początku 2019 roku zaprosi chętnych na spotkanie z przedstawicielami rad osób z niepełnosprawnością z krajów Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej, która w przyszłym roku zaczyna konsultacje nowego programu finansowego.
- Niestety, mam przekaz, że Polsce trudno jest konsultować ten program – nie da się skontaktować z przedstawicielami Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych ani żadną inną grupą, którą można by uznać za reprezentatywną – podkreślił polityk.

Między Bareją a Żeromskim

Zdaniem części prelegentów, brak takiej reprezentacji jest jedną z głównych przyczyn problemów, o których dyskutowano podczas odbywających się na Kongresie paneli tematycznych.
Choćby takich, jak brak usług asystenckich i mieszkalnictwa chronionego. Jak wciąż funkcjonująca, mimo trwającej lata walki obrońców praw człowieka, instytucja ubezwłasnowolnienia. Jak pułapka świadczeniowa, którą jednogłośnie wskazano jako największą barierę rynku pracy, czy też problemy w edukacji – związane z brakiem wiedzy na temat osób z autyzmem czy zahaczające o absurd rodem z filmów Barei historie.
Jak na przykład ta o zakupie sprzętu do komunikacji alternatywnej, który od lat pokrywa kurz, podczas gdy potrzebujący go uczniowie zmuszani są do nauki mówienia albo pozbawiani szansy na edukację. Albo sytuacja głuchego studenta, który choć formalnie został przyjęty na uczelnię, to nie może się uczyć gdyż... nikt nie zadbał o zapewnienie mu wsparcia tłumacza języka migowego.
Z drugiej strony są działania podejmowane choćby przez kojarzące się z bohaterkami powieści pozytywistycznych osoby zrzeszone w inicjatywie „Chcemy całego życia”, które walczą o tworzenie małych ośrodków dla dorosłych osób z niepełnosprawnością. Ich walka polega na zbieraniu podpisów pod petycją o rozwiązania systemowe, ale też same takie ośrodki zakładają. Czy jednak musimy być jako społeczeństwo skazani na rozstrzał pomiędzy rzeczywistością z filmów Barei a tą z książek Żeromskiego?
Atmosfera podczas IV Kongresu, a także działania osób nagrodzonych tytułem Ambasadorów Konwencji 2018, do których dołączyli m.in. protestujący w tym roku w Sejmie Jakub Hartwich i Adrian Glinka, radio TokFM i Joanna Ławicka z fundacji Prodeste, a pośmiertnie Piotr Pawłowski i Bartosz Mioduszewski, dowodzą, że wcale tak być nie musi.

Uchwała IV Kongresu Osób z Niepełnosprawnościami

Warto podkreślić, że uczestniczki i uczestnicy IV Kongresu Osób z Niepełnosprawnościami podjęli uchwałę. Będzie ona przedstawiona przedstawicielom władzy publicznej. Brzmi ona następująco:

My, uczestniczki i uczestnicy IV Kongresu Osób z Niepełnosprawnościami reprezentującego wiele osób z niepełnosprawnościami, osób ich wspierających i organizacji działających na ich rzecz – żądamy pilnego i skutecznego wdrożenia przez Polskę Rekomendacji Komitetu ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami oraz związanych z nimi postulatów Konwentów Regionalnych oraz Kongresu Osób z Niepełnosprawnościami:
1. Wdrożenie mechanizmu, który umożliwi świadczenie usług asystenckich i przerwy wytchnieniowej w ramach Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych.
2. Wprowadzenie definicji dyskryminacji krzyżowej do przepisów prawa.
3. Uwzględnienie przez system orzecznictwa potrzeb w zakresie rodzaju i intensywności wsparcia – zamiast stopni niepełnosprawności.
4. Zapewnienie Centrów Wsparcia Edukacji dla uczniów z niepełnosprawnościami, nauczycieli, kadrę zarządzającą i rodziców dzieci z niepełnosprawnościami.
5. Likwidacja pułapki świadczeniowej.
6. Certyfikacja dostępności przez wyspecjalizowane podmioty z udziałem osób z niepełnosprawnościami.
7. Wprowadzenie modelu wspieranego podejmowania decyzji i likwidacja ubezwłasnowolnienia.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 05, 2018 11:16 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
O ulepszaniu kolei – konferencja w Łodzi
Źródło: BIP nr 20 (187), pazdziernik 201

W dniach 11–12 października 2018 r. w Łodzi w Centrum Konferencyjnym Ambasador odbyła się VII Konferencja „Koleje regionalne i aglomeracyjne – doświadczenia i perspektywy” zorganizowana przez Polską Izbę Producentów Urządzeń i Usług na Rzecz Kolei. Partnerem strategicznym była Łódzka Kolej Aglomeracyjna.

W wydarzeniu udział wzięli przewoźnicy pasażerscy, przedstawiciele ministerstw, urzędów, instytucji naukowych, organizacji pozarządowych działających na rzecz osób z niepełnosprawnością oraz władz lokalnych i samorządowych odpowiadających za finansowanie inwestycji taborowych w regionach.
Na rzecz kolei dostępnej
Jednym z celów konferencji było omówienie perspektyw, jakie daje sektorowi kolejowemu rządowy program Dostępność Plus. Szczególny nacisk położony został na zastosowanie projektu w miejscach przebywania pasażera i w trakcie podróży, dostosowanie wyposażenia pojazdów do wymogów osób z niepełnosprawnościami, ofertę rynku oraz kwotę przeznaczoną przez rząd na realizację programu. Konferencji towarzyszyła wystawa „Osoby niepełnosprawne i osoby o ograniczonej sprawności ruchowej w podróży – ułatwienia, rozwiązania, technologie”. Drugi dzień konferencji poświęcony był w całości programowi rządowemu Dostępność Plus, odbyła się wtedy dyskusja otwarta „Przestrzeń dla wszystkich. Swoboda mobilności – problemy w codziennym życiu”.
Nagrody za innowacyjne rozwiązania
Prezes ZG PZN Anna Woźniak-Szymańska uczestniczyła we wspomnianej wyżej dyskusji, jak również była członkiem Kapituły Konkursu „Przestrzeń dla wszystkich” w kategoriach „Dostosowanie przestrzeni publicznej dla osób o ograniczonej mobilności” oraz „Innowacja roku przyjazna dla osób o ograniczonej mobilności”.
Pierwszą nagrodę w konkursie „Przestrzeń dla wszystkich” w drugiej z wymienionych kategorii otrzymała firma Novatel Sp. z o.o. za stworzenie systemu pętli indukcyjnych do zainstalowania w pociągu, a drugie miejsce zajęła firma Transition Technologies, twórca Aplikacji Seeing Assistant Move. Kapituła przyznała także nagrodę specjalną dla Pana Macieja Kasperkowiaka za promowanie idei dostępności przestrzeni publicznej dla osób słabosłyszących.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 05, 2018 11:17 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Poczekamy jeszcze na asystentów dla niewidomych pacjentów w placówkach lecznictwa uzdrowiskowego
Źródło: BIP nr 20 (187), pazdziernik 201
Krzysztof Wiśniewski, prawnik w Instytucie Tyflologicznym PZN

Skierowaliśmy do ministra zdrowia pismo z prośbą o podjęcie inicjatywy ustawodawczej na rzecz umożliwienia osobom niewidomym, które zostały skierowane na leczenie uzdrowiskowe w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, skorzystanie z usług asystenta. Powyższy wniosek sporządziliśmy w odpowiedzi na apele członków PZN, którzy w czasie leczenia uzdrowiskowego napotykają liczne trudności w poruszaniu się po terenie uzdrowiska. Dotyczy to szczególnie niewidomych pacjentów starszych, którzy stracili wzrok w dorosłym życiu, oraz tych ze sprzężoną niepełnosprawnością. Niektóre osoby z dysfunkcją wzroku, obawiając się wspomnianych trudności, rezygnują z leczenia uzdrowiskowego. Wskazaliśmy, że zapewnienie wspomnianym osobom odpowiedniego asystenta na terenie placówki uzdrowiskowej rozwiązałoby opisany problem.
Odpowiedź Ministerstwa Zdrowia
W odpowiedzi z 25 września bieżącego roku resort zdrowia podziela nasz pogląd, przyznając, iż realizacja zgłoszonego postulatu pozytywnie wpłynęłaby na komfort pobytu niewidomych pacjentów w zakładach lecznictwa uzdrowiskowego. Jednocześnie Ministerstwo wskazuje, że wdrożenie proponowanych rozwiązań wiąże się z koniecznością dokonania istotnych zmian w aktualnie funkcjonującym systemie lecznictwa uzdrowiskowego.
Ponadto w skierowanym do nas piśmie czytamy:
„Należy zaznaczyć, że w świetle obowiązujących rozwiązań z leczenia uzdrowiskowego korzystać mogą pacjenci, posiadający zdolność do samoobsługi i samodzielnego poruszania się, w tym do samodzielnego przemieszczania się na wózku inwalidzkim. Mając na uwadze, że powyższa zasada związana jest bezpośrednio z wymogami personalnymi, jakie zapewnić muszą zakłady lecznictwa uzdrowiskowego celem opieki nad pacjentami, ewentualne podjęcie działań w proponowanym przez Państwa zakresie związane jest nie tylko z działaniami legislacyjnymi w obszarze przepisów z zakresu lecznictwa uzdrowiskowego, ale również ze zwiększeniem poziomu finansowania tego rodzaju świadczeń”.
Dalej ministerstwo informuje, że w wyniku zakończenia prac powołanego zarządzeniem ministra zdrowia Zespołu do spraw opracowania koncepcji zmian w zakresie systemu lecznictwa uzdrowiskowego planowane jest podjęcie kompleksowych działań, które skutkować będą zasadniczą przebudową obecnie funkcjonujących regulacji w przedmiotowym zakresie.
Wynika z tego, iż ewentualne wdrożenie naszej propozycji możliwe będzie po podjęciu prac w obszarze całego systemu lecznictwa uzdrowiskowego. Zatem niewidomi pacjenci skierowani na leczenie uzdrowiskowe raczej nieprędko będą mogli skorzystać z asystenta na terenie placówki lecznictwa uzdrowiskowego.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 05, 2018 11:18 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: BIP nr 20 (187), pazdziernik 201

Od 13 do 15 października br. osoby niewidome i słabowidzące, a także wszyscy zainteresowani mieli możliwość udziału w XVI edycji konferencji „REHA for the Blind In Poland”, która wpisuje się w kalendarz wydarzeń dedykowanych osobom niewidomym i jest największym przedsięwzięciem tego typu w tej części Europy. Organizatorem konferencji była fundacja Szansa dla Niewidomych wraz z Towarzystwem Opieki nad Ociemniałymi Stowarzyszenie (TOnOS).

Jak co roku REHA zgromadziła wiele osób. Nie zabrakło nowości. Pierwsze z nich to czas i miejsce konferencji: w sobotę 13 października i w poniedziałek 15 października REHA była organizowana w Centrum Nauki Kopernik (CNK), a w niedzielę w ośrodku dla dzieci niewidomych w Laskach. Obecność tak wielu gości wpisała się w obchodzony co roku w drugą niedzielę października dzień absolwenta w Laskach. Również w sobotę i niedzielę na Bulwarach Wiślanych zorganizowano piknik, na którym można było m.in. przejść się z białą laską czy poznać życie osoby niewidomej.
Wystawy tegoroczne
REHA to dla wielu osób okazja do zwiedzenia międzynarodowej wystawy. W tym roku była ona podzielona na dwie części. W pierwszej z nich zwiedzający mogli wejść do gabinetu dotyku i dźwięku oraz obejrzeć mapy tyflograficzne. W drugiej liczni wystawcy prezentowali urządzenia oparte na nowoczesnych technologiach, ułatwiające codzienne życie osobom niewidomym, edukację i dostęp do kultury.
Nowa aplikacja
Aplikacja CNK Virtualna Warszawa na smartfony to kolejna nowość. Dzięki niej i systemowi znaczników (beaconów) zwiedzający mogli za pomocą telefonu dotykowego poruszać się po obiekcie. Jak czytamy na stronie fundacji Szansa dla Niewidomych, aplikacja CNK będzie wciąż dostępna, a można ją pobrać z następujących stron:
iOS: https://itunes.apple.com/us/app/cnk/id1 ... HnLroMWCB4

Android: https://play.google.com/store/apps/deta ... oMXT5jG5K8

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 05, 2018 12:35 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
"Ważniacy" z ciemności, których każdy powinien poznać. Nowe miejsce w Katowicach
Źródło: katowice.wyborcza.pl 27.10.2018
Michalina Bednarek

Pani Ewa spacerowała po Katowicach z przyjaciółką. Na szybie lokalu przy ul. Mikołowskiej zauważyły ogłoszenie "Ważne Miejsce szuka uśmiechniętej emerytki". - Przecież to ty! Idź tam natychmiast - powiedziała przyjaciółka pani Ewy. Ważne Miejsce jest pełne ważnych ludzi, ale wielu z nich spotkamy tylko w zupełnej ciemności.
Pani Ewa króluje na parterze. Elegancko ubrana, z gracją „tańczy” między stolikami, kręci się za bufetem. Jest dobrym duchem tego miejsca. Każdego powita uśmiechem i dobrym słowem. W końcu jest „uśmiechniętą emerytką” z ogłoszenia. No i znów czuje się potrzebna.
Na piętrze za to czeka już Alicja – na dzień dobry uśmiecha się szeroko i zaczyna objaśniać. – Kiedy wejdziemy do środka i zamkną się drzwi, trzeba trochę odczekać, przyzwyczaić się. Robiąc kolejne kroki, warto lewą rękę wyciągnąć przed siebie, a prawą trzymać na wysokości twarzy. Nie schylamy się, bo łatwo się o coś uderzyć. Możemy ewentualnie kucnąć – mówi.
Wchodzimy. Zapada ciemność. Nie widać nic, słychać tylko głos Alicji, czasem oddala się, czasem przybliża, bo Alicja porusza się tu swobodnie. Tylko ona. Reszcie uczestników tego niezwykłego eksperymentu zwykle... miękną nogi, a sufit wydaje się spadać na głowę.
W momencie robi się jakby ciaśniej, nawet nieco duszno, nieswojo i niepewnie. Zrobić krok w tym miejscu, to nie lada wyzwanie. Alicja kieruje – teraz trochę w prawo, teraz będzie ciaśniej, a następnie w lewo, a teraz zajmujemy miejsca. Jej głos jest przemiły i uspokajający, ale każdy i tak w lekkiej panice początkowo próbuje znaleźć „miejsce zaczepienia”, coś, czego będzie się można zwyczajnie uchwycić. I odetchnąć. – Nie zdradzamy nigdy, co czeka na naszych gości w środku, żeby spotęgować wrażenie i dać im przeżyć to, z czym wiele osób zmaga się codziennie – mówi nam Ala.
Po powrocie do światła wszystkim za to towarzyszy jedna myśl: każdy powinien tego spróbować.

Edukatorka z ciemności

Ala jest osobą niewidomą. Zaczęła tracić wzrok, jeszcze kiedy była dzieckiem. Teraz jakby za mgłą widzi kontury budynków i słaby zarys otoczenia. Kolorów niemal nie rozpoznaje. Wie jednak, co to kolor. W końcu widziała je i uczyła się odróżniać w dzieciństwie. Dla osób niewidomych od urodzenia kolory to jednak puste pojęcia. – Niby wiedzą, że walentynkowe serduszka są czerwone, a trawa zielona, ale nie wiedzą, co to oznacza – opowiada Ala. Tak samo jest z perspektywą czy odległościami, których wyobrazić sobie nie sposób.
Osoba niewidoma musi mierzyć się z codziennością. Gotowanie wody na herbatę czy nakładanie pasty do zębów na szczoteczkę okazuje się wyzwaniem. – W domach osób niewidomych panuje zwykle nienaganny porządek. W innym wypadku niczego byśmy nie znaleźli. Wszystko ma swoje miejsce. Wyobraź sobie, że przychodzę do domu i rzucam klucze byle gdzie. Nazajutrz już z tego domu nie wyjdę, bo nie będę w stanie zamknąć drzwi – śmieje się Ala.
Gorzej jest jednak poza domem. W przestrzeni miejskiej brak porządku. Przy projektowaniu miast wciąż zapomina się o tych, którzy żyją w ciemności. Niewidomi gubią się na nowo wyremontowanym rynku w Katowicach czy w podziemnym dworcu autobusowym pod dworcem PKP. – Na rynku zwyczajnie tracimy orientację. Wtedy musimy poprosić o pomoc kogoś, kto akurat przechodzi. Sami nie jesteśmy w stanie dotrzeć do przystanku tramwajowego. Na podziemnym dworcu jest za ciasno i co gorsza na przystankach są słupy. Często, aby je ominąć, przechodzimy tuż przy krawędzi przystanku. O wypadek nie trudno – przyznaje Alicja.
Dziś w Ważnym Miejscu wraz z kilkoma innymi osobami pełni rolę niewidomej edukatorki i pomaga ludziom zrozumieć, jak to jest być niewidomym. Zaprasza ich do Tajemnicy Ciemności.

Dwa ważne piętra

Ważne Miejsce to łącznie dwa piętra. Na parterze, tuż pod Tajemnicą Ciemności mieszczą się bowiem kawiarnia i sale, gdzie organizowane są różne warsztaty i spotkania. Tutaj mówi się o poważnych problemach, nie tylko związanych z niepełnosprawnością, ale rozwiązuje też te bardziej przyziemne. Nie masz z kim wyjść na spacer? Oni coś wymyślą.
Monika Szymborska, współzałożycielka Ważnego Miejsca, uważa, że miasta powinny stać się bardziej ludzkie, odzyskać swoje dawne, wspólnotowe funkcje. Braki są jednak spore, więc trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce.
– Chodziło nam o stworzenie przestrzeni do zwyczajnej ludzkiej integracji. Mam wrażenie, że wykluczamy się nawzajem. Młodzi nie zauważają starszych, starsi czują się odrzuceni. Stąd pomysł na miejsce, gdzie te dwa światy mogą się w końcu spotkać i zobaczyć, że wcale sobie nie są tak obce – mówi założycielka.
Od wielu seniorów słyszała, że wstydzą się wejść do butiku czy kawiarni, bo tam zwykle przesiadują sami młodzi. No i jak oni będą na nich patrzeć? – Na dole Ważnego Miejsca, więc proponujemy kawę i herbatę jako dobry początek znajomości. Chcemy, aby spotykali się tu wszyscy i tworzyli dla siebie właśnie ważne miejsce. Stąd też pomysł na ogłoszenie o „uśmiechniętej emerytce”. Zgłosiła się do nas grupa pań, które nie chcą zamykać się w domach, a wolą wyjść do ludzi. To dobre duchy tego miejsca. Naprawdę wychodzę z założenia, że jest w nas dużo dobra i chęci pomocy, tylko trzeba to innym umożliwić – dodaje Monika.

Ważne Miejsce nie próżnuje

Przyznaje, że im też pomogli ludzie. Wystarczyło poprosić. – Chcieliśmy pięknie ozdobić ściany, ale nie było pomysłu i finansów. Jedna wizyta na Akademii Sztuk Pięknych wystarczyła. Opowiedzieliśmy o naszym pomyśle i natychmiast znaleźli się chętni artyści. Usłyszeliśmy „okej, zrobimy to dla was, bo robicie fajną rzecz” – dodaje Monika.
Dodatkowo inspiracją do stworzenia Tajemnicy Ciemności był Sebastian Grzywacz, przyjaciel założycieli Ważnego Miejsca. Mężczyzna stracił wzrok w wypadku w 2007 r. Po roku urodził się jego syn Franek. Dwa lata później odeszła od nich mama Franka. Od tego czasu Sebastian sam wychowuje syna. Na co dzień pracuje też w Fundacji „Ponad słowami”, zachęca młodzież do sportu, prowadzi warsztaty z przeciwdziałaniem przemocy. Człowiek orkiestra. – Sebastian jest wielką inspiracją. Dorastał w podwarszawskim Pruszkowie, przeżył w swoim życiu burzliwy czas i zawsze nam powtarza, że to utrata wzroku tak naprawdę uratowała mu życie. Zmienił się na lepsze – mówi Monika Szymborska.
Drugim bodźcem do powstania katowickiego lokalu była warszawska Niewidzialna Wystawa, której dyrektorem jest Małgorzata Szumowska. Zwiedzający poruszają się w zupełnej ciemności, a wystawę „widzą” tylko za pomocą dotyku, słuchu i węchu oraz poczucia równowagi. – Może nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy, ale wzrok nas ogranicza. Bardzo przytępia pozostałe zmysły, których potencjału po prostu nie wykorzystujemy. I u nas można się także o tym przekonać – dodaje Monika.
Ważne Miejsce, choć działa dopiero miesiąc, nie próżnuje. Odbywały się tu już warsztaty plastyczne, spotkanie z psim behawiorystą, a jutro (27 października) Ważne Miejsce zaprasza na spotkanie „Czy marihuana leczy?”. Na pytania, w jakich schorzeniach pomocne mogą być konopie, jak je podawać oraz skąd pozyskać, odpowie Dorota Gudaniec, która walczyła o życie ciężko chorego dziecka.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lis 06, 2018 07:07 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: naukawpolsce.pap.pl 01.11.2018
Autorka: Ludwika Tomala

Tzw. terapie komórkami macierzystymi niekiedy nie mają nic wspólnego ani z terapią, ani z komórkami macierzystymi - ostrzega biotechnolog prof. Józef Dulak z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W rozmowie z PAP mówi, gdzie nauka udowodniła już pozytywne działanie komórek macierzystych, a gdzie nie.
"W Polsce pojawiają się kolejne ośrodki, które - często za spore sumy - oferują pacjentom `terapię komórkami macierzystymi`" - mówi w rozmowie z PAP prof. Józef Dulak. Jego zdaniem to, co w takich placówkach jest nazywane "terapią eksperymentalną", czasami nie ma naukowych podstaw. W dodatku gabinety te nazywają "macierzystymi" komórki, których takie cechy nie zostały potwierdzone - dodaje.
Prof. Dulak jest kierownikiem Zakładu Biotechnologii Medycznej Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektorem naukowym Śląskiego Parku Technologii Medycznych Kardio-Med Silesia w Zabrzu i członkiem m.in. Komitetu Biotechnologii PAN. Badania naukowe nad komórkami macierzystymi prowadzi od kilkunastu lat.
Rozmówca PAP opowiada, że naukowcy w rzetelnych i potwierdzonych badaniach naukowych oczywiście wykazali już skuteczność terapii komórkami macierzystymi w leczeniu niektórych chorób. To dlatego np. przeszczepy komórek macierzystych ze szpiku kostnego stosowane są m.in. w leczeniu niedokrwistości, niedoborów immunologicznych, białaczek. "Działanie tych przeszczepów związane jest z tym, że w szpiku kostnym znajdują się też komórki macierzyste i progenitorowe. Są to komórki, które odtwarzają komórki krwi" - tłumaczy naukowiec.
Poza tym - mówi profesor - badania naukowe potwierdziły, że komórki macierzyste pobrane z komórek oka mogą być stosowane w leczeniu uszkodzenia rogówki. I dodaje, że komórki macierzyste pobrane ze skóry pomagają w leczeniu np. rozległych oparzeń czy owrzodzeń.
"Jeśli jednak ktoś wie, iż komórki macierzyste mogą przynosić świetny skutek w jednej chorobie - to nie wystarczy, żeby analogiczne terapie oferować do leczenia wielu innych chorób. W dodatku, jeśli takie eksperymentalne terapie nie mają uzasadnienia naukowego" - podkreśla rozmówca PAP.
Do takich działań, które bez podstaw są szeroko reklamowane, zalicza on zastosowanie komórek z krwi pępowinowej czy z tzw. galarety Whartona w sznurze pępowinowym do leczenia np. autyzmu, porażenia mózgowego czy stwardnienia zanikowego bocznego. "Nie ma żadnych dowodów na to, że komórki macierzyste mają jakikolwiek związek z autyzmem czy z porażeniem mózgowym” – opowiada. I dodaje, że są poważne wątpliwości co do „macierzystości” komórek z galarety Whartona.
"Stosować takie komórki ‘macierzyste’ do leczenia autyzmu czy do leczenia porażenia mózgowego to tak, jakby stosować aspirynę na wszelkie możliwe choroby. Aspiryna owszem - jest świetnym lekiem: przeciwzapalnym czy przydatnym w chorobach układu krążenia. Ale to nie znaczy, że można nią leczyć np. wrzody żołądka" - porównuje.
Prof. Dulak zwraca też uwagę, że każda terapia eksperymentalna może przynosić skutki uboczne.
"Skandalem jest odpłatne oferowanie tego rodzaju terapii pacjentom, którzy cierpią na ciężkie, nieuleczalne choroby - z sugestią, że to jest metoda, która może przynieść efekty" - mówi. Jak dodaje, nawet, jeśli pacjent chce wierzyć, że nastąpi cud - żaden lekarz czy naukowiec nie powinien tego sugerować.
"Lekarz ma obowiązek powiedzieć pacjentowi, że terapia, którą mu oferuje, to eksperyment. Musi przedstawić pacjentowi wszelkie za i przeciw przeprowadzenia próby" - mówi naukowiec.
"Czerwona lampka ostrzegawcza powinna się nam zapalić, jeśli udział w eksperymentalnej terapii komórkami macierzystymi jest płatny" - sugeruje prof. Dulak pacjentom, którzy rozważają skorzystanie z takich rozwiązań. Jak wyjaśnia, w rzetelnych badaniach naukowych pacjenci nie muszą płacić za udział w terapii, o której nie wiadomo, jaki przyniesie skutek. Takie badania finansowane są np. z grantów.
Dodaje jednak, że niekiedy również lekarze w publicznych placówkach - często w dobrej wierze - decydują się na przeprowadzenie terapii eksperymentalnej, z wykorzystaniem komórek macierzystych.
"Uważam, że w przypadku nieuleczalnych obecnie chorób pacjent i lekarz mają prawo podjęcia ryzyka. Nic jednak nie zwolni lekarzy czy naukowców z obowiązku myślenia i odpowiedzialności. Powinni oni postępować w jedyny dopuszczalny sposób: rozeznać, czy dana terapia w leczeniu danej choroby ma wystarczające i rzeczywiste uzasadnienie medyczne i biologiczne, czy ma podstawy naukowe. I czy szanse na korzyści przewyższają ryzyko niepowodzeń i efektów ubocznych. Nie można tworzyć w pacjentach złudnej nadziei" - podkreśla naukowiec.
Aby takie eksperymentalne terapie można było prowadzić, za każdym razem konieczna jest zgoda komisji bioetycznej. Prof. Dulak krytykuje jednak ich praktykę: "W mojej ocenie komisje bioetyczne w sposób bardzo niefrasobliwy zgadzają się czasami na tego rodzaju próby, nie mając nawet solidnej wiedzy, czym są komórki macierzyste".
Obiecującymi kierunkami badań jest wykorzystywanie IPS-ów w terapii Parkinsona (takie badania prowadzi się w Szwecji), a także w terapii zwyrodnienia plamki żółtej oka (Japonia). Trwają też badania nad wykorzystywaniem komórek zarodkowych w leczeniu innej choroby oczu - choroby Stargardta.
Na razie jednak badania te przeprowadzono na małych grupach pacjentów. Aby potwierdzić lub obalić hipotezy o słuszności stosowania w tych przypadkach komórek macierzystych, potrzeba o wiele większych prób, prowadzonych w odpowiedni sposób, z zachowaniem grup kontrolnych i tzw. „ślepej” próby (kiedy ani pacjent ani lekarz nie wiedzą, czy podawany zastrzyk zawiera badany lek - a w tym przypadku komórki- czy tylko sól fizjologiczną).

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lis 06, 2018 08:53 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Źródło: wiadomości.ox.pl 03.11.2018
Andrzej Koenig

„Jak Ty tak potrafisz samemu poruszać się po Skoczowie?”, „Jak potrafisz sam wejść do autobusu”, „Jak potrafisz odnaleźć sklep mięsny czy drogerię?” – to pytania, na które często muszę odpowiadać.
Sześć lat temu jak straciłem bezpowrotnie wzrok myślałem, że zostanie mi tylko – „cztery ściany, sufit i podłoga” w mieszkaniu na wiele lat. Po pół roku pojawił się u mnie instruktor nauki pisma Braille’a, który jak to mogę powiedzieć otworzył mi oczy. To dzięki niemu oprócz pisma Braille’a odnalazłem sens życia jako osoba niewidoma, która jak tylko chce może zdziałać wiele.
Janek, który mnie uczył pisma punktowego włożył w moje dłonie biały, cienki przyrząd zwany potocznie na całym świecie „białą laską”. Była to pierwsza laska, którą pomimo pięciu lat chyba najbardziej sobie cenię. Mam ich obecnie osiem, ale ta jest najważniejsza, bo od niej wszystko się zaczęło. Potem było szkolenie z orientacji zorganizowane przez Polski Związek Niewidomych. Podczas tych przepracowanych godzin z instruktorem nauczyłem się posługiwania białą laską i techniki korzystania z niej. Biała laska od wielu lat jest znakiem rozpoznawczym osób z dysfunkcją wzroku. Tracąc wzrok nie bardzo chciałem się przekonać do tego białego kijka, patyka czy innej nazwy. W obecnym czasie nie wyobrażam sobie, aby pojawić się bez tego elementu dopisanego do mojej osoby.
W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że ktoś o kulach, na wózku czy z białą laską to inwalida, któremu ciężko się odnajdować wśród pełnosprawnych. Coraz więcej takich osób pojawia się na chodnikach naszych miast. Biała laska to jak napisałem wcześniej znak rozpoznawczy dla innych użytkowników naszych miast. Wiele osób, które twierdzą, że jeszcze na tyle widzą żeby nie chwytać tego „kijka” do ręki mają czasami duże problemy, aby trafić na przejście dla pieszych, wejść do odpowiedniego autobusu czy sklepu. Kiedyś ktoś mi powiedział: „czy potrafiłbyś przejść kawałek drogi bez pomocy białej laski?”. Odpowiedziałem, że możliwe to byłoby, ale na pewno nie czułbym się komfortowo idąc bez „białej koleżanki”.
W środowisku osób z dysfunkcją wzroku możemy podzielić osoby na dwie kategorie: tych co już nic nie widzą (ociemniali i niewidomi) oraz tych co im się wydaje, że jeszcze coś widzą (słabo widzący). Osoby praktycznie nic nie widzące do których się zaliczam w większości poruszają się przy pomocy osoby pomagającej – przewodnika lub „białej koleżanki”. W Polsce jest praktycznie prawie 2 miliony osób z dysfunkcją wzroku. Wiele z nich nie przyznaje się do tego problemu. Udają, że wszystko jest ok, że coś im prawie wpadło do oka i łzawią, że na pewno w tym miejscu jest przejście dla pieszych, a kierowca nie zauważył go na przejściu. Na pewno ciężko się przełamać i pokazać w miejscu publicznym z tym rozpoznawalnym przyrządem. Warto jednak się przezwyciężyć i uwierzyć w siebie. Mając w ręce białą laskę jesteśmy rozpoznawalni na chodniku, drodze czy w innym miejscu publicznym.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lis 06, 2018 08:54 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Kierowca nie wpuścił do kursowego busa trójki niewidomych z psem przewodnikiem. "Takie sytuacje to w Małopolsce norma"
Źródło: krakow.wyborcza.pl 02.11.2018
Angelika Pitoń

Prywatny przewoźnik kursujący między Krakowem a Bielsko-Białą odmówił przejazdu trójce niewidomych, którzy podróżowali z psem asystującym. Kierowca zatrzasnął im drzwi i pozostawił ich samych na krakowskim Dworcu Autobusowym, a wcześniej nerwowo rzucił, że ma alergię na zwierzęta. Zdarzenie zarejestrowali internauci.
Na 22-sekundowym nagraniu widzimy mężczyznę i kobietę z psem przewodnikiem, którzy chcą dojechać z Krakowa do Andrychowa. Bus firmy Janiso odjeżdża, zostawiając ich na płycie małopolskiego Dworca Autobusowego.
Wideo opublikowano na Facebooku. Poszkodowana kobieta nagranie opatrzyła komentarzem: „Tym Bus Janiso mieliśmy odjechać do Andrychowa. Pan kierowca odmówił zabrania osoby niewidomej z psem przewodnikiem (...) Przecież my chcieliśmy jechać do domu. Nie chcemy tolerować bylejakości, braku szacunku!” – czytamy.
Do sytuacji doszło 1 listopada w godzinach popołudniowych. Wywołała ona falę oburzenia wśród internautów.

Bo ma alergię na zwierzęta


"Wyborczej" udało się skontaktować z poszkodowanymi. - W dniu Wszystkich Świętych wracaliśmy z moją małżonką Ewą i szwagierką Jolantą z Warszawy, gdzie odwiedzaliśmy groby naszych bliskich. Pies przewodnik należał do Joli - opowiada pan Jacek, mieszkaniec Andrychowa. - Udaliśmy się na Dworzec. Ja chciałem schować walizki, żona miała kupić bilet. Niestety; kierowca odmówił nam wejścia z psem, mimo, że w busie było bardzo dużo miejsca, były wolne miejsca siedzące. Na koniec nerwowym tonem rzucił, że ma alergię na zwierzęta. I zamknął nam drzwi przed nosem.

Przeprosiny przewoźnika

Przewoźnik zareagował niemal natychmiast. Na Facebooku opublikował dwuzdaniowe oświadczenie w tej sprawie. „Przepraszamy za zaistniałą sytuacje, była ona skandaliczna i niedopuszczalna. Wobec kierowcy zostaną oczywiście wyciągnięte konsekwencje” – czytamy.

Jacek Zadrożny: - Takie oświadczenie w zasadzie nam wystarczy. Nie zależy nam na odszkodowaniach. Chcemy jedynie, żeby takie sytuacje nie miały miejsca, a kierowcy wiedzieli, że ich obowiązkiem jest przewiezienie psa przewodnika osoby niewidomej.
„Wyborcza” próbowała skontaktować się z firmą Janiso. Nikt jednak nie odbierał telefonu.
Finalnie małżeństwu i ich krewnej udało się dostać do domu busem innej firmy.
Pan Jacek: - Kierowca MK Trans był co prawda nieco zdezorientowany, ale bez problemu zawiózł nas do Wadowic, gdzie miał przystanek końcowy. Tam przyjechała po nas rodzina.


Skandaliczna sytuacja

Sprawę komentuje Piotr Figiel, który prowadzi fundację Nowe Spojrzenie, przeciwdziałającą dyskryminacji osób niewidomych i niedowidzących m.in. w dostępie do transportu publicznego.
– Wydawało mi się, że przewoźnicy przyswoili już obowiązujące regulacje prawne w zakresie przewożenia osób z niepełnosprawnością. Ta sytuacja jest skandaliczna. Przewoźnik może odmówić przejazdu osobie tylko z przyczyn uzasadnionych, np. jeśli bus nie jest dostosowany do wjazdu na wózku inwalidzkim. Tutaj nie widzę jednak przeciwwskazań do podróży osoby niewidomej i psa asystenta. Przepisy mówią wprost: „osoba niepełnosprawna wraz z psem asystującym ma prawo wstępu do obiektów użyteczności publicznej, w szczególności: (...) gastronomii, usług, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym, morskim lub wodnym śródlądowym”.

"Takie sytuacje zdarzają się w Małopolsce permanentnie"


Piotr Figiel dodaje: – Nie szokuje mnie, że taka sytuacja miała miejsce w Małopolsce. Nagminnie dochodzi do nierespektowania praw osób z niepełnosprawnością. Kierowcy permanentnie nie wystawiają biletów ulgowych osobom niewidomym, nie honorują legitymacji niepełnosprawnego. Ignorują obowiązujące przepisy, często prezentują podejście typu: „Jestem tutaj panem. To ja decyduję, kogo zabieram, a kogo nie". Odbywa się to niestety także dlatego, że urząd marszałkowski, który może egzekwować przestrzeganie prawa przez kierowców i np. odebrać koncesję, takie sytuacje lekceważy.
Jak powinien był zachować się przewoźnik? Po pierwsze – wystawić osobie niewidomej bilet z należną ulgą. Po drugie – zainkasować opłatę za przewóz psa przewodnika. Wynosi on 5 proc. ceny biletu normalnego. Kierowca powinien również umieścić podróżnych w komfortowym dla nich miejscu. Jeśli bus jest niewielki, a pies może przeszkadzać podróżnym, kierowca winien znaleźć mu miejsce na fotelu obok niewidomego.

Materiał z TVN 24:
https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludni ... 4Lhepzjoz4

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr lis 14, 2018 13:06 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
Niewidoma wyrzucona z busa za psa przewodnika wstawiła się za zwolnionym kierowcą
Źródło: gazetakrakowska.pl 08.11.2018
Bogumił Storch

Kierowca, który nie wpuścił niewidomej z psem przewodnikiem do busa na dworcu w Krakowie, został zwolniony, po tym, jak o aferze usłyszała cała Polska. Teraz pochodząca z Andrychowa kobieta prosi, by przywrócono go do pracy. - Ludzi trzeba edukować, a nie wyrzucać na bruk - tłumaczy.
Przypomnijmy. Pod koniec ub. tygodnia media obiegły doniesienia o tym, że Jolanta Kramarz, niewidoma kobieta podróżująca wraz ze swoim psem przewodnikiem, nie została wpuszczona do busa, jadącego do jej rodzinnego Andrychowa.
Do tej karygodnej sytuacji doszło w ub. czwartek na Małopolskim Dworcu Autobusowym w Krakowie. Kobieta chciała wejść do środka pojazdu razem ze swoją siostrą Ewą Zadrożną i jej mężem Jackiem.
Jednak kierowca firmy Bus Janiso odmówił wpuszczenia do pojazdu psa, bez którego nie jest w stanie się poruszać. Zdarzenie zarejestrowali internauci, a 22-sekundowy filmik pokazały największe polskie portale i telewizje.
Na przewoźnika i jego pracownika, który nie wykazał się minimum empatii, posypała się fala krytyki. Firma musiała zareagować i wydała w końcu krótkie oświadczenie, w którym przeprosiła za zachowanie swojego kierowcy: „Było ono skandaliczne i niedopuszczalne. Wobec kierowcy zostaną oczywiście wyciągnięte konsekwencje”. Kilka godzin później poinformowano, że mężczyzna został zwolniony z pracy.
- Nie o to chodzi, żeby niszczyć temu człowiekowi życie. Będziemy apelować do przewoźnika, by tego pana przywrócił do pracy. Zarówno on, jak i inni pracownicy, powinni być przez firmę odpowiednio przeszkoleni i pouczeni. Zresztą to nie tylko błąd ludzki a systemowy - mówi nam poszkodowana w tej sytuacji Jolanta Kramarz.
Wyjaśnia, że kierowca powołał się na regulamin firmy, w której jest zakaz wprowadzania do busów zwierząt. - A powinien być wyjątek dla psów przewodników osób niewidomych - mówi.
Wyjaśnia, że przeszkolone psy zapewniają niewidomym bezpieczeństwo i możliwość funkcjonowania, bo bez nich ludzie niewidzący czują się jeszcze bardziej niepełnosprawni.
Podkreśla, że jej labrador, który wabi się Maior, ma odpowiedni certyfikat i szczepienia.
Zgodnie z ustawą o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, psi przewodnicy mogą podróżować komunikacją zbiorową i wchodzić wszędzie tam, gdzie idą ich właściciele.
- Tylko nie każdy o tym wie - mówi pani Jolanta.
Kobieta urodziła się w Andrychowie. Tutaj chodziła do szkoły. Wzrok zaczęła tracić, gdy była nastolatką. Dziś jest dyplomowanym psychologiem i założyła fundację, która pomaga niewidomym w zapewnieniu im psa przewodnika. Sama korzysta z pomocy takiego czworonoga od 13 lat.
Ze względu na jej działalność „Życie Warszawy” zaliczyło ją w 2008 roku do „Dam wpływających na zmiany w stolicy”.
Niewidomych z psami przewodnikami w Polsce nie jest zbyt wielu: zaledwie ok. 112 osób. Wyszkolenie i utrzymanie psa- przewodnika jest kosztowne a i ludzie muszą być odpowiednio nastawieni do zwierząt.
Jolanta Kramarz przyznaje, że zdarzenie z busem to nie pierwsza taka sytuacja, gdy odmówiono jej usługi ze względu na psa.
Wcześniej problemy miała już na przykład z wejściem do hipermarketu, a także... do lekarza. Pozew do sądu w tej sprawie rok temu skierował Rzecznik Praw Obywatelskich. Wygrała proces, lekarz został ukarany.
- Sąd zasądził zadośćuczynienie i odszkodowanie na cele społeczne. Jednak według mojej wiedzy ten wyrok nie został wykonany - podkreśla.
Zaznacza,że niewidomym takie sytuacje zdarzają się nadal. Dlatego właśnie trzeba ludzi informować i edukować, jak powinni się zachować, gdy widzą niewidomego z prowadzącym go psem.

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr lis 14, 2018 13:08 
Offline

Dołączył(a): N maja 26, 2013 00:42
Posty: 1853
11 osób złożyło skargi do RPP w sprawie dostępu do świadczeń poza kolejnością
Źródło: PAP/Rynek Zdrowia, 28 września 2018

11 osób zgłosiło się do rzecznika praw pacjenta w ciągu ostatnich trzech miesięcy z problemami dotyczącymi realizacji ustawy o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności - poinformował w piątek (28 września) Departament Dialogu Społecznego i Komunikacji RPP.
Ustawa o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności obowiązuje od początku lipca tego roku. W tym czasie poza 11 zgłoszeniami dotyczącymi problemów z dostępem do świadczeń poza kolejnością, w 64 przypadkach pacjenci - za pośrednictwem infolinii - kierowali zapytania o udzielenie informacji o nowych zasadach dostępu tych osób do świadczeń opieki zdrowotnej.
Rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec przypomniał w komunikacie przesłanym PAP przez Departament Dialogu, że osoby posiadające orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności mogą skorzystać ze świadczeń opieki zdrowotnej poza kolejnością. Chodzi tu o świadczenia udzielane m.in. w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej oraz w szpitalach. W ramach przysługujących uprawnień możliwe jest także korzystanie z usług farmaceutycznych realizowanych w aptekach oraz ze świadczeń rehabilitacji leczniczej, zgodnie ze wskazaniami medycznymi.
Chmielowiec wyjaśnił, że placówka medyczna powinna udzielić świadczenia w dniu zgłoszenia. "Jeśli staramy się o udzielenie świadczenia w szpitalu lub ambulatoryjnej opiece zdrowotnej, a nie jest to możliwe w dniu zgłoszenia, to placówka wyznacza inny termin poza kolejnością przyjęć wynikający z prowadzonej przez nią listy oczekujących. Pamiętać przy tym należy, że w przypadku ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, świadczenie nie może być udzielone w terminie późniejszym niż w ciągu 7 dni roboczych od dnia zgłoszenia" - czytamy.
Rzecznik praw pacjenta poprosił, żeby w przypadku nierespektowania tych uprawnień przez podmioty lecznicze lub innych problemów z dostępem do świadczeń zwrócić się do biura RPP. Skargę można złożyć pisemnie. Jest możliwość także kontaktu telefonicznego pod bezpłatnym numerem infolinii 800-190-590".

_________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lis 14, 2018 13:08 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 775 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL